Wielka ucieczka

Na początku 1996 roku, Voldemort tak jak to zapowiedział swoim sługom, porozumiał się z demetorami i zabrał z Azkabanu osadzonych tam na dożywcie śmierciożerców. Ministerstwo nazwało to wielką ucieczką, zatajając przed społeczeństwem powrót Tego, Którego Imienia Nie Można Wymawiać i zdradę dementorów. Czarodziejskie gazety były wypełnione zdjęciami tych, którzy zostali wypuszczeni z Azkabanu, były przypominane ich zbrodnie i w świadomości magicznego społeczeństwa na powrót ożyły te już dawno zapomniane czasy z przed kilkunastu lat, gdy na świecie szalał terror Tego Którego Imienia Nie Można Wymawiać i jego śmierciożerców. Wielu czarodziejów zaczęło zastanawiać się, czy aby Dumbledore nie ma racji? Może, tak jak twierdzi Dumbledore, ten straszy czarnoksiężnik powrócił a Ministerstwo nas okłamuje? Wiosną 1996 roku, Minister Magii Knot, przerażony szerzeniem się takich rewelacji, doprowadził do usunięcia Dumbledore ze szkoły i postawił go w stan oskarżenia, zmuszając tego potężnego czarodzieja do ukrywania się przed magicznym wymiarem sprawiedliwości. Jednak działania Ministra nie przyniosły pożądanego rezultatu i nie uspokoiły czarodziejskiego społeczeństwa. Voldemort, ten działający z ukrycia mistrz siania niepokoju i niezgody, był zadowolony bo wszystko układało się zgodnie z jego planem. W okresie dwóch, trzech lat powinienem przejąć władzę, myślał czarnoksiężnik i jedynym zgrzytem, jedynym kamyczkiem w jego planie była wiadoma przepowiednia, a konkretnie to nieznajomość jej pełnej treści.

xxx

Pewnego zimowego wieczoru pamiętnego 1996 roku, Snape poczuł jak rozpala się Mroczny Znak na jego przedramieniu, więc pod zaklęciem zwodzącym opuścił teren szkoły i deportował się lądując przed dworem Malfoy,a, po czym uniósł lewe przedramię otwierając tym gestem bramę i szybkim krokiem wszedł do środka. Czarodziej pchnął drzwi prowadzące do gościnnej komnaty i stanął w progu jak spetryfikowany. Od razu ich zobaczył, brudnych, w poszarpanych szatach, z tą jakąś dzikością i z szaleństwem wypisanym na twarzy... Bella rozmawiała o czymś ze szwagrem, obok niej siedział Rudolfus, poważny, z zapadniętą twarzą, dalej Rabastan nerwowo wiercił się na krześle, wynędzniali Bill Travers, Olaf Selwyn, Michael Mulciber... Snape,a przestraszył widok przyjaciela, jego wychudzonej, cherlawej postaci, wymizerowanego oblicza z błyskiem szaleństwa w oczach...

- Nie stój tak w progu Severusie, proszę wejdź do środka,- dobiegł go wyjątkowo łagodny i zadowolony głos Czarnego Pana.

Snape ściągnął na siebie spojrzenie Mike,a i czarnoksiężnicy popatrzyli sobie w oczy. Severus wolno ruszył od progu, Mulciber wstał i padli sobie w objęcia. Przyjaciel śmierdział mieszaniną potu, brudu, moczu, jego ciało to była sama skóra i kości... Severus pamiętał go jako masywnego, wesołego, okrutnego czarnoksiężnika, a teraz stał przed nim zupełnie inny człowiek.

-Siadajcie, siadajcie, - polecił im Czarny Pan, i śmierciożercy usiedli. Snape nadal trzymał druha za rękę, pragnąc mu dodać otuchy.

-Witaj Severus,- gdzieś z boku dobiegł go śpiewny głos Dołohowa.

Snape spojrzał w tamtym kierunku. Antonin był wynędzniały tak jak i inni, z wypisaną na obliczu tą jakąś dzikością, zawziętością i szaleństwem.

-Witaj Antonin, cieszę się, że cię widzę.

-Severus,- z drugiej strony usłyszał głos Traversa.

Alchemik wychyli się przed kolegów i wzajem z Billem poklepali się po plecach. Siadając, Snape ścisnął rękę Rudolfusowi, Rabastanowi, Olafowi, skinął głowa Belli.

- Czy Mary już wie?- Szepnął do Mulcibera.

- Nie, nie może o niczym wiedzieć. Nałożono na nią namiar. Jutro dowie się z gazet.

Severus rozglądnął się po ciemnej sali. Większość śmierciożerców już tu była, jak zwykle przybył jako jeden z ostatnich, usprawiedliwiała go konieczność wydostania się ze szkoły bez użycia magii.

- Moi wierni śmierciożercy, - rozpoczął Czarny Pan, - nareszcie są wśród nas ci, którzy przez czternaście lat byli uwięzieni w Azkabanie za to, że byli mi wiernymi sługami. Zostanie im to wynagrodzone. Szczególny szacunek należy się Lestranege, jedynym którzy mnie szukali. Rozpoczynajmy ucztę.

Czarny Pan klasnął w dłonie, i na stole pojawiły się trunki oraz półmiski wypełnione jedzeniem. Na ten widok, magom dopiero co uwolnionym z Azkabanu zabłysły oczy. Mike jadł powoli, z rozwagą i systematycznie. Severus wyczuwał, że ledwo panuje nad sobą, aby nie rzucić się na jedzenie. Gdy Mulciber wreszcie najedzony, wygodnie rozsiadł się na krześle, Snape przestał dzióbać to co miał na talerzu i spojrzał na niego.

- Gdzie was umieścił?

-Tutaj, - Mike wzruszył ramionami.

-Zawiadomić Mary?

-Nie, teren wokół domu i sieć fiuu są już pod obserwacją. Nim przyszedłeś, Czarny Pan rozmawiał z Albertem. Rucorn powiedział, że usunie na kilka godzin namiar z naszych kominków, za kilka dni powie nam kiedy. Gdy to zrobi, będę mógł bezpiecznie przenieść się do domu.

- Daj znać, jak już tam będziesz. Niekiedy odwiedzam Mary, jestem ojcem chrzestnym Anne, nikogo nie powinno to dziwić, gdy udam się do twojego domu.

-Dobrze, - blado uśmiechał się Mike.

Śmierciożercy rozmawiali jeszcze wiele godzin i nad ranem pożegnali się, deportując każdy w swoją stronę. Luciusz zaprowadził uwolnionych do nienanoszalnej części posiadłości zadowolony, że znowu po latach ich widzi, bo prawie wszystkich znał ze szkoły, z Syltherinu i większość z nich lubił.

- Proszę Mike, to będzie twoja komnata. Obok jest wejście do łaźni, skrzat już czeka na ciebie. Kominek jest zablokowany. Jutro odwiedzi cię Ian, dzisiaj nie mógł przybyć, miał robotę zleconą przez Czarnego Pana.

-Dziękuję Luciusz.

-Jakbyś czegoś potrzebował, to daj znać.

Śmierciożercy życząc sobie nawzajem dobrej nocy, pożegnali się. Mike najedzony, umyty i odświeżony, bez dementorów dręczących go koszmarami, przespał prawie cały dzień.

W tym czasie, w Hogwarcie, nauczyciel eliksirów po kilku godzinach snu wstał do swoich obowiązków niewyspany, skacowany i z kwaśnym, odpychającym wyrazem twarzy zasiadł w Wielkiej Sali do śniadania.

xxx

Po kilku dniach Mike był już we własnej, nienanoszalnej posiadłości i Severus odwiedził go pewnego zimowego sobotniego wieczoru. Mary przygotowała pyszną kolację, a na magicznie ocieplonej werandzie oczekiwał na nich deser i wyborne wino.

Czarownica z niepokojem popatrywała na męża, starając się mu dogadzać jak mogła, ale Mike był ponury i zdawał się nie zwracać uwagi na poczynania żony. Mary dość wcześnie położyła się spać, zostawiając śmierciożerców samych sobie, dając im możliwość swobodnej rozmowy. Anne, córka Mary i Mike,a był w tym czasie w szkole we Francji, w Beauxbatons. Severus bawiąc się kieliszkiem wina, zerknął na ponure oblicze przyjaciela.

- Do czasu aż Wizengamot nie zlikwidował tych ustaw wyjmujących śmierciożerców spod prawa, byłem uwięziony w szkole, pod stałym nadzorem Dumbledore, - śmierciożerca blado się uśmiechnął. - Gdy po kilku latach wyrwałem się do burdelu, miałem z tym duży problem. Byłem z kobietą cały dzień, raz, dwa razy w tygodniu i dopiero po kilku miesiącach wszystko wróciło do normy.

Mike spojrzał na niego ponuro.

-Nie tylko w tym jest problem, - burknął. -Mary jest mi chętna, ale... Dementorzy latami wydobywali ze mnie wszystko to, o czym nie chciałbym pamiętać, a dobrze wiesz co robiliśmy mugolakom, mugolom... Jak pomyślę, że Mary, że Anne mógłby spotkać taki los, to paraliżuje mnie, - wychrypiał. - Dumbledore bardzo nam pomógł, podziękuj mu, -dodał po chwili.

Snape pokiwał głową.

-Dobrze. Anne jest bardzo podobna do ciebie, -dodał.

-Wiem. Raz w miesiącu mogłem otrzymywać korespondencję. Mary przysyłała mi magiczne zdjęcia córki... Czekałem na te długie, na kilka stron listy, znam je na pamięć, pozwalały mi czymś zająć umysł i nie zwariować. Anne jest bardzo podobna do mojej matki.- Mówiąc to Mike spuścił głowę zakrywając twarz rękoma, a Severus zaczynał rozumieć, jak musi się teraz czuć.

- Niezależnie od tego jak rozwinie się sytuacja, są bezpieczne, - stwierdził.

-Do czasu, aż przestanę być przydatny, -sarknął Mulciber. - Nie chcę, aby Anne wracała tutaj. Mam nadzieję, że ułoży sobie życie we Francji, - dodał cicho, unosząc głowę i odsłaniając twarz.

Śmierciożercy rozmawiali jeszcze długo w noc i Snape wrócił do Hogwartu nad ranem.