Uwaga! Od rozdziału 34 publikuję streszczenia rozdziałów! Same spojlery, prawie wcale prozy autora!


Rozdział 54: Eksperyment Więzienny Uniwersytetu Stanfordzkiego, część 4

Przez korytarze porusza się zielona iskra, kilka metrów za nią świetlisty człowiek.

Pięć poziomów powyżej celi Belli, po dwóch butelkach mleka i trzech tabliczkach czekolady, Bella zaczyna płakać, zaczyna do niej docierać, że naprawdę opuszcza Azkaban, że naprawdę Voldemort po nią wrócił.

Harry słyszy jej słowa (miedzy innymi wspominanie o różnych rodzajach tortur, jakim poddawał ją Czarny Pan) i wzrusza się tak bardzo, że jego patronus rozbłyska niczym słońce, Harry chce natychmiast zniszczyć wszystkich Dementorów. Quirrell, udając, że to jego patronus, prosi o pomoc w zapanowaniu nad zaklęciem. Harry nie chce, nadal wzmacnia patronusa, wreszcie Quirrell do niego podchodzi, a zwyczajowe przeczucie zguby wyrywa go z spirali wzmacniania patronusa.

Harry przyciemnia patronusa, Bella śmieje się, że pomocnik o mało nie zginął przez patronusa, a Harry rozkazuje jej milczeć.


Tymczasem w stróżówce aurorów trzech czuwajacych aurorów (trzech śpi, trzech odpoczywa, trzech czuwa z patronusami) zauważa dziwne zachowanie własnych patronusów, które nagle skupiają się na czymś za oknem. Po kilku chwilach wracają do zwykłego przechadzania się, ale procedury każą aurorom sprawdzić wszystkie klatki schodowe (aurorzy w Azkabanie są bardzo skorumpowani przez współczucie dla więźniów i np. dzień ciepła patronusa dla więźnia kosztuje 200 galeonów u wiekszości aurorów, a u niektórych sykla i dwa knuty). Jeden z czuwających wychodzi razem z dwoma odpowczywajacymi.


Quirrell wyczuwa zbliżającego się aurora (ten akurat jest blisko emerytury i bardzo chciwy). Harry kładzie się pod najbliższym stopniem, Quirrell opuszcza Bellę stopień niżej, a pod kolejnym stopniem chowa się patronus Harry'ego. Auror głośno chwali czar niewidzialności i każe Quirrellowi go rozwiać, co ten posłusznie robi i od razu proponuje 500 galeonów żeby auror natychmiast wrócił i nie sprawdzał, kto tu jeszcze jest. Auror nie przyjmuje i (po ofercie 2000 galeonów) atakuje zaklęciem ogłuszającym, które Quirrell łapie na koniec różdżki. Quirrell bawi się złapanym zaklęciem i mówi, że oferta znowu spadła do 500 i teraz zawiera zaklęcia pamięci. Auror orientuje się, że ten człowiek jest pod przykryciem eliksiru i nie może wyjść z podziwu, że ktokolwiek jest zdolny do tak precyzyjnej magii z wnętrza obcego ciała; chce wezwać pomoc, ale lusterko komunikacyjne nie działa. Zaczynają walkę. Quirrell ma wyraźną przewagę, ale auror odmawia poddania się, więc Quirrell rzuca Mordercze Zaklęcie. Auror próbuje uniku (jedyny sposób na Mordercze Zaklęcie), a Harry instynktownie chce go chronić i wysyła patronusa. Patronus pochłania zaklęcie, znika, a Quirrell zaczyna wrzeszczeć, łapie się za głowę i upada. Auror chce wykorzystać szansę i go obezwładnić, ale zaklęcie znika pół metra przed czarodziejem. Auror zauważa sferę dzikiej magii i chce uciekać przed eksplozją, ale czarodziej odrzuca swoją różdżkę, zmienia się w węża i dzika magia się rozpływa.

Auror rozkazuje Harry'emu się ujawnić, a ten, szlochając, udaje, że Quirrell go zmusił do tego wszystkiego, niby przez nieuwagę kieruje różdżkę w aurora i go usypia. Zanim Harry rzuci zaklęcie cucące na Quirrella/węża, uświadamia sobie, że właśnie o to chodziło z przeczuciem zguby: że ich magia rezonuje i może spowodować wybuch, że nie wolno ich magii się dotknąć. Harry pogrąża się w panice, obwinia siebie za to, co się stało i nie zauważa, że to kwestia wpływu Dementorów.


Kiedy zgasł patronus Harry'ego, Dementorzy zauważają brak Belli, więc jeden z nich unosi się do stróżówki aurorów aby dać wszystkim o tym znać. Jeden z czuwajacych aurorów dzwoni do ministerstwa, drugi próbuje się skontaktować z patrolujacymi.