- O nie! – Wykrzyknęła szybko Lasair. – Nie dam ci się bawić w moim mózgu. Już wolałabym, by starzec dowiedział się prawdy.

- Lai – odezwała się Katharina kładąc dłoń na jej ramieniu. – Jego plan jest dobry. Tylko w ten sposób będziemy mogli wrócić na nasze stanowiska a sama wiesz, jakie to jest ważne.

- Czy ty nie rozumiesz, że on dostanie pełny dostęp do naszych wspomnień i będzie mógł nimi manipulować jak tylko będzie mu się podobało? Skąd wiesz, że nie namiesza nam tak w głowach, że nie zaczniemy go czcić jak boga?

- Spokojnie – Harry uniósł obie ręce do góry w obronnym geście. – Nie mam zamiaru modyfikować waszych wspomnień tylko stworzyć nowe a stare umieścić w fiolkach na czas rozmowy z dyrektorem.

- To jedyny sposób na wydostanie się z tego całego bagna – przyznała starsza z sióstr.

- W porządku – mruknęła po chwili niezadowolonym głosem Lasair. – Ale jeśli zrobisz coś więcej to źle skończysz.

- Wiem o tym – odpowiedział poważnie Harry i wskazał na kanapę. – Usiądźcie lepiej. To może trochę zająć.

Obie siostry usiadły na kanapie a sam Harry usiadł w fotelu, który przyciągnął sobie przed kanapę. Wyciągnął różdżkę i wycelował nią w Katharinę. – Odpręż się i najlepiej nie walcz ze mną. Tak będzie najłatwiej.

- Nie tkniesz moich wspomnień?

- Nie.

Katharina wzięła głęboki oddech szykując się a Harry szybko wślizgnął się do jej umysłu. Stanął tuż za granicą jej wspomnień i powoli zaczął modelować nowe wspomnienia. Musiał stworzyć je prawie całkowicie od zera, co równało się dość długiemu czasowi, jaki musiał na to poświęcić. Wiedział już, co chciał zawrzeć w tamtych wspomnieniach mając ich wstępny szkic w głowie, lecz i tak przekształcenie go w pełne wspomnienia wymagało trochę czasu. Po niemal pół godzinie Harry zerwał połączenie i odetchnął z ulgą.

- I jak? Nie powinno się różnić od prawdziwych wspomnień – powiedział Harry przyglądając się z wyczekiwaniem Katharinie.

- Gdyby nie to, że wiem, że to falsyfikat to mogłabym się tak szybko nie zorientować – odpowiedziała kobieta przeglądając dokładnie wspomnienia. – Ale chyba będziesz musiał się jeszcze pozbyć tych prawdziwych by dyrektor ich nie znalazł?

- Tak. Włożę je do fiolek i oddam wam jak tylko skończymy ze starcem. Jeśli chcecie, to mogę wam złożyć Przysięgę Wieczystą.

- To nie będzie potrzebne – odezwał się nagle Snape. – Jeśli one nie odzyskają tych wspomnień to dowiedzą się o tym ode mnie. Możecie być tego pewni.

- No dobra. Bierz te wspomnienia i chodźmy do starca – warknęła Lasair wciąż niezadowolona.

- Jeszcze nie. Zrobimy to jak będziemy już na korytarzu by w waszych umysłach nie pojawiło się żadne zwątpienie. Jak na razie Lasair, zajmę się twoja pamięcią.

- Ale jeśli cokolwiek jeszcze ruszysz… - dziewczyna nie dokończyła groźby jednak Harry wyraźnie zrozumiał przekaz.

- Jasne. Odpręż się i postaraj się, chociaż raz ze mną nie walczyć.

Harry wszedł szybko do umysłu dziewczyny i zaczął tworzyć nowe wspomnienie. Tym razem jednak zajęło mu to trochę więcej czasu, ponieważ musiał dokładnie dograć każdy ruch dziewczyny by pasował do tych we wspomnieniach Kathariny. Niecałą godzinę później opadł zmęczony w fotelu i odetchnął z ulgą.

- Gotowe. Mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku. Przyjrzyjcie się jeszcze dokładnie tym wspomnieniom i powiedźcie mi, czy wszystko jest z nimi w porządku – powiedział zmęczonym głosem Harry.

- Wydaje się, że tak – rzekła po chwili Lasair.

- Dobra. W takim razie chodźcie.

Harry poprowadził całą trójkę do jednego z przejść, które prowadziło tuż do wejścia do gabinetu dyrektora. Jednak zanim z niego wyszli Harry zatrzymał się nagle i obejrzał na Snape'a. – Panu też będę musiał usunąć wspomnienia, ale ich nie oddam. Nie może pan wiedzieć jak się dostać do komnat Salazara ani tym bardziej wiedzieć, że ja się tam znajduję.

- Wiem o tym. Dlatego wszystkie te wspomnienia już skompletowałem i czekają one na wymazanie – odparł spokojnie mężczyzna.

- Dobrze. W takim razie do dzieła.

Harry wyciągnął odpowiednie wspomnienia z głów obu kobiet i włożył je do osobnych fiolek, które ukrył w niszy w przejściu a wspomnienia Snape'a wymazał w kilka chwili. Gdy wszystko było już gotowe skinął na towarzyszy i wyszedł na korytarz.

Przed gabinetem dyrektora już czekał na nich komitet powitalny składający się z dwóch aurorów, którzy albo na nich czekali albo pilnowali wejścia do gabinetu. Choć obie opcje były bardzo prawdopodobne to Harry bardziej skłaniał się ku pierwszej. Dlaczego? Ponieważ gdy tylko aurorzy ich zobaczyli to zaraz wyciągnęli swoje różdżki i wycelowali w nich. Harry pokazał im, że ma puste dłonie i spokojnie zbliżył się do nich nie przejmując się różdżkami wycelowanymi wprost w jego serce. Wiedział, że gdyby doszło do walki to nie musiałby nawet fatygować się by wyciągnąć różdżkę, ponieważ wystarczyło jedno dobre zaklęcie by znokautować obu mężczyzn.

- Zakładam, że dyrektor chce się z nami zobaczyć - powiedział spokojnie Harry zwracając się do jednego z nich. – A jeśli nie to nawet jeszcze lepiej. Nie będę musiał tracić czasu na niepotrzebne tłumaczenie się.

- Nie – powiedział szybko wyższy z nich. – Dyrektor Dumbledore już na was czeka.

Czarodzieje odsunęli się na boki i przepuścili czwórkę czarodziei na schody. Te zaraz ruszyły do góry i już po chwili stali przed drzwiami gabinetu. Harry, nie tracąc czasu na zbędne grzeczności, po prostu otworzył je i wszedł do środka przerywając dyrektorowi w pół wściekłego zdania, które było wyraźnie skierowane do Acruxa.

- Pan Potter – przywitał się sztywno mężczyzna. Harry skinął mu głową i spojrzał na Acruxa. Jednak widok jego wściekłej twarzy zaraz powiedział mu, że stało się coś złego.

- Panie profesorze? – Zapytał stanowczo Harry. Acrux spojrzał na niego z wyraźną furią na twarzy i zbliżył się do niego. Zacisnął jedną dłoń na jego koszuli i pchnął go na ścianę przyciskając go do niej z całej siły.

- Ty idioto – warknął wściekle mężczyzna. Snape już ruszył w jego kierunku by odciągnąć go od szatyna jednak Harry powstrzymał go ruchem dłoni. – To wszystko twoja wina. Jak mogłeś być takim debilem?

- Nie wiem, o co ci chodzi – powiedział spokojnie Harry. Acrux przycisnął jedną ręka gardło chłopaka do ściany zbliżając jednocześnie swoją twarz do jego.

- Przez ciebie on nie żyje – wysyczał wprost w jego twarz. Harry stał nieruchomi nie próbując się nawet wydostać z uścisku mężczyzny mimo tego, że zaczynał mieć trudności z oddychaniem.

- Kto nie żyje?

- Jon. Zginął w szpitalu, ponieważ ty zajmowałeś się jakąś laską zamiast mu pomóc!

- Co się stało?

- Panie Meridion, proszę natychmiast puścić pana Potter'a – powiedział stanowczo dyrektor podnosząc się ze swojego miejsca.

- Jakiś wariat dowiedział się, że Jon był wampirem i zabił go! Kurwa, on zabił go i powiesił go na krzyżu wrzeszcząc, że tylko tak mógł go pokonać! – Acrux ryknął nie mogąc już kontrolować złości. Zacisnął wolną dłoń w pięść i uniósł ją do góry. – Zajebał go jak psa a ty siedziałeś sobie spokojnie w jakiejś pierdolonej kryjówce mając to wszystko głęboko gdzieś!

Mężczyzna zamachnął się i uderzył Harry'ego w szczękę rozcinając mu wargę. Ciepła krew potoczyła się do gardła szatyna jednak ten wciąż stał nieruchomo nie wierząc własnym uszom. Snape rzucił się w ich kierunku jednak Acrux wyczarował wokół siebie i chłopaka potężną tarczę nie dopuszczając nikogo do siebie. Znów się zamachnął i ponownie uderzył szatyna z całej siły, a potem powtórzył to jeszcze kilkukrotnie aż nie opadł z sił. Lasair próbowała przełamać tarczę nauczyciela wraz z pozostałymi jednak Harry przeszkodził im wzmacniając ją dodatkowo swoją mocą.

- On nie żyje przez ciebie – wysapał Acrux znów unosząc pięść. Tym razem jednak opuścił ją nieco i uderzył Harry'ego z całej siły w brzuch, po czym puścił go a ten ześlizgnął się po ścianie na ziemię.

- Przepraszam – wyszeptał cicho Harry z opuszczoną głową. – To wszystko moja wina.

- Co powiedziałeś?

- Że masz rację. Powinienem był zapewnić mu lepszą ochronę. Przepraszam – z oczu szatyna potoczyła się pojedyncza łza, która spadła na zakrwawiona koszulę chłopaka i wsiąknęła w nią.

- Myślisz, że to coś pomoże? Że jak przyznasz się do winy to wrócisz go do życia?

- Nie. Wiem, że nic już nie mogę zrobić. Przepraszam.

Acrux skrzywił się widząc prawdziwy żal w oczach szatyna i przykucnął przed nim. Chwycił go mocno za włosy i odgiął mu głowę do tyłu. – Myślałem, że jesteś jak twój dziadek. Uwielbiałem go. To był człowiek, który nigdy nie pozwoliłby swoim przyjaciołom umrzeć. Nie jesteś jak on. Jesteś nawet gorszy niż on. Jesteś prawdziwym Potter'em. Nienawidzę cię.

Mężczyzna wstał z ziemi i opuścił barierę otaczającą ich. Bez słowa odwrócił się do drzwi i ruszył w ich kierunku. – Odchodzę – rzucił wściekle do dyrektora i wyszedł zatrzaskując za sobą drzwi. Harry wciąż siedział na ziemi nie mogąc się otrząsnąć z szoku. Katharine podbiegła szybko do niego i uklękła przy nim delikatnie chwytając palcami jego krwawiącą twarz i zaczęła szeptać zaklęcia leczące rany.

- Wszystko z nim w porządku? – Zapytał Snape podchodząc od nich.

- Acrux mocno go poobijał, ale nie zrobił mu nic poważnego. Chociaż jeszcze przez jakiś czas będzie mieć zawroty głowy.

- Harry? – Katharine zwróciła się do szatyna jednak ten wciąż wpatrywał się w przestrzeń. – Nie obwiniaj się. Jeśli już chcesz kogoś obwiniać to…

- Jeśli masz zamiar wziąć teraz cała winę na siebie to możesz sobie darować – warknął nagle Harry podnosząc się powoli z ziemi. – Acrux ma rację. Powinienem był pomóc Jonowi a nie odsyłać go do Munga. Kurwa!

- Potter! – Krzyknęła Lasair zwracając na siebie jego uwagę. Szatyn chciał krzyknąć na nią jednak widząc jej spojrzenie zaraz umilkł. – Przestań się rozczulać nad sobą i weź się w garść. Trwa wojna a na wojnie zawsze są jakieś ofiary. Tak było, jest i cholera będzie. Więc albo pozbierasz się do kupy i pójdziesz dalej albo zabiję cię tu i teraz. Masz trzy sekundy by się zdecydować.

Lasair wyciągnęła różdżkę i wycelowała ją wprost w serce szatyna. Harry skrzywił się chcąc jej wyrzucić, że to też było jej winą, ale nie potrafił. Słowa uwięzły mu w gardle i za nic w świecie nie chciały się wydostać na zewnątrz. Nie mógł jej za to obwinić. Wiedział, że miała rację i wiedział, że Jon nie był pierwszą ofiarą na tej wojnie a na pewno nie ostatnią. Przełknął ślinę i skinął głową.

- Masz rację. Przepraszam – powiedział cicho chłopak przecierając dłonią zmęczoną twarz.

- Czy ty mnie właśnie przeprosiłeś, bohaterze?

- W twoich snach, sadystko – zaśmiał się Harry. Od razu poczuł się lepiej.

- Myślę, że teraz przyszła pora na wyjaśnienia – odezwał się nagle dyrektor zwracając na siebie uwagę wszystkich w pokoju. Harry niechętnie skinął głową i transmutował spinacze z biurka mężczyzny w wygodne fotele dla wszystkich. Harry usiadł w tym najbardziej z lewej a obok niego usiadła Lasair wraz z siostrą. Ostatni fotel zajął Snape.

- Tylko zróbmy to szybko, bo naprawdę jestem już zmęczony – powiedział zmęczonym głosem Harry.

- W takim razie proszę zacząć się tłumaczyć z kilkudniowego zniknięcia.

Harry wziął głębszy oddech i zaczął powoli opowiadać wymyśloną przez siebie bajeczkę jak to złapał, Lasair gdy wraz z Jonem i Katharine wymykali się ze szkoły by odbić rodziców sióstr. Opowiedział, jak później uratował Lasair przez pościgiem i ruszył na ratunek pozostałym i w kilku słowach streścił, co się później działo. Dyrektor słuchał wszystkiego w skupieniu i tak jak się wszyscy spodziewali poprosił wszystkich o pozwolenie na sprawdzenie wspomnień. Lasair i Katharine zgodziły się od razu jednak Snape i Harry odmówili.

- Jeśli nie pozwoli mi pan zweryfikować swoich wspomnień, uznam to za oznakę sprzeciwu wobec ministerstwa – powiedział stanowczo Dumbledore.

- W takim razie proszę to uznać, za co tylko pan chce. Nie mam zamiaru pokazywać nikomu moich wspomnień. A jeśli pan aż tak bardzo chce je zobaczyć to proszę spróbować swojego szczęścia – odparł Harry trochę ostrzej niż by tego chciał. – Czy ma pan jakieś pytania?

- Tak. W Zakazanym Lesie znaleziono ciała dwóch śmierciożerców a ze wspomnień panny Blodwen wiem, że są to ci sami, co próbowali ją zabić. Czy może mi pan bliżej przybliżyć okoliczności ich śmierci?

- Jeśli chce pan wiedzieć jakich dokładnie zaklęć użyłem to równie dobrze może mnie pan zapytać co jadłem dwa miesiąc temu w poniedziałek na śniadanie a odpowiedź będzie taka sama: nie pamiętam – odpowiedział Harry spokojnie.

- To może odświeżę trochę panu pamięć, jeśli powiem, że jeden z nich wykrwawił się a drugi zginął od Avady.

W pomieszczeniu zapadła cisza a wszystkie głowy szybko zwróciły się w stronę Harry'ego. Chłopak jednak nie przejął się tym za bardzo wciąż pamiętając wściekłość, jaką poczuł na widok rannej Lasair. Dyrektor świdrował go swoim spojrzeniem czekając na odpowiedź. W końcu chłopak powoli skinął głową nie przejmując się tym, co zaraz może nastąpić.

- Przyznaje się pan? – Upewnił się Dumbledore.

- Jak widać.

- Wie pan, że użycie tego zaklęcia podlega karze więzienia?

- A jego nieużycie w tamtym momencie skutkowałoby śmiercią Lasair. Jak pan myśli, co jest dla mnie ważniejsze? Życie Lasair czy zachowanie pozorów świętoszka?

- Wierzę, że to nie była jedyna dostępna w tamtym momencie opcja.

Nagle drzwi otworzyły się i do środka wszedł nie kto inny jak sam Rufus Scrimgeour wraz z kilkoma aurorami w tym z Tonks i Kingsley'em u boku. Drzwi zamknęły się za nimi z trzaskiem a Scrimgeour skinął głową dając znak swoim ludziom by otoczyli siedzącą czwórkę ścisłym kręgiem.

- Witam, panie Potter. Miło znowu pana widzieć, choć ubolewam, że widzimy się w tak przykrych okolicznościach – przywitał się Scrimgeour sztywnym głosem. Harry powoli wstał z fotela i podszedł nieśpiesznym krokiem do aurora nie przejmując się kilkoma różdżkami, które zaraz wystrzeliły do góry mierząc w niego.

- Przykrych? – Harry udał zdziwionego. – A cóż takiego się stało?

- Mam tutaj nakaz aresztowania pana pod zarzutem użycia Zaklęcia Niewybaczalnego – odpowiedział mężczyzna wyciągając złożony pergamin. Podał go Harry'emu, który rozłożył go i zaczął czytać.

- Och, rozumiem – westchnął teatralnie Harry i oddał pergamin aurorowi. – Czyli że mam być grzecznym chłopcem i poddać się bez walki, tak?

- Byłoby to wskazane.

- Szkoda.

- Proszę?

- Mówię, że to szkoda, bo ja nie mam zamiaru nigdzie z wami iść. A jeśli chcecie spróbować ze mną szczęścia w walce bezpośredniej to proszę bardzo – Harry wysunął różdżkę jednak nie uniósł jej. Scrimgeour nie wyglądał na zadowolonego jednak nie rozkazał nikomu go atakować.

- Radzę się panu poddać bez walki. Mamy przewagę liczebną a w pomieszczeniu są ludzie, którzy mogą ucierpieć przez przypadek – ostrzegł mężczyzna. Harry skinął głową dając znak, że to rozumie.

- Nie mogę się poddać i dać się zamknąć. No chyba, że chcecie żeby Tom zaatakował szkołę za jakieś trzydzieści minut. Bo chyba tyle wystarczy by się o wszystkim dowiedział i przygotował całe swoje wojsko.

- O ile dyrektor Dumbledore nie mylił się w stosunku do profesora Snape'a to Sam-Pan-Wie-Kto nie ma się jak dowiedzieć o niczym, co zaraz tutaj zajdzie – odparł Scrimgeour. Harry uśmiechnął się lekko i rozluźnił całkowicie.

- Oczywiście, że ma. W końcu ja tutaj jestem. A przypominam panu, że nasze głowy to dwie żywe krótkofalówki z dość dobrym zasięgiem – wyjaśnił szatyn spokojnie z lekkim uśmiechem błąkającym się na ustach.

- Wezwie pan go tutaj?

- Nie. Ja go tylko poinformuje o możliwości zaatakowania szkoły i przejęcia nad nią władzy. Oczywiście dyrektor Dumbledore nie podoła obronie zamku i szkoła stanie się nową uczelnią dla przyszłych śmierciożerców. Urocza wizja, prawda?

- A więc przyznaje się pan do współpracy z Czarnym Panem?

- Nie. Przyznaję się do kontaktów z nim, nawet dość częstych, i do chęci zaoszczędzenia sobie czasu. Wie pan, nie chciałbym uciekać przed dementorami. Chociaż ciekawi mnie jak smakuje ich moc. Pewnie jest cierpka z nutą rozpaczy – Harry uśmiechnął się bardziej rozkoszując się tą myślą.

- O czym pan mówi? – zapytał ostro Scrimgeour.

- Nie czuje pan tego? Ani nikt z obecnych tutaj? Lekkiego spadku mocy i powoli narastającego zmęczenia? No cóż, można wzmocnić nieco efekt – Harry skupił się nieco bardziej na mackach, które po kryjomu wysłał do każdego aurora i nieco mocniej pociągnął za ich pomocą ich moc do siebie. Jedynym wyjątkiem była Tonks, której moc jak na razie delikatnie wyczuwał i uspokajał gdy ta zaczynała się burzyć wraz z narastającym niepokojem kobiety.

- Co ty robisz? – Zapytał szybko Scrimgeour czując opuszczające go siły.

- Jak na razie delikatnie wysysam z państwa moc. Może pamięta pan tą małą potyczkę w Japonii albo ostatnią walkę w pobliskiej wiosce? Wie pan, od czego duża część śmierciożerców zginęła? Zostali pozbawieni całkowicie mocy i sił życiowych – wyjaśnił Harry podchodząc nieco bliżej mężczyzny.

- Co to za zaklęcie?

- To żadne zaklęcie. To pewna część mojego umysłu, którą przekształciłem w coś takiego. Każdy może coś takiego zrobić, ale nie każdy ma do tego cierpliwość. Potrzebna jest samodyscyplina i długie godziny spędzone na opanowywaniu własnego umysłu. Nawet pan nie wie ile można się wtedy o sobie dowiedzieć.

- Proszę to przerwać – powiedział ostro dyrektor również czując powoli wypływające z niego siły.

- Dobrze, ale pod warunkiem, że zostawicie mnie wszyscy w spokoju i nie będziecie mieli nic przeciwko mojej dalszej edukacji tutaj.

Dyrektor spojrzał na Scrimgeour'a który pokręcił krótko głową jasno dając swoją odpowiedź. Dumbledore zamknął na chwilę oczy zastanawiając się szybko i otworzył je zaraz mając już gotową odpowiedź.

- Dobrze. Ale tylko i wyłącznie pod warunkiem, że nie będzie pan stosował tej umiejętności na terenie szkoły ani na żadnym uczniu czy nauczycielu – odpowiedział powoli mężczyzna. Harry skinął głową i spojrzał na aurora.

- A jaka jest pańska odpowiedź?

- Jeśli popełni pan jeszcze jedno wykroczenie to przyjdę po pana z całą armią dementorów i zamknę w najciemniejszej celi Azkabanu – warknął mężczyzna. Harry uśmiechnął się do niego lekko i wycofał swoje macki.

- Świetnie. Cieszę się, że doszliśmy do porozumienia – Harry schował swoją różdżkę i obejrzał się na wpatrującą się w niego Lasair. Dotknął szybko jedną ze swoich macek jej umysłu przekazując jej wiadomość i udał się do wyjścia. – Życzę państwu dobrej nocy.

Harry wyszedł z gabinetu i spokojnie zszedł po schodach na korytarz mijając przy wejściu dwóch zaskoczonych aurorów. Nie zatrzymali go jednak pozwalając mu w spokoju pójść dalej. Szatyn wszedł do odpowiedniego korytarza i oparł się o ścianę czekając na Lasair i Katharinę by oddać im wspomnienia i wymazać te fałszywe. Kilka minut później obie siostry weszły do przejścia jednak żadna z nich się nie odzywała. Harry odkorkował buteleczkę ze wspomnieniami Kathariny i podszedł do niej.

- Mogę?

- Tak – Harry wszedł do jej umysłu i podmienił wspomnienia. – Uch. Mam teraz lekki mętlik.

- Za chwilę będzie już w porządku – powiedział Harry wyciągając drugą buteleczkę. Spojrzał na Lasair, która unikała jego wzroku. – Teraz twoja kolej.

- Tylko się pośpiesz – mruknęła dziewczyna i wpuściła chłopaka do swojego umysłu. Harry szybko powtórzył całą czynność i wycofał się z jej umysłu.

- W porządku?

- Ujdzie – dziewczyna odwróciła się od niego szybko i spojrzała na swoją siostrę. – Idę spać. Dobranoc.

Nim Harry czy Katharine zdążyli cokolwiek odpowiedzieć dziewczyna wyszła z przejścia i zniknęła za zakrętem prowadzącym na Ruchome Schody. Harry spojrzał zaskoczony na Katharinę jednak ta tylko wzruszyła ramionami też nie rozumiejąc, o co chodziło.

- Ja też lepiej już pójdę do siebie. Dobranoc i… dziękuję za wszystko – powiedziała łagodnie kobieta uśmiechając się nieco speszona. Harry skinął głową przyjmując podziękowania i odwzajemnił uśmiech.

- Nie ma sprawy. I nie zapominaj o eliksirze – powiedział jeszcze Harry i teleportował się do swoich komant.