Lekcje oklumencji
Na podłodze w gabinecie profesora Snape po raz kolejny klęczał Harry Potter, trzymając się za głowę. Alchemik na prośbę Dumbledore nauczał syna Lily oklumencji. Lekcje były prowadzone pod przykrywką korepetycji z eliksirów, albowiem Dolores Umbridge, nauczycielka obrony przed czarną magią i szpieg Ministra Magii, pod żadnym pozorem nie mogła się o nich dowiedzieć. Severus zrezygnowanym wzrokiem popatrzył na chłopaka, który nie czynił żadnych postępów, nie uczył się lub nie chciał się nauczyć jak skutecznie oklumować umysł.
-Na dziś to wszystko, możesz iść.
Syn Lily spojrzał na niego z nienawiścią, burknął - do widzenia,- i już go nie było.
Snape w okresie ferii świątecznych poinformował Pottera o tym, że będzie go dodatkowo uczył. Odbyło się to w obecności jego ojca chrzestnego i wybuchł konflikt, który o mało nie zakończył się walką, bo Severus i Syriusz nie znosili się. Snape nie mógł wybaczyć czystej krwi, bogatemu mężczyźnie znęcania w szkole, nie mógł wybaczyć mu śmierci Lily, którą wiązał z jego głupotą, z tym że tak nierozważnie, bezrefleksyjnie ufał Glizdogonowi, jak dziecko nieświadomy motywów działań sadysty. Black natomiast nie mógł wybaczyć Severusowi śmierciożerstwa. Syriusz brzydził się nim, bo dobrze wiedział co robią śmierciożercy, wystarczająco napatrzył się działając trzy lata w Zakonie no i Regulus powiedział mu dość, aby pluć na takich ludzi jak Snape. W oczach Blacka nic nie usprawiedliwiało Smarkerusa, bo mógł się zachować tak, jak Regulus, mógł wybrać śmierć, a nie życie w hańbie. Alchemik bawił się obserwując złość i brak zaufania Blacka do siebie, podpuszczał go, aż w końcu sprowokował. Ślizgon dobrze wiedział, że poza Dumbledore prawie nikt mu nie ufa i to go bawiło.
Wczesną wiosną 1996 roku Umbridge dopięła swego, i wywaliła Dumbledore ze szkoły, a sama została mianowana przez Knota dyrektorem Hogwartu. Albus został oskarżony o knucie przeciwko Ministrowi celem przejęcia władzy i aby uniknąć Azkabanu, ratował się ucieczką. Dumbledore formalnie ukrywał się, ale nadal sprawnie zarządzał Zakonem Feniksa i w każdej chwili był dostępny dla członków tej organizacji. Severus i Minerwa meldowali mu o wszystkim co się działo w szkole, a Snape dodatkowo zdawał sprawozdania z postępów Pottera w dziedzinie oklumencji. Śmierciożerca w tym czasie rzadko opuszczał szkołę prowadząc lekcje, warząc i obserwując poczynania Umbridge.
-Te lekcje nie mają sensu, Albusie,- pewnego dnia, zdesperowany Snape tłumaczył swemu mentorowi brak jakichkolwiek postępów Pottera w dziedzinie oklumencji. - Potter nie jest w stanie nic opanować. NIC. Nie do końca rozumiem dlaczego i mam wrażenie, że nie chce się nauczyć. Uważa, wyczytałem to w jego umyśle, że ucząc go oklumencji chcę mu zaszkodzić i mam wrażenie, że nie chce zrywać więzi z Czarnym Panem, bo dzięki niej ma wgląd w ważne, bieżące wydarzenia.
-Severusie, proszę mimo wszystko ucz go dalej, postaraj się wyzbyć uprzedzeń, daj z siebie wszystko. Nic nie jest ważniejsze niż to, aby Harry nauczył się oklumować umysł. Jeżeli się nie nauczy, to twój Pan znajdzie sposób aby wywabić go ze szkoły, znajdzie sposób aby chłopak wziął dla niego przepowiednię, a gdy Riddle pozna jej pełną treść to przegraliśmy.
Snape zgrzytnął zębami, bo słyszał to już wiele razy. Rozmowa odbywała się w zabezpieczonym czarami gabinecie Severusa, gdzie na prośbę gospodarza Dumbledore z nagła zmaterializował się z Feniksem nad głowa.
- Dobrze Albusie, postaram się, - powiedział po raz kolejny, wzdychając.
Albus uśmiechnął się.
-Pyszne są te pierniczki z Miodowego Królestwa. Zrób mi jeszcze trochę herbaty, dziecko.
Severus magicznie dolał do filiżanek herbaty, po czym spojrzał na swego opiekuna.
-Nie byłoby lepiej, aby Potter dowiedział się o tej przepowiedni? Nie, żeby poznał jej treść, tylko żeby wiedział, że istnieje, aby był świadom w jaki sposób Czarny Pan będzie chciał go wykorzystać. Albusie, ja wbrew jego woli nie nauczę go oklumencji. Jeżeli będzie wiedział dlaczego to jest takie ważne to zacznie się uczyć, tego jestem pewien.
-Nie Severusie, wolałbym mu jeszcze o tym nie mówić uważam, że jest na to za wcześnie.
-To jest twoja decyzja Albusie, oby tylko nie sprowadziła na nas jakiegoś nieszczęścia.
Dumbledore upił łyk herbaty i zamyślił się.
-Nie jestem pewien dziecko czy dobrze robię. Harry jest bardzo sprytnym, samodzielnym czarodziejem,- tu Albus uśmiechnął się, - nie o wszystkich swoich zamierzeniach informuje przyjaciół i nie od wszystkich zamiarów daje się odwieść. Obawiam się, że jeżeli będzie wiedział o przepowiedni to znajdzie sposób, aby poznać jej treść...- Dumbledore zmyślił się, a po chwili dodał:- Wzywał cię ostatnio?
-Nie, nie wzywał mnie, nie widziałem go odkąd opuściłeś szkołę, - wzruszył ramionami Alchemik.
-Rozumiem.
-Ach, Albusie, chcę ci pokazać wspomnienia, które wyczytałem w umyśle Pottera, chcę żebyś wiedział jak jest traktowany przez mugolską rodzinę, w której go umieściłeś.- Albus spojrzał na ślizgona z widocznym zdziwieniem. - Weź myślodsiewnię, -dodał Snape, tylko oddaj mi ją przed następną lekcją.
-Dobrze, - pokiwał głową Dumbledore.
Czarodzieje milcząc pili herbatę. Snape był pewien, że jak tak dalej pójdzie to w niedalekiej przyszłości myśli, uczucia i wiedza syna Lily nie będą stanowić żadnej tajemnicy dla Czarnego Pana. Albus dopił aromatyczny napój, pożegnał się i zniknął, a Severus pozdejmował czary nieprzenikalności ze swego gabinetu.
xxx
Kolejna lekcja oklumencji i Syn Lily klęczący na podłodze, wśród słojów pełnych kiszonych ingrediencji zajmujących wszystkie ściany gabinetu mistrza eliksirów... Snape obserwował strumień wspomnień i oklumował szok spowodowany tym, w jaki sposób chłopak był traktowany przez bliską rodzinę. Merlinie, syn Lily... Jego dzieciństwo nie było lepsze od mojego, co tam lepsze, było gorsze, ale nie został bandytą, jak ja. Alchemik coraz bardziej był świadom, że Potter jest takim człowiekiem jakim była Lily, że jest jedynie z wyglądu podobny do ojca. Dusza Lily uwięziona w ciele Pottera... Snape spojrzał na chłopaka zimnymi, przywodzącymi na myśl dwa puste tunele, odzwierciedlającymi oklumowany umysł oczyma.
-Czyj to był pies? - Zapytał beznamiętnie.
-Ciotki Maggie,- odburknął młody czarodziej, nie patrząc mu w oczy.
Alchemik ten jeden raz nie wytrzymał i nawiązał do tego, co zobaczył w umyśle chłopaka, bo nigdy nie komentował nic z tego co widział dobrze wiedząc, jakie to jest upokarzające. Aczkolwiek, niekiedy odczuwał satysfakcję tym, co zobaczył w jego wspomnieniach. Szczególnie pewna wypowiedź Petunii sprawiła mu złośliwą radość gdy zorientował się, że dla siostry Lily James Potter był degeneratem społecznym i bezrobotnym alkoholikiem. Oczywiście, Harry nie był świadom jego uczuć, bo się oklumował. Lekcje odbywały się dwa razy w tygodniu i Alchemik zaczął być nimi znudzony, bo niczym się nie różniły od siebie... Potter nie czynił żadnych postępów. Jednak ostatnia lekcja oklumencji wstrząsnęła nauczycielem. Syn Lily był bardziej niż zwykle rozkojarzony, nie uważał, nie ćwiczył i Snape wślizgnął się do jego umysłu głęboko, bardzo głęboko... Jego oczom ukazał się przyjemny, dziecięcy pokoik, przerażona, odchodząca od zmysłów Lily i jego Pan naprzeciwko z różdżką w reku... Avada Kedavera i Lily osuwająca się na podłogę... Wtedy coś w nim pękło, jakby to on oberwał klątwą. Śmierciożerca wycofał się z umysłu chłopaka z trudem utrzymując bariery oklumencji.
-Nad dziś to wszystko, możesz odejść, pamiętaj, masz ćwiczyć,- powiedział beznamiętnym, wypranym z emocji głosem.
Potter zdziwiony, ale zadowolony, że skończyła się jego katorga, z trudem powstał z podłogi, zabrał torbę, burknął -do widzenia,- i nie patrząc nauczycielowi w oczy, błyskawicznie opuścił gabinet.
Snape tylnymi drzwiami przeszedł do swoich komnat i nałożył na kwaterę najsilniejsze czary nieprzenikalności, jakie znał. Bariery oklumencji opadły i twarz śmierciożercy wykrzywiła się bólem, a z oczu popłynęły łzy. Silne cierpienie sprawiło, że w swoich reakcjach cofnął się do czasów dzieciństwa. Severus płacząc położył się do łóżka, wtulając twarz w poduszkę. Nienawiść do Czarnego Pana powróciła z niespotykaną siłą. Snape rozerwał szatę i wbił palce w poznaczoną bliznami po samookaleczeniach skórę. Wkrótce pościel przesiąkła krwią... Jednak tym razem Dumbledore nie pojawił się. Nie, nie, palce z trudem oderwały się od poszarpanej skóry i ręce powędrowały za głowę, to jest twoja wina, teraz cierp ale musisz żyć aby chronić jej syna, ofiara Lily nie może być daremna, nikt nie zmuszał cię abyś przyjął Mroczny Znak, sam tego chciałeś, myślał nieszczęsny, powalony cierpieniem czarnoksiężnik. W jego sercu rosła nienawiść do Czarnego Pana... Przepełniony odrazą, po raz pierwszy pomyślał o nim: Voldemort... Nie jestem lepszy od niego, ta jakże gorzka myśl zagościła mu głowie, a usłużny umysł wydobywał wspomnienia przerażonych, wykrzywionych cierpieniem, błagających o litość twarzy kobiet, mężczyzn, dzieci... Nie miałem litości, nigdy nie miałem litości myślał, i narastało w nim obrzydzenie do siebie samego. Śmierciożerca przepłakał cała noc. Rano wstał do nowych, czekających go zadań z duszą przepełnioną nienawiścią do Voldemorta i pogardą dla siebie samego.
xxx
Nauczanie oklumencji wymaga wchodzenia w bardzo bliskie, umysłowe relacje, bo nie tylko nauczyciel wnika do umysłu ucznia, ale także uczeń wnika do umysłu nauczyciela. Taka zależność jest niezbędna, i świadczy o postępach w nauce. Snape dobrze pamiętał morze zła jakie widział kilkanaście lat temu, w umyśle Czarnego Pana. To, co uczeń zwykle widzi wchodząc do umysłu nauczyciela, to są sytuacje wzbudzające najsilniejsze emocje, często zepchnięte w podświadomość. Potterowi udało się wydobyć z głębin pamięci Sanpe wspomnienie dnia, w którym jego ojciec stracił pracę. Alchemik zupełnie zapomniał już o tym odległym wydarzeniu, ale miał inne wspomnienia, wspomnienia których nie było sensu oklumować, a które wzbudzały bardzo silne emocje, wspomnienia których w żadnym wypadku nie ujawniłby Potterowi... Wspomnienia o tym, jak jego ojciec dręczył go w szkole. Snape rozmawiał na ten temat z Dumbledore i dostał do swojej dyspozycji myślodsiewnię, do której przed każdą lekcją składał te niewygodne reminiscencje.
Po ucieczce Albusa w szkole zapanował terror Umbridge, a pomiędzy gryfonami i ślizgonami wybuchła wojna. Pewnego razu, przed rozpoczęciem lekcji oklumencji, Snape został wywołany z gabinetu do nieprzytomnego ślizgona, który przed miesiącem w jakiś czarodziejski sposób zniknął. Zdenerwowany nauczyciel polecił Potterowi opuścić gabinet, a sam pobiegł na siódme piętro gdzie znaleziono chłopaka. Jakie było jego zdziwienie i wściekłość, gdy po powrocie zastał Pottera oglądającego właśnie to, czego nigdy nie miał oglądać. Snape stracił panowanie nad sobą, odmówił dalszych lekcji, wywalił gówniarza z gabinetu i nikt, nawet Dumbledore, nie przekonał go do zmiany zdania. Jednak chłopak nie zachował się tak, jak zachowałby się stary Potter tylko tak, jak w tej sytuacji postąpiłaby Lily. Nie wspomniał nikomu o tym co zobaczył w myślodsiewni i wymógł na Backu i Lupinie aby go przeprosili, co bardzo zdziwiło i pozytywnie zaskoczyło Snape. A było to tak... Kilka dni po wywaleniu syna Lily z lekcji oklumencji, nauczyciel poczuł jak przyjemnym ciepłem rozpala się medalion Zakonu spoczywający na jego piersi. To Lupin chciał się z nim skontaktować. Zdumiony i nadal wściekły Alchemik, aktywował swój medalion i jego oczom ukazał się salon Kwatery Głównej i spoczywający na wygodnej kanapie, przed kominkiem, Black z Lupinem. Widząc to, ślizgon błyskawicznie się oklumował.
-Severus,- Black spojrzał w zimne, skrywające oklumowany umysł oczy szkolnego kolegi, - chcę się przeprosić za to, co robiłem ci w szkole w imieniu swoim i Jamesa, bo jestem pewien, że James też by tego pragnął. Wcześniej niż ja przejrzał na oczy, -dodał gorzko.
Black mówił szczerze. Snape spojrzał na tego przytłoczonego życiem, uzależnionego od ognistej czarodzieja uwięzionego w domu swojej matki... I przestał się oklumować, ukazując huncwotom swój ból i cierpienie.
-Już nie Smarkerus?- Zapytał bardzo cicho.
-Przepraszam. Jeżeli możesz, to wybacz nam. Nie cofnę czasu, choćbym tego bardzo pragnął, nie zmienię tego co zrobiłem, nie przywrócę życia Jamesowi i Lily.
Severus spuścił głowę, zakrywając twarz prostymi, czarnymi zaniedbanymi włosami. Po chwili, spojrzał w oczy Blacka i jego rysy zastygły w surowym grymasie bólu.
-Kiedy zrozumiałeś?- Głos ślizgona nadal był bardzo cichy, ledwo słyszalny.
-W Azkabanie,- twardo odpowiedział Syriusz.
-Ty wiedziałeś,- Snape spojrzał na Lupina.
-Bałem się odrzucenia, - Remus spuścił głowę, nie patrząc w oczy koledze,- poza Jamesem i Syriuszem nikt nie zaakceptował mnie, nie zaprzyjaźnił się ze mną,- dodał cicho.
-Kiedy się zorientowałeś?- Wyszeptał Snape.
-W trzeciej lub w czwartej klasie, już nie pamiętam, - Remus podniósł głowę i spojrzał w oczy ślizgona. - Przepraszam cię Severus, jeżeli możesz wybacz mi, wiedziałem, wszyscy wiedzieli o tobie i Lily, wiedziałem że to co tobie robimy jest złe, ale nigdy nie zareagowałem...
Twarz Snape skurczyła się z bólu.
-Nic i nikt nie zwróci życia Lily, -wyszeptał, i w tym momencie Syriusz zrozumiał, dlaczego Dumbledore tak bezwzględnie ufa śmierciożercy. To było jak olśnienie, ale czarodziej nie odezwał się wiedząc jak taka rewelacja byłaby niebezpieczna dla Snape.
-Proszę, przyjmij moje przeprosiny,- powtórzył ten dumny, bogaty, zniszczony życiem gryfon.
-Gardzisz mną, -wyszeptał Snape, patrząc mu w oczy.
-Już nie.- Syriusz nie odwrócił wzroku.
Snape wstał i nerwowym krokiem zaczął przechadzać się po gabinecie.
-Dajcie mi czas, dajcie mi trochę czasu,- poprosił, nie patrząc na nich.
Huncwoci pokiwali głowami.
-Severusie, - Lupin poruszył temat, który był dla niego najistotniejszy, - czy mógłbyś wznowić lekcje oklumencji...- Ale nie dokończył, przerażony reakcją Snape, przerażony jego twarzą wykrzywioną nienawiścią, z obnażonymi żółtymi, nierównymi zębami. Huncwoci zerwali kontakt wiedząc, że nic w tej kwestii nie osiągną i Remus z troską popatrzył na Syriusza.
- On nie wróci już do tych lekcji. Właśnie zobaczyliśmy śmierciożerę,- powiedział smutno, na co Black pokiwał twierdząco głową.
xxx
Pod koniec roku szkolnego w Hogwarcie, z ludzi Dumbledore pozostał jedynie Snape. Minerwa po kilku oszałamiaczach, którymi obdarzyli ją pracownicy Ministerstwa, leżała nieprzytomna, w ciężkim stanie, w szpitalu im. Świętego Munga. Po szkolnych egzaminach, które odbyły się w czerwcu, Voldemort bez problemu wniknął do umysłu Pottera i wywabił go ze szkoły, wszczepiając mu wizję Blacka uwięzionego w Departamencie Tajemnic. Snape, gdy zorientował się co się stało, zaalarmował Zakon i członkowie tej organizacji ruszyli na pomoc synowi Lily, a pierwszy rwał się do walki Syriusz i nic nie było go wstanie powstrzymać. Argumenty sprytnego ślizgona nie docierały do bohaterskiego, dumnego gryfona. Snape widząc co zamierza Black przełamał się, bo miał jakieś nieokreślone przeczucie, że widzi go po raz ostatni.
-Syriusz...- I gdy zdziwiony gryfon spojrzał na niego, wyszeptał, patrząc mu prosto w oczy, - wybaczam ci.
Black blado się uśmiechnął.
-Dziękuję, - odpowiedział. -Jamesowi też?
-Jestem dłużnikiem Jamesa, - stwierdził Severus, po raz pierwszy używając tego imienia, po czym zerwał kontakt bo przekazał już wszystkie wiadomości. Ślizgon nie zamierzał wyjawić, że to on był tym śmierciożercą który przekazał Voldemortowi fragment przepowiedni, o tym wiedział jedynie Albus i tak miało pozostać.
