We were and we are the Dark Lord's „most loyal" servants...

Gdy Victoria otworzyła oczy, Severus wciąż jeszcze spał. Był dopiero ledwie świt. Natychmiast dotarło do niej, że dziś nastąpi jej koronacja i lepiej będzie, jeśli nikt nie zastanie jej w kwaterach Snape'a. Najciszej jak tylko mogła, zwlekła się z jego łoża i zaczęła się ubierać. Stwierdziła, że najbezpieczniej będzie skorzystać z sieci Fiuu, a więc weszła do kominka, który znajdował się w jego sypialni i nabrała garść proszku. Lekki hałas, jaki przy tym wywołała, zbudził mężczyznę.

– Co robisz? – zapytał Severus, natychmiast podnosząc się z łóżka.

– Przepraszam – szepnęła tylko i zniknęła w płomieniach.

Zjawiła się w swoich kwaterach. Na szczęście Tom ich z nią nie dzielił, miał własne. Od razu udała się do łazienki by zażyć kąpieli i pomyśleć nad wszystkim. Noc, którą spędziła z Severusem, była niezwykła, jednak czuła w sercu delikatne ukłucie na jej wspomnienie. Dlaczego? Nie wiedziała. Być może spowodowane było to myślami o Tomie, który był jej mężem. Ale przecież sam ją zdradzał, więc dlaczego miałaby się przejmować tym, że kochała się z mężczyzną, w którym była rzeczywiście zakochana?

Wyszła z wanny i owinęła się ręcznikiem. Dochodziła siódma. Za oknem słońce wschodziło coraz wyżej, a jego promienie padły prosto na jej twarz, gdy znalazła się już w swoim salonie. Usiadła przy toaletce i zaczęła rozczesywać mokre włosy. Wtedy ktoś zapukał do jej drzwi. Wiedziała, że miejsce jej kwater znane było tylko kilku najbliższym jej śmierciożercom oraz Czarnemu Panu, więc nie miała potrzeby obawiać się, że wpadnie tutaj ktoś totalnie obcy i zastanie ją w ręczniku. Nie podnosząc się więc, rzuciła:

– Wejść!

Gdy jednak w drzwiach pojawił się Ludwik, natychmiast zerwała się z krzesła.

– Masz czelność tutaj przychodzić?!

Oczywiście nie zapomniała, co powiedział jej wczoraj Tom. Ludwik miał być jej kochankiem i o wszystkim wiedział. Sam Czarny Pan poinstruował go, jak powinien się do niej skutecznie zalecać.

– Victorio... Domyśliłem się, że ci powiedział... Chcę pomówić, wysłuchaj mnie.

Zamknął za sobą drzwi. Vicky, z wściekłym wyrazem twarzy, zarzuciła na siebie jeszcze szlafrok.

– A może chcesz mnie przesłuchać, by następnie donieść na mnie mojemu mężowi?! W końcu współpraca z nim przeciw mnie to dla ciebie nic nowego!

– Chcę wyjaśnić. Pozwól.

Skrzyżowała ręce na piersiach i przechyliła głowę, patrząc na niego ze zmrużonymi oczami.

– Faktycznie... twój mąż, Czarny Pan, już parę miesięcy temu powiedział mi o tym, że mam zdobyć twoje względy i następnie zostać twoim kochankiem, przyjacielem. Poznałem go w Nowej Zelandii, był tam pod postacią człowieczą. Wypiliśmy razem parę piw, a ja zacząłem mówić mu, że skrycie pragnę dołączyć do śmierciożerców, choć oczywiście nie wiedziałem jeszcze, kim on jest. Później mnie szczegółowo wypytywał o różne rzeczy z mojego życia, charakter, upodobania... O wszystko, po prostu. Zdradził mi w końcu, kim jest naprawdę. Oczywiście nie wierzyłem, ale przemienił się przy mnie. Cóż mogłem zrobić? Powiedział, że ma dla mnie zadanie. Że niebawem weźmie ślub i chce, abym po pewnym czasie zajął się jego ukochaną, żeby ta nie czuła, iż jest dla niego na tyle ważna, jak władza i aby sama również skupiła się na jego władzy, pomaganiu mu w niej, a nie na miłości. Gdy wysłał mnie do zamku, akurat się zjawiłaś. Powiedział, jak na ciebie spojrzeć, żebym pozostał w twojej pamięci... Tyle że ja wcale nie musiałem udawać, gdy patrzyłem na ciebie z fascynacją. Naprawdę... bardzo mi się podobasz i przykro mi, że nie powiedziałem ci prawdy, ale nie mogłem.

Victoria patrzyła na niego ze zmarszczonymi brwiami. Odwróciła spojrzenie na parę chwil, gdy skończył mówić.

– Mogłeś. Wtedy nie angażowałabym się jak idiotka w małżeństwo, które od początku było niczym.

– Wydaje ci się, że mogłem. Bo ty nie widzisz go w takich barwach, jak ja. Dla ciebie Czarny Pan jest mężem i zapewne nieraz okazał ci łaskę. Ale gdyby wykrył zdradę u takiego zwykłego śmierciożercy, to myślisz, że by się zastanawiał? – umilkł na chwilę, po czym spuścił wzrok. – Choć i tak go oszukiwałem w pewnej części... Nie mówiłem mu całej prawdy. Kazał mi cię także szpiegować. Oczywiście nie jakoś bardzo poważnie, ale mówił, że gdyby działo się coś niepokojącego, mam mu donosić. Nie donosiłem. Nie powiedziałem o... wybacz, Victorio... o gwałcie, o twoim... znowu wybacz... bezmyślnym sprowadzaniu tych barbarzyńców na zamek, a nawet o tym, iż kazałaś uwięzić Granger w gabinecie Snape'a, mimo że to wydawało się dziwne dla zwykłej osoby trzeciej, nie sądzisz?

Odwróciła głowę w bok.

– Rozumiem – powiedziała w końcu. – Wybaczam ci więc. Ale na co liczysz? Że zmuszę się, by cię kochać? Ludwiku, moje serce należy do Czarnego Pana...

– Victorio... Jestem po twojej stronie. Wiem, że tak nie jest. Wiem, że twoje serce należy do Snape'a. Przecież byłem parę dni twoim osobistym strażnikiem... Często musiałem więc chodzić za tobą podczas twoich podróży po zamku. Najczęściej kończyły się one w lochach, w jego gabinecie...

– Powiedziałeś o tym Czarnemu Panu?

– Nie – odrzekł i zrobił krok w jej stronę. – I nie chcę, abyś się do czegokolwiek zmuszała. Ale nie skazuj mnie na jego niełaskę. To dla mnie olbrzymi zaszczyt, że wyznaczono mnie, abym był kochankiem tak... pięknej kobiety... przyszłej królowej. Ale jednocześnie to prawdziwe przekleństwo. Jeśli nie spełnię jego woli, zapewne mnie zabije. Chociaż udawaj, że jesteś mną zainteresowana...

– Dobrze – odparła. – Zachowamy więc pozory. Przy nim, owszem, będziemy udawać, że jest nam razem niezwykle miło. Ale gdy nie będzie patrzył...

– Oczywiście.

Uśmiechnął się do niej lekko i skinął głową, po czym odwrócił się i zaczął iść ku drzwiom.

– W istocie masz się o co obawiać – powiedziała, nim położył dłoń na klamce. – Czarny Pan mówił mi, że przy włączaniu cię do śmierciożerców miał mieszane uczucia... Dlaczego?

Ludwik uśmiechnął się, po czym wzruszył ramionami.

– Lepiej, abym ci nie mówił.

– Proszę, powiedz.

– Wolałbym nie... – Już położył dłoń na klamce.

– Nie proszę jako twoja kochanka czy koleżanka. Proszę jako twoja władczyni i przyszła królowa.

Spojrzał na nią z lekko zmarszczonymi brwiami. Patrzyła na niego niewzruszona.

– Gdy z nim rozmawiałem... moje słowa na temat chęci włączenia się do śmierciożerców były raczej pijackim bełkotem, niż rzeczywistymi marzeniami... Gadałem głupoty, by się mu przypodobać, gdyż wydawał się, nawet w tej człowieczej postaci, kimś niezwykłym i wielkim. Zdaje się, że w końcu to wyczuł, iż nie do końca chcę dołączyć, ale było już nieco za późno, bo zdążył mi sporo opowiedzieć ważnych rzeczy o sobie, o śmierciożercach. Włączył mnie więc w szeregi. I tym samym znalazłem się gdzieś, gdzie nie do końca chciałem. Jeśli mu to powtórzysz... Wtedy na pewno będę zgubiony. Wybacz, obowiązki wzywają.

I wyszedł. Victoria przez parę minut wpatrywała się jeszcze w drzwi z nierównym oddechem. Czy Ludwik właśnie wyznał jej, że – tak samo, jak zresztą ona – nie do końca jest po stronie Voldemorta?

Czarny Pan w swym prawdziwym wcieleniu stał na podwyższeniu na końcu Wielkiej Sali. Przed nim w rzędach zgromadzeni byli wszyscy śmierciożercy, którzy znajdowali się w Hogwarcie oraz cały Krąg Wewnętrzny, zaproszony do zamku na uroczystość koronacji. Voldemort uprzednio zdradził im prawdę o swym drugim wcieleniu. Nauczyciele i uczniowie mieli całkowity zakaz wychodzenia ze swoich kwater i dormitoriów. Tłum oczekiwał jeszcze na Victorię, która – według ustalenia – miała dopiero wejść do Wielkiej Sali, przejść przez nią i stanąć u boku swego męża. Wszyscy więc z niecierpliwością czekali, aż pojawi się w progu.

Gdy dało się słyszeć echo obcasów, wszystkie głowy zwróciły się ku wrotom. Voldemort także patrzył na nie z wyczekiwaniem. Victoria rzeczywiście po chwili się w nich pojawiła. Gdy jednak ją zobaczył, w chórze pomruków i szeptów, które wywołało jej przybycie, rozwarł lekko usta i zmarszczył brwi w niedowierzaniu i pogardzie. Victoria miała na sobie czerwoną suknię ciągnącą się za nią po podłodze. Tylko nieliczni, w tym Czarny Pan, potrafili na tyle skojarzyć fakty i wykorzystać swą wiedzę, by odczytać, co kryło się w rzeczywistości pod tym kolorem.

– Czy ona ubrała się jak... męczennica? – szepnął Yaxley do Dołohowa.

Z uniesioną głową zaczęła kroczyć ku Voldemortowi, który piorunował ją wzrokiem. Ona na twarzy miała natomiast wymalowany niepokojący wręcz spokój. Gdy stanęła już u boku swego męża, ten wysunął się lekko do przodu i rzekł:

– Drodzy poddani... Przyjaciele... Nadszedł dzień, w którym oficjalnie pragnę zostać waszym przywódcą. Nie ośmieliłem się uczynić tego nigdy wcześniej, ponieważ nie miałem wtedy takiej pewności, że możemy... dosłownie... wszystko. Dziś to już pewne, że świat należy do nas. Hogwart, nieoficjalnie jeszcze, jest nasz. Ministerstwo jest nasze. Czarodzieje coraz liczniej dołączają do naszych szeregów... To prawdziwy sukces, przyjaciele! Pragnę więc przewodzić wam dalej, byśmy szerzyli nasze racje i naszą moc... Zamierzam, jak pewnie wiecie, uczynić się królem czarodziejskiego świata.

Na złotym stoliku za nimi znajdowały się piękne, ozdobione różnymi drogocennymi kamieniami, dwie korony. Voldemort wziął do rąk większą z nich.

– Nie będę jej nosił, ponieważ o mej niezwykłości nie świadczy parę szmaragdów otoczonych złotem, jednak od tej chwili oficjalnie jestem królem świata czarodziejów.

Odłożył swą koronę i spojrzał wreszcie na Victorię. Posłał jej lekki uśmiech. Ona go nie odwzajemniła. Podszedł do niej, uprzednio chwytając nieco mniejszą koronę, i położył ją na jej głowie.

– O niezwykłości mej małżonki także nie mówi żaden przedmiot, jednak z pewnością ten podkreśli jej niezwykłą urodę oraz doda klimatu mądrości, zaradności i sprytowi, którymi jest hojnie obdarzona i którymi będzie mnie wspierać w rządach. Oficjalnie, Victorio Narcyzo, uznaję cię królową czarodziejskiego świata.

Pochyliła ku niemu głowę na parę chwil. Obrócili się przodem do śmierciożerców.

– Niech żyje król! Niech żyje królowa! – wrzasnęła Bellatriks, a po chwili jej okrzyki zostały powielone przez resztę.

– A teraz pozostańcie na przyjęciu, przyjaciele. Bawcie się! I nie rozchodźcie... Nie wychodźcie z Wielkiej Sali... Czeka nas bowiem dziś jeszcze jedno wielkie wydarzenie... – obwieścił Czarny Pan, po czym machnął różdżką. Zaczęła grać muzyka.

Voldemort podał rękę Victorii i razem poszli do tronów, po czym na nich zasiedli.

– Jakie kolejne wielkie wydarzenie zaplanowałeś na dziś? – zapytała.

– Rozpoczęcie bitwy o Hogwart.

– CO...?!

Victoria poderwała się z miejsca. Wzbudziła tym lekkie zainteresowanie, więc opanowała się i z powrotem usiadła.

– Co ty mówisz...?! Przecież... to niesprawiedliwe! Rozkazałeś nauczycielom i uczniom nie wychodzić z kwater i dormitoriów... Zakon Feniksa nie ma pojęcia, że powinien chociaż spróbować podjąć walkę. Wiadomo, że nie wygrają z nami, ale to cholernie niesprawiedliwe. Poza tym... co ty chcesz osiągnąć? Widziałeś gdzieś w zamku Pottera? Przecież jego tu nie ma.

– Wiem, że go nie ma... I wiem co robi... Dlatego muszę w końcu zaatakować. A on się zjawi dziś. Jestem tego pewien. Podsunę mu myślami, że powinien...

– Tom, wyjaśnij mi wreszcie, o co tutaj chodzi... Jestem królową i twoją żoną! Dlaczego to musi się stać już dzisiaj?!

Nie odpowiedział na jej pytanie, ale odezwał się po dłuższej chwili:

– Nie mów, że to niesprawiedliwe... Myślisz, że bez powodu nie obsadziłem kwater i dormitoriów śmierciożercami? – spojrzał na nią znacząco. – Hogwart ma drogę wolną. W czasie trwania przyjęcia uczniowie i nauczyciele mogą się zebrać. Wiedzą, że coś się szykuje. Później pomówimy... – rzekł nagle, wpatrzony w Yaxley'a, który kiwał do niego głową.

Poderwał się z tronu, przemienił w postać Toma i poszedł w stronę śmierciożercy. Victoria, z przyspieszonym oddechem, śledziła go wzrokiem.

Severusie!" zawołała w myślach do Snape'a, który siedział przy jednym ze stolików.

Tak?".

ON CHCE ZAATAKOWAĆ ZAMEK DZISIAJ!".

Słucham? Znaczy... nie powtarzaj tego głośniej... Głowa mnie zabolała".

Tom chce przejąć zamek po przyjęciu... Powiedział, że wie, co robi Potter i że dlatego musi zacząć atak już dzisiaj. Mówił też, że specjalnie nie kazał pilnować uczniów i nauczycieli, by rozpoczęli przygotowania. Ale być może oni wcale się nie domyślą, że powinni działać!".

Przecież planował rozpocząć bitwę za jakieś dwa miesiące...".

Widocznie zmienił zdanie. Trzeba powiadomić Zakon Feniksa, bo nauczyciele mogą tego nie zrobić! Mogą się nie zorientować! Cholera, on wygra... On naprawdę wygra...".

Nie nie ma jak ich powiadomić. Zakazał wychodzenia z Wielkiej Sali...".

A patronus? Twój... Ja nie jestem w stanie go wyczarować".

Niemożliwym jest wysłać komukolwiek patronusa tak, aby nikt nie zauważył... Co kryje się pod stwierdzeniem, że Czarny Pan wie, co robi Potter? To znaczy iż zorientował się, że ten szuka jego horkruksów i je niszczy?".

Zapewne! Przecież on musi coś czuć, gdy Harry je niszczy... Może zniszczył ich już tyle, że Czarny Pan uznał, iż nie może czekać dłużej... Tak... Tak musi być. Chwila, kto to wchodzi?".

Spojrzeli obydwoje, i nie tylko oni, na wrota, które właśnie się otworzyły. Tom stał obok nich z Yaxley'em. Widocznie wyczekiwał na tego kogoś, a Yaxley zapewne powiadomił go o jego przybyciu. Jej. Bo jak się okazało, była to kobieta.

Miała długie blond włosy, smukłą sylwetkę podkreśloną fioletową sukienką oraz mądrość wypisaną na twarzy. Gdy przekroczyła już próg pomieszczenia, kiwnęła głową do wszystkich, który znajdowali się najbliżej, a następnie podeszła do Toma i ucałowała go w policzek. Yaxley oddalił się od nich i rzucił dziwne spojrzenie Victorii, jakby lekko drwiące. Vicky zmrużyła oczy, patrząc na niego. Wciąż się z nim nie pojednała i zdawała sobie sprawę, że Krąg Wewnętrzny, gdyby miał wybierać, z pewnością nie postawiłby jej nad Czarnym Panem. Wróciła jednak szybko wzrokiem do Toma i przybyłej kobiety. Ze zgrozą zauważyła, że Tom prowadził blondynkę pod ramię prosto w jej kierunku. Miała pewne przypuszczenia, kim mogła być ta kobieta, ale jednak nie chciała w nie uwierzyć. Okazało się jednak, że musiała, ponieważ jej przypuszczenia były całkowicie słuszne.

– Składam najwyższe wyrazy szacunku, królowo. – Blondynka ukłoniła się, gdy stanęła przed jej tronem. – Nazywam się Letycja... Największym marzeniem będzie dla mnie przyjaźń płynąca z pani czystego serca.

Victoria wpatrywała się w nią przez kilka sekund z rozszerzonymi oczami. Nie mogła uwierzyć, że sprowadził ją na zamek. Zdała sobie sprawę, iż kobieta stojąca przed nią – starsza od niej o co najmniej dziesięć lat – była naprawdę piękna. Rzuciła krótkie spojrzenie Tomowi, po czym podniosła się z tronu. Poczuła zapach jej perfum, dokładnie tych samych, którymi popsikała list do Riddle'a.

– Dziękuję. Me serce jest dla ciebie otwarte – odrzekła, jednak nie uśmiechnęła się.

– Wybacz nam, Letycjo – Tom uśmiechnął się do blondynki a Victoria zamarła. Miała wrażenie, że do niej nigdy nie uśmiechnął się w ten sposób. – Jako para królewska musimy wykonać pierwszy taniec...

– Oczywiście – odparła kobieta i ukłoniła im się, odchodząc na bok.

Tom i Victoria wyszli na środek sali. Wszyscy rozstąpili się pod ściany. Piękna muzyka, którą dało się słyszeć, zaczęła ich prowadzić. Vicky czuła się upokorzona. Przed chwilą Tom prowadzał się tu jawnie ze swoją kochanką, a teraz, jak gdyby nigdy nic, tańczył z nią. Wszyscy ich obserwowali.

– Co tak nagle zamilkłaś? – zapytał cicho, a na jego ustach pojawił się lekko szyderczy uśmiech.

– Proszę, daj mi spokój.

– Zabolało?

Nic nie odpowiedziała. Nie patrzyła mu w oczy, tylko biegała zranionym spojrzeniem po ścianach.

– To trochę jak mnie, gdy przyszedłem do ciebie dziś w nocy i cię nie zastałem.

Szybko spojrzała na niego.

– Tom...

– Daj spokój. I tak nie ma w nas miłości do siebie, czyż nie?

Spuściła lekko głowę, jednak on – puszczając na chwilę jej talię – złapał ją za podbródek i zmusił do patrzenia na siebie.

– To ty to wszystko zniszczyłaś, nie ja.

– Od początku planowałeś, że Ludwik będzie...

– A ty od początku wiłaś się w łóżku Snape'a – przerwał jej. – Nie zarzucaj mi niczego, bo źle się to dla ciebie skończy. Nie stoisz na równi ze mną. Gdy rozpocznę bitwę o Hogwart, a następnie zabiję Pottera, to ja będę wywyższony, a ty jeszcze bardziej odejdziesz w cień... Trzymaj się mnie blisko, Victorio... Kiedyś możesz nie być bezpieczna nawet pośród śmierciożerców.

– Co ty mówisz...?

– Mówię, że to za mną pójdą, a nie za tobą i Severusem.

– Ja także pójdę za tobą, nie za nim, gdy przyjdzie mi kiedykolwiek wybierać... – odparła drżącym głosem, a w jej oczach pojawiły się łzy. Emocje, które ukrywała przez ostatnie miesiące, niefortunnie zaczęły wylewać się z niej właśnie teraz.

– Tak? Wczoraj zakazałem ci kontaktu z nim, a ty prosto po wyjściu ode mnie poszłaś od niego. Powinnaś dziękować mi na kolanach za te wszystkie łaski, którymi cię obdarowuję. Ze łzami w oczach pytałaś mnie wczoraj, czy cię kocham. Nie wiem do dziś, jak brzmi odpowiedź na to pytanie, ponieważ wydawało mi się, że nie potrafię kochać, ale w takim razie czym jest czynienie przez męża królowej z żony, która go zdradza? – Uniósł jeden kącik ust do góry.

Puścił ją, ukłonił się lekko w jej stronę i zaczął odchodzić, mimo że utwór się jeszcze nie skończył. Victoria wpatrywała się w niego ze łzami w oczach, a wszyscy zgromadzeni w nią. Gdy zdała sobie z tego sprawę, szybkim krokiem ruszyła przed siebie i wmieszała się w tłum.

Wszystko w porządku?".

Nie teraz, Severusie...".