Przepraszam Was bardzo, że musieliście tyle czekać na nowy rozdział ale ostatni miesiąc był dosyć ciężki zarówno dla mnie i jak dla najbliższych mi osób. Ale teraz biorę się ostro do pisania i ma nadzieję w przyszłym tygodniu dodać nowy rozdział. W tym rozdziale spróbowałam pisać z punktu widzenia poszczególnych osób i mam nadzieję, że będzie to dla Was miłą odmianą. Byłabym wdzięczna, gdybyście napisali mi swoje opinie czy takie fragmrnty wam odpowiadają czy pisać dalej bardziej jako narrator wszechwiedzący.
Smacznego :)
Pierwszego dnia przerwy świątecznej zamek był ogarnięty ogromnym chaosem, gdy większość uczniów żegnała się ze swoimi przyjaciółmi i biegła z kuframi do odpowiednich punktów by wyjechać na święta. Lasair również była już przygotowana do wyjazdu, ale w przeciwieństwie do innych nie śpieszyła się za bardzo. I tak mogła wyjechać dopiero po południu, gdy jej siostra dokończy wszystkie sprawy w Skrzydle Szpitalnym i, co najważniejsze, gdy Potter w końcu skończy bawić się w niańkę Granger. Już przy śniadaniu wkroczył do Wielkiej Sali ubrany w jakieś ciemne ubrania, w których wyglądał jak trup, i niemalże siłą wyciągnął Hermionę na korytarz. Niestety obok niej siedział Ron, i jak można się było tego spodziewać, od razu zaczął bójkę. Potter po prostu zdjął z sufitu jednego pająka, po czym powiększył go odrobinę, co w zupełności wystarczyło, by rudzielec wycofał się pośpiesznie. Lasair nie wiedziała, o czym Potter rozmawiał z panną przemądrzałą, ale całkowicie jej to zwisało. Hermiona wróciła po kilku minutach blada jak ściana i usiadła cicho na swoim miejscu. Do końca posiłku nie odezwała się ani słowem a Harry wrócił prosto do siebie.
- O czym tak myślisz, Lai? – Zapytała Kat wchodząc do gabinetu pielęgniarki w Skrzydle Szpitalnym. Lasair zwróciła na nią swoje błękitne i oczy pokręciła głową.
- O niczym ważnym. Po prostu Potter dalej mnie wkurza – mruknęła dziewczyna biorąc do ręki kubek z ciepłą herbatą. Wypiła kilka łyków i odstawiła go z powrotem na stolik przyglądając się, jak para powoli ulatuje do góry.
- Co on znowu zrobił? – Katharine usiadła obok niej na krześle i sięgnęła po swój kubek.
- Znowu odstawił dzisiaj szopkę przy śniadaniu. On w ogóle nie zwraca uwagi na to, że przez każde takie wystąpienie wszyscy coraz bardziej zaczynają zwracać na niego uwagę. A w szczególności dyrektor i aurorzy. W końcu przegnie i żaden szantaż już mu nie pomoże.
- A może on po prostu zbyt martwi się o innych by zwracać uwagę na takie rzeczy? – Zaproponowała Kat. Lasair prychnęła.
- Raczej nie zdaje sobie z tego sprawy. W tym tempie minister zamknie go w Azkabanie szybciej niż Czarny Pan go dorwie. A ja nie mam zamiaru robić włamu tuż pod nosami dementorów. Czy co oni tam mają.
- A może spróbujesz mu zaufać?
- Jemu? Chyba nawdychałaś się jakiś oparów i mózg ci szwankuje. Szybciej bym wprost przyznałabym się dyrektorowi do bycia śmierciożercom niż zaufała temu imbecylowi – odparła dziewczyna nieco rozbawiona.
- Ja mu ufam – wyszeptała starsza z sióstr. Lai spojrzała na nią ostro z niedowierzeniem.
- Co?
- Kiedy Bellatriks mnie torturowała to przez cały czas miałam nadzieję, że Potter jakoś mnie uratuje. Ufałam mu i jak widać nie pomyliłam się. Dzięki niemu mogę dzisiaj z tobą rozmawiać – wyjaśniła kobieta spokojnie. – I myślę, że jeśli też mu zaufasz to możesz na tym wyjść jeszcze lepiej niż teraz.
- Czarny Pan nie wybacza zdrady. A ja nie mam zamiaru pchać się dobrowolnie na Cruciatusy – warknęła Lasair odkładając wściekle kubek na stół, rozlewając część płynu. Spojrzała z niesmakiem na plamę na drewnie i machnęła różdżką usuwając ją. – Nie chcę nawet słyszeć o próbie zdrady Czarnego Pana, rozumiesz? Jeśli tak szybko ci do śmierci to jest tysiąc lepszych sposobów niż tortury, wiesz o tym. W końcu jesteś magomedyczką.
- Nie namawiam cię do zdrady. Namawiam cię tylko do przeredagowania swojej listy wrogów i wykreślenia z niej jednego czy dwóch nazwisk. To chyba możesz zrobić, prawda? – Katharina spojrzała na nią wyczekująco jednak Lasair tylko coś mruknęła pod nosem i wbiła wzrok w stół. – Lai?
- Zobaczę, co da się zrobić – mruknęła niezadowolona i upiła szybko łyk herbaty.
Hermiona od momentu rozmowy z Harry'm nie odezwała się ani razu wciąż przetwarzając w głowie słowa przyjaciela. Zaraz po śniadaniu wróciła do swojego Dormitorium mówiąc Ronowi, że po prostu musi jeszcze coś dopakować i od tamtej pory siedziała sama w pustej sypialni nie mogąc się pozbyć z głowy rozmowy z Harry'm. To, co jej rozkazał było tak nieprawdopodobne, że wciąż nie mogła w to uwierzyć. Jak miała tak po prostu uciec z domu Weasley'ów i gdzieś się udać z Harry'm, gdy tak naprawdę nie mogła już poznać w nim swojego przyjaciela? I jeszcze sposób, w jaki jej po powiedział… On jej po prostu wydał rozkaz tonem nieznoszącym sprzeciwu i uprzedził ją, że jeszcze się z nią skontaktuje wieczorem, gdy wszyscy już będą na miejscu. A gdy zapytała się go o powód tego wszystkiego uśmiechnął się po prostu smutno i mrukną „później", po czym oddalił się szybko.
- Harry, co się dzieje? – Wyszeptała dziewczyna w pustkę.
Każda komórka jej mózgu krzyczała na nią, by nie słuchała go i po prostu zapomniała o całej tej rozmowie, ale z drugiej strony przyznawały wszystkie razem, że gdyby to nie było coś bardzo ważnego to Harry w ogóle by jej niczego nie mówił jak zwykle działając po swojemu.
- Hermiona! – Usłyszała krzyk z Pokoju Wspólnego. Rozpoznała głos Rona i spojrzała na zegarek na szafce nocnej. No tak, za chwilę mieli transport do domu Rona.
Brunetka zmniejszyła obie swoje torby, jedną z ubraniami a drugą z książkami, i ruszyła do wyjścia. Chwyciła za klamkę, gdy coś jej błysnęło przed oczami. Spojrzała na sygnet, który dostała od Harry'ego jeszcze w szpitalu i zatrzymała się raptownie. On nigdy nie zrobiłby nic, co by zagroziło jej bezpieczeństwu a jeśli chciał ją zabrać od Weasley'ów to musiało to być coś na prawdę ważnego. Odetchnęła głęboko i skinęła lekko głową. Zdecydowała.
Ron czekał nerwowo w Pokoju Wspólnym na Hermionę raz za razem przeklinając w myślach Potter'a, że znów musiał zrobić z niego idiotkę na oczach całej szkoły i jeszcze na dodatek przestraszyć Hermionę niewiadomo czym. A miał już w głowie ułożony cały plan na te święta a jednym z wymaganych punktów był dobry humor Hermiony i brak Potter'a w pobliżu. Teraz, gdy ten dupek się od nich odczepiał miał nadzieję w końcu poderwać Hermionę i udowodnić, że jest w czymś lepszy od Harry'ego. Ale jak miał jej wyznać swoje uczucia, gdy ta będzie przerażona przez cały czas?
- Masz już wszystko? – Zapytał spokojnie widząc, jak dziewczyna schodzi po schodach wciąż blada.
- Tak. Przepraszam za to wszystko, ale przestraszyłam się, że nie zdążyłam wypożyczyć jednej książki do Obrony a biblioteka jest dzisiaj zamknięta – odpowiedziała Hermiona uśmiechając się lekko. Ron przytaknął przyjmując to wytłumaczenie. W końcu, czym innym mogłaby się przejąć Hermiona?
- Już myślałem, że Potter znowu próbował namieszać ci w głowie. A czego on tak właściwie chciał?
- Chciał mi tylko życzyć wesołych świąt i wspomniał coś o jakimś wyjeździe – Ron zamyślił się starając się rozszyfrować czy słowa dziewczyny były prawdą czy nie, ale z drugiej strony, dlaczego miałaby go okłamywać?
- Dalej się martwisz o tego dupka? – Warknął Ron niezadowolony.
- On jest naszym przyjaciele, Ron – upomniała go Hermiona.
- Przestał być moim przyjacielem w momencie, gdy zbratał się z Sama-Wiesz-Kim.
Hermiona pokręciła głową wiedząc, że tej batalii nigdy nie wygra. Resztę drogi do gabinetu McGonagall przeszli w zupełnej ciszy, co jakiś czas mijając spieszących się uczniów. Gdy w końcu dotarli do gabinetu zastali przed jego wejściem niewielką kolejkę czekających uczniów, którzy z zniecierpliwieniem na twarzach stali przestępując z nogi na nogę.
- No super. Znowu zator – mruknął niezadowolony Ron.
- Pomyśl o tym, że za chwilę znowu zobaczysz się z rodziną – spróbowała go pocieszyć Hermiona.
- No tak, faktycznie, to jest pocieszające. Mnóstwo rodzeństwa nabijającego się ze mnie, że jestem tylko pomagierem Potter'a, który nie potrafi nic zrobić samemu. Hurra!
Hermina spojrzała na niego współczująco i położyła mu dłoń na ramieniu zwracając na siebie jego wzrok. – Nie mów tak. Przecież nikt tak nie myśli.
- Może teraz nie. W końcu pokazałem, że potrafię wybrać mądrze i pomogłem dyrektorowi – odpowiedział z cieniem dumy w głosie chłopak starając się uśmiechnąć. Hermiona z wahaniem pokiwała głową przyznając mu rację. Tak, on zawsze miał rację. – Cholera, nie mówcie mi tylko, że jakiś pierwszaczek znowu zapomniał spakować swoich ulubionych skarpetek!
- Nie denerwuj się. To i tak nic nie zmieni – upomniała go dziewczyna odwracając się do niego bokiem. Ron skrzywił się na tą uwagę jednak umilkł. – Och, chyba się ruszyło.
Faktycznie, kolejka poruszyła się do przodu i po kilku minutach już stali przed kominkiem szykując się do podróży. McGonagall bez słowa podsunęła im woreczek z proszkiem Fiuu i Ron jako pierwszy wszedł do kominka, po czym zniknął w zielonych płomieniach. Gdy te już przygasły Hermiona weszła do kominka i już miała wyruszyć, gdy McGonagall chwyciła ją za rękę powstrzymując ją.
- Nie wiem, co pan Potter pani powiedział dzisiaj rano, ale biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia obawiam się, że najlepiej pani zrobi słuchając jego poleceń – powiedziała pewnym głosem kobieta.
- Obawia się pani?
- Nikt nie jest nieomylny, nawet pan Potter. Ale on przynajmniej bardziej przejmuje się bezpieczeństwem przyjaciół niż bawieniem się w wojnę - Hermiona skinęła głową i rzuciła proszek wyraźnie wymawiając nazwę domu Rona.
Hermiona wyszła z kominka kaszląc przez sadzę, która wzbiła się w powietrze, gdy tylko dziewczyna się pojawiła i zaraz została przywitana przez radosny uśmiechy państwa Weasley'ów.
- Hermiona! Tak się cieszę, że cię widzę, kochaniutka – przywitała się pani Weasley chwytając ją w objęcia. – Mam nadzieję, że nie było problemów byś tegoroczne święta spędził z nami?
- Żadnych, proszę pani. Moi rodzice i tak wyjechali w tym roku w Alpy do dziadków a ja nie przepadam za tamtymi rejonami. Jest tam strasznie zimno – odpowiedziała dziewczyna otrzepując się z pyłu.
- To dobrze. Jak zwykle śpisz w pokoju z Ginny. Idź zostawić tam swoje rzeczy i zejdź to pomożesz mi przy obiedzie.
- Jasne. Zaraz będę – Hermiona ruszyła na schody i nimi do góry do pokoju Ginny. Nie była pewna, jak ma się przy niej zachowywać. Z jednej strony była na nią wściekła, że zdradziła Harry'ego i wciąż nie wierzyła, że jest po odpowiedniej stronie, z drugiej zaś wciąż były bardzo bliskimi przyjaciółkami i nigdy nie potrafiła się na nią wściekać zbyt długo.
- Hejka. Słyszałam, jak przybyliście – Ginny wyjrzała ze swojego pokoju z szerokim uśmiechem na twarzy. – Ja miałam transport z samego rana.
- Cześć. No właśnie po śniadaniu nie mogłam cię znaleźć – Hermiona weszła do sypialni i usiadła na łóżku Ginny.
- Mama chciała, żebym była jak najwcześniej, więc wpisałam się na najwcześniejszą godzinę – Ginny usiadła obok niej. – Och! Zapomniałam powiększyć łóżko. Mogę cie na chwilę przeprosić?
- Jasne – Hermiona wstała z łóżka i patrzyła, jak jej przyjaciółka powiększa odrobinę łóżko tak, że teraz zajmowało całą wolną przestrzeń między nim a ścianą. – Wiesz, że mogę po prostu rozłożyć się na ziemi, prawda?
Ginny roześmiała się serdecznie i usiadła z powrotem na łóżku. – Jesteś już na to za duża. Nie zmieściłabyś się nawet, gdybyś miała nogi pod łóżkiem.
Starsza dziewczyna spojrzała oceniająco na pokój i niechętnie pokiwała głową wiedząc, że jej przyjaciółka miała rację. – Czyli znów będę musiała się z tobą męczyć w jednym łóżku?
- Och, nie lubisz ze mną spać? – Oczy Ginny zabłysły niebezpiecznie.
- Gdybyś nie pchała się na mnie cały czas i nie zabierała mi kołdry to byłoby całkiem w porządku.
- Ja nie narzekam, gdy zaczynasz się do mnie przytulać – odparła rudowłosa. Hermiona zarumieniła się nieznacznie i rzuciła w Ginny poduszką widząc, jak jej usta zaczynając się wykrzywiać w tryumfalnym uśmiechu.
- Och, siedź już cicho – mruknęła dziewczyna wstając z łóżka. – Twoja mama potrzebuje pomocy przy obiedzie. Idziesz ze mną?
Ginny wyszczerzyła żeby w uśmiechu i również wstała z łóżka. – Jasne. Nie dam ci tak łatwo uciec.
Obie dziewczyny zeszły szybko na dół i weszły do kuchni gdzie zastały Freda i George'a, którzy właśnie wchodzili do środka. Obaj chłopcy uśmiechnęli się na widok dziewczyn, które zaraz rzuciły się na ich szyje obejmując ich mocno.
- A kogoż my tutaj mamy? Rudego zdrajcę złotego chłopca i… - powiedział Fred przytulając swoją siostrę.
- …i najlepszą przyjaciółkę już-nie-tak-złotego chłopca – dodał George przytulając Hermionę.
Ginny odsunęła się powoli od swojego brata ze wzrokiem wbitym w podłogę i Hermiona mogła dostrzec łzy iskrzące w jej oczach. Nagle odwróciła się na pięcie i popędziła po schodach do góry nie spoglądając za siebie. Hermiona odsunęła się od George'a i spojrzała na obu braci karcącym wzrokiem.
- To było bardzo niemiłe, wiecie? – Powiedziała zakładając ręce na piersi. Bliźniacy spojrzeli na siebie i wyszczerzyli żeby w uśmiechach kiwając głowami.
- No pewnie, że wiemy – odpowiedział Fred. – Ale to nie nasza wina, że z naszej siostry taka podła…
- Fred! – Zganiła go pani Weasley przerywając mu.
- No co? – Zapytał oburzony George.
- To wasza siostra. Bądźcie dla niej milsi.
- Ale ona zdradziła Harry'ego – jęknął Fred patrząc błagająco na swoją matkę.
- Dokonała wyboru, by stanąć po stronie dyrektora. Powinniście być z niej dumni, że sama chciała jakoś pomóc innym – wyjaśniła zniecierpliwiona pani Weasley. Fred i George spojrzeli na siebie nawzajem i jednocześnie pokręcili głowami.
- Nie. Ona tylko…
-… pogorszyła wszystko…
-… powodując, że Harry…
-… miał kolejne powody do zmartwień – powiedzieli bliźniacy.
Hermiona przeczuwając, że zbiera się na dłuższą i ostrzejszą wymianę zdań zaczęła się powoli wycofywać w stronę schodów. – To ja może pójdę sprawdzić co z Ginny – powiedziała dziewczyna i pośpiesznie zaczęła się wspinać do góry.
Brunetka weszła do pokoju Ginny i zastała jej właścicielkę skuloną na łóżku z głową złożoną na kolanach. Trzęsła się, gdy kolejne łzy wypływały z jej oczu i skapywały na pościel. Hermiona bez słowa usiadła obok niej i objęła ją ramieniem przyciągając bliżej siebie. Ginny wtuliła się z wdzięcznością w jej ciało i obie tak trwały milcząc.
- Czy ty też uważasz mnie za zdrajcę? – Zapytała po dłuższej chwili rudowłosa dziewczyna wbijając wzrok w swoje kolana.
- A powinnam? – Odpowiedziała Hermiona spoglądając na nią czujnie.
- Tak. Zachowałam się jak Ślizgon. Nie powinnam była słuchać dyrektora, ale on… ach, on i Ron tak mnie omamili, że to przez Harry'ego wszyscy mogą zginąć, że nie mogłam postąpić inaczej. Ja byłam pewna, że Harry trzyma z Sama-Wiesz-Kim – odpowiedziała w końcu dziewczyna przypominając sobie te wszystkie rozmowy z dyrektorem w czasie których pokazywał on wszystkie czyny Harry'ego z jak najgorszej strony. – Byłam okropna.
- Faktycznie, zachowałaś się… niewłaściwie, ale zrobiłaś to w dobrej wierze. I to jest najważniejsze – spróbowała ją pocieszyć Hermiona. Ginny spojrzała na nią swoimi mokrymi oczami, w których panowała teraz taka burza uczuć, że Hermiona mimowolnie wstrzymała oddech.
- Ale on mnie teraz nienawidzi.
- Myślę, że jeśli wyjaśnisz mu całą tą sytuację, to na pewno ci wybaczy – Hermiona uśmiechnęła się szeroko. Odgarnęła z twarzy przyjaciółki kosmyki rudych włosów i starła z jej policzków ślady łez głaszcząc ją po nich delikatnie. Ginny chwyciła ją nagle za dłoń i spojrzała jej głęboko w oczy.
- Powinnam chyba zacząć od ciebie. Wiem, jakie wyrzuty czynił ci Ron przez ten cały czas a ja nic nie zrobiłam. Przepraszam – Ginny ścisnęła lekko dłoń przyjaciółki czekając na jej odpowiedź. Hermiona uśmiechnęła się tylko ciepło i pokiwała głową przyjmując przeprosiny.
- Wybaczę ci pod warunkiem, że nie będzie już następnego razu.
- Chyba musiałabym mieć taki sam mały móżdżek jak on by znowu się tak zachowywać – zaśmiała się rudowłosa siadając już normalnie. – Tylko jak ja mam teraz porozmawiać z Harry'm? Cholera, ja starałam się go uwieść tylko po to, by wydobyć od niego informacje.
- Przez święta tak czy tak się z nim nie zobaczysz, więc nie zadręczaj się tym teraz. A jak tylko wrócimy do szkoły to porozmawiasz z nim i wyjaśnisz mu wszystko. Jestem pewna, że zrozumie i wybaczy ci.
- Mam nadzieję.
Siedziały tak razem jeszcze przez chwilę opierając się o siebie ramionami aż w końcu Ginny odsunęła się od Hermiony i spojrzała jej prosto w oczy uśmiechając się szeroko. Hermiona zmarszczyła brwi nie rozumiejąc powodu jej wesołości, na co dziewczyna zaczęła chichotać.
- Co cię tak śmieszy?
- Właśnie wyobraziłam sobie minę Rona jak się dowie, że jego mała siostrzyczka zmądrzała przed nim – odpowiedziała dziewczyna ledwie powstrzymując się przed wybuchnięciem śmiechem. Hermiona również się uśmiechnęła, gdy usłyszały pukanie do drzwi.
- Ginny? Możemy wejść? – Zapytał George pukając ponownie. Ginny spojrzała na Hermionę z pytaniem w oczach, na co dziewczyna skinęła głową. Zostanie z nią i pomoże jej wyjaśnić wszystko braciom.
- Właźcie. Tylko uważajcie na łóżko – odpowiedziała Ginny.
Drzwi otworzyły się a do środka weszli bliźniacy z nietęgimi minami. Zamknęli za sobą drzwi jednak nie ruszyli się spod nich wbijając wzrok w swoją siostrę. Ginny spojrzała na nich nieśmiało, gdy poczuła lekki uścisk dłoni Hermiony na swojej dłoni. Wzięła głęboki oddech i machnęła na nich by usiedli obok niej na łóżku.
- Chyba muszę wam coś wyjaśnić – powiedziała dziewczyna niechętnie i zaczęła powoli opowiadać, w jaki sposób dyrektor wraz z Ronem ją zwiedli i co dokładnie przez to wszystko zrobiła. Hermiona cały czas trzymała ją za dłoń głaszcząc kciukiem jej wierzch by dodać otuchy przyjaciółce. Kiedy Ginny skończyła już swoją historię Fred i George popatrzyli na siebie z dziwnym błyskiem w oczach i jednocześnie skinęli głowami.
- Jak dla mnie wszystko jest w porządku siostrzyczko – powiedział powoli George.
- Ale może być cudownie, jeśli pomożesz nam w jednej rzeczy – dodał Fred.
- Chcecie się zemścić na Ronie, prawda? – Zgadła Ginny. Chłopcy jednocześnie pokiwali głowami a na ich usta wypełzły okrutne uśmieszki. – Dobra, wchodzę w to.
- A ty Hermiono? Pomożesz nam? – Zapytał Fred patrząc teraz na drugą dziewczynę.
- Ja… - Hermiona zawahała się i tym razem to Ginny ścisnęła jej dłoń dodając jej odwagi. – Z wielką przyjemnością.
- Łał – powiedział George udając zaskoczonego. – Szykowaliśmy się na godziny błagań…
- …i pustych obietnic… - dodał Fred.
- …ale nie na to! – Powiedzieli jednocześnie wyszczerzając zęby w uśmiechu.
- Cóż, jak widać, nie znacie mnie zbyt dobrze – odpowiedziała Hermiona również się uśmiechając.
- No dobra. To, jaki jest plan? – Zapytała Ginny i chłopcy szybko zaczęli im objaśniać swój cały plan.
Harry, Lasair i Katharine wylądowali na dziedzińcu dużej, drewnianej rezydencji z oszklonymi ścianami i z dachem przyprószonym śniegiem. Zaraz przed nimi pojawił się skrzat kłaniając się nisko i poprowadził ich do środka. Cała trójka ruszała za nim rozglądając się dookoła z zachwytem. Harry nawet nie przypuszczał, że jest właścicielem czegoś tak pięknego. Lasair i Katharine zdawały się podzielać jego zdanie, bo z ust Lasair nie padła żadna uwaga pod jego adresem czy pod adresem jego włości.
Skrzat zaprowadzi ich do środka i poprowadził przez oszklony korytarz wprost do salonu, gdzie już czekała na nich gorąca herbata i ogień wesoło trzaskający w kominku. Skrzat odebrał od nich ich rzeczy i zniknął by zanieść bagaże do odpowiednich pokoi i odpowiednio je ogrzać. Harry podszedł do kominka, na którego gzymsie stało kilka ramek ze zdjęciami. Wziął jedno z nich do ręki i spojrzał na roześmiane zdjęcie trzech dziewczynek bawiących się ze sobą. Spojrzał na nie uważniej, gdy z mocą rozpędzonego hipogryfa uderzyło w niego, na kogo patrzył. A patrzył na młodą Narcyzę Malfoy, Andromedę Tonks i Bellatriks Lestrange które bawiły się ze sobą ganiając się po tym pokoju. Całą trójka wyglądała tutaj tak radośnie i spokojnie, że nikt na podstawie tego zdjęcia nie mógłby przypuszczać, kim się później staną. Nie znał Andromedy, ale znał Narcyzę i Bellatriks i dziwił się, jak te dwie roześmiane dziewczynki mogły się zamienić w kogoś takiego.
- Co tam masz? – Zapytała zaciekawiona Katharina podchodząc do niego. Harry podał jej zdjęcie, które akurat trzymał w ręce nie mogąc od niego oderwać wzroku.
- Zdjęcia.
Kat spojrzała na trzy postacie na fotografii i wciągnęła głośno powietrze rozpoznając osoby na nim. Harry w końcu przesunął wzrok na pozostałe fotografie jednak nie mógł tam znaleźć już nikogo, kogo by znał. Włącznie z Syriuszem. Delikatne dreszcze przeszły mu po plecach na samom myśl o swoim ojcu chrzestnym. Zamknął oczy odganiając od siebie obraz jego wpadającego za kurtynę ciała wraz z bezsilną złością skierowaną wobec wszystkich tam obecnych. Otworzył oczy i napotkał pytające spojrzenie Kathariny, która wciąż trzymała w dłoniach ramkę. Szatyn pokręcił odrobinę głową i odsunął się od kominka. Właśnie przestał lubić ten dom.
- Paniczu Harry, państwa rzeczy znajdują się już w państwa pokojach. Tak, jak pan sobie życzył pańska sypialnia znajduje się w zachodnim skrzydle a pana gości we wschodnim. Czwarta sypialnia została przygotowana w pobliżu pańskiej – powiedział skrzat na wydechu pojawiając się nagle przed nimi.
Lasair zmarszczyła brwi i spojrzała podejrzliwie na chłopaka. – Czwarta sypialnia?
- Tak. Hermiona do nas dołączy – odpowiedział krótko Harry i spojrzał z powrotem na skrzata jednak wtedy poczuł stanowczy uścisk dłoni na swoim ramieniu.
- Co? – Zapytała chłodno Lasair.
- To, co usłyszałaś. Hermiona do nas dołączy.
- Nie sądziłam, że tak bardzo chcesz z nią spędzić święta – Lasair założyła ręce na piersi patrząc na niego wyczekująco.
- Tom nie jest głupi. Wie, że to ja wyciągnąłem Katharine i Jona, a ja wiem, że nie puści mi tego płazem. Ośmieszyłem jego i Bellatriks w oczach jego popleczników a ta zniewaga będzie mnie kosztować co najmniej długą i bolesną śmierć Hermiony. I to jest jedyna rzecz, jakiej jestem teraz pewien – wyjaśnił chłodno Harry. Sama myśl o tym, co Tom mógł, a raczej, co na pewno by zrobił Hermionie przerażała go na tyle, że miał teraz ochotę po prostu od razu udać się po Hermionę i zamknąć ją w najbezpieczniejszym miejscu, jakie tylko uda mu się znaleźć. Nawet, jeśli będzie musiał ją zamknąć w jednym ze skarbców Gringotta.
- Skąd możesz być tego taki pewien? – Lasair wciąż wyglądała na całkowicie nieprzekonaną. Harry tylko westchnął i wyciągnął dłoń w jej stronę.
- Chodź i sama spójrz – powiedział tylko i opuścił swoją pierwszą mentalną barierę.
Lasair chwyciła go z wahaniem za rękę i zręcznie wślizgnęła się do jego umysłu gdzie od razu zastała wspomnienie podesłane jej przez Harry'ego. Chwyciła go mocno i pozwoliła mu zawładnąć jej umysłem.
- To mój dzisiejszy sen. Wiesz, że moje sny potrafią być całkiem interesujące, gdy Tom jest nie w humorze – rozległ się głos Harry'ego.
Był w ciemnym pokój, w którym jedynym źródłem światła była nikła poświata wydobywająca się spod drzwi. Siedział na czymś twardym i zimnym, ale nie zwracał na to uwagi. Teraz liczyła się tylko wściekłość paląca go od środka i pragnienie zemsty wysuszające mu gardło. Łaknął krwi i wiedział, że szybko ją otrzyma.
Przed nim klęczała kobieta w czarnym stroju drżąc na ciele. Ale nie ze strachu, o nie. Ona też pragnęła zemsty. Została ośmieszona i sama ośmieszyła swoim zachowaniem swego pana. Kara, którą otrzymała wciąż piekła ją niemiłosiernie w przełyku wołając o zadośćuczynienie. Nie interesowało go, czy się zgadzała z jego karą czy nie. Interesowało go tylko to, czy zechce swój gniew skierować na najcenniejszą rzecz, jaką posiadał winowajca. Na dziewczynę.
Wspomnienie skończyło się i zniknęło a powolnie powracające bariery zaczęły delikatnie wypychać dziewczynę z umysłu szatyna. Lasair wyszła z niego i otworzyła oczy by spotkać spojrzenie zielonych oczu. Harry czekał na jej reakcję, ale w jego oczach kryła się jej odpowiedź. Hermiona była zagrożona i oboje byli gotowi uchronić ją przed Tomem.
