Severus wiedział, że należy działać szybko, gdy tylko zobaczył Deidre lewitującą przed sobą mężczyznę do złudzenia przypominającego jego samego. Złość nadal nie minęła, ale częściowo została przysłonięta przez strach. Małżonkowie nigdy nie byli chronieni równorzędną magią, jakby Przedsionek chciał ich główną linię nobilitować. Nienawidził tego, podobnie jak jego ojciec.
Harry stał jak sparaliżowany, obejmowany przez Molly i swoich przyjaciół. Black wyglądał na wstrząśniętego i przyskoczył do niego, gdy tylko Severus przestąpił próg pomieszczenia. Sądził, że dostanie w twarz jak zawsze za nieswoje błędy, ale Syriusz z szaleństwem w oczach po prostu szarpnął za jego koszulę kilka razy, zanim nie puścił go bez słowa protestu.
- Sn… Severusie – powiedział Black, zaskakując go lekko. – Zrób coś z nim! – zażądał mężczyzna i obaj wiedzieli, że nie mówił o Harrym.
Black żądał efektów i to jeszcze w tej samej sekundzie. Severus obiecywał chronić swojego męża w końcu i Harry był względnie bezpieczny. Może trochę przerażony, ale włos nie spadł mu z głowy.
Elisanna spoglądała na całą scenę znudzonym wzrokiem.
- Jak się przedostał? – spytał krótko Severus, chcąc się skupić na czymś innym niż Harry.
Najchętniej przyciągnąłby chłopaka do siebie, ale wątpił, aby potrafił później oderwać od niego ręce. Pocałunek Harry'ego z Draco było ostrzeżeniem, ale jego magia teraz burzyła się i wątpił, aby obłaskawił ją wyjaśnieniem, które zapewne istniało. Ponieważ nie wyobrażał sobie, aby jego mąż chodził i całował kogokolwiek.
- Muszą mieć pełno twojej krwi. Ciekawe jak ją zdobyli – rzuciła Elisanna cierpko. – Deidre przesłucha zamachowca.
- Cały czas kogoś przesłuchujecie. Nie możecie… - zaczął Black i urwał.
- Nie możemy czego? – spytala sucho Seara.
- Nie możecie tego załatwić? Mówiliście o eliksirze. Czy jest gotowy? – zainteresował się Black.
- Eliksir nie jest problemem, gdy mamy składniki – rzuciła Elisanna. – A potrzebujemy wszystkich informacji jakie możemy zdobyć. Tak prowadzi się wojny. Poznajesz wroga, a potem niszczysz go. Jak sądzisz, jak podamy mu eliksir? – spytała retorycznie jego siostra i Black spojrzał na nią lekko zaskoczony.
W jadalni zapadła niewygodna cisza i Severus starał się oddychać przez nos. Harry przyglądał mu się niepewnie, ale prócz nienaturalnej bladości, nie nosił śladów napaści. Musieli się wydostać stąd jak najszybciej i Severusa nie obchodziło jak to będzie wyglądać.
- Musi go wypić? – spytał Artur.
- Severus uwięzi go. Przez lata szkolił się w dawno zapomnianej nawet przez nas magii – poinformowała ich Seara z dumą w głosie. – Uniemożliwi mu ruch, a wtedy ktoś będzie musiał podejść i wlać mu fiolkę do gardła.
- Ja to zrobię – powiedział Harry pospiesznie.
- Nie. Nie zbliżysz się do niego – odparł Severus z pewnością w głosie.
- Ale…
- Nie ma żadnego 'ale' – wszedł mu w słowo, może odrobinę za ostro, bo chłopak spiął się wyraźnie.
Magia pod jego skórą nie potrafiła sobie znaleźć miejsca. Czuł jak poruszała się wzdłuż jego żył. Dawno już nie był niej tak bardzo świadom. Jej gwałtowna reakcja przerażała go. Nie wiedział czy Harry czuje to samo, ale mąż rzucał mu niespokojne spojrzenia, jakby spodziewał się, że zaraz stanie się coś naprawdę nieprzewidzianego.
Coś rosło między nimi i coraz trudniej było mu to hamować.
- Pozwolisz ze mną – powiedział Severus i wcale nie była to prośba.
Ostry ton najwyraźniej zaskoczył wszystkich, bo Molly spojrzała na niego święcie oburzona.
- Chłopiec ledwo umknął śmierci, nie możesz… - zaczęła kobieta, ale machnął dłonią.
- Był bezpieczny – uciął krótko Severus i skrzyżował wzrok z Harrym, który wyplątywał się już z objęć przyszywanej matki.
Granger przyglądał im się zbyt ciekawie. Dla jej własnego bezpieczeństwa powinna przestać interesować się ich życiem. Była granica pomiędzy wścibstwem, a troszczeniem się o przyjaciela. Nie potrafił się jednak irytować, bo Harry już zmierzał w jego stronę i to nie całkiem spokojnym krokiem. Chłopak w kilku ogromnych susach pokonał dzielącą ich przestrzeń i przylgnął do niego całym ciałem.
Severus z trudem oddychał. Szczupłe ramiona objęły go w pasie i zacisnęły się na nim tak mocno, że z trudem się uwolnił. Splótł ich palce razem i w końcu mógł się lekko uśmiechnąć.
- Wychodzimy – poinformował pozostałych.
Harry sam pociągnął go w stronę drzwi i chociaż nie biegli, i tak mijana służba rzucała nie tak dyskretne uśmieszki. Nie miał pojęcia czy czuli zmianę w jego magii, ale gdy tylko znaleźli się ponownie w sypialni, przyszpilił swojego męża do sporej wielkości drzwi. Harry'emu nie mogło być wygodnie, ale bez wahania zaczął szarpać guziki jego koszuli, starając się nie odrywać od jego ust, co było trudne, bo Severus zamierzał eksplorować.
Jego wąskie wargi znalazły się szybko na szczęce chłopaka i słyszał jedynie ich przyspieszone oddechy, które mieszały się ze sobą. Nie bywał romantykiem, ale nie zamierzać wziąć swojego męża przy cholernych drzwiach. Przynajmniej nie na tym etapie ich znajomości. Wątpił jednak, aby dojście do łóżka było łatwe, bo czuł wyraźnie, że cholerna magia ingerowała.
Nie był młodym mężczyzną – miał pełną świadomość swoich ograniczeń, a jednak jego członek był twardy niemal jak rubin zatopiony w złocie, który zdobił jego palec. Nie wątpił, że Harry jest w podobnym stanie, bo chłopak wydawał z siebie te ciche błagające dźwięki, które doprowadzały go tylko mocniej do szaleństwa. Chciał je od tej pory słyszeć zawsze.
Może ugryzł Harry'ego za mocno w obojczyk, ale chłopak odepchnął go lekko od swojej zmaltretowanej szyi. I Severus nie wiedział nawet, że rozerwał koszulę swojego męża. Jednak faktycznie brakowało górnych guzików, a klatka piersiowa Harry'ego była odsłonięta. Kolejne połacie skóry zdawały się go przyzywać. Harry spojrzał na niego swoim szklistym wzrokiem i uśmiechnął się lekko. Jego usta ledwo wygięły się, ale Severus nie pomyliłby tego grymasu z niczym innym.
- Może ta magia nie jest aż taka zła – rzucił chłopak, a potem przywarł do niego ustami, uniemożliwiając mu jakąkolwiek elokwentną odpowiedź.
Może zresztą Severus nie potrafiłby się na taką zdobyć, gdy Harry wypychał biodra w jego stronę. Powinien zapewne dostać gromkie brawa, ale odepchnął się od niewygodnych drzwi, które zapewne wbijały się w tyłek jego męża. Sądził, że jakoś dotrą do łóżka, ale potknął się i upadli na podłogę w akompaniamencie chichotu Harry'ego.
Chłopak wykorzystał ich nową pozycję, aby otworzyć jego spodnie i Severus poczuł na swoim penisie ciepłą dłoń męża. Zagryzł wargi, aby nie dojść tu i teraz i ośmieszyć się jeszcze bardziej, ale magia niemal wykopała go na szczyt. Przypomniał jej więc, że to on panował nad nią, a nie odwrotnie i chociaż łapał spazmatycznie powietrze – ta chwila, to wszystko – miało jeszcze trwać.
- Łóżko – powiedział, starając się wstać, ale Harry zaczął poruszać dłonią w górę i w dół, już samym tym posyłając go z powrotem na chłodny kamień komnaty.
- Podłoga może być – wyszeptał jego mąż i polizał swoje spierzchnięte usta.
Severus chciał prychnąć albo zakpić, ale z jego ust wydostał się jedynie zawstydzający jęk, który tylko sprawił satysfakcję Potterowi, sądząc po jego zadowolonej minie. Bez wahania sięgnął do spodni swojego męża uwalniając go z oków materiału.
Obaj mogli bawić się w tę grę.
ooo
Wysunął się z łóżka nie odczuwając nawet lekkich wyrzutów sumienia. Czuł, że Elisanna stoi przed drzwiami ich komnaty, ale zaklęcia chroniły ich prywatność doskonale. Może nie było zbyt eleganckie z ich strony, aby ulotnić się ze śniadania w ten sposób, ale nie mieli wyjścia. Severus spodziewał się, że dotrą do punktu, gdy będą mieli problem z utrzymaniem rąk przy sobie, a nie miał ochoty, aby jego własne siostra oraz poddani oglądali go w takim stanie. Zawsze panował nad sobą doskonale i mgliście przypominał sobie teraz, że kiedy przez ostatnie tygodnie coś go przerastało, Harry był tego świadkiem. Chłopak widział go w najbardziej nieodpowiednich chwilach, gdy Severus klął i działał irracjonalnie, gdy chłodna fasada opadała, a jednak nigdy nie wydawał się zaskoczony.
Elisanna uśmiechnęła się krzywo na jego widok, ale z jej ust nie padł żaden komentarz. W milczeniu skierowali się w stronę lochów, od których wiało nieprzyjemnym chłodem. Zapewne przesłuchano już więźnia, ale Severusa nie interesowały detale. Chciał wiedzieć dokładnie gdzie znajdował się w tej chwili Voldemort, ponieważ nadszedł czas ostatecznego rozwiązania.
Czuł to w opuszkach palców, które mrowiły na samą myśl jak wielkiego skupienia będzie wymagało od niego unieruchomienie nie tylko całkiem potężnego niegdyś czarodzieja, z którego zostało tylko zło i cień dawnego człowieka, ale również każdego z jego popleczników. Nie mógł ryzykować, że ktokolwiek ruszy się, gdy Seara wleje potworowi eliksir do ust. Potem mogli zniknąć na zawsze z tego świata, ale mieli zadanie do wykonania i Harry nie powinien w tym uczestniczyć. Chłopak za bardzo go rozpraszał, a kolejne śmierci – tym razem osób chroniących ich obu nie były mu na rękę. Liczba zdrajców okazała się zaskakująco niewielka, a większość i tak nie liczyła na to, że faktycznie obalą rządy jego rodziny. Dziecinne zabawy znudzonych dobrobytem. Severus zamierzał znaleźć im odpowiednie zajęcia na resztę żyć, a może i wieki później.
Laboratorium nie było wielkie. Zdążyli przenieść jedynie konieczne ingrediencje. Fiolki z krwią, kośćmi i innymi tkankami, które udało im się zebrać, czekały równo poukładane. Było ich tak wiele, że Severus czuł mdłości. Osobiście zbierał krople krwi Lily i Jamesa. Nigdy nie sądził, że powinien był naciąć lekko ramię niemowlęcia. Może zresztą nigdy by się na to nie zdobył.
Kociołek bulgotał z podstawą z ziół i ekstraktów. Drażniący zapach unosił się w powietrzu i Severus zmarszczył nos, nie mogąc się powstrzymać. Nie chciał używać magii, aby przypadkowo nie zanieczyścić wywaru. Mieli jedną szansę.
Elisanna przygotowała tyle ile mogła – zgodnie z obietnicą, ale sam musiał dodać kolejne składniki. Otwierał więc kolejne fiolki i wlewał do środka wszystko, starając się myśleć jedynie o tym jak świat będzie wyglądał bez tego szaleńca. Magia intencyjna była tutaj niezwykle ważna, a emocje człowieka, który przeżył spotkanie z Voldemortem wiązała ją doskonale.
Wiedział, że Harry chce wziąć udział w bitwie, a raczej czymś co Severus nazywał szybkim zakończeniem ich roli w tej wojnie, ale nie mógł na to pozwolić. Ryzyko wciąż było ogromne, a i obietnicy zamierzał dotrzymać. Uczył Harry'ego howlu, ponieważ taka była umowa z Dumledore'em. Chłopak zdawał się też całkiem zainteresowany tą formą magii, więc nie miał powodu, aby bronić mu dostępu do tak zwykłej mocy. Kolejnym powodem było to, że opanowanie howlu pomogłoby Harry'emu w przyswojeniu sobie mocy jego własnej rodziny, z którą chłopak został skoligacony. Kryształ chronił ich obu i Harry zdawał się zachowywać normalnie nawet teraz, gdy Severus zgubił wisiorek. Jednak magia mogła dopiero torować sobie do niego drogę.
Howl uczył kontroli i zrozumienia mocy, która wypływała z ich ciał. I jednocześnie otwierał bramy umysłu tym, którzy uważali, że różdżka jest jedynym sensownym narzędziem, którego należało używać w walce.
Severiusowi nie miał kto podpowiadać jak powinien traktować swoją magię. Jego rodzice zginęli - podejrzewał zresztą, że matka wiele nie wiedziała o mocy tak abstrakcyjnej. Potrafiła jej używać w stopniu, który wzbudzał szacunek, ale to wciąż było mało. Harry wydawał się instynktownie unikać jego magii i nadal posługiwał się różdżką. Początkowy strach, że chłopak zacznie wykorzystywać moc, której Severus mu nie oferował z własnej woli, zaczął przeradzać się w niepewność czy mąż zaakceptuje go kiedykolwiek.
Ostatnia fiolka trafiła do kociołka i westchnął, wiedząc, że teraz zapewne będzie zmuszony do stoczenia jeszcze większej batalii. Musiał dostarczyć do wywaru krew swoją i Harry'ego. A spodziewał się, że wrócą do przerwanej rozmowy o uczestnictwie chłopaka w bitwie.
ooo
Harry przeważnie nie sypiał z nikim, ale te kilka dni z Severusem sprawiły, że chyba przyzwyczaił się do współdzielenia łóżka. Dlatego, kiedy obudził się sam, czuł się naprawdę dziwnie. Krótki liścik spoczywający na poduszce jego męża niewiele wyjaśniał. Jak zwykle lakonicznie informował go, że Severus wyszedł i wróci. Jakby to nie było całkiem logiczne.
Harry podniósł się na łokciach i spojrzał na komnatę, którą kompletnie zdemolowali. Wiedział, że poruszali się chaotycznie, ale mógł przysiąc, że nie strącili żadnego wazonu. Tymczasem na podłodze ewidentnie leżały odłamki.
Ich ubrania tworzyły całkiem sugestywną ścieżkę od drzwi aż do łóżka. I zapewne jeśli ktokolwiek spojrzałby na pomieszczenie, uznałby, że dotarli do posłania. Harry jednak znał prawdę i może byłby zażenowany, gdyby nie fakt, że wiedział, iż Severusowi nie przeszkadzało, że obaj doszli tak gwałtownie. W zasadzie bez zbytniej stymulacji.
Ich magia domagała się bliskości, co było paradoksalne, bo była mniej wymagająca w czasach, gdy się nie dotykali. Jakby tą jedną nocą, nie tak znowu dawną, otworzyli Puszkę Pandory. Jakby odkręcili kran. Harry czuł wyraźnie pulsowanie magii pod własną skórą i podrapałby się, gdyby nie fakt, że całe jego podbrzusze pokryte było zaschniętym nasieniem.
Drzwi do komnaty otworzyły się cicho i instynktownie nakrył się kołdrą, próbując sobie przypomnieć gdzie do cholery była jego różdżka. W pomieszczeniu jednak pojawił się Severus.
- Nie możemy tego zwalić na miesiąc miodowy i powiedzieć naszym znajomym, że nadrabiamy czas i spotkamy się dopiero za trzydzieści dni? – spytał Harry z nadzieją w głosie.
Severus zamarł w pół kroku, jakby nie wiedział nawet skąd się to wzięło. Poczuł niemałą satysfakcję, że nadal potrafił zaskoczyć swojego męża.
- Obawiam się, że moje obowiązki jednak zmuszą mnie do wstawania z łóżka – poinformował go Severus tak formalnie i oficjalnie, że Harry niemal od razu wyprostował się na posłaniu.
Szybko dotarło jednak do niego, że jego mąż stroi sobie z niego żarty.
- Gdzie byłeś? Mam wyrzuty sumienia, że nie widujemy się ze wszystkimi. Nie wiem nawet czy spędzają dobrze święta…. O bogowie, zapomniałem o świętach – rzucił Harry. – Jaki mamy dzień? – spytał pospiesznie.
- Jest po Nowym Roku – poinformował go Severus, szokując go niemało.
W końcu przez kilka dni byli uwięzieni w komnacie, gdy jego mąż był nieprzytomny. A sam był w takim stanie, że nie był do końca pewien czy minęło zaledwie kilka dni czy całe lata. Dni się zlewały w jedno.
- Och – wyrwało mu się z ust.
Miał nadzieję, że spędzą razem pierwsze święta. Że będą wyjątkowe i może uda im się ustalić pewne własne tradycje. Chciał widywać się z Kamalią i za parę lat powiedzieć swoim dzieciom, że ubierają choinkę w przygotowane własnymi rękami ozdoby. Tymczasem pierwsze święta i Sylwester minęły niezauważalnie.
- Nadrobimy to – odparł Severus, jakby czytał mu w myślach.
Harry przygryzł wargę, nie będąc wcale tego takim pewnym.
- Deidre i Elisanna rozmawiają z Arturem na temat współpracy Zakonu z nami. A ponieważ znakomita większość to członkowie organizacji, gwarantuję ci, że są zajęci. Wątpię, aby odczuli nasze zniknięcie. Granger i Weasley zostali wciągnięci w rozmowy, więc czują się zapewne odpowiednio ważni – sarknął jego mąż i Harry nie mógł powstrzymać krzywego uśmieszku.
- To Ron wymyślał nasze strategie, gdy pojedynkowaliśmy się z członkami twojego Domu – przypomniał mu bezlitośnie.
- To Ronald również, jeśli chodzi o ciebie, nie jest w stanie myśleć logicznie – odgryzł się Severus. – Zostawmy to jednak – rzucił mężczyzna niemal od razu. – Racjonalność i chłodna ocena sytuacji to dwie ważne cechy, gdy przychodzi podejmować decyzje – podjął Severus i Harry spiął się niemal natychmiast. – Dlatego nie będę cię przekonywał. Powiem ci tylko, że chciałbym, abyś przemyślał kwestię twojego uczestnictwa w pojeniu Voldemorta eliksirem. Nie potrafisz posługiwać się howlem, nie masz pełnej mocy dorosłego czarodzieja, a moja własna magia znajduje się nadal chyba poza twoim zasięgiem. Jeśli pójdziesz z nami, będę rozproszony. Wiesz jak czujemy się w swoim towarzystwie – rzucił Severus i wziął głębszy wdech.
Harry otworzył usta, aby zaprotestować, ale nie potrafił znaleźć argumentów. Długo spoglądał na swojego męża, który najwyraźniej w milczeniu zamierzał czekać na jego decyzję. Całe życie sądził, że ta wojna zakończy się śmiercią jego albo Voldemorta. Nigdy nie dawano mu wyboru, a teraz gdy przed nim stawał, najchętniej poszedłby wraz z Severusem, aby upewnić się, że wszyscy są bezpieczni.
Problem w tym, że to on bardziej narażałby ich swoim brakiem doświadczenia. Tym, że był słabszy. Nie wstydził się tego, że jego magia się jeszcze nie rozwinęła i Severus nie wydawał mu się dogryzać. Jego mąż stwierdzał fakt, więc Harry zacisnął zęby, chcąc za wszelką cenę nie być ten jeden raz bezmyślnym Gryfonem.
- Dobrze. Zostanę tutaj – powiedział, chociaż czuł, że jednak coś stracił.
Może nie sens swojego istnienia, ale coś bardzo bliskie temu.
Severus pocałował go krótko w usta z lekkim uśmiechem aprobaty, do którego Harry zaczynał się przyzwyczajać.
- Będę potrzebował twojej krwi – poinformował go mąż.
I prawdę powiedziawszy nie spodziewał się niczego innego.
