Nie wiem, kiedy dodam następny rozdział, więc dzisiaj wrzucam ten. Jestem ciekawa Waszych reakcji:)
Miłej zabawy przy czytaniu:)
– Ała, draniu, puszczaj mnie! – burknął Naruto, kiedy Sasuke ściskał go za łokieć. – Co cię ugryzło? O czym chcesz pogadać?
Sasuke nie odpowiedział, dopóki nie znaleźli się poza terenem przyjęcia, w zaułku ogrodu. Dom Shikamaru i Temari był naprawdę duży i przypominał Sasuke rezydencję jego rodziny. Oni też mieli taki wielki ogród, w którym uwielbiam bawić się razem z Itachim.
– No co jest? – zniecierpliwił się Naruto i nagle uśmiechnął, gdy zrozumiał, co Sasuke mogło chodzić po głowie. – Specjalnie mnie tu zaciągnąłeś! – rzucił z triumfującym uśmiechem i przybliżył się do niego.
Wciąż był nieco zarumieniony od alkoholu, jego oczy błyszczały i jeszcze był ubrany w ten elegancki garnitur, ale Sasuke nie dlatego go tutaj zabrał.
Już od dłuższego czasu zastanawiał się, czy mówić Naruto o rozmowie z Kakashim, ale w końcu uznał, że powinien – i to jak najszybciej – z dwóch powodów. Po pierwsze, jutro mogą nie mieć czasu na rozmowę, a lepiej, żeby przedyskutowali to, kiedy ten nie był jeszcze zbyt pijany, a po drugie... Po drugie ta rozmowa była świetnym pretekstem, żeby odciągnąć Naruto od stołu i Gaary, gdyby ten znowu do nich podszedł i zagadał gona kolejną godzinę. Sasuke nienawidził takich imprez i znosił to tylko dzięki Naruto. A Naruto najwyraźniej postanowił sobie zrobić dzień wkurzania go i robił wszystko, żeby go zirytować.
– Rozmawiałem z Kakashim – powiedział w końcu, odsuwając się jednak, kiedy Naruto nachylił się, żeby go pocałować. – Wykryli nieścisłości w raportach. Kakashi ma wątpliwości, że te zwoje nie zawierały nic ważnego.
Naruto zmarszczył brwi, słysząc to. Nie był przygotowany na to, że będą rozmawiali na temat zwojów. Nie spodziewał się, że ktokolwiek wykryje fałszerstwo Sasuke. A to oznaczało nic innego, tylko to, że mogą mieć przez tą sytuację naprawdę spore kłopoty.
– Musimy je zniszczyć – stwierdził. – Mówiłem ci, najbezpieczniej będzie, jak je zniszczymy!
– Nie ma mowy – warknął Sasuke. – Nie wiesz, jaka to potężna broń? I tylko my dwaj możemy jej użyć, wyłącznie współpracując. No chyba że znajdzie się drugi Madara, który przejmie Rinnegana i moc Bijuu.
Naruto przez chwilę milczał, ale cały czas marszczył brwi, więc zniecierpliwiony Sasuke chwycił go za przegub ręki i pociągnął w stronę jakichś drzwiczek. Musieli o tym pogadać teraz.
Sakura, która chwilę wcześniej poszła za nimi, sądząc, że coś się stało, przystanęła pod drzewem. Słyszała, że Sasuke i Naruto najwyraźniej o coś się pokłócili. I to nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że nie wrzeszczeli na siebie jak zwykle, tylko próbowali się hamować. Nie wiedziała, o co do końca chodzi, ale Naruto chciał zniszczyć jakieś zwoje. Mówił coś o jakiejś niebezpiecznej technice. I to naprawdę ją zaniepokoiło.
Podeszła do miejsca, gdzie zniknęli. To były tyły domu Shikamaru i Temari. Za trzema schodkami w dół mieściły się drzwi. Niezbyt solidne, takie typowo piwniczne, choć z dużym skoblem. Miedzy deskami prześwitywało światło.
Sakura miała zamiar zapukać, zapytać czy coś się stało, ale zza drzwi usłyszała krzyki.
– No właśnie draniu! – wrzasnął wyraźnie zdenerwowany Naruto.
Przyłożyła oko do szpary między deskami i zobaczyła, jak chodzi od ściany do ściany.
– A co, jak ktoś taki się pojawi? Jeżeli ta technika trafi w ręce wroga? Nawet nie chce o tym myśleć!
– Nie trafi, jeżeli to dobrze ukryjemy! – Sasuke nie zamierzał ustępować.
– To może chociaż powiemy Kakashiemu?
Naruto podszedł do niego blisko. Bardzo blisko. Za blisko… Sakura miała wrażenie, że jest pijany i zaraz na niego wpadnie.
– Nie ma mowy! – Sasuke odsunął go gwałtownym ruchem. Skoro już zdecydował się pozostać w wiosce, zmienił do niej podejście, nie zamierzał rezygnować z tak potężnej techniki. Jego klan zawsze był silny, ale to… To było coś ponad wszystko. Co, jeżeli zaatakują ich przeciwnicy, z którym nawet ze swoimi umiejętnościami sobie nie poradzą? Musieli mieć coś w zanadrzu. Nie pozwoli tego zniszczyć. To było zbyt cenne. – Jeżeli inne wioski się dowiedzą, to doprowadzi do kolejnej wojny! Tego właśnie chcesz?
– Przecież wiesz, że nie! Ale nie możemy o tym decydować właśnie my! Sasuke, do cholery! – wściekł się Naruto, a Sakura miała obawy, że zaraz rzuci się na niego z Rasenganem i rozniesie całą tę piwnicę.
– Ty jednak nadal mi nie ufasz, co? – warknął Sasuke.
Na te słowa stało się coś dziwnego. Naruto od razu się uspokoił, cała złość z niego opadła i Sakura mogła zobaczyć, jak wyraz jego twarzy się zmienia. Naruto zaczął się delikatnie uśmiechać i patrzeć na Sasuke tak, że wcale jej się to nie spodobało.
Poczuła dziwny skurcz w żołądku, ale zignorowała to i mocniej przycisnęła twarz do szczeliny, żeby niczego nie przegapić.
– Przecież wiesz, draniu, że ci ufam – odpowiedział po chwili Naruto.
Miał łagodny głos. Nie wrzeszczał, nie wydzierał się jak zwykle i zaczął mówić tak cicho, że Sakura musiała wytężyć słuch, żeby wszystko usłyszeć.
– Nie ufasz mi – upierał się przy swoim Sasuke. – Mówię ci, że nie powinniśmy niszczyć tego zwoju, on jest zbyt cenny. Co, jeśli nas ktoś zaatakuje? Naruto, chcesz zostać Hokage, do cholery, musisz myśleć przyszłościowo! Wioskę trzeba chronić i ty powinieneś o to zadbać!
Widać było, że się zirytował się, ale nie odsunął od siebie Naruto, który wciąż stał bardzo blisko niego. I cały czas się uśmiechał.
– Nie chcę już więcej wojen – mruknął i nagle zrobił coś, co sprawiło, że Sakura otworzyła szeroko oczy i wstrzymała oddech. Naruto położył dłoń na karku Sasuke i oparł się czołem o jego czoło. Zamknął oczy i uśmiechnął się szerzej. – Nie chcę, żeby jakieś dzieciaki podzieliły nasz los. I tak Konoha ma dużo silniejszych shinobi niż ktokolwiek. Sasuke, mam w sobie cząstkę mocy wszystkich Bijuu, muszę myśleć inaczej, szerzej, ja...
Zamilkł, a Sakura poczuła jak zaciska palce w pięści. Nie wierzyła, że to się naprawdę dzieje.
– Naprawdę ci ufam, Sasuke. I... i sam wiesz, draniu, jak jest – zaśmiał się, chyba nieco skrępowany.
A później... A później pocałował Sasuke. W usta! I Sasuke go nie odepchnął, tylko objął w pasie i przyciągnął do siebie jeszcze bliżej. I… I zaczęli się namiętnie całować, bo Sasuke odpowiedział na pocałunek z taką pasją, jaką widziała u niego chyba tylko podczas walki.
Nie wierzyła. Po prostu nie wierzyła. W pewnym momencie przyszło jej do głowy, że to sen i – jak to w snach – wszystko się mieszało. Sasuke, Naruto, wyznanie Shino o tym, że woli chłopaków. Nie, to niemożliwe! Uszczypnęła się mocno, ale to, co miała przed oczami, nie zniknęło.
Sasuke, jej ukochany Sasuke i Naruto – najlepszy przyjaciel… całowali się. I nawet gdyby próbowała sobie wmawiać, że to kolejny przypadek, nie było takiej opcji. Owszem, wszyscy trochę wypili, ale oni zachowywali się, jakby to nie był ich pierwszy raz. Oni całowali się tak…
– Nhn, Sasuke – jęknął Naruto i Sakura zauważyła, jak zaczął się o niego ocierać. Przez chwilę miała wrażenie, że przestała oddychać. Jak to? Jak…
– Młotku, zamknąłeś drzwi? – zapytał Sasuke zachrypniętym z emocji głosem.
Wyglądał nieziemsko. Jego oczy błyszczały, a wargi, nieco już opuchnięte, kusiły tak, jak chyba nigdy. Sakura przypomniała sobie, ze dokładnie tak wyglądał w momencie, kiedy weszła do jego mieszkania i zastała go w samym ręczniku. Ale teraz… Nie, to naprawdę niemożliwe. Może się wygłupiali? Ale w taki sposób?
– Zamknąłem. – Naruto znów przyciągnął go do siebie. – Draniu, jeszcze jedno słowo, że ci nie ufam, to tak ci przyłożę, że zamiast ręki stracisz coś ważniejszego – mruknął, zsuwając z ramion Sasuke marynarkę. – A wtedy to już zawsze ja będę dominował – roześmiał mu się w usta.
– Zapomnij, młotku. – Sasuke oddał pocałunek, nie pozostając dłużny i też zaczynając go rozbierać.
Sakura, widząc, jak na podłogę lecą marynarki i koszulę, jak stykają się nagimi torsami, ciągle się całując i to tak, jakby miał się skończyć świat, osunęła się wzdłuż ściany. Nie, to nie mogła być prawda. Wypiła trochę, może to sake było wyjątkowo mocne? Nie. Nie! Spojrzała znów przez szczelinę między deskami i mimo że czuła, że już nie jest w stanie powstrzymać płaczu, nie umiała oderwać od nich wzroku. Jakby to wszystko mogło się okazać jeszcze jakimś wygłupem. Żartem… Ale nie… Przecież to, jak Sasuke patrzył na Naruto… On nigdy nie patrzył tak na nikogo!
Zdała sobie sprawę, w jaką stronę to zmierza, gdy Naruto uklęknął i zaczął rozpinać spodnie Sasuke. Czy on zamierzał... Przełknęła ciężko. Było jej na zmianę zimno i gorąco, kręciło się jej w głowie tak, jakby zaraz miała zemdleć, więc gdy Naruto w końcu zsunął spodnie Sasuke i zobaczyła... Nie! Dość!
Odsunęła się od drzwi i oparła głowę o kamienną ścianę. Wzięła kilka głębokich oddechów, żeby się uspokoić, ale przed oczami wciąż miała obraz Sasuke i Naruto w tak intymnym momencie. Och, a niech to! – pomyślała ze złością, czując w oczach pieczenie. Po chwili łzy zaczęły kapać jej na ręce, którymi objęła kolana. Siedziała tak wciśnięta w kącik między ścianą a drzwiami i nie była w stanie się ruszyć.
Dopiero po kilku minutach, kiedy usłyszała jakiś głośniejszy okrzyk z ogrodu, dotarło do niej, że wciąż znajduje się na przyjęciu weselnym. Wstała, jednak nie mogła w takim stanie wrócić do przyjaciół. Wszyscy od razu zaczęliby pytać, co się stało, a ona nie mogła im powiedzieć prawdy. Nie mogła też zostać tutaj, bo zaraz Sasuke i Naruto mogliby wyjść, a wtedy by ją zobaczyli.
Jeszcze raz obejrzała się na drzwi, ale z tej odległości już nic nie widziała. Byli bezpiecznie ukryci w piwniczce. Naruto dzielił z Sasuke w tym momencie to, o czym ona zawsze marzyła. Co powinna dzielić, jeśli chciała z nim być.
Bardzo wolno wspięła się po schodach i rozejrzała się po ogrodzie. Musiała się gdzieś schować. Musiała wszystko przemyśleć i jakoś dojść do siebie. Znalazła ławeczkę otoczoną świerkami, które były tak wysokie, że najwyraźniej musiały rosnąć tu już wcześniej. Tutaj mogła się schować.
Usiadła i otoczyła się ramionami, jakby było jej zimno. Wpatrywała się szeroko otwartymi oczami w trawę i próbowała wyrzucić z głowy to, co właśnie zobaczyła. Ale nie mogła. Wciąż przypominała sobie wzrok Sasuke, bardziej zachrypnięty niż zwykle głos Naruto, ich gorączkowy dotyk, zachłanne pocałunki...
W kółko przypominała sobie to wszystko i jednocześnie zastanawiała się, co teraz. Cały jej świat runął w gruzach. Wszystko, co było dla niej ważne, Sasuke, jej Sasuke, okazał się całkowicie nieosiągalny. A przecież to dla niego stawała się coraz silniejsza, uczyła się pod okiem Tsunade, żeby w końcu zostać jedną z najlepszych medycznych kunoichi. Przez całe życie nie zwracała uwagi na innych chłopaków, bo była zbyt skupiona na Sasuke, na jej pierwszej miłości, na tym przystojnym, najlepszym w klasie chłopcu, w którym się zakochała, kiedy miała siedem lat. Kochała go tak bardzo, że chciała go nawet zabić, żeby ratować Konohę i jego przed samym sobą. Brzmiało to dość absurdalnie, ale…
Wyprostowała się nagle, gdy przypomniała sobie tamten moment. Ona razem z pozostałymi przyjaciółmi zaplanowali, że zabiją Sasuke, bo nie było innego wyjścia. Tymczasem Naruto robił wszystko, żeby go uratować. Wyznała mu wtedy miłość, którą odrzucił. Czy już wtedy kochał Sasuke? Był jej przyjacielem, znała go przez całe życie i wiedziała, jak uparty potrafił być, jak wytrwale dążył do celu. Tylko że sytuacja z Sasuke była inna. Nawet ona, chociaż go kochała, zwątpiła w niego, nie potrafiła walczyć o niego tak, jak robił to Naruto.
Sasuke… Tak naprawdę nigdy nie zwracał uwagi na nikogo niż Naruto. Podczas wojny zawsze interesowało go tylko, żeby go ratować. Czy to Nieskończone Tsuykomi, kiedy jego Susanoo ochroniło ją i Kakashiego przypadkiem, czy to Kaguya i wymiar z lawą. Sasuke wtedy przyznał wprost, że ratował tylko Naruto. Tylko Naruto…
Jakby się tak zastanowić, Sasuke zawsze interesował się Naruto. Od dziecka był jego rywalem, to jego pocałował po raz pierwszy i w każdej sytuacji słyszała do znudzenia jedno zdanie: „gdzie jest Naruto". To było tak denerwujące. Ciągle Naruto i Naruto. Jak mogła nie zauważyć…
Czuła, że łzy lecą coraz mocniej. Zaczęła wszystko powoli analizować. Przecież zawsze widziała silną więź między Sasuke i Naruto, ale nie potrafiła na to spojrzeć od odpowiedniej strony. Naruto zawsze miał manię na punkcie sprowadzenia go do wioski. Większą niż każdy inny. Dał się za nawet niego skatować.
A Sasuke? Sasuke chciał zabić Naruto, żeby zniszczyć jedyną więź w swoim życiu. Jedyną, która nie pozwoliłaby mu na realizację swoich planów. Zabić najbliższą mu osobę, żeby nie stała na przeszkodzie.
Zaczęła szlochać tak, że gdyby nie muzyka w tle, każdy by ją usłyszał. Nie mogła… Nie była w stanie... Jej marzenia legły w gruzach. Co prawda nigdy nie liczyła ze strony Sasuke na wielką miłość, wiedziała, jaki jest, ale miała nadzieję, że kiedyś poświęci jej choć odrobinę uwagi. Że założą rodzinę, bo przecież zawsze chciał odbudować klan. Mogli by mieć dziecko. Marzyła jej się córka, z jego włosami i oczami. Zawsze chciała mieć córkę. On pewnie wolałby syna. Ale teraz… Zaczęła płakać jeszcze bardziej. Jak to możliwe? Sasuke i Naruto? Naruto zawsze powtarzał, że Sasuke jest dla niego jak brat. Chyba jednak nie do końca…
Nie wiedziała, ile czasu spędziła w tym miejscu, ale miała świadomość, że jeżeli zaraz się nie ruszy, zaczną jej szukać. Musiała się uspokoić. Poprawiła sukienkę, fryzurę i wstała z ławki. Najpierw pójdzie do łazienki, żeby obmyć twarz, a później... Wróci do stolika. I będzie udawała, że nic się nie stało… Choć tak naprawdę nie mogła sobie wyobrazić, jak się zachowa, gdy zobaczy ich razem. Bardzo chciała o tym komuś powiedzieć, może Ino, ale nie wiedziała, czy powinna. Na pewno Hinata była osobą, która musiała się dowiedzieć. Ona też przez cały czas żyła nadzieją, że stworzy z Naruto prawdziwą rodzinę. Oni przecież potrzebowali rodzin. Kochających żon, dzieci, stabilizacji, której przecież nawzajem sobie nie dadzą.
Odetchnęła ciężko, a kiedy zobaczyła pod jednym z drzew całującą się parę, poczuła się jeszcze gorzej. Zdała sobie sprawę, że teraz ostatnią rzeczą, na jaką miała ochotę, było branie udziału w weselu. Marzyła o tym, żeby wrócić do siebie, zamknąć się w mieszkaniu i nie wychodził z niego dopóki się nie wypłacze.
Szła powoli, a kiedy mijała piwnicę, zerknęła pośpiesznie w jej kierunku. Nie ośmieliła się zejść i sprawdzić, czy Sasuke i Naruto nadal tam byli.
Toaleta mieściła się na parterze nowego domu pary młodej, więc od razu tam skierowała swoje kroki. Po drodze natknęła się na jakąś kobietę, które zapytała, czy wszystko w porządku. Sakura pokiwała tylko głową i zamknęła się w łazience. Potrzebowała chwili, żeby doprowadzić się do porządku. Miała popuchnięte oczy i musiała zmyć tusz, bo się całkiem rozmazał. W końcu jednak musiała wziąć się w garść i wyjść łazienki.
Serce zaczęło bić jej mocniej, gdy wróciła na przyjęcie i zobaczyła ich przy stoliku. Siedzieli wszyscy razem, Kiba kłócił się o coś z Naruto, Shino jak zwykle obserwował otoczenie w milczeniu, a Hinata zerkała to na jednego, to na drugiego nerwowo. Sakura okrążyła nieco stolik, wciąż będąc w bezpiecznej odległości, pilnując, żeby jej nie dostrzegli.
Zauważyła, że twarzy Sasuke zniknęła złość. Nie był już spięty, chociaż wciąż wyglądał tak samo poważnie jak wcześniej. Nie uśmiechał się, ale kiedy zerkał kpiąco na Naruto... Dopiero teraz to widziała. Dlaczego wcześniej była tak głupia, że tego nie dostrzegła?
– Sakura! – usłyszała nagle wysoki głos i aż podskoczyła. – Co się tak czaisz między tymi stołami? – zapytała Ino i zaśmiała się, widząc jej minę. – A tobie co się stało? – spoważniał, widząc podpuchnięte od płaczu oczy.
– Ino… – Sakura chciała coś powiedzieć, ale głos jej zadrżał. Poczuła ścisk w gardle, który nie pozwalała jej mówić, poza tym czuła, że jeżeli już zacznie, to znów się rozpłaczę. Tu, wśród tych wszystkich ludzi. – Ja… Oni…
Ino obserwowała to dziwne zachowanie i to, jak wzrok Sakury ucieka w stronę stolika, przy którym siedzieli Sasuke i Naruto, i… Oczy rozszerzyły się takim przerażeniu, że aż zatkała usta ręką. A niech to!
– Ja ich widziałam – powiedziała na pozór spokojnym głosem Sakura, jednak po chwili nie dała rady się opanować i znów się rozpłakała. – W piwnicy… Sasuke i Naruto… całowali się i… i nie tylko… – wydusiła w końcu z siebie to, co wciąż miała przed oczami. Ten wzrok Sasuke, to jak patrzyła na Naruto, to z jaką pasją go całował, dotykał, to, na co mu pozwalał…
– Chodźmy stąd – Ino objęła ją ramieniem i pociągnęła w stronę zacienionego miejsca w ogrodzie. Nie mogły tu zostać, bo zaraz ktoś by się nimi zainteresował. – Nie chciałam, żebyś tak się dowiedziała – powiedziała, gdy znalazły małą ławeczkę, na której usiadły.
– To… To ty wiedziałaś? – Sakura spojrzała na Ino z niezrozumieniem. – Wiedziałaś i mi nie powiedziałaś?
Ukryła twarz w dłoniach. Kto w takim razie jeszcze? A może wszyscy wiedzieli, tylko nie ona i Hinata? Patrzyli, jak uganiają się za dwoma chłopakami, którzy wolą siebie nawzajem. Nie… To niemożliwe!
– Dowiedziałam się niedawno. Chciałam ci powiedzieć wczoraj, ale… – Ino spojrzała na nią przepraszającym wzrokiem. Naprawdę chciała jej powiedzieć, nawet zasugerowała, że obie z Hinatą powinny znaleźć sobie kogoś innego, ale potem zawahała się. Uznała, że lepiej będzie, jeżeli zrobi to po weselu. To był ważny dzień dla dwójki ich przyjaciół i nie chciała go tym popsuć. – Sakura, przepraszam, gdybym wiedziała, że tak to wyjdzie… – westchnęła. Sakura dowiedziała się w najgorszy sposób, jaki było można. Chłopak, którego kochała, całował jej najlepszego przyjaciela. Na jej oczach. I z tego, co wywnioskowała, na pocałunkach się nie skończyło. To musiało być dla niej naprawdę szokiem.
– Sakura-chan? – usłyszały zaniepokojony głos. Głos którzy dobrze znały. – Coś się stało?
Naruto, który widział, że coś jest nie tak, pobiegł za nimi. Teraz upewnił się, że mu się nie przywidziało. Sakura płakała, a Ino obejmowała ją pocieszająco ramieniem.
– Sakura-chan… – zacisnął ręce. – Ktoś ci coś zrobił? Powiedz, to jak go znajdę, to… – powiedział swoim wrzaskliwym głosem.
Sakura podniosła głowę i spojrzała na niego. Przez łzy widok jej się rozmazywał, ale to nie zmieniało faktu, że od razu znów stanęła jej przed oczami sytuacja w piwnicy. Nie, to już była za dużo. Odwróciła głowę.
– Jak długo to trwa? – zapytała po chwili, nadal nie patrząc mu w oczy.
– Eee, co? – Naruto podrapał się po głowie.
– Jak długo to trwa? – Sakura w końcu podniosła się i podeszła do niego. Chciała widzieć wyraz jego twarzy, kiedy jej to powie. – Od jak dawna mnie oszukujecie – zapytała, chwytając go za ramiona.
Naruto przez chwilę patrzył na nią z niezrozumieniem, ale w końcu do niego dotarło.
– Sakura… – wydusił, czując, że zaschło mu w ustach. – Ja… – Nie miał pojęcia co powiedzieć. Z przerażeniem patrzył tylko na swoją najlepszą przyjaciółkę, która teraz musiała go chyba nienawidzić. Dowiedziała się. Ale jak? Ino jej powiedziała?
– Jak mogliście? – Sakura patrzyła mu prosto w oczy, ale w jej wzroku nie było złości. Raczej wyrzut, żal i rozpacz, przez co Naruto poczuł się jeszcze gorzej. Żołądek zacisnął mu się ze zdenerwowania, a ręce zaczęły się pocić. Nie miał pojęcia, co odpowiedzieć. Naprawdę wolałby, żeby teraz Sakura zachowała się tak, jak zawsze. Żeby na niego krzyczała, wyzywała od idiotów, nawet żeby uderzyła go z użyciem całej swojej siły. To byłoby dużo lepsze niż ten jej pełen wyrzutu wzrok.
– Naruto, będzie lepiej, jak pójdziesz. – Ino odciągnęła ją od niego.
Sakurze była teraz potrzebna gorąca herbata i uspokajająca rozmowa, a nie konfrontacja. Uznała, że zabierze ją do domu. Nie było sensu, żeby tu została, bo zaraz kolejne osoby mogłaby zauważyć, że coś się dzieje, zaczęto by między sobą szeptać, a w końcu plotka dotarłaby do Shikamaru i Temari. A to był ich dzień i nie powinni martwić się o przyjaciół.
Sakura spojrzała jeszcze raz na Naruto, pokręciła głową i odwróciła się. Nie chciała go teraz widzieć.
