joreth - Cieszę się, że ci się podoba :) Nie martw się, też mam ochotę uśmiercić Nero w każdym pisanym chapterze, ale to byłoby za proste. Powiem jedno: nie skończy za dobrze.

Liwiaa - Cierpliwości. W końcu się dowiedzą, ale jak i kiedy... ^.^

Riura Nee - Nie martw się, Ashayan jeszcze nie wypadła z gry. Wróci i to w wielkim stylu, ale to dopiero za jakiś czas. Sakura wróciła, to i Ashayan wróci.

kawa19878 - Cieszę się :D

Dziękuję za komentarze i wytrwałość!

Akcja ratunkowa

Naruto spojrzał z niecierpliwością na wirujące w powietrzu ostrze. Jeszcze nie był pewien, jak Minoshi to robi, ale aktualnie mało go to obchodziło. Najważniejszy był trening. Shinjitsu trzymał mocno i pewnie, czekając, aż kunai poleci w jego stronę. Oczywiście, coś takiego było bułką z masłem dla każdego utalentowanego shinobi, dlatego blondyn stał na palcach prawej nogi na cienkim kijku, utrzymywanym w pionie tylko przez jego równowagę, a druga ręka była przywiązana do jego pleców.

Lisek siedział po drugiej stronie polany, czekając na odpowiedni moment. Ciągle przesuwał ostrze w powietrzu dookoła Naruto. Podczas ich tajemnych treningów chłopak często zostawał ranny, ale Loki i Minoshi dobrze sobie radzili ze składaniem go do kupy. Bardziej niebezpieczne byłoby to, gdyby ktoś przyłapał ich na treningu. Naruto dostał od swojego ojca szlaban na wychodzenie ze szpitala bez jego pozwolenia, dołączając do tego groźbę, że go przykuje do łóżka łańcuchami.

W końcu kunai, wirując w powietrzu, pofrunął w jego stronę z szybkością błyskawicy. Naruto sprawnie odbił ostrze, które po zrobieniu paru obrotów, zawróciło i jeszcze przez minutę agresywnie go atakowało, szukając luk. Potem do jednego kunaia dołączyły dwa następne, zwiększając poziom trudności. Naruto sam postanowił, że nie będzie mógł się obracać, kucać, ani podskakiwać. Jego jedyną formą obrony miało być posługiwanie się Shinjitsu. Trening kończył się wtedy, kiedy wszystkie ostrza zostały wbite w jakieś przeszkody albo zrobiło się zbyt późno.

Minoshi i Naruto zawsze ćwiczyli tylko z trzema kunaiami, uznając, że więcej zostawią sobie na późniejszy etap, kiedy blondyn już poradzi sobie z tym treningiem z zamkniętymi oczami. Dlatego wielkie było ich zdziwienie, kiedy znikąd nadleciał czwarty kunai, wycelowany w prawą nogę chłopaka. W desperacji, Naruto z całej siły odbił trzy podstawowe, a ostatniego odesłał z powrotem. Minoshi upuścił swoje ostrza i poderwał się, wypatrując przeciwnika.

Naruto zeskoczył, szybkim ruchem wyplątując drugą rękę z więzów. Zanim jednak rzucił się do ataku, zmrużył oczy, chcąc się upewnić, że to nikt znajomy. Ostatecznie okazało się, że nie było powodów do obaw. Shashara podszedł do nich leniwym, prawdziwie Narowatym krokiem, żując niewinne źdźbło trawy. W prawej ręce podrzucał dwa kunaie.

-Co tu robisz? -zapytał nieufnie Naruto. Bał się, że Nari może zdradzić jego sekret Yondaime, a ten spełni swoją groźbę i naprawdę go przykuje do łóżka. Hokage i tak miał dużo na głowie, a ostatnie wydarzenia wcale mu nie pomagały, toteż blondyn nie chciał mu dodawać kolejnych zmartwień.

-Zastanawiałem się, gdzie znikasz po nocach.

-Ktoś jeszcze o tym wie?

Shashara wzruszył ramionami.

-Połowa personelu? Yondaime kazał cię pilnować 24 godziny na dobę, nie zdziwiłbym się, gdyby nic mu nie mówili ze strachu.

Naruto prawie wypuścił Shinjitsu z ręki. Mógł się domyślić, że Hokage posunie się do czegoś takiego, a teraz pozostało mu się jedynie cieszyć, że żaden nadpobudliwy medyk nie pobiegł się mu poskarżyć. Spuścił wzrok, zawstydzony swoją głupotą.

-Chyba mnie nie wydasz? -zapytał cicho. Shashara parsknął śmiechem.

-Żartujesz? Gdybym miał cię wydać, skazałbym cię na wieczność lenistwa za kratkami. Yondaime kazałby cię zamrozić, żeby mieć pewność, że nic sobie nie zrobisz. Zwłaszcza teraz, kiedy nie ma Naruko.

Naruto spojrzał na przyjaciela z zaskoczeniem.

-Nie ma jej?

Shashara potrząsnął głową.

-Została wysłana ze swoją drużyną do Suny w jakieś arcyważnej sprawie. Mnie tu zostawili, żebym ciebie pilnował. Jakiś dzieciak z ANBU mnie zastąpił, na oko całkiem tępy. Doprowadzi Sasuke do szewskiej pasji, zobaczysz.

Naruto parsknął śmiechem.

-A myślałem, że sama Naruko wystarczy... A więc miałeś mnie pilnować... Jakoś ci to nie idzie.

Shashara pokręcił głową z westchnięciem.

-Pozwalałem ci uciekać, żebyś mógł trenować. Domyśliłem się, że zechcesz rozerwać Shipachiego na tysiąc i jeden kawałek. Ale uznałem, że zrobiło się to dosyć monotonne.

-Monotonne?! -zaprotestował Minoshi- Staram się jak mogę!

-Ale to nadal tylko trzy kunaie. -zauważył pogodnie Shashara- W normalnej walce Naruto będzie bombardowany tysiącami kunai, shurikenów i całą resztą tego typu draństw. A nie trzema.

Blondyn westchnął.

-Racja.

Shashara uśmiechnął się.

-Ale są też plusy tej sytuacji.

-Niby jakie?

-Ty masz problem z rozwinięciem treningu, a mi się nudzi.

-Tobie zawsze się nudzi, kiedy nie możesz spać. -zauważył Naruto. Shashara wzruszył ramionami.

-Nie odkryłeś niczego nowego.

Blondynowi pozostało jedynie westchnąć i zgodzić się na pomoc przyjaciela. Od teraz Minoshi nadal atakował go znienacka widocznymi kunaiami, poruszając nimi w powietrzu, ale teraz było ich do ośmiu, a Naruto nadal miał do dyspozycji tylko Shinjitsu. Dodatkowo, w każdej chwili i z każdej strony mogły wylecieć kolejne kunaie i shurikeny, kierowane w Naruto przez Shasharę, znudzonego na tyle, żeby nie dawać blondynowi ani chwili wytchnienia.

Efekt był taki, że kiedy Naruto wrócił do swojej „celi" w szpitalu, był wyczerpany i spocony, a na łóżko padł od razu, gdy tylko miał taką możliwość. Po tym, jak Shashara go powiadomił, że jego ucieczki nie są tajemnicą dla personelu, nawet nie zawracał sobie głowy ukrywaniem się, po prostu przeszedł obok każdego, kogo spotkał po drodze. Kiedy tylko zakopał się pod kołdrą i umieścił głowę na miękkiej poduszce, jego oczy same się zamknęły.

[Konoha, Wieża Hokage]

-Nie zgadzam się! -wrzasnął Fugaku. Minato ledwo słuchał jego argumentów, masując czubkami palców swoje skronie. Jego uwaga zdawała się być skupiona jedynie na gumce do mazania, leżącej przed jego nosem. Jiraiya, robiący od dłuższego czasu za ochroniarza byłego ucznia, trzymał wściekłego Uchihę z dala od wyczerpanego Hokage. Ambasador z Neko no Kuni wydawał się być oburzony takim przyjęciem.

Shikaku trzymał się z boku, uważnie przyglądając się starciu między ambasadorem a Uchihą. O tej godzinie Nara najchętniej leżałby głęboko pod kołdrą, kołysany do snu przez ciche chrapanie jego żony. Zasypianie na stojąco przy wrzeszczących na siebie dorosłych nie było żadną przyjemnością i bardzo go denerwowało. Minato w końcu postanowił go uratować i wziąć swoją godność w garść. Wstał, uderzając dłonią w biurko.

-Dość tego, to nie jest zoo!

Fugaku zamilkł, zaskoczony nowym obliczem Minato. Najwyraźniej ostatnie wydarzenia były zbyt ciężkie, żeby Hokage był w stanie je udźwignąć. Teraz Yondaime był poważny i surowy, nie pozwalający nikomu wejść mu w drogę. Dodatkowa troska o Naruko w niczym nie pomagała. Minato spojrzał na ambasadora.

-Żądanie Neko no Kuni jest bezpodstawne i idiotyczne. Chyba nie sądzicie, że naprawdę dostaniecie połowę dzielnicy Uchiha?

-I tak jest niezamieszkana. -stwierdził spokojnie ambasador- Klan Uchiha jest na wymarciu, a my potrzebujemy miejsca, gdzie będą mogły mieszkać nasze rodziny.

-Na wymarciu?! -zawył Fugaku, walcząc z uściskiem Jiraiyi. Minato uderzył dłonią w biurko po raz kolejny.

-DOSYĆ!

Fugaku zawisł w ramiona Sannina, wyczerpany walką.

-Minato, nie możesz im na to pozwolić...

-I nie zamierzam. -warknął Minato- Dzielnica Uchiha jest częścią Konohy, tak samo jak Neko no Kuni. Nie zapominajcie, że nie jesteście już osobną wioską. -spojrzał poważnie na ambasadora- Nie macie żadnych praw do tych ziem, a jeśli jeszcze raz pojawicie się tu z taką prośbą, zostawię was na łasce Fugaku!

Uchiha wyraźnie był zadowolony z takiego rozwiązania. Ambasador spurpurowiał, ignorując Fugaku.

-Ryzykujesz bunt, drogi Hokage.

-Postawię sprawę jasno! -krzyknął zdenerwowany Minato- Jeśli Neko no Kuni zacznie coś kombinować, osobiście dopilnuję, żeby po waszej wiosce nie zostały gruzy! Zrozumiałeś?!

Ambasador, zaskoczony tym obrotem spraw, cofnął się o parę kroków. Po chwili skinął głową, a w jego oczach pojawił się strach. Wyraźnie nie tak zaplanował sobie tą rozmowę.

-A więc teraz odwrócisz się i wrócisz do swoich. -dodał Minato- Powtórzysz im, co ci powiedziałem i lepiej, żeby oni wszyscy to zrozumieli. A teraz wynocha!

[Konoha, szpital]

Naruto przespał prawie połowę dnia i jadł właśnie obiad(śniadanie), kiedy do jego pokoju wszedł Jiraiya. Mężczyzna był wyraźnie niewyspany i zdenerwowany, o czym świadczył jego całkiem poważny wzrok. Sannin zawsze miał w sobie coś, co mówiło o jego zboczonej naturze i o tym, że zawsze myśli o nieprzyzwoitych rzeczach. Teraz jednak tego nie było widać i Naruto zaniepokoił się.

-Chciałem z tobą porozmawiać. -powiedział bez przywitania się, siadając na krawędzi łóżka. Chłopak przełknął ostatni kęs i przyjrzał się dokładniej Jiraiyi, ale nie dostrzegł żadnych innych dziwnych objawów.

-O czym?

Jiraiya spojrzał na Naruto i westchnął głośno, jakby bił się w myślach z jakimś głupim pomysłem. Chłopak starał się nie okazywać zniecierpliwienia, ale cienko mu to szło, bo co chwilę porywał kolejny kęs z talerza.

-Naruto, wiem, że jesteś już wystarczająco silny, żeby trenować. -zaczął Sannin, a Naruto powstrzymał jęknięcie. Zaczął się naprawdę zastanawiać, ile osób wie o jego wypadach- Chodzi o Sarutobiego. On... Trzy dni temu wyruszył do Iwy na dyplomatyczną misję, ale wczoraj ANBU, którzy go eskortowali, przestali raportować. Minato obawia się, że coś się stało, ale on sam ma za dużo na głowie, żeby się tym zająć.

Chłopak z trudem przełknął ślinę, prawie nie wierząc w swoje szczęście. Im szybciej stąd wyjdzie, tym szybciej będzie mógł się zająć poważnym treningiem.

-Mam się tym zająć?

-Wykłóciłem się o to z Minato. Dołączysz do grupy prowadzonej przez Shikamaru i sprawdzisz, co się stało. Może to tylko zwykłe zaniedbanie, ale nie możemy ryzykować.

Naruto mimowolnie się uśmiechnął, myśląc o tym, że w końcu będzie mógł się przespacerować w dzień. Potem jednak dotarła do niego rzeczywistość i spochmurniał.

-Dlaczego się o mnie wykłóciłeś?

Jiraiya podrapał się po nosie, odwracając wzrok.

-W sumie... Wolałem, żebyś tu siedział jeszcze przez jakiś czas, ale Shikamaru uparł się, że chce ciebie. A wiesz, że uparty Nara to prawie to samo, co uparta Naruko.

Humor Naruto od razu się zepsuł. Skrzyżował ramiona i spojrzał na Sannina ze złością. A miał taką nadzieję, że przynajmniej on go docenił.

-Dzięki za wsparcie.

-Nie ma za co. -mruknął obojętnie Jiraiya- Ktoś ci zaraz przyniesie twoje rzeczy, ten cholerny lis, Minoshi, idzie z tobą. Ty naprawdę miałeś takie fanaberie do stroju, czy to tylko jego pomysły?

-Jakiego stroju? -wymamrotał bez zrozumienia Naruto. Sannin kiwnął głową.

-Czyli on. To dobrze, bo zacząłbym się o ciebie martwić.

Chciał wstać, ale Naruto złapał go za rękę.

-Jaki strój? Co on wymyślił?!

-Nie panikuj, nie jest aż tak źle. Za trzy godziny masz być przy południowej bramie.

Jiraiya wyrwał mu się i wyszedł, zanim ten zdążył zapytać o coś jeszcze. Naruto skulił się na łóżku, nie mogąc przestać myśleć o tym, o co chodzi z tym strojem. Chłopak obiecał sobie, że jeśli Minoshi załatwi mu strój klauna albo kurczaka, przebierze jego samego za różowego króliczka. Przynajmniej Shipachi padnie ze śmiechu i Naruto nie będzie musiał się z nim męczyć. Blondyn przeczesał palcami swoje nieposłuszne włosy, a potem przeciągnął się, ziewając. Miał ogromną ochotę olać tą misję i zakopać się z powrotem pod kołdrą.

Po jakichś pięciu minutach niecierpliwego czekania pojawił się kurier. Niósł paczkę ubrań, Shinjitsu, plecak i Minoshiego. Cały ten dobytek położył na łóżku, potem się lekko ukłonił w stronę Naruto i wyszedł. Spojrzenie chłopaka skierowało się na liska, który właśnie rozszarpywał folię, uwalniając ten „dziwny" strój.

-Co to jest? -zapytał Naruto, zanim jeszcze dostał do dłoni górę. Minoshi spojrzał na niego z niesamowitym zadowoleniem.

-Nie wiesz nawet, jak długo się nad tym męczyłem. Musiałem składać zamówienia wszędzie i trochę wykosztowałem tatusia, ale było warto. Mocne, ale lekkie, żadnych fanaberii i zbędnych dodatków, parę dodatkowych kieszonek, ukrytych przed wzrokiem obserwatorów.

Naruto przyjrzał się krytycznie czarno-szkarłatnemu ubraniu. Bluza miała dwie widoczne kieszonki na przodzie i dwie ukryte w rękawach, była ciepła i między warstwami tkaniny wyraźnie coś wsadzono. Coś twardego, ale najwyraźniej nie metal. Spodnie miały szersze zakończenia, a sandały były wysokie i mocne. Do zestawu dołączono też rękawiczki bez palców. Chłopak odetchnął z ulgą, widząc, że nie ma tu ani głowy kurczaka, ani czapeczki trefnisia.

-Już się bałem. Jiraiya mówił, że miałeś jakieś fanaberie.

Minoshi prychnął.

-Ludzie to fajtłapy. Jedna większa ciapa od drugiej. Może faktycznie straciłem trochę panowania nad sobą. Troszeczkę.

-Jasne. -mruknął Naruto.

-Na co czekasz? Ubieraj się!

Chłopak przewrócił oczami, ale posłusznie wygrzebał się spod kołdry i zabrał się do przebierania. Pięć razy próbował zmusić liska do odwrócenia wzroku, ale ten nie miał pojęcia, o co chodzi, więc Naruto ostatecznie dał sobie spokój. Minoshi, nie dość, że bezczelnie się gapił, to jeszcze ciągle go popędzał, nie mogąc się doczekać, aż w końcu razem ruszą w świat. A konkretnie to najpierw do wioski.

-Chcę odwiedzić parę osób, zanim ruszymy. -oznajmił Naruto, przeglądając plecak. Jego zawartość robiła wrażenie: najlepszej jakości kunaie i shurikeny, bandaże i ampułki z odtrutkami, a nawet fiolka z trucizną. Poza tym miał jeszcze ohydne pigułki żywieniowe i parę leków na wszelki wypadek, głównie antybiotyków.

-Masz dużo czasu, jeszcze ponad dwie i pół godziny. -poinformował go rzeczowym tonem Minoshi, kręcąc się na łóżku. Naruto spojrzał na niego kątem oka, zakładając katanę tak, że była ułożona niemalże prostopadle do jego pleców.

-To gdzie ci się tak śpieszy?

-Nie masz już dość tego szpitala?

-Jeszcze nie raz tu wyląduję, wspomnisz moje słowa. -burknął Naruto, łapiąc za plecak i wychodząc z sali. Minoshi popędził za nim, po chwili wbiegając mu na ramię i moszcząc się na nim. Chłopak nie miał siły, żeby zaprotestować. Ludzie, których mijał, odprowadzali go wzrokiem, choć mieszkańcy Konohy powoli przyzwyczajali się do widoku lisów. Ze szpitala wyszedł z małym problemem, recepcjonistka nie chciała go wypuścić i musiał jej po prostu uciec. Potem już nikt się go nie czepiał.

Jego kroki same zaprowadziły go do domu Kakashiego i Iruki. Czuł, że musi odwiedzić swojego przybranego Aniki, bo w przeciwnym razie zjedzą go nerwy. Zastanawiał się, jak bardzo Yuki urósł. Minoshi, ku zadowoleniu blondyna, nie odezwał się nawet słowem, kiedy chłopak zapukał do drzwi. Otworzył mu zaspany Umino, przecierając oczy. Dopiero gdy rozpoznał wysokiego 12-latka, jego uśmiech objął całą twarz. Wciągnął Naruto do środka i uścisnął go mocno.

-Drzemka po południu? Nie za późno? -podrażnił Irukę Naruto, uśmiechając się. Mężczyzna lekko zdzielił blondyna po głowie, ale chłopak nic sobie z tego nie zrobił, bo prawie tego nie poczuł.

-Minato wypuścił cię ze szpitala?

-Tak jakby. Jestem... Mam iść na misję. -powiedział Naruto i w ostatniej chwili ugryzł się w język. Najpewniej detale misji były ściśle tajne, w końcu Sandaime miał również wielu wrogów, którzy tylko czekali na jego potknięcie.

-Misja? W twoim stanie? -w głosie Iruki brzmiała niepewność- Może lepiej odmów?

Naruto potrząsnął głową.

-Nie, to moja jedyna szansa, żeby wyrwać się ze szpitala. Muszę trenować.

Iruka skrzyżował ramiona, uważnie przyglądając się blondynowi.

-Trenować? Ale po co? Trening może poczekać, aż wydobrzejesz.

-Muszę dorwać Shipachiego. -wypalił Naruto- Zapłaci mi za Menmę i dziadka.

Iruka zamarł, szukając argumentu, który zbiłby blondyna z tropu, ale zemsta na taką skalę nie była łatwa do obalenia. Naruto skinął mu głową.

-Dbaj o siebie, Aniki. Kiedy skończę misję, wpadnę tu jeszcze raz w odwiedziny. Może Kakashi wtedy też tu będzie. -rozejrzał się- A gdzie Yuki?

-Oddałem go Nayanie. Bardzo go lubi, a jej bardziej się przyda niż mnie.

Naruto skinął głową ze zrozumieniem. Pożegnał się szybko z Iruką i ruszył dalej, nie chcąc się spóźnić na swoją pierwszą misję odkąd wrócił do wioski. Zawitał jeszcze do Ichiraku, żeby zjeść porządną porcję ramenu, a potem odwiedził cmentarz, stając na parę minut nad grobem Menmy. Tuż obok znajdował się grób dziadka. Stał tam dość długo, stracił poczucie czasu, rozmyślając nad tym, co mógłby zrobić, gdyby tak nie zawalił. Może oboje by żyli.

-Nie rób tego.

Naruto obrócił się na pięcie i dopiero po chwili zrozumiał, że spogląda na Yamato. Mężczyzna spoglądał na niego łagodnie, ale w jego spojrzeniu czaiła się spora dawka rozbawienia. Blondyn chrząknął, zanim coś powiedział.

-Czego mam nie robić?

-Nie kopiuj Kakashiego. Gdyby nie to, że inaczej wyglądacie, pomyliłbym cię z nim. On też przesiaduje na cmentarzu całe godziny, dlatego się spóźnia. To nie jest jednak postawa godna kopiowania.

Naruto spuścił wzrok.

-Po prostu... uznałem, że warto tu chwilę postać. Dla nich.

-Chwilę? Czy może pół godziny? Lepiej się pospiesz, jeśli nie chcesz się spóźnić na swoją misję.

Chłopak przypomniał sobie o Shimamaru i bramie.

-Misja!

Ruszył biegiem, budząc przy okazji Minoshiego, który zdążył zapaść w krótką drzemkę. Po drodze odpychał ludzi i przebiegał po dachach, domyślając się, że Shikamaru postanowi zrobić małą gadkę przed wyruszeniem, żeby upewnić się, że każdy zna swoją rolę. Nie chciał zarobić bury od swojego kapitana już na samym początku. Gdy dostrzegł południową bramę, zobaczył, że pod nią stoi parę cieni, ale Shikamaru dopiero zmierza w tamtym kierunku.

Wyprzedził go i ledwo wyhamował przy grupce czekających, a potem oparł dłonie o swoje kolana i wziął parę głębokich wdechów. Kiedy podniósł wzrok, zobaczył, że wszyscy mają przynajmniej plecak i również są gotowi na wszystko. Razem z Shikamaru i Naruto było ich ośmiu. Sasuke, Kiba, Shino, Lee, Neji oraz Chouji uzupełniali grupę. Zanim Nara doszedł, blondyn odzyskał oddech i zdołał zignorować rozbawione spojrzenia pozostałych.

-Wszyscy są, dobrze. -zaczął od razu Shikamaru- Znacie szczegóły. ANBU ochraniający Sarutobiego-sama przestali składać raporty od wczoraj. Mamy zbadać, co się stało i nastawić się na to, że zostaniemy zaatakowani. Naszym celem jest sprowadzenie Sarutobiego-sama do wioski w jednym kawałku bez względy na koszty. Każda inna osoba się nie liczy. Zrozumieliście?

Grupa pokiwała głową.

-Świetnie. Nie prosiłem się o rolę lidera, ale skoro mi już ją dali, zamierzam utrzymać was przy życiu. Kiba, ty i Akamaru prowadzicie nas od samego początku, szukacie zapachu Sarutobiego-sama. Shino, Neji i ja będziemy wsparciem, neutralizując napastników. Lee i Sasuke atakują jako pierwsi. Naruto i Chouji będą pilnować, żeby nikt nie zaszedł nas od tyłu. Jeśli znajdziemy kogoś żywego, to wy będziecie go pilnować. Wszystko jasne?

Ponowne kiwnięcia głową.

-Dobrze. Idziemy!

Jak na Narę, ruszył zaskakująco żwawo i dopiero po chwili Kiba go wyprzedził na grzbiecie Akamaru. Shinobi powoli uformowali odpowiedni szyk i już po kilku minutach biegli drogą, wyglądając kłopotów. Sasuke i Lee trzymali się blisko Inuzuki, gotowi zaszarżować na wroga, Shikamaru trzymał się w środku, w każdej chwili przygotowany na zmianę planu. Neji i Shino zostawali nieco w tyle, zaś Naruto i Chouji biegli po przeciwnych sobie bokach.

Utrzymywali to tempo przez resztę dnia, szybko pokonując kolejne etapy podróży. Jak poinformował ich Shikamaru, ostatni raport ANBU wskazywał, że Sarutobi znajdował się gdzieś w połowie drogi do Iwy. Mieli się tam dostać w ciągu 15 godzin ciągłego biegu, ale Nara uznał, że przyda im się mała przerwa. Rzadko się ze sobą porozumiewali, zbytnio skupieni na nie męczeniu się. Naruto był zmotywowany, żeby wytrzymać każde tempo, jakie narzuci im ich kapitan, nie tylko po to, żeby się wyróżnić, ale także po to, żeby pokonać własne słabości. Ostatni pojedynek z Shipachim pokazał mu, jak słaby jest.

[Okolice Konohy, las]

Mizuki spojrzał na zachodzące słońce i uśmiechnął się pod nosem. Zapowiadała się naprawdę pogodna noc, idealna na krwawy przewrót. Nie mógł się już doczekać, kiedy pozbędzie się bachora Minato, Naruko, a potem zetnie samemu Hokage głowę. Meizo i Gouzu czekali na jego rozkazy, skryci razem z resztą małej armii w gąszczu. Mizuki zbyt późno zorientował się, że jest obserwowany. Złapał za kunaia, ale intruz już był przed nim.

-Co my tu mamy? -zamruczał lis- Prawdopodobny sojusznik?

-Czym ty jesteś?

-Twoim najlepszym lisim przyjacielem. -lis przyjrzał się zebranym najemnikom, oceniając ich siły- Mogę pomóc ich wprowadzić do wioski. W zamian chcę jedynie głowy Hokage.

Mizuki zamyślił się. Nienawiść w głosie lisa była za mocna, żeby była udawana. W końcu to nie był taki zły pomysł. Pierwotny plan zakładał szturm na bramę i przedarcie się do wioski pod osłoną nocy.

-Da się załatwić.

Lis wyszczerzył się i wziął się pod boki.

-Doskonale. Musisz wiedzieć, że Minato jest bardzo osłabiony psychicznie. Nie stanowi takiego zagrożenia jak niegdyś. Sarutobiego nie ma w wiosce, tak samo jak Kakashiego i jego małej drużyny. Jedyne zagrożenie stanowi Korzeń i Jiraiya, ale z nimi raczej sobie poradzisz?

Mizuki poczuł ukłucie rozczarowania, kiedy dowiedział się, że nie ma Naruko w wiosce. Ale, w sumie, nie mógł dostać wszystkiego naraz. Uśmiechnął się mimowolnie i skinął głową, dając Demonicznym Braciom znak, żeby podeszli. Szybką wymianą zdań ustalili z lisem plan ataku.

[?]

Gaara jęknął, wypluwając krew na ziemię. Siedział na kamiennej posadzce, drżąc z zimna. Na zewnątrz jaskini panował mrok, była noc. Jak zwykle na pustyni to bywało, noce były bardzo zimne. Kazekage zadrżał i odkrył, że ma skute z tyłu ręce, a koniec łańcucha wbity był w skalną ścianę. Rozejrzał się, szukając wskazówki, gdzie się znajduje, ale poza ogromną rzeźbą, której dostrzegał w sumie sam cień, nie dostrzegł niczego ciekawego.

Podjął próbę uwolnienia się, ale łańcuchy były za dobre. Najwyraźniej blokowały także jego chakrę, bo nie był w stanie unieść najmniejszego ziarenka piasku. Mimowolnie jęknął, czując się bezsilny. Wrócił do niego obraz zamordowanych dzieci i to tylko dlatego, żeby dostać jego. Komu mogłoby tak na nim zależeć? Albo raczej: komu tak bardzo zależało na Shukaku?

Wtedy z boku doszedł do niego syk.

Odwrócił głowę w tamtą stronę i zmrużył oczy. Sakura wróciła do normalnego stanu, ale różowe włosy nadal miała splątane, była brudna i wychudzona, a w jej oczach panowało szaleństwo. Podeszła do Gaary, unosząc dłoń do zadania ciosu.

-Czekaj! -krzyknął Kazekage. Jego nagła reakcja zaskoczyła Sakurę i sprawiła, że ta cofnęła się o parę kroków- Nie wiem, co Orochimaru ci zrobił, ale możemy ci pomóc. Możesz wrócić do Konohy, odzyskać swoje życie. Możesz być shinobi! Tak jak kiedyś, Sakura. Pomożemy ci.

Przez chwilę miał wrażenie, że w oczach Sakury zabłysła nadzieja, ale wkrótce to wrażenie zostało zastąpione przez strach, gdy dziewczyna znowu syknęła i doskoczyła do niego. Chciał krzyknąć, ale wtedy uderzyła go z całej siły w tył głowy. Gaara powoli odpłynął w niebyt.