Rozdział betowała fenomenalna cheroine - dziękuję!

Dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję za komentarze. A zarazem niesamowicie przepraszam, że rozdział tak późno - zrozumcie, proszę. I wybaczcie. Kolejne dwa rozdziały, standardowo, jutro i pojutrze.

Veniti, wcale nie jesteś głupia, to, co napisałaś było bardzo mądre! Po prostu nie dokończyłaś swoich przemyśleń i tak jakby urwałaś je w połowie - po prostu nie doszłaś do pewnego ważnego w fabule wniosku. Ale nie martw się, wątpię, by ktoś do niego doszedł, zresztą pojawi się zupełnie pod koniec :). I rozumiem twoją irytację względem Hermiony i Rona, ale... po prostu z drugiej strony potrafię zrozumieć ich sytuacje. Oni nie znają tak dobrze relacji między Potterem a Riddle'em. Widzą jej zarys, ale... ale to wciąż bardzo mało. Za to wiedzą, kim Tom się stanie i... martwą się. To zrozumiałe. Poza tym... każdy ma przecież w sobie nutkę egoizmu. Czują się odrzuceni. Harry bezpośredni, racja, ale to jego urok. Ten Gryfon po prostu nie potrafi się wysławiać i tyle :). Koma, masz rację, zobaczymy :). I oczywiście, że Ron i Hermiona się nie poddają - są Gryfonami. Z natury upartymi stworzeniami. Co do planu "ratunek dla Toma" to powiem tylko, że to dopiero jego zalążek i... jeszcze będzie się pod tym względem działo :). Bo Harry na pewno się nie podda - jeżeli tylko będzie to możliwe. Ariano, brawo! Też się cieszę, że udało ci się wejść i przeczytać rozdziały :). Może nie było ich dużo, ale to z całą pewnością więcej niż nic. Ach, ja jeszcze ocen żadnych nie nazbierałam, ale najbliższe tygodnie robią się coraz bardziej zawalone. Cóż... I twoje powtarzanie nie jest nudne, bo mimo wszystko zawsze znajdzie się w nim coś nowego :). Poza tym cieszę się z każdego komentarza :). Cieszę się, że podoba ci się tłumaczenie. Moja Beta z pewnością również :). Cookies. Alice, wytrzymasz! Dasz radę :). Zobaczysz, jak to szybko minie, raz dwa (co mnie, osobiście, bardziej przeraża niż cieszy :)). Oczywiście, że ci wybaczę brak komentarza przy poprzednim rozdziale - cieszę się, że taki jest przy tym :). A z trollami, to już wyjaśniam - oryginale użyty został termin "Snarglepuffs", nazwa została wymyślona przez nas, ponieważ nie potrafiłyśmy doszukać się jej w kanonie. Jedyne, co mojej Becie udało się znaleźć, to właśnie informacja o fakcie, że są to małe, urocze trolle. Też się zdziwiłyśmy, ale cóż... Rozumiesz :).

Kolejny rozdział oczywiście jutro. Mam nadzieję, że będziecie się cieszyć dzisiejszym i jeszcze raz przepraszam, że pojawia się tak późno. Miłego czytania :).


Ulubieniec Losu

Rozdział pięćdziesiąty trzeci

Następnego poranka był na nogach wyjątkowo wcześnie, zarówno z powodu wyjścia do Hogsmeade, jak i naboru na pozycję obrońcy w gryfońskiej drużynie. Miał nadzieję na wydostanie się z lochów, nim ktokolwiek zdąży się obudzić, ale wyglądało na to, że prosi o zbyt wiele.

Łóżko Toma było puste i Harry po prostu wiedział, że chłopak będzie w Pokoju Wspólnym, kiedy on spróbuje się wymknąć. Cóż, może nie wymknąć, nie miał powodu, dla którego miałby się skradać, ale… Tak czy inaczej, nie mylił się. Dziedzic Slytherina podniósł głowę, kiedy tylko wszedł.

- Wstałeś wcześnie – zauważył Tom. Harry wzruszył jedynie ramionami, zastanawiając się, czy nie mógłby go po prostu zignorować i nadal kierować się w stronę drzwi. Stwierdził, że tak, a więc w czasie przechodzenia przez Pokój Wspólny odezwał się do Riddle'a przez ramię:

- Nabór do drużyny. Angelina chce, by byli tam wszyscy zawodnicy. Potem idę do Hogsmeade z Ronem i Hermioną, już ci mówiłem, pamiętasz? – Doskonale wiedział, że Tom pamięta. Dupek.

Dziedzic Slytherina wstał, jak gdyby postanawiając zejść wraz z nim do Wielkiej Sali na śniadanie. Harry stłumił westchnienie – oczywiście, nie do pomyślenia było, aby mógł robić coś tak skandalicznego jak samodzielnie chodzenie po szkole. Mógłby spaść ze schodów albo zrobić sobie coś równie absurdalnego. Nienawidził horkruksa.

- Nie, nie idziesz – oznajmił spokojnie Tom. – Myślałem o tym i nie pozwalam ci na to.

Harry podniósł brwi.

- Ty nie pozwalasz mi na to? – powtórzył łagodnie, starając się trzymać nerwy na wodzy. – Interesujące przypuszczenie.

- To zbyt niebezpieczne – powiedział Tom, patrząc na niego. – Zawsze, kiedy jesteś z tą dwójką, pakujesz się w kłopoty. Niemal podjudzają twoje głupie pragnienie ryzykowania swojego życia.

- Bo ty jesteś wzorcowym towarzyszem – odpowiedział sarkastycznie.

- Jestem idealny – zgodził się Tom. Harry prychnął.

- Nie w tej osi czasu. Natomiast Ron i Hermiona… - Wyraz twarzy Toma powiedział mu doskonale, co ten sądzi o jego oświadczeniu.

- Powiedziałem: nie – uciął stanowczo.

Harry próbował, naprawdę, ale tydzień bezustannej zaborczości, to było dla niego po prostu zbyt wiele do zniesienia. Odwrócił się na pięcie, a jego aura gwałtownie zawrzała.

- Och, no tak, przecież umrę z powodu odrobiny niebezpieczeństwa – warknął. – Racja. Zastanawialiśmy się, ile pocisków musiałoby trafić w moją głowę, zanim bym umarł. To były dobre czasy. I mogłoby to zniszczyć tego… – horkurksa - … raczej skutecznie, nie uważasz?

- Nie ośmieliłbyś się – syknął Tom, robiąc zdecydowany krok do przodu.

- Wypróbuj mnie! – warknął z dziką wściekłością. - Albo, jeszcze lepiej, SPADAJ. Nie masz absolutnie nic do powiedzenia na temat tego, co robię w wolnym czasie albo z kim go spędzam. Rozumiesz? Nie jestem zwierzątkiem i z całą pewnością nie jestem twoją własnością, która mógłbyś zapakować sobie w folię bąbelkową… Jestem człowiekiem!... Zapytałem, czy rozumiesz? – zażądał. Głowa Toma odchyliła się.

- Harry… - zaczął.

- Nie! – warknął Potter. – Zamknij się. Nie tym razem. Proste tak albo nie wystarczy. – Tom milczał przez chwilę.

- Tak – powiedział w końcu. – Rozumiem. Ale…

- Żadnych ale – oznajmił Harry. – Spadaj. Spędzę ten weekend z moimi przyjaciółmi, bez ciebie, tej wojny i bez tego całego gówna, okej? – Tom wyglądał, jakby chciał się kłócić, zaciskając mocno palce wokół swojej różdżki.

- Jeśli wpadniesz w jakieś kłopoty… - zaczął.

- …złapiesz mnie i zabijesz? – zaproponował słodko Harry. – W tym momencie naprawdę brzmi to kusząco… Hej! – wykrzyknął, robiąc krok w tył i wyciągając swoją różdżkę, kiedy palce Toma poruszyły się, aby go przekląć. Wskazał różdżką, ale nie na Toma, tylko na swoją własną klatkę piersiową. Ślizgon zamarł natychmiast, a jego oczy rozszerzyły się.

- Nie zabiłbyś się… - zaczął.

- Nie? – rzucił wyzywająco Harry. – Czy naprawdę chciałbyś się teraz przekonać? – Tom przyglądał mu się ponuro. – Tak myślałem – stwierdził. – Więc odwróć się, odejdź i postrasz swoich sługusów lub cokolwiek tam robisz, kiedy mnie nie ma i nie możesz przytłaczać mnie swoją pożal się boże zaborczością.

Tom w skupieniu przyglądał mu się jeszcze kilka sekund, po czym opuścił swoją różdżkę. Na jego twarzy widniał dziwny wyraz. Żołądek Harry'ego nieswojo przekręcił się na widok tego… to nie było do końca zranienie, ale… ale była tam też furia. I strach, i… to nie było zranienie.

- Lepiej wróć w jednym kawałku, bohaterze – ostrzegł niebezpiecznie Tom, po czym odwrócił się i odszedł, nie oglądając się za siebie. Harry poczekał, aż zniknie za rogiem i dopiero wtedy się zrelaksował.

Tak, zdecydowanie potrzebował tego weekendu.

Pół godziny później siedział na swojej miotle, unosząc się nad boiskiem do quidditcha. Ku jego zdumieniu, wyglądało na to, że Ron startował na pozycję obrońcy.

Poczuł się strasznie; czy nie powinien był wiedzieć, że jego najlepszy przyjaciel próbował dostać się do drużyny? Zanim to nastąpi? Poczuł się nieco lepiej widząc, że Hermiona także o tym nie wiedziała. Okazało się, że Ron obawiał się, iż będą się z niego śmiać, chociaż Harry uważał to za genialny pomysł. Przynajmniej wyjaśniło się, dlaczego rudzielec był taki zmęczony, najwyraźniej trenował późnymi nocami. Harry po prostu chciał o tym wiedzieć, wówczas mógłby zaoferować mu swoją pomoc.

Jego najlepsi przyjaciele mieli rację, oddalał się od nich. Byłoby łatwo nienawidzić za to Toma, ale wiedział, że była to częściowo i jego wina. Nie za bardzo starał się, tak jak powinien, wrócić do dawnego życia. Pozwolił mu się wymknąć jak ktoś, kto spełnił wszystkie swoje marzenia. Cieszył się z towarzystwa Toma, chłopak był wspaniałym towarzyszem, kiedy nie był takim dupkiem, dlatego nie było to takie proste. Przeżył rok bez Rona i Hermiony, z Tomem i Ślizgonami będącymi jego głównym towarzystwem, nie mógł oczekiwać, że powrót do starego życia będzie prosty. Nie powinien jednak poddać się tak szybko albo izolować się… z perspektywy czasu miało to swoje dobre i złe strony.

Z niecierpliwością pochylił się do przodu, kiedy nadeszła kolej Rona. Rudzielec był dobry. Nie wyjątkowy, ale wystarczająco dobry. Z pewnością miał duże szanse. Harry miał tylko nadzieję, że dostanie się na tę pozycję. To byłoby niesamowite. Ścisnął w kieszeniach kciuki.

Tak!

Ron dostał się na pozycję obrońcy. Teraz kierowali się w stronę Hogsmeade, aby to świętować. Jego nastrój od razu się poprawił.