A/N: Mam nadzieję, że ten wam się spodoba. W tym jest podział na lata, więc proszę uważnie czytać.

Blue Daisiass: Niezła teoria! Skrzące jednorożce? Poważnie? Znam taką osobę, która też lubi jednorożce.

Roxxie: Tak jest, Tatiana umie czarować, a jak bardzo? O tym się jeszcze przekonamy. I cieszę się, że spodobało ci się to, co napisałam z dedykacją dla ciebie.

Glittery Angel: Przekonasz się jeszcze czym będzie Tatiana. UWAGA SPOJLER! Tak, taki proces pojawił się w prologu MK2, gdy Adele miała otrzymać swoją pierwszą runę. Czy Magnus ją wyszkoli? zobaczymy.

Kokosz: Intoxic bardzo lubi magię, ale jaka Tatiana będzie, to się przekonacie. Mam nadzieję, że poradziłaś sobie dobrze na sprawdzianach! Trzymałam mocno kciuki! A pewnie, że jak będę kiedyś w Poznaniu to możemy się spotkać :) Na razie czeka mnie wycieczka do Krakowa w grudniu. A teraz pytanie: Czy kokosz posiada być może konto na portalu chomikuj . pl? Jeśli tak, to niech kokosz napiszę swój nick, a Intoxic ją odszuka tam! Albo niech kokosz napisze na jakich portalach ma konta, to może Intoxic też tam ma i się jakoś dogadają odnoście ff.

Demon-Lionka: Dokładnie, dzieci widzą wiele, ale pamiętajmy, że Lucyfer nikomu nie pozwolił dowiedzieć się o więzi, jaka go łączy z Alec'iem. A co do szkolenia, to zobaczycie, czy Magnusowi uda się ją wyszkolić, czy nie. I kim tak na prawdę się okaże.

Miłego czytania. I czekam na wasze opinie.


Rozdział 48. Może w tym roku nam się uda?

Dziś był jeden z ważniejszych dni w roku dla mnie i Magnusa. Dzień, w którym powinniśmy świętować. Dziś była nasza dziesiąta rocznica ślubu. Ten czas szybko zleciał. I miałem wszystko zaplanowane, prawie dopięte na ostatni guzik. I byłem prawie pewien, że może w tym roku nam się uda rzeczywiście świętować. A nie jak w poprzednich latach. Na samo wspomnienie tych wszystkich „rocznic", aż miałem ochotę się śmiać.


25.05.2009r.

Już cały rok minął od naszego ślubu. Byłem tak podekscytowany. Byliśmy takim szczęśliwym małżeństwem. Cały czas tak samo zakochani, tak samo się uwielbialiśmy. Było jak w bajce. Na nasze święto specjalnie zarezerwowałem stolik w „L'amour" naszej ulubionej restauracji. Chciałem byśmy zjedli kolację, napili się wina i po prostu w świecie spędzili ten wieczór razem. Postanowiłem nawet na tę okazję pójść na zakupy z Isabelle by pomogła mi wybrać jakiś strój. Prezent też już dawno miałem kupiony. Kupiłem dla Magnusa sygnet z ametystem z grawerunkiem „Kocham Cię" na złotej obrączce. Wiem, że on uwielbia wszelaką biżuterię. I wszystko miało być idealnie.

Dokładnie…miało być…

Dosłownie przed wyjściem na kolację Magnus dostał pilne wezwanie do rannych wilkołaków. I doskonale wiedziałem, że musi pójść, nie mógł odmówić pomocy. I ustaliliśmy, że mam poczekać na niego w lokalu. I tak też zrobiłem. Ale po dwóch godzinach, prawie całej butelce białego wina, wyszedłem. I to nie tylko ze względu na to, że ludzie patrzyli na mnie ze współczuciem w oczach. W drodze powrotnej do domu, zastałem Magnusa na ławce przed mieszkaniem, wyczerpanego i z zamkniętymi oczami. Wziąłem go w ramiona i zaniosłem do domu.

I tyle było z naszego świętowania pierwszej rocznicy ślubu.


25.05.2010

Na drugą rocznicę naszego ślubu mieliśmy wyjechać do Paryża. Magnus zaplanował kolację na szczycie wieży Eiffela. Miało być romantycznie. Następnie mieliśmy spędzić upojną noc w naszym ulubionym hotelu. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że dzień przed naszą rocznicą zostałem zaatakowany przez Wielkiego Demona podczas oblężenia na Manhattanie.

Więc drugą rocznicę ślubu spędziłem nieprzytomny w lecznicy Instytutu, z wyczerpanym Magnusem przy moim łóżku


25.05.2011

W tym roku oboje przyłożyliśmy się do planowania rocznicy. Magnus w świecie podziemnych powiedział, że nie będzie pracował tego dnia, ja z kolei prosiłem moje rodzeństwo by nie dzwonili do mnie. Naprawdę chcieliśmy spędzić nasz wieczór razem. Nawet naszą trzymiesięczną córkę zostawiliśmy pod opieką mojej matki. Wszystko miało być idealnie. Kolacja w ogrodzie w Instytucie, w miejscu gdzie się oświadczyłem i gdzie składaliśmy sobie przysięgę małżeńską. Nic nie mogło nam przeszkodzić tego dnia…

I tak też myśleliśmy…aż do momentu, gdy dostaliśmy ognistą wiadomość od mojej matki, że Tatiana jest chora, że wymiotuje i non stop zmieniają się jej oczy na kocie, więc po dziesięciu minutach już byliśmy w Idrisie.

I znów nie udało nam się świętować naszej rocznicy.


25.05.2012

Czwarta rocznica naszego ślubu miała być tą, którą w końcu przyjdzie nam świętować. Wspaniały weekend w Indiach tylko dla nas. Nasze dziecko zostało w Nowym Jorku z moim bratem i jego żoną. Wszystko póki co układało się dobrze, po naszej myśli. I sądziłem, że tak będzie do samego końca. Że w końcu, w tym roku będziemy mogli cieszyć się naszym dniem. Ale niestety…

W drodze na samolot Magnus otrzymał ognistą wiadomość od Catariny, że odbędzie się Zebranie Czarowników. Widocznie zirytowany tym mój mąż, zostawił mnie w domu i udał się na Alaskę na spotkanie. Żeby tego było mało, zlot trwał cały tydzień.

I nici z rocznicy, po raz kolejny.


25.05.2013

Przy piątej rocznicy ślubu, miałem już przeczucie, że wszystko znów pójdzie nie tak. Nawet przy idealnie zaplanowanym dniu przeze mnie, a zaplanowałem kolację przy świecach w domu i romantyczną noc, jak zwykle nam nie wyszło. A wszystko przez mojego idiotycznego brata, który został ranny przez wilkołaki podczas pomagania Nocnym Łowcom z Instytutu w Kanadzie. I mój mąż musiał go ratować, by mój brat nie zmienił się w jednego z nich.

Oczywiście, gdy tylko to zrobił, był tak wyczerpany, że przez dwa dni nie ruszał się z łóżka i odzyskiwał siły.

Więc naszą piątą rocznicę spędziłem przy jego boku, gdy on był wycieńczony.


25.05.2014

Och…nasza szósta rocznica była chyba najdziwniejsza ze wszystkich. A wszystko zawdzięczamy Clary, która nagle zaczęła rodzić. Choć miała jeszcze miesiąc do swojego terminu. A ponieważ były komplikacje, a Catarina była poza zasięgiem, to mój mąż przybył z pomocą.

Więc szóstą rocznicę ślubu spędziliśmy w szpitalu, podczas porodu mojej szwagierki.


25.05.2015

W tym roku nawet nie świętowaliśmy, z racji dramatycznych wydarzeń z przed kilku tygodni. Żadne z nas nie miało na to ochoty.


25.05.2016

Ósma rocznica naszego ślubu miała przebiec pomyślnie. Wszystko już wróciło do normy po wydarzeniach z poprzedniego roku. Magnus znów był sobą, znów ubierał się jak choinka na boże narodzenie. Wszystko znów było idealnie jak w bajce. Do czasu, aż przyszła nasza rocznica ślubu…

Ten dzień zaczął się całkiem przyjemnie. Do momentu, aż mieliśmy wyjść i zadzwonił telefon, że Magnus jest potrzebny bo jakieś wróżki są ranne. I mój spokój był na wyczerpaniu i naskoczyłem na niego. Zaczęliśmy się kłócić i to dość poważnie.

-Do jasnej cholery! To nasza rocznica Magnus! Raz w życiu moglibyśmy ją świętować!—wykrzyknąłem do niego

-O nie zachowuj się tak jakbym to ja zawsze był winny!—odszczeknął złośliwie—Ile razy musiałem ratować tyłki twojemu rodzeństwu, albo ty musiałeś iść na polowanie! To nie moja wina! To moja praca! Bez niej nie mielibyśmy za co żyć! I dobrze o tym wiesz głupi Nocny Łowco!

-Wal się Podziemny!—wyszedłem z domu trzaskając drzwiami.

Więc ósmą rocznicę ślubu spędziłem samotnie w barze, zapijając swoje smutki.


25.05.2017

Dziewiątą rocznicę ślubu spędziliśmy prawie razem…tak prawie…A wszystko dzięki mojej matce, która odesłała mnie do Londynu bym pomógł tamtejszym Nocnym Łowcom. Spędziłem w Londynie całe dwa tygodnie bez męża i córki. A na naszą rocznicę, jeszcze nie mogłem wrócić do domu, gdyż dorośli z Londyńskiego Instytutu byli na spotkaniu Enclave w Instytucie w Yorku, a ja jako jedyny dorosły musiałem zostać w tamtejszym Instytucie.

Więc naszą dziewiątą rocznicę spędziliśmy online…dzięki Aniołowi, że z domu zabrałem Laptopa, i mogłem przynajmniej przez Internet porozmawiać z moim mężem i życzyć mu wszystkiego najlepszego z okazji naszej rocznicy.


25.05.2018, bieżący dzień.

Była już prawie północ, gdy dobiegłem do domu. Wiedziałem, że Magnus będzie wkurzony, nie to nawet za małe słowo, będzie wściekły na mnie. Dzień naszej rocznicy, dziesiątej już, a ja musiałem iść na polowanie z moim rodzeństwem i Jamesem. A zaplanowałem ten dzień dla nas. Może inaczej…w końcu nauczyliśmy się na błędach. W tym roku postanowiliśmy po prostu zjeść kolację w domu, pobyć sam na sam i spędzić upojną noc. Naszą ośmioletnią córkę odesłaliśmy do Idrisu i wszystko miało być idealnie, aż do tego feralnego telefonu z Instytutu. Na szczęście, udało nam się w miarę szybko pokonać demony.

I miałem szczerą nadzieję, że w tym roku, nasza rocznica to nie będzie kompletna porażka, jak dziewięć poprzednich.

Gdy wszedłem do domu od razu skierowałem się do jadalni. I zauważyłem na półkach porozstawiane świece, na stole stał świecznik od mojej matki również z podpalonymi świecami. Stół był nakryty dla dwojga. Gdy tylko podszedłem bliżej dobiegł mnie znajomy zapach Fettuccine Alfredo, do tego butelka białego wina. Rozejrzałem się w poszukiwaniu mojego męża, ale jego nigdzie nie było. Położyłem bukiet czerwonych róż na stole i ruszyłem do sypialni, będąc przekonanym, że zasnął. Ale jego też tam nie było. Czyżby wyszedł na zewnątrz?

-Tutaj jestem—dobiegł mnie znajomy głos zza pleców. Obróciłem się powoli i dostrzegłem mojego czarownika. Dziś miał na sobie proste czarne jeansy, białą koszulę na guziki. Włosy rozpuszczone, zero makijażu. Dokładnie tak, jak lubię.

-Magnus, bardzo, bardzo cię przepraszam—zacząłem—Ale te demony…

-Alexandrze—przerwał mi stanowczo. Od razu spojrzałem mu w oczy—To nasza rocznica. Proszę…żadnych demonów, żadnych podziemnych, bez bycia Nocnym Łowcą, i bez bycia Czarownikiem.

-Tylko… Alec i Magnus?

-Tylko Alexander i Magnus.

Zjedliśmy kolację w ciszy, ale to nie była jakaś niekomfortowa cisza, bardziej taka uspokajająca. Po prostu cieszyliśmy się, że jesteśmy razem. A ja nie mogłem oderwać wzroku od mojego czarownika, cały czas go podziwiałem. Choć fizycznie wyglądał na trzydziestolatka, to dla mnie wciąż był najprzystojniejszy na świecie. Tak, jak w dniu w którym go poznałem. Na pierwszym przyjęciu Wysokiego Czarownika Brooklynu, w którym wziąłem udział. Byłem wdzięczny Clary, że zjawiła się w naszym życiu, że była wtedy w klubie Pandemonium, że mój brat się w niej zakochał, że sprowadził ją w nasze życie. Gdyby nie ona, to pewnie nigdy nie poznałbym miłości swojego życia. Nigdy nie ujawniłbym się, nie wziąłbym ślubu, nie założyłbym rodziny.

-O czym myślisz?—zapytał mnie Magnus, gdy wolno tańczyliśmy, do piosenki z naszego ślubu „I swear". Spojrzałem mu w jego przepiękne oczy, wciąż przepełnione miłością. Nawet po tylu latach razem.

-O tym, że jestem wdzięczny Clary, że jedenaście lat temu znalazła się w naszym życiu.—odpowiedziałem, kładąc głowę na jego ramieniu i pozwalając się prowadzić.

-Doprawdy?

-Tak.—powiedziałem lekko, głaskając go po policzku i szeroko się uśmiechnąłem do niego—Gdyby nie ona, to pewnie nigdy nie poznałbym miłości swojego życia

-Jestem pewien, że pewnego dnia byśmy się poznali kochanie.

-Jesteś pewien?—uniosłem nieznacznie swoje brwi i zapytałem niepewnie—Poznałbyś innych Nefilim, gdybyśmy jedenaście lat temu nie przyszli na twoje przyjęcie? Poznałbyś mnie w inny sposób?

-Jesteśmy sobie przeznaczeni Alexandrze. To było zapisane gdzieś tam w naszym życiu. Ty i ja to jedno. Naszym przeznaczeniem było poznać się i być razem do końca naszych dni. –uśmiechnął się do mnie—Więc tak czy tak kiedyś byśmy się poznali. –złapał mnie za dłoń i złączył nasze palce—Och! Mam coś dla ciebie!

Pobiegł do naszej sypialni, a ja szybko wyciągnąłem prezent z kieszeni. Gdy tylko zauważyłem to w sklepie z antykami od razu musiałem go kupić. Staromodny, pewnie z końca dziewiętnastego wieku, srebrny, otwierany medalion w kształcie serca, w którym umieściłem miniaturowe zdjęcia mnie i Tatiany. Na odwrocie kazałem wygrawerować „Zawsze i na zawsze". Zakryłem niebieskie aksamitne pudełko swoją dłonią, gdy tylko usłyszałem, że Magnus wraca. Uśmiechał się do mnie tak szeroko i pięknie, że przez chwilę znów wyglądał jak mój czarownik w skórze nastolatka. Moje serce zaczęło szybciej bić, a kolana mi zmiękły i zacząłem się rumienić. Wręczył mi tajemnicze czerwone pudełeczko i czekał na moją reakcję wyraźnie podekscytowany. Powoli otworzyłem je i ujrzałem swoją złotą, ślubną obrączkę, która została zniszczona w zeszłym miesiącu podczas ataku demonów.

-Odnowiłem ją, z niewielkim dodatkiem—powiedział nieśmiało—Przepraszam, że nie dałem ci czegoś bardziej spektakularnego, ale pomyślałem…

-Jest idealny—przerwałem mu—Myślałem, że nie da się jej naprawić. Dziękuję kochanie. To najlepszy prezent jaki mogłeś mi dać.

-Przeczytaj inskrypcję—powiedział do mnie, gdy otarłem łzę z policzka. To co tam zobaczyłem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Magnus wygrawerował naszą przysięgę drobnymi literami.

-Jedno serce, jedna dusza. Zawsze i na zawsze.—wyszeptałem i poczułem, że coraz więcej łez mi napływa do oczu.

Po chwili łzy leciały mi ciurkiem po policzkach. Magnus otarł je i delikatnie mnie pocałował. Odwzajemniłem pocałunek z całą namiętnością. Gdy się od siebie odsunęliśmy sięgnąłem za siebie do stołu i chwyciłem swój prezent dla niego. Wolno otwierał pudełko, a ja z niepewnością czekałem, czy mu się spodoba. Kilka łez spłynęło po policzku Magnusa i ja natychmiast podszedłem bliżej niego, ocierając je.

-Maggie?—zapytałem cicho—Nie podoba ci się?

-Jest…przepiękny…wspaniały…bardzo mi się podoba Alexandrze.—przyłożył medalion do swojego serca, a potem go otworzył. Uśmiechnął się przez łzy, gdy zobaczył w środku zdjęcia moje i naszej córki. Delikatnie pogładził oba zdjęcia palcem i następnie zamknął medalion. Kolejno przejechał palcem po przodzie i tyle serca i gdy natrafił na grawer obrócił je. Przeczytał na głos grawerunek—Zawsze i na zawsze.

-Kocham Cię Alexandrze. Dziękuję.

-Wszystkiego najlepszego Magnus. Kocham Cię i zawszę będę. Pamiętaj.—stanąłem na palcach i pocałowałem go w policzek.—Ty i ja to jedno.

-Ty i ja to jedno. Już na zawsze.—złączył nasze dłonie—Kocham Cię. Już zawsze i na zawsze.


A/N: Nawet troszkę romantyzmu wam dałam na koniec.

Kolejny JUTRO, bo to tak wspaniałe słowo!

Uściski

Intoxic