0000000000000000000000000000000000000

Następnego dnia trwały negocjacje. Istotą wizyty zajmował się Sorrento, dyskutując z królem i doradcami, książętami Hagenem i Sydem, a Silla miał nie przeszkadzać i ewentualnie czegoś się nauczyć (w co Sorrento jednak znacznie wątpił). Godziny się ciągnęły. Silla przyjrzał się już wszystkim obrazom na sali. Jeśli rzeczywiście przedstawiały one historię, to wszyscy w niej długo się męczyli, a na końcu umarli, oprócz tych, którzy akurat pragnęli śmierci.

Obawiał się tknąć konferencyjnych przekąsek. Pił tylko niegazowaną wodę.

Walkiria z wczoraj znów z nimi była, ale zdawała się być lepiej wprawiona w spaniu z otwartymi oczami. W połowie dnia odezwała się:

– Wiesz, jak w Grecji mówi się na Morskich Generałów?

Silla uruchomił wyobraźnię. Strażnicy Kolumn? Marinas? Dzikie Morskie Koniki?

– Jak? – zapytał, ale Grimerda nie powiedziała.

0000000000000000000000000000000000000

Wieczorem znów była uczta, tym razem w postaci szwedzkiego stołu z większą ilością gości. Tym razem Silla kierował się plakietkami z opisem dań, zanim cokolwiek sobie nałożył. A kiedy było nie tak, mógł dyskretnie pozbyć się talerzyka na pierwszym-lepszym stole. Najlepszym, co się trafiło, były pocięte w mniejsze kawałki tortille z wędzonym łososiem i zieleniną.

Generałowie podawali ręce jakimś ministrom królewskim, których trudno było rozróżnić. Pojawili się też niektórzy Święci Wojownicy i walkirie, wyróżniający się pomiędzy urzędnikami albo samym pojawieniem się w zbrojach, posturą, czy też tym że reszta ludzi otaczała ich w krąg i traktowała priorytetowo.

Zjawił się i Fenril, tym razem oficjalnie, i przyszedł przywitać się z Sillą. Podpowiedział mu przy okazji, które ze słodyczy naprawdę są słodyczami.

– …z tym tortem się zdarza, ale nie martw się! – zapewniał. – Zatruty jest tylko kawałek, na którym pisze się imię osoby, dla której jest przeznaczony. To z uprzejmości dla pozostałych, w końcu, kto chciałby się pomylić? A czemu to cię tak męczy?

– Mam wrażenie, że pomimo tych całych bankietów, każdy tu chętnie by nas podusił. Ot tak, za stare grzechy, albo na zaś – Silla przez całą imprezę skakał wzrokiem po wszystkich, którzy wyglądali na wojskowych. Odpowiadali mu co najwyżej neutralnością. – Może poza tobą. Hej, jak się w Grecji mówi na Morskich Generałów? I tutaj?

Fenril parsknął.

– Nic takiego. „Mokrzy chłopcy". No wiesz, bo wy zawsze tak wyskakujecie z morza i się z was leje.

– Tiaa… urocze.

– Nie wiem, dziewczynom może się to podobać. Chyba, że taki im wejdziesz na dywan, to niee, będzie przechlapane. Moją mamę to wścieka, jak naniosę śniegu z podwórka.

– Czemu tak lekceważąco, „chłopcy"? – dąsał się Silla.

– Aaa, coś tam chcą, że jesteście młodsi. Ja myślę, że wam dobrze, bo tu jestem „dzieciakiem", jedynym, tak to wszyscy już dawno są poważni z rodzinami. W Grecji znowu ci majestatyczni Złoci Rycerze, też wielcy i wspaniali. A wy jesteście nowi – Fenril dodał szeptem – podobno we wszystkim ostatni wypadacie…!

– Serio? A u nas się mówi, że wy to tylko ciemność, picie, umieranie i depresja – odegrał się Silla. Fenril westchnął, nie zamierzając przeczyć.

– Prawda, nic nie poradzisz. Cierpienie i sól musi być. I śnieg.

0000000000000000000000000000000000000

Mieli wracać następnego ranka. Była 21.00. Może jeszcze Pokemony?

Silla ułożył się przy kominku, na dywanie ze sztucznego włosia, który dostatecznie dobrze izolował zimno podłoża.

Grając, stracił uczucie czasu, aż ktoś zapukał do drzwi. Oby nie więcej zmiennokształtnych facetów ani żaden wózek sprzedający słone gluty. Pociągnął za klamkę i nie było ani wilków ani wózków, tylko Grimerda. Tym razem kołnierza nie zapięła aż pod samą górę i było widać jej twarz. Miała piegi i bardzo jasne szare oczy bez makijażu.

– „Mokry chłopiec", tak? – spytał zamiast powitania, na co ona odpowiedziała:

– Może za moment – i przylgnęła do niego zdecydowanym ruchem, inicjując pocałunek. Zaraz potem okręciła się z nim w miejscu, żeby wejść do pokoju i zamknąć drzwi.

Silli się to podobało, było znacznie ciekawsze, niż konsola, jednak zdecydował się przerwać.

– Wolnego… na takie rzeczy sobie pozwalam tylko, kiedy zapłacę. Nie jestem do zabawy. Właśnie, nawet nie wiesz, kim jestem.

– Przystojnym cudzoziemcem, którego nigdy więcej nie zobaczę? – Gri wciąż była do niego przytulona. Biust był miło miękki. I chociaż powiedział sobie, że jest jego wzrostu, to była trochę wyższa. Ale kto by tam liczył, jest ciepło w klatę!

– …a może cudzoziemcem, którego poznasz i odwiedzisz w Podmorskim Królestwie? Masz statek, więc to dla ciebie nic trudnego. Widzisz, wiem, że masz statek! Słuchałem.

– Słuchałeś wszystkiego, nawet raportu ministra skarbu państwa – zaśmiała się serdecznie i wycofała. – Wiesz więc, że jestem kobietą na statku, kapitanem. Wysoko urodzoną, bogatą, silną, niebrzydką. Tak się składa, że nie jestem przyzwyczajona do odmowy.

I powiedziała to wszystko bez pretensji ani kompleksów, do czego sam nie był zdolny, a to już robiło wrażenie.

– Jeszcze nie odmawiam, tylko negocjuję warunki.

To też mogło być ciekawe. Prawie do czegoś dojdzie, a może nie? Może za chwilę? Albo nigdy. Walkiria rozpięła zdobioną futrem tunikę i zrzuciła na bok, odkrywając prostą sukienkę nad kolana, po czym przysiadła niewinnie na koniuszku łóżka.

Silla chciał pociągnąć jej grę. Zrzucił sweter i dołączył do niej. Niestety, kontakt ze sztywną nową pościelą przypomniał mu, dlaczego nie powinien tego robić. Wyszła mu gęsia skórka.

– Draństwo, czemu tu wszędzie tak zimno?

– Jesteś pewien, że nie służysz do zabawy? Bo ja się dobrze bawię.

– Moja pierwotną funkcją jest bycie wrednym. Reszta to wynik przypadku – Silla sięgnął po sweter z podłogi i narzucił sobie na plecy. Zrobiło się odrobinę lepiej. – Urodziłem się w zimnych górach, ale rodzice przenieśli się do Brazylii, a potem zamieszkałem w Grecji, trudno się teraz znowu przestawić. Zwłaszcza od razu na Asgaard. Chyba, że nie jestem sam.

Tym razem on ją pocałował. Chwilę mu pozwoliła, ale potem mu się wymknęła.

– Obowiązują warunki, więc dobranoc, panie Silla – dygnęła, po czym zabrała swoją tunikę i chciała wyjść.

Zatrzymał ją jeszcze:

– To tylko patronka mojej zbroi. Mam na imię Ignazio Santiago. Io z Silla.

– Dobranoc, Io.