Wigilijny wieczór wszyscy spędzili przed kominkiem śpiewając kolędy. To były jej pierwsze święta w tak rodzinnej atmosferze. Czuło się w powietrzu coś niezwykłego. Zapach grzanego wina i cynamonowych ciastek rozgrzewał ją od środka. Ładowała tu baterie i tylko czasami zastanawiała się czy święta dotarły też do lochów Hogwartu.
- Proszę. – powiedział Syriusz podając jej kubek z parującym napojem.
- Co to? – zapytała.
- Gorąca czekolada. – odpowiedział. – Pamiętasz? Pisałaś mi, że marzysz by zasiąść przed kominkiem z kubkiem aromatycznej gorącej czekolady. – Uśmiechnął się. Faktycznie… chyba napisała mu o tym, po jednym z kiepskich dni.
- Dziękuję. – posłała mu wdzięczny uśmiech. Syriusz przysiadł obok niej. Przy kominku zostali już tylko oni.
- Martwi cię coś? – zapytał.
- Dlaczego pytasz? – spojrzała na niego, odgarniając kosmyk włosów za ucho.
- Odkąd tu przybyłaś, zdajesz się błądzić gdzieś myślami.
- Martwię się po prostu o Artura. Ta cała sytuacja… - westchnęła. – Martwię się.
- Artur niedługo wyjdzie ze szpitala, nie ma się już co przejmować. Są święta rozchmurz się! – przyciągnął ją do siebie i siedzieli tak na kanapie popijając gorącą czekoladę i patrząc w płomienie kominka.
W drugi dzień świąt w domu niespodziewanie zjawił się Snape i zażądał rozmowy z Harry'm w cztery oczy. Udał się do jego pokoju i siedzieli już tam dobre pół godziny. Syriusz stał na korytarzu i czekał przy schodach.
- Nadal rozmawiają? – podeszła do niego. Miał wojowniczą minę, a to zapowiadało kłopoty.
- Tak. Chyba tam pójdę. – i już ruszał, ale złapała go za ramię powstrzymując.
- To nie jest dobry pomysł. Dla dobra Harry'ego lepiej się nie wtrącaj.
Syriusz chwile się wahał spoglądając na schody, ale w końcu zrezygnował. Spojrzał na nią i uśmiechnął się. W oczach dostrzegła ten zadziorny blask.
- O co chodzi? – zapytała podejrzliwie.
- O nic. – zrobił krok w jej stronę i spojrzał w górę. – Jemioła.
Spojrzała w górę i rzeczywiście stała tuż pod nią. Chciała się wycofać, ale tym razem to Syriusz złapał ją za ramię.
- Tradycji niech stanie się zadość. – zaśmiał się.
- Syriuszu, nie… - nie zdołała dokończyć. Zamknął jej usta swoimi, co zszokowało ją tak, że skamieniała. Nie mogła się ruszyć, nogi odmówiły jej posłuszeństwa.
- Ekhem… - usłyszała od strony schodów. – Przeszkadzam? – zapytał szyderczo Snape. Syriusz spojrzał na niego ze złością.
- A żebyś wiedział smarkerusie. – wycedził przez zęby. Oj… było źle.
Kira nadal stała w tym samym miejscu, nie wiedząc, co przed chwilą się stało. Dotknęła palcami swoich ust i tak została.
Snape zszedł po schodach i stanął przed nimi.
- Czego chciałeś od Harry'ego? – zapytał Syriusz.
- Nie twój interes Black. – Snape spojrzał na Kirę, a jego wzrok ją palił.
- Jestem jego ojcem chrzestnym!
- Mógłbyś być samym Ministrem Magii, a obchodziło by mnie to mniej niż zeszłoroczny śnieg. Zejdź mi z drogi! – warknął.
- Nie będziesz rozkazywał mi pod moim dachem! – Syriusz podniósł głos.
Syriusz i Snape wymienili kilka kąśliwych uwag, szalę goryczy w Syriuszu przelał Snape, który niezbyt pochlebnie wyraził się o ojcu Harry'ego. Syriusz gwałtownie zerwał się i wyciągnął różdżkę, Snape wyszarpnął zza poł płaszcza swoją. Stali tak naprzeciwko siebie. Syriusz był wyraźnie wzburzony, wycelował różdżką w twarz Snape'a.
- Nie! – krzyknęła Kira przywrócona do rzeczywistości. Wbiegła między nich zasłaniając Snape'a. - Przestańcie oboje!
- Odsuń się. – Syriusz bezskutecznie próbował ją odciągnąć.
- Nie! Jesteście jak dzieci! Oboje opuśćcie różdżki zanim ja użyję swojej. – pokazała im swoją prawą rękę w której ją trzymała.
- Nie rozśmieszaj mnie Grey… - powiedział złośliwie Snape.
- A ty mnie lepiej nie prowokuj. – powiedziała ze złością. – Wracaj do siebie, a ty opuść różdżkę! – zwróciła się do Syriusza, który był w ciągłej gotowości. – Jak dzieci! – dodała widząc, że oboje zrobili to o co prosiła.
Gdy Snape opuścił dom, Syriusz spojrzał na nią z niechęcią i wszedł do swojej sypialni trzaskając drzwiami. Zapowiadała się niezła awantura…
