Dziewczynka, która była Szpiegiem

Hermiona wstała z krzesła. Rozejrzała się po pokoju, patrząc na twarz Severusa i Albusa, a następnie Dracona po drugiej stronie stołu. Czuł jej zdenerwowanie, jednak gdy przemówiła jej głos był stanowczy i spokojny.

To ja – powiedziała i cały pokój zamilkł. – To ja jestem mistrzowskim szpiegiem.

0o0

Przez chwilę grupa zebrana przy stole pozostawała w całkowitym bezruchu, i Harry zaczął się poważnie zastanawiać, czy Dumbledore lub Snape nie rzucili Petrificus Totalus na cały Wewnętrzny Krąg. Moody jednak chrząknął gniewnie i cały czar prysł.

– No naprawdę, dziewczynko – wymamrotał głębokim barytonem. – To nie jest zabawne. Zupełnie nie śmieszne. Jeżeli myślisz, że to jest czas na żarty, lepiej wracaj do swojego pokoju i pobaw się lalkami. Mówimy tu o wojnie.

Harry nie wiedział, jakiej reakcji od Hermiony spodziewał się Moody, jednak z pewnością nie lekko kpiarskiego skinienia głową w stronę Dumbledore'a. – Dyrektorze – powiedziała krótko, lecz nie tylko Harry zauważył, że jej głos stał się głębszy, brzmiał pewniej i bardziej bogato niż kiedykolwiek wcześniej.

Jednak nie tylko jej głos się zmienił. Zdawała się stać odrobinę prościej niż wcześniej, zniknęły nerwowe ruchy uczennicy i niewinne brązowe oczy, zawsze szeroko otwarte ze zdziwienia, czy zainteresowania. W mgnieniu oka stała się dorosłą kobietą z wdziękiem kocicy.

Dumbledore westchnął, i tak jak Hermiona przed chwilą, zmienił się, jednak tym razem na gorsze. Wyglądał teraz na wyczerpanego i zmęczonego życiem starca.

– Ona mówi prawdę, Alastorze – powiedział. – Hermiona Granger jest i była naszym mistrzowskim szpiegiem przez ostatnie siedem miesięcy.

– Ale... to jest niemożliwe – pisnęła nagle przerażona pani Weasley. –Hermiona jest zaledwie dziewczynką! Nie mogłaby...

– Jest kimś dużo więcej niż dziewczynką, Molly – nie zgodził się Dumbledore zmęczonym głosem. – Jest najsprytniejszym i najbardziej zdolnym szpiegiem jakiego kiedykolwiek mieliśmy. Jej wiedza o Wewnętrznym Kręgu i samym Voldemorcie znacząco wykracza nawet poza wiadomości moje i Severusa. Przez ostatnie miesiące doprowadziła do wielu naszych zwycięstw. Nie moglibyśmy sobie bez niej poradzić, tak samo jak i wy – przyjrzał się krytycznie każdej osobie w pokoju. – I to więcej niż jeden raz. Zasługuje na waszą wdzięczność.

– Jest mugolką, młodą dziewczyną i najlepszą przyjaciółką Harry'ego Pottera – Tonks prawie krzyknęła, jej włosy stały się białe, a twarz przypominała buzię maleńkiego dziecka. – Nawet jeżeliby zastanowili się nad jej przyjęciem, nie przeżyłaby pierwszego tygodnia! To niemożliwe!

– Dowody stoją przed tobą, Nimfadoro – odpowiedział Dumbledore. Fakt że Tonks nawet nie skomentowała użycia swojego imienia, dobitnie wyrażało jak bardzo była wzburzona i zszokowana.

– Proszę im pokazać, panno Granger – westchnął Dumbledore po chwili ciszy. – Obawiam się, że tylko w ten sposób nam uwierzą.

Było oczywiste w sposobie, w jaki się poruszała, że w ogóle jej się to nie podobało, jednak gdy podwinęła rękaw i uniosła ramię z wijącym się czarnym wężem, jej twarz była bez wyrazu. Harry słyszał wokół siebie westchnienia, zszokowane szepty i przerażone dyszenie, jednak starał się koncentrować wyłącznie na Hermionie, chcąc przesłać jej siłę, pokazać jej że reakcje tych wszystkich ludzi nie miały znaczenia. Wiedział, że po drugiej stronie stołu Draco robił dokładnie to samo.

Jednak ona nie patrzyła na nich. Podczas gdy jej ramię było wyciągnięte nieruchomo w stronę środka stołu, ona spoglądała ponad ich głowami, wpatrując się w coś, co tylko ona mogła dostrzec.

– Rozumiem wasze zaskoczenie – powiedziała powoli, tym swoim nowym, pewnym głosem. – Rozumiem również wasze niedowierzanie. Ja jestem dość niespodziewaną osobą do tej roli. Jednak jest to prawdą. Znak na moim ramieniu to potwierdza, tak samo jak słowo profesora Dumbledore'a. Zapewniam was, że ukrywał moją tożsamość wyłącznie z powodu mojej prośby. Proszę przyjmijcie moje przeprosiny z powodu tej niejawności.

Opuściła ramię, lecz nie zakryła wijącego się węża.

– A więc to ty – powiedział w końcu Shacklebolt po długiej chwili ciszy, wygłaszając opinię widoczną na wielu twarzach. Czarny Znak nie pozwalał im zignorować prawdy. – Nasz mistrzowski szpieg. Osiemnastoletnia mugolska dziewczyna z siódmego roku Hogwartu. Najlepsza przyjaciółka Harry'ego Pottera i gryfonka.

Z tonu jego głosu wynikało, że najtrudniej było mu uwierzyć w to ostatnie. Harry zdumiał się, że nawet w takich chwilach ci ludzie potrafili myśleć stereotypami hogwarckich Domów.

– Tak. – odpowiedź była czysta, kontrolowana i bez emocji.

– Jesteś śmierciożerczynią. – powiedział Kingsley wciąż z mieszanką zaskoczenia i niedowierzania.

– Z Wewnętrznego Kręgu – potwierdziła.

– Ostrzegłaś nas przed zasadzką sześć tygodni temu. Podałaś nam informacje o atakach. Uwięziłaś MacNaira i powiedziałaś nam, że Voldemort chce zawrzeć układ z Zakonem Joanny D'Arc.

– Tak.

– Dumbledore przez cały czas wiedział, że to byłaś ty.

– Poinformowałam go z chwilą, w której zostałam naznaczona.

Shacklebolt skinął głową przyjmując jej odpowiedzi. Wszyscy milczeli. Nadal całkowicie osłupiali członkowie Zakonu zdawali się w tym momencie chętnie pozostawić przesłuchanie w rękach aurora. Jednak Shacklebolt przestał być zainteresowanym dalszym zadawaniem pytań. Zamiast tego zwrócił się do Dumbledore'a.

– Pozwalasz zatem dziewczynie, dziecku, narażać się na niebezpieczeństwo, aby zwiększyć nasze szanse – powiedział, a Harry nigdy wcześniej nie widział go tak wkurzonego. – Zawsze wiedziałem, że lubisz manipulować ludźmi, ale to zaszło za daleko!

– Hermiona jest samodzielną osobą i potrafi podejmować własne decyzje – zaprotestował Harry, po raz kolejny zdenerwowany sposobem, w jaki auror znów zignorował jego przyjaciółkę. – Nikt nią nie manipulował!

– Właściwie można powiedzieć, że było zupełnie odwrotnie – dodał Dumbledore z lekkim uśmiechem rozświetlającym jego twarz. – To ja tańczę jak ona mi zagra już od ładnych kilku miesięcy. – posłał Hermionie spojrzenie pełne dumy i miłości.

– Więc wiedziałeś o tym – zwrócił się do Harry'ego Moody, a chłopak poczuł na sobie pełną moc magicznego oka. – Kto jeszcze?

– Ja wiedziałam – powiedziała profesor McGonagall głosem rześkim i czystym niczym zimowy poranek. – Wiem, że Hermiona dokonała nieprawdopodobnych rzeczy. Niedocenienie jej może być ostatnią rzeczą, jaką zrobicie w życiu.

– Ja też wiedziałem – dodał Remus. – Dowiedziałem się razem z Ronem i Harrym i choć na początku byłem zszokowany tak samo jak wy teraz, od tamtej widziałem już wiele i nigdy nie odważyłbym się kwestionować jej umiejętności.

– Ale ona jest tylko małą dziewczynką – odezwała się znów Molly Weasley, z oczami pełnymi łez przytulając się bezradnie do męża. Ten objął ją ramieniem, jednak jego wzrok był skoncentrowany na Hermionie, która nadal spokojnie stała, jakby nic co się działo w tym pokoju nie mogło jej nawet dotknąć.

– Ja również o tym wiedziałem – dodał cicho Draco. – To ona przekonała mnie, abym poszedł do Dumbledore'a z listami mojego od mojego ojca.

– A ty, Severusie? – zapytał nagle Artur Weasley, zwracając się w stronę mistrza szpiegów. – Czy ty również wiedziałeś, kto przejął po tobie szpiegowanie na rzecz Zakonu?

– Tak – odpowiedział Snape głosem spokojnym i zrelaksowanym, z oczami skierowanymi na Hermioną. – Wiem już od kilku miesięcy.

– Dlaczego jej nie powstrzymałeś? –zażądała pani Weasley. – Wiesz jak bardzo jest to niebezpieczne!

– Powód był prosty, Molly – powiedział Snape i uśmiechnął się lekko. – Jest zbyt genialna, żeby ktokolwiek mógł ją powstrzymać. Również jest już lepszym szpiegiem niż ja kiedykolwiek byłem.

To proste stwierdzenie, wypowiedziane bezdyskusyjnym tonem pogrążyło pokój na powrót w ciszy.

– Jak to zrobiłaś? – zapytała w końcu Tonks z nowym tonem w głosie. Harry mógł wyczuć ciekawość, podziw i lekki strach. – Jak ich przekonałaś o swojej lojalności? Jesteś mugolką i przyjaciółką Harry'ego!

– Cierpliwość, ciężka praca i dobry talent aktorski – odpowiedziała Hermiona i, jakby uznając jakąś część dyskusji za skończoną, usiadła na swoim miejscu. – Nie jest trudno przekonać kogoś o tak rozdmuchanym ego jak Voldemort, że w końcu uświadomiło się sobie jego naturalną i oczywistą wyższość.

Westchnęła. – Słuchajcie, przepraszam, że trzymałam to przed wami w tajemnicy. – Harry nie mógł nie zauważyć, jak bardzo była spokojna w porównaniu z tamtą nocą, dawno temu, gdy on, Ron i Remus odkryli prawdę. – Przewidziałam te komplikacje i wiedziałam, że to nikomu nie pomoże. Moje informacje nie są warte pensa więcej dlatego, że to ja je zebrałam. Tak samo jak zaklęcia użyte do ochrony waszych umysłów, czy system zabezpieczeń, który pomagałam zaprojektować.

– Te zaklęcia są twoje? – zapytała Tonks z wyraźnym podziwem w głosie. – Ale myślałam, że to ty je opracowałeś Severusie!

– Hermiona i ja całkiem dobrze współpracujemy – odpowiedział spokojnie Snape. – Razem zaprojektowaliśmy system zabezpieczeń i mapę na suficie. Jednak Obliviate z mechanizmem spustowym to prawie wyłącznie jej projekt. Pomogłem jej ledwie trochę z eliksirami.

– Czy chcesz nam powiedzieć, że ta dziewczyna jest legilimentką, Severusie? – zapytał ostro Shacklebolt.

– Doskonale opracowała sztukę umysłu. Wystarczająco dobrze, aby oszukać Czarnego Pana. Nie jest zwyczajną "dziewczyną". Lepiej o tym pamiętaj – ostra nuta wkradła się w głos mistrza szpiegów. – Dokonała...

– Severusie – powiedziała cicho Hermiona i ku całkowitemu zaskoczeniu pozostałych, Snape natychmiast umilkł. Nawet Dumbledore wyglądał na lekko zszokowanego, ale to Tonks w końcu połączyła kropki.

– Chwileczkę – powiedziała powoli z lekko niebezpiecznym brzmieniem w głosie. – Traktowałeś ją jak idiotkę od kiedy wstąpiła do Zakonu. Zaledwie w zeszłym tygodniu dość emocjonalnie sprzeciwiała się włączeniu Malfoya do Wewnętrznego Kręgu. A teraz mówisz nam że jest genialna i słuchasz się jej? Co się tutaj dzieje?

– Severus i Hermiona zrobili to tylko po to, aby utrzymać jej przykrywkę – odpowiedział szybko Dumbledore.

– Nie – nie zgodził się szorstko Moody. – Oszukaliście nas, po prostu. Pozwoliłeś swojemu małemu posłusznemu szpiegowi wkraść się do naszego Kręgu i nabijać się z nas wszystkich. Zaledwie w zeszłym tygodniu użyłeś jej po to, żeby uzyskać członkostwo dla Malfoya, choć wszystko temu przeczyło. Manipulowałeś nami za jej pomocą!

Snape nasrożył się, i przez chwilę Harry myślał, że wybuchnie z gniewną tyradą na temat wszystko-wiedzących członków Zakonu, którzy odciągają go od ważnej pracy, jednak widocznie zebrał się w sobie.

– Nie bądź głupi, Alastorze – powiedział cierpliwie, lecz z nutką gniewu. – Jesteśmy Zakonem Feniksa, nie dajemy się łatwo zmanipulować. Tak, odegraliśmy przedstawienie, ale tylko po to aby ją chronić. Gdy Potter zdecydował się wstąpić do Zakonu wyglądało by to podejrzanie, gdyby żadne z jego przyjaciół mu w tym nie towarzyszyło. Zdecydowała się nie ujawniać że jest szpiegiem, dzięki waszemu dzisiejszemu zachowaniu, doskonale rozumiem dlaczego. Jej praca jest ważna i niebezpieczna, a najmniejszą rzeczą jaką mogliśmy z Albusem zrobić, to było uhonorowanie jej życzenie i zachowywanie się odpowiednio.

– A co z ostatnim tygodniem? – zapytał znów Moody bardziej gniewnym głosem.

– Zanim Draco poszedł do dyrektora – odpowiedział szybko Harry. – Zanim został moim przyjacielem, był przyjacielem Hermiony. Rozmawiali razem i pracowali od końca naszego piątego roku. Pomógł jej zostać szpiegiem i od tego czasu ją wspierał. Jednak nie mogliśmy wam tego powiedzieć, nie ujawniając jednocześnie, że ona jest naszym mistrzowskim szpiegiem. Przepraszam.

Kątem oka Harry zauważył, że Draco mu przytakuje. Lepiej, że to Harry przyznał się do tego małego przekrętu, niż miałby to zrobić ich mistrz szpiegów, czy dyrektor. Być może nawet uda im się w ten sposób odwrócić od nich uwagę.

Jednak znów Harry nie docenił upartości członków Zakonu.

– Ale dlaczego mielibyśmy nie wiedzieć? – zapytała Tonks. – Ochrona nie może być powodem, wiedziałaś że zapewnia je spustowe Obliviate! Dlaczego nam nie zaufałaś?

Przynajmniej rozmawia z Hermioną, a nie o niej, jakby była rzeczą, pomyślał mrocznie Harry, posyłając gniewne spojrzenia w stronę Moody'ego i Shacklebolta.

Po jego lewej stronie Hermiona poruszyła się na krześle, a Harry zastanawiał się jak odpowie. Przez ostatnie kilka minut była zaskakująco bierna, pozwalając Snape'owi, Dumbledorowi, a nawet Harry'emu tłumaczyć jej zachowanie. Prawdopodobnie było to najmądrzejsze wyjście. Wystarczająco trudno było teoretycznie zaakceptować, że ta niewinna dziewczynka nagle zmieniła się w najbardziej bezwzględną i niebezpieczną osobę w pokoju, nie musiała dodatkowo przejmować prowadzenia w rozmowie.

Jednak nie mogła uniknąć tego pytania. Było to takie pytanie, które mogło obrócić wszystko na jej stronę, lub przeciwko niej.

– To nie była kwestia zaufania, Tonks – odpowiedziała wreszcie cicho. – Nigdy nie obawiałam się waszej zdrady. Ale nie powiedziałam nawet Harry'emu, czy Ronowi! Tylko Draco wiedział o tym, bo potrzebowałam jego kontaktów, i Dumbledore, któremu składałam raporty! Nigdy nie chciałam, aby ta informacja się rozprzestrzeniła.

– Dlaczego nie? – zapytał Shacklebolt. – Jeżeli zrobiłaś to, co twierdzisz, jeżeli twoje intencje były szlachetne, powinnaś chcieć nam o tym powiedzieć. Wiele rzeczy byłoby prostszych.

– Popatrzcie na siebie – powiedziała nagle, pozornie bez związku. – Zobaczcie wasze miny. Co widzicie?

Idąc za jej radą, Hary zobaczył, że większość członków Zakonu ją zignorowało. Ich oczy wpatrzone były w Hermionę.

– Szok – odpowiedziała za nich po chwili. – Irytację. Rosnące obrzydzenie. Izolację.

Ucichła i westchnęła. – Wielu z was uważam za członków mojej rodziny. Od kiedy udałam się do Hogwartu, świat mugoli stał się mi obcy. Moi rodzice nie znają mnie nawet w połowie tak dobrze jak pani Weasley, moi wujkowie nie widzieli mnie w połowie tak często jak Remus, czy profesor McGonagall, a moi kuzyni i przyjaciele z dzieciństwa są dla mnie obcymi ludźmi w porównaniu z Harry'm, czy Draconem. Wy – zrobiła pauzę i popatrzyła wokół stołu, spoglądając w każdą twarz, w każde podejrzliwe i zdezorientowane oczy.

Gdy jej oczy spoczęły na Harrym, uśmiechnęła się lekko, wyglądając na niesamowicie zmęczoną i smutną. – Wy jesteście wszystkim, co mam. Moją rodziną. Moimi przyjaciółmi. Stałam się tym kim jestem teraz, aby chronić nasz świat, świat magii, którego mam zaszczyt być częścią. Jednak wszyscy, którzy się o tym dowiedzieli reagowali zaskoczeniem i obrzydzeniem

– Severus nienawidził mnie za to na początku. Harry najpierw traktował mnie jak kogoś obcego. Ron odwrócił się ode mnie – kontynuowała patrząc na państwa Weasley i skinęła głową, gdy lekko zbledli. – Tak. To był powód, dla którego przestał z nami rozmawiać. Nazwał mnie "ślizgońską dziwką" i traktował mnie jakbym zdradziła naszą przyjaźń.

Kosmyk włosów wysunął się z jej warkocza. Poprawiła go drżącą dłonią. Gdy przyglądał się jej twarzy i słuchał jej idealnej przemowy, zastanawiał się ile z tego jest prawdziwe, a ile stanowi perfekcyjnie wyliczona gra.

Jednak być może taki podział nie był już stosowny w przypadku Hermiony. Nie ważne, czy ból w jej głosie, cierpienie widoczne w oczach było prawdziwe, czy udawane, wiedział że wcześniej czuła to wszystko. Wiedział, że jej słowa były prawdziwe. Czy miało jakieś znaczenie, to że teraz uwydatniała je w roli, którą grała tak naturalnie?

– Ciężko jest robić te rzeczy – kontynuowała, gdy nikt się nie odezwał. – Wszyscy wiecie wystarczająco o Voldemorcie i jego poplecznikach, aby uświadomić sobie, co oznacza być pośród nich mugolem. Co oznacza bycie śmierciożercą. Jeszcze trudniej jest o tym mówić. To mnie zawstydza.

Po raz pierwszy, od kiedy się odezwała, opuściła głowę i unikała ich spojrzeń. – Nie jestem dumna z tego, co robię, z tego czym się stałam. Potrzebuję całej swojej odwagi, aby tam iść, całej mojej siły, żeby to przetrwać. Czy to źle, że chciałam to trzymać tak daleko od mojego życia jak to tylko było możliwe? Gdy wracałam do Hogwartu i zdawałam raport, mogłam wrócić do bycia Hermioną, lekko zbyt gorliwą uczennicą i najlepszą przyjaciółką Harry'ego. Nie chciałam być mistrzowskim szpiegiem, który ryzykuje życiem co drugi dzień, czy ślizgonem w gryfońskiej skórze.

– Chciałam abyście zostali moimi przyjaciółmi – mówiła teraz bardzo cicho i Harry musiał wysilić się, żeby ją słyszeć. – Abyście rozmawiali ze mną nie zastanawiając się, co robiłam ostatniej nocy. Czy to było zbyt wiele? Czy to była manipulacja, że chciałam być inną osobą w waszym towarzystwie? Przepraszam, jeżeli uważacie, że tak było.

Znów ucichła na chwilę, a gdy kontynuowała, było jasne, że to będą dziś jej ostatnie słowa.

– Jednak wtedy była to jedyna rzecz jaką mogłam zrobić jeżeli chciałam przetrwać.

Skończyła mówić i zaczęła nerwowo przygryzać wargę w oczekiwaniu. Podświadomie Harry złapał jej dłoń i zaczął ją delikatnie gładzić kciukiem. Nikt się nie odezwał. Zdawało się jakby nikt nie miał odwagi nawet zaczerpnąć tchu.

W końcu znów podniosła głowę, a jej brązowe oczy płonęły, kiedy spojrzała na zszokowaną twarz Tonks.

– Czy ta odpowiedź cię satysfakcjonuje, Tonks? – zapytała cicho.

Powoli, z twarzą pobladłą i ściągniętą, kobieta skinęła głową. Tak samo jak pani Weasley, Bill, Artur i Remus.

W końcu Dumbledore przerwał ciszę.

– Dobrze więc – ogłosił, a jasność w jego głosie ostro kontrastowała z ponurymi twarzami pozostałych. – Wierzę, że wszyscy uznajemy pannę Granger za wiarygodne źródło. Ponownie podkreślam, że jej plan był dokładnie sprawdzony przez Severusa i przeze mnie, nie znaleźliśmy w nim żadnych uchybień. Nie powinno być już teraz żadnych problemów, jak rozumiem. Tak więc przejdźmy...

– Nie tak szybko Albusie – warknął Moody. Harry zobaczył jak Tonks, Shacklebolt i Weasleyowie gwałtownie obrócili głowy z irytacją, jakby Moody wypowiedział jakieś wyjątkowo wulgarne przekleństwo. – Jest sporo rzeczy, które mi tutaj nie pasują. Zanim zaakceptują tego tak zwanego mistrzowskiego szpiega i jej plan, potrzebuję więcej informacji.

– Jakich informacji? – zapytał lekko podenerwowany Dumbledore.

– O twojej małej dziewczynce-szpiegu. Skąd możesz być pewny, że nie jest pod wpływem Imperiusa, a może rzeczywiście zmieniła strony? Jej umiejętność przetrwania pomiędzy śmierciożercami jest delikatnie mówiąc podejrzana. Kto wie, może czerpie z tej roli więcej przyjemności, niż przyznaje?

– Te podejrzenia naprawdę posuwają się za daleko, Moody – przerwał mu oburzony Artur Weasley. – Zgadzałem się z tobą, gdy nie znaliśmy tożsamości szpiega, jednak Hermiona była właściwe częścią naszej rodziny przez ostatnie siedem lat! Poza tym, że jest najlepszą przyjaciółką Harry'ego oraz mugolką, znamy ją zbyt dobrze, aby dać wiarę takim oszczerstwom wobec niej!

– Dobrze ją znacie, tak? – wymamrotał Moody, a twarz wykrzywił w swoją wersji kpiącego uśmiechu. – I dlatego daliście się jej oszukiwać przez ostatni miesiąc? Widzieliście jak udaje dziesięciolatkę, widzieliście jak histeryzuje i kryje się po kątach przed Severusem, i wierzyliście w to tak samo jak teraz.

Pani Weasley otworzyła usta, aby głośno zaprotestować, jednak uświadomiła sobie, że Moody mówił jedynie prawdę, po czym zamknęła je zadumana i zagubiona.

– Do tej pory byliśmy zbyt ufni – kontynuował Moody. – Od teraz żądam wyczerpujących odpowiedzi na moje pytania lub na nic nie wyrażę mojej zgody.

– Jakie więc są twoje pytania? – zapytała Hermiona neutralnym głosem.

Odwracając się do niej Moody warknął, co przestraszyłoby Harry'ego, gdyby to do niego zwracał się auror. Hermiona jednak nawet nie mrugnęła.

– Po pierwsze – zaczął. – Chcę wiedzieć co dokładnie zrobiłaś, że zostałaś śmierciożerczynią. I chcę wiedzieć dlaczego to zrobiłaś.

Nie, pomyślał Harry. Nie to. Nie zmuszajcie jej do odpowiedzi na te pytania. Popatrzył w oczy Dracona i zobaczył w nich tą samą obawę. Mając dobre przeczucie starego oskarżyciela, Moody wybrał te rzeczy, o której najtrudniej będzie jej mówić. Jednak Hermiona nie dała się podejść.

Wzięła głęboki oddech. – Wolałabym nie rozmawiać o tych rzeczach dzisiejszej nocy – powiedziała jasno.

– Jesteś nam winna odpowiedzi na te pytania – nalegał Moody, odchylając się w swoim krześle i kierując na nią swoje magiczne oko. – Chcę je znać zanim podejmę decyzję co do tego twojego planu.

– Dlaczego jestem wam winna odpowiedź? – zapytała. – Odpowiedziałam dzisiaj na więcej niż jedno pytanie, jestem skłonna złożyć przysięgę czarodziejów, że jestem i zawsze byłam lojalna wobec tej rady, ale nie żądajcie ode mnie więcej!

– To nie jest reakcja lojalnego członka Kręgu – drwił z niej, a napięcie w pokoju widocznie wzrosło. Kątem oka Harry zauważył jak Snape powoli wyprostowuje się w krześle, wiedział, że ich mistrz szpiegów przygotowuje się na atak, magiczny lub słowny. Jeżeli Harry dobrze interpretował jego grzmiący wyraz twarzy, nie pozwoli na zbyt długie przeciąganie tego przesłuchania.

– Czy myślisz, że znów możesz zrobić z nas głupców Albusie? – zapytał znów Moody, odwracając się od Hermiony jakby nie była godna jego uwagi. – Stawiasz losy naszego świata na szalony pomysł małej dziewczynki, która...

– Ja. Nie. Jestem. Małą dziewczynką – głos przeciął jego słowa niczym nóż przechodzący przez masło. – Gdybym była tobą, Moody, byłabym ostrożna w moich sądach. Nigdy nie wiesz, czy skutek nie będzie zupełnie odwrotny.

Harry musiał powstrzymać silną chęć uniku przed nagłym wybuchem mocy po swojej lewej stronie. Wydawało się, że Hermiona w końcu zmęczyła się Moodym. Zniknęła bierna, lekko smutna dziewczynka. Jej miejsce zajęła władcza kobieta z głosem domagającym się uwagi i posłuszeństwa. Harry zobaczył, jak Tonks patrzy ze zdumieniem, a Shacklebolt wyprostowuje się dokładnie tak samo, jak Snape kilka sekund wcześniej.

Jednak cokolwiek nagle wypełniło pokój i kazało im zachować najwyższą ostrożność, Moody zdawał się tego nie czuć.

– Co, czy to była groźba, mała dziewczynko?, – zakpił, ignorując wyciągniętą dłoń Dumbledore'a próbującego uciszyć wszystkich. – Czym mogłabyś mi zagrozić, mały gryfonku? Jak chcesz mnie powstrzymać?

Nagle, Hermiona uśmiechnęła się, a pani Weasley westchnęła zszokowana. Oczy Hermiony pociemniały, aż były prawie tak czarne i przeszywające jak Snape'a, odchyliła się w tył i oparła głowę na krześle w dziwnie zmysłowym geście.

– No, na to pytanie odpowiem z przyjemnością – odpowiedziała, nie, wymruczała, bawiąc się kosmykiem włosów.

– Sądzę że nie interesujesz się bardziej konwencjonalnymi metodami, które są w arsenale każdego śmierciożercy, prawda Moody? Nie, tak właśnie myślałam – uśmiechnęła się znowu. Zapadła taka cisza, że słychać było opadający kurz. – Myślisz, że jesteś zabezpieczony przed zaklęciami i klątwami, prawda? Myślisz, że jesteś niezwyciężony i ponad taką dziewczynkę jak ja?

Gwałtownie pochyliła się w przód. Więcej niż jeden członek Zakonu odskoczył w tył zaskoczony nagłym ruchem. Nadal Moody uśmiechał się pobłażliwie, a Harry nie mógł się powstrzymać i pomyślał, że Szalonooki zaraz popełni najgorszy błąd w swoim życiu.

– Jednak nikt nie jest całkowicie bezpieczny, Moody – stwierdziła Hermiona, odzwierciedlając jego uśmiech. – Szczególnie nie były pracownik Ministerstwa, który nie zawsze przestrzegał protokołów i procedur tak szczegółowo jak powinien. Wszyscy są narażeni.

Teraz również Moody pochylił się do przodu. Jego uśmiech znikł.

– O czym ty mówisz? – warknął. – Nigdy nie zrobiłem niczego, do czego nie chciałbym się przyznać w świetle dnia! Moja kariera była wzorowa! Nie będę słuchał krytyki z ust śmierciożerczyni!

Ponownie Harry usłyszał westchnienie z końca stołu. Nie przejął się nim. Uśmiechał się tak szeroko, że aż bolała go twarz. O chłopie, duży błąd, pomyślał z niemałą satysfakcją. Nie będzie wiedział, co go uderzyło.

– Wzorowa kariera, tak – zamruczała Hermiona przeciągając palcem wskazującym po krawędzi swojego krzesła. Zdawało się jakby wcale nie słyszała zniewagi, raczej jakby cała rozmowa niezmiernie ją nudziła.

– A co z akcją na ulicę Śmiertelnego Nokturnu sześć lat temu? Nie wiesz o czym mówię? – uśmiechnęła się widząc zaniepokojoną zmarszczkę, która na moment pojawiła się na jego twarzy. – A może nie chciałbyś o tym dzisiaj mówić? Nie ważne, opowiem za ciebie. Jeżeli dobrze pamiętam, to ty katalogowałeś skonfiskowane przedmioty zawierające czarną magię. Czy twoje jedno oko, drugie straciłeś kilka miesięcy wcześniej, nie zobaczyło nagle małego pudełeczka, które zawierało pewien magiczny atrybut, z którego stałeś się sławny? Czy nie...

– Nie będę dłużej słuchać tych bzdur! – zagrzmiał nagle Moody, jego magiczne oko miotało się jak oszalałe i był bardziej zdenerwowany niż Harry kiedykolwiek go pamiętał. – Odmawiam przyjęcia tego planu i żądam natychmiastowego wyrzucenia jej z Wewnętrznego Kręgu!

– Niegrzecznie jest przerywać kobiecie, nie wiesz tego Moody? – zapytała uprzejmie Hermiona. – A może powinnam cię nazywać Szalonooki? – uśmiechnęła się ponownie.

– Na czym to stanęłam? – kontynuowała. – Dojrzałeś pudełeczko, które zawierało magiczne oko, i choć wiedziałeś, że było to wbrew wszystkim prawom jakie kiedykolwiek poznałeś, nie mogłeś się powstrzymać, aby go nie wypróbować, czyż nie? Gdy już dowiedziałeś się o jego właściwościach, tak prosto było schować je do kieszeni i po prostu nie wspominać o nim w raporcie. Tak łatwo... a kilka tygodni później, kiedy nikt już nie pamiętał o tej akcji, założyłeś je i utrzymywałeś, że dostałeś je od nienazwanego nigdy przyjaciela, prawda? Rzecz prosta do zrobienia, bez zbędnego ryzyka. Tak więc przez ostatnie sześć lat spacerowałeś po korytarzach Ministerstwa z nielegalnym obiektem magicznym w oczodole, rzeczą stworzoną za pomocą najmroczniejszych znanych zaklęć.

– Byłeś takim niegrzecznym chłopcem – wycedziła z widocznym zadowoleniem w głosie, obserwując jak twarz Moody'ego czerwienieje z gniewu i rosnącej paniki. Inni, włączając w to Harry'ego, patrzyli to na nią, to na aurora, z fascynacją i niedowierzaniem.

– Jedyną rzeczą jakiej nie wziąłeś pod uwagę – kontynuowała, a ton jej głosu znacząco się oziębił. – Był fakt, że właściciel tego małego nielegalnego sklepiku, w którym miała miejsce akcja, będzie w stanie rozpoznać swój najcenniejszy towar. Spotkałam się z nim, wiesz? Choć Wizengamot nie da wiary czarnorynkowemu handlarzowi, istnieją zaklęcia, które łączą daną rzecz z jej twórcą, a on wykonał to oko.

Zamilkła i uśmiechnęła się, na jej twarzy pojawił się uprzejmy wyraz kogoś pytającego o pogodę. – Z tego co mi wiadomo, emerytury aurorów mogą zostać obniżone nawet po latach spędzonych na emeryturze, jeżeli zostaną wykryte poważne wykroczenia prawne, lub proceduralne. Nie chcielibyśmy tego, Moody, prawda? Najsłynniejszy auror ostatnich pięćdziesięciu lat, ukazany światu jako żałosny złodziejaszek, którym tak naprawdę jest?

Choć Harry sądził, że nie jest to możliwe Moody poczerwieniał jeszcze bardziej, a jego głos stał się ledwie powstrzymywanym wrzaskiem. – Skąd o tym wiesz? – warknął, zdradzając się i nawet tego nie widząc.

Hermiona tylko uśmiechnęła się ironicznie, cały czas patrząc mu prosto w twarz. – Jestem szpiegiem, Moody. Moim zadaniem jest wiedzieć o takich rzeczach.

Czy był to jej bezczelny ton, a może szeroki uśmiech, ostatni komentarz przelał czarę Moody'ego. Gdy auror osiągał odpowiedni stopień szału, postępował automatycznie i bez zastanowienia.

– Dlaczego, ty mała... pindo, pokażę ci, że nie zadziera się z... – jednym płynnym ruchem Moody wyciągnął swoją różdżkę i wycelował w miejsce, w którym siedziała Hermiona.

Jednak nie był wystarczająco szybki. Zanim jego różdżka była na poziomie jej siedzenia, Hermiona stała się wirem ruchu. W jakiś sposób nagle nie siedziała już obok Harry'ego, lecz znalazła się na stole i w olbrzymim skoku przykucnęła na polerowanym drewnie po stronie Moody'ego, niczym olbrzymi kot, przyciskając aurora do krzesła, z nożem przyłożonym do jego gardła.

– Wezmę to sobie, dziękuję – powiedziała uśmiechając się przyjaźnie i szybko wyjęła różdżkę Moody'ego z jego nieruchomych palców. Jej oddech nawet nie przyspieszył.

– Na brodę Merlina – Harry usłyszał czyjś szept. Mógł przysiąc, że był to Shacklebolt. – Nigdy nie widziałem, aby ktoś tak szybko się poruszał.

– Jestem rozczarowana, Moody. Myślałam, że przegrywasz w lepszym stylu. Teraz będziesz dobrym małym paranoikiem, czy powinnam przytrzymać ten nóż na twoim gardle jeszcze przez chwilę? – zapytała uprzejmie Hermiona. Harry zauważył poruszającą się grdykę Moody'ego, ale z ust aurora nie wydobył się żaden dźwięk. Był niczym jeleń w nocy na autostradzie, i Harry musiał ukryć uśmiech. Najwidoczniej stała czujność nie przyniosła mu nic dobrego.

– Myślę, że Alastor zrozumiał już swoją lekcję, panno Granger – Dumbledore odpowiedział na pytanie tonem równie uprzejmy co Hermiona. – Proszę go wypuścić.

– Tak, proszę pana – odpowiedziała i nóż zniknął z jej dłoni. Zeskoczyła ze stołu praktycznie bezszelestnie i wróciła na swoje miejsce okrężną drogą. Wszyscy członkowie Zakonu oglądali się za nią, gdy przechodziła. Nikt jednak nie odezwał się słowem dopóki nie usiadła. Harry zauważył, że jej fryzura nadal była nienaganna. Wyglądała jakby siedziała obok niego przez całe spotkanie, nie jakby sprowokowała i wygrała walkę z najsłynniejszym żyjącym byłym aurorem.

– Czy są jeszcze jakieś pytania dotyczące moich umiejętności lub przekonań? – zapytała spokojnie. Brzmiała na prawdziwie zainteresowaną.

Właśnie w tym momencie, gdy obserwował jak w mgnieniu oka weszła w rolę spokojnej profesjonalistki, Harry uświadomił sobie, że kontrolowała sytuację od chwili, w której Moody ją zaatakował, że wybrała starego aurora, gdyż najłatwiej było go sprowokować do wyciągnięcia różdżki. Że cała ta konfrontacja była demonstracją dla Zakonu, aby przekonać ich o jej umiejętnościach.

Wyraźnie odniosła sukces.

Gdyż tą nagłą akcją uzyskała dużo więcej niż jakimkolwiek wyjaśnianiem. Zakon nareszcie uświadomił sobie, że nie była dziewczynką, która podsłuchała tajemnicę w pokoju nauczycielskim. Była mistrzowskim szpiegiem. Teraz, kiedy zobaczyli, co oznacza ten termin, teraz, gdy zrozumieli do czego była zdolna, zamarli wstrząśnięci na swoich krzesłach.

– Dobrze więc – powiedziała, uśmiechając się do nich. – Jeżeli wszystko jest już jasne, prawdopodobnie powinniśmy poddać pod głosowanie mój plan. Zapewniam was, że opracowywałam go równie dokładnie jak pochodzenie magicznej gałki ocznej Moody'ego. Dyrektorze?

Właśnie w ten sposób członkowie Wewnętrznego Kręgu milcząc zgodzili się na plan ich mistrzowskiego szpiega, skończyli spotkanie i opuścili Kwaterę Główną cały czas wpatrując się w młodą dziewczynę, która siedziała cicho na swoim krześle, wyglądała nieskazitelnie, uśmiechała się do nich wszystkich i uprzejmie kiwała im głową na pożegnanie.

Gdy Harry widział jak obserwują ją niczym myszy węża, poczuł wielki smutek. Dzisiejszej nocy, Hermiona Granger, nerwowa Panna-Wiem-To-Wszystko i gorliwa twórczyni notatek umarła. Nigdy już nie wróci do tych pokoi, jej miejsce było teraz zajęte przez tajemniczą kobietę znaną jako mistrzowski szpieg.

Nareszcie zrozumiał, dlaczego Hermiona tak uparcie strzegła swojej tajemnicy. Zawsze czuł się źle odnośnie sposobu w jaki ludzie się mu przyglądali, jakby widzieli tylko bliznę na jego czole, nic więcej.

Jednak przynajmniej patrzyli mu w twarz. Jedyną rzeczą pozostałą z Hermiony była jej ręka z wypaloną czarną czaszką i wężem i mała biała dłoń, która z podejrzaną łatwością posługiwała się nożami.

Po dzisiejszej nocy nie zostanie z niej zbyt wiele.

0o0o0o0o0o0o0o0o0o0o0o0o0o0o 0o0o0o0o0o0o0o0o0o