UWAGA! Autorką opowiadania jest Wizards-Pupil, ja tylko tłumaczę na Polski. :)

Spędziłam ostatnią noc z Ginny, tak jak ona zrobiła to dla mnie w noc przed moim ślubem. Tęskniłam za Fredem, ale na szczęście długo rozmawiałyśmy zanim Ginny zasnęła.

Obudziłam się wcześnie, zaskoczona, że Ginny jeszcze śpi. Czy wszyscy Weasley'owie lubili późno wstawać?

Rozważałam opcję, żeby znów wskoczyć na jej łóżko żeby ją obudzić, ale zdecydowałam, że lepiej nie nadwyrężać jej cierpliwości w dniu ślubu. Podeszłam do okna i rozsunęłam zasłony, wpuszczając światło słoneczne do pokoju. Ginny przekręciła się i przycisnęła twarz do poduszki. Leżała teraz na brzuchu z kołdrą owiniętą wokół niej niczym kokon. Roześmiałam się widząc, jak ukrywa twarz w poduszce i weszłam na jej łóżko.

- Wstawaj śpiochu, wychodzisz dzisiaj za mąż. – Zignorowała mnie i przycisnęła kołdrę mocniej do siebie. No dobra, spędziłam rok z Ronem i Harrym i nauczyłam się jak sobie poradzić w takich przypadkach. Pierwszym krokiem było ściągnięcie kołdry. Machnęłam różdżką i przetransmutowałam ją w pluszowego misia. Ginny jęknęła i zwinęła się w kulkę, próbując zachować chociaż odrobinę ciepła.

- No proszę, Hermiono, jeszcze tylko pięć minut. – powiedziała błagalnym tonem. Roześmiałam się i pokręciłam głową.

- Ginewro, wstawaj! Wychodzisz dzisiaj za mąż i nie pozwolę ci się spóźnić! – powiedziałam, starając się naśladować ton pani Weasley. Ginny wystrzeliła w górę i spojrzała na mnie wystraszona.

- Merlinie, wychodzę za mąż! – Zeskoczyła z łóżka i wybiegła z pokoju. Roześmiałam się i podążyłam za nią do łazienki. Spanikowana wyciągała mydła, olejki i szampony z szafki desperacko szukając swojego. Uśmiechnęłam się i chwyciłam różdżkę. Użyłam zaklęcia przywołującego żeby znaleźć jej szampon. Uśmiechnęła się szeroko i szybko mi go zabrała. Wyszłam z łazienki żeby mogła wziąć prysznic. Wyciągnęłam i położyłam na łóżku jej sukienkę, halkę, buty oraz akcesoria do włosów. Po chwili znowu pojawiła się w sypialni cała mokra, ale i spokojniejsza.

Kiedy się ubierała wyciągnęłam swój stój. Sukienka była ciemnoczerwona i czułam się w niej tak, jakbym była piękna. Była długa aż do ziemi, ale nie miała pełnej spódnicy otulającej moje nogi i nie rozszerzała się. Top był bez rękawów, ozdobiony skomplikowaną koronką. Suknia Ginny była naprawdę olśniewająca. Miała dekolt na wysokości ramion i asymetryczny gorset. Miał hafty z koralików na wysokości dekoltu i talii. Spódnica rozszerzała się, jak litera A oraz miała długi, ciągnący się za nią tren. To wszystko sprawiało, że wyglądała jak prawdziwa księżniczka.

Pomogłam jej ułożyć włosy. Zostawiła je rozpuszczone wpięła w nie pojedynczy kwiatek przebiśniegu. Welon ozdobiony był delikatną koronką. Pani Weasley pomagała jej wybierać sukienkę płacząc przez cały czas. To sprawiło, że naprawdę zaczęłam tęsknić za moją mamą, ale także pomogło mi zauważyć jak bardzo jestem wdzięczna za bycie częścią tej rodziny.

Kiedy zrobiłam sobie fryzurę spojrzałam na zegarek. Była już ósma trzydzieści, a ślub zaczynał się o dziesiątej. Musiałam obudzić Freda.

Podeszłam do pani Weasley żeby powiedzieć jej, że wrócę za pięć minut. Pokiwała głową i wróciła do ustawiania stołów.

Aportowałam się w mieszkaniu i rozejrzałam się wokoło żeby zobaczyć czy Fred przypadkiem już się nie obudził. Nie wyczuwałam go przez naszą więź, więc domyślałam się już, że spał, ale zawsze można było mieć nadzieję.

Jeszcze nie wstał.

Znalazłam go śpiącego w naszym łóżku. Przyciskał do siebie brązowego misia, którego dał mi w prezencie ślubnym. Podarował mi go ze względu na to jak lubiłam gwiazdozbiór Wielkiej Niedźwiedzicy. Przyciskał go mocno do klatki piersiowej i musiałam się powstrzymać, żeby bardzo głośno nie powiedzieć 'awww'. To było takie słodkie, że moje serce zatrzepotało z radości. To wyglądało tak, jakby tęsknił za mną tak, jak ja tęskniłam za nim.

Podeszłam do łóżka od strony, w którą zwrócona była jego twarz i uklękłam. Delikatnie uniosłam rękę i przebiegłam palcami po jego włosach. Drgnął lekko przez sen, ale się nie obudził. Uśmiechnęłam się, obserwując jak śpi. Nie chciałam go budzić, ale nie mógł przegapić ślubu.

Pochyliłam się i delikatnie pocałowałam go w usta, uśmiechając się. Poczułam jak się budzi, kiedy jeszcze raz przeczesałam mu włosy palcami.

- Fred, wiesz, że musisz wstać. Obiecuję, że jutro pozwolę ci spać.

Jeszcze tylko kilka minut.

Uśmiechnęłam się słysząc jego niewyraźne myśli, ale pokręciłam głową.

Nie kochanie, musisz wstać. Wiesz, gdybyś poszedł spać o rozsądnej godzinie nie miałbyś takich problemów.

Nie mogę nic na to poradzić, moja żona lubi trzymać mnie rozbudzonego.

Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w nos sprawiając, że w końcu otworzył swoje niebieskie oczy.

Powoli zamrugał i spojrzał na mnie zaspany zanim jego wzrok przeniósł się na moją sukienkę.

A może po prostu zostańmy tutaj, urządzimy sobie miesiąc miodowy. Uniósł sugestywnie brwi. Roześmiałam się i potrząsnęłam głowa.

- Wiesz, trochę trudno brać na poważnie to, co mówisz, kiedy przytulasz się do pluszowego misia. – Jego uśmiech osłabł, kiedy spojrzał na swoje ramiona i zarumienił się.

- Tęskniłem za trzymaniem ciebie, zobaczyłem go i przyciągnąłem do siebie. Pachniał jak twój szampon, więc zasnąłem trzymając go. – Teraz naprawdę się czerwienił, ale jego historia była naprawdę urocza. Pocałowałam go, ale odsunęłam się, kiedy poczułam przez więź nutkę pożądania.

- Nie Fred, musisz się ubrać, musimy iść na ślub. – Wstałam z kolan i podeszłam do komody.

Co za piękny widok. Usłyszałam komentarz Freda i zarumieniłam się, jednak nie przestałam wyjmować ubrań. Nałożyłam na nie kilka zaklęć żeby nie wydawały się już takie niekomfortowe, ale jeszcze mu o tym nie powiedziałam.

- Proszę bardzo kochanie. – powiedziałam kładąc je na łóżku. Teraz już siedział, ale wciąż wyglądał na zdenerwowanego.

- Naprawdę muszę się w to ubrać?

- Tak. – Chwyciłam go za ręce i wyciągnęłam z łóżka. Wstał niechętnie i przyciągnął mnie do siebie, kiedy tylko złapał równowagę.

- Wyglądasz naprawdę pięknie Miona, to nie fair w stosunku do mojej siostry.

Uśmiechnęłam się i pocałowałam go szybko w policzek.

- Komplementy ci nie pomogą. – powiedziałam zanim wyślizgnęłam się z jego uścisku. – A teraz się ubierz. – powiedziałam swoim najbardziej rozkazującym tonem. Roześmiał się, chwycił szatę wyjściową i zaczął iść w stronę łazienki.

- Zobaczymy się na ślubie! – zawołałam za nim.

Do zobaczenia, kochanie. Pomyślał w odpowiedzi. Aportowałam się z powrotem w Norze.

Do ślubu została godzina i ludzie biegali we wszystkie strony jak oszalali.

Eww! Nie musiałaś przekazywać mi tego obrazu. Roześmiałam się słysząc myśl Freda zarabiając kilka zdziwionych spojrzeń. Ups, zapomniałam, że nikt inny go nie słyszy

Zawstydzona przecisnęłam się przez tłum i weszłam do Nory. Szukałam kogoś, z kim koniecznie musiałam porozmawiać. Nie mogłam znaleźć Harry'ego i nie miałam pojęcia gdzie jest. Może Ron będzie wiedział?

Wbiegłam po schodach, no cóż, coś w tym rodzaju, ciężko było biegać w mojej sukience i weszłam do jego pokoju.

Był pusty.

Już chciałam się deportować, ale pomyślałam o strychu, w którym ukrywaliśmy się kilka razy. Podeszłam na palcach do drabiny i zaczęłam się wspinać. Ostrożnie wychyliłam głowę i zobaczyłam plecy Rona. Wyglądał jakby z kimś rozmawiał.

Ron obejrzał się, żeby zobaczyć kto przyszedł i ku mojemu zdumieniu nie zobaczyłam osoby, z którą rozmawiał. Uśmiechnęłam się delikatnie, podeszłam bliżej i uklękłam przy moich najlepszych przyjaciołach. Podniosłam rękę i ściągnęłam pelerynę niewidkę instynktownie wyczuwając kto znajduje się pod spodem. Harry spojrzał na mnie wystraszonym wzrokiem.

Usiadłam na piętach i uśmiechnęłam się.

- Ukrywa się przed wszystkimi. – powiedział po chwili Ron. Pokręciłam głową z niedowierzaniem i odwróciłam się do Harry'ego.

Nigdy bym na to nie wpadła, szczególnie że ukrywa się pod peleryną niewidką! – wykrzyknęłam sprawiając, że Ron uśmiechnął się, a usta Harry'ego delikatnie drgnęły.

- Harry, dlaczego ukrywasz się pod peleryną? Tylko nie mów mi proszę, że nie chcesz, żeby ktokolwiek cię zobaczył. – powiedziałam delikatnie, siadając obok Rona.

Siedział przez chwilę cicho, a potem się odezwał.

- Rozumiem dlaczego mówiłaś, że w porównaniu z tym strach przed Bellatrix to nic. Jestem przerażony.

Zaczął bawić się okularami zanim kontynuował.

- Nie mam żadnych wątpliwości, kocham ją, ale co jeśli ona zmieni zdanie?

- Jak myślisz, jak długo Ginny cię kocha? – zapytałam zanim Ron zdążył cokolwiek powiedzieć. Harry wzruszył ramionami a Ron zaczął mówić.

- Powiedziałbym, że od momentu kiedy dowiedziała się kim jest.

Uśmiechnęłam się i pokręciłam głową.

- Nie, wtedy po prostu miała obsesję na jego punkcie. Wiedziała, że go kocha kiedy zobaczyła, jak zabija bazyliszka, żeby ją ratować. – Odwróciłam głowę i spojrzałam na Harry'ego. – Jesteś jej bohaterem, ponieważ ją ocaliłeś, a nie dlatego, że jesteś chłopcem, który przeżył. Zawsze byłeś jej wybawcą i zawsze kochała cię bardziej niż myślała, że to możliwe. Nawet kiedy zerwałeś z nią na pogrzebie, wciąż cię kochała. Nigdy nie przestanie cię kochać i nie opuści tego ślubu z byle powodu.

Harry uśmiechnął się z wdzięcznością.

- Dzięki. – powiedział delikatnie. Przytuliłam się do niego i przyciągnęłam do nas Rona. Siedzieliśmy przez chwilę obejmując się, a potem odsunęłam się.

- Okej, muszę już iść. Ginny na pewno potrzebuje mojej pomocy. – Uśmiechnęłam się do Harry'ego i wstałam.

- Oczekuję, że zjawicie się na czas. A ty Ron nie zgub obrączek.- Uśmiechnęłam się do nich ciepło i zeszłam na dół.

Dziesięć minut później Ginny, Luna i ja czekałyśmy przy wejściu do namiotu. Miałyśmy dziesięć minut do rozpoczęcia ceremonii. Przeżyłam już szesnaście ślubów, można by pomyśleć, że przywykłam do tego i już się nie denerwowałam.

Nic z tego, wciąż się denerwowałam i niepokoiłam. Jednak Ginny wydawała się w ogóle nie denerwować. Była pogodna, spokojna i pewna. Serio, mogłabym pomyśleć o każdym spokojnym przymiotniku i w tej chwili każdy by do niej pasował. Nie wyglądała na ani trochę przestraszoną. To budziło we mnie ogromny podziw. Usłyszałam początek melodii i poszłam w kierunku wejścia. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam iść alejką z Luną, która szła niedaleko za mną.

Harry i Ron czekali na końcu alejki wyglądając na podekscytowanych. Patrzyli mi w oczy przez cały czas kiedy szłam alejką, co sprawiało, że czułam się komfortowo. Ostatnim razem, podczas ślubu Rona prawie straciłam całą przyjemność, która z niego wynikała. Wpadłam wtedy w zły nastój i myślałam, że tracę najlepszych przyjaciół. Od tamtego czasu zrozumiałam, że nikt nie mógłby nas rozdzielić. Zawsze będziemy Złotą Trójką. Ron zawsze będzie przyjacielem, który będzie wnosił coś zabawnego i nowe spojrzenie na świat. Harry zawsze będzie przyjacielem, który będzie mnie pocieszał. Będą częścią mnie i zawsze będziemy spędzać razem czas.

A więc, z takimi szczęśliwymi myślami zajęłam moje miejsce na końcu alejki. Szybko znalazłam Freda wzrokiem, uśmiechnął się do mnie.

Dzięki za naprawienie szaty, teraz jest o wiele lepiej. Powinnaś to zrobić dawno temu.

Tak, ale wtedy nie byłoby to aż tak przyjemne.

Może. Uśmiechnęłam się słysząc tę myśl i odwróciłam się, żeby popatrzeć jak unosi się zasłona namiotu. Pan Weasley poprowadził swoją córkę i zaczęli iść środkiem alejki. Ginny roztaczała wokół siebie pozytywną aurę, wyglądała jakby ktoś sprawił, że jej ciało świeciło jak różdżka po wypowiedzeniu zaklęcia lumos.

Szybko zerknęłam na Harry'ego i ze zdumieniem zauważyłam, że zaniemówił z wrażenia. Jego usta były lekko uchylone, a oczy szeroko otwarte. Przypomniała mi się mugolska piosenka z jakiegoś filmu, który lubiłam oglądać jako dziecko i zauważyłam, że tekst pasuje idealnie.

Więc to jest miłość.

Ojciec i córka doszli do końca alejki. Pan Weasley oddał Ginny ze łzami w oczach. Podeszła do przodu i zajęła miejsce obok Harry'ego z pewnością wymalowaną na jej pięknej twarzy. Zaczęli wypowiadać słowa przysięgi nie spuszczając z siebie wzroku. To była piękna ceremonia i płakałam przez cały czas. Kiedy Percy wypowiedział słowa „Możesz pocałować pannę młodą" prawie straciłam równowagę. To było takie romantyczne i słodkie, nie mogłam uwierzyć, że Harry wychodzi za Ginny, jedyną dziewczynę, którą kiedykolwiek kochał.

Tańce były wspaniałe, znowu tańczyłam z moim mężem, rozkoszując się sposobem, w jaki obejmował mnie swoimi ramionami. Przekazywaliśmy sobie uczucia radości i miłości i czuliśmy się bezpiecznie w swoich objęciach. Może i nie wyobrażałam sobie nigdy siebie wychodzącej za Fryderyka Gideona Weasley'a, ale nie zamieniłabym go na nic w świecie. A co do tego, że kiedyś chciałam przeżyć historię miłosną Ginny i Harry'ego: Moja osobista miłosna historia była inna, ale nie zamieniłabym jej na nic innego. Moje życie było praktycznie idealne i dlatego tak bardzo je kochałam.

N/A: No, to już koniec. Ostatni rozdział. :') Czas na podziękowania:

Dziękuję J. za to, że wymyśliła przecudowny świat Harry'ego Pottera i jego bohaterów.

Dziękuję Wizards-Pupil, za napisanie tak wspaniałego opowiadania i za to, że pozwoliła mi je przetłumaczyć.

Dziękuję moim wspaniałym przyjaciółkom za to, że często pomagały mi tłumaczyć i wysłuchiwały mojego ciągłego gadania o opowiadaniu.

Dziękuję moim rodzicom za to, że nie wiedzą co tłumaczę i nie zaglądają do moich prywatnych plików na komputerze. xD

Dziękuję wszystkim za komentarze, bo to one dodają mi siły do pracy oraz pomagają zauważyć błędy. Szczególnie dziękuję Gisi, która zostawiła komentarz pod chyba wszystkimi rozdziałami. :)

No i oczywiście dziękuję wszystkim, którzy czytają moje tłumaczenia, bez was nie miałoby to sensu. :D

No to tyle. Z łezką w oku kończę i wstawiam ten rozdział. Zostawiajcie komentarze! :)

A za tydzień możecie się spodziewać pierwszego rozdziału „Tale as old as Time". :D