Każdy doskonale wiedział, że w pierwszej dywizji Gotei służyli sami służbiści. Nie do pomyślenia było, aby móc coś u nich pominąć, o tak zwanym „załatwieniu" nawet nie wspominając. Punktualność był na wagę złota, nic więc dziwnego, że kapitan i porucznik owej dywizji już niemal z przyzwyczajenia patrzyli się co chwila na wielki, stary zegar stojący w rogu jednej z prywatnych komnat Generała. To znaczy Sasaikibe fukutaicho co chwila spoglądał na niego. Yamamoto spod swych zmarszczonych powiek mógł równie dobrze patrzeć na zegar jak i na bród pod swymi paznokciami. Teraz akurat patrzył na strużkę herbaty wpadającą do filiżanki, którą jak co rano podawał mu jego porucznik.
Niespodziewanie na powierzchni cieczy zaczęły pojawiać się okręgi, a sama filiżanka zaczęła drżeć, zupełnie jakby w ich kierunku zbliżał się jakiś wielki, galopujący Pusty. Wiele się nie pomylił. Drzwi do jego gabinetu otworzyły się z hukiem, któremu towarzyszyło wtargnięcie kogoś w stanowczo za dużym kimonie, o które potknął się, epicko wykręcił w powietrzu salto i bez krztyny gracji upadł na zad. Owym ktosiem okazała się księżniczka Shihoin.
- Skoro już na wstępie zrobiłam ze swego jestestwa totalną klapę, powiedzcie mi, że się chociaż nie spóźniłam.
Sasaikibe fukutaichou z rozdziawioną buzią nie mógł się otrząsnąć i wciąż nalewał sobie herbaty, która dawno już przestała mieścić się w filiżance i tworzyła na stole plamę, która pod odpowiednim kontem przypominała muchomora.
- Zegar w sypialni głowy rodu Kuchiki chodzi jak chce od trzystu lat, kiedy to Ginrei próbował się w nim schować przed swoją żoną i twoją babką - wyjaśnił kapitan głównodowodzący i wskazał na zegarek, wedle którego Ariel pojawiła się w jego gabinecie godzinę przed czasem.
- Hę? - Ari skarciła się w myślach. Nie wiedziała, czy chwilowy zastój mózgowy był skutkiem ciężkiej nocy, traumatycznego poranka, lecenia na zbity ryj przez całą Społeczność, czy majestatycznego upadku, którego przed chwilą doznała. Nie zmieniało to jednak faktu, że zrobiła z siebie jeszcze większą kretynkę niż myślała i najprawdopodobniej wpakowała siebie i Byakuyę w jakiś pożałowania godny skandal.
- Z tyłu kimona wyhaftowany jest symbol Kuchiki - objaśnił dalej starzec. - Mam nadzieję, że Kuchiki taichou wyleczył cię z twoich wczorajszych mdłości?
- Sir, to nie jest to na co wygląda - starała się tłumaczyć.
- A Pani zdaniem, jak to wygląda?
- Cóż, myślę, że to wygląda okropnie dwuznacznie.
- Cóż, więc, właśnie tak to wygląda…
- Nic co powiem i tak nic nie da, prawda?
- Raczej nie - przyznał.
- Zatem, powiedzmy że Byakuya zastosował terapię wstrząsową o genialnych skutkach, o dziękuję - odparła, odpuściwszy sobie wszelkie wyjaśnienia i ujęła dłoń porucznika pierwszej dywizji, który pomógł jej wstać.
Ariel usiadła przed Generałem i z czystą odrazą popatrzyła na zaserwowany jej napar.
- Skoro zjawiłaś się wcześniej, może zdasz raport podczas śniadania? - zaproponował Yamamoto.
- Sir, z całym szacunkiem, ale nie mam ochoty na te gierki. Możemy zwodzić się i udawać, że nie wiemy o co naprawdę chodzi przez następne stulecie, ale po co?
Mężczyzna popatrzył się na nią pytająco.
- Nie wiem, co masz na myśli, Shihoin.
Szatynka westchnęła i wpakowała sobie do buzi ciastko owsiane, zanim je pogryzła i przełknęła w pomieszczeniu panowała wyjątkowo głośna cisza, przerywana jedynie chrupnięciami.
- Oficjalnie wysłałeś mnie do prawdziwego świata bym szpiegowała Uraharę, ale od samego początku wiedziałeś, że tego nie zrobię. Generale, zdaję sobie sprawę, że zniedołężniały, przygłupi starzec jakiego często grasz nie dałby rady zarządzać Gotei od tysiąca lat. Nie mam zamiaru wywlekać z twojej szafy żadnych zakurzonych trupów, ale wiem, że chowasz ich tam tyle, że drzwiczki nie chcą się w niej już domykać. Moglibyśmy więc zostawić te wszystkie durne pretensje i przejść do planu, jaki wymyśliłam z Kisuke?
- Sądzisz, że chciałem byś współdziałała z tym renegatem? On jest dziecinny. Nie dziecinny w rozumieniu niewinności i radosnego paplania, ale dziecinny: rozkoszujący się nieistotną kłótnią, złośliwościami i ogólnie zachowujący się w sposób źle ukazujący oficerów Gotei, nawet tych byłych. On nie ma żadnego szacunku dla obyczajów.
- Podczas mojego krótkiego pobytu na ziemi, odnotowałam podręcznikowe przykłady neurozy, psychozy. Zobaczyłam fetyszyzm, sadomasochizm i kilka "izmów", o których nigdy dotąd nie słyszałam. Ale muszę ci powiedzieć jedno, Generale: Ci niemożliwi ludzie, Urahara i cała reszta, są w niemożliwej sytuacji, gotując się na coś jeszcze bardzie niemożliwego. Oni są szaleni, całkiem szaleni, wszyscy bez wyjątku, ale nie uratuje nas nic oprócz szaleństwa. Aizen chce…
- Ukitake wysłał mi wiadomość - przerwał jej. - Doskonale wiem czego chce Aizen.
- Ale nie w jaki sposób dokładnie chce tego dokonać.
- Sądząc po twoim bezczelnym uśmiechu wieszcz dokładnie jak, ale nie powiesz skąd masz takie informacje.
- Tak będzie lepiej.
- Dla kogo?
- Głównie dla mnie - przyznała i spojrzała ukradkiem na młodszego Shinigami. - Mogę mówić przy nim swobodnie?
- Tak - wierność jego zastępcy była niepodważalna, więc nie to zaprzątało mu umysł. Yamamoto przypuszczał, że gdyby nie był łysy, przez plan Shihoin i Urahary, czyli dwóch z trzech największych zwariowanych geniuszy jakich znał, wyłysiałby doszczętnie. Miał tylko nadzieję, że nie wypadnie mu przez nich broda. Dla ich własnego dobra.
Spotkania kapitanów były wyjątkowo nużącym zajęciem. Podobno właśnie dlatego odbywały się na stojąco, inaczej wszyscy usnęliby w połowie. Nie należy się dziwić, że comiesięczne zebrania w pierwszej dywizji były katorgą, do której każda z trzynastu najpotężniejszych osób w Seireitei odliczała ze zgrozą dni niczym do wizyty u dentysty. O takich jak to, zebraniach nadzwyczajnych lepiej nawet nie mówić.
Większość z przekraczających próg kapitanów nie mogło uwierzyć widząc podpierającą ścianę Shihoin. Niektórzy, tak jak Ukitake i Kyoraku uśmiechali się, inni, głównie Sui-Feng chcieli ją stamtąd wywlec siłą. Byakuya za poranny blamaż chciał ją oskalpować. Yamamoto zdawał się jednak nie reagować, zatem reszta także tego nie robiła.
- Gotei zdobyło informacje, które zmieniają znaną wam sytuację. Wedle nich prace Aizena z Hogyoku postępują dużo szybciej niż sądziliśmy. Możliwe, że zdołał nawet pozyskać kilku Vasto Lordów i zdjąć im maski, tworząc chimery, które znane są pod nazwą Arrancarów.
Słowa Yamamoto wywołały burzę, którą uspokoiło uderzenie laski o dębowe panele.
- Cisza - Generał nie musiał nawet podnosić głosu. Jego autorytet przemawiał głośniej niż jakiekolwiek wrzaski. - Musimy być gotowi na wszystko. Vasto Lordowie sami w sobie dorównują siłą kapitanom. Jeśli Aizen zdobędzie na swoją stronę dziesięciu, Gotei jest skończone.
Ari przyjrzała się twarzy każdego z obecnych, wszystkie były jednak niczym wykute z kamienia. Nieznacznie kiwnęła Generałowi głową. Na razie nie wyglądało na to, by ktoś coś podejrzewał. Yamamoto nie dał po sobie poznać, że zwrócił na nią uwagę, ale kontynuował bez zająknięcia.
- Kapitanie trzynastego oddziału, Ukitake Jushiro, wyślesz Kuchiki Rukię do Karakury, by poprawić współpracę między zastępczym Shinigami, a Gotei. Kapitanie szóstego oddziału, Kuchiki Byakuya, twój porucznik Abarai Renji uda się wraz z nią. Do pomocy w misji może wybrać kilku Shinigamich poniżej stopnia kapitana. Jeśli Aizen wykona ruch musimy być gotowi na błyskawiczną kontrę.
Ari nie słuchała bzdetów, które mówił po tym. Głównie dlatego, że przez poranny cyrk nie pomyślała, aby wstąpić do łazienki. Jej pęcherz groził potopem wielkim, szwedzkim, czy jakimkolwiek innym, nieważne. Ważne było, że musiała siu siu i to szybko. Czemu on musiał wymieniać każdego ze stopnia, imienia i nazwiska, kurwa mać?! Myślał, że wszyscy na jego modłę mieli już demencję starczą, czy co?
Zagryzła zęby, aby nie przeskakiwać z nogi na nogę. Starała się myśleć o suchych rzeczach: pustyniach, praniu chemicznym, wyrobach cukierniczych swej rodzicielki. Żadnych rzek, wodospadów, przelewania lemoniady z butelki do kub… Miała nadzieję, że nikt nie zobaczył jak przeskakuje z nogi na nogę w rytm kankana. Zaciskanie zębów już nie wystarczało. Kiedy usłyszała stukanie oznajmiające koniec oficjalnego zebrania myślała, że samoistnie zacznie fikać koziołki. Wszyscy kapitanowie wyszli, nie licząc Mayuriego, któremu polecono zostać.
- Kapitanie dwunastego oddziału Kurotsuchi Mayuri - zaczął Yamamoto. - To co zostanie teraz powiedziane jest ściśle tajne i…
- Morda w kubeł, bo inaczej ją stracisz - przerwała Ari i zaczęła wypluwać z siebie słowa szybciej niż kałasznikow pociski. - Musisz przygotować przejście do i z Hueco Mundo, które da się otworzyć także od środka. Aizen chce stworzyć klucz króla i musi do tego zniszczyć odpowiednie miejsce, którym oczywiście jest to cholerna miasto. Trzeba więc zbudować coś na kształt portalu, który przeniesie Karakurę do Soul Society, a w jej miejsce postawi się jej dokładną replikę. Kisuke zrobił już wstępne plany, ale nie ma możliwości stworzyć czegoś na taką skalę. To chyba na tyle. Resztę dogadamy później, papatki.
Kurotsuchi od początku znajomości z tą przeklętą kobietą wiedział, że jest ona nienormalna, ale dzisiaj przeszła nawet samą siebie. Patrząc jak ucieka starając się nie odrywając od siebie nóg żałował, że tak szybko odebrano mu ją. Badanie jej mózgu byłoby nie lada wyzwaniem. Zaraz… z tego co mówiła wynikało, że będzie musiał współpracować z Uraharą. Mimowolnie zaczął przebierać palcami, wyobrażając sobie, że zaciskają się one na szyi szatynki.
- Niedoczekanie, Shihoin, niedocze…
Ostre spojrzenie generała uciszyło naukowca. Układ w Seireitei zmienił się i to nie tak, jak Kurotsuchi by sobie tego życzył. Wyglądało jednak na to, że nic nie mógł na to poradzić. Przynajmniej na razie.
Jeszcze tylko sto metrów i dane jej będzie przekroczyć próg cudowności, zwanej potocznie żeńską ubikacją. Jeszcze dziewięćdziesiąt dziewięć, dziewięćdziesiąt osiem, dziew… A pies cię jebał i małe pieski!
Ari chciała spopielić cokolwiek odważył się zagrodzić jej drogę ku Świętemu Graalowi ulgi, póki nie zobaczyła szarych oczu dających jej spojrzenie mogące zamrozić krew w żyłach. Musiała przyznać, że Kuciki może i miał powód, by być na nią zły… no dobra, wkurwiony, zatem sabotaż jej wyprawy wyrównywał wszystko na zero. Co nie znaczyło, że miała zamiar się poddać i stać, słuchając jak daje jej zjebki. Złapała go za rękę i pociągnęła za sobą.
- Shihoin…
- Próbuję oszczędzić ci widoku głowy jednego z wielkich rodów obsikującej korytarz pierwszej dywizji. Zamknij zatem twarz.
Zamknął twarz i to z głuchym mlaśnięciem. Jej wyjaśnienie zszokowało go do tego stopnia, że nie protestował nawet, kiedy zaciągnęła go do damskiej toalety. Właściwie, to zorientował się, gdzie się znajduje, dopiero gdy puściła jego rękę i zamknęła się w jednej z kabin.
- No, teraz możesz zacząć swą krucjatę przeciwko mnie - zza pilśniowych drzwi odpowiedziała jej cisza. - Byakuya nie przełączaj mi się tu na komunikację nie werbalną, bo i tak cię nie widzę. Nie mogłeś mieć z Rukią i Renjim aż takich problemów. Jesteś dla nich jak amfa dla narkomana. Dosłownie spijają każde słowo, które spadnie z tych twoich boskich ust.
- Nie miałem z nimi problemów.
- Widzisz…
- Wyrzuciłem ich za próg i zamknąłem drzwi.
Ari z wrażenia usiadła. Dobrze, że zdążyła już rozwiązać obi i spuścić spodnie, bo zaraz po tym dało się słyszeć spadającą ciecz. Nie bacząc na żadne odgłosy kobieta kontynuowała.
- Zamknąłeś im drzwi przed nosem i zostawiłeś z tym głupim pomysłem, kiełkującym we łbach?
- Tak.
- To było pytanie retoryczne, kurwa mać!
Byakuya uśmiechnął się. Uwielbiał ją denerwować, zwłaszcza kiedy miał się za czym schować. Już wyobrażał sobie jej nadąsaną minę, zmarszczone czoło i ściągnięte brwi. Był to jednocześnie jeden z najbardziej przerażających, ale i ujmujących obrazów. Przestał się uśmiechać, kiedy usłyszał, że ktoś wszedł do toalety.
W progu stała młoda Shinigami, która zbaraniała na jego widok. Po chwili zbaranienia na jej twarzy pojawił się wyraz rozanielenia, a w oczach zabłysły niebezpieczne ogniki. Gdyby Kuchiki mógł sobie na to pozwolić właśnie zrobiłby coś, co Ari wdzięcznie określała facepalmem. Czy większość kobiet w Soul Society musi patrzeć się na niego jak na kawał mięsa, które chciałyby schrupać. Czuł się uprzedmiotowiony.
Niestety Shihoin nie wyczuła nowego źródła reiatsu i nie zamknęła się.
- Ty wiesz co teraz będzie? Całe Gotei będzie prawić jak znaleziono mnie z rana w twoim łóżku, prawie nagą z głową pomiędzy twoimi udami. Będziemy musieli abdykować i uciec do Kisuke, inaczej starszyzna nigdy nie pozwoli naszej wielkiej, namiętnej i totalnie wyuzdanej miłości rozkwitnąć - powietrze przeciął dźwięk zatrzaskiwanych drzwi. - Co to było?
- Właśnie przyprawiłaś członkinię pierwszej dywizji o zawał i potężny krwotok z nosa.
- Nie mogłeś mnie uprzedzić, że nie jesteśmy sami? - wysyczała poprawiając spodnie.
- A gdzie wtedy byłaby zabawa?
Drzwi do kabiny uchyliły się ukazując tę samą twarz, jaką wyobrażał sobie wcześniej Byakuya.
- Wiesz co? - szturchnęła go palcem w pierś. - Spędzasz ze mną zbyt dużo czasu. Chociaż wiesz co? To będzie dobre miejsce.
Ari złapała go za kołnierz, pocałowała i pociągnęła za sobą do kabiny. Zanim zamknęła drzwi pomachała do dwóch Shinigamich, zaglądających ukradkiem do łazienki.
- Co robisz? - wysyczał brunet. - Tam stały…
- Dwie kobiet, wiem. Podejrzewam, że jedna, to ta sama, która naszła nas wcześniej. Jeśli mają być o nas ploty, to nich chociaż będą tak niemożliwe, że nikt kto nas zna nie uwierzy w nie.
- Będziesz moją zgubą - pożałował swych słów, gdy tylko zobaczył, jak dziewczyna blednie i z westchnieniem siada na kiblu.
- Obawiam się, że możesz mieć rację.
-…?
- To całe spotkanie kapitanów to jedna wielka farsa. Musieliśmy wprowadzić was w błąd, aby i Aizen w niego uwierzył.
- A mówisz mi o tym, bo?
- Sama nie dam rady odpowiednio pokierować, Rukią i Renjim…
- Chciałaś powiedzieć zmanipulować - przerwał jej.
- Tak, zmanipulować, zadowolony? - warknęła, po czym ponownie westchnęła i zaczęła masować skronie. - Sporą część czasu będę przebywać w świecie żywych. Muszę mieć tutaj kogoś zaufanego, kto wie o wszystkim.
- A że wiem już o Hirako i reszcie…
- To mam mniej do wyjaśniania. Tak, no i jeszcze nikomu tutaj nie ufam tak jak tobie. Może Jushiro i Shunsuiowi, ale pierwszy ma zbyt prosty kręgosłup moralny, a drugi może się spić i coś wypaplać.
Byakuya przyjrzał się ścianie kabiny, a gdy uznał, że jest wystarczająco czysta, oparł się o nią.
- Zatem?
- Aizen chce zniszczyć Karakurę, by stworzyć klucz króla. Przypuszczamy z Kisuke, że będzie chciał nas rozdzielić i część zwabić do Hueco Mundo.
- Czemu mam wrażenie, że coś tak prostego jak zostanie razem nie zadziała z tobą?
- Haha, wielkie dzięki. Kiedy ktoś zechce mnie wykopać z tego burdelu poprę go całym sercem, ale póki co musisz się zdać na moje hochsztaplerstwo. Wykorzystamy wielokrotny blef.
- Czyli?
- Czyli zrobimy dokładnie to, co chce Aizen i jeszcze trochę.
Krótkie, wiem, ale mam nadzieję, że przed końcem weekendu uda mi się dodać coś, czego oczekiwali praktycznie wszyscy ^^ Wystarczy spojrzeć na komentarze
