000000000000000000000000000
– Psst! Kaysa! Potrzebuję cię, natychmiast!
Proszony od razu porzucił posiłek i wyostrzył zmysły.
– Ploty?
– Tak, chodź! – Kriazor wyciągnął go zza stołu i tłumaczył po drodze – Silla wrócił. Zapytałem: „jak tam Asgaard?", a on, że nijak. „Ale co, nic nie było?" „Nic." To ja od razu wiedziałem, że kobieta. Tylko, że mnie unika, więc nie mogę się dowiedzieć nic więcej. Ale przed tobą nie może nic ukryć, więc musisz mi pomóc.
– Wiesz, jak to coś słabego to nic nie zobaczę.
– Nic słabego! Romeo nie odrywa się od telefonu.
Izaak powlókł się za nimi, zabierając ze sobą tylko frytki z obiadu, które kończył po drodze do domu Silli.
DUM, DUM, DUM!
Nie silili się na subtelność w pukaniu.
– Wara stąd! – zawołał im Silla, ale zanim skończył wymawiać słowa, oni już byli w środku.
– Lepiej opowiadaj z własnej woli, bo i tak się dowiemy. I ukoloryzujemy tak, jak nam odpowiada. Z kim tak piszesz całe noce i dnie? – zaczął Kriasor bez ogródek, wpraszając się do salonu.
Komorka Silli musiała być podłączona do ładowarki jak do kroplówki. Gdyby zmieniała kolor z rozgrzaniem, byłaby aktualnie czerwona.
– Nie wasza sprawa – odmruknął, na wszelki wypadek odwracając telefon ekranem w dół.
– Jesteśmy zespołem, co twoje to nasze – poinformował go Kriazor, wpychając się na kanapę z jednej strony Silli, podczas gdy Kaysa z drugiej. – I co znalazłeś, mistrzu?
– Wysoka blondynka mówi mu „dobranoc". Tak jakby Calla z Gumisiów w 15 lat później – Kaysa zarysował w powietrzu damską talię.
– Uuuu! Silny i niezależny nerd się zakochał!
Silla zsunął się na kanapie w dół, chowając twarz w poduszkę.
– Dajcie mi spokój...
– Ooo, jak się wstydzi! – rechotał Kaysa.
– Yhy-hy! Za-ko-chał siee! Tara-ra-raa! – nabijał się Kriazor.
– Serio? Ty i kobieta? – Izaak się obraził. "Takie marnotrawstwo dobrego materiału!"
– To prawda, co mówią? Że walkirie to babochłopy? – zaczepiał Kriazor. – Że raczej szersze niż wyższe? Z operowym głosem?
– Nie! – fuknął Silla, wyrywając się spomiędzy nich. – Głos ma cichy, chrypkowaty… a z resztą, bujajcie się, frajerzy! Niczego nie wyciągniecie.
– Jak jej na imię?
– Nic nie powiem. Wynocha.
Koledzy jeszcze chwilę się pośmiali, ale ostatecznie poklepali go też na zachętę, żeby mu się ułożyło i poszli.
W domu nastała z powrotem cisza. Silla znów spojrzał na telefon. Patrzył ciągle, czy może już coś przyszło. W czasie rejsu Grimerda ciągle nie miała zasięgu. Kiedy odpowiadała, walczył ze sobą, żeby nie odpisać w 3 sekundy jak desperat i odczekiwał 1,5 minuty. Nie był nawet pewien, czy rzeczywiście jej się podoba, czy ona tylko się bawi. Trzymała dystans, w przenośni i dosłownie. W końcu nie przyjechała od razu go odwiedzić…
Wegetował na kanapie, czekając na wieści.
Nagle zabrzmiała muzyczka – ktoś zadzwonił!
Silla rzucił się w kierunku telefonu. Jednak na ekranie zastał coś znacznie mniej wesołego, niż by sobie życzył. Połączenie od Morskiego Smoka. Każdy z Generałów, a nawet Posejdon reagowali na to zdarzenie jednakowym: „o cholera…!" i chwilą wahania, zanim odbierali i chrypieli:
– Słucham?
– Sorrento zdał mi raport. Podobno wyrabiasz dojścia wśród tych asgaardzkich solożerców – odezwał się nieprzystępny głos, z tak stresującą wszystkich nutą niecierpliwości, z której nie mogło wyniknąć nic dobrego.
– Cóż, w pewnym sensie… – przytaknął Silla, zanim Kanon przerwał mu:
– Zrób tej walkirii co chce. Komukolwiek stamtąd.
– Heh, szefie, myślałem, że… takie zlecenia to raczej Ksar.
– Wiem, do czego używać Kasara. Ja wyznaczam zadania i przydzieliłem cię do Asgaardu. Bedzie... nasz, prędzej czy później, w ten sposób lub inny. Ten jest po prostu najtańszy. Rób, co chcesz i z kim chcesz, żeby Asgaard się do nas przyłączył. Załatwisz to dla mnie.
– Eee…
– Istnieje tylko jedno jedyne zdanie, które mieliście do mnie kierować.
– Tak jest.
– Dobrze, że nie musze ci go przypominać – nastąpiła złowroga pauza na efekt. – To nie wszystko. Jormurgand. Asgardzki morski potwór, jest nam potrzebny. Kombinuj, jak go skaptować dla naszej sprawy.
– Tak jest.
Kanon się rozłączył. Silla przełknął ślinkę. Upewnił się, że jest rozłączony.
Morski Smok był tajemnicza postacią. Niby na równi rangą z pozostałymi Generałami, ale jasne było, że tak naprawdę dowodzi. Trzymał się z dala, nie wiadomo, co robił, czasem widziano go w Lymnades, a czasem wpadał na wspólne treningi, żeby z wszystkimi wygrać i przypomnieć, że dowodzi. I nie lubił czekać.
Silla będzie musiał wymyślić lepszą strategię, niż zgrywanie nie-desperata i zadziałać z Grimerdą. To ona była wojowniczką Jormurganda. Skoro i tak mu się do niej spieszyło, to przynajmniej miał teraz ku temu formalną podstawę.
0000000000000000000000000000000
