Ujawnienie
Po raz pierwszy od wielu lat słońce wstało w poniedziałkowy poranek bez Severusa. Obudził się natychmiast, kiedy przestał czuć ciepłe ciało Hermiony przy swoim boku, czujny jak zawsze. Jednak, gdy wróciła do niego, pocałowała go delikatnie w czoło i powiedziała by wracał spać, posłuchał bez wahania.
Obudził się po raz drugi przez zapach gorącej czarnej herbaty i delikatne trzaśnięcie drzwi. Była ósma rano.
To było dziwne uczucie, powoli siadać na łóżku, sięgać po poranną herbatę będąc otoczonym kocami i poduszkami, gdy za mniej niż godzinę zaczną się zajęcia. Bez niego.
Spędził weekend na oczyszczaniu biura i klasy ze swoich rzeczy osobistych. Zdziwił się, ile ich zgromadził przez te lata, i jednocześnie cieszył się, że posiadał prywatne laboratorium. Inaczej ta praca byłaby praktycznie niemożliwa do wykonania.
Jego zastępstwo, młoda kobieta nazwiskiem Kathryn Rosen pojawiła się w sobotnie popołudnie i zajmował się nią przez ostatnie dwa dni. To on oczywiście polecił ją Albusowi. Spotkał ją kilka lat temu na konferencji i udało mu się utrzymać z nią niezbyt częstą korespondencję. Była genialna w eliksirach, jednak jej zdolnościom brakowało pewnej intuicji. Udało im się ją przekonać do tej pozycji tylko dlatego, że właśnie zrezygnowała z dobrze płatnej pracy w koncernie produkującym eliksiry lecznicze. Nadal jednak zastanawiał się jak tak przyjacielska, lekko nerwowa kobieta poradzi sobie z prowadzeniem zajęć.
Westchnął i powoli sączył herbatę. To już nie był jego obowiązek. Zniszczył swoje fałszywe kwatery, po czym nakazał skrzatom domowym gruntownie je wysprzątać i przedekorować. Usunął również zaklęty gobelin i zaoferował go Hermionie do jej pokoju Prefekt Naczelnej.
Była oczywiście, zachwycona. Gobelin pozwalał jej usłyszeć, gdy ktoś pukał do drzwi pokoju Prefekt Naczelnej. Mogła być z nim cały czas, używając swojego starego pokoju tylko jako przedpokoju do jego kwatery, a jednocześnie nadal być dostępna dla osób, które chciały z nią porozmawiać.
Sposób w jaki rozglądała się po tym pokoju, gdy wieszali gobelin i zmieniali jego ustawienia, z napięciem i nutą obrzydzenia, potwierdził że chciała spędzać tu jak najmniej czasu.
Jego pożegnanie ze ślizgonami bolało najbardziej.
Część jego domu już dawno była dla niego stracona, zawsze to wiedział, a ujawnienie jego statusu podwójnego agenta sprawiło, że oddalili się jeszcze bardziej. Opłakiwał ich, tak jak Teodora Notta. Gdy wszedł do Pokoju Wspólnego we wtorkowy wieczór i powiadomił ich o swojej rezygnacji, powiedzieli niewiele i szybko się wycofali.
Jednak reakcja pozostałych zaskoczyła go. Uśmiech ślizgona zazwyczaj znaczył więcej niż deklaracja miłości ze strony gryfona, wyłączając Hermionę oczywiście, nie oczekiwał więc zbyt dużo.
Kiedy im powiedział, trzy drugoroczne rozpłakały się.
Ku jego zdumieniu, starsi uczniowie nie wyśmiewali się z nich, i nie kazali im "przestać się mazać jak jakiś gryfon", lecz starali się je pocieszyć jak umieli, po czym zwrócili się ku niemu ze zmartwionymi i smutnymi oczami. Zadawali mu wiele pytań, jednak nie te, których się spodziewał, dotyczące nauczyciela, który teraz będzie Opiekunem ich domu, ani ich przyszłej pozycji w Hogwarcie. Pytali o jego przyszłość i powody jego decyzji.
Jeden uczeń szóstego roku, którego kilka lat temu uwolnił od agresywnych rodziców, był na tyle śmiały, aby wystąpić i cichym głosem powiedzieć, że "cały dom będzie za nim tęsknił".
Nie wiedział jak zareagować na taki upust emocji, od jego na co dzień obojętnego domu. Jednak dał każdemu z nich przywilej przesyłania mu listów sowią pocztą, na temat problemów zarówno szkolnych jak i osobistych. Obiecał również "mieć ich na oku".
Gdy wrócił do swoich kwater miał miękkie nogi. Opowiedział Hermionie o wydarzeniach tego wieczoru z takim niedowierzaniem w głosie, że aż się zaśmiała. Był to jednak raczej łzawy płacz. Spojrzała na niego z taką dumą, dumna, że potrafił tak zainspirować swoich uczniów i przywiązać ich do siebie tak mocno. Jego nogi nagle stały się miękkie z zupełnie innego powodu.
Kilka dni później przyszedł dla niego prezent, uchwyt na różdżkę z polerowanej kości słoniowej, inkrustowany srebrem. Nie towarzyszył mu żaden list, ani nawet bilecik, jednak Draco powiedział mu później, że ślizgoni gorączkowo debatowali o prezencie dla niego. To, na co się w końcu zdecydowali było doskonałe: proste, kosztowne i wyrafinowane.
Severus nie mógł się nie zgodzić, kiedy teraz spoglądał na to małe dzieło sztuki stojące na jego stoliku nocnym. To Hermiona tam je postawiła, mówiąc mu że może być dumny, a nie smutny. Jednak gdy spojrzał jej w oczy, zobaczył poczucie winy, które czuła zabierając go z tego domu, wiedząc jak bardzo go potrzebowali.
Gdy wrócił myślami do teraźniejszości, jego herbata była już zimna. Masz za dużo pracy, aby się tym zajmować! Powiedział sobie surowo, po czym szybko wstał, wziął prysznic i założył swoje codzienne czarne spodnie i białą koszulę. Czarną pelerynę zostawił w szafie.
To należało do przeszłości, jeżeli chciał. Nie musi już onieśmielać uczniów. Zszedł na dół i wszedł do kuchni, porzucając myśl o śniadaniu na rzecz zaparzenia kolejnego dzbanka herbaty.
To kolejna rzecz, która należała do przeszłości, śniadanie w Wielkiej Sali, pośród chaosu uczniów i nauczycieli. Nie żeby za tym tęsknił, jednak inne rzeczy...
Zły na siebie, otrząsnął się i skoncentrował na pracy. Przygotowywał listę członków Zewnętrznego Kręgu, którzy będą przydatni w czasie bitwy, i którym powinno się zaoferować uczestnictwo w dodatkowych spotkaniach strategicznych oraz treningach walki. Kwatera Główna Zakonu posiadała salę ćwiczeń, na której mieli praktykować pojedynki a także kolejne etapy ich planu. Potrzebowali jednak więcej osób, niż znajdowało się w Wewnętrznym Kręgu i musieli oni zostać wyselekcjonowani pod względem swoich umiejętności do walki. Raczej wątpił w to, że Molly Weasley czy Dedalus Diggle będą dużą pomocą w fizycznej walce przeciw śmierciożercom.
Choć Fred i George Weasley mogli się przydać. Pomyślał przez chwilę, po czym dopisał ich nazwiska do listy razem z dodatkowym komentarzem. Być może mogli by również pomóc w przygotowaniach. Jeżeli dobrze pamiętał ich kawały sprzed lat, prawdopodobnie wiedzieli więcej o opłaszczaniu i zmyłkach niż ich nauczyciele.
Będą również musieli niedługo zacząć rozmowy z kwaterą główną aurorów. Tak jak Hermiona przewidziała, po ich konfrontacji z Knotem, aurorzy rzeczywiście skontaktowali się z nimi tydzień później. Na początku byli niepewni i lekko paranoiczni, jednak ta relacja poprawiała się, szczególnie po tym jak Tonks ujawniła swoje członkostwo w Zakonie.
Severus oczywiście ofuknął ją za tą głupotę, ona jednak go zignorowała, mówiąc mu że wszyscy jej koledzy z zespołu zareagowali z zainteresowaniem i akceptacją. Severus był pewien, że już niedługo w ich szeregi wstąpią kolejni aurorzy.
Poranek i przedpołudnie minęło mu szybko na pracy, zrobił przerwę jedynie po to żeby ogrzać się zupą, którą Jane zostawiła dla niego na kuchence. Hermiona wróciła z zajęć wcześniej, niż się spodziewał.
– Słyszałam same dobre rzeczy o twoim zastępstwie – przywitała się z nim radośnie. – Gryfoni już jej nienawidzą, a krukoni pozytywnie wypowiadali się o jej umiejętnościach. Puchoni cieszą się, że nie jest tak "przerażająca" jak ty, choć wszyscy są zgodni co do tego, że nie robi nawet w połowie takiego wrażenia, jak poprzedni mistrz eliksirów.
Uśmiechnęła się szeroko, gdy podszedł do niej z uśmiechem na ustach, biorąc ją w ramiona i uciszając w swój unikalny sposób.
– Czy jestem dla ciebie mniej interesujący, panno Granger, od kiedy nie jestem już twoim nauczycielem? –zapytał.
– Och, zdecydowanie – odpowiedziała poważnie. – Obawiam się, że będziemy musieli sporo poćwiczyć, zanim to będzie równie... satysfakcjonujące. – uniosła głowę w prowokacyjnym geście, na co on udał głęboko zranionego. Puste uczucie w jego żołądku, ta niepewność którą czuł odnośnie swojej decyzji, natychmiast zniknęła.
Spędzili godzinę na sali ćwiczeń, która odkąd Harry i Dracon stali się członkami Zakonu, była tylko do ich wyłącznej dyspozycji. Następnie wrócili do jego kwater, aby wziąć prysznic i się przebrać.
Podczas ćwiczeń ich rozmowa stała się poważniejsza, i choć Hermiona raz czy dwa starała się zmienić temat, Severus powrócił do tego, gdy przygotowywali się do zjedzenia wczesnego obiadu.
– Co jeżeli nie zaakceptują planu pochodzącego z anonimowego źródła? – zapytał ponownie.
– Dlaczego mieliby to zrobić? Zawsze możemy udawać, że to ty, albo Dumbledore go wymyśliliście.
– Nie bądź głupia, Hermiono, to do ciebie nie pasuje – odpowiedział poważnie. – Ktoś musi podsunąć ten plan Voldemortowi w wiarygodny sposób. Bez twojego udziału, a raczej mistrzowskiego szpiega, cały pomysł jest bezwartościowy.
– Nienawidzę tego tytułu – przyznała cicho. – Dlaczego zawsze muszą wymyślać coś wielkiego i dramatycznego? Sam "szpieg" brzmi wystarczająco okropnie!
– Hermiono.
– Tak, wiem – westchnęła. – Choć czas jest daleki od idealnego. Wszyscy będą pamiętać mój mały wybuch z ostatniego tygodnia, choć każdego listownie przeprosiłam. Gdybyśmy tylko mogli poczekać kilka tygodni na wprowadzenie planu.
– Nie możemy – odpowiedział po prostu. – Do Halloween zostało zaledwie siedem miesięcy, a Zakon potrzebuje czasu, aby się dostosować, zmienić, trenować. Nie możemy ich tym zarzucić kilka tygodni wcześniej. Teraz są cywilami. W TIntagel będziemy potrzebować wojowników.
– A jeżeli ujawnilibyśmy tylko część planu? Te części, które dotyczą mnie dodalibyśmy później...
– Nie możesz wiecznie ukrywać tego, kim naprawdę jesteś, Hermiono – ostrzegł ją, jednak jego głos był ciepły i czuły. – Wszystko, co wymyślisz jedynie przedłuży oszustwo. Im dłużej będziemy czekać, im bardziej przyzwyczają się do "niegroźnej Hermiony", tym trudniej im będzie cię zaakceptować.
– Wiem – zgodziła się zmęczonym głosem. – I przyjdzie czas, w którym będą musieli się ujawnić. Ale nie teraz, Severusie. Jeszcze nie. Tyle się teraz dzieje. Zostało mi już mało siły. A Zakon nie zareaguje pozytywnie na te wieści. Tak długo, jak będę mogła uniknąć konfrontacji, będę milczeć. Ciebie również o to proszę.
– Wiesz, że nigdy nie podjąłbym tej decyzji za ciebie – odpowiedział delikatnie dotykając jej policzka. – Powinnaś się jednak przygotować. Gdy Albus i Potter poinformują ich o planie, będą żądać odpowiedzi. Nie wierzę, że zaakceptują ryzykowny plan pochodzący z nieznanego źródła. Moody jest niezadowolony, odkąd po raz pierwszy padła wzmianka o mistrzowskim szpiegu, i istnieje możliwość, że będzie chciał wykorzystać tą szansę do zdemaskowania ciebie.
– Jeżeli prawda o mnie będzie potrzebna, aby ich przekonać, ujawnię się – odpowiedziała, przytulając się do jego dłoni, z oczami na wpół przymkniętymi ze zmęczenia. – Jednak tylko wtedy. Mam tylko nadzieję...
Przerwał im skrzeczący dźwięk. Razem odwrócili głowy i podeszli do rzędu magicznych gobelinów, jeden prowadził do kwatery głównej Zakonu, drugi do bezpiecznego domu w Londynie, trzeci do pokoju Hermiony w wieży Gryffindoru. To ostatni gobelin rozbłysł na złoto i był źródłem tego okropnego dźwięku.
– Sowa – powiedziała Hermiona, przykładając dłonie do materiału i wpatrując się w niego. – Zajmę się tym. "O Różo, tyś chora!" – wypowiedziała, Severus zachichotał, i przeszła przez gobelin.
Jednak kiedy wróciła chwilę później, była już w zupełnie innym nastroju.
– Dziś w nocy będzie zebranie – powiedziała mu, ściskając w pięści list niczym robaka, którego nie chciała uwolnić. – I... Lucjusz napisał, że chce się ze mną wcześniej spotkać.
Siedzący w swoim ulubionym fotelu Severus zamarł. Hermiona po prostu stała bez ruchu na środku pokoju, wpatrzona w niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
– Rozumiem – powiedział w końcu, nagle suchymi ustami i ochrypłym głosem. – Kiedy musisz wyjść?
– Niedługo – zawahała się przez chwilę, po czym podeszła do kominka i nalała whisky do kryształowej szklanki.
– Nie powinnaś – zaczął, jednak przerwała mu cieniem uśmiechu.
– Wiem – odpowiedziała. – To dla ciebie.
Przeszła przez pokój, aż stanęła po jego lewej stronie i podała mu szklankę, cały czas ściskając list.
Wziął whisky, jednak zamiast podnosić ją do ust, wyciągnął rękę i dotknął jej ramienia, starając się przekazać jej zaufanie i siłę, choć wcale ich nie czuł.
– Wiedzieliśmy, że to się stanie – powiedział cicho i poczuł jak nerwowo kiwa głową.
Popatrzył na nią i spojrzał jej w oczy, jednak po raz pierwszy od tygodni jej umysł był ukryty ze stalowymi ścianami. Zdziwienie musiał być widoczne na jego twarzy, gdyż usiadła na przeciwko i popatrzyła na niego smutnym wzrokiem.
– Przepraszam, Severusie – powiedziała. – Nie chcę, żebyś widział co tam jest w tej chwili. Uwierz mi, tak będzie lepiej dla nas obojga.
Tym razem to on nerwowo skinął głową, przeklinając się za słabość, którą czuł, za nagłą ciężkość swojego ciała i za wyczerpanie, które otaczało go niczym chmura.
Oni wiedzieli, że to się stanie. Jednak oboje zdecydowali się to ignorować, mając nadzieję, że w jakiś sposób zostaną oszczędzeni. Ich miłość przez ten ostatni tydzień była niczym sen, jak balon bezpieczeństwa i szczęścia. Wiedział, że w końcu pęknie. Nie miał jednak pojęcia, jak bardzo będzie bolało, gdy rzeczywistość, niczym ostra igła, zniszczy ich sen. Jak bardzo nagi i bezradny będzie się czuł.
Lucjusz Malfoy wezwał ją, i niczym posłuszna niewolnica, którą była, pójdzie do niego, pozwoli mu wykorzystać się i molestować. Wezbrał w nim gniew, jednak na jej twarz zobaczył jedynie cichą rezygnację i narastające zaniepokojenie. To dało mu siłę aby pogrzebać swoją wściekłość pod warstwami spokoju.
– W porządku, kochanie – powiedział jej i nawet udało mu się lekko uśmiechnąć. – Nie martw się o mnie. Będę czekał na ciebie aż wrócisz i nic się nie zmieni. Tylko uważaj na siebie.
Widział, że mu nie uwierzyła, nie do końca, pomimo to skinęła głową.
– Kocham cię, Severusie – wyszeptała. Jednak, gdy wstawała żeby pójść na górę, nie dotknęła go. Kiedy wróciła kilka minut później z czarnym płaszczem śmierciożerczyni powiewającym za nią i z peleryną-niewidką w gotowości, nie odezwała się ani słowem, posłała mu jedynie długie i zagadkowe spojrzenie, zanim opuściła komnatę przechodząc przez gobelin.
Dopóki jej sylwetka nie zniknęła, miał neutralny wyraz twarzy i zrelaksowaną posturę. Potem odpuścił. Jego twarz wykrzywił grymas nienawiści i bólu, chwycił kryształową szklankę i cisnął ją w kominek, gdzie eksplodowała na tysiąc ostrych kawałeczków.
– Pieprz się, Lucjuszu Malfoy'u – krzyknął w ciszę. – Pieprz się do samego piekła!
0o0
Dochodziła północ, gdy wróciła. On leżał na swoim łóżku z szeroko otwartymi oczami, wpatrując się w ciemność.
Słyszał jak otwierają się drzwi do jej pokoju, potem plusk prysznica. Dużo czasu zajęło jej oczyszczenia się i kilkukrotnie kusiło go, aby pójść do niej i zobaczyć jak się ma, jednak powstrzymał się. Potrzebowała czasu.
Kiedy w końcu zapukała i otworzyła jego drzwi, była w piżamie, z włosami zaplecionymi w warkocz. Patrzyła na niego wielkimi, zmęczonymi oczami. Widział zarys siniaka na jej lewym policzku, reszta wydawała się być w porządku.
Zauważył, że cały czas stała w wejściu, jakby nie będąc pewną co zrobić. Lekko poklepał materac po swojej lewej stronie, a ona podeszła do niego, cały czas milcząc. Widząc jak wspina się na łóżko, również usiadł na przeciwko niej, tak że ich twarze prawie się stykały.
– Jak się czujesz, kochanie? – wyszeptał w końcu głosem aksamitnym i czułym. Zamknęła oczy w nagłym przypływie emocji.
–Zmęczona – odpowiedziała w końcu. – Zmęczona i smutna. Zabili dzisiaj trzy kobiety.
– Pokażesz mi? –zapytał. Otworzyła szeroko oczy i przyjrzała się dokładnie jego twarzy.
– Nie było nic istotnego aby... – zaczęła, ale on potrząsnął głową.
– Nie – wyszeptał, dotykając dłońmi jej policzków i czując wilgoć pod palcami. – Nie staraj się mnie chronić. Zniosę to. Nie staraj się tego ukryć. Nie wstydź się.
Spojrzał jej głęboko w oczy, cały czas pieszcząc dłońmi jej twarz, czuł jak powoli stalowe bariery jej umysłu opadają. Wpuściła go z wahaniem, a on czekał na samym przedzie jej mózgu, czekając aż będzie gotowa.
Gdy skończyli, w jego oczach wezbrały jej niewypłakane łzy.
– Kocham cię – powiedział jej stanowczo i zobaczył jak drży w odpowiedzi. – Cokolwiek się stanie, jesteś dla mnie piękna. Jesteś najczystszym stworzeniem jakie znam.
Powoli, bez nagłych ruchów, położył się na łóżku i wyciągnął ramię, tak że zakrywało poduszkę po jego lewej stronie. Równie powoli zrobiła to samo, z napiętym ciałem i szeroko otwartymi oczami, aż jej głowa dotknęła jego ręki.
Nie poruszył się, tylko wpatrywał się w ciemność, tak jak przez długie godziny gdy jej nie było. Po długim czasie poczuł jak się rozluźnia. Powoli jej ciało przesunęło się bliżej i przekręciła głowę tak, że jej policzek leżał teraz na jego bicepsie. Cały czas czekał, milcząc bez ruchu, aż po pół godzinie cichego oddychania, przytuliła się do niego rozluźniając się, gdy jej ciało przypomniało sobie ich bliskość, podczas kiedy wspomnienia o Lucjuszu Malfoy'u zniknęły w ciemnych jaskiniach jej umysłu.
Dopiero wtedy poruszył ręką tak, aby ją objąć, podczas gdy drugą otulił ich magicznie kocem.
– Uda nam się – wyszeptał w ciemność, czując jej ciepło wobec swego ciała. – Nigdy nie będzie łatwo. Ale uda nam się.
0o0o0o0o0o0o0o0o0o0o0o0o0o0o 0o0o0o0o0o0o0o0o0o0o0o0o0o0o 0o0o0o0o0o0o0o0o0o0o
– Mamy plan – ogłosił Dumbledore w następny piątkowy wieczór.
– Dobrze to słyszeć – odpowiedział Bill, który dwie noce wcześniej wrócił z podróży służbowej dla Gringotta, i teraz znów zajął swoje miejsce w obradach. Pozostali nie potrafili powstrzymać chichotu, jednak powaga widoczna w głosie i postawie ich przywódcy szybko wszystkich uciszyła.
– Jaki rodzaj planu? – zapytał w końcu Remus, gdy stało się jasne, że Dumbledore nie zamierza kontynuować. Wiedział, oczywiście, co miało nastąpić, jednak to właśnie on często przełamywał lody w trudnych sytuacjach, lub zadawał pierwsze pytanie, więc wydało by się dziwne gdyby teraz tego nie zrobił.
Wszystkie oczy skierowały się na Dumbledore'a, który siedział na początku stołu, naprzeciwko Snape'a.
Jednak to Harry odpowiedział.
– Plan pozbycia się Voldemorta raz na zawsze – powiedział głosem brzmiącym chłodną determinacją i autorytetem. – Opierający się na przejęciu prowadzenia w tej walce i zabicia go w jak najbezpieczniejszy dla nas sposób.
Widział zaskoczenie w oczach członków Wewnętrznego Kręgu. Ci którzy od początku wiedzieli, co miał powiedzieć, grali doskonale. Szczególnie Hermiona, która przed rozpoczęciem spotkania jeszcze raz przeprosiła wszystkich członków Zakonu, popatrzyła na niego całkowicie zagubiona.
Harry wiedział jak się martwiła o ten wieczór. Przez ostatnie kilka dni dużo czasu spędził razem z Dumbledorem, Snapem i Hermioną. Widział jak jadła bez apetytu, a cienie pod jej oczami zdradzały kłopoty ze snem.
Teraz kiedy udawała bezbronną uczennicę, nic z tych rzeczy oczywiście nie było zauważalne. On jednak wiedział.
To ona zaproponowała, aby objął prowadzenie. Właściwe będzie, żeby to Chłopiec-Który-Przeżył ogłosił plan zakończenia wojny, powiedziała mu, a widząc wzrok wszystkich skupiony na nim, wiedział że miała rację. Jednak wciąż czuł się dziwnie skupiając na sobie uwagę tych wszystkich osób, i odczuł dużą ulgę, gdy odezwał się dyrektor, tak jak uzgodnili na jednym z ich wcześniejszych spotkań.
Krótko przedstawił im mocne i słabe strony Voldemorta, główna z nich siedziała przy tym stole. Potem przeszedł do objaśniania ich planu, krok po kroku, posiłkując się magicznym sufitem do pokazania terenu Tintagelu a następnie wyników różnych testów i wykresów. Zaprezentował nawet jeden z tych zaklętych klejnotów, które wymyślili Snape z Hermioną, aby ukryć magiczny podpis, i zaoferował go każdemu, kto chciałby go przetestować.
Harry zauważył, że dyrektor dołączył każdy przydatny komentarz i uwagę, które padły podczas wspólnej kolacji w zeszłym tygodniu, jak również kilka szczegółów, których wcześniej nie znał. W każdym razie, całość brzmiała imponująco, bezpiecznie i profesjonalnie. Nawet jeżeli wcześniej by o tym nie wiedział, teraz byłby przekonany.
Zdawało się, że wielu członków Zakonu myśli podobnie, wiele głów kiwało zgodnie przy stole. W końcu ktoś przerwał ciszę.
– Kto to wymyślił? – zapytała Tonks z podziwem w głosie. – Kto do cholery miał taki pomysł? Dlaczego nie słyszeliśmy o nim wcześniej?
Zamiast odpowiadać, Dumbledore spojrzał na Snape'a. To zdawało się wystarczyć Moody'emu.
– To mistrzowski szpieg, prawda? – zapytał, na co ucichły wszystkie głosy w pokoju.
– Tak – Dumbledore skinął głową. – Pomysł pochodzi od naszego mistrzowskiego szpiega, jednak mogę cię zapewnić, że zarówno ja jak i Severus sprawdziliśmy cały plan i możemy potwierdzić jego każdy szczegół. Rytuał wiążący naprawdę istnieje, obaj byliśmy w Tintagelu, aby przetestować obecną tam magię. Nasz szpieg osiągnął już poziom zaufania potrzebny do tego,żeby przedstawić pomysł Voldemortowi nie budząc żadnych wątpliwości, a Harry jak i panna Granger zgodzili się wziąć w tym udział. Plan jest niezawodny.
– To czy plan się powiedzie zależy od osób, które biorą w nim udział – Harry usłyszał jak Billy mruczy pod nosem.
– Dlatego zaczniemy od zaraz planowanie i trenowanie, jeżeli Zakon zgodzi się z tym pomysłem – odpowiedział gładko Snape. – Nie pozostawimy nic losowi, czy łutowi szczęścia. Jeżeli podczas planowania znajdziemy błąd w naszych obliczeniach, natychmiast się wycofamy.
Proszę bardzo, pomyślał zadowolony Harry. Sam nie był w stanie wymyślić choć jednego pytania, czy niejasności, które przemawiałyby przeciwko temu pomysłowi. Kwestia mistrzowskiego szpiega została podniesiona i załatwiona, a jeżeli coś poszłoby nie tak, zawsze mogli się wycofać. Teraz kiwną główkami, zaakceptują plan, i będzie można zacząć pracować.
Jednak nie docenił pomysłowości Zakonu. To Molly Weasley, z właściwym sobie krytycyzmem, rozpoczęła krzyżowy ogień.
– Ten plan jest absolutnie nie do zaakceptowania – powiedziała zdecydowanie. – Oznaczałoby to użycie dzieci jako przynęty, a ja na to nie pozwolę! Harry zbyt często ryzykował życiem! Nie będę uczestniczyć w czymś co naraża jego i Hermionę!
– Jesteśmy dorośli, pani Weasley – przypomniał jej delikatnie Harry. Nie wspominając, że siedzimy przed tobą a ty mówisz o nas w trzeciej osobie. – I tak jesteśmy narażeni. Voldemort chce mnie dopaść, a Hermiona jest mugolką. Jeżeli zdecydowaliśmy się zaryzykować, powinna nam pani pozwolić na podjęcie własnej decyzji.
– Gdy ukończymy Hogwart – dodała Hermiona głosem grzecznej uczennicy. – Przestaniemy być bezpieczni.
– Skąd wiemy, że ten szpieg nie planuje ich tam zwabić, a potem porwać? To już kiedyś miało miejsce, podczas turnieju, i nie pozwolę, aby Harry po raz kolejny znalazł się w takim niebezpieczeństwie!
Turniej. Harry nagle poczuł zimno, przypominając sobie pociągnięcie w okolicach pępka. Przez chwilę znów słyszał lodowaty, syczący głos wołający "Zabij tego drugiego!", jednak zaraz poczuł jak Hermiona dotyka jego ramienia i to uczucie przywróciło go do rzeczywistości.
– Ta sytuacja jest inna – odpowiedział mocnym głosem. – Będziemy przygotowani i będziemy dokładnie wiedzieli, co zrobić. Dotrzemy tam jako pierwsi. Nic czym będziemy się posługiwać, nie będzie choćby dotknięte przez śmierciożerców. Możemy nawet przygotować awaryjne świstokliki, aby uciec gdy coś pójdzie nie tak.
– Pokazałeś nam klejnot opłaszczający – odezwał się Moody, mniej lub bardziej ignorując słowa Harry'ego. To tyle jeżeli chodzi o autorytet Chłopca-Który-Przeżył, pomyślał z rezygnacją. – Skąd macie pewność, że ten szpieg nie opłaszczył wcześniej magii Tintagelu? Potem przybędzie Voldemort, wezwie swoją pełną moc i pozabija nas wszystkich zanim zdążymy go zauważyć.
– A nawet jeżeli wie o braku mocy przyrody – dodała Tonks, tym razem tak paranoiczna jak Moody. – Jeżeli dowie się o planowanej zasadzce, z łatwością będzie mógł zamienić to miejsce w śmiertelną pułapkę. Albo po prostu wysłać tam bombę z Drętwotą i powalić nas wszystkich.
– Drodzy przyjaciele, po raz kolejny zapewniam was, że nasz szpieg jest godny najwyższego zaufania! Nigdy nie zdradziłby nas Voldemortowi! Mogę tylko powtórzyć...
Podczas gdy Dumbledore starał się uciszyć rosnące w pokoju napięcie, Harry zszokowany rozejrzał wokół stołu. Jak szybko zmieniła się atmosfera! Pięć minut temu był absolutnie pewien sukcesu! Teraz coraz więcej głosów dołączało do nieufnego chóru, nie dopuszczając do głosu profesor McGonagall, dyrektora czy nawet Remusa.
Nareszcie zrozumiał, dlaczego Hermiona była tak zdenerwowana. Obrócił się w jej stronę i zobaczył jej spokojne, neutralne oczy wpatrzone w ich mistrza szpiegów, który siedział odchylony na krześle, całkowicie ignorując chaos wokół niego. Gdy ją obserwował, zobaczył jak jej ramiona opadają w geście porażki a oczy mrużą się ze zgryzoty.
Uświadomił sobie, że oboje porzucili nadzieje na jakikolwiek sukces dzisiejszej nocy.
Nawet Dumbledore, wieczny optymista, zdawał się ugiąć w obliczu rozgrywającej się przed nim nawałnicy.
– Jako wasz przyjaciel – zaczął raz jeszcze, z taką mocą w głosie, że nawet gorąca kłótnia pomiędzy panią Weasley a Remusem ucichła. – Oraz jako ten, który poprowadził Zakon nie tylko podczas pierwszego powstania Voldemorta, ale również przeciwko Grindewaldowi, tak wiele lat temu, jako starzec z olbrzymim doświadczeniem i wielkimi nadziejami na przyszłość, pytam się was raz jeszcze: Czy zaakceptujecie ten plan? Macie moje słowo, że jest bezpieczny, daję moje słowo, że każda wtajemniczona w niego osoba jest godna zaufania. Przysięgam na moją magię i moją duszę, że nie jest to intryga mająca na celu zdradzenie nas, oraz że nic z tych rzeczy nie jest wiadome Voldemortowi.
Ucichł, biorąc wdech i przyglądając się zebranym swoimi starymi, mądrymi oczami.
– Przyjaciele, czy akceptujecie ten plan?
– Nie.
Słowo przecięło ciszę jak diament tnący szkło, zimny, twardy i nie zostawiający miejsca na pytania czy interpretacje. Moody je wypowiedział, jednak gdy Harry rozejrzał się, zobaczył je na zbyt wielu twarzach członków Zakonu, aby je zignorować.
– Nie chcę tego mówić, Dumbledore – kontynuował Moody głosem głębokim i szorstkim. – Jednak jest to zbyt wielkie ryzyko, aby akceptować je na słowo nieznajomego. Ty i Snape możecie go znać i być przekonanymi, jednak zanim zaryzykuję nasze życia i wynik tej wojny na jego słowie, chcę spotkać tego mistrzowskiego szpiega. Chcę spojrzeć mu w oczy i przepytać go przy pomocy Veritaserum.
– Mogę cię zapewnić, że zarówno ja jak i Severus całkowicie ufamy mistrzowskiemu szpiegowi – powiedział Dumbledore, chcąc obrócić stolik, jednak Harry widział w jego oczach, że zdawał sobie sprawę, że to nie pomoże. Było już za późno. Kości zostały rzucone. – Poszlibyśmy za nim w ogień, jak również i wy, gdybyście go znali.
– Ale nie znamy – odpowiedział Moody. – O to właśnie chyba wszystko się rozbija, czyż nie? Dlaczego utajniliście jego tożsamość? Wszyscy tutaj wiedzieliśmy, że Severus jest szpiegiem i przez lata nic nie wyciekło. Dlaczego teraz nam nie ufacie? A może jest w nim coś, o czym nie chcecie abyśmy się dowiedzieli? Może jest to osoba której lojalność moglibyśmy zakwestionować?
– On zrobił więcej dla naszej sprawy niż każdy inny członek tego Wewnętrznego Kręgu, może poza Potterem – Snape odezwał się po raz pierwszy od czasu rozpoczęcia tej dyskusji. Jego głos był spokojny i aksamitny, prawie hipnotyzujący. Harry nie wiedział, czy była to legilimencja, czy może po prostu dobra retoryka, ale czuł, że chciał wierzyć we wszystko, co ten głos mu powie. – Jedyną rzeczą jaką zażądał w zamian było zachowanie jego prywatności. Czy to zbyt wygórowane żądania od kogoś, kto każdego dnia ryzykuje dla nas swoim życiem? Czy nie możemy przystać na tą jedyną prośbę? A może słowo Dumbledore'a wam nie wystarcza?
– Gdyby chodziło tu tylko o mnie, nie byłoby tej rozmowy – wymamrotał Moody. – Poszedłbym za tobą i Dumbledorem ślepo w ogień i lód. Jednak tu nie chodzi tylko o mnie, czy o nas. To może być równie dobrze nasza ostatnia szansa w tej wojnie, a - wybacz mi Albusie - nasz szacowny przywódca mylił się w przeszłości. Wymienię tylko kilka nazwisk: Quirrel. Lockhart. Barty Crouch Junior.
– Ma rację – Artur Weasley zgodził się z wahaniem. Grymas na jego twarzy świadczył o tym, jak trudno mu było krytykować swoich przyjaciół w ten sposób, jednak jednocześnie świadczył o powadze jego słów. – Ta decyzja jest zbyt ważna, aby nie podjąć każdego możliwego środka ostrożności. Będziemy ryzykować wszystkim, co zrobiliśmy do tej pory.
– Nie licząc dwóch niewinnych młodych istot – wtrąciła się pani Weasley.
– Przykro mi, Albusie – odezwał się Kingsley Shacklebolt, znany z tego, że długo się namyślał zanim wyrażał swoje zdanie. Jeżeli również zdecyduje przeciwko nim, nie będą mieli żadnego sposobu aby przeważyć szalę na swoją stronę. Żadnego poza jednym. – Myślę jednak, że wszyscy się zgadzamy. Jeżeli osobiście nie poznamy tego mistrzowskiego szpiega, nie będziemy nawet rozważać waszego planu.
Gorączkowo Harry próbował coś wymyślić, coś co spowoduje, że cofną swoje żądania, jakiś fortel, który odwróciłby ich uwagę od mistrzowskiego szpiega, jednak zanim z chaosu jego umysłu wyłoniła się choć jedna składna myśl, poczuł obok siebie ruch powietrza.
Hermiona wstała z krzesła. Rozejrzała się po pokoju, patrząc na twarz Severusa i Albusa, a następnie Dracona po drugiej stronie stołu. Czuł jej zdenerwowanie, jednak gdy przemówiła jej głos był stanowczy i spokojny.
– To ja – powiedziała i cały pokój zamilkł. – To ja jestem mistrzowskim szpiegiem.
Od autorki: hasło do pokoju Hermiony "O Różo, tyś chora!" jest cytatem z wiersza Williama Blake'a "Chora róża" i nawiązuje do zbezczeszczenia jej pokoju przez Rona.
Chciałam również podziękować za betowanie tego rozdziału .
