Chapter 13
Green westchnęła zrezygnowana. Nie udało się jej całkowicie załagodzić tego co się stało między jej przyjacielem, a jego dziewczyną. Nie potrafiła także przekonać White do tego, aby wróciła do sali i porozmawiała z Redem. Na spokojnie, bez szaleństw, bez obelg. Jak dwójka dorosłych ludzi …
Chociaż o czym ona myślała. Red dorosłym? Tak naprawdę to ten sam dzieciak co w momencie poznania. Opiekuńczy, odważny czy nie zadowalający się półśrodkami, ale nigdy nie patrzył na konsekwencje. Nie lubił gdy ktoś zaburzał jego koncepcje czy zmieniał plany. Zawsze miało być tak jak on chce i prawie było. Gdyby nie Gold, to pewnie dalej siedziałby na tej cholernej górze i czekał na „odpowiedniego rywala". Pewnie do końca swojego życia, bo przecież nikt nie mógł go pokonać w uczciwej walce. Nawet Hibiki wygrał przez farta, ponieważ burza piaskowa, którą wywołał jego Tyranitar powaliła ledwo żywego Pikachu. A mysz była blisko pokonania ziemno mrocznego Pokemona.
White zaś była żeńską wersją Satoshiego. Ponoć uparta, nie dająca się sobie w kaszę dmuchać, opryskliwa, ustawiająca wszystkich po kątach. Zarazem dbała o tych, których kochała i nie chciała aby coś im się złego stało. Pewnie przez to pokłóciła się Redem o Blacka. Nie chciała stanąć po żadnej stronie.
Jednak miała więcej rozumu niż Red i dała sobie wyjaśnić, że tak naprawdę to Korrina zemdlała, a Satoshi tylko ją złapał. Jednak Green w rozmowie z White zrozumiała, że to była reakcja nie na sytuacje z liderką, tylko na wydarzenie między tą dwójką. To co dziewczyna usłyszała z ust przybyszki z Unova potwierdziło tylko jedno – Red nie potrafi się przyznać do błędu i nie umie zabrać na siebie ciężaru swoich win. Bo gdyby było inaczej, to zadzwoniłby albo chociaż dał inny znak, że mu zależy na White'a. A tak prócz ratunku z rąk N'a w Zhery, to nic nie zrobił w tym kierunku. Green wiedziała, że jak tylko wróci do Sali to zrobi Satoshiemu awanturę o jakiej ten nigdy nie śnił. Jednak chociaż istniała szansa, że ta dwójka może naprawić swoje relacje, ale potrzeba było na to czasu i chęci obu stron.
-Co ja z nim mam – mruknęła Green, kierując się ku sali. Musiała pogadać ze swoimi przyjacielem, który pewnie teraz próbował ocucić lub już przesłuchiwał Korrine – Gold, Blue, Silver czy Soul się zmienili, a on dalej jest taki sam. Dziwne, że jeszcze nik … - przerwała ponieważ potężna eksplozja przerwała cisze w okolicy. Dziewczyna skierowała się głowę w kierunku źródła dźwięku – O nie … - pomyślała, po czym rzuciła się w kierunku Sali. Im bliżej była, tym wyraźniejszy stawał się dym wydobywający się budynku – Co on znów zrobił! - krzyknęła, gdy dziury w dachu sali wyskoczyły dwa przerośnięte wilki – Luciario … ale w innej formie … Mega Lucario? - przypomniała sobie o Key Stone'u na rękawice liderki – Czyżby próbowała … - nie skończyła, ponieważ jeden z wilków odpalił niebieską kulą w drugiego, a ten odskoczył. Pocisk pognał wprost w kierunku Green, która odskoczyła, padając na ziemie i przykrywając głowę rękami. Huk uderzenia Sfery Aury w jeden z pomników ogłuszył na kilka chwil dziewczynę, obserwując to co się działo. Dwa wilki walczyły na śmierć i życie, tyle że jeden był bardziej agresywny. Bardziej zwierzęcy. Bardziej dziki niż jego pobratymiec. Oraz dużo dużo silniejszy i wytrenowany.
-Lucario Reda … ale kiedy on Mega Ewoluował? - zapytała sama siebie.
-Green! - krzyk wyrwał ją z rozważań, po czym ktoś mocno szarpnął przybyszkę z Kanto do góry. Dziewczyna podniosła wzrok i spostrzegła White'a – Jesteś cała?
-Tak, ale … - kolejna, tym razem zielona kula wystrzeliła w ich kierunku. Przybyszka z Kanto pociągła swoją "koleżanką" ku dołowi i obie upadły, robiąc unik przed Smoczym Pulsem – To jest jakiś koszmar! Nawet podczas walki z Team Rocket nie było tak źle!
-Co to za Pokemony?! - krzyknęła White, próbując wybrać jakiś Pokeball ze swojej kieszeni – Nie wiem czego użyć!
-To Luciaro, ale w Mega formie! - odparła Green. Przybyszka z Unova spojrzała pytająco na koleżankę – Za dużo tłumaczenia! Chodź, musimy dorwać Reda!
-Czemu jego?!
-Bo ten, który chce nas zabić to jego Lucario! - odpowiedziała. White spojrzała na wilka, który bestialsko znęcał się na oponentem. Nie wierzyła, że tam jest ten pieszczoch oraz obrońca wszystkich, który unikał niepotrzebnych walk – Chodź! - teraz to Green szarpnęła koleżankę i obie wbiegły do sali – Lance się pewnie wkurwi – pomyślała, gdy zobaczyła w dziurę w dachu. Nie potrafiła powstrzymać śmiechu.
-Co cię bawi? - zapytała White, która była na swój sposób przerażona – Tam walczy zmutowany Lucario mojego chłopaka, a ty się śmiejesz z dziury w suficie.
-Nie, po prostu mi się przypomniało o aferach z dachami w Viridian City …
-Carnowski? - White zadała pytanie. Green pokiwała głową – Jeśli to był starszy i jest tak samo głupi jak młody, to ci się nie dziwie – zaśmiała się, ale natychmiast przerwała, gdy coś uderzyło o ścianę budynku – Chodź – rozkazała, po czym pobiegły w głąb budynku. Pierwsza wleciała White'a – Red! - krzyknęła i natychmiast podbiegła do swojego chłopaka. Green była trochę dalej, przez co mogła zobaczyć co się działo. Satoshi i jakiś dziadek leżeli po obu stronach sali, zaś przy nich klęczały dziewczyny – odpowiednie White i Korrina.
-Co się tutaj stało? - zapytał szatynka, podchodząc do liderki. Ta zignorowała pytanie – Pytam się o coś!
-Nie mam czasu! - krzyknęła – Nie widzisz, że mój dziadek jest nieprzytomny?!
-Dziadek? - Green była coraz bardziej zmieszana. Już nie ogarniała co się działo – Słodki Arceusie, co tutaj jest grane? Jak to twój dzi …. - przerwała ponieważ dach nad nimi implodował. Wszyscy padli na ziemie, zaś odłamki zaczęły spadać z sufitu – Niech to szlak! - krzyknęła dziewczyna, widząc jak tuż przed nią upada Lucario, zaś na dachu stał drugi wilk w Mega formie – Luciaro! Co ci odbiło! To ja! Green! - wilk ryknął przeraźliwie i szykował się do ataku … na Reda i White'a – Nie! Nie rób tego! - krzyczała, ale Mega Luciaro nie słuchał się. Skoczył wysoko, ale coś go porwało. To coś było pomarańczowym smokiem.
-Czemu to zawsze ja ratuje wam tyłki? - usłyszeli nad sobą. Green spojrzał na dach, a tam stał … Blue – No czemu Green?
-Blue nie wiesz jak się ciesze, że cie widzę – rzekła White'a, widząc jak młody Oak wyciąga Pokeball. Dziewczyna natychmiast próbowała wrócić do ocucenia Satoshiego – No wstawaj! Red musisz się obudzić …
-zostaw go … nie … zostawicie go potwory … - mamrotał mistrz świata – nie pozwolę wam …
-Sheila, możesz już wejść! - krzyknął Oak, zaś z głównych drzwi sali wybiegła Jenkins. Natychmiast podleciała do Reda i sprawdziła jego stan – Co z nim?
-Żyje – odparła była adminka Team Steam – Ale jest nieprzytomny – spojrzała na Green – Musimy się ewakuować. Pronto.
-Racja – rzekła szatynka, po czym wyjęła Pokeball – Gardevoir! - z kuli wydobył psychiczny stworek. - Tele … nie! Musimy zabrać Lucario!
-Pojebało cie? - zakpił Oak – Przecież to..
-To Lucario Reda – przerwała mu White'a – Tylko ześwirował przez Mega Ewolucje …. wyjaśnimy gdy … - przerwała ponieważ Satoshi otworzył oczy - Jak się czujesz? - zapytała mistrza świata, ale ten nie był świadom tego co się dzieje. Dziewczyna przyglądnęła się spojówką chłopaka i zamarła z przerażenia.
-Blue zrób to – rzekła Sheila. Mistrz Kanto przewrócił oczami, ale się zgodził – Dobry chłopiec. Green zabierz nas z stąd …
-Tower Of Mystery – rzekła Korrina. Pozostałe popatrzyła na liderkę – Tam wam wszystko wyjaśnię. Szybko ...
-Nie – rzekł ledwo kontaktujący Satoshi – Muszę mu pomóc. On cierpi … katusze … ból nie do opisania –znów stracił przytomność. Szatynka spojrzała na Gardevoir i dała jej sygnał do użycia Teleportacji. Sekundę później wszyscy znikli w obłoku, pozostawiając tylko walczącego Blue.
-A co mnie podkusiło, aby śledzić Reda ...
Phil stał w kolejce przed głównym wejściem na Stadion Ognia – ostatni z czwórki – który już niedługo miał się okazać sceną ostatniej walki w Grupie A. Carnowski kontra Ketchum. Wymiar Alpha kontra Wymiar Friendzone. Zwycięzca miał wyjść z drugiego miejsca do fazy Play Offów Bursztynowej Konferencji, co już na początku stawiało go gorsze sytuacji.
Póki co z dywizji Carnowskiego awans zapewniło sobie tylko kilku zawodników. Badwool, ale to nie było zaskoczenie dla nikogo.
Connor, który kilkanaście minut wcześniej pokonał jakiegoś chłopaka.
Claire, która zgarnęła póki co komplet zwycięstw, co bardzo zdziwiło Phila oraz resztę ekipy.
Ricardo del Szoten, Hoennowski spadkobierca wielkiej fortuny, dla którego ten turniej był zabawą.
Czterech na szesnastu to i tak był dobry wynik, szczególnie że dwie ostatnie grupy walczą dopiero w poniedziałek, zaś teraz trwały walki grupy E i F.
Jak na ironie, rywala Phila z walki na śmierć, życie oraz awans stał tuż obok niego i z nudów westchnął po raz kolejny. To nie było nic dziwnego, ponieważ sam Navy dostawał już szału, ale musiał grzecznie czekać. W końcu to oni obiecali czekać w kolejce na wejście, po czym zadzwonić po „obstawę", która chodziła po pobliskich straganach.
-Możesz mi przypomnieć czemu się to wpakowaliśmy? - mruknął Phil do Asha w momencie przesunięcia się o jeden miejsce w kolejce – No czemu …
-Mnie się nie pytaj – odpowiedział Ketchum, po czym westchnął – Niech to Bisharp kopnie … no co? - zapytał widząc pytające spojrzenie towarzysza niedoli.
-Lamerskie. Normalnie jakbym słyszał Rusty'ego z Dorkly Video – odparł Carnowski. Teraz przybysz z innego wymiaru był zaintrygowany – A to taka kreskówka z mojego dzieciństwa. W skrócie to przygody najgorszego i najpodlejszego trenera na świecie przesiąknięte humorem. Nazywanie Kakuny Pikachu czy łapanie stada Bidoffów do jednego Pokeballa. No i tak najlepszy był Pikachu aka Bedrill. Psychopata, po czym szef Teamu Rocket … po tym finale sezonu drugiego kreskówkę zawiesili. Ponoć były protesty związku Pro Pokemonówych. Wiesz, eko terroryści i tak dalej.
-Ten wymiar jest coraz dziwniejszy – podsumował Ash – Na serio, czuje się tutaj jak obcy z kosmosu. Jak Deoxys – westchnął – Brakuje mi moich przyjaciół z tamtego wymiaru. Brocka, Misty, Dawn, May, Maxa. Tracey'ego, nawet tego dupka Gary'ego – Phil poklepał kolegę po ramieniu.
-Wiem co czujesz, ale póki co nie pomogę ci. Tylko Dialga może cie przenieść, a nikt nie wie gdzie Orb. Nawet Cynthia, co już jest dziwne. Może jak w końcu znajdę Manuskrypt Czasu i Przestrzeni.
-Manuskryptu Czasu i Przestrzeni? Co to jest?
-Jakby to wyjaśnić – przesunęli się o kolejne miejsce – W Zhery są tabliczki opowiadając o powstaniu świata. Mój ojciec odczytał pierwszą oraz trzecią, a ja kilkanaście lat później drugą. Dzięki temu poznaliśmy położenie Świątyni Alpha i sposobu na przywołaniu Arceusa do naszego wymiaru w postaci materialnej. Wiem że ciotka pracuje nad odkryciem czemu akurat te miejsca, gdzie Team Steam przywołał Legendy, są takie ważne do tego rytuału, ale marnie to idzie. Zarazem w przeszukiwaniu magazynu TS odkryli tony nieznanych albo zagubionych tabliczek, manuskryptów oraz ksiąg. To było dla mnie jak sklep z cukierkami, ale i tylko dostałem cześć materiałów. To mi pozwoliło znaleźć informacje o Manuskryptu Czasu i Przestrzeni, który opisuje powstanie trzech Orbów oraz utworzenie wszystkich wymiarów bla bla bla. Chodzi o to, że tam znajduje się położenie wejścia do Świątyni Czasu i Przestrzeni ora …
-Skończ – przerwał mu Ash, po czym wyjął komórkę – Im bardziej opowiadasz, tym bardziej mnie nakręcasz, abym tego poszukał i wrócił do domu. Teraz chce się skupić tym co mam …
-i Serenie – zakpił Phil, zaś Ketchum prychnął, przykładając urządzanie do ucha - Poszliście w końcu na randkę?
-Spadaj – warknął i już miał dorzucić jakaś obelgę, gdy usłyszał krzyk ze słuchawki – Nie! To nie do ciebie … Phil mnie wkurza … Serena naprawdę to nie było do ciebie! … Słuchaj. Zabierz Aliyah i przychodźcie … zaraz będzie nasza kolej! … dobrze, przepraszam … nie będę podnosił głosu … pośpieszcie się. Do zobaczenia – dodał, a następnie się rozłączył. Spojrzał na Phila, który umierał, że śmiechu – Co znów?
-Już cie podporządkowała? - kpił. Ash był zaskoczony – Przepraszam. Już nie będę podnosił głosu … matko. Ash zachowałeś się jak pantofel – ironizował. Ketchum spalił buraka i zacisnął pięści – Gdyby tutaj Lure tylko był …
Tymczasem w innej części stadionu
Serena odłożyła telefon do torebki, po czym wróciła do przymierzenia kapeluszy, tak jakby nigdy nic się nie stało. Ali spojrzała pytająco na przyjaciółkę, która uśmiechnęła się złowieszczo.
-Wściekają się? – zapytała Jade do swojej nowej koleżanki, a ta kiwnęła głową – Typowe dla Phila.
-Oj tam – odparła Serena, odkładając jedno z nakryć głowy – Ale miałaś racje co do Asha. Temu zrobiłam sobie postanowienie.
-Jakie? - Aliyah zadała kolejne pytanie, ale już się domyślała o co chodzi koleżance.
-Do końca turnieju będzie mój -odpowiedziała - albo nikogo. Jesteś ze mną?
-Jasne siostra – obie przybiły sobie piątki – Aż szkoda, że Navy jest marionetką i robi wszystko tak jak planowałam. Pewnie teraz robi sobie jaja z Asha, a ten wkurza się …
-.. i znów zastanawia się nad tym co powiedział Navy – dodała – Jesteśmy złe.
-Aż do szpiku kości – dokończyła Aliyah, po czym zagwizdała. Rai podniósł leniwie głowę, zaś Pikachu siedzący obok niego uderzył się w łapką o czoło.
-Co jest? - zapytał szczur Phila – Nie mów, że znów kogoś obgadywały …
-Nie – odpowiedział Pikachu – One chcą zeswatać Asha i Serena przed końcem turnieju! - krzyknął, po czym znów walnął się łapką o czoło – Za co ...
-Luzuj – Rai przeciągnął się, a następnie poklepał kolega po plecach – Na każdego przychodzi pora. Mojego też dorwała ta tutaj – pokazał na Ali – I jest dobrze. W końcu ktoś mnie rozpieszcza, bo z Philem to tylko ciągle walki i walki. Nie było żadnego drapania za uchem, dobrego żarcia i tak dalej, a teraz? Jakby wygrał szóstkę. Mówię ci stary, jak oni będą razy to będzie miał raj na ziemi – zeskoczył z krzesła, po czym wdrapał się na bark Aliyah. Pikachu westchnął i niechętnie podreptał za dziewczynami.
-Raj na ziemi … jasne.
Pod kasami
-No i gdzie one są – mruknął Phil, widząc że lada moment przyjdzie ich kolej. Dziewczyny nadal nie było, podobnie jak dwóch elektrycznych myszy, a walka miała się zacząć za kilka minut, a trzeba było jeszcze wejść na trybuny, zająć miejsce i iść po popcorn wraz z colą dla dziewczyn. Na pewno dla Ali, która uwielbiała takie jedzenie, ale nie wiadomo było jak z Serene. To był jej pierwszy pojedynek w roli widza kogoś innego a nie Asha na AC, więc Phil nie wiedział jak się zachowa. Czy pójdzie w stylu Ali czy sobie odpuści.
-Kobiety – burknął Carnowski – Trzeba było zadzwonić wcześniej. Wtedy pewnie by się wyrobiły.
-Przecież się wyrobiliśmy – rzekła Aliyah stając tuż obok swojego chłopaka. Navy prychnął, zaś Rai przeskoczył na bark trenera – A nie?
-Prawda – powiedziała Serena, która znajdowała się za plecami Phila – Weź uśmiechnij się. Zaraz sobie obejrzysz walkę swojego kumpla … Lure'a, tak?
-Crimson to drugi najlepszy trener z Yellow Town – poinformował zebranych łysy – Pierwszym jestem ja – dodał. Aliyah przewróciła oczami, Serana zachichotała, zaś Ash postukał się czoło – Ty wiesz - pokazał na swoją dziewczynę - ty się dowiesz - palce przeniósł na Serene - a tobie skopie tyłek we wtorek – ostatecznie wskazał na rywala - A teraz obejrzymy jak mój kumpel wygrywa - cała czwórka podeszła do bramki. Phil podał bilety swoje i Ali. Kontroler szybko sprawdził, po czym wpuścił parę do środka. Kilka chwil później dołączył do nich Ash oraz Serena, który mieli jakieś problem przy bramce – Co się stało?
-Ciągle zapominam, że nie mamy już ulgowych biletów - odparł Ketchum, zaś Pikachu uderzył się w czoło - Skutki przeniesienia.
-Zdarza się - Navy wzruszył ramionami - No to na trybuny …
-Popcorn? - dziewczyny zapytała niemal równocześnie. Carnowski westchnął, po czym pociągnął Ash w kierunku stanowiska z jedzeniem
-Chodź, zajmiemy miejsca – powiedziała Aliyah, a następnie skierowały się ku trybunie. Nie wiedziały, że podążał za nimi brunet o lekko ciemniej karnacji. Jego zielony oczy dokładnie śledziły dwie niewiasty oraz jednego Pikachu na ramieniu blondynki. Dziewczyny usiadły na swoich miejscach tuż przy barierkach, zaś usiadł jegomość kilka miejsc wyżej. Wyjął z kieszeni kurtki jakaś gazetę i oczekiwał na rozpoczęcie walki.
-Spóźniłam się? - zapytała siadająca koło niego czerwona włosa kobieta. Chłopak prychnął, po czym wrócił do lektury – Dalej jesteś zły za tego psikusa?
-Psikusa? Kobieto mało przez ciebie nie wpadłem – mruknął – Amanda mieliśmy umowę, tak?
-Umowę James, a ty się z niej nie wywiązujesz – odpowiedziała niewiasta – Miałeś mi namierzyć Monfeo …
-O nie Mars, to twój kontakt wspomniał o Teamie Steam jako potencjalnych zespole. Ja robię to co miałem robić – odparł spokojnie, zaś na Phil oraz Ash pojawili się z wielkimi paczkami popcornu – Jest.
-Który? Ten brunet jest nawet uroczy – powiedziała Mars, obserwując kątem oka swojego partnera. Te słowa poruszyły Jamesa, co było dla niego czymś dziwnym – Myślisz, że …
-Łysy jest celem. Jego chce zajebać Persie – przerwał Clarkson – Nie znam szczegółów, ale chyba mocno podpadł temu debilowi. Szkoda chłopaka …
-Chwila, chcesz go dostarczyć Persiemu? - zapytała była członkini Teamu Galactic. James pokiwał głową na tak – Nie zgadzam się. Miało się obyć bez nie potrzebnych ofiar … sam to mówiłeś. To był jeden z warunków naszej umowy …
-Wiem, ale póki co nie mam pomysłu jak to załatwić. Muszę wymyślić pułapkę na niego i zrobić tak aby wpadł, ale miał szanse na ucieczkę – westchnął – Chociaż ten drugi też podpadł. Uratował Łysego ostatnim razem - zaś na arenę weszli zawodnicy – Pomyślmy później, teraz zaczyna się walka.
-Możesz mi przypomnieć czemu akurat tutaj się spotykamy? - Mars zadała kolejne pytanie – Przecież to najbardziej pilnowane miejsce w całym mieście. Jeśli ktoś nas złapie, to …
-... nie tutaj. Na stadionie jest prawie dwa tysiące widzów, a oboje wyglądamy inaczej niż na listach gończych. Oni także nie zaryzykują przedstawienia na oczach całego świata – gazetą pokazał na zamontowane kamery telewizyjne – Najciemniej jest pod latarnią, tak mówi stare Johtowskie przysłowie. Druga sprawa to chłopak i jego kumpel. Muszę go poobserwować, aby wpaść na jakiś pomysł. Niech Persie widzi, że pracuje. A po trzecie, to chciałem zobaczyć czym żyje te całe Zhery, bo nie potrafię tego zrozumieć. Silver Conffernce nie jest aż takim świętem, a tutaj prawie każdy gada o tym turnieju. Nawet w bazie rozmawiają o nim ...
-Walka dwa na dwa – rzekł sędzia, stojący na pośrodku linii bocznej – Zmiana Pokemona tylko zakończeniu rundy. Zwycięstwo przez nokaut, podanie się oraz wyliczaniu po uśpieniu lub zamrożeniu. Zawodnicy proszę o zajęcie miejsc – Lure oraz Gekko zrobili krok naprzód, zajmując miejsce na polu bitwy. W ich rękach pojawiły się czerwono białe kule. Sędzia podniósł zieloną chorągiewkę mierząc w nią w Lure'a – Zielony narożnik gotów?
-Gotów do walki – odpowiedział Crimson, zaś oficjel wymierzył czerwoną chorągiewkę w kierunku Jasona.
-Czerwony narożnik gotów? - zapytał
-Zwarty i gotowy – odparł przybysz z Hoenn
-Wypuście Pokemony - zawodnicy rzucili Pokeball niemal równocześnie- Pierwsza runda. Emboar kontra Typhlosion. Walczcie! - opuścił obie chorągiewki w dół, zaczynając ostatnią walkę pierwszego tygodnia turnieju.
-Typhlosion, Słoneczny Dzień – a karku Pokemona buchnęły płomienie, zaś finalna ewolucja ognistego startera z Johto ryknęła jak najgłośniej umiała. Powoli zachodzące słońce rozbłysło ponownie na nieboskłonie.
-Wzmocnij się – powiedział spokojnie Jason, zaś przypominający świnie na dwóch łapach stwór, zabłysł na czerwono, prężąc przy tym muskuły – Cerdo, Wrzątek – dodał, zaś Emboar wypluł strumień gorącej wody wprost w rywala.
Przypominające przerośniętego borsuka Pokemon skontrował cios Miotaczem Ognia, który z połączeniu wodą, zmienił się w parę wodną, zasłaniając widok Typholosionowi. Wykorzystał to Cerdo, wyskakując ze ściany pary wodnej wprost na przeciwnika. Jego łapa świeciła na biało i leciał ku rywalowi, który odskoczył do góry. Uderzenie nie doszło celu, który ostatecznie trafił w ziemie, robiąc mały wstrząs. Wszyscy na stadionie to odczuli.
Typholsion chcąc wykorzystać swoją przewagę jaką wypracował w momencie skoku do góry, zapikował ku rywalowi. Miała to być kontra, lecz Pokemon z Unova był szybszy. Jego pieść zabłysła na biało, po czym z uderzyła w głowę ognistego borsuka. Ten upadł na ziemie, a Emboar nie odpuścił. Podbiegł do rywala, aby wyprowadzić serie uderzeń po całym ciele oponenta. Typholsion zaś zwinął się kule, chcąc w taki sposób uchronić się. Cedro wymierzył dwa ciosy, ale zauważył, że nic to nie daje, więc złapał za zwiniętego rywala i używając swojej potężnej siły, podniósł do góry. Rozglądnął się po stadionie, po czym cisnął kule wprost jedną ze ścian. Jednak przed uderzeniem, ognisty borsuk rozwinął się, aby tylnymi łapami odbić się od przeszkody. Nadany przez to pęd pozwolił Typholosionowi na kontrę. Leciał jak pocisk ku Emboarowi, a ten wypluł strumień ognia wprost borsuka. Pokemon zniknął w odmętach płomieni, aby w końcu wynurzyć się z nich i z całym impetem uderzyć w Cedro. Świnia upadła na plecy, zaś podopieczny Lure'a, prócz skutków rykoszetu Ryzykowny Atak, nie miał większych obrażeń po Miotaczu Płomieni.
Obaj komentatorzy byli na swój sposób zaintrygowani. Jeden tym co się stało na arenie, a drugi tym, że ktoś wrzucił jakąś przeróbkę zdjęcia na jego fanpage.
-John pokaż się swoją ogromną wiedzą i powiedz co się właściwie teraz stało – rzekł Nick Diamond do swojego kolegi komentatora. Widzowie nie mogli tego zobaczyć, ale Gomez podrapał się po głowie i szybko spojrzał na zebrany materiał. Kilka sekund, przez które gadał Nick, zajęło mu znalezienie odpowiedzi na pytanie.
-A to ciekawe – rzekł Gomez, pokazując coś Nickowi – Najwyraźniej mamy pierwszy przypadek startera naszego regionu, który posiada ukrytą zdolność! Nie bywałe, szczególnie że takie Pokemony to rzadkość. Typhlosion posiada zdolność Błysk Ognia.
-Jeśli dobrze pamiętam, to ta zdolność powoduje, że posiadacz jest niewrażliwy na ogniste ciosy – rzekł Diamond ku zaskoczeniu Johna. Ten popatrzył się na kolegę – Biorę korepetycje u pewnej Johtowanki. Jeśli wiesz o czym mówię ...
-Nick nie na antenie – zakpił Gomez – Ale masz rację ..
-Że biorę korepetycje?
-Nie. Masz racje, że Pokemon z Flash Fire jest niewrażliwy na ogniste ciosy – odparł „profesor walk" jak nazwał go kiedyś Nick – Ale i także zwiększa siłę ognistych ciosów! Emboar jest w poważnych tarapatach!
Typhlosion ryknął widząc jak rywal wstaje z ziemi i otrzepuje się nonszalancko z kurzu. Borsuk wypluł w kierunku rywala jasno niebieską kulę powodując, że ten odskoczył do tyłu chcą zrobić unik przed ciosem. Cedro szybko spostrzegł swoje szanse, szczególnie, że był wolniejszy od rywala oraz ten był niewrażliwy na ogniste ciosy. Bezpośredni atak był z góry skazany na porażkę, gdyż Typhlosion mógł go szybciej wykończyć. Zostało tylko zastosować ryzykowną taktykę, ale mogą dać mu upragnione zwycięstwo w tej rundzie.
Walczący starter zwinął się w kulę i pognał ku przeciwnikowi, nabierając coraz to większej prędkości. Borsuk wpierw odskoczył w prawo, później lewo, po czym użył Miotacza Ognia, chcąc zatrzymać oponenta. Udawało się zbić prędkość Emboara, ale i tak powoli przesuwał się do przodu. Typholsion zaś cofał się krok po kroku, cały czas plując ogniem. Na trybunach zaś rozbrzmiały doping dla obu zawodników. Let's go Cedro mieszało się Finish Him Typhlosion.
-Możemy tak cały dzień, wiesz o tym? – Lure bardziej stwierdził niż zapytał – No i chyba na to się zapowiada, a tłum zaraz straci zainteresowanie.
-Zdarza się – odparł Gekko, po czym się zaśmiał – I tak to wygram, więc daj sobie spokój.
-Chciałbyś – zakpił trener z Yellow Town – To że pokonałeś Battle Braina nie znaczy, że tak łatwo ci ze mną pójdzie. Pora zrobić to co prosi publika – Jason wyciągnął dłoń w geście „dajesz".
-Pokaż na co się stać, ale się tylko nie rozczaruj – powiedział pewny swego. Lure'a wiedział, że pakował się w pułapkę, ale musiał coś zrobić.
-Dobra – rzekł – Tyhplosion … Finish him! - rozkazał – Skupiony Wybuch! - dodał. Gekon kiwnął głową i przyglądnął się polu bitwy.
Potężną jasno niebieska pognała ku Cedro. Uderzenie pocisku przerwało toczenie się ognistego stwora, który skoczył ku górze. Borsuk przybrał postawę obroną, zaś płomień na grzbiecie buchnął najpotężniej dzisiejszego dnia. Słońce jeszcze mocno świeciło, ale z każdą sekundą traciło na intensywności.
-Trzęsienie ziemi … uderz w miejsce gdzie stoi Typhlosion! - krzyknął Gekko. Lure był świadom tego, że ten cios będzie ostateczny i nic już nie uchroni jego Pokemona.
-Erupcja! - Crimson wydał polecenie w desperacji
-Co?! - wykrzyczał brunet, ale było już za późno. Z karku borsuka buchnęły przeogromne płomienie, które leciały ku Cedro. Ten postanowił nie opuścić i wywołać ruchy ziemi. Ogień otoczył Emboara, zmieniając go w ognisty pocisk. Za nim ktokolwiek coś powiedział, stadion znów zatrzęsło, tyle że tym razem dużo mocniej. Miejsce gdzie stał Typhlosion i uderzył Cedro otoczyła piaskowa zasłona ograniczając widok dla wszystkich zebranych.
Phil zerwał się z miejsca i podbiegł do barierki. Próbował dostrzec co się dokładnie stało, ale w głębi serca … był zazdrosny. Typhlosion nie dość, że miał ukrytą zdolność, to jeszcze jego siła przewyższała Toada. Lure w Lauren odrobił zadanie i stał się dużo bardziej potężniejszy. Być może w tym momencie Navy stracił pozycje najlepszego młodego trenera w Yellow Town na rzecz swojego kumpla, bo ich bezpośrednia walka mogłaby obrać nieoczekiwany kierunek.
Pierwszą osobą, która zobaczyła był sędzia. Nie czekał, tylko podniósł flagę, a stadion umilkł na chwilę, podobnie jak komentatorzy. Jason spojrzał na Lure'a, a ten na Gekko i było widać, że oboje byli skonsternowani tym co widzieli. Chyba żaden nie spodziewał się takiego wyniku tej sytuacji. W końcu oficjel podał wynik pierwszej rundy.
-Oba Pokemony się niezdolne do walki!
Wszystkie eventy, postacie oraz miejsca występujące w powyższym tekście są oparte na podstawie hacka "Light Platinium" autorstwa WesleyFG.
Nie mam żadnych praw do marki Pokemon.
