Autorka wyraziła zgodę na tłumaczenie.
Link do oryginału znajduje się na moim profilu.
~ LI ~
Nie owijając w bawełnę — bolało. Bez względu na to, ile słyszałam i czytałam o tych sprawach, ból przyszedł dość niespodziewanie, zapewne dlatego, że chwilę wcześniej za bardzo zatracałam się w dawanej mi przez Damona rozkoszy, żeby pamiętać o czymkolwiek.
Zetknęłam się również z relacjami różnych dziewczyn, które narzekały na to, jak okropny okazał się ich pierwszy raz, jak niezręcznie przebiegł, jak chciały, by wszystko jak najszybciej się skończyło, ale... już sama nie wiem. To znaczy, warto było trochę pocierpieć. Jeśli taką cenę musiałam zapłacić za to, żeby poczuć go kompletnie, to mogłam stwierdzić, że z radością przywitałam tę niedogodność. Jasne, nie obyło się bez niezręczności, strachu, wstydu, przynajmniej na początku, ale kiedy ból odszedł w zapomnienie, te emocje obróciły się o sto osiemdziesiąt stopni.
Potem nie mogłam już myśleć o niczym. Każde uczucie stało się takie intensywne, takie wyraziste, że niemalże bolało. To wszystko wydawało się nie do zniesienia; doświadczałam zbyt wiele jednocześnie. Nie wiem, czy potrafię to opisać. I czy w ogóle ktokolwiek by potrafił.
Mimo że niezmiernie rzadko podnosiłam powieki, bez przerwy czułam na sobie to pożądanie, które emanowało z jego oczu; odnosiłam takie wrażenie, jakby wypowiadane przez niego słowa otaczały moje ciało i zatapiały się w skórę, paląc ją.
Nie minęło zbyt wiele czasu, nim sprawił, że straciłam marne resztki jakiejkolwiek samokontroli.
Pierwsze, co poczułam po przebudzeniu się, to głaskanie po głowie. Ziewnąwszy, spróbowałam się rozprostować, ale po napotkaniu protestu obolałych mięśni dałam sobie z tym spokój i przetarłam oczy. Po chwili otworzyłam je i zobaczyłam jego niebieskie. Na moją twarz samoistnie wstąpił uśmiech, którego nie potrafiłam powstrzymać.
— Dzień dobry — mruknął, również się uśmiechając. Skubnęłam dolną wargę.
— Dzień dobry — wychrypiałam; byłam... dziwnie lekka, szczęśliwa, wręcz podekscytowana.
— Dobrze się dziś miewamy?
— Hm... Inaczej — stwierdziłam cicho. — To znaczy... czuję się zmieniona... ale wciąż taka sama, jeśli ma to w ogóle jakiś sens.
Zaśmiał się. — Nie ma — przyznał. Zamknęłam oczy, czerpiąc przyjemność z jego dotyku. — Słyszałem, że szlochałaś — kontynuował, przesuwając koniuszki palców wzdłuż moich pleców. — Tuż przed tym, gdy zasnęłaś. Bolało aż tak bardzo, że doprowadziło cię to do łez?
Na powrót podniosłam powieki. — Nie, po prostu to wszystko było takie... — urwałam — nowe i intensywne. Za dużo emocji naraz, wiesz?
Po jego twarzy przemknął cień uśmiechu samozadowolenia.
— Tak — szepnął, musnąwszy moje wargi swoimi. — Chyba znam to uczucie.
Właśnie nastąpił jeden z tych nielicznych momentów, kiedy odnosiłam wrażenie, że widzę jego prawdziwe „ja". Nie wiedziałam, czy to za sprawą seksu, ale z jakiegoś powodu wydawał mi się... bliższy.
Albo może to tylko wyobraźnia płatała mi figle. Jeszcze nie byłam pewna.
Ponownie się we mnie wpatrywał, lecz zanim zdążyłam się odezwać, rozległ się dzwonek mojej komórki. Zmarszczywszy brwi, przeczesałam wzrokiem stos ubrań na podłodze w poszukiwaniu swojej torby; podniosłam się do pozycji siedzącej i obróciłam do Damona.
— Um... mógłbyś na chwilę zamknąć oczy?
Popatrzył na mnie dziwnie. — Niby po co?
— Muszę wstać. — Skinęłam głową w stronę torby. Wygiął wargi w niedowierzającym uśmiechu.
— I chcesz, żebym zamknął oczy?
Ponownie pokiwałam głową, zaczynając się rumienić.
— Nie sądzisz, że trochę na to za późno? Bo zdecydowanie znam już... ech... widok.
Przewróciwszy oczami, chwyciłam go za rękę, ale zanim zdołałam zakryć mu nią pole widzenia, przewrócił nas tak, że znalazł się nade mną.
Zachichotałam. — Damon!
— Hm? — Ukrył twarz w mojej szyi; figlarnie starałam się go z siebie zepchnąć.
— Ktoś do mnie dzwoni!
— Niech dzwoni.
— A jeśli chodzi o coś ważnego?
— Będzie musiał poczekać.
— A co, jeśli to sprawa życia lub śmierci? A co, jeśli Monica wreszcie pękła, postradała rozum i kogoś skrzywdziła? A co, jeśli duże, złe wampiry napadły na mój dom?
Wkrótce telefon ucichł. Damon się zaśmiał.
— No cóż, teraz i tak już za późno... — Całował moją szyję. Westchnęłam, zamykając oczy.
— Jesteś niemożliwy.
— Nie uwierzyłabyś, jak bardzo... — wymamrotał i po raz kolejny naparł swoimi ustami na moje. Zarzuciłam mu ręce na szyję, ale nim zdążyłam pogłębić pocałunek, odsunął się z cichym warknięciem.
— Coś nie tak? — zapytałam łagodnie. Pokręcił głową; jego kły powoli wróciły do ukrycia.
— Nie, po prostu... od kilku dni się nie pożywiałem — powiedział, przełknąwszy ślinę. Zakryłam usta dłońmi.
— Nic a nic?
— Byłem zajęty — skitował. — Zazwyczaj potrafię obejść się bez krwi znacznie dłużej, ale po minionej nocy... — Umilkł, podczas gdy ja opadłam na materac, splatając dłonie.
— Przez cały ten czas byłeś spragniony? — Z niedowierzaniem pokręciłam głową. — Nie potrafię sobie nawet wyobrazić, Damon, ile cię to kosztowało... Powinnam była najpierw... zapytać albo coś...
Wciągnął mnie na swoje kolana; powiodłam palcem po konturze jego ust.
— Gadasz bzdury — podsumował, ale żartobliwym tonem. — Znowu.
Przygryzłam wargę, napotykając jego spojrzenie. — Mogę cię o coś poprosić?
Wzruszył ramionami.
— W-Właśnie... chciałeś mnie ugryźć, prawda? To dlatego twoja twarz się zmieniła?
Nie odpowiedział, tylko przechylił głowę na prawo.
— Zrób to.
Odsunął mnie lekko, żeby przeanalizować wyraz mojej twarzy. — Że co?
— Chcę się dowiedzieć, jak to jest doświadczyć tego bez strachu, że stanie ci się coś złego. — Spróbowałam zapanować nad wewnętrznym drżeniem, kiedy przed oczami mignęła mi postać Andrew.
— Zdajesz sobie sprawę, o co prosisz?
— Spójrz, nie chodzi jedynie o ciebie... — wymamrotałam. — Po prostu... od tamtego porwania... ilekroć myślę o wampirach gryzących ludzi... — Zamilkłam na chwilę. — Mnie też ugryźli. I bolało. Ja tylko... Może gdy ty to zrobisz, jakoś... wymażesz te złe doświadczenia z przeszłości, wiesz? Nie chcę mieć na ten temat złych wspomnień. — Parsknęłam nerwowym śmiechem. — Już i tak mam wystarczająco dużo strasznych wspomnień.
Popatrzył mi prosto w oczy. — Jesteś pewna?
Skinęłam głową; oddech uwiązł mi w gardle, serce waliło młotem. — Całkowicie.
Odgarnąwszy włosy z mojej szyi, pogładził miejsce, gdzie dało się wyczuć puls, po czym przycisnął tam nos i wziął głęboki wdech.
— Zrelaksuj się... — mruknął. Ze wszystkich sił spróbowałam to zrobić; odetchnęłam, zbierając się w sobie. Damon westchnął.
— Nadal jesteś spięta.
— Nie wiem, jak nie być — odparłam słabym głosem. Poczułam, że się uśmiechnął.
— Połóż się i pomyśl o Anglii?
Zaśmiałam się nerwowo. Po chwili moje kończyny lekko się... rozluźniły.
— Dobrze... — pochwalił cicho. Następnie pocałował mnie w szyję i powoli wbił kły w moją skórę. Gwałtownie nabrałam powietrza do płuc, niezbyt lekko wbijając mu paznokcie w rękę, ale jego żelazny uścisk skutecznie uniemożliwił mi raptowne odskoczenie. Gdy łagodnie mną zakołysał, przymknęłam powieki; w chwili, kiedy zlizał kroplę krwi, która pociekła wzdłuż mojej szyi, granica pomiędzy bólem a przyjemnością zaczęła się zacierać. Drżącymi dłońmi chwyciłam go za włosy; odsunął się tuż po tym, gdy z moich ust samoistnie wydobył się cichy jęk.
— Ł-Łał... — wyjąkałam. Puściwszy mi oczko, wgryzł się we własny nadgarstek. Mimowolnie pisnęłam, przyglądając mu się ze zdumieniem.
— Chyba nie sądzisz, że pozwolę ci wrócić do domu pełnego łowców wampirów ze śladami ugryzienia na szyi, prawda? — Pomachał ręką. — No dalej.
— Ja... — urwałam — sama nie wiem...
— Amy, zdajesz sobie sprawę z tego, co się stanie, jeśli twoi bracia to zobaczą, racja?
Przełknęłam ślinę. — Um... okej — wymamrotałam i przycisnęłam usta do jego przegubu.
Pierwsze, co po zrobieniu tego przyszło mi na myśl, to: „O Boże...".
Spływając wzdłuż mojego gardła, czerwona ciesz pozostawiała na nim palący ślad; czułam, jak we mnie łomotała, jak pulsowała w moich żyłach. Niebawem moją szyję przeszyło nienaturalne ciepło, oznaka, że rana się goiła.
Kiedy Damon cofnął nadgarstek, dopiero po dłuższej chwili udało mi się złapać oddech. Otarłszy wargi, spróbowałam się skupić. Wówczas zorientowałam się, że on również ciężko dyszał, przez co obrzuciłam go zdziwionym spojrzeniem. Zanim jednak zdążyłam zapytać, o co chodziło, połączył swoje usta z moimi i położył mnie na łóżku, lokując się na górze. Otworzyłam szerzej oczy, podczas gdy moje policzki rozgorzały gorącem; wyraźnie wyczułam w nim nową falę pożądania.
— T-Tak teraz? — wyjąkałam. — Znaczy się... czy to w ogóle... możemy to zrobić?
Zachichotał. — Nigdy się nie nauczysz, prawda? Możemy zrobić... — musnął moje usta swoimi — i zrobimy wszystko, co nam się żywnie podoba.
~o~
— Część, Luke! — Otwierając drzwi, wcisnęłam komórkę pomiędzy ucho a bark. Damon, dzięki swoim wampirzym zdolnościom, zabrał z mojego pokoju dżinsy i koszulkę, żebym mogła się przebrać, podczas gdy ja zaczekałam na niego w jego domu. Takim sposobem nie musiałam martwić się o reakcję swoich braci, gdyby zobaczyli mnie w tej samej sukience co wczoraj. Ścisnąwszy mocniej pasek torby, pomachałam do Mike'a.
— Cześć — rozległ się w słuchawce głos Luke'a. — Dzwoniłem do ciebie wcześniej, ale nie odebrałaś?
— Och... um... — Przełknęłam ślinę. — Jeszcze spałam. Co tam?
— Nic ciekawego... — odparł. — Tak się zastanawiałem, czy nie moglibyśmy spotkać się dziś w „Grillu"? Myślę, że przydałaby nam się mała pogawędka na temat tego, co się ostatnio dzieje.
Stanęłam jak wryta. — Poważnie?
— Tak. Zgadzasz się?
— Ja... oczywiście, możemy spotkać się za godzinę — powiedziałam szybko. — Totalnie się zgadzam. Dobra.
— Okej, czyli do zobaczenia — pożegnał się i przerwał połączenie. Położyłam rękę na sercu, uśmiechając się lekko. Luke chciał ze mną porozmawiać! Hura!
— Amy?
Mój uśmiech nieco przygasł; nerwowo przygryzłam wargę. — Tak, wiem, chcesz spytać, gdzie spędziłam noc i...
— Caroline już nam powiedziała, że nocowałaś u Eleny — przerwał mi Mike, ziewnąwszy. Zamrugałam w osłupieniu.
— Że co, proszę?
Zaśmiał się. — Jak dużo wczoraj wypiłaś? Halo, poprosiłaś Caroline, żeby nam przekazała, że zostaniesz na noc u Eleny, nie pamiętasz?
Poprosiłam Caroline, żeby...
O Boże, jak ja uwielbiam tę dziewczynę!
— Tak — odezwałam się po chwili milczenia. — Jasne. Byłam u Eleny. A jak tobie minęła noc?
— Urodzajnie. — Znacząco poruszył brwiami. Skrzywiłam się.
— Świetnie. Dzięki za mentalny obrazek. Wiesz chociaż, jak miała na imię czy...?
— Och, zamknij się, dzieciaku.
Zaśmiałam się.
— Tryskasz dziś dobrym humorem.
— No raczej. A dlaczego miałoby być inaczej?
Przechylił głowę na bok. — Tak tylko mówię.
— Będę u siebie — oświadczyłam, po czym, ignorując ból mięśni, o których istnieniu nie miałam dotychczas pojęcia, pomaszerowałam na górę. Następnie wykręciłam odpowiedni numer.
— Halo? — odezwała się Caroline po drugiej stronie linii. Uniosłam brwi.
— Postanowiłam przenocować u Eleny, hę? Skąd wie-...?
— Najpierw zauważyłam, że wyszłaś z imprezy z Damonem. Potem zadzwonił do mnie Will i resztę dopowiedziałam sobie sama — wyjaśniła nieco szorstkim tonem. — No to... moje obawy okazały się słuszne?
Nie potrafiłam się nie uśmiechnąć. — Może...
— O Boże... — jęknęła. — Lepiej, żeby potraktował cię jak należy...
— Potraktował — przerwałam jej. — Przysięgam. I dzięki za uratowanie mi skóry. Nawet nie chcę się zastanawiać, co pomyślałby Will, gdybym... — Umilkłam. — Tak czy siak, dziękuję.
— W końcu od tego są przyjaciele — skwitowała. — Dobrze się czujesz? I rozumiem, że gdy się zobaczymy, opowiesz mi wszystko ze szczegółami, tak?
Przeczesałam palcami włosy. — Jasne. Za godzinę mam spotkanie z Lucasem... ale później jestem do twojej dyspozycji.
— Okej, na razie! — I się rozłączyła. Westchnęłam, po czym skierowałam kroki ku łazience, żeby wziąć szybki prysznic.
~o~
Gdy dotarłam do „Grilla", Luke już tam na mnie czekał. Podeszłam do stolika, przy którym siedział, po czym zajęłam wolne krzesło, całując go w policzek. Zorientowawszy się, co wypełniało trzymaną przez niego szklankę, przechyliłam głowę na prawo.
— Nie za wcześnie na picie?
Wzruszył lekko ramionami. — Nie wydaje mi się.
Po zamówieniu mrożonej herbaty z powrotem obróciłam się w jego stronę. — No to... — z zakłopotaniem zmieniłam nieznacznie pozycję — co słychać?
Odchrząknął. — Ja... um... spójrz, dużo ostatnio myślałem... o naszej przyjaźni.
Moje serce drgnęło; przełknęłam ślinę, przyglądając mu się ostrożnie. — I?
— I... Amy, wiem, że w ciągu tych paru ostatnich dni...
— Tygodni — poprawiłam. Uśmiechnął się.
— Powiedzmy, że miesięcy? — zaproponował. — Okej... um... w ciągu tych kilku ostatnich miesięcy panowała dość... no cóż, napięta atmosfera.
— Nie ujęłabym tego lepiej.
Ze zmęczeniem przetarł twarz. — I uznałem, że... cóż, że nie może ciągnąć się to w nieskończoność. Prawda?
Gorączkowo pokiwałam głową. — Dokładnie.
— Więc... wiem, że nie traktowałem cię zbyt... dobrze... — ujął moją dłoń — ale... nie chciałem cię skrzywdzić.
— Wiem, że nie chciałeś — mruknęłam, czując, że do oczu napływają mi palące łzy. — Ja też nie chciałam. Ale...
— Poczekaj, pozwól mi dokończyć — poprosił i odetchnął głęboko. — Amy, jest coś, o czym powinnaś wiedzieć. Naprawdę starałem się trzymać od ciebie z daleka. Wiesz, zostawić to wszystko za sobą... ale po prostu... nie potrafię.
— Luke...
— Więc spróbuję... pogodzić się z obecną sytuacją. Zawsze mogę udawać. Warto to zrobić, byle tylko mieć cię w pobliżu.
Z bólu zamknęłam oczy. Po chwili otworzyłam je ponownie, by popatrzeć w jego orzechowe.
— Zachowywałam się jak najgorsza egoistka — stwierdziłam powoli. — Przez cały ten czas koncertowałam się wyłącznie na swoim paskudnym samopoczuciu, zapominając zastanowić się nad tym, jak ty się czułeś. Chyba po prostu nie chciałam się nad tym zastanawiać. Ale ja... — umilkłam, mruganiem powstrzymując łzy — tak bardzo pragnęłam, abyś był częścią mojego życia, że nie zwracałam uwagi na to, ile cierpienia ci przysparzałam. Ale wiesz co? Nie mam do tego prawa. Jeśli sprawia ci to zbyt wiele bólu, zrozumiem. To znaczy, zrozumiem, jeśli postanowisz wyrzucić mnie ze swojego życia.
Pokręcił głową. — Nie potrafię — powtórzył cicho. — Nie potrafię.
Przez dłuższy moment panowała cisza. Zwilżywszy suche wargi, spróbowałam się uśmiechnąć. — No to co teraz?
— No cóż... — odezwał się. — Teraz muszę iść na trening. Ale... możemy porobić coś razem później, jeśli chcesz. Oczywiście jako przyjaciele.
— Podoba mi się ten pomysł.
— Film?
— Tylko jeśli nie będziesz gadał.
— Tylko jeśli tym razem wybierzesz coś przyzwoitego — zripostował. Roześmiałam się swobodnie, po czym oboje się podnieśliśmy i ruszyliśmy w stronę baru. Po uregulowaniu rachunku wyszliśmy na zewnątrz.
Odwróciłam się do niego. — No to widzimy się później?
— Tak — potwierdził. — Na razie.
Kiedy stanęłam palcach, by przelotnie musnąć go wargami w policzek, nieoczekiwanie obrócił głowę, przez co moje usta napotkały jego.
Momentalnie cała się spięłam. Sparaliżowała mnie fala szoku, lecz mimo to pospiesznie cofnęłam się o krok, patrząc w jego rozwarte szeroko oczy. Zakryłam usta obiema dłońmi; oddech uwiązł mi w gardle, w głowie zaczęło się kręcić, ponadto w moim brzuchu uformowały się niewidzialne węzły. To było złe, ja...
Sekundę później stało się coś dziwnego: w jednej chwili Luke stał naprzeciwko mnie, a w drugiej, gdy mrugnęłam, został złapany za gardło i przyszpilony do ściany.
— Damon, nie, to nie było celowe!
Zdawał się mnie nie słyszeć. Po chwili w celu załagodzenia sytuacji podbiegł do nas pan Saltzman.
— Damon, ludzie na ciebie patrzą — mruknął przez zaciśnięte zęby, usiłując odciągnąć jego rękę od gardła Luke'a. Poczułam ucisk w żołądku.
— Przysięgam, że to czysty przypadek, mogę wy-...
— Zamknij się — warknął, zaciskając dłoń jeszcze bardziej. Serce biło mi tak szybko, że czułam swój puls praktycznie w całym ciele. Do moich oczu napłynęły łzy; usilnie starałam się wymyślić coś, co mogłabym powiedzieć.
— Wiesz, mógłbym zabić cię tu i teraz... — szepnął Damon niebezpiecznie spokojnym tonem; Luke próbował złapać oddech.
— To... nie było celowe, wysłuchaj jej...
— Damon, przestań!
— ...ale... — kontynuował, wyraźnie czerpiąc z tego wszystkiego jakąś chorą przyjemność — ludzie na nas patrzą. — Zerknął na mnie kątem oka. — Poza tym, co tu dużo mówić, moja nieśmiertelność warta jest o wiele więcej niż życie jakiegoś przeciętnego człowieczka.
Odsunął rękę. Luke runął na ziemię, dysząc. Po chwili Damon obrócił się ku mnie; gapiłam się na niego bez słowa, kompletnie zszokowana.
— A ty... — Kiedy on posunął się o krok naprzód, ja wykonałam jeden w tył.
— Po prostu... Damon, przenigdy bym ci czegoś takiego nie zrobiła... Proszę, pozwól mi wyjaśnić...
— Och, nie kłopocz się — przerwał mi tonem, przez który dostałam gęsiej skórki. — Właściwie to powinienem mu podziękować. Przecież pomógł mi pozbyć się kłopotu, nawet jeśli zrobił to nieświadomie. — Uśmiechnął się na widok wyrazu mojej twarzy. — No co? Dzięki Bogu nie będę musiał już się wokół ciebie kręcić i udawać, że chcę cię mieć w pobliżu.
— Ja... n-nie rozumiem — wyjąkałam błagalnie. — Posłuchaj...
— To ty posłuchaj, blondyneczko, i to bardzo, bardzo uważnie: prawdę mówiąc, nie zadowoliłaś mnie zbytnio zeszłej nocy, więc rano miałem cię już więcej niż dość. Nie trudź się więc wyjaśnianiem czegokolwiek, bo i tak szukałem sposobu, jak się z tego wykręcić.
Gdy tylko usłyszałam te słowa, moje ciało odrętwiało; odniosłam wrażenie, że ktoś wylał mi na głowę kubeł zimnej wody. Ta sytuacja wydawała się taka... nieprawdziwa, jakby działa się w jakimś kolejnym koszmarze, z którego tym razem nie mogłam się obudzić. Poczułam kłucie w gardle, próbując sklecić sensowne zdanie.
— Wcale tak nie uważasz — szepnęłam błagalnie. — Jesteś po prostu...
— Uwierz mi: kiedy coś mówię, naprawdę tak uważam — oświadczył wypranym z emocji głosem i wzruszył ramionami. — Twoja krew też nie smakowała jakoś szczególnie wybornie. Nie mam już powodów do dalszych spotkań z tobą. — Odwrócił się z zamiarem odejścia.
Następne słowa wydobyły się z moich ust, zanim zdążyłam je powstrzymać:
— Myślałam, że mnie kochasz.
Obrócił się, by obrzucić mnie rozbawionym spojrzeniem.
— Skąd ci to przyszło do głowy? Nigdy ci czegoś takiego nie powiedziałem. — Uśmiechnął się z samozadowoleniem. — Było miło, ale się skończyło. Na razie, Amy.
I jak gdyby nigdy nic oddalił się, podczas gdy mną zaczęły wstrząsać spazmy. Podparłszy się na ścianie, Luke się wyprostował.
— Amy...
— Nie... — Otarłam dłonią oczy. — Po prostu nie...
Czyli to by było na tyle.
Nastąpił koniec.
A ja... w ogóle się dla niego nie liczyłam. Nigdy nic dla niego nie znaczyłam. Nic a nic.
Nagle to wszystko zwyczajnie mnie przerosiło i załamałam się, wybuchając płaczem i obejmując się ramionami. Złapawszy się za włosy, ukryłam twarz w przedramionach.
— Amy, chodź... — Pan Saltzman złapał mnie za łokieć i pociągnął do góry, bym stanęła. — Damon nie myśli, kiedy jest zdenerwowany. Na pewno o tym wiesz.
Gdybym nie była aż tak pochłonięta próbami złapania oddechu, pokiwałabym głową, ale potrafiłam jedynie skupić się na wdechach i wydechach. Czułam się tak, jakbym stanęła w płomieniach; nawet przełykanie sprawiało mi ból. W pewnym momencie straciłam równowagę. Odzyskałam ją dzięki pomocy Luke'a.
— Boże, jak to boli... — załkałam. Luke trzymał mnie w mocnym uścisku.
— Chodź, odwiozę cię domu.
Pokręciłam głową i wyrwałam mu się, cofając się o krok. Wszytko dookoła było rozmazane; gwałtownie przetarłam oczy i przygryzłam język.
— P-Przejdę się... — wykrztusiłam. Luke z niedowierzaniem uniósł brwi.
— Nie bądź śmieszna...
— Po prostu... c-chcę być... teraz s-sama — wyjąkałam i wyminęłam go szybkim krokiem, chociaż moje nogi wydawały się zrobione z waty. Mruknąwszy coś do pana Saltzmana, zrównał się ze mną.
— Amy, nie mogę pozwolić ci iść do domu piechotą w takim stanie. — Chwycił moje ramię, ale wyswobodziłam je szarpnięciem.
— Nie dotykaj mnie — zakazałam ledwie słyszalnym głosem. — Nie chcę, by ktokolwiek mnie dotykał.
Nie mogłam uwierzyć, jak obrzydliwie... jak wykorzystana się czułam. W uszach ciągle pobrzmiewał mi jego głos, sprawiając, że do moich oczu napłynęła świeża porcja łez.
Nie zadowoliłaś mnie zbytnio zeszłej nocy, więc rano miałem cię już więcej niż dość.
— Amy...
— Daj mi spokój! — krzyknęłam i oddaliłam się od niego o parę kroków, po czym zaczęłam biec. Budynki, znaki, kolory — wszystko stało się jedynie wielką, rozmazaną plamą; zwiększyłam tempo, usiłując skoncentrować się na ruchach nóg.
Nie zatrzymałam się, dopóki nie dotarłam do domu, ale nawet wtedy to palące uczucie nie znikło. Pociągnąwszy nosem, otworzyłam drzwi, żeby...
— Amy? — odezwał się ze zdumieniem Mike. — Co się do cholery stało?
Zamiast odpowiedzieć, przebiegłam obok niego i pognałam do swojego pokoju, gdzie, trzasnąwszy drzwiami, opadłam bezwładnie na łóżko.
I tak po prostu leżałam.
~o~
Upływały godziny, a ja wciąż nie potrafiłam ruszyć się z miejsca.
Mike niezliczoną ilość razy pytał, o co chodziło, ale ja nie mogłam nawet otworzyć ust. Chciałam jedynie zniknąć. Ukryć się pod kołdrą, aż ból minie.
Caroline miała rację. Wszyscy mieli rację. Cholera, nawet Monica się co do niego nie myliła.
Kiedy przestałam szlochać, w milczeniu gapiłam się na sufit przez ponad godzinę, pogrążona we własnych myślach. Odnosiłam takie wrażenie, jakby w moim sercu i głowie panowała kompletna pustka. Jakbym... się zgubiła.
To śmieszne. To znaczy... przecież przeżyję. Nie jestem bohaterką jakiegoś starego romansidła. Moje życie nie skończy się tylko dlatego, że nie będzie w nim Damona. Przetrwam. Zapomnę o nim. Tak, wymaga to mnóstwo wysiłku i z pewnością zajmie dużo czasu, ale w końcu znowu powrócę do życia, jakie wiodłam kiedyś.
Tylko czemu, na Boga, musiałam tak teraz cierpieć?
— Amy? — Do drzwi zapukał Mike. Obróciłam głowę. — Skarbie? Mogę wejść?
— Tak — wychrypiałam.
Wkroczył do środka. — Chcesz, żebym zadzwonił do Dana albo Willa?
Pokręciłam głowę. — Nie ma takiej potrzeby. Nic mi nie będzie.
— A może chcesz pogadać o tym, co się stało?
Znowu pokręciłam głową. Westchnął.
— Dobra... A, i przed chwilą przyszła Elena. Mówi, że chce się upewnić, że wszystko u ciebie w porządku.
Kiwnąwszy głową, podniosłam się na nogi i zeszłam na parter z Michaelem. Elena czekała na mnie w salonie z zatroskanym wyrazem twarzy. Obróciłam się do Mike'a.
— Chyba powinienem zostawić was same... — Pocałował mnie w czubek głowy. — Zadzwoń, gdybyś czegoś potrzebowała, okej?
Znowu skinęłam głową. Zabrawszy z wieszaka swoją kurtkę, wyszedł na zewnątrz.
— Właśnie się dowiedziałam, co się stało... — odezwała się Elena i podeszła bliżej, żeby mnie przytulić. — Tak bardzo mi przykro, Amy...
Odsunęłam się, wypuszczając z płuc drżący strumień powietrza.
— Spaliśmy ze sobą —wypaliłam. — Wczoraj... I myślałam, że... — Gdy po raz kolejny zebrało mi się na płacz, zacisnęłam zęby i odetchnęłam głęboko.
— Spaliście...? Naprawdę? — zdziwiła się. — Boże... Niewiarygodne...
— Powinnaś... — pociągnęłam nosem — powinnaś była zobaczyć go zeszłej nocy i dziś rano. Wydawał się taki... delikatny i troskliwy, ale po tym nieporozumieniu z Lucasem... — Otarłam oczy. — Boże, naprawdę muszę przestać już ryczeć... — mruknęłam bardziej do siebie niż do niej i poszłam do kuchni po szklankę wody. Kiedy z powrotem skierowałam się do salonu, usłyszałam dzwonek swojej komórki.
Jesteśmy w „Grillu". Chcesz się dołączyć?
— To od... — Urwałam, zobaczywszy imię nadawcy. Moje serce zaczęło bić jak szalone, wysyłając całemu ciału niepokojące sygnały. Kiedy wróciłam pamięcią do rozmowy, którą odbyłam kiedyś z Eleną, stopniowo zalała mnie fala oślepiającej paniki.
Mój mózg pracował na pełnych obrotach. Po chwili usłyszałam zza pleców jej głos:
— Popatrz na siebie, Amy... — zagruchotała. — Taka dorosła dziewczynka... na tyle dorosła, żeby przespać się z moim kochankiem. — Złapała mnie za gardło i przycisnęła do ściany.
— K-Katherine? — szepnęłam z trudem. Uśmiechnęła się; w ogóle nie przypominała mojej przyjaciółki. W jej oczach lśniło coś szalonego, przerażającego.
— Wręcz cuchniesz jego pożądaniem... — powiedziała, podczas gdy ja bezskutecznie próbowałam się wyswobodzić. W mojej głowie panował chaos. Buteleczka z werbeną znajdowała się na górze, ukryta w szufladzie; nie miałam pod ręką żadnych kołków ani...
Zaśmiała się cicho. — Ale mimo to jesteś tu... samiutka jak palec, bez nikogo, kto i tym razem mógłby cię obronić, bez rodziny, bez Damona... — Przechyliła głowę na prawo, przyglądając mi się z zaciekawieniem. — Jak to możliwe, że mnie nie pamiętasz?
Ostatnią rzeczą, jaką usłyszałam, był odrażający odgłos łamania od strony mojej szyi i palące, otępiające uczucie, które rozpostarło się na całe moje ciało.
Potem dookoła zapanowała ciemność.
~o~o~
KONIEC...
...jeśli chodzi o część pierwszą. Link do sequela znajdziecie na moim profilu.
Dziękuję za czas poświęcony na przeczytanie tego tłumaczenia i przepraszam za wszystkie błędy, na które natknęliście się po drodze.
