Klątwa
Są w życiu okresy, gdy czas biegnie wolno, wlokąc się niemiłosiernie, wydłużając się w dni, miesiące, lata. Są lata, w których nie dzieje się nic szczególnego, w których dni podobne są do siebie, jak dwie krople wody. I są miesiące, w których czas przyspiesza pędząc do przodu z niewyobrażalną szybkością, gdy istotne wydarzenia następują jedno po drugim zmieniając bieg życia, a niekiedy świata. Taki dla mnie i dla całej magicznej Anglii był przełom lat 90-tych XX wieku.
Kilka dni po pamiętnych wydarzeniach w Ministerstwie Magii, dni wypełnionych naradami z Albusem i spotkaniami z Voldemortem, dni w których cały czas byłem skoncentrowany i uważny, w których nieliczne wolne chwile spędzałem na przygotowywaniu umysłu do konfrontacji z moim Panem, w tym gorączkowym dla mnie okresie, w pierwszy dzień wakacji 1996 roku Albus Dumbledore został trafiony straszliwą, powoli zabijającą klątwą.
Klątwa była umieszczona w niepozornym, brzydkim kamieniu, wprawionym w stary pierścień. Dumbledore nim mnie wezwał, rozwalił ten pierścień mieczem Godryka. Dlaczego przeciął ten kamień? Dlaczego mieczem Godryka? Klątwa którą Albus oberwał była bardzo stara i gdy zostałem wezwany było już za późno, by ją przełamać.
Odczyniam urok wspomagając się eliksirem. Udaje mi się uwięzić klątwę w jednej ręce, ale nawet obcięcie ręki nie uzdrowi już Dumbledore, bo klątwa naznaczyła całe ciało, jej drobiny są wszędzie...Działanie klątwy będzie stopniowo się uaktywniać porażając całe ciało i za kilka miesięcy, najdalej za rok Albus umrze. Zdaję sobie sprawę, że jedynie przedłużyłem życie mego opiekuna i przyjaciela o krótki okres czasu.
Jestem wściekły na Albusa. Czemu zachował się tak nierozważnie? Przecież zdawał sobie sprawę, że w pierścieniu umieszczono silną klątwę. Boję się, bo nie wiem jak dam sobie radę gdy Albus odejdzie, nie wiem jak ochronię syna Lily, a co z planem zgładzenia Voldemorta? Boję się, bo nie jestem niemyślącym gryfonem. Moja odwaga jest innego rodzaju, niż odwaga sir Caldogona.
Jednak nie otrzymuję od mego mentora odpowiedzi na wszystkie dręczące mnie pytania. Albus zapewnia mnie jedynie, że nie jest osobiście potrzebny do ostatecznego unicestwienia Voldemorta, i że wszystkiego co jest mi potrzebne dowiem się we właściwym czasie.
Albus nie wydaje się być zmartwiony perspektywą własnej rychłej śmierci.
-Długo już żyłem, Severusie, jestem zmęczony, czas odejść.- Mój mentor uśmiecha się smutno -wiesz, ten mały wypadek dobrze się wpisuje w plan Voldemorta zabicia mnie.
Patrzę zdziwiony na Albusa, czyżby nawet swoją własną, nieuniknioną śmierć chciał wykorzystać do wzmocnienia mojej pozycji u boku Czarnego Pana?
-Chciałbym umrzeć z godnością, posiadając jeszcze moc magiczną- kontynuuje Albus. -Wielodniowe konanie, brak magii jest dla mnie nie do przyjęcia, czy broń Merlinie, śmierć w trakcie tortur, bez godności, w upodleniu. Gdyby nie plan Voldemorta dotyczący mojej osoby, za kilka miesięcy poprosił bym cię Severusie o skuteczną, szybką truciznę...
- Więc zamierzasz pozwolić, aby Drakon Malfoy cię zabił?- Przerywam Albusowi. Draco został naznaczony i przyjęty w szeregi śmieciożerców za swojego przebywającego w Azkabanie ojca i dostał polecenie zlikwidowania Albusa... Powolna tortura i kara dla jego rodziców.
-Nie pan Malfoy- śmieje się Albus,- ty masz mnie zabić, Severusie.
-Życzysz sobie teraz?- Kpię.
-Nie żartuj Severusie, ta chwila sama ujawni się w ciągu roku.- Jedyny człowiek, któremu zależy w jakiś sposób na mnie, mówi mi z uśmiechem na ustach, że mam go zabić. - Wiem, że jesteś na mnie zły za to, o co cię teraz proszę, ale to będzie eutanazja, nie morderstwo i ty dobrze o tym wiesz. Drakon Malfoy nie wie, że powoli umieram. Dla niego byłoby to morderstwo a nie chcę, żeby zniszczył swoja duszę przeze mnie.
Pochylam głowę i wzdycham
- Wiem, i jeszcze uwiarygodnię się w oczach tego jaszczura. Ale to niczego nie zmienia.- Unoszę głowę patrząc Dumbledore prosto w oczy. -To nie zmienia tego, że jest mi bardzo ciężko.
-Wiem- mówi Albus obejmując mnie zdrowa ręką i delikatnie przytulając, -każdego czeka śmierć, moje dziecko.
-Tak,- mówię z twarzą przyciśniętą do piersi mego mentora, -ale to ja zostanę sam.
Dumbledore wzdycha.
- A Mulciber?
- Co Mulciber?
- Mam wrażenie, że jednak jesteście przyjaciółmi.
- To za dużo powiedziane,- uśmiecham się, -śmierciożercy nie przyjaźnią się ze sobą,- powtarzam to, co już kiedyś mówiłem, -no i przecież nie mogę mu powiedzieć...
- Oczywiście, że nie możesz,- wpada mi w słowo Albus. - Ale on jest ci życzliwy... I zmienił się, jeszcze przed tym, jak trafił do Azkabaniu, wiem coś o tym.- Jednak Albus nie mówi mi, na czym polega ta przemiana Mike,a. -Severusie, od czasu walki w Ministerstwie minęło niewiele dni, rozgłoś że zostałem ranny w walce, ja też będę podawał taką wersję wydarzeń. Nie chcę, pod żadnym pozorem nie chcę, aby Voldemort węszył co to za klątwa i w jakich okolicznościach zostałem nią ugodzony. To jest bardzo ważne.
-Dobrze.- Zgadzam się zdziwiony, a Albus nie wyjaśnia mi dlaczego to jest takie ważne.
xxx
Wakacje szkolne 1996 roku spędzam pomiędzy szpitalem, szkołą a własnym domem. Czarny Pan zażądał, abym warzył skomplikowane czarno magiczne eliksiry, więc musiałem wysprzątać mój od dawna nie zamieszkały dom, żebym miał gdzie warzyć. Do pomocy w sprzątaniu dostałem tego gnojka Glizdogona...Wyżywam się psychicznie i fizycznie na wszelkie znane mi sposoby na tym mordercy Lily, starając się za bardzo nie uszkodzić to ścierwo. Życie które Pettigrew jest zmuszony wieść u boku Czarnego Pana, wśród śmierciożerców, jest dla niego karą, ale niewystarczającą karą, o nie.
Jestem przybity nieuniknioną, bliską śmiercią mego mentora... Boję się, że sobie nie poradzę... Przygnębiające, złe myśli opanowują mój umysł. W tym czasie, w okresie mego psychicznego załamania, odwiedzają mnie siostry Black, kuzynki mojej matki, które za żadne skarby nie przyznałyby się do jakiegokolwiek pokrewieństwa ze mną: Narcyza i Bellatrix. Widzę, jak straszliwą torturą dla Narcyzy jest świadomość bliskiej, nieuniknionej śmierci syna z powodu nie wywiązania się z zadania zabicia Dumbledore.
Widząc cierpienie Narcyzy, przypominam sobie przedśmiertne cierpienie Lily które widziałem w umyśle jej syna. Drako nie umrze, ale nie mogę tego powiedzieć Narcyzie, nie mogę w taki sposób skrócić jej męki. Więc zamiast pocieszenia które nie może paść z moich ust, składam wieczystą przysięgę, że będę strzegł Drakona w zadaniu które mu zlecił Czarny Pan i w razie potrzeby wypełnię to zadanie za niego...Nic mnie ta przysięga nie kosztuje, bo i tak muszę zrobić to, co obiecałem Albusowi.
xxx
Zastanawiam się nad planem Dumbledore. W jaki sposób dyrektor chce unicestwić Voldemorta? I co ma z tym wspólnego syn Lily? Co za dziwny związek ma Harry z umysłem Czarnego Pana? W wolnych chwilach składam w całość wszelkie posiadane informacje. Albus z jakiegoś powodu nie chce wtajemniczyć mnie w te sprawy. Jeszcze raz analizuję to, co stało się w tę straszną noc Hallowen, gdy Lily straciła życie... Potter zginął pierwszy. W pokoju była Lily, Harry i Voldemort... Voldemort rzucił Avadą w dzieciaka, Lily rzuciła swoje życie jako tarczę, klątwa odbiła się od Lily trafiając Voldemorta, więc skąd Potter ma tą bliznę? Nie, to nie ma sensu, to się kupy nie trzyma.
xxx
Uzgadniamy z dyrektorem, że od września zacznę nauczać obrony przed czarną magią, bo po "zabiciu" Dumbledore i tak będę musiał odejść (odejść? Chyba uciec) ze szkoły i pewno w następnym roku szkolnym, po przejęciu władzy przez Voldemorta, powrócę do Hogwartu jako dyrektor. Albus ma zamiar przekonać Slughorna, aby powrócił do szkoły na stanowisko nauczyciela eliksirów.
- Severusie, czy po mojej śmierci ochronisz uczniów i nauczycieli?- Pyta Albus.
- Będę się starał,- odpowiadam.- Nie sądzę, żeby Voldemort umieścił tylko jednego śmierciożercę w Hogwarcie. Pewno będę miał do pomocy rodzeństwo Carrowów. Przecież ktoś musi mnie szpiegować,- uśmiecham się.- Albusie, przygotuj nauczycieli na swoje odejście, porozmawiaj z nimi, żeby się nie wychylali... Są sytuacje, w których pomóc nie można, ty wiesz to przecież. Szczególnie ta młoda nauczycielka mugoloznastwa, gryfonka która jako jedyna z całego grona pedagogicznego ma tak bardzo nieprawomyślne poglądy i afiszuje się z nimi.
- Rozumiem, porozmawiam z nauczycielami, zrobię co będę mógł,- odpowiada Albus.
xxx
W wakacje 1996 roku jestem wzywany przez Czarnego Pana na akcje pacyfikacji mugolskich wiosek i miasteczek. W ogólnym zamieszaniu panującym w trakcie walki, rzucam na mugoli zaklęcia ochronne które pomogą przeżyć tym ludziom, o ile nie oberwą Avadą. Walczę jak zwykle niewerbalną Sektusemprą, jestem znany z posługiwania się tą klątwą którą jako piętnastoletni dzieciak wymyśliłem. Sectusempra to jest mój magiczny podpis. Krwawienie po przeklęciu jest bardzo widowiskowe, ale klątwy rzucam płytko, tak że poza rozcięciem skóry nie powodują żadnych innych szkód.
xxx
We wrześniu rozpocząłem rok szkolny jako nauczyciel obrony przed czarną magią. W pierwszych dniach szkoły rzuciłem czar śledzący na dwóch ancymonów, których mam chronić: Harrego i Dracona. Obydwoje są do mnie źle usposobieni, Harry obarcza mnie winą za śmierć Blacka, a Draco sądzi, że dyskredytuję Luciusza w oczach Voldemorta aby zająć jego pozycję, a jemu samemu chcę odebrać chwałę zabicia Dumbledore.
Potter nareszcie podciągnął się z eliksirów, a pomógł mu w tym, o zgrozo, mój stary podręcznik z wypisanymi modyfikacjami eliksirów, a także niestety z klątwami mego pomysłu. Ze zdziwieniem zaczynam rozumieć, szkoda że dopiero po tylu latach nauczania, jak duże znaczenie w procesie dydaktycznym ma zaufanie ucznia do nauczyciela. Bezpośrednio ode mnie Potter nie jest w stanie niczego się nauczyć no właśnie, bo mi nie ufa i nie lubi mnie.
Pod koniec roku szkolnego, dzięki czarom śledzącym, nakryłem Drakona i Harrego w łazience chwilę po tym jak Harry dosłownie przeciął na pół Drakona Sektusemprą... Ledwo udało mi się chłopaka odratować. Miałem szczęście, bo gdyby Draco zginął, to umarłbym w ciągu tygodnia. Co za głupi, niemyślący gryfon! Gdybym wiedział, że jest tak głupi, że rzuci na kolegę nieznaną klątwą, to już dawno zabrałbym mu swój podręcznik.
