Kiedy dotarł w końcu do swoich komnat, powitały go chaosem. Był pewien, że Sarlin i Harry nie wchodzili do jego pokojów sami. Co prawda nic nie było poprzestawiane i w środku panował ład, ale mógł wyczuć, że w pomieszczeniach ktoś jeszcze przebywał poza tymi, których do tego uprawnił.
Jak inni dostali się do środka, mógł tylko przypuszczać. Zapewne Sarlin nie miałby problemów z przełamaniem jego barier, ale jakoś wątpił, aby wampir urządzał sobie zebrania w jego komnatach. Bardziej orgie, ale ściany nie były spryskane krwią.
Możliwe, że przesadzał, ale w przypadku Sarlina należało spodziewać się najgorszego.
Ktoś zatrzymał się przed jego drzwiami. Intruz nie zdecydował czy wejść, czy nie i zaklęcie uaktywniło się, przesyłając mu obraz z korytarza. Potter dotykał palcami splotów zaklęć, zapewne nieświadomie. Chłopak miał tendencje do wyglądania na nawiedzonego, gdy rozmawiał o sieciach magii, które plótł, czy wtedy, gdy opowiadał Sarlinowi o kolorach zaklęć.
Severus nie pamiętał, ile tygodni minęło odkąd prowadzili ostatnią rozmowę na ten temat, ale czuł, że wieczność. Pomimo rzuconych zaklęć ogrzewających wciąż czuł chłód. Zapewne jeszcze dzisiaj przyśni mu się wyjący za oknami wiatr.
— Odpowiesz mi? — spytał spokojnie, gdy Potter stanął przed nim.
Chłopak nie wyglądał ani lepiej, ani gorzej niż ostatnim razem, gdy się widzieli. Walka nie wzmogła najwyraźniej koszmarów albo blokada Sarlina działała nadzwyczaj dobrze.
Harry zaczerwienił się wściekle, zaskakując go zupełnie.
— Nie sądziłem, że faktycznie… — zaczął chłopak niepewnie.
— Gdzie jest Sarlin? — spytał, przerywając mu.
Należało nadrobić jak najwięcej. Weasley nie wiedział wszystkiego i Severus nie powiedział mu w zasadzie nic, ale należało działać.
— Chodzi po szkole — westchnął Harry. — Nie jest najłatwiejszy do opanowania, nie byłem w stanie go zatrzymać — zaczął chłopak.
Severus nie potrzebował jednak jego usprawiedliwień. Doskonale znał Sarlina. Sam też nie był w stanie powstrzymać wampira przed wędrówkami, szczególnie tymi nocnymi. Sam przecież też musiał kiedyś sypiać.
Harry wciąż stał na środku salonu, jakby nie potrafił się zdecydować, czy powinien zostać, czy wyjść. I Severus nie chciał być sam. Nie po Azkabanie, gdzie spędzał całe dnie, które wyglądały jak wieczność w ciemności i chłodzie przy akompaniamencie krzyków straceńców. Potter musiał widzieć kawałek tej niewesołej rzeczywistości więziennej i dlatego wystraszył go, wyrzucając ze swojego umysłu.
Black też nie był skory do dzielenia się swoimi doświadczeniami. Nie bez powodu.
— Przyjąłem Draco do mojego rodu — powiedział Harry w pewnej chwili i Severus skinął po prostu głową.
— Usiądź — ni to poprosił, ni rozkazał.
Chłopak jednak rzucił okiem w stronę kanapy, na której Severus siedział. A potem skierował się do fotela, który stał najbliżej ognia. Możliwe, że to była jedna z tych małych rzeczy, o których wspominał Sarlin.
Severus wiedział, że chłopak go nie nienawidził. Dziecinność jedenastolatka została szybko zastąpiona przez zdrowy rozsądek dorastającego młodzieńca. Ale wciąż młodzieńca, a nie dorosłego i tego Sarlin zdawał się nie pojmować.
I dlatego Severus dawkował informacje, nie chcąc przeciążać młodego umysłu. A może trochę dlatego, że sam kochał manipulacje i chciał, aby Potter chociaż raz patrzył na świat trochę przez jego pryzmat. Gryfonowi na pewno to do tej pory nie zaszkodziło. Widział, jak chłopak bardzo się rozwinął i czasami zastanawiał się, ile z ich goryczy przejmie.
Sarlin bywał pozornie zabawny, ale każde z jego słów miało drugie dno, które Harry zaczynał wyczuwać.
— Słyszałem — powiedział Severus, obserwując ciekawość z jaką chłopak go obserwował.
Bez Sarlina jako katalizatora, pokój wydawał się mały. Duszny. Ciepły.
Severus nie był dobrym rozmówcą. To wampir w zasadzie wiódł prym w tej kwestii.
— Chciałem… — zaczął chłopak i urwał. — Neville…
— Pan Longbottom zaskoczył każdego z nas — wszedł mu w słowo, czując nadchodzące podziękowania.
W Azkabanie zastanawiał się nad tym, jak młody Gryfon zniósł to, że zabił. Uczniowie Gryffindoru wydawali się biologicznie nieuwarunkowani do godzenia się z myślami, co stanowiło ich główny problem.
— Nie dziękuję się też komuś za zabicie kogoś innego — dodał Severus i natychmiast tego pożałował, bo oczy Pottera nagle zrobiły się niemożliwie wielkie.
— Nie zamierzałem… Ja nigdy bym nie… — zaczął się jąkać Gryfon.
— Powiedz mi, czy rozmawialiście z Draco i do czego doszliście? — przerwał mu szybko Severus.
Harry zaczerwienił się wściekle.
— Przyjąłem Draco do rodu. On i niektórzy ze Slytherinu zaczęli przygotowywać pewnego rodzaju cichy bunt — wyjaśnił chłopak. — Hermiona im pomagała przez pewien czas, ale po wypadkach z Hogsmeade…
— Ktoś wie o Sarlinie? — spytał po raz kolejny przerywając chłopakowi.
— Tylko ci, którzy brali udział w walce w Hogsmeade — odparł Harry krótko, chyba nareszcie łapiąc, że Severus potrzebował ogólnego rozeznania w sytuacji.
Na szczegóły mieli jeszcze czas, ale jeśli cokolwiek zostało zaniedbane, musiał teraz odnaleźć punkt zapalny.
— Narcyza Malfoy nie żyje — powiedział nagle Harry, kompletnie zaskakując go. — W niedziele sową dostarczono Draco jej głowę. Po tym Hermiona i on zostali tymczasowo zastępczymi opiekunami — ciągnął dalej.
Severus skinął tylko głową, przyjmując do wiadomości wszystko. To było oczywiste posunięcie ze strony Draco i nie wątpił ani przez chwilę, że młody Ślizgon wykorzysta tę lukę w regulaminie.
— W Slytherinie panuje spokój. Uczniowie zostali poinformowani, że zostaną wyciągnięte odpowiednie konsekwencje, jeśli dojdzie do pojedynków w dormitorium — podjął Potter i ton jego wypowiedzi przestał odpowiadać Severusowi.
Chłopa siedział spięty w swoim fotelu, jakby spodziewał się, że zostanie oceniony za poczynania ostatnich dni. A to był błąd w założeniu. Żadne z nich nie powinno być narażone na takie przeżycia, więc nie powinni się też organizować i opanowywać chaos. McGonagall zapewne pomogła im na swój sposób, ale Dumbledore zapewne niczego nie ułatwił, licząc na to, że jego spokojne słowa stłumią panikę.
— Nie składasz mi raportu — zaczął Severus, obserwując jak Harry porusza się nerwowo na swoim fotelu. — W zasadzie chciałem z tobą porozmawiać o zaklęciu, dzięki któremu dementorzy trzymali się ode mnie z dala — dodał.
Słowa podziękowań przeważnie nie przechodziły mu przez usta, ale liczył na to, że chłopak zrozumie, co chciał przez to powiedzieć. Gdyby nie niewielkie [i]Expecto Patronum [/i]na pewno dzisiaj wyglądałby gorzej. Z biegiem lat coraz fatalniej znosił obecność dementorów. Nic dziwnego. Jego dusza była sitem, podziurawiona śmiercią, którą przynosił na ludzi od lat.
— Rozmawiał ze mną dzisiaj minister — podjął Potter nagle. — Chcą wysłać mnie na kurs aurorski już teraz — dodał i brwi Severusa uniosły się lekko.
— I? — spytał ostrożnie, bo chłopak najwyraźniej czekał na jakąś reakcję z jego strony.
— Odmówiłem — odparł krótko Potter i ta odpowiedź nie zaskoczyła go. — Profesor McGonagall wspomniała o tym, że Draco powinien otrzymać spadek po matce.
— To pieniądze, którymi mógłbyś zarządzać, jeśli miałbyś ochotę — rzucił Severus.
— Nie przyjąłem go do mojej rodziny, żeby nim manipulować — oburzył się Potter i Severus z radością obserwował właśnie ten ogień, który chłopak miał zawsze w sobie.
— Może powinieneś, skoro on będzie manipulował tobą? — spytał ostrożnie i Harry spojrzał na niego krzywo.
Nagle cała niepewność w jego postawie znikła i właśnie na to czekał Severus. Potter w swoim buntowniczym nastroju wyglądał po prostu zdrowiej, więc blokada rzeczywiście działała.
— Nie sądzę, żeby Draco miał coś takiego w planach. Na razie jest zajęty Slytherinem, poza tym moje dobro, to też teraz jego dobro — zauważył Harry. — Zresztą wiele się pozmieniało — ciągnął dalej. — Mamy z Nevillem nowe komnaty niedaleko twoich. I Sarlin opowiedział mi o tym jak i dlaczego został Mrocznym Czarodziejem, a skoro teraz nie musisz już chodzić na te cholerne zebrania, musi ci tyle opowiedzieć — dodał Harry, nie orientując się nawet, że przeszedł z nim na ty.
— Osobne komnaty? — spytał, chcąc pociągnąć chłopaka za język.
Był zmęczony i nie miał ochoty rozmawiać, ale nie miał nic przeciwko temu, aby ktoś mówił do niego. Sarlin mógł wrócić dzisiejszej nocy lub nie. Może znalazł kogoś innego na kim pożywiał się i odwiedzi go jeszcze dzisiaj. Może już nie wróci, a on wtedy zostanie w pustych komnatach z szumem wichru za oknami, których nie ma w swoich pokojach.
Głos Pottera przynajmniej go uspokajał i przytrzymywał tutaj i teraz, w Hogwarcie.
— Profesor McGonagall stwierdziła, że w świetle czarodziejskiego prawa jesteśmy dorośli. Nie mogliśmy więc zgodnie z regulaminem Hogwartu wciąż mieszkać w dormitoriach — stwierdził Potter. — Wczoraj spaliśmy u mnie, bo komnaty Neville'a nie zostały jeszcze zabezpieczone. Draco i Pansy założą bariery zapewne dzisiaj. A za kilka godzin najprawdopodobniej przejdzie ostatnia grupa — dodał.
Severus nie bardzo wiedział, co powinien teraz powiedzieć. Chłopak zdawał się być naprawdę odprężony, jakby wszystko zaczynało się układać. Najwyraźniej bliższa współpraca ze Ślizgonami naprawdę im służyła.
— Pomyślałem, że mógłbyś… że mógłby pan — poprawił się nagle Harry, a jego oczy zrobiły się odrobinę większe, gdy zrozumiał, że zwracał się do niego bez tytułów. — Zdjąć to zaklęcie, które blokowało wspomnienie — zakończył niepewnie.
Severus nie był zbyt skory do tego. Wciąż istniało niebezpieczeństwo, że blokada nie była wystarczająca. Voldemort może nieświadomie nie miał dostępu do umysłu chłopaka, ale to zawsze mogłoby się zmienić, gdyby faktycznie się przyłożył do zadania. Czarny Pan był znany z talentu do legilimencji. Dlatego Severus był tak świetnym oklumentą.
— Nie wiem, czy to rozsądne — stwierdził, starając się zignorować wbite w niego zielone tęczówki. — Pomyślę nad tym. Dzisiaj…
— Jest pan zmęczony — dopowiedział ze zrozumieniem Potter, ale nie podniósł się, jakby czekał aż Severus go wyprosi.
— W Azkabanie odwiedził mnie Percy Weasley — zaczął bardzo ostrożnie Severus i dostrzegł, że Harry przygląda mu się z pełnym zainteresowaniem.
— Był tutaj z Knotem — poinformował go chłopak pospiesznie.
Severus tylko skinął głową. Logicznie Weasley nie opuszczał boku Ministra.
— Wszystko, co teraz powiem, nie może opuścić tego pomieszczenia — powiedział bardzo powoli, mierząc Gryfona wzrokiem. — Knot może stracić stanowisko nim dojdzie do faktycznych rozruchów z… — urwał, nie chcąc używać słów 'Czarny Pan' przy Potterze.
Chłopak wydawał się rozumieć jednak, że jego zawahanie nie wywodziło się ze strachu.
— Uważa pan, że powinienem się zgodzić na przeniesienie na kurs? — spytał Harry.
— Tego nie powiedziałem — oznajmił mu Severus. — Mówię tylko, że Knot najprawdopodobniej straci stanowisko.
— Dlaczego Percy przyjechał to panu powiedzieć? Dumbledore zmusił go do tego, żeby po pana pojechał? — spytał naiwnie Gryfon.
— Dyrektor zapewne wciąż użera się z urzędnikami Wizengamotu — westchnął Severus. — Weasley jest Niewymownym. Przybył do Azkabanu mnie wyciągnąć i wymieniliśmy się informacjami.
Oczy Pottera na krótki moment zrobiły się większe i Severus poczułby się urażony, gdyby nie fakt, że to naprawdę była odpowiednia reakcja.
— Nie powiedziałem mu nic o twoich koszmarach ani Sarlinie. Nie przesłuchiwał mnie i nie podał mi [i]Veritaserum.[/i] Nie jestem na nie odporny, ale potrafię zwalczyć je na tyle na ile muszę — poinformował chłopaka szybko. — Był zainteresowany tym, dlaczego moi Ślizgoni nagle zmienili strony — wyjaśnił.
Potter spiął się wyraźnie.
— Nie wiedzą też o twoim specjalnym talencie. Trudno byłoby mi rozmawiać o czymś, czego nie rozumiem — dodał Severus. — Percy raczej zasugerował się starą dobrą logiką, która podpowiedziała mu, że jeśli Slytherin odwraca się od kogoś, oznacza to, że okręt zaczyna tonąć. Nie zrobiliby tego też bez mojej cichej aprobaty, którą zresztą Draco uzyskał, jak doskonale wiesz. Mamy pewne zasady, według których postępujemy, więc Draco zwrócił się też do ciebie o pomoc, bo w twoim interesie leżało, aby stać po odpowiedniej stronie jego różdżki, gdy przyjdzie wyczekiwana chwila — ciągnął dalej i czuł, że całe to zmęczenie zaczyna znikać.
Zerknął na chłopaka, który mrużył oczy, jakby próbował coś dojrzeć z oddali.
— Co robisz? — spytał wprost, wiedząc, że owijanie w bawełnę z Gryfonem na nic się nie przyda.
— Ten czar, który na pana rzuciłem… — zaczął Harry i zmarszczył brwi, przekrzywiając głowę. — Jest chyba intencyjny — stwierdził.
Severus spojrzał w dół na swoją szatę. Przebrał się kilka razy, więc zaklęcie musiało przylgnąć do jego ciała, a nie ubrania. I może dobrze, bo jeśli dostałby więzienne łachy, dementorzy dorwaliby go w pierwszych chwilach, pożywiając się całym tym złem, którego powodem był.
Czuł się zadziwiająco dobrze, biorąc pod uwagę, że jeszcze chwilę temu słaniał się na nogach. Uczucie zimna znikło, zastąpione przyjemnym ciepłem.
— Intencyjny? — spytał Severus niepewnie. — To twój czar — przypomniał mu. — Jakie miałeś intencje?
Policzki chłopaka zaczerwieniły się lekko.
— Chciałem tylko dłużej z panem porozmawiać — powiedział niepewnie Potter. — Ale wyglądał pan na zmęczonego…
— I magia zadziałała — stwierdził Severus. — Możesz to zdjąć? — spytał całkiem szczerze.
Nagle nie czuł się już tak swobodnie z myślą, że magia chłopaka oplatała go.
— Nie chcę — przyznał szczerze Harry. — Jeśli jeszcze raz trafi pan do Azkabanu? — spytał niepewnie.
— To się nie stanie — stwierdził Severus.
Coś mówiło mu we wzroku Percy'ego Weasleya, że Niewymowni zamierzali nad nim osobiście czuwać.
— Chce pan, abym je zdjął? — spytał Potter nagle jakoś słabo.
Severus poczuł, że coś go ponownie ominęło. Może nie zwracał uwagi, gdy chłopak mówił do niego jeszcze przed chwilą.
— Mógłbyś powtórzyć? — poprosił spokojnie.
— Czy chce pan, abym zdjął ten czar? — spytał Harry niepewnie.
Chłopak patrzył na niego wyczekująco, jakby jego odpowiedź naprawdę wiele znaczyła w tej mierze. To było proste. Jeśli ta magia miała go otaczać, czułby Harry'ego zawsze i wszędzie. Nawet teraz gdzieś tam pulsowała wokół niego znajoma sygnatura. Swoisty podpis, ale nie w tym znaczeniu, że był własnością magii Pottera. Raczej ostrzeżenie dla innych, że to zaklęcie chroni to ciało.
Dla Pottera to wydawało się ważne. Ta ciągła obecność.
— Muszę to przemyśleć — powiedział w końcu, nie potrafiąc zdecydować.
Harry skinął głową.
— Muszę wracać do komnat — odparł chłopak.
Severus skinął tylko głową, że rozumie.
— Panie Potter — powiedział zatrzymując go w drzwiach. — W świetle prawa czarodziejskiego jesteś dorosły — stwierdził, gdy coś przyszło mu do głowy. — Czy czujesz się dorosły? — spytał całkiem szczerze, bo Potter wykazał się odpowiedzialnością, biorąc pod opiekę tak sporą grupę. Wydawał się ich pewnie prowadzić, co stanowiło sam w sobie dowód na to, że chłopak za szybko dorósł.
Harry zmarszczył brwi, gdy popatrzył mu prosto w oczy.
— Nie wiem, czy czuję się dorosły. Tu raczej nie moja opinia się liczy — powiedział chłopak, kompletnie go zaskakując.
Severus skinął głową, że uznaje taką odpowiedź za satysfakcjonującą.
— Skoro jesteś dorosły, myślę, że możemy mówić sobie po imieniu poza salą lekcyjną — powiedział, decydując w końcu, że to nie zaszkodzi bardziej niż wszystko inne.