Between the devil and the deep blue sea – wersja polska


Disclaimer: Nie posiadam praw autorskich do prac, które zainspirowały to opowiadanie. Bohaterowie, etc. należą do L.J. Smith i do Producentów serialu "Vampire Diaries" - "Pamiętniki Wampirów"
Jestem jedynie autorką swoich własnych, oryginalnych bohaterów.


Soundtrack rozdziału:

Taylor Swift – Red, Fearless, Love Story, You Belong With Me, Stay Stay Stay, Starlight, Mine, Sparks Fly, Speak Now, Crazier

Adele – One and Only, Make You Feel My Love, Set Fire To the Rain

Alicia Keys – Girl on Fire, If I Ain't Got You

Ashton Lane – One Kiss Later

Avril Lavigne – Hot

The Calling/Charlene Soraia – Wherever You Will Go

Carrie Underwood – Good Girl, The More Boys I Meet, Twisted, Quitter, We're Young and Beautiful

Christina Perri ft. Steve Kazee – A Thousand Years

Colbie Caillat – All Of You, What If, You Got Me

The Coors/Frankie Valli/Diana Ross ft. The Supremes – Can't Take My Eyes Off You

Darren Criss ft. Charlene Kaye – Dress and Tie

Demi Lovato – Trainwreck

Dirty Dancing 1&2 – (I've Had) The Time of my Life, Do You Only Wanna Dance

Doris Day – Perhaps, Perhaps, Perhaps

Ed Sheeran – Give Me Love, Kiss Me, This

Glee Cast –Say, A Thousand Years, Anything Could Happen, Blow Me (One Last Kiss), Girl On Fire, How Deep Is Your Love, I Just Can't Stop Loving You, Locked Out of Heaven, Never Say Never, Let Me Love You, I Only Have Eyes For You, Something Stupid, Unchained Melody, You're All I Need To Get By, Saving All My Love for You, It's Time, The Only Exception

Halestorm – Here's To Us

Jamie Foxx (Soundtrack Rio) – Fly Love

Jenifer Hudson – All Dressed in Love

Keith Urban – Somebody Like You

Kelly Clarkson – Dark Side

Lady Antebellum – I Run To You, Our Kind of Love, We Owned the Night

Leighton Meester – Words I Couldn't Say

Michael Bublé – Crazy Love, Everything, Save the Las Dance for Me, For Once in My Life, Sway, The Way You Look Tonight, Something Stupid, Come Dance With Me, I Won't Dance, Quando, Quando, Quando

Norah jones – Those Sweet Words

David Guetta/The Piano Guys/Glee Cast – Without You

Paramore – The Only Exception

Pink – Just Give Me A Reason, Who Knew

Rascal Flatts – Nothing Like This

Rihanna – Only Girl (In the World)

Robbie Williams – She's the One, Something Stupid

Robyn – Dancing on My Own

Sara Bareilles – Love Song, Gravity, Uncharted, Hold My Heart, Between the Lines

Shontelle & Akon – Stuck with Each Other

Sum 41 – With Me

Take The Lead Soundtrack – Asi se baila el tango


Rozdział 45

Jakiś czas później zeszłam na dół, już gotowa do wyjścia. Jeszcze tylko obejrzałam się w dużym lustrze w swojej sypialnio-garderobie i uznałam, że dam radę stawić czoła nie tylko całej rodzinie Pierwotnych (wykluczając z tego Rebekah i Elijah, o których wiedziałam, że mogę na nich liczyć), ale też wielce szanownej pannie Gilbert i jej wszelkim próbom odebrania mi faceta. Jeśli natomiast Klaus znowu próbowałby mi zrobić krzywdę, to chyba zaczęłabym od wydrapania mu oczu. O tak, moja krwistoczerwona suknia od razu wprowadzała mnie w bojowy nastrój. Tego było mi trzeba.

Włosy spięłam w gładki, elegancki kok, który z jednej strony był wygodny, a z drugiej, w razie potrzeby, mógł zostać błyskawicznie naprawiony (to znaczy, gdyby zaszła potrzeba skopania komuś tyłka).

Zeszłam do salonu, a tam czekał już odwrócony do mnie plecami Damon. Ślinotoku dostałam już w momencie, kiedy obserwowałam, jak jego sylwetka prezentuje się we fraku z tej strony. Gdy usłyszał moje kroki, zaraz stanął twarzą do mnie i wtedy to już zupełnie ślinka mi zaczęła cieknąć, kiedy uświadomiłam sobie, jakie z niego ciacho.

Oczywiście, najbardziej podobało mi się jego rozmarzone spojrzenie, którym obejmował mnie całą.

- No... I co myślisz? - spytałam, przygryzając dolną wargę, instynktownie bawiąc się trochę szyfonowo-jedwabnym dołem sukienki i przewracając w dłoniach złotą kopertówkę.

Kolana ugięły się lekko pode mną na widok uśmiechu, który pojawił się na jego twarzy, kiedy bardzo powoli do mnie podszedł.

- Czegoś w niej brakuje... - Już miałam oburzona coś powiedzieć, kiedy wyciągnął przed siebie płaskie etui na biżuterię z wiele mówiącym, złotym napisem „Cartier" na wierzchu. Otworzyłam usta, ale zabrakło mi słów. - Miałem poczekać z tym do twoich urodzin, ale to dopiero za dwa miesiące, a bardziej przyda ci się to dzisiaj...

W pudełku znalazłam przepiękny, długi złoty naszyjnik zdobiony gdzieniegdzie perłami. Do kompletu była para kolczyków. Damon dał mi znak, żebym stanęła przed lustrem w holu i zaraz pomógł mi z naszyjnikiem, kiedy ja zakładałam kolczyki. Jak tak patrzyłam na nas dwoje w lustrze, to poczułam się tak, jakbym znalazła swoje miejsce na ziemi. Mogłabym tak zostać na zawsze. Zaraz odwróciłam się do Salvatore'a, podziękowałam mu szeptem i pocałowałam go, wkładając w to całą gamę uczuć, jakie we mnie wywoływał.

Pocałunek szybko stał się bardziej namiętny i zaczęliśmy zdejmować z siebie kolejne ubrania. To jest, ja zaczęłam zdejmować je z niego, ponieważ sama miałam na sobie ledwie suknię, bieliznę i szpilki. W pewnym momencie jednak zdałam sobie z czegoś sprawę. Zaraz odsunęłam się od Damona i rzuciłam mu oskarżycielskie spojrzenie.

- Próbujesz odwrócić moją uwagę, żebyśmy nie poszli jednak na ten bal!

Nawet nie starał się zaprzeczyć, tylko uśmiechnął się od ucha do ucha.

- A udaje mi się?

Przy okazji czułam, jak rozsuwa boczny suwak mojej sukni i jak przesuwa dłonią po dolnej części moich pleców, wywołując przyjemne dreszcze na całym moim ciele. Zaraz odskoczyłam od niego i zaczęłam poprawiać swój makijaż i fryzurę.

- Udaje, nie udaje, i tak idziemy. Lepiej szybko doprowadź się do porządku, bo pojadę sama. Nie zamierzam zawieść Bekah tylko dlatego, że masz jakieś irracjonalne lęki.

W lustrze widziałam, jak przewraca oczami. Nigdy nie przypadła mu do gustu Pierwotna. Może dlatego, że ona też zdawała się mieć na niego trochę alergię.

Salvatore, na szczęście pogodził się ze swoją porażką i niedługo potem podjeżdżaliśmy już pod rezydencję Mikalesonów. Po raz pierwszy widziałam ją z zewnątrz i, muszę przyznać, była naprawdę... imponująca. Bardzo w stylu Pierwotnego Hybrydy. W sumie, to gdyby nie jej właściciel, to by mi się nawet spodobała. No i gdyby nie fakt, że nie wiadomo jak długo byłam więziona w lochach pod nią i torturowana przez wspomnianego właściciela.

Na to wspomnienie zadrżałam lekko, a właśnie w tym momencie Damon pomagał mi wysiąść z Camaro. Musiał to wyczuć, bo kiedy obrócił mnie tak, bym szła z nim pod ramię, szepnął mi prosto do ucha.

- Jeśli nie czujesz się na siłach, możemy natychmiast wracać do domu.

Spojrzałam na niego, jakby właśnie spadł z księżyca.

- Zwariowałeś? - syknęłam tak cicho, by tylko on mógł usłyszeć. - Powiedziałam, że dam radę i nie zamierzam się wycofywać, nie ma mowy!

Wiedziałam, że mój upór w tej sprawie doprowadza go do szału, ale się tym nie przejmowałam. Główne drzwi rezydencji otworzyły się przed nami i zanim weszliśmy do środka, chociaż nie musiałam, wzięłam głęboki oddech. No to gra się rozpoczyna!

xxx

Przez jakiś czas, co wprawiało mnie w nieustający stan irytacji, Salvatore nie opuszczał mego boku. Cóż, było to przydatne, kiedy zjawiła się w końcu panna Gilbert. Miałyśmy z Bekah rację. Większość mieszkanek Mystic Falls wybrała na ten wieczór suknie-bezy i Elena pod tym względem się nie wyróżniała. Jej kreacja mieniła się złotem i czernią i zdałam sobie sprawę, że dobrze, że nie wybrałam tamtej cudnej sukni Marchesy. Na pewno nastrój zepsułaby mi świadomość, że jej krój jest niebezpiecznie podobny do kreacji panny Gilbert. Ha! Byłam nadzwyczaj zadowolona z tego, że zdecydowałam się na szkarłatną, lejącą, prostą suknię. Żadna z obecnych kobiet, nawet żadna z wampirzyc, nie wybrała podobnej. Chociaż tyle dobrego.

- Już się bałam, że nie przyjdziesz! - niedługo po tym, jak udało mi się umknąć Damonowi, usłyszałam za sobą głos Rebekah. Odwróciłam się i przez moment podziwiałam przyjaciółkę, by w końcu przywitać się z nią uściskiem.

- Przecież obiecałam...

Ale i tak wiedziałam, że nagromadzone przez tysiąc lat pokłady nieufności i niepewności zrobiły swoje. Cieszyłam się, że chociaż trochę mogłam temu załagodzić.

- Naprawdę nie spodziewałem się ujrzeć tu dzisiaj ciebie, droga Marto... Cieszę się, że znajduję cię w dobrym zdrowiu, zważywszy na ostatnie wydarzenia... Pozwól jednak powiedzieć sobie, że twoja uroda, jak zawsze, a już szczególnie w tej sukni, zapiera dech w piersiach. - Elijah, który zjawił się obok mnie zaraz po Rebekah, obdarzył mnie tym samym uśmiechem, który zawsze sprawiał, że rozpuszczałam się trochę jak masło.

- Jak zwykle, czarujący... Nie mogłam przegapić okazji, żeby podziękować ci za ratunek. - Uwolniłam się z objęć Bekah i podeszłam do jej najstarszego brata, żeby ucałować go w policzek.

On natomiast może nie tyle się zaczerwienił, co na pewno zmieszał. I było to naprawdę urocze.

- Niewiele było w tym mojej zasługi...

Zaraz energicznie pokręciłam głową.

- Nie z mojego punktu widzenia. Tak czy siak, jestem twoją dłużniczką...

Wtedy Elijah, dżentelmen jak zawsze, nachylił się nad moją dłonią i ją ucałował.

- W tej sytuacji będę nalegać, byś zarezerwowała dla mnie jeden taniec.

- Na to możesz liczyć... - Obdarzyłam go szerokim uśmiechem i jeszcze chwilę rozmawialiśmy we trójkę, zanim z jakiegoś powodu Elijah musiał pozbawić nas swojego towarzystwa.

xxx

Przez dłuższą chwilę rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym, kiedy to przed nami pojawił się nagle wysoki przystojniak o tak złowieszczym uśmieszku, że chyba zaraz obok Damona mógłby stanowić po prostu wzór prawdziwego Bad Boya. Regularne rysy, włosy w kolorze karmelu i błękitne oczy mówiły same za siebie - to kolejny z braci Mikaelsonów.

Obiecałam sobie, że zaraz jak zniknie, zapytam Rebekah, jakim cudem wszyscy jej bracia są tak absurdalnie przystojni. Każdy na swój sposób, ale jednak. I tak, w domyśle przyznałabym, że Klaus podoba mi się fizycznie. Czemu by nie? Pomijając fakt, że dręczył mnie i torturował nie wiadomo jak długo, to trudno byłoby mi nie zauważyć tego błysku w jego lodowato błękitnych oczach albo dołeczków w policzkach, kiedy strasznie seksownie się uśmiechał. Ale wróćmy do Kola, bo przypuszczałam, że to właśnie z nim miałyśmy właśnie do czynienia.

- Droga siostro, czy nie przedstawisz mnie temu cudownemu zjawisku u twego boku?

O tak, to był Kol. Trochę o nim słyszałam i swego czasu od Elijah, i od Bekah. Można by powiedzieć, że był Pierwotną wersją Damona. Zanim w ogóle narodził się Salvatore, Kol Mikaelson już pod ośmiuset lat stanowił wzór playboya, libertyna, czarusia i prawdziwego wrzodu na tyłku wszystkich starających się zachować zdrowy rozsądek kobiet.

Widząc jego uśmieszek i prawdziwy błysk zainteresowania w oku, nie mogłam się nie uśmiechnąć. Och, biedak. Nie zdawał sobie sprawy, że doskonale potrafiłam radzić sobie z takimi jak on. Ba, przecież jeśli na jakichś śmiertelnikach się żywiłam, to na jemu podobnych. Trzeba było jednak przyznać - rodzina Mikaelsonów prawdziwie obrodziła w przystojniaków. Gdybym nie była związana z Damonem, pewnie bym nawet poleciała na jego Pierwotną wersję - chociażby dla rozrywki.

Znudzone spojrzenie Rebekah mówiło samo za siebie.

- Wolałabym bracie, żebyś trzymał się jednak z dala od moich przyjaciół...

- Przyjaciół? Nie mów mi, siostro, że udało ci się jakichś zdobyć tak po prostu. Kiedy użyłaś na niej hipnozy, co? Zaraz, jak się przedstawiłaś, czy na pierwszych wspólnych zakupach?

Cóż, Kol zdecydowanie był cholernie seksowny, ale z tak strasznym dupkiem to już dawno nie miałam do czynienia. Nic dziwnego, że Rebekah miała poważne problemy z poczuciem własnej wartości, skoro nieustannie podkopywali jej wszyscy jej bracia. To znaczy, chyba wszyscy oprócz Elijah. Należało temu natychmiast zaradzić.

Nie zastanawiając się długo, wyciągnęłam dłoń w stronę Kola.

- Marta Zalewska, PRZYJACIÓŁKA Bekah. I nie, nie można mnie zahipnotyzować, ale zapraszam do spróbowania. - Rzuciłam mu wyzywające spojrzenie i muszę przyznać z satysfakcją, że przez dłuższą chwilę wydawał się być w prawdziwym szoku. Potem wyraz jego twarzy się zmienił, jakby zdał sobie z czegoś sprawę. Pochylił się nad moją dłonią i pocałował ją - niby podobnie do Elijah, a jednak inaczej.

- Kol Mikaelson, cała przyjemność po mojej stronie. - Na słowo mojej przybrał na twarz taki uśmieszek, że aż mimowolnie zadrżałam. Facet zdecydowanie wiedział, co robi, ale mimo wszystko - nie ze mną takie numery!

- To się akurat okaże... - Uniosłam jeden kącik ust w uśmiechu i zdawałam sobie doskonale sprawę z tego, że Bekah, obserwując z boku tę sytuację, w środku musi pokładać się ze śmiechu.

- Ależ moja droga, to wręcz do przewidzenia... - Kol mimo wszystko się nie poddawał. Właśnie ten moment wybrał sobie Damon, żeby zjawić się u mego boku i gestem posiadacza objąć mnie w talii. Młody Mikaelson w odpowiedzi wysoko uniósł brwi.

- Zdaje się, że znowu się widzimy... - mruknął Salvatore i nie bardzo rozumiałam, o czym mówi. - Wychodzi na to, że jednak czymś się wyróżniam...

W tym momencie obie z Bekah, ogłupiałe, obserwowałyśmy bitwę na spojrzenia między dwoma samcami. Było to na tyle zabawne, że nawet nie przejmowałam się bardzo tym, kto miałby to wygrać. Jednak było oczywiste, że z jakiejś dziwnej przyczyny - tym razem wygrał Salvatore, bo Kol szybko pożegnał się i przeszedł na inną stronę sali.

Damon natomiast, w zdumiewający sposób, uśmiechnął się do Rebekah i zwrócił do niej.

- Barbie Klaus, pozwolisz, że zabiorę stąd Em, zanim kolejny twój brat zacznie się do niej przystawiać, co?

Zanim zdążyła odpowiedzieć, Salvatore już prowadził mnie do innej sali. Zerknęłam po drodze na jego twarz i już dawno nie widziałam u niego tak zmarszczonych brwi.

- Salvatore, nie marszcz się tak, bo za chwilę zmienisz się w starego Stefana.

W odpowiedzi zmarszczył brwi chyba jeszcze bardziej, ale przynajmniej spojrzał w moją stronę.

- Gdybyś mi wcześniej powiedziała, że chcesz pojawić się na tym balu, żeby okręcić jak najwięcej Pieprzonych Pierwotnych okręcić wokół swojego małego paluszka, to nie byłoby marszczenia się.

Uniosłam wysoko brwi ze zdumienia i w sumie uznałam całą sytuację za całkiem zabawną.

- Powiem ci, Salvatore, że do twarzy ci w zielonym. Skoro masz tak wielką ochotę zielenieć z zazdrości, to proszę bardzo. Wiesz jednak, dlaczego naprawdę tu jestem...

W jego oczach pojawiły się iskry, które już dawno nauczyłam się rozpoznawać jako oznaki budzącej się w nim furii.

- Ale nie przeszkadza ci to we flirtowaniu ze wszystkimi członkami rodziny pieprzonego psychopaty, który cię tu torturował?!

W odpowiedzi przewróciłam oczami i pociągnęłam Salvatore'a do jakiegoś mniej zatłoczonego korytarza, a zaraz potem do jakiegoś pokoju, w którym mogłam zamknąć drzwi za nami.

- Do jasnej cholery, może jeszcze rozgłosisz to wszem i wobec, żeby wszyscy wiedzieli, co? Bo zdaje mi się, że nie dotarło to jeszcze do części gości... Mówiłam, że nie chcę do tego wracać, ani o tym myśleć, a ty musisz rozwodzić się nad tym tak, żeby narazić się wszystkim dookoła. - syknęłam mu prosto do ucha, kiedy przycisnęłam go do drzwi z wściekłości.

- A czy powiedziałem cokolwiek, co nie jest prawdą? - zaraz warknął w odpowiedzi, a ja posłałam mu mordercze spojrzenie.

- Starałam się być po prostu uprzejma, ale jak chcesz, nazywaj to sobie flirtowaniem. Z resztą, nie obchodzi mnie to. Będę flirtować, czy też raczej rozmawiać, z kimkolwiek mnie najdzie ochota i nie masz prawa mnie powstrzymywać, bo nie jestem twoją własnością!

Nie wytrzymałam. Odepchnęłam go i natychmiast opuściłam pokój, bo zdałam sobie sprawę, że nie ręczę za siebie. Miałam w tym momencie ogromną ochotę skręcić mu kark, czyli wykorzystać jego własny ulubiony sposób kończenia nieprzyjemnych rozmów z innymi. W porę jednak się powstrzymałam, ale wymagało to ode mnie całych pokładów kontroli, jaką w sobie w tym momencie miałam.

Wybiegłam na korytarz, a tam zaraz wpadłam na... Klausa. Z setek osób obecnych w tym momencie na balu, musiałam wpaść akurat na niego! Zdumiewające, ale podtrzymał mnie przed upadkiem i zaraz postawił na nogi.

- Coś się stało, Kochana? - jego głos brzmiał jakoś... dziwnie. Coś z jego tonem było nie tak, bo zabrzmiało to prawie tak, jakby się zmartwił. Tym razem to jego obdarzyłam morderczym spojrzeniem.

- Nie udawaj, że cię to obchodzi, Klaus. Kogo jak kogo, ale na pewno nie ciebie. Nie wydrapałam ci jeszcze oczu ani nie oblałam wiadrem z werbeną tylko ze względu na Bekah i Elijah. Nie martw się jednak, jeszcze znajdę sposób, żeby podziękować ci za gościnę w ciągu ostatnich tygodni... - Przez Damona straciłam panowanie nad sobą i w tym momencie cały jad, jaki w sobie miałam, wysyłałam w stronę drugiego pieprzonego samca, który zalazł mi za skórę.

xxx

Odwróciłam się i pobiegłam przed siebie, w ogóle nie zastanawiając się, gdzie się kieruję. Musiałam znaleźć się w prywatnej części rezydencji, bo było tam zdecydowanie ciszej, niż w salach, gdzie zabawa trwała w najlepsze. W końcu się zatrzymałam, ale wcale nie dlatego, że miałam na to ochotę, tylko dlatego, że w pokoju, do którego wbiegłam, już ktoś był.

- Widzę, że zdecydowałaś się jednak przyjąć moje zaproszenie...

Wysoka blondynka w ciemnogranatowej sukni z tafty założyła ręce na piersi i czekała na moją odpowiedź. Trudno byłoby określić jej wiek, ale biorąc pod uwagę, że miała dorosłe, nawet około trzydziestoletnie dzieci, spodziewałabym się, że za swoich czasów była po czterdziestce. Nie można by jej pomylić z nikim innym - błękitne oczy i kolor włosów od razu wskazywały na rodzinne podobieństwo.

- Ty musisz być Esther, Pierwotna Czarownica... - Założyłam ręce na piersi, bo nie bardzo wiedziałam, co innego mogłabym z nimi zrobić.

Uśmiechnęła się lekko, po czym wskazała gestem na sofę przed sobą.

- Zapaliłam szałwię, by upewnić się, że nikt nam nie będzie przeszkadzał i nie będzie w stanie podsłuchać naszej rozmowy. Usiądź, proszę. Jestem przekonana, że dręczy cię wiele pytań.

Tylko dlatego, że miała rację, jednak podeszłam do sofy i przysiadłam na jej krawędzi. Siedziałam tak, napięta jak struna i zastanawiałam się, po jaką cholerę w ogóle chciałam się zobaczyć z matką Pierwotnych.

Esther usiadła niedaleko mnie i czekała. Najwyraźniej uznała, że to do mnie należy pierwsze pytanie. Wzięłam głęboki wdech i odezwałam się w końcu.

- Długo byłaś uwięziona po drugiej stronie. Czy wiesz dlaczego... jestem inna? Dlaczego nie mogę pić ludzkiej krwi, a co ważniejsze - dlaczego nie zabiło mnie przebicie drewnianym kołkiem?

Kątem oka zerknęłam na jej twarz i zauważyłam, że uśmiechnęła się lekko.

- Znam odpowiedź na wszystkie te pytania i odpowiem na nie, ale najpierw chciałabym zapytać o jedną rzecz - Czy któreś z moich dzieci opowiedziało ci, jak doszło do tego, że rzuciłam klątwę na Niklausa?

Uniosłam wysoko brwi ze zdumienia.

- A czy ma to jaki związek z sytuacją, w jakiej się znalazłam? - Esther w odpowiedzi tylko ledwie zauważalnie pokiwała głową. - W takim razie... Muszę powiedzieć, że jedyne, co mi wiadomo, to, że podobno rzuciłaś na niego klątwę, ponieważ zabił człowieka i w ten sposób wyzwolił swoją wilkołaczą naturę...

Czarownica ponownie przytaknęła.

- To prawda, chociaż nie do końca. - Zastanawiałam się, jaki to miało związek z moją sytuacją. - Nie od razu po tym rzuciłam to zaklęcie. Sama w sobie przemiana w hybrydę nie stanowiła problemu. To jej konsekwencjom postanowiłam zaradzić...

- Konsekwencjom? - powtórzyłam za nią bezmyślnie.

Wtedy wzięła mnie za rękę i kiedy próbowałam ją wyrwać, zorientowałam się, że po prostu nie mogę. Albo była zbyt silna, albo... użyła magii, żeby mnie powstrzymać.

- W ten sposób będziesz w stanie sprawdzić, czy mówię prawdę, czy też nie. - Dobra, moje oszołomienie sięgnęło zenitu. O czym ona mówiła?! - Opowiem ci teraz historię, która wyda ci się absurdalna, ale przynajmniej nie będziesz mieć wątpliwości, że jest prawdziwa. - Pokiwałam głową, ale raczej dlatego, że uznałam, że z wariatami trzeba postępować ostrożnie. Po raz kolejny sama siebie zwymyślałam za to, że jednak spotkałam się z Pierwotną Czarownicą. - Przemiana Niklausa w hybrydę uczyniła go pół-wampirem, pół-wilkołakiem. Chociaż wampirza część pozostała martwa, ta wilkołacza stała się... bardziej ludzka. Nie wiedzieliśmy o tym do momentu, w którym Niklaus nie znalazł wśród rodzin wilkołaków w wiosce dziewczyny, na której postanowił to wypróbować... - W tym momencie już całkiem zdębiałam. Co miała na myśli? Że niby...? Wtedy to do mnie dotarło i byłam w stanie jedynie siedzieć tam z rozdziawioną buzią i oczami wielkimi jak spodki. - Tak, widzę, że domyśliłaś się, o co mi chodzi. Jako pół-wilkołak, a tym samym, pół-człowiek, Niklaus jest zdolny do prokreacji. - Zastanawiałam się, czy przypadkiem ona nie umie czytać w myślach i czy czasem moja twarz, mimo wszystko, nie nabrała koloru mojej sukni. Serio, przecież jeszcze tego wieczora zastanawiałam się nad tym, że w sumie to Klaus mógłby mnie trochę pociągać fizycznie! No i jaki to miało niby związek ze mną?! - Mój syn był na tyle ogarnięty desperacką potrzebą stworzenia sobie własnej rodziny, że związał się tą dziewczyną i zapłodnił ją. - Nie, Marta! Nie wolno ci w ogóle myśleć o Klausie zapładniającym kogokolwiek! To obrzydliwe - twój oprawca, z jakąś kobietą?! No przecież mówiłam, nie myśleć o tym! Ugh, to było po prostu tak bliskie absurdu, że aż nie chciało zniknąć z mojej głowy!W dodatku Esther, niezrażona, ciągnęła dalej swą opowieść. - Na szczęście moja magia pozwoliła mi na czas zdać sobie z tego sprawę i nie tylko zdołałam ukryć tę dziewczynę i doprowadzić do tego, że Niklaus nigdy nie dowiedział się o dziecku. Oprócz tego uwięziłam jego wilkołaczą stronę, by uniemożliwić mu dalsze tworzenie potworów na jego podobieństwo. To był główny powód, dla którego mnie wtedy zabił. - No cóż, Esther oficjalnie została mistrzynią walenia prosto z mostu. Po prostu fantastycznie!

Wreszcie udało mi się odzyskać mowę, chociaż i tak nie wiem, jakim cudem.

- Po pierwsze - dziękuję za tak dużą ilość informacji, ale sądzę, że było to... raczej zbędne. Po drugie - wciąż ciekawa jestem bardzo, jaki to ma związek ze mną? - Wiedziałam, że robię się trochę monotematyczna i mogłoby się wydawać, że myślę tylko o sobie i w ogóle, ale w tym momencie najbardziej zależało mi na tym, by jak najszybciej otrzymać w miarę sensowne odpowiedzi na swoje pytania i by wziąć nogi za pas. O tak, zdecydowanie chęć ucieczki stamtąd górowała nade mną w tym momencie.

W tym momencie lekki uśmiech Esther zmienił się w uśmieszek, który widziałam i u Klausa, i u Kola, a czasami nawet u Rebekah.

- Cierpliwość nie jest twoją mocną stroną, czyż nie? Właśnie miałam dotrzeć do tej części historii. Dziecko Niklausa i tej dziewczyny przyszło na świat i była to dziewczynka. Niedługo później duchy powiedziały mi, że fakt, że mój syn był tylko po części człowiekiem, miał swoje konsekwencje. W tym momencie wilkołaczy gen matki pozwolił na to, by od tej pory każda pierworodna dziewczynka z jej rodu go odziedziczyła. Mogło być tylko tak, a nie inaczej, właśnie z powodu Niklausa i tego, że nie był już w pełni człowiekiem. Oprócz tego, w żyłach wszystkich dzieci z tego rodu płynęłaby krew Pierwotnych, co przy przemianie któregokolwiek z nich w wampira uczyniłoby go pod każdym względem równym wszystkim Pierwotnym...

W tym momencie w mojej głowie narodziła się pewna myśl. Była ona tak beznadziejnie głupia i tak nieprawdopodobna, że zaraz chciałam ją od siebie odsunąć, ale to ostatnie stwierdzenie „równe wszystkim Pierwotnym" nie dawało mi spokoju.

- Chyba nie masz na myśli tego, że jestem jednym z tych dzieci? - Nie mogłam się powstrzymać i jednak to zwerbalizowałam. Czy mi się tylko wydawało, czy naprawdę zabrzmiało to strasznie głupio?

Spodziewałam się, że mnie wyśmieje. Albo że powie, że zwariowałam. Ona natomiast... uśmiechnęła się od ucha do ucha.

- Od samego początku byłam świadoma twojej inteligencji...

No dobra, skoro już zaczęłam zadawać tak beznadziejne pytania, to czemu nie drążyć dalej?

- I to jest wyjaśnienie tego, dlaczego nie mogę pić ludzkiej krwi i nie da się mnie zabić kołkiem?

Pokręciła głową. Ciekawe, myślałam, że znowu chętnie przytaknie. Wtedy już zupełnie poczułabym się jak w jakimś beznadziejnym programie z ukrytą kamerą.

- Na drugą część twego pytania odpowiedź brzmi tak, ale na pierwszą - nie. Twoja niemożność picia ludzkiej krwi jest związana z faktem, że jeszcze nie przeszłaś pełnej przemiany.

Czy mogłabym być w jeszcze większym szoku niż w tej chwili?!

- Przemiany?! Przemiany w co?! - spytałam i chyba wcale mi się nie wydawało, że w moim głosie dało się wyraźnie słyszeć histerię.

Esther natomiast, zachowując pełnię spokoju, odpowiedziała, jakby nigdy nic:

- Przemiany w Pierwotną Hybrydę.


xxx

C.D.N.

Notatka od Autorki:

No i dotarliśmy do balu!

I wiem, soundtrack jest strasznie długi, ale potrzebowałam duuuużo muzyki, żeby przebrnąć przez ten rozdział;)

I przepraszam za ewentualne błędy, kiedy skończyłam go pisać, nie miałam już siły czytać go po raz drugi, a chciałam go jak najszybciej dodać;)

Wiem, zrzuciłam wreszcie tę bombę!;) Już wszystko - w teorii - wiadomo!;)

Ale i tak nie do końca:)

Bardzo jestem ciekawa Waszych opinii na temat tego obrotu akcji ^_^

(oraz, oczywiście, na temat zazdrości Damona oraz reakcji Marty na Mikaelsonów;)

Długo strasznie nie pisałam, bo naprawdę przewracałam ten rozdział do góry nogami kilka razy, zastanawiając się, czy już informować o tym wszystkim czytalników, czy jeszcze z tym poczekać.

Dlatego też, szczególnie z powodu ogromu zajęć u mnie na studiach i w pracy i konieczności napisania przez mnie pracy licencjackiej - nie mogę obiecać, ile czasu zajmie mi dodanie kolejnego rozdziału. Poza tym, mam nadzieję, że długość samego rozdziału odkupuje winę tak długiej przerwy w publikacji;)

Dlatego właśnie - taki, a nie inny, z ang. CLIFFHANGER!:)

Do następnego napisania!:)

BUZIAKI!

xxxxx

P.S. Jeśli macie ochotę zobaczyć stroje Marty (właściwie wszystkie;)

to zapraszam na swój profil na Tumblrze: VeraDeDiamant

lub na Polyvore: veradediamant

Ostateczna kreacja Marty, razem z naszyjnikiem i kolczykami od Cartiera;),

dostępna jest pod nazwą Red

xoxo

VeraDeDiamant