Za zbetowanie rozdziału bardzo dziękuję cheroine.

Mahakao, masz rację, byłoby to bardzo trafne, jednak należy pamiętać, że Harry jest przekonany co do faktu, iż Tomowi zależy na jego życiu wyłącznie dlatego, że jest jego horkuksem. Niemniej jednak, gdyby odpowiedział w taki sposób, jak napisałaś, to... cóż, Tom mógłby mieć mały problem :). Koma, cieszę się, że się zaskoczyłaś, i to czasem jest potrzebne :). No bo, właśnie, nie możemy zapominać, że Tiara mimo wszystko chciała Pottera do Slytherinu przydzielić (i jak wiemy, udało jej się to w czasach Toma). Jakiś tego powód musiał być :). Reakcja Toma... cóż, jestem ciekawa, co o niej powiesz. Ale na nią chwilę trzeba będzie poczekać. A poza tym, nie chcę nic zdradzać :). Ron zdrajcą, mówisz? Hmmm... nie ustosunkowuję się :). NigrumLotus, nie masz pojęcia, jak miło cię znowu widzieć :). Rozumiem ten brak czasu, także niestety ciężko go odczuwam. Cieszę się, że mimo wszystko dalej czytasz i zapoznajesz się z owymi rozdziałami :). No i, oczywiście, że wciąż ci się podoba :). Zimnokrwista, Harry ma dość uparty charakter i... cóż, powiem, że potrafi zaskakiwać. Kiedy tego chce :). A co do twojego pytania, to... no tak, autorka naprawdę twierdzi, że nie jest to slash - chociaż zgadzam się z faktem, że on wręcz wycieka z Toma i Harry'ego. Cóż, ja po prostu zakładam, że autorka żyje w samozaprzeczeniu :). Gesty i niedopowiedzenia, jak sama zauważyłaś są i będą dalej. :) Veniti, miło mi, że się cieszysz :). A Tomowi takie nawrzeszczenie się należało - a w końcu tylko Harry może to zrobić bez zostania przy okazji bardzo ciężko rannym :). A co do zabicia Harry'ego - w końcu ma on skłonności samobójcze, prawda? :) Co to dla niego... O Ronie i Hermionie pozwól, że na razie nie będę nic mówiła. I mówisz, że 100 dni do świąt? Bardzo się cieszę i to wcale nie wariacja. Trzeba myśleć jak najbardziej pozytywnie, inaczej by się nie dało rady :).

Dziękuję za wszystkie komentarze, jakie napisaliście. Tak mnie pozytywnie zmotywowały, że postanowiłam wrzucić dzisiaj rozdział wcześniej - mam nadzieję, że takie podziękowanie się wam spodoba. :)

Dzisiaj rozdział... dziwny. Dodam jeszcze tylko, że autorka strasznie męczyła się z pisaniem o Ronie oraz Hermionie, tak więc przeprasza za to, jak jej to wyszło. Natomiast ja tylko z wielką przyjemnością zapraszam was na kolejny rozdział :).


Ulubieniec Losu

Rozdział pięćdziesiąty czwarty

Hogsmeade niewiele zmieniło się od kiedy był w nim ostatnio, jakieś pięćdziesiąt lat temu… i to stwierdzenie brzmiało dziwnie nawet w zaciszu jego własnych myśli.

Miodowe Królestwo jak zawsze było przepełnione, Pod Trzema Miotłami pojawiła się dodatkowa miotła… były, oczywiście, różnice. Zonko stał się jeszcze bardziej popularny, a jego produkty zyskały na jakości, nowością była Wrzeszcząca Chata. Cóż, chata nie była nowa. Była nią część „wrzeszcząca". Nieznacznie się uśmiechnął.

Remus i Syriusz przez parę ostatnich tygodni listownie zabawiali go opowieściami o swoich, a co za tym idzie, także jego rodziców, hogwarckich czasach.

Miło było znów spędzić czas z Ronem i Hermioną, było to takie… relaksujące. Mimo że mógł cieszyć się towarzystwem Toma (okej, nie było mowy o żadnym „mógł", jeśli chciałby być zupełnie szczery, chociaż niespecjalnie chciał) jeszcze dużo czasu minie, zanim będzie mógł powiedzieć, że obecność Riddle'a była relaksująca. Była raczej jedną wielką serią gwałtownych wydarzeń, a nawet wtedy, kiedy obaj odpoczywali, pełna wyzwań i niebezpieczeństw.

Brzmiało to gorzej, jeśli patrzyło się na to z takiej perspektywy.

Znowu myślał o Tomie. Miał unikać tego tematu i irytującego palanta przez najbliższe dwa dni, a nie o nim myśleć! I znów było z tym zupełnie jak z białymi myszkami.

Hogsmeade było zatłoczone i tętniące życiem, kiedy do niego dotarli. Drużyna quidditcha od razu wpadła w poruszający się tłum, kierując w stronę Trzech Mioteł, aby świętować przy kremowym piwie.

Twarz Rona była tak samo czerwona jak jego włosy, kiedy Fred i George drażnili się z nim, ale jeśli Harry poprawnie odczytał emocje swojego najlepszego przyjaciela – a był w tym coraz lepszy od czasu kiedy spędzał czas z T… nim – znajdowała się w nich także słaba nutka dumy, przeplatająca się z oburzoną frustracją w głosie drugiego chłopaka, kiedy groził, że rzuci urok na braci bliźniaków. Hermiona cmokała z dezaprobatą i kręciła głową, ale nie mogła ukryć swojego sentymentalnego i powiększającego się uśmiechu.

Życie było dobre, a jego gniew spowodowany wcześniejszą konfrontacją wyparował. Tamto nie było ani tak dobre, ani proste, nie tak jak picie kremowego piwa ze swoimi przyjaciółmi.

Robił wszystko, co w jego mocy, ale nie mógł nic poradzić na to, że analizował tę rozmowę w swoim umyśle. Tom nie wyglądał na zranionego, ale… jeśli dziedzic Slytherina kiedykolwiek miał zbliżyć się do tej emocji, wyraz jego twarzy po ich rozmowie doskonale ją ukazywał. Był pewien, że rozpęta się piekło, kiedy wróci… zakładając, że Riddle w ogóle będzie chciał z nim rozmawiać. Kiedy Tom powiedział mu, aby spadał, Harry odszedł i ignorował go. Nie byłoby nieuzasadnione, gdyby Tom zdecydował się na taką samą reakcję.

No cóż, przerwa była mu potrzebna po to, by miał czas na uporządkowanie wszystkiego w głowie… tak więc przypuszczał, że miał prawo pomyśleć nad tym. Trochę.

Z zamyślania wyrwał go odgłos puszczanej uroczyście przez Freda i George'a porcji fajerwerków – domowej roboty? – ku irytacji Madame Rosmerty, po czym bliźniaki zostali otoczeni przez wybuchających śmiechem ludzi i ich młodszego brata krzyczącego „a nie mówiłem!", uśmiechającego się szelmowsko i opowiadającego żarty o quidditchu. Słowem, zupełny chaos.

Niesamowicie mu tego brakowało.

Po wyjściu z Trzech Mioteł on, Ron i Hermiona odłączyli się od reszty drużyny, kontynuując wędrówkę.

Kiedy uwolnił się z hałaśliwej, ochronnej bańki, jaką stworzyli jego gryfońscy przyjaciele, Harry stał się świadomy kierowanych w jego stronę wrogich spojrzeń. Jego umysł od razu podsunął mu ich przyczynę – artykuł w Proroku. Prawdopodobnie wszyscy myśleli, że był śmierciożercą albo jakimś nowym Czarnym Panem. Idioci. Głupcy.

Tom i Ślizgoni weszli do Trzech Mioteł, kiedy oni wychodzili, ale poza intensywnym, pytającym wzrokiem Zeviego, poruszającym się między nim a młodym Czarnym Panem, nie było między nimi żadnej komunikacji. Tak jak przewidywał, Tom całkowicie go ignorował. Niedojrzały sukinsyn. Po prostu celowo go denerwował… i nie, to wcale nie był hipokrytyczny komentarz.

Poszli powłóczyć się po sklepie Zonka, ku zrezygnowanej niechęci Hermiony, po czym udobruchali ją wycieczką do księgarni. To tam Harry wpadł na pomysł. Aury i Poziomy Mocy. Znalazł inną, mroczniej wyglądającą książkę w najbardziej oddalonej części sklepu, wepchaną między księgi: jedną o temacie Tarcz i jedną o Magicznej Manipulacji. Poczuł zaciekawienie tą drugą, raczej złowróżbną pozycją… nawet jeśli tak naprawdę nie miała ona nic wspólnego z Aurami i Poziomami Mocy.

Tak więc, starł z niej kurz, kiedy Hermiona zniknęła między półkami, tak jak Ron w Miodowym Królestwie… sam Ron zatrzasnął kopię biografii Armat z Chudley, wyglądając na jedynie odrobinę mniej niż „śmiertelnie znudzonego".

Wiedząc, że Hermionie mogło zająć to trochę czasu, czytał dalej, co parę minut rozglądając się z zażenowaniem.

Najwyraźniej Aury i Poziomy Mocy były bardzo znaczące w takich przedmiotach jak Starożytne Runy i, ostatecznie, w wymyślaniu samych zaklęć. Zakładał, że to właśnie był powód, dla którego ta potencjalnie mroczna książka znajdowała się tutaj w czasach, kiedy każdy panikował, że zostanie uznany za Mrocznego Czarodzieja.

Także – och, myślał, że znalazł odpowiedź – odnosiła się do indywidualnego poziomu mocy osób: mogłeś kontrolować magię jedynie tego, którego poziom mocy był słabszy od twojego, jeśli chciałeś mieć duże szanse na sukces.

Jeśli odbiorca magii, o którym mowa, ma równy lub większy poziom mocy niż rzucający czar, wtedy skuteczne pobieranie magii bez jego zgody staje się trudniejsze, gdyż albo większa siła przytłoczyłaby mniejszą, albo dwie równe siły po prostu pozostałyby zablokowane do czasu, aż zaklęcie zostałoby cofnięte, albo też jedna z nich poddała się. Mogłoby to spowodować różne zmiany w aurach tych osób (patrz Aury i Poziomy Mocy, tom 1) – to była ta książka, którą czytał! – na przykład dominację, i poziom mocy może różnić się w sprawach dotyczących zdolności w zakresie różnych rodzajów magii.

Harry przestał czytać.

Więc co to znaczy? Że miał taki sam poziom mocy jak Tom? Niemożliwe. Nie wymyślał zaklęć i tarcz, tak jak to robił dziedzic Slytherina i Tom był po prostu… cóż, Tomem. A jednak… jeśli to była prawda, dlaczego przyszły Czarny Pan dzielił się z nim tą wiedzą? Czy to było przyznanie się, a jeśli to było przyznanie, czy nastąpiło ono tylko dlatego, że Tom był zmuszony do przyznania się tego, bo potrzebował jego zgody? Pewnie tak. Tom nie miał w zwyczaju przyznawać się do spraw, które mu się nie podobały, chyba że było to konieczne.

Wepchnął książkę z powrotem na półkę, zastanawiając się, czy przypadkiem takie myśli nie wpadły do jego głowy w napadzie zarozumialstwa. Miał nadzieję, że nie.

Wrócił z powrotem do centralnej części sklepu, starając się wyglądać nonszalancko.

- W końcu – wymamrotał Ron. – Myślałem, że zamieniłeś się w Hermionę… nie żeby w Hermionie było coś złego – dodał rudzielec, zerkając nerwowo na ich najlepszą przyjaciółkę, która czytała broszurę wydawniczą jakiegoś ogromnego tomu. Na szczęście Hermiona wydawała się na tyle pochłonięta tą czynnością, by nie słyszeć tego komentarza.

Ron ponownie się rozluźnił, powodując, że usta Harry'ego zadrżały w rozbawieniu.

- Hermiona – zawołał Ron, tym razem głośniej, powodując, że zakochana w książkach dziewczyna spojrzała na nich. – Skończyłaś już? Jesteśmy tu od WIEKÓW.

- Minęło dziesięć minut, Ronaldzie – fuknęła Hermiona, ale odłożyła książkę z powrotem na miejsce i Harry zobaczył, że Ron wychyla się lekko, aby zobaczyć tytuł, i podniósł brwi. Weasley zauważył wyraz jego twarzy i zaczerwienił się.

- Pomysły na prezent gwiazdkowy – mruknął. Harry uśmiechnął się.

Kiedy wyszli ze sklepu, skierowali się w stronę Miodowego Królestwa; zamierzali kupić sobie rzeczy na piknik, który planowali zrobić na zewnętrznych krańcach miasteczka, z widokiem na Wrzeszczącą Chatę. Żaden z nich nie bał się już jej po trzecim roku.

Właśnie wychodzili, z ramionami obciążonymi torbami pełnymi smakołyków, w tym jego ulubionych mini paczuszek melasy tarty, kiedy świat eksplodował.

Hogsmeade zostało zaatakowane.

Wspominał już kiedyś, że Los go nienawidzi?