Wieki ciemne
Tylko głupcy debatują na temat planów Bogów.
Koniec tygodnia nadszedł szybko acz nieubłaganie. Harry odetchnął z ulgą, że nie musi w tym weekend ponownie iść do dyrektora i oglądać wspomnień o Tomie. Czy Dumbledore naprawdę myślał, iż zapomniał kim jest Tom? Czasami będąc w Wielkiej Sali dostrzegał zawiedzenie w oczach mężczyzny, kiedy ich wzrok niechcący się spotkał. Wszyscy inni zrozumieli, gdy powiedział, że zrobił wszystko, co w jego mocy, by poświęcenie jego rodziców nie poszło na marne. Nie zszarga ich pamięci. Przypomniał im, że James i Lily Potter zginęli broniąc go, umarli, by on mógł żyć. Nie może bardziej uczcić ich ostatniego pragnienia niż spełniając je. A jeśli wiązało się to z poślubieniem Czarnego Pana, cóż… każdy ponosi własne ofiary. Dyrektor jednak lubił przy każdej okazji przekonywać go do zmiany zdania.
— Tak… tak… twoi rodzice — powiedział Dumbledore niecierpliwie, przerywając w tym momencie profesor McGonagall, kiedy to wpadł do jej biura podczas, gdy Harry omawiał z nią posuwanie się jego planów zawodowych. — Czy nie chcieliby, żebyś walczył z Voldemortem, Harry? Byli jednymi z jego najbardziej nieugiętych przeciwników i…
— I oni umarli — przerwał dyrektorowi Harry. — Szczerze mówiąc, nie sądzę, by mieli zbyt duży problem z moimi działaniami. Lubię myśleć, że moi rodzice byliby bardziej zainteresowani tym, że prowadzę szczęśliwe i zdrowe życie w porównaniu do rozpoczęcia bezcelowego i niebezpiecznego poszukiwania zemsty.
Rozmawiał o tym ze wszystkimi, którzy twierdzili, że się o niego troszczą i przyjęli jego sposób patrzenia na sprawę. Poza Dumbledore'em. Dyrektor był jedyną osobą, która tego najwidoczniej nie dostrzegała, zbyt pochłonięty wiarą w jakąś głupią przepowiednię. Harry obawiał się, czy to nie początkowe objawy demencji starczej, i zastanawiał się, czy nie powinien podzielić się z kimś swoimi przemyśleniami na temat dyrektora. Teraz jednak miał pilniejszą sprawę do wyjaśnienia. Ktoś się pod niego podszywał w wakacje i Dumbledore był w to najprawdopodobniej zaangażowany. I chociaż właściwie nic złego się nie stało, uczniowie doceniali o wiele bardziej Slughorna na stanowisku profesora eliksirów, a żaden pierwszoroczny nie wybiegł zapłakany z klasy po lekcji z nim, to Harry chciał znać prawdę. Kto, jak i dlaczego, chociaż tego ostatniego się domyślał.
oOo
Gryfon przeszedł trzy razy przed ścianą i otworzył drzwi do Pokoju Życzeń. Potrzebował teraz swoich najstarszych przyjaciół, by jak zawsze pomogli mu rozwiązać zagadkę powodującą chaos w jego życiu. Tak jak zawsze. I może to było nieco samolubne z jego strony, ale nie obchodziła go w tym momencie ich kłótnia. Ze wszelkimi przeciwnościami losu najlepiej zmagali się jako trio, będą musieli sobie z tym faktem jakoś poradzić.
Hermiona zacisnęła rękę na notatce, którą dostała dziś rano podczas śniadania. Szkolna sowa podleciała do niej i póki nie wzięła skrawka pergaminu była nieznośna. Ktoś specjalnie musiał ją pouczyć, by nie poddawała się przy pierwszej próbie lekceważenia. List był krótki i treściwy – miejsce i czas, gdzie ma się udać. Był też podpisany jednym słowem: Harry. Nie mogła mu odmówić, tym bardziej że ostatnio czuła poczucie winy. Będąc tak skoncentrowaną na swoim sporze z Ronem odsunęła Harry'ego na dalszy plan, chociaż chłopak stał uparcie po jej stronie. Teraz, gdy o tym pomyślała, to szczerze mogła przyznać sama przed sobą, że Harry zmienił się, nie można było temu zaprzeczyć. Ale niezaprzeczalne było też to, że w głębi serca wciąż był taki sam – odważny i bohaterski. Mały chłopiec, któremu poświęcano zbyt wiele niechcianej uwagi, i na którego ramionach spoczywał wielki ciężar, który kiedyś uratował ją przed trollem w łazience. Jej najlepszy przyjaciel. Przyszywany brat. Byli razem na dobre i na złe, choćby się waliło i paliło, i żadna jego nowa postawa nie mogła tego zmienić.
Temu też odłożyła badania na bok i szła teraz do Pokoju Życzeń na siódmym piętrze, by spotkać się ze swoim przyjacielem. Zaskoczył ją widok ciemnych drzwi z kołatką w kształcie lwiej głowy naprzeciw znajomego gobelinu z Bzikiem i trollami. Była pół godziny przed spodziewanym czasem spotkania i najwidoczniej Harry już na nią czekał. Nie znajdując nigdzie klamki, Hermiona uniosła lekko drżącą rękę i zapukała lekko kołatką. Po chwili usłyszała ciche kliknięcie zamka i drzwi się otworzyły, wpuszczając ją do pokoju.
Jej przyjaciel siedział wygodnie rozłożony w fotelu, nogi oparte o podnóżek pogrążony w lekturze dzisiejszego Proroka Codziennego. Była stuprocentowo pewna, który artykuł go tak zaabsorbował, gdyż sama nie mogła się od niego oderwać przy śniadaniu.
Kolejne wstrząsające odkrycie Niewymownych
Nasi niesamowici naukowcy z Departamentu Tajemnic ponownie udowodnili nam, że są jednymi ze światowych pionierów, gdy przychodzi do badań nad magią. Wczoraj ich łącznik prasowy poinformował na zwołanej pospiesznie konferencji prasowej o kolejnym przełomie jaki udało się im dokonać.
'Możemy rozróżnić trzy główne typy magii: jasną, neutralną i ciemną. O tym fakcie wiedzieliśmy od lat, i prawdopodobnie właśnie dlatego temat ten nie budził większego zainteresowania badaczy. Jednakże, na kanwie badań pochodzenia magii u osób mugolskiego pochodzenia, typologia ponownie stała się ważną kwestią. Zostało udowodnione ponad wszelką wątpliwość, że nie ważne jaka by była historia rodziny osoby pierwszego pokolenia, to ich magia będzie neutralna.'
W tym momencie posypały się pytania ze wszystkich stron, każde z nich miało ten sam sens. Czy jeśli jakiś mugolak ma za swoich przodków mrocznych czarodziejów lub stworzenia to znaczy, że magia została oczyszczona w ich linii?
'Tak jest w rzeczywistości. Podobnie rzecz się ma z osobami mającymi w swojej genealogii źródło jasnej magii. Ponadto zauważono, że czysta neutralna magia czarodziejów i czarownic mugolskiego pochodzenia wpływa stabilizująco zarówno na mroczną jak i na jasną magię. Jak również podanie zastrzyku czystej, nieskażonej, neutralnej magii powoduje znaczący wzrost mocy magicznej w rodzinie.'
Teraz nasi czytelnicy mogą zastanawiać się, co to tak naprawdę znaczy.
'Dalsze badania będą prowadzone, jednak obecne wyniki wskazują, że najzdrowiej dla ciągu hodowlanego jest wprowadzenie neutralnej magii raz na dziesięć pokoleń do głównej linii. Wzmacnia to trzon oraz przynosi zdrowe potomstwo przynajmniej dwukrotnie silniejsze od swoich rodziców. Jeśli każda rodzina zastosuje się do powyższej rady, czarodzieje z Wielkiej Brytanii mogą oczyścić swoją magię z ułomności chowu wsobnego. Oczywiście przed dokonaniem takiego kroku ważne jest dokonanie odpowiedniej selekcji. Chociażby, by nie sprowadzić krwi magicznych stworzeń, które się ze sobą nie mogą krzyżować lub dalszego członka rodziny, gdyż będzie się to mijało z pierwotnym celem.'
Po więcej dokładnych informacji Niewymowni odsyłają do biuletynu naukowego wydawanego przez Ministerstwo Magii i dostępnego w holu budynku za jednego sykla i trzy knuty.
H.F. Zimmer
Harry złożył gazetę i rzucił ją niedbale na stolik.
— To niesamowite, jak zmiana na stanowisku zastępcy redaktora naczelnego zmieniła Proroka — powiedział Hermionie, która stała przed drzwiami i wykręcała sobie palce w nerwowym geście.
To była szczera prawda. Przynajmniej od pół roku w najpopularniejszej gazecie codziennej w czarodziejskiej Wielkiej Brytanii trwały dynamiczne restrukturyzacje, by zmienić ją z brukowca w wiarygodne źródło informacji. Lucjusz poświęcił wiele myśli problemowi i ostatecznie stwierdził, że da się jeszcze uratować tytuł i zaczął wdrażać konieczne zmiany.
— Tak, też to zauważyłam.
Obydwoje zamilkli. Hermiona poruszyła się z powodu niewygodnej ciszy, tak naprawdę nie wiedząc co ze sobą zrobić.
— Może usiądziesz? — zapytał Harry.
Dziewczyna podskoczyła lekko i zaśmiała się. Harry spojrzał na swoją najlepszą przyjaciółkę w zamieszaniu. Czy naprawdę aż tak bardzo się oddalili od siebie, że Hermiona była spięta w jego towarzystwie tak, jakby trzymał ją na końcu różdżki? Przecież nigdy nie odwróciła się od niego, niezależnie od sytuacji, to Ron był tym, który dawał mu powody do wątpliwości i nie raz nadszarpnął zaufanie. Harry uśmiechnął się do niej ciepło i to chyba wystarczyło Hermionie, gdyż podbiegła do niego i przytuliła go mocno ze łzami w oczach.
— Przepraszam, przepraszam — Hermiona puściła go i wytarła oczy rękawem. — Nie wiem co mnie poniosło.
— Tęskniłem za tobą — Harry złapał Gryfonkę za rękę i mocno ścisnął. — Te wszystkie zawirowania nie powinny wpłynąć na naszą przyjaźń.
— Daj spokój, to normalne, w końcu dorastamy. Każde przyjaźnie rozprężają się w miarę upływu czasu…
— Nie jesteśmy tacy jak wszyscy — odparł Harry. — Nasza trójka jest tak mocno opleciona wzajemnymi długami życia, że to aż dziwne, iż nie potykamy się o ich luźnie końce podczas chodzenia.
Hermiona pokręciła głową, jej rozpuszczone włosy, które stały się jeszcze bardziej napuszone odkąd ostatnio ją widział, omiotły jej twarz.
— Pfff… nie zdarza ci się mieć wolnej gumki? — zapytała usuwając włosy z ust.
— Przykro mi — odpowiedział śmiejąc się cicho.
Hermiona westchnęła i próbowała palcami ujarzmić swoje nieposłuszne loki.
— Domyślam się, że czekamy na Rona?
— Tak, potrzebuję pomocy moich przyjaciół, jak za starych dobrych czasów.
— Dobrze, chociaż nie odpowiadam za siebie, jeśli powie coś głupiego.
— Całkowicie zrozumiałe.
Hermiona podniosła Proroka i przebiegła wzrokiem artykuł.
— Myślisz, że mają rację?
— Z tą neutralną magią? — zwrócił uwagę, jak palce Hermiona zacisnęły się na gazecie. — Prawdopodobnie. Jeśli chciałabyś to zbadać, to musiałabyś sprawdzić zaklęcia z całego spektrum i oszacować, które łatwiej ci rzucać — wzruszył ramionami.
— Harry, ale spójrz, twoja mama… — Hermiona przygryzła wargę, niepewna jak powiedzieć, to co chciała wyrazić i nie obrazić swojego przyjaciela.
— Hermiono, już zapomniałaś? Moja mama nie była tak naprawdę pochodzenia mugolskiego według ich standardów, wywodziła się z magicznej rodziny. Mój dziadek był charłakiem.
— Och, tak… masz rację. Ciężko jest przestać o niej myśleć inaczej niż jak o pochodzeniu mugolsiego, gdy wszyscy naokoło tak o niej mówią.
Zaraz po tym, jak Harry otrzymał spadek, Hermiona rzuciła się w wir badań, przekopując się przez niezliczoną ilość książek poświęconych genealogii rodzin czarodziejów na świecie. W ten mały projekt poboczny, jak żartobliwie nazwał go Remus, zostało wciągniętych całkiem sporo osób, w tym Fleur Delacour. Największy jednak postęp w poszukiwaniach zrobili dzięki informacjom przysłanym Harry'emu przez Voldemorta.
— Jest duże prawdopodobieństwo, że dzieci mojego kuzyna Dudley'a lub jego wnuki również będą magiczne. Magia płynie w jego żyłach, tylko że się nie przejawiła w jego pokoleniu — dodał po namyśle Harry.
Hermiona skrzywiła się.
— Znam go tylko z opowieści i widziałam go przelotnie na dworcu, jakoś wątpię, by przedłużył linię rodziny.
— Cóż, jego ojcu się udało, może i on znajdzie jakąś bardzo zdesperowaną biedaczkę.
Oboje zachichotali.
— Więc widzisz, moja mama wniosła do rodu Potterów szarą, a nawet mroczną magię i stąd moje nachylenie do pewnego rodzaju czarów.
— Ale z tego co wszyscy mówią, to twoja mama była niesamowita z zaklęciami, a te wydają mi się raczej jasną magią — powiedziała Hermiona ściągając brwi.
— To, co uczymy się na zajęciach, jest głównie neutralne. Widzisz Hemiono, w typologii magii wiele rzeczy jest dość mylących. Weźmy za przykład uzdorwicielstwo, ono podchodzi pod szarą strefę, gdyż magia uzdrowiciela wchodzi w interakcję z magią pacjenta podczas skanów lub leczenia. Uzdrowiciel poniekąd zmusza magicznie chorą osobę do uzdrawiania. To jest naprawdę skomplikowane i nie wiem jak to powiedzieć w kilku słowach.
Hermiona patrzyła się na niego wielkimi oczami.
— Nigdy bym nie pomyślała…
— Wiem, ja też. Dlatego też cieszę się, że istnieją na tym świecie pewne kraje, które nie klasyfikują magii tak jak nasze ministerstwo i chwała im za to, gdyż kształcą one najlepszych uzdrowicieli. — Harry zamyślił się na moment. — Tu w Wielkiej Brytanii moja zdolność wężomowy jest znacznikiem mojej dominującej mrocznej strony. Za to w Indiach dar rozmowy z wężami jest traktowany jako prezent jasnej magii…
— Ale przecież mówiłeś, że profesor Dumbledore powiedział, że to z powodu Sam-Wiesz-Kogo!
— Tak, a mój drogi mąż powiedział z kolei, że ta odrobina magii, którą przyjąłem od niego byłaby niewystarczająca do posługiwania się tak starożytnym językiem. Większe prawdopodobieństwo, że to obudziło we mnie ukryty potencjał, który posiadałem od samego początku. I skłaniam się do wierzenia Voldemortowi, który lepiej zna się na tego typu sprawach.
— Jesteś więc dziedzicem Slytherina…
— Nie, Potterowie wywodzą się od najmłodszego z braci, już nie mówiąc, że to maleństwo — Harry pomasował swój brzuch — przejmie tytuł po urodzeniu.
— Och, ale Salazar Slytherin był twoim przodkiem?
— Według mojej wiedzy tak, bardzo odległym przodkiem, ale jednak był.
Harmiona chciała coś na to odpowiedzieć, jednak została odcięta przez łomot dochodzący od drzwi. Harry uśmiechnął się do niej krzywo i machną ręką w kierunku drzwi, by wpuścić Rona. Rudzielec wpadł do pokoju potykając się o własne stopy, nadal trzymając jedną dłonią kołatkę.
— Stary, nie mogłeś pomyśleć o jakiś normalnych drzwiach — narzekał.
Harry zaśmiał się.
— Ron, wolałbyś węża jaki jest u Syriusza w domu?
Weasley wzdrygnął się teatralnie i podszedł do fotela naprzeciwko Hermiony i opadł na niego niezgrabnie. Harry wzruszył ramionami i rzucił muffliato na drzwi. Na pytające spojrzenie Gryfonki wzruszył ramionami.
— Tak na wszelki wypadek.
Ron zmarszczył brwi.
— Jak Hagrid nazwał zwierzątko, któremu matkował, gdy byliśmy na pierwszym roku?
— Ron, co ty?
— Cicho Hermiono, to nie jest różdżka Harry'ego!
Harry zamrugał i spojrzał na swoją różdżkę, a później się uśmiechnął.
— Hagrid nazwał swojego smoka Norbert i to jest moja różdżka — sięgnął po swoją torbę i wyciągnął z niej swoją pierwszą różdżkę z ostrokrzewu, a następnie obie położył przed sobą na stoliku. — Widzisz?
— Whoa! Czemu masz je dwie?
— Zostałem zabrany z Privet Drive bez różdżki, więc Voldemort — Harry zignorował skrzywienie Rona — urządził mi wycieczkę do Gregorowicza, bym dostał nową. Po powrocie do Hogwartu Dumbledore zwrócił mi moją starą różdżkę, a w święta odzyskałem z powrotem tą z białego bzu.
— A czy Gregorowicz nie jest na emeryturze — zastanawiała się głośno Hermiona patrząc z podziwem na obie różdżki przed sobą — tak chyba było napisane w Proroku przy okazji Turnieju.
— I myślisz, że Voldemort się tym faktem przejmował? — Harry uniósł brew, starając się naśladować Snape'a.
Dziewczyna zaśmiała się i lekko go szturchnęła.
— Chyba nie — pokręciła głową.
— I tak szczerze… to wolę moją nową — Harry podniósł bzową różdżkę i pogładził ją delikatnie. — Jest bardziej zgodna ze mną. Ollivander zna się na rzeczy, ale jest za bardzo przywiązany tylko do kilku rdzeniów i rodzajów drewna.
Hermiona wyglądała na zamyśloną, za to Ron patrzył się posępnie.
— Nie słyszałem o nikim, kto miałby dwie różdżki i mógł używać obie.
— Oczywiście, że słyszałeś, Ron — powiedziała Hermiona. — Szczerze, czy ty kiedykolwiek przeczytasz Historię Hogwartu?
Ron się skrzywił i odwrócił głowę w stronę okna, jakby widok za nim go zafascynował. Hermiona westchnęła i pokręciła głową.
— Dyrektor ma dwie różdżki. Swoją własną i tą, którą wygrał w pojedynku z Gellertem Grindelwaldem. Obie mu służą bez problemu, chociaż do skomplikowanych transmutacji woli wykorzystywać swoją pierwszą różdżkę.
— To niezwykle ciekawe — pokiwał głową Harry i spojrzał na Rona — prawda?
Jednak jego przyjaciel udawał, że tego nie zauważył. Harry westchnął i zamknął oczy. Policzył do dziesięciu i tak na wszelki wypadek zrobił to jeszcze raz. Tej sztuczki nauczył się przy kontaktach z Bellą, skoro z nią działało, z jego przyjaciółmi powinno równie dobrze.
— Wiem, że sprawy między nami są teraz napięte — zaczął cicho — jednak potrzebuję teraz moich przyjaciół. Potrzebuję waszej pomocy. Sprawa jest dość delikatna i pewnie się wam nie spodoba.
I tu, miał ich uwagę. Ron przestał wpatrywać się w okno, a Hermiona przesunęła się na krześle tak, że siedziała na samym jego brzegu.
— Slughorn…
— Profesor Slughorn, Harry — poprawiła go praktycznie bezwiednie.
— Niech ci będzie, profesor Slughorn powiedział mi, że odwiedziłem go wraz z dyrektorem podczas wakacji.
— Ale przecież nikt nie wiedział gdzie jesteś? — Ron przybrał minę jak gdyby myślał nad wyjątkowo trudnym posunięciu podczas gry w szachy.
— Właśnie oto chodzi, nigdy nie byłem w domu Horacego Slughorna, a to znaczy, że za zgodą i aprobatą dyrektora ktoś się pode mnie podszywał.
— Ale czy nie sądzisz, że dyrektor Dumbledore musiał mieć ważny powód by to zrobić? — wyszeptała Hermiona, a jej twarz zdradzała wewnętrzny konflikt między szanowaniem autorytetów a chęcią poznania prawdy.
Harry westchnął i przedstawił swoje myśli, które rozważał wielokrotnie podczas długiego lata, kiedy próbował wyjaśnić i zracjonalizować swoje życie. Nigdy nie oskarżył dyrektora o nic, ale kontemplacja przyniosła bardzo wiele pytań.
— Dyrektor postanowił pozostawić mnie w domu, w którym nie byłem chciany i akceptowany przez dziesięć lat i nigdy nie sprawdził mojego bezpieczeństwa ani dobrego samopoczucia. Dursleyowie nie byli najwspanialszymi opiekunami i jestem prawie pewny, że gdyby opieka społeczna zainteresowała się mną w tamtym czasie, to mogli być przynajmniej oskarżeni o zaniedbanie. Dalej, podczas gdy był Naczelnym Magiem Wizengamotu, dyrektor pozwolił na wysłanie niewinnego człowieka do więzienia bez procesu, nawet nie patrząc na jego wspomnienia, które mogłyby udowodnić jego niewinność. Dyrektor zatrudnił Quirrella i chociaż Dumbledore jest jednym z najpotężniejszych czarodziejów żyjących dzisiaj, nigdy nie zauważył, że Quirrell był opętany przez ducha mrocznego czarodzieja. Dyrektor zatrudnił Gilderoya Lockharta, który wyraźnie nie nadawał się do roli nauczyciela, nawet nie testując jego umiejętności, przez co wszyscy uczniowie stracili rok treningu. Na szczycie tego, nasze wspomnienia oraz zdrowie psychiczne były zagrożone. Dyrektor zatrudnił Szalonookiego Moody'ego i choć znał go od lat, nigdy nie zauważył, że byłego aurora zastąpił ktoś używający eliksiru wielosokowego — Harry wziął głęboki oddech, a twarz Hermiony wyglądała coraz bardziej nieswojo w obliczu tak chłodnego podsumowania tych faktów. — Dyrektor przez wiele lat dokonywał wielu złych wyborów i decyzji, czy to z powodu błędnego przekonania, czy dlatego, że jest zbyt przeciążony pracą, by zwracać uwagę na szczegóły lub jeszcze z innych nieznanych mi powodów. Jestem winien i dam dyrektorowi należyty szacunek dla jego pozycji i dokonań, ale nie doceniam jego działań związanych z moją osobą oraz manipulacji, do których się posuwa. Naprawdę jestem zły na wiele z jego posunięć, a mając czas tego lata, mogłem na spokojnie dokonać samodzielnej oceny jego działań. A kradzież tożsamości była ostatnią słomką, która złamała moje zaufanie do Dumbledore'a. Chciałbym jednak dowiedzieć się w jaki sposób osoba będąca z dyrektorem się pode mnie podszywała i kto to był.
— To jest bardzo poważne — Ron wyglądał blado. — Takie rzeczy można robić tylko z bardzo ważnego powodu i najczęściej trzeba mieć pozwolenie ministerstwa…
— Tak jak my na drugim roku? — słaby uśmiech błądził na ustach Harry'ego.
Rudzielec kiwnął wyraźnie głową.
— Zgadza się, ktoś atakował uczniów w szkole, a my próbowaliśmy ustalić kto. Powstrzymanie domniemanego mordercy kwalifikuje się jako ważny powód.
— Sądzę, że dyrektor również musiał mieć znaczące racje.
— Chciałbym, żeby tak było, jednak mam co do tego duże wątpliwości. To nie jest pierwszy raz, gdy dyrektor robi coś wątpliwego moralnie, a co w mugolskim świecie byłoby surowo karane.
— Co masz na myśli, Harry? — Hermiona przekrzywiła głowę i ścisnęła swoje palce.
— Przypomnij sobie drugie zadanie turnieju. Zostaliście uśpieni i umieszczeni na dnie jeziora, obie te rzeczy zrobione przez Dumbledore'a. Żadne z was nie było pytane o zgodę, już nie mówiąc o waszych rodzicach.
— Nie byliśmy w żadnym niebezpieczeństwie.
— Rozmawiałem o tym z Tomem i on by się z tobą nie zgodził, Hermiono. Wasze procesy życiowe zostały zamrożone, nie oddychaliście, a wasze serca nie biły. We wszystkich celach i środkach byliście martwi…
— A od kiedy polegasz tak na Sam-Wiesz-Kim? — warknął Ron.
Harry spojrzał się na swego przyjaciela i westchnął.
— Czy nam się to podoba, czy nie, Tom jest bardzo mądrym człowiekiem — spojrzał na Hermionę — dogłębnie badał magię u jej źródeł. Pojechał raz do lasów Broceliande, gdzie Vivian, która uczyła się od Merlina, uwięziła największego czarnoksiężnika swego czasu w drzewie dębowym. Podróżował do Świątyni Artemidy w Grecji, gdzie na zachodniej frontonie przedstawiono Gorgonę Meduzę. Potem był w Albanii, w której mieszkały trzy różne gatunki wampirów: sampiro, lugat oraz vrykolakas. Hermiono, mugole znają je ze swojej mitologii. I nie uwierzysz, to właśnie w Albanii córka Roweny Ravenclaw ukryła diadem matki. Widział grobowce Starego Królestwa – nekropolię Sakkara, ogromnego cmentarza starożytnej stolicy Egiptu – Memphis – aby nauczyć się egipskiej magii dusz. Opowiadał, jak chciał porównać ją do wersji haitańskiej, jest tak niewielu ekspertów w tej niejasnej magii…
— Harry, tak jest, bo to jest bardzo niebezpieczna gałąź czarnej magii — sapnęła dziewczyna.
— Zaklęcie Fideliusa lub patronus należą do magii dusz. To jest czarna magia? Przestań szufladkować wszystko na modłę ministerstwa, to tak jakbyś powiedziała, że badania nad energią nuklearną są złe. Owszem, można stworzyć dzięki nim bombę, ale można też polecieć na księżyc.
— Nie można dolecieć na księżyc — wtrącił Ron. Jego zły humor z powodu przywołania Czarnego Pana zapomniany.
— Mugole mogą, już to zrobili. Amerykanie wylądowali na księżycu 20 lipca 1969 — odparła Hermiona, zaciskając usta i zaciekle myśląc.
Oczy Weasleya były wielkie jak spodki.
— Whoa!
Zarówno Harry jak i Hermiona spojrzeli na niego i pokręcili głowami. To był cały Ron.
— Dobrze, widzę twój punkt w tym i prawdopodobnie masz rację.
To była duża zmiana od pierwszego roku. Harry przypomniał sobie, jak Hermiona karciła ich, gdy odkryli Puszka: mogliśmy zostać ranni, mogliśmy zostać zabici, a co gorsza – mogliśmy zostać wydaleni.
— W swoich podróżach Tom zahaczył o miejsca, których w przeszłości były Mezopotamią, Asyrią czy Babilonem.
Rea nieśmiało wyraził zainteresowanie bazyliszkami, więc po tym, jak Tom przyjrzał się młodemu narzeczonemu, wciągnął ich do wspomnienia ze swojej podróży do Pompei. Pliniusz Starszy zapisał tam pierwszy znany opis bazyliszka, zanim został pochłonięty przez siarkowe opary Wezuwiusza. Potem przekazał swoje badania nad ostatnim znanym gniazdem bazyliszka w Warszawie w 1587 r., gdzie śląski skazaniec o imieniu Faurer w skórzanej zbroi i lusterkach wyciągnął martwą bestię na światło dzienne.
— Harry, pomyśl jednak… W końcu to dyrektor…
— I tak długo jak może uzasadnić swoje działania jakąkolwiek wymówką, powinniśmy pozwolić mu robić to co chce?
Temperament Harry'ego wybuchł. Było parę rzeczy, których nie mógł znieść – bezpodstawnych uprzedzeń, mentalności motłochu i bezsensownego zabijania. A w tej chwili Hermiona wydawała się być owcą, która bezmyślnie podążała za kultem nieomylnego Albusa Dumbledore'a.
— Nie mówię, by nie kwestionować jego działań — powiedziała cicho dziewczyna — chodzi mi o to, ze zwykle za jego czynami stoi większy obraz, którego nie jesteśmy świadomi.
— Może ma to związek, no wiesz, z wojną — dodał Ron, by poprzeć Hermionę.
— Jaką wojną? Czy obecnie coś się dzieje? Czy wystąpiły jakieś ataki, o których nie jestem świadomy?
Ron z Hermioną wymienili spojrzenia.
— Wiesz, że to tylko kwestia czasu, gdy Sam-Wiesz-Kto powróci do zabijania mugoli…
— A czy wy wiecie, że w okresie palenia czarownic, to nie czystej krwi byli najgorszymi przestępcami? Nienawiść czarodziejów została po prostu przekuta w sprawiedliwość.
Mógł nawet zrozumieć, dlaczego społeczeństwo mogło żywić zbiorową urazę przez następne 300 lat. Magiczni ludzie starzeli się powoli, a zmieniali opinie nawet wolniej. Nie sądził, że to było pomocne lub zdrowe, ale mógł to zrozumieć.
— Harry, o czym ty do diabła mówisz? — nie wytrzymała Hermiona.
— To jest kawałek historii, o której Binns nam nigdy nie mówił. Ron, czy ktoś z twojej rodziny opowiadał o krawej waśni między wami a Malfoyami? — zapytał Harry spokojnie, koncentrując się jedynie na swoim przyjacielu. To nie miało być miłe.
Ron tylko pokręcił głową i wzruszył ramionami na zainteresowane spojrzenie Hermiony. Harry szarpnął włosy i głęboko westchnął. Zauważył, że dziś często to robi.
— Ok, ale opowiem to tylko raz. Brutus Malfoy widział na własne oczy, jak jego młodsza siostrzyczka czołgała się zmasakrowana po drugiej stronie ulicy, po tym jak sąsiad rzuciła na nią oskarżenia o czary z czystej zazdrości. Została zabita, ale nie przez ogień, a przez rolnika, który rozbił jej głowę łopatą, podczas gdy jej rodzice próbowali ją uratować. Zaś niemagiczni ludzie dopingowali.
Hermiona zakryła usta z czystego przerażenia.
— Tymi, którzy powstrzymali Malfoyów przed działaniem w obronie dziecka byli Weasleyowie, którzy woleli wstawić się za mugolami.
— Co?! — wrzasnął Ron — Kłamiesz!
— Przykro mi Ron. Dlatego twoja rodzina jest znana jako zdrajcy krwi. Zdradzili czarodziejską krew, chociaż może i w ten sposób zapobiegli jakiejś większej masakrze, kto wie?
— Co się stało potem? — cichym głosem pełnym wahania spytała Hermiona.
— Brutus ścigał odpowiedzialnych — odpowiedział Harry patrząc na nią z pociemniałymi oczami. — A co innego mógłby zrobić? To, co zrobili ci mugole, nie było w tamtych czasach przestępstwem. Żadne więzienie im nie groziło za zabicie czarownicy, ale nie było w porządku po prostu pozwolić im odejść. To nie tak, że sądzę, iż zabijanie ludzi jest odpowiedzią, ale czasami nie ma innej możliwości na osiągnięcie sprawiedliwości. W prawdziwym życiu nie ma miejsca na idealizm…
— To jest… — Ron oklapł i ukrył twarz w dłoniach.
— Tak, to wywraca całkowicie światopogląd do góry nogami — pokiwał głową Harry. — Od czasu śmierci siostry, Brutus nienawidził mugoli z pasją. Zaczął wydawać gazetę pod tytułem Walczący Mag, w której w 1675 roku pisał: niechaj będzie wiadome wszem wobec; czarodziej który znajdzie upodobanie w mugolskiej kampanii, niechybne odznacza się lichym rozumem, a słabość jego magicznej mocy, jeśli w ogóle taka zarządza, godna jest pożał może czuć się tylko w mugolskim chlewie nie masz pewniejszej oznaki lichości magicznej wobec tych, którzy nie są i nigdy nie będą obdarzeni.
— Brzmi jak forma przekleństwa — Hermiona skupiła się na aspekcie naukowym, odpychając emocje, z którymi nie chciała sobie poradzić.
— Skąd to wiesz? Czy Malfoy ci to powiedział? — głos Rona był słaby. Jakby jego przyjaciel nie chciał uwierzyć w to, co usłyszał. Harry się mu nie dziwił, na jego miejscu pewnie też kurczowo by się trzymał myśli, że taka przerażająca historia jest nieprawdziwa.
— Niestety, przeczytałem to wśród zapisków pani Bagshot. W którymś momencie swojego życia robiła biografie wszystkich znaczących rodzin i ich powiązań. I właśnie przez takie historie, żaden wydawca nie chciał tego kompendium po rodzinach czystej krwi opublikować.
Weasley pokiwał powoli głową, Bathilda Bagshot była bezstronnym historykiem, nawet on nie mógł się z tym kłócić.
— Ron, nie powiedziałem ci tego, byś nagle patrzył na Malfoyów inaczej. Nie jestem pewien czy Lucjusz zna przyczynę waśni, a co dopiero Draco. Chodzi mi o wskazanie, że świat nie jest czarno – biały. Że rozumiem i akceptuję sytuacje, gdzie dochodzi do łamania prawa, i że każda różdżka ma dwa końce. I to właśnie dlatego chciałbym wiedzieć, kto się pode mnie podszywał w te wakacje. Podejrzewam, że Dumbledore wykorzystał tę osobę, by ściągnąć Slughorna z emerytury. I chociaż może się wam to wydawać trywialne, sądzę że chciał od Slughorna pewnych informacji. Co powstrzyma Dumbledore'a przed zrobieniem tego ponownie, z dużo mniej niewinnych pobudek?
Żadne z jego przyjaciół nie wiedziało co odpowiedzieć. Prawdę powiedziawszy, sam nie znał odpowiedzi.
— Czy mroczne wieki naprawdę były takie złe? — Ron skupił się na tym, co przynajmniej rozumiał.
— Mugolski świat po prostu nie rozumie magii, a ci którzy to robią są nieliczni — powiedziała ze smutkiem Hermiona. — Mam szczęście, że moi rodzice należą do tej mniejszości.
cdn.
~ II ~
Nota autora: oto pierwsza część rozdziału 53. Druga - mam szczerą nadzieję - pojawi się szybciej. Niestety mam blok pisarski i mimo wielu gotowych fragmentów, ciężko idzie mi pisanie. Mimo wszystko codziennie staram się posunąć chociaż mały krok do przodu (nawet jeśli jest to tylko 300 słów). Tym bardziej czuję na sobie presję, gdyż historię tę odwiedziło dotychczas ponad 9 000 osób i zbliżam się do 200 recenzji! Co jak na nasze polskie realia jest osiągnięciem.
MefisMefis - nudne rozdziały są również potrzebne, one często stabilizują akcję i pozwalają bohaterom na małe wytchnienie.
Rusti698 - ten rozdział, gdy pojawi się już w całości zrobi to samo co poprzedni. Nie będzie nowej cyferki, za to pojawi się dalszy ciąg. Nie chcę niepotrzebnie zwiększać liczby rozdziałów dzieląc je na części.
Co do ojca Theo, to raczej jego występ w opowiadaniu jest epizodyczny. Już szybciej Bella ponownie się pojawi niż on.
Kannavar - nie chcę mówić, że dyrektor jest sam sobie winien, ale taka jest prawda. Za wolno dostosowuje się do zmieniających zasad gry.
Mee Lord - Nott senior jest postacią epizodyczną. Biedaczysko odegrało marginalną rolę, a mimo to tyle osób go znielubiło. Co do wycieczki do jaskini, to sam Harry nigdzie by z Dumbledore'em nie poszedł. Nie w ciemno i nie na jakąś szaleńczą wyprawę. Skończyły się czasy, gdy Potter zrobi wszystko bez kwestionowania motywów innych. I to nie tyczy się tylko dyrektora.
Tak właściwie, to ciężko z książki wyłuskać powody przyłączenia się ludzi do Czarnego Pana. Znamy motywy Rycerzy Walpurgii, ich dzieci mogły nie mieć innego wyjścia, niż przyłączenie się do Śmierciożerców. Co do innych jednak? Jakby nie patrzeć Voldemort był już szalony przed 1981. Tego w kanonie brakuje, niby wiemy całkiem sporo o Tomie, jednak wiele ważnych rzeczy nie zostało poruszonych w książce.
radekxpl123 - poproszę o jak najwięcej tych ciasteczek, może pomogą mi w pisaniu.
Sama pisząc ostatnią scenę czułam satysfakcję, więc wszystko z Tobą w porządku. Dyrektorowi się należało za te wszystkie lata manipulacji. W obecnym rozdziale Harry sam przedstawia swoje wątpliwości wobec Dumbledore'a, więc już nie będę po nim powtarzać.
Podobno długie komentarze karmią wenę autorów. ;)
Hulk - dziękuję, też ją lubię i stosunkowo dawno jej wizja wpadła mi do głowy. Czekała tylko na właściwy moment.
Ldorotka - czasami same starania nie wystarczają, ale ciężko pracuję, by się udało.
dominika. gordzijewska - w tej scenie nie chodziło o opóźnienie obiadu. Tylko osoby postronne mogły wyciągnąć takie wnioski. Harry wściekł się na Voldemorta za wykorzystanie go do celów politycznych.
Dyrektor otrzymał tylko to, na co zasługuje (moim skromnym zdaniem).
TenebrisUchihaa - Harry nie jest dziewczyną i raczej noszenie stanika byłoby dla niego niekomfortowe.
