Korytarz początkowo wyglądał dość zwyczajnie, oczywiście jak na standardy w tym pałacu. W miarę jak książę szedł przed siebie przeradzał się jednak i stawał coraz mniej bezosobowy. W pewnym miejscu przejście rozszerzało się znacznie, stając się za razem przytulniejszym, co było dość niezwykłe. W miejsce pastelowych jednolitych powierzchni na ścianach i sufitach pojawiły się nagle delikatne, ręcznie malowane freski. Demando zachwycił się ich precyzją i pięknem. Przedstawiały sceny z życia członków rodziny królewskiej Srebrnego Księżyca. Demando zauważył, że na bardzo wielu z nich była uwieczniona matka obecnej królowej, Anastazja Serenity. Wszystkie władczynie Srebrnego Księżyca według tradycji nosiły przydomek „Serenity", jednak królowa Anastazja z pewnością była osobą wyjątkową nawet w tym słynnym rodzie.
Niektóre malowidła wyglądały na nowsze. Ukazywały odrodzenie na Ziemi młodej pary królewskiej, walki jakie Sophie Serenity stoczyła w różnych zakątkach galaktyki jako Sailor Moon, a w końcu jej koronację tu na Księżycu.
Demando usłyszał śpiew ptaka dochodzący z niewielkiej odległości. Jedno z okien było uchylone. Mimo, że na Srebrnym Księżycu ptaki naturalnie nie występowały, para królewska ze względu na wychowanie na planecie obficie obdarzonej florą i fauną zapewne chcieli żeby ogrody wokół pałacu w pewnym sensie przypominały te ziemskie. Demando sam pochodził z planety zasiedlonej przez rośliny i zwierzęta i nie mógł sobie wyobrazić stałej przeprowadzki na jedną z tych planet o często pięknej, lecz jednolitej powierzchni.
Książę już od jakiegoś czasu zorientował się oczywiście, że nie jest na właściwej drodze do swojego pokoju. Zamiast ozdobnych waz, wiszących kwiatów i względnie surowego, reprezentacyjnego wnętrza dookoła siebie widział coraz więcej różnych przedmiotów, które wyglądały na pamiątkowe, pozornie błahe, jednak w jakiś sposób na pewno cenne dla tych, którzy na Srebrnym Księżycu mieszkają na stałe i których łączyła wspólna przeszłość na Ziemi. Były tam berła- większość skonstruowana jako broń, stary strój balowy, dużo zdjęć, dobrze wkomponowanych pomiędzy wiszące na ścianach ozdobne draperie, fragmenty spękanych kryształów, a nawet kolekcja małych książeczek noszących spore ślady zużycia, szarych i pokrytych odręcznymi rysunkami króliczków. Na każdej książeczce widniał pojedynczy, ręcznie wykonany napis oznaczający dziedzinę której zapiski zapewne dotyczyły: sztuki piękne, muzyka, matematyka, biologia...
Różowe drzwi, do których prowadził pięknie wyczesany dywan nie noszący śladów zużycia musiały prowadzić do pokoi królewny Chibiusy, czyli dzisiejszej panny młodej. Demando domyślał się, że pokój był od dawna nieużywany, pewnie to pokój z dzieciństwa, a sama królewna mieszkała już pewien czas z narzeczonym i tylko odwiedzała rodziców.
Albo – bo taka była jeszcze możliwość ewentualnie – Królowa Serenity miała wyjątkowo pedantycznego i skrupulatnego czyściciela dywanów, który dbał żeby każdy włosek tych ozdób korytarza był codziennie umyty i wyczesany.
Skoro już zaszedł aż tutaj, Demando stwierdził, że zostanie jeszcze chwilę i obejrzy sobie wszystkie freski. Im bardziej posuwało się w głąb korytarza, tym były starsze. Zapewne na końcu przejścia znajdowały się najwykwintniejsze i najbardziej oddzielone od reszty pałacu pokoje. Tam musieli mieszkać król i królowa.
O tej porze na pewno już spali i książę nie obawiał się naruszyć ich prywatności. Zresztą, nigdzie nie było strażników czy kogoś lub czegoś co ograniczałoby gościom weselnym dostęp do tych korytarzy.
Rzeczywiście, korytarz kończył się niebawem, wielkimi podwójnymi drzwiami. Książę domyślał się, że tam to dopiero zaczynały się piękne wnętrza. Król i królowa z pewnością otaczali się antykami i pięknymi malowidłami. Ale tych, rzecz jasna nie jest dane oglądać ludziom z zewnątrz. No cóż, i tak warto było zobaczyć tą część pałacu.
Demando zawrócił i po niedługiej chwili dotarł do miejsca gdzie korytarz z którego przyszedł dochodził do głównej drogi. Na jednym końcu książę rozpoznał drzwi do Sali balowej. Muzyka grała nadal, a kilku ludzi w mundurach służby pałacowej kręciło się wśród gości proponując szampana oraz przekąski. Jak widać nadal nie zbliżało się do końca imprezy.
Para młoda nadal szalała na parkiecie.
Książę skręcił w następny korytarz po swojej prawej stronie. Potem w lewo i jeszcze raz w lewo. Tym razem był chyba na właściwej drodze. Rzeczywiście, rozpoznał tę część wschodniego skrzydła pałacu gdzie ulokowano tych gości, którzy zostali wpisani na listę weselną w ostatniej chwili. Tak przynajmniej książę podejrzewał. Już przed toastem, kiedy wszyscy wracali na chwilę do swoich kwater żeby skorzystać z niedługiej przerwy pomiędzy ceremonią ślubną a weselem, książę nie widział tu prawie nikogo. Teraz, kiedy niebo nad pałacem powoli zaczynało szarzeć na znak nowego dnia, było tu zupełnie cicho i pusto.
Demando skierował się dalej wzdłuż korytarza. Zdążył jednak dotrzeć tylko do miejsca gdzie zasadzone gęsto kwiaty zwisały dookoła przejścia do kolejnej części korytarza. Przeszedł przez zieloną arkadę i przystanął nagle. W tym miejscu nie było akurat okna, a najbliższa lampka zgasła chyba jakiś czas temu. Korytarz spowijała nie całkowita ciemność, ale szarość.
Książę przechodząc usłyszał obok siebie szmer.
Instynktownie wyczuł, że ktoś za nim stoi.
Odwrócił się. W pałacu Srebrnego Księżyca raczej nie powinien się spodziewać zagrożenia, jednak ryzyko istniało zawsze.
Książę rozluźnił się jednak od razu. Lekkie napięcie mięśni przypomniało mu, że nie da się być wzorem stoicyzmu kiedy świeżo się zostało wskrzeszonym i ciało pamiętało jeszcze walkę o życie i agonię.
Nie było się jednak czym denerwować. To tylko ktoś z gości. Wśród rozrośniętej zieleni siedziała na podłodze drobna dziewczyna. Miała na sobie gustowną, ale prostą w kroju białą sukienkę. Zapewne któraś z dam towarzyszących jednej z zaproszonych królowych lub księżnych.
Demando zdziwił się, że tak się chowała i że siedziała na podłodze. Tyle było przecież miękkich ławeczek wzdłuż każdego korytarza. Podszedł nieco bliżej.
Zdaję się, że dopiero teraz zauważyła jego obecność, bo drgnęła i poderwała głowę w górę. Popatrzyła na niego z przestrachem.
- Dobry wieczór – odezwał się Demando uprzejmie i mimo woli nieco zniżonym głosem. Przez to że w tej części pałacu było tak cicho. Uśmiechnął się - Przepraszam, że panią wystraszyłem. Nie sądziłem, że ktoś tutaj będzie o tej porze.
- Wszystko w porządku? – odpowiedział na jej milczenie. Tak samo gwałtownie jak na niego spojrzała, teraz uciekła wzrokiem i schowała twarz we włosach, długich i w nieładzie, przynajmniej jak na kogoś kto był uczesany na przyjęcie weselne. Poruszyła się na miejscu nieco, jakby początkowo chciała zagłębić się bardziej w rosnących dookoła gałązkach i tym samym schować się przed nim, a potem zdając sobie sprawę z tego że to niemożliwe, szukała innej drogi ucieczki.
Wstała w końcu, wciąż nie patrząc na niego i nie odpowiadając. Wyglądała jakby chciała odejść.
- Dziękuję, nic mi nie jest– powiedziała w końcu, ale nie do końca w jego kierunku – życzę dobrej nocy.
Odwróciła się.
Demando nie widział dobrze twarzy przysłoniętej częściowo przez włosy, częściowo przez ciemność panującą w korytarzu. Natomiast, mimo że mówiła szeptem, jej głos zdecydowanie brzmiał dziwnie.
- Jest pani pewna? – zapytał powodując że znowu drgnęła, jakby nie spodziewała się że jeszcze się odezwie w ciszy panującej dookoła.
- Tak, tak, dobranoc panu – odpowiedziała.
Dygnęła lekko na pożegnanie. Demando widział w ciemności jej białą suknię i zarys oczu, jako że najlepiej odbijały światło. Przez chwilę zobaczył jeszcze lekki błysk łez. Głos także na to wskazywał, płakała.
- Proszę zaczekać – odezwał się. Zrobiła już dwa szybkie kroki ale stanęła. Widocznie nie mogła zdecydować czy zostać czy też oddalić się jak najszybciej.
- Czy mogę w czymś pomóc? – zapytał – W żadnym razie nie chcę być natrętny, jednak proszę powiedzieć jeśli potrzebuje pani czegoś. Jeśli nie, obiecuję że pójdę w swoją stronę i nie będę pani więcej gnębił.
Podeszła do wiszącej plątaniny gałązek i listków. Panowała nad sobą już nieco lepiej. Po chwili milczenia, prawdopodobnie dla uspokojenia głosu odezwała się:
- Dziękuję panu bardzo, ale niczego nie potrzebuję. Proszę się nie przejmować i swobodnie cieszyć się wieczorem.
Demando skłonił lekko głowę, choć odwróciła się do niego prawie plecami. Patrzyła na gałązkę w swojej dłoni, zapewne nie widząc jej prawie wcale ze względu na słabe oświetlenie.
- W takim razie dobranoc – powiedział z lekkim wahaniem. Ta odpowiedź nie brzmiała przekonująco.
- Dobranoc – powiedziała.
Poszedł dalej korytarzem.
Jego pokój wcale nie był aż tak blisko sali bankietowej. Doszedł do wniosku, że nie będzie się wtrącać. Zapewne to sprawa prywatna i nieznajoma chciałaby zostać sama. Nie szedł jednak szybko, mimo woli nasłuchując czy znów nie będzie płakała. Nie uszedł nawet połowy drogi do najbliższego zakrętu, gdy do jego uszu dotarło rozpaczliwe szlochanie.
Stanął znowu, niepewny czy wrócić.
Wrócił. Nie wiedział zupełnie co powinien powiedzieć, ale czuł że nie w porządku byłoby po prostu odejść.
Znów go nie zauważyła. Usiadła jak widać w tym samym miejscu co poprzednio. Ktoś idący od strony głównego korytarza nie mógłby jej tam zauważyć.
- Proszę pani – odezwał się niepewnie.
Nie powinna była tu tak siedzieć, podłoga była przecież kamienna a na korytarzu mimo wszystko wiało zimnem, bądź co bądź to środek nocy.
Zignorowała go tym razem.
Demando skierował się z powrotem w kierunku sali bankietowej. Przy najbliższym skrzyżowaniu korytarzy zobaczył przechodzącego lokaja, który niósł lampę i jakieś przybory toaletowe. Przywołał go do siebie.
- Zostaw to – polecił książę i lokaj położył to co miał ze sobą na najbliższym stoliczku, przesuwając nieco stojącą na nim wazę z kwiatami.
- Zawołaj zaraz którąś z pokojowych. Pewna dama należąca do gości weselnych potrzebuje opieki.
- Oczywiście – odezwał się lakonicznie lokaj.
- Zaparzcie duży kubek herbaty i weźcie z sobą jakieś ciepłe okrycie.
- Tak jest.
Lokaj oddalił się pospiesznie a Demando skierował się z powrotem.
Po drodze książę zabrał z jednej z ławeczek ozdobny kocyk, zostawiony tam zapewne dla którejś z dam żeby mogła owinąć się i oglądać nocne niebo przez otwarte w tym miejscu okno.
- Proszę – podał dziewczynie kolorową wełnianą narzutkę. Wciąż siedziała na ziemi. Popatrzyła na niego spod grzywki. Wzięła koc i otuliła się.
- Posłałem po którąś z pokojowych, przyniesie pani ciepłej herbaty.
Nie chcąc być natrętny odsunął się nieco.
Lokaj pojawił się wkrótce razem z dziewczyną, która sądząc z ubioru pracowała w pałacu.
Demandowi w żadnym razie nie wypadało samemu odprowadzać nieznajomych kobiet do ich pokoi. Poza tym nie miał prawa ingerować w nie swoje sprawy.
Nagle książę usłyszał szybkie kroki od strony głównego korytarza. Zbliżał się do nich ubrany w całkiem czarny mundur mężczyzna z długimi, również czarnymi włosami spiętymi w kucyk. Miał jasną skórę i zupełnie ciemne oczy. Wyglądał na zdenerwowanego.
Na ich widok stanął gwałtownie. Spojrzał na siedzącą, a potem na Demanda i zmarszczył brwi. Mierzyli się wzrokiem przez chwilę.
Wreszcie przybyły nie mówiąc nic podszedł i ukląkł obok dziewczyny. Objął ją ramionami. Już wcześniej uspokoiła się i od jakiegoś czasu siedziała tylko cicho i nieruchomo.
- Czułem że dzieje się coś złego – powiedział zniżonym głosem, jakby wykluczając pozostałych z rozmowy – Nigdzie nie mogłem cię znaleźć. Nic ci nie jest?
Zaprzeczyła lekkim ruchem głowy.
- Chodź – powiedział i pomógł jej wstać, obejmując ramieniem. Otulił ją kocem trochę bardziej.
- Odejdźcie – zwrócił się do lokaja i pokojowej. Surowym wzrokiem odgonił ich ciekawskie spojrzenia. Zabrali to co z sobą przynieśli i poszli z powrotem do głównego korytarza.
Pozbywszy się ich, mężczyzna spojrzał z kolei na Demanda, który nadal stał na swoim miejscu.
- Powiedź, że to twoja wina, a rozpłatam cię tu tak jak stoisz – powiedział niskim głosem w którym czuć było wściekłość.
- Seiya, przestań – zatrzymała go natychmiast – To nie on, książę starał się mi pomóc.
Demando mierzył przybysza poważnym wzrokiem.
Czarnowłosy mężczyzna wydawał się zdecydowanie negatywnie nastawiony do księcia Czarnego Księżyca. Te słowa uspokoiły go nieco, jednak nieufność nie zniknęła z jego spojrzenia.
- Chodźmy już, wracam do siebie – powiedziała
- Może powinnaś porozmawiać z Księżniczką – zaproponował.
- Nie, naprawdę, nie musisz się o mnie martwić, po prostu mnie odprowadź.
- No chodź – powiedział jakby nie zważając na jej zapewnienia – Nie mów mi że wszystko dobrze. Możesz przecież u nas zostać. Księżniczka na pewno jeszcze nie śpi.
Jeszcze raz obrzucił księcia dziwnym, niechętnym spojrzeniem. Odeszli spokojnym krokiem.
Demando odprowadził ich wzrokiem. Miał wrażenie, że ten facet znał go z poprzedniego życia i nie żywił do księcia sympatii. Sam Demando niestety nie pamiętał ani jego, ani tym bardziej jej. Zresztą, jej twarzy praktycznie nie dostrzegł, skrywała ją to w dłoniach to przez opadające długie włosy.
Ona także musiała go znać.
„Książę próbował mi pomóc" – powiedziała.
QQQQQ
