A/N: Widzieliśmy już Tatianę, jak otrzymuje pierwsze runy, jako Nocny Łowca, to teraz czas na trochę magii w wykonaniu małej Lightwood'ówny.

red wolf: 1. hahaha yep, a bit like in TVD. And yes, the process of giving her the sight rune, was like this one in Clocwork Princess. 2. Oh yeah, they didn't have a luck in their anniversaries. But finally they've got one to celebrate properly.

Roxxie: Nie mieli szczęścia. Tak, szósta zdecydowanie była dziwna.

Kokosz: Jo, może być na te wszystkie osobistości. Tak, ich pech powinien trafić gdzieś do księgi rekordów. Wiem, wiem, trochę śmiechu można było mieć z tego. I trzymam kciuki za dziś!

Blue Daisiess: Oczywiście, że czytanie spełnia rolę dydaktyczną, nawet jeśli czyta się takie rzeczy :) Cóż, skoro przyspieszyłam akcję, przeskoki w czasie są, to trzeba było wam pokazać, co się działo przez ostatnie lata, nawet jeśli tylko w kwestii rocznic ślubu.

Glittery Angel: No coż, dziewięc się nie odbyło, to choć romantyczną dziesiątą mieli.

Miłego czytania. I czekam na wasze opinie.


Rozdział 49. Poczarujmy

Od pierwszej chwili wiedziałem, że musi być jakaś okrutna poranna godzina. Może nawet jeszcze świtu nie było. Poczułem, że mój mąż całuje mnie w czoło zanim wyszedł na poranny patrol. Wymamrotałem do poduszki „kocham cię" zanim znów wpadłem w objęcia morfeusza. Kilka godzin później poczułem jak coś skoczyło na moje łóżko. W następnym momencie znajomy ciężar znalazł się na moim brzuchu. W pierwszej sekundzie myślałem, że to Alec, ale to było zbyt lekkie jak na niego. Następnym pomysłem jaki miałem to, to, że to może być Prezes, ale nasz kot jest zbyt lekki. Nie orientując się co to za ciężar, powoli otworzyłem oczy. Przed sobą ujrzałem najpiękniejszy błękit, zawarty w dwóch maleńkich oczkach.

-Pobudka tatusiu.

-Tee…jest…-powiedziałem zaspanym głosem i spojrzałem na zegarek na nocnej szafce Alec'a. –Jest dziewiąta rano. Powinnaś spać. Ja powinienem spać. Co się stało Księżniczko?

-Obiecałeś, że nauczysz mnie dziś trochę czarować—powiedziała mała przyciskając swoje dłonie do mojej klatki piersiowej.—Obiecałeś mi.

Miała rację. Kilka dni temu, razem z Alexandrem, ustaliliśmy, że czas najwyższy, by nasza córka zaczęła się uczyć magii. Po wypadku z zeszłego roku, stwierdziliśmy, że im szybciej się nauczy kontrolować swoje moce, tym lepiej nie tylko dla nas, ale i dla niej samej. Ale przecież nasze dziecko nie jest tylko czarownikiem. Jest też Nocnym Łowcą. I dlatego postanowiliśmy ją szkolić. W końcu ma już dziewięć lat. I tak Alexander uczy ją na razie teorii o demonach, o ostrzach serafickich, o podziemnych i o Clave. Ja z kolei uczę ją tego, co oznacza bycie czarownikiem. Nie uczymy jej jeszcze walczyć, jest na to za mała. Ale jestem dumny z tego, że moje dziecko tak szybko się uczy. Po kilku lekcjach z Alec'iem Tatiana umie rozpoznać demona tylko patrząc na niego. Sprytna jest. Ma to po mnie.

-No dobrze—westchnąłem—Ale najpierw zjesz śniadanie. A przed tym ja wezmę prysznic.

Moja córka przytaknęła mi i zeskoczyła ze mnie na łóżko.

W duchu dziękowałem aniołom, że po nocnych aktywnościach z Alexandrem, pamiętałem by jednak założyć spodnie od piżamy. Więc teraz spokojnie mogłem podnieść i udać do łazienki, nawet gdy moje dziecko wciąż było w mojej sypialni. Gdy wyszedłem z pod prysznica i skierowałem się do sypialni odkryłem, że Tatiany już tu nie ma. Zacząłem szukać czegoś do ubrania. Dziś nie miałem klientów, więc spokojnie mogłem założyć jakieś stare jeansy z dziurami na kolanach i do tego luźny szary podkoszulek. I byłem prawie pewien, że te ciuchy nawet nie były moje tylko Alec'a. Gdy tylko wszedłem do kuchni zauważyłem, że moja córka siedzi na blacie z nogami spuszczonymi w dół. Odchrząknąłem głośno i wymownie spojrzałem, a ona natychmiast zeskoczyła i usiadła jak każdy normalny człowiek na krześle. Zacząłem przygotowywać dla nas szybkie śniadanie, bez Alec'a w domu to oznaczało płatki z mlekiem i ogromne Latte dla mnie ze Starbucks'a. Gdy w końcu zjedliśmy, Tatiana dosłownie zaciągnęła mnie do salonu. Ze swojego gabinetu wyczarowałem księgę z najprostszymi zaklęciami, typu podpalenie, zamrożenia. Prościutkie. Zdecydowałem, że te będą na sam początek najlepsze. Otworzyłem księgę na niezbyt skomplikowanym zaklęciu wytwarzającym ogień. Podałem jej księgę i wskazałem na zaklęcie.

-Pamiętaj Tee, musisz to wypowiedzieć tak samo jak ja.—przestrzegłem ją, a ona pokiwała głową—Jedna pomyłka, jedna zła litera i zaklęcie nie podziała, albo co gorsza wywoła jakieś niepożądane skutki.

-Och przecież nie chciałam zmienić Prezesa w psa—zmrużyła oczy na mnie, gdy przypomniałem jej ostatni wypadek z magią. Usłyszałem, że nasz kot syknął na nią i uciekł do mojej sypialni. Ruchem nadgarstka zamknąłem drzwi od sypialni—To był wypadek tato. Przecież wiesz. To nie moja wina, że przypadkowo rzuciłam zaklęcie a Prezes akurat wszedł do mojego pokoju. Poza tym mówiłam wam, że chcę psa. A wy się nie zgodziliście więc chciałam przemienić pluszaka w prawdziwego psa.

-Przecież ci tłumaczyliśmy słonko, że czarownicy i psy to niezbyt dobra kombinacja—uśmiechnąłem się do niej—Ale posłuchaj mnie dobrze Tatiano. To bardzo ważne, co ci teraz powiem. Tu nie chodzi o zmienianie pluszaków w zwierzęta. Tu chodzi o prawdziwą magię, która może ci pomóc, uratować życie gdy to będzie potrzebne. Rozumiesz skarbie?

-Jasne, że tak.

-No dobrze—powiedziałem po chwili—A teraz się skup. I powtórz po mnie powoli zaklęcie—podeszła bliżej mnie i patrzyła na mnie ze skupieniem—IGNEUS FLANTE

Po chwili na mojej prawej dłoni pojawił się niewielki, niebieski płomień. Gdy przyłożyłem do ognia lewą dłoń i zacząłem go rozciągać, Tatiana patrzyła z podziwem. Moment później rozłożyłem ogień na swoje obie dłonie. Gdy zacisnąłem pięści płomienie zniknęły.

-Super…-powiedziała podekscytowana, a ja nie mogłem się powstrzymać przed przewróceniem oczami—Jak stworzę taki płomień to mogę go umieścić na kimś albo na czymś?

-Tak. Możesz się nim bronić. Ale nie wolno ci atakować niewinnych osób!—przestrzegłem ją poważnym tonem— Rozluźnij się i spróbuj.


Dziewczynka rozluźniła swoje mięśnie i oczyściła umysł. Dokładnie tak, jak mówił jej ojciec. Skupiła się na swoich dłoniach i wyszeptała zaklęcie. Po chwili na jej drobnej rączce pojawił się małych rozmiarów niebieski płomień. Właściwie był on zimny i bezbolesny, co bardzo ją zdziwiło. Niestety nie mogła utrzymać go dość długo i po chwili płomień zniknął. Wydała cichy wark niezadowolenia z gardła i spróbowała ponownie.

-IGENUS FLANTE—wypowiedziała głośno.

I wtem stało się coś nieprzewidzianego. Tatiana poczuła zapach spalenizny. Coś się paliło. Usłyszała, że ojciec krzyczy by uciekała z pokoju. Gdy cały salon stanął w płomieniach, a Magnus starał się je ugasić magią, mała pół-czarownica uciekła do holu. Po dwóch minutach płomieni już nie było. Dziewczynka powoli ruszyła z powrotem do salonu by zobaczyć szkody, jakie powstały. Kanapa, zasłony, stolik, telewizor, dywan, to wszystko było spalone. Magnus, kaszląc, otwierał wszystkie okna, by wyzbyć się dymu z mieszkania. Tatiana zaczęła kaszleć i w tym momencie usłyszała ciężkie i szybkie kroki przed drzwiami wejściowymi. Po chwili szeroko się otworzyły i zamknęły z hukiem


Magnus POV:

-MAGNUS? TATIANA?—krzyknął starszy Nocny Łowca, wbiegając do salonu.—Wszystko w porządku?

-Tak tatusiu—odpowiedziała Tatiana, przytulając się do Alec'a, gdy ja wciąż męczyłem się z wyzbyciem tego cholernego dymu.—Wszystko gra

-Co się stało?—spojrzał na mnie z przejęciem

-Nasza córka uczyła się czarować—powiedziałem kaszląc.

-Przepraszam—powiedziała cicho—Ja…

-Spaliliście salon?

-Nie chciałam! Chyba źle coś wypowiedziałam—oznajmiła spuszczając głowę w dół. Aż mi się przykro zrobiło na ten widok. Podszedłem do niej i przytuliłem składając pocałunek na jej czole.

-Kotku już w porządku—powiedziałem, ocierając pojedynczą łzę z jej policzka—Alec pomóż mi usunąć te wszystkie spalone rzeczy.

Po tym, gdy usunęliśmy już wszystkie spalone rzeczy, przebrałem się i wyszliśmy coś zjeść. Po pół godzinie siedzieliśmy już w Taki, a Alec nie mógł się przestać śmiać z dzisiejszego obrotu spraw. Jak on mógł się naśmiewać, gdy ja straciłem swój ulubiony perski dywan, który kupiłem podczas ostatniej wizyty w Turcji

-Kochanie kupię…-starał się opanować. Zmroziłem go wzrokiem—Kochanie kupimy nowy dywan.

-Może następnym razem nauczysz mnie prostszych zaklęć tatusiu?—zapytała Tatiana.

-Zdecydowanie!—powiedziałem, spoglądając na moją małą pół czarownicę.—Zdecydowanie nauczę cię prostszych zaklęć Tee.


A/N: Z góry uprzedzam, że jutro dam wam trochę dramatu!

A więc, do JUTRA!

Peace out

Intoxic