Severus widział w odbiciu lustra ciekawski wzrok męża. Harry obserwował go od dobrych kilku minut, ale on był bardziej zajęty dopinaniem swojej koszuli. Deidre przeniosła tutaj część jego szafy, ale nadal nie czuł się zbyt komfortowo w cienkich warstwach materiału. Seara i Kamalia dbały, aby nosił się zgodnie z najnowszą modą, ale te tuniki za bardzo przypominały mu jego laboratoryjne szaty, chociaż bardziej strojne – nie wyglądały na pogrzebowe ubrania.
Harry z własnego świata wrócił z niczym. Nie zdążyli się spakować. Severus zresztą pewien był, że mają czas. Nie tylko na przeprowadzkę, ale również na rozmowę o jego rodzinie. Dawał im lata zanim zdecydowałby się na zdradzenie jednego ze swoich największych sekretów. Chciał, aby chłopak poznał go wcześniej, obawiając się tak wielu rzeczy, że dopiero teraz zdawał sobie z tego sprawę. Harry jednak nie traktował go inaczej ze względu na jego pochodzenie. Nie bał się go. Nie wydawał się też kombinować jak postawić siebie wyżej wśród ludzi, u których powinien mieć posłuch.
Harry'emu było obojętne gdzie mieszkali. Zarówno w lochach jak i zamku czuł się podobnie skrępowany, jakby sama świadomość tego, że jakaś przestrzeń może do niego należeć – przerażała go.
- Granger mogłaby przenieść tutaj twoje rzeczy – podjął, chcąc przerwać ciszę, która między nimi zapadła.
Już niedługo musiał wyjść, ponieważ zamierzał zaskoczyć Radę i Harry miał sam zostać podczas śniadania. Nie czuł się dobrze z tym, że zostawia swojego kochanka na pastwę swojej siostry i przyjaciółki.
Harry spojrzał na niego lekko zaskoczony.
- Ubieramy się tutaj inaczej, ale zdjęcia, albumy rodzinne – zaczął Severus, chcąc wyjaśnić o co mu chodzi.
- Nie mam niczego – odparł krótko Harry. – Jedno zdjęcie – dodał, jakby sobie mgliście o tym przypomniał.
Severus zamarł i odwrócił się powoli w jego stronę. Chłopak siedział na łóżku kompletnie ubrany. Deidre postarała się, aby przeniesiono z rezydencji ich rzeczy, ale koszule były skrojone według mody czarodziejskiej i było to doskonale widoczne. Tutejsi mieszkańcy starali się odróżniać od [i]inferioritas[/i] jak nazywali ich z lekką kpiną w głosie. Pozornie nie było pomiędzy nimi przepaści, ale Rezydenci dbali o to, aby ich szaty lśniły od zaklęć. Ich ubrania tkała sama magia. Niewprawnemu oku mogło to umknąć, ale Severus był pewien, że Harry już niedługo dostrzeże i to.
Kingsley jak i pozostali, którzy żyli między światami, starali się zmienić pogląd reszty na magię, ale bezskutecznie.
Źle widziane było choćby to, że czarodzieje potrzebowali Severusa, aby wygrać swoją własną wojnę. Nie rozumieli, że to Przedsionek popełnił błąd podczas, gdy miał stać na straży umarłych.
- Nie masz zdjęć? – zdziwił się.
To tłumaczyło dlaczego Harry nie ozdobił swojego pokoju fotografiami rodziców. Pierwszym co zrobił sam po przybyciu do Hogwartu to zaczarowanie każdego lustra w zasięgu wzroku, aby mógł patrzeć na odbicie matki. Oczywiście zablokował powierzchnie, aby pozostali z jego kolegów nie widzieli tego samego co on, ale jednak fakt pozostawał faktem.
Medalion, który nosił na szyi miał w sobie jej kolejny wizerunek.
Severus machnął dłonią, starając się przywołać to jedno konkretne wspomnienie, które współdzielił z Lily. Kobieta pojawiła się na ogromnym lustrze, przed którym się ubierał i Harry zerwał się z łóżka z oczami tak wielkimi jak kafle.
Lily nie mówiła, ale uśmiechała się szeroko w jego stronę i machała. Miała nie więcej niż osiemnaście lat, gdy widzieli się na Pokątnej i żegnali przed tym jak wchodził na Nokturn. Wyglądała młodo, na jej twarzy nie było zmarszczek zmartwień, ale jedynie radość na myśl o rychłym zamążpójściu.
Harry obserwował lustro zszokowany, a potem spojrzał na niego, jakby chciał mu podziękować, ale słowa zapewne uwięzły mu w gardle, bo długo milczeli obaj wpatrując się w na zawsze uśmiechniętą we wspomnieniu kobietę.
- Czyli te wszystkie lustra w domu Kamalii – podjął Harry i urwał, jakby nie chciał z góry zakładać.
- Są inne. Niektóre mają w sobie wspomnienia, które sami tam zostawiliśmy z Lily. Bywała u mnie w wakacje, więc widać jak dorastała. Kamalia dbała o to, abyśmy zostawiali wspomnienia z każdej jej wizyty u nas. Elisanna ją uwielbiała – poinformował go Severus.
Harry wpatrywał się w niego w czystym szoku.
- Musiałem je zakryć, ponieważ trudno byłoby wyjaśnić Bl… Syriuszowi – poprawił się w ostatniej chwili. – Nie chciałem, żebyś założył z góry, że kochałem twoją matkę. To byłoby dziwne…
- Wyjaśniła mi – wszedł mu w słowo Harry. – Czy pokazałbyś mi…
- Chcesz tam zamieszkać? W rezydencji? – spytał Severus, przerywając mu. – Zamek jest ogromny i chłodny. Rezydencja należała do mojej matki i jest przekazywana małżonkom Strażników. Jest dostatecznie blisko ludzi, abyś mógł ich poznać, a zabezpieczenia… - urwał.
Zaklęcia i bariery nie były ważne. Harry przytulił go tak gwałtownie, że niemal przewrócił ich obu.
- Ale to jest dom Kamalii – powiedział nagle chłopak, przypominając sobie ten drobny szczegół.
- Nienawidzi mieszkać sama – przyznał Severus.
Harry uśmiechnął się do niego szeroko.

ooo

Wszedł do sali obrad nie kłopocząc się otwieraniem drzwi. Ogromne skrzydła zajęczały pod wpływem jego magii. Z każdym kolejnym krokiem na lustrach pojawiały się wizerunki jego przodków, a gdy stanął u szczytu stołu – sam Merlin spoglądał na nich znad jego fotela. Nie mógł powstrzymać lekkiego uśmieszku na widok wrażenia jakie zrobił.
Czy byli to pierwszoklasiści w Hogwarcie na pierwszej lekcji, czy Rada Najwyższa – pokaz siły nigdy nie zaszkodził.
Znajome twarze spoglądały na niego niepewnie, jakby spodziewali się, że zabije każdego z nich za wypowiedziane w jego stronę słowo. Lawler starał się opanować, ale plotki już się rozniosły.
Wrócił i to tym razem na stałe.
Jerricko odchrząknął, zapewne uważając, że skoro jest najstarszym z nich, powinien jako pierwszy zabrać głos. Severus już z czasów swojego dzieciństwa pamiętał go jako starca o wyjątkowo długiej brodzie. Upodabnianie się do Merlina jednak minęło, gdy postanowili, że rządzić będą sami i jego rodzina nie jest im do tego konieczna.
- Severusie – zaczął mężczyzna.
- Nie jestem z tobą po imieniu odkąd przestałem być dzieckiem – wszedł mu w słowo bezceremonialnie, siadając w końcu na krześle, które przeznaczone było tylko jemu.
Stało puste przez ponad dwadzieścia lat, ponieważ nawet gdy brał udział w obradach nie uważał za odpowiednie zasiadać na miejscu, którego przyjąć nie był gotów. Może popełnił wtedy błąd. Zamierzał go jednak naprawić.
- Moje zaufanie do was zostało zachwiane. Wysłano zabójcę – podjął, spoglądając wprost na Lawlera. – I ponieważ zrobił to członek Rady, jestem przekonany, że maczaliście w tym palce wszyscy.
Podniosły się szepty i czuł wyraźnie jak bardzo zaniepokojeni są. Na ich miejscu pewnie czułby się ponownie. To jednak na niego zamach zlecono. I mało tego – podejrzewał, że Rada miała całkiem jasny plan, który dotyczył zarówno Elisanny jak i jego gości. Wątpił, aby ktokolwiek żyw opuścił przedsionek, chociaż Deidre zapewne sprawiłaby sporo problemów zanim by ją uśmiercili.
Zaatakowanie go na oczach wiernych mu poddanych było bezczelne, ale zdradziło mu tylko jak nisko myślano o jego sile.
- Co mówiono o mojej rodzinie? – spytał ciekawie Severus. – Pamiętacie jeszcze stare powiadania, które matki szeptały wam do snu? Strażnicy nie są czymś do zastąpienia. Magia Bram prędzej zabije wszystkich Rezydentów niż dopuści do śmierci chociaż jednego z nas. Sądzicie, że skoro udało się to mieszkańcowi Avalonu i wy macie taką moc? Nie bądźcie śmieszni. Dopóki znajdujecie się w Przedsionku wasze dusze są moją własnością. Rozporządzam waszym życiem jak mi się podoba. Ponieważ istniejecie tylko dlatego, że jeden z moich przodków wyciągnął was ze środka wojny, której nie przeżylibyście i dał wam schronienie – poinformował ich Severus, widząc, że niektórzy zaczęli blednąć. – Wraz ze mną zniknie magia, która was ochronia. Wasza moc pochodzi ode mnie. Beze mnie więc nie będziecie nikim lepszym jak mugolem, który nigdy nie doświadczył magii. Jedno moje słowo i zostaniecie jej pozbawieni. Słowo mojej siostry, a będziecie błagać o wygnanie – dodał.
Lawler przestał udawać, że się nie trzęsie.
- Panie – wyrwało się z ust mężczyźnie zanim ukląkł koło swojego krzesła. – Zmusili mnie! – krzyknął Lawler, wskazując palcem kogoś po drugiej stronie okrągłego stołu.
Severus zignorował to jednak patrząc wprost przed siebie. Działo się coś dziwnego. Jego magia ponownie zaczynała szaleć, więc spojrzał na zebranych, ale żaden z nich nie miał takiej mocy, aby jakkolwiek mu zagrozić.
- Z dzisiejszym dniem Rada zostaje rozwiązana. Będziecie potrzebowali wieków, aby odbudować zaufanie, które w was pokładano. Nie jesteście w stanie sami sobą zarządzać…
- Panie, Rada jest ważnym… - podjął ktoś przerywając mu.
- Rada jest dla mnie martwa. Z dzisiejszym dniem może się też okazać taką dosłownie – odparł spokojnie Severus, uciszając skutecznie wszystkie protesty. – Rzeka już dawno nie przyjęła tak wielu dusz i jeśli nie chcecie wiecznego potępienia, radzę nad tym popracować. Zdrada, której się dopuściliście wobec naszej rodziny, jest zdradą wobec Avalonu, a on nie przebacza – dodał.
Lowler osunął się na podłogę w ciszy i Severus dostrzegł krople krwi, które zaniepokoiły go jeszcze bardziej.
Wstał gwałtownie, nie zamierzając się nawet żegnać.
Słyszał jak kolejne krzesła się odsuwają, kiedy Radni podnosili się pospiesznie na własne nogi. Wrócił do drzwi dokładnie w tym samym tempie, ignorując pomruki, które za sobą zostawił.
- Do wieczora czekam na sprawozdanie z waszych wcześniejszych obrad oraz wyniki śledztwa w sprawie napadu na Deidre – rzucił jeszcze zanim zamknął za sobą drzwi jednym machnięciem dłoni.

ooo

Harry nie mógł nie odnieść wrażenia, że Elisanna spoglądała na niego rozbawiona, jakby wiedziała doskonale co robił wczorajszego wieczoru i chciała to skomentować, a jednocześnie nie była pewna czy to odpowiedni temat przy śniadaniu. Miał nadzieję, że w kobiecie przeważy rozsądek, ponieważ bez Severusa przy boku czuł się samotny.
Mieszał łyżką w talerzu, nie mając ochoty na nic do jedzenia. Obraz Voldemorta wracał przed jego oczy raz po raz w najbardziej nieprzewidzianym momencie. Słyszał jak Hermiona i Ron rozmawiali o kolejnych komnatach zamku, Syriusza i Remusa sprzeczających się o coś, ale nie potrafił się włączyć do żadnej z tych rozmów.
Tylko Kingsley spoglądał na niego wyraźnie zaniepokojony, jakby wiedział co chodzi mu w tej chwili po głowie.
- Gdzie jest Severus? – spytał w końcu Artur i Harry westchnął.
- Na spotkaniu Rady – odparł krótko.
- Tej samej Rady, której członka poznaliśmy nie tak dawno? – zainteresowała się Molly i w jej głosie słychać było wątpliwość.
Jej wzrok niemal od razu zatrzymał się na Deidre, jakby wiedziała doskonale kim dokładnie jest kobieta i czym się zajmowała dla Severusa.
Harry zastanawiał się nawet czy czasem ich pierwsze spotkanie nie odbyło się właśnie w tym towarzystwie; z Deidre i Kingsleyem pod działaniem jakiegoś mocnego czaru. Jeśli do przejścia do ich świata konieczne były specjalne pierścienie, wątpił, aby posiadał je każdy. Nie widział zresztą podobnych ozdób na palcach mijanych przez siebie ludzi.
- Severus radzi sobie doskonale sam – odparła Elisanna bez wahania.
- Czy nie byłaś czasem członkiem tej rady? – zainteresował się Syriusz.
Elisanna spojrzała na niego znudzonym wzrokiem.
- Rada została rozwiązana. Nie powinno cię to jednak interesować, ponieważ nie jesteś Rezydentem. Cokolwiek dzieje się w Przedsionku, nie dotyczy tych, którzy powrócą. My mamy oddzielne umowy i nic nie będzie nas łączyło w chwili, gdy ten, którego nazywacie Voldemortem zostanie przywrócony tam, gdzie przynależał – poinformowała go kobieta sucho.
- Mój chrześniak odgrywa w tym na tyle ważną rolę… - zaczął Syriusz.
- Jest członkiem mojej rodziny – weszła mu w słowo Elisanna. – Mężem mojego brata. Będzie bezpieczny i nigdy nie miało grozić mu niebezpieczeństwo. To wasza działalność doprowadziła do śmierci Lily i tego szaleństwa, przez które Severus wyjechał na tak długo. Myślisz, że łatwo było mi patrzeć jak brat stara się ze wszystkich sił naprawić błędy, które popełniliście jednocześnie nie zdradzając naszego istnienia? – spytała Elisanna.
- Błędy – warknął Syriusz. – Jakie błędy?
Elisanna spojrzała na niego ostro.
- Czy to nie ty żartowałeś do jednego ze swoich przyjaciół, że zażyłość między moim bratem a Lily była tak wielka, że wątpiłeś, iż dziecko należy do jej męża? – spytała Elisanna sucho. – Uznano, że Severus po tym co stało się z naszymi rodzicami, ukrył własne dziecko pośród was, niższych, jakby to miało potomkowi zapewnić namiastkę wolności.
Harry zszokowany wpatrywał się w Syriusza, któremu krew odpłynęła z twarzy.
- Nie wiedziałem… - zaczął jego ojciec chrzestny.
- Byłeś całkiem słusznie przekonany, że podobne posądzenie sprawi, że Severus zostanie zabity – odparła Elisanna. – Już wtedy przecież dołączył do tych, których nazywacie zwolennikami, aby kontrolować szkody. Gdyby ten wasz Voldemort skojarzył Severusa z potomkiem Strażników, Harry byłby martwy zanim się narodził.
- Dość – warknął Severus.
Harry nie wiedział jak długo jego mąż tam stał, ale spoglądał teraz na niego zszokowany. Syriusz siedział ze spuszczoną głową, wgapiając się w swój pusty już talerz.
- Och, więc jemu wolno puszyć się i być dumnym z tego jak ważnym był w tej wojnie? – prychnęła Elisanna. – Banda idiotów bez wizji – dodała.
- Dość powiedziałem – rzucił Severus odrobinę ciszej, ale i ostrzej.
Elisanna zacisnęła wargi w wąską kreskę, ale jednak posłuchała.
- Dzieci pasujących do tej śmiesznej przepowiedni było dwoje. Lily była martwa i wiedziała o tym w chwili, gdy podejmowała decyzję – odparł Severus spokojnie. – Nic nie zmieniłoby jej losu. A Black odpokutował to latami w Azkabanie – dodał cierpko.
Severus zajął miejsce koło niego, chociaż wydawał się to robić niechętnie. Jakby wolał po prostu wyjść z pomieszczenia i Harry wcale mu się nie dziwił. Napięcie, które wisiało w powietrzu można było traktować zaklęciami tnącymi i wątpił, aby to pomogło.
- Jeśli próbujesz sprawić, żeby Harry ich znienawidził i pozostał tutaj… - zaczął Severus i urwał. – On nie jest nagrodą w konkursie – odparł.
Elisanna rzuciła bratu nieprzyjemne spojrzenie.
- Próbuję przedstawić im sytuację taką jaka jest – odparła kobieta.
- Nie wiedzieli z czym mają do czynienia – przypomniał jej Severus.
- Świat upada skoro ty jesteś tym wyrozumiałym – odgryzła się Elisanna. – Po latach opowiadania jak tępi są…
- Nie zaprzeczam. Wystarczy popatrzeć na Blacka, żeby wiedzieć, iż logiczne myślenie nie jest jego mocną stroną. Gdyby jednak nie on, Harry zginąłby zapewne. Dumbledore w końcu ukrył syna Lily jak najlepiej potrafił. Kupili nam czas, który był nam konieczny do zebrania krwi. Eliksir będzie gotowy w ciągu kilku dni, a zajęło nam lata upewnienie się czy mamy wszystkie składniki – przypomniał kobiecie Severus.
Harry nie wiedział za bardzo co powinien myśleć. Słyszał jak lekki jest ton jego męża i wiedział, że to tylko gra. Severus nie mówił o niczyjej śmierci od tak. Najwyraźniej to jednak przyniosło oczekiwany rezultat, bo Elisanna rozluźniła się lekko.
Harry spojrzał na Severusa nie wiedząc za bardzo dlaczego czuje się tak dziwnie. Jego blizna lekko pulsowała, jakby zaraz miał nadejść nieprzyjemny ból głowy. Już raz go doświadczył i to tylko wzbudziło jego podejrzenia.
Pochylił się w stronę mężczyzny, biorąc głębszy wdech. Nie bardzo zastanawiając się nad tym co robi, pocałował Severusa w usta i od razu poczuł, że jego magia zaczyna protestować. Kiedy oderwał się od mężczyzny oddychał z trudem i miał ochotę wytrzeć usta, ale powstrzymał się w ostatniej chwili.
Zobaczył tylko błysk rozpoznania w oczach nieznajomego, który musiał zrozumieć, że jego plan spalił na panewce.
Próbował się odsunąć, ale nie zdążył. Na jego gardle znalazło się zimne ostrze, kiedy został odwrócony gwałtownie i podniesiony do góry niczym szmaciana lalka.
Widział szok na twarzy Elisanny, który niemal natychmiast zastąpiło znudzenie.
- Kolejny? – spytała kobieta, wstając.
Harry jednak pokręcił przecząco głową. Tym razem nie był to zamachowiec Rady.
- Voldemort – powiedział ostrożnie, starając się nie wejść w kontakt z ostrzem.
Wiedział, że Severus będzie tutaj w ciągu sekund. Jak w przypadku Malfoya, magia i teraz musiała go poinformować o czymś nieodpowiednim. Pamiętał poprzednią furię swojego męża i nie chciał się zastanawiać nad tym co czeka tego mężczyznę.
- Nie jestem Rezydentem – poinformował ją nieznajomy. – Nie masz nade mną władzy, wiedźmo.
Elisanna uśmiechnęła się krzywo i pokiwała głową, jakby nie wierzyła w to co słyszy.
- Powiesz mi co tutaj robisz? Po co przyszedłeś? – spytała kobieta, nie ruszając się nawet o krok.
Harry nie wiedział, co planowała, ale jej spokój zaczynał mu się udzielać. Jeśli nie martwił jej nóż na jego gardle, nie zamierzał trząść się ze strachu.
- Jedyny Lord jakiego znam, przypomina o sobie. To nie pierwszy raz dzisiaj, prawda? – spytał mężczyzna, szarpiąc go lekko.
To przynajmniej wyjaśniało jak dostał się nad rzekę.
Harry nie zdążył nawet odpowiedzieć. Nóż na jego gardle nacisnął na jego skórę, ale niczego nie poczuł. Zamknął nawet oczy, nie chcąc patrzeć na przerażonego Syriusza, ale otworzył je szybko z niedowierzaniem, gdy mężczyzna odepchnął go od siebie z przerażeniem.
Elisanna zaśmiała się krótko, jakby nie spodziewała się niczego innego.
- Twój Lord nie powiedział ci, że jesteśmy nieśmiertelni? – spytała udając zaskoczoną, a potem machnęła dłonią, posyłając mężczyznę na ścianę.
Kiedy upadł nieprzytomny, Elisanna wzięła głębszy wdech.
- Deidre, przenieś naszego gościa do lochów. Może tam będzie rozmowniejszy – rzuciła kobieta.
- Nieśmiertelny – wyrwało się Arturowi, który wpatrywał się w niego w szoku.
Harry był równie mocno wytrącony z równowagi co cała reszta.
- Nie bądźcie śmieszni. Nawet Merlin nie był nieśmiertelny, ale przecież nie chcemy, żeby oni o tym wiedzieli – odparła Elisanna, wzruszając ramionami.