joreth - Cieszę się, że ci się podoba :) Mam jeszcze chętkę zrobić coś z Sasuke, ale jeszcze nie wiem, co. Na razie jednak walczę o wenę, co idzie mi coraz gorzej.

Riura Nee - Jeszcze nie jestem pewna, kiedy wprowadzić Ashayan z powrotem. Na pewno będzie przy tym dużo huku i wybałuszania oczu, przez co mój umysł i moja wena zostaną nadszarpnięte, ale postaram się tego nie schrzanić.

Liwiaa - ... Trochę za wcześnie na zabijanie Sakury, nieprawdaż? Naruko jeszcze nie spróbowała nawet swojego Friend no Jutsu! :D

Corax - Kirigan? Nie sądzę. Raczej Naruto odkryje jakieś inne możliwości, nie chcę robić jakiegoś SuperWypasPotężnego Kekkei Genkai z d**y wziętego. To nie miałoby sensu. Minoshi jeszcze wróci i to z hukiem!

Upadly - Wybacz, nie robię tego celowo, ale ostatnio mam takie urwanie głowy, że szkoda gadać. Piszę 15 rzeczy i żadna nie jest tym, czym powinnam się zajmować.

PRZEPRASZAM ZA OPÓŹNIENIE!

51. Przyjaciel czy wróg?

Akamaru szczeknął parę razy, ostrzegając shinobi za sobą. Shikamaru wybiegł do przodu, unosząc dłoń w górę, żeby zatrzymać swoją grupę. Sam ruszył powoli, rozglądając się za zagrożeniami, jakie wywęszył pies Inuzuki. Niczego jednak nie widział... przynajmniej dopóki nie wyszedł z krzaków na trakt. Przeklął głośno i zawołał shinobi do siebie. Naruto wyszedł na drogę jako ostatni, uważnie obserwując otoczenie.

Wtedy zobaczył to, co się działo na trakcie.

Wokół było pełno ciał ANBU, maski niektórych były pozdzierane z twarzy. Paru cywili, którzy podróżowali z Sarutobim, również byli martwi. Shikamaru uklęknął nad jednym z trupów i zbadał jego stan, zwracając uwagę grupy na rany od miecza i dziwne, porozszarpywane kawałki ciał. Sasuke i Shino rozeszli się, żeby poszukać ocalałych.

-Kto mógłby to zrobić? -zapytał cicho Naruto, spoglądając na martwego staruszka. Shikamaru wzruszył ramionami.

-Na razie mało mnie to obchodzi.

-Nie ma tu zwłok Sarutobiego. -powiadomił Narę Sasuke, wracając do grupy. Naruto ponownie się rozejrzał, czując, że jego żołądek mimowolnie podchodzi mu do gardła. Loki się z niego wyśmiewał, ale blondyn nie zwracał na Cienia najmniejszej uwagi. Coś w tym chaosie wydawało mu się znajome. Miał wrażenie, że już kiedyś czuł ten charakterystyczny zapach chakry.

-Musimy go znaleźć. Kiba! Niech Akamaru poszuka jakiegoś tropu.

Pies szczeknął parę razy i zaczął węszyć dookoła pobojowiska. Naruto, w głębi duszy, miał wrażenie, że jest już za późno, aby uratować Sarutobiego. Jego pięść mimowolnie się zacisnęła. Dopiero co obiecał sobie, że zabije Shipachiego, aby pomścić dziadka i brata. Czy teraz miał mścić się za kolejną osobę? To wydawało mu się jak niekończące się koło, pełne bólu i śmierci. Klepnięcie w plecy odwróciło jego uwagę od ponurych myśli.

-Wszystko w porządku? Zbladłeś. -zauważył Chouji, przegryzając chrupki. Naruto nie mógł uwierzyć, że Akimichi mógł jeść i nie wymiotować przy czymś takim.

-Nic mi nie jest. -powiedział przez zaciśnięte zęby blondyn- Po prostu... Mam ochotę dorwać tego, kto to zrobił, i rozszarpać go na strzępy.

-To nam nie pomoże. -przerwał Naruto Shikamaru, podchodząc- Gdyby zależało mi na bezużytecznym szale, poczekałbym na Naruko. Musisz zachować spokój i słuchać rozkazów.

-Hai. -mruknął blondyn, odwracając wzrok. Obiecał sobie, że nie zapracuje sobie na burę od kapitana, ale jednak i tak ją dostał. Czuł się upokorzony. Wtedy Akamaru zaczął szczekać jak nawiedzony, oznajmiając wszystkim, że złapał trop. On i Inuzuka ruszyli przodem, a reszta grupy ustawiła się w odpowiedni szyk. Ciężko było nadążyć za psem, a ślady, jakie mijali, wyraźnie wskazywały na to, że ktokolwiek uciekał, zacięcie się bronił.

Wiesz... Tak się zastanawiam...

Ty? Zastanawiasz się? CUD!

Nie denerwuj mnie, kurduplu! Chodzi mi o to, że ten cały Sarutobi... on już nie jest Hokage, tak?

No... nie.

Ani nikim takim ważnym?

Poprzedni Hokage zwykle są doradcami i w ogóle. Ale rzadko mają wpływ na coś ważnego. Czasami zastępują aktualnych Hokage, kiedy ci są niedysponowani. Czemu pytasz?

Zastanawiam się, komu byłoby na rękę, żeby usunąć kogoś takiego jak Sarutobi.

No wiesz... Jest bardzo poważany, ludzie go lubią. Jego śmierć dla Konohy byłaby dużym ciosem. I tata miałby więcej problemów.

Hm... Czyli można uznać, że temu komuś zależy na osłabieniu wioski od środka. Do głowy przychodzą mi tylko trzy osoby, młody: Orochimaru, ten cały Mizuki z twoich wspomnień oraz Nero. Z tymże Nero...

Jest cały czas w wiosce.

Naruto drgnął, zaniepokojony tym, gdzie zmierzała ta konwersacja.

No właśnie. Jest tam cały czas i ma oko na wszystko. Ma też dostęp do bram, do alarmów, do...

Okej, załapałem. Jest prawie że u władzy. Ale o co ci biega?

Biega? Nic mi nie biega. Tak mi cały czas chodzi po głowie... Pamiętasz śmierć Menmy?

Staram się zapomnieć. Dzięki za przypomnienie.

Proszę bardzo. A teraz słuchaj: Menma nadbiegł od południa, tak? Ale reszta grupy wyskoczyła od północy. Co to oznacza?

Że masz kompas w głowie?

Nie, idioto. On nie przyszedł tam z nimi. Mały quiz: co jest na południe od tego pechowego lasku?

Naruto nie miał ochoty bawić się w zgadywanki w takim momencie, ale wiedział, że Loki się nie odczepi, więc po prostu wytężył umysł, szukając odpowiedniej mapy.

Nic ciekawego, mur.

Bingo! Pytanie: co on by tam robił? Kompletnie nic. Odpowiedź: ktoś go tamtędy przyprowadził. Pytanie: po co? Odpowiedź: żeby się wtrącił pomiędzy ciebie i Shipachiego. Pytanie: jakie miał szanse? Odpowiedź: zerowe. Wniosek: ktoś chciał się go pozbyć.

Bzdura! Kto chciałby się pozbyć Menmy?

Nero?

Naruto potrząsnął głową.

Nero? On nienawidzi mnie. Nie miał nic do Menmy. Czemu chciałby się go pozbyć?

Oto jest pytanie, prawda? Może chciał cię po prostu zranić, a może Menma mu w jakiś sposób wadził...

Dramatyzujesz. To nie Menma, to Orochimaru.

Naruto wyraźnie zaznaczył, że to koniec tej konwersacji. Choć nie cierpiał Nero, nie zamierzał ot tak posądzać go o coś takiego. Nie chciał nawet wierzyć, że lis mógłby być w to zamieszany. Skupił się ponownie na Akamaru. Zniszczone miejsca znajdowali coraz częściej i Naruto zaczynał uważać, że zbliżają się do swojego celu. Mimowolnie zacisnął dłoń na Shinjitsu, gotów go wyszarpnąć w każdej chwili.

Shikamaru zatrzymał ich przed polaną. Na trawie widoczne były plamy krwi, a w oddali płonęło powalone drzewo. Za skałą kilkanaście metrów przed nimi kulił się Sarutobi, poraniony i wyraźnie wycieńczony. Obok niego klęczał jakiś ANBU, ale nie miał już na sobie maski i ciężko dyszał, drżąc. Naruto rozejrzał się, szukając wrogów, ale Neji go wyręczył.

-Troje przeciwników, jedna kobieta, dwóch mężczyzn. -powiadomił ich szeptem, wskazując na odpowiedni kierunek. Shikamaru skinął głową i kazał Choujiemu oraz Kibie przedostać się do Sarutobiego, podczas gdy reszta miała okrążyć wrogów. Naruto cicho wysunął Shinjitsu i chwycił go w obie ręce. Minoshi wreszcie poruszył się na jego ramieniu, wypatrując zagrożenia i lekko szczerząc kiełki.

-Powoli, bez pospiechu. Nie chcemy ich zaalarmować zbyt wcześnie. -mówił do nich Shikamaru szeptem, a potem wydał rozkazy drgnięciami dłoni. Naruto ich nie znał, więc został przy Narze. Pół okręgiem powoli zbliżali się do przeciwników, skrytych za drzewami, kiedy cały ich plan w jednej chwili zaczął się sypać. Dosłownie. Z nieba spadły setki kunai i shurikenów. Naruto, zaciskając zęby, żeby nie krzyknąć, odbił z dwadzieścia, zanim trzy poraniły mu ręce i twarz. Shikamaru miał się znacznie gorzej.

Zanim zdołali się pozbierać po tym niespodziewanym ataku, zza zasłony dymu wypadła... dziwna istota. Naruto zrozumiał, że to człowiek pod wpływem Przeklętej Pieczęci Orochimaru, zanim musiał się wycofać, żeby nie zostać przez niego zmiażdżonym. Jego dłoń poruszyła się automatycznie, celując w gardło napastnika, ale ten, wbrew swojej masie, zdołał się uchylić i zaatakować. Jego atak nie dotarł jednak do celu, bo mężczyzna został otoczony przez chmurę owadów.

-TY IDIOTO! TERAZ NIE DA SIĘ GO KONTROLOWAĆ!

Naruto podniósł wzrok nad mężczyznę.

-DAJ SPOKÓJ! Juugo sobie poradzi. Spadajmy.

-A co z Sarutobim, matole?!

Wtedy Naruto rozpoznał ten głos i, z krzykiem wściekłości, przeskoczył nad wściekłym i niepanującym nad sobą Juugo. Karin wyczuła, że nad chodzi, ale jej duma przeważyła, aby uderzyć swojego kompana za jego pomysł. To dało blondynowi czas na zadanie ciosu, zdołała go jednak sparować, cofając się o parę kroków. Jej kompan, zaskoczony tym nagłym atakiem, nie zdążył zauważyć Sasuke, który wyłonił się za jego plecami i ciął w jego ramię.

-Chcę ich żywych! -krzyknął Shikamaru, razem z Choujim i Kibą próbując złapać w szach Juugo. Naruto nie słuchał Nary, wściekły i szczęśliwy jednocześnie. W końcu znowu się z nią spotkał i miał okazję odpłacić jej pięknym za nadobne. W końcu to ona stała za atakiem na Wyspy, a teraz jeszcze odważyła się zaatakować Sarutobiego. Nie zamierzał pozwolić jej odejść, miała być jego pierwszym krokiem do zemsty.

Karin robiła, co mogła, żeby unikać ataków Naruto, wykazując przy tym niesamowitą wytrzymałość, jeśli chodzi o rany, których drobne wersje opanowały większą część jej ciała. Chłopak, choć młodszy od niej, wyraźnie przewodził w tym starciu, kierując się tylko i wyłącznie swoją złością. Loki był zaniepokojony tą agresją, a skoro on był zaniepokojony, to było naprawdę źle. Karin z krzykiem rzuciła się w stronę Naruto, wbijając kunaia w jego brzuch, to jednak nie zdołało zatrzymać chłopaka.

Suigetsu, walcząc z Sasuke, starał się za wszelką cenę nie patrzeć mu w oczy. Wiedział, że jeśli skrzyżuje spojrzenie z Sharinganem Uchihy, walka będzie przegrana. Neji szybko dołączył do starcia, zmuszając Hozukiego do defensywy. Po drugiej stronie polany Juugo przedzierał się z krzykiem przez obronę Shikamaru, raniąc go w pierś. Nara jęknął cicho i osunął się, blady, na ziemię. Przed śmiercią uratował go Lee, otwierając Pierwszą Bramę.

[w tym samym czasie, Konoha]

Strażnicy zdrętwieli, widząc podbiegającego do nich lisa. Przywykli, że szwendał się w pobliżu przynajmniej pięć razy dziennie, ale nigdy się nie zbliżał. Yondaime ostrzegał ich przed nim, w końcu Nero mógł być szpiegiem lub zdrajcą. Nie wiedzieli jednak, co naprawdę powinni teraz zrobić, więc pozwolili mu się zbliżyć. W końcu dopiero co zachodziło słońce, o tej porze dnia nie mogło być mowy o jakimkolwiek ataku.

-Pracowity dzień, panowie? -zagaił przyjacielsko, podchodząc jeszcze bliżej i szczerząc kły. Ten widok wcale nie uspokoił strażników, wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej zesztywnieli- Pewnie nudno jest tak całymi dniami pilnować bramy i gapić się na ten sam krajobraz...

Jeden ze strażników, bardziej odważny, chrząknął, żeby odzyskać choć odrobinę głosu.

-Taka praca. -wyharczał, uświadamiając Nero, że się go boi. Lis wyszczerzył się jeszcze bardziej, a potem zaatakował. Wykonał ruch w ciągu dwóch sekund, nie dając strażnikom szansy na wezwanie pomocy, a tym bardziej na kontratak. Nero potrzebował kilku ciosów, żeby poskręcać mężczyznom karki. Gdy upadli martwi na ziemię, splunął z odrazą.

-Ludzie. Żałosne. -przestąpił nad martwymi ciałami- Pozwolicie, że uwolnię was od tego nudnego obowiązku.

Choć na początku nie potrafił zrozumieć mechanizmu, sterującymi wielkimi wrotami, w końcu udało mu się go zablokować, pozostawiając je na dłuższy czas zamknięte. Wiedział, że podczas ataku nikt nie będzie się kwapić, żeby zabrać się za naprawianie. Mimowolnie zaśmiał się, szczęśliwy, że w końcu może zacząć realizować swój plan i sprawić, aby klan Kitsune stał się najpotężniejszym klanem na świecie.

[Polana]

Naruto dyszał, mierząc się z Karin wzrokiem. Krążyli wokół siebie już od minuty, korzystając krótkiej przerwy. Żadne z nich nie miało ochoty ciągnąć tego dłużej, ale także żadne nie wiedziało, jak przejść przez obronę przeciwnika. Niczego nie poprawiał też fakt, że oboje byli bardzo wytrzymali, a tuż obok toczyły się dwie małe bitwy. Juugo niemalże masakrował swoich przeciwników, zaś Suigetsu jak dotąd pozostał w względnie jednym kawałku.

-No co jest? -odezwał się Naruto- Sasuke jest tuż obok... nie wyjawisz mu swoich uczuć?

-WAL SIĘ! -krzyknęła Karin- Kiedy już z tobą skończę, pożałujesz że... pożałujesz... -zacięła się, a potem jej oczy zrobiły się okrągłe jak monety- Oszukał nas... Chciał się nas pozbyć... -mamrotała pod nosem, zaskakując Naruto.

-Kto chciał się was pozbyć? O czym ty bredzisz?!

-Przeklęty sierściuch! -wrzasnęła Karin i obejrzała się przez ramię- Suigetsu, wynosimy się stąd! Oszukał nas!

Naruto zaatakował, nie chcąc, żeby mu uciekła, ale ta z łatwością zablokowała jego desperacki atak i odrzuciła go na drugi koniec polany, a potem odskoczyła i znikła za drzewami. Suigetsu miał trochę gorzej, bo jednocześnie starał się odciągnąć Juugo, ale ten o mały włos nie urwał mu głowy.

-Pieprzyć to! -krzyknął Hozuki i pobiegł za Karin, zostawiając kompana na łasce shinobi z Konohy. Shikamaru, ledwo trzymając się przytomności i kuląc się pod najbliższym drzewem, zerknął na Kibę.

-Nie daj im uciec! Wszyscy poza Naruto i Sasuke, lećcie za nimi!

Potem Nara skupił całą swoją uwagę na wściekłym Juugo, który powoli przygotowywał się do kolejnego natarcia. Shikamaru naprawdę nie miał ochoty sprawdzać, czy przeżyje następny taki atak. Z trudem podniósł się, nie odwracając wzroku od napastnika.

-Sasuke, możesz go uwięzić w genjutsu? Chcę mu zadać parę pytań.

Uchiha skinął głową i okrążył Juugo, zwracając na siebie jego uwagę. Ten wściekle zaryczał i rzucił się na Sasuke, zamierzając jednym uderzeniem urwać mu głowę. Nie zdołał jednak do niego dobiec, w połowie drogi zachwiał się, a potem runął nieprzytomny na ziemię. Przeklęta pieczęć zaczęła powoli wyparowywać, zostawiając wyczerpanego Juugo w poszarpanych ubraniach. Ranny Sarutobi podszedł do niego, uważnie stawiając kroki.

-Co... z pozostałymi? -wydukał, spoglądając na Shikamaru. Nara pokręcił głową.

-Nie żyją. Przykro mi.

[?]

Gaara czuł się tak, jakby szybował w powietrzu, wysoko ponad ziemią, na której nigdy nie spotkało go nic dobrego. Chciał zamachać ramionami, żeby unieść się jeszcze wyżej i uciec do tego piekła, ale nie mógł się poruszyć. Jego płuca ledwo pracowały, z trudem przyjmując niewielkie dawki powietrza. Bolało go to, ale jednocześnie nie był pewien, czy nie byłoby lepiej, gdyby po prostu nie zniknął. Uciekł z tego świata.

Naruko... Naruto... Kankurou i Temari... Czy oni w ogóle kiedykolwiek o nim myśleli? Czy naprawdę się o niego troszczyli? A może to była tylko gra, dzięki której mógłby pozostać stabilny? Bezpieczny? Może ich nie obchodził?

Zanim zdążył udowodnić lub obalić te pomysły, przez jego ciało przeszedł spazm niewyobrażalnego bólu. Trwał on zaledwie sekundę, ale i tak zmusił nieruchome ciało Gaary do ruchu, jego płuca wyrzuciły resztki powietrza w jednym, rozpaczliwym wrzasku. Oczy wypełniły się łzami, pragnął jedynie, aby więcej się to nie powtórzyło. Jednak gdy tylko o tym pomyślał, znów został zaatakowany przez niewidzialną siłę, miał wrażenie, jakby coś wyrywało z niego wnętrzności żywcem.

Czy tak wyglądała śmierć?

[Konoha, dom Yondaime]

-No, cii! -jęknęła Kushina, usypiając przestraszonego Tsubasę. Chłopczyk miał koszmar i bał się zasnąć, a jego siostra wcale nie pomagała, twierdząc, że jest zdecydowanie za wcześnie na sen (Kushina wątpiła, żeby taka mała dziewczynka miała jakiekolwiek pojęcie o porach dnia).

-Mamusiu! -Kasumi uczepiła się rękawa matki- Gdzie braciszek Menma?

Kushina zadrżała, wiedząc, że nie może ukrywać prawdy przed dziećmi zbyt długo.

-On... on musiał... wyjechać. Wróci za jakiś czas.

To jednak nie był czas na wyjawianie prawdy.

[Konoha]

Minato miał bardzo złe przeczucia. Jego dłonie zaciskały się i rozwierały, jego oczy przyglądały się zachodzącemu powoli słońcu. Coś było nie tak. Coś bardzo dużego. Zapragnął teraz, żeby Naruko była w wiosce. I Naruto. Żeby oboje mogli być tu bezpieczni. Wezwał do siebie Shikaku, tylko on mógł mu teraz pomóc, teraz kiedy umysł Yondaime pracował zbyt ociężale, aby sobie poradzić z przeczuciami.

[Polana]

-Nikt nie uciekł. Było ich tylko troje. -zaraportował Shikamaru, spoglądając na związaną trójkę. Juugo był najbardziej poturbowany i najbardziej zdezorientowany, bo przynajmniej cztery razy oberwał w łeb. Suigetsu wyglądał na całkowicie zrezygnowanego i gapił się w czubki drzew, nucąc pod nosem jakąś piosenkę. Karin za to miała wyraźną ochotę zabić każdego, kto odważyłby się na nią spojrzeć.

-Kto was wysłał? -zapytał Nara, spoglądając na czerwonowłosą. Naruto trzymał się z tyłu, nadal pełen chęci mordu Uzumaki. Sasuke pilnował, żeby blondynowi nie strzeliło nic głupiego do głowy, co nie było takie proste, zważywszy na humor Kitsune.

-Pocałuj mnie w tyłek! I tak już jest za późno! -wydarła się Karin- Głupi futrzak dostanie to, czego chciał...

Grupa shinobi spojrzała po sobie, to samo zrobił Suigetsu, marszcząc brwi.

-Dobra, teraz powiesz mi, co jest grane?

-Zamknij się! -krzyknęła mu do ucha, ale została złapana za włosy przez... Sasuke.

-Kto was tu przysłał? Co planuje?

Karin zamarła, ale nie dlatego, że się przestraszyła, ale dlatego, że stała (siedziała) oko w oko ze swoim aniołem. Dało się to wyczytać z jej twarzy, ale Sasuke to nie poruszyło, wręcz przeciwnie – stał się jeszcze bardziej zirytowany. Zacisnął dłoń, marszcząc brwi. Karin zbyt późno zorientowała się, że patrzy prosto w Sharingana. Zbyt późno.

-Nero nas tu przysłał, żebyśmy zabili Trzeciego Hokage, ale najwyraźniej nas też chciał martwych. Kombinuje coś z Konohą, coś się miało wydarzyć pod nieobecność Sandaime...

Sasuke puścił ją, przerywając działanie Sharingana i zerkając na skamieniałego Shikamaru. Naruto drżał, z każdą chwilą kuląc się coraz bardziej. Nero. Konoha. To nie było najlepsze połączenie, ale teraz przekroczyło ono granicę. Nara skierował wzrok w stronę milczącego Sandaime, który zamknął oczy i wziął głęboki wdech. Kiba zaklął.

-Musimy wracać do Konohy! -postanowił- I to raz dwa!

-Musimy pomyśleć! -stwierdził Shikamaru, biorąc się pod boki- To może nic nie znaczyć. Może Nero chciał się po prostu pozbyć tylko Sandaime.

Naruto wziął głęboki wdech, czując, że wszystko w jego wnętrzu się przewraca. Powrócił ból związany ze wspomnieniem bliskiej śmierci, wspomnieniem z Wysp, wspomnieniem starań Nero, aby ten zginął. A potem Menma... Dlaczego musiał umrzeć? Komu wadził? Dlaczego? To bolało. Niewiedza była gorsza od ropiejącej rany, przypalanej przez bezlitosnego kata.

Nie ma innej opcji, mały. To było zaplanowane. Od samego początku.

Dlaczego ja...? Co ja mu zrobiłem?

Nic. Po prostu wszedłeś mu w drogę. Zrozum, młody! Tu nie chodzi o ciebie, tu chodzi o coś znacznie większego. Cokolwiek planuje Nero, już to robi!

Słowa Lokiego jeszcze bardziej rozszarpały serce Naruto. Jego dłonie, drżąc, same zacisnęły się w pięści, z oczu zaczęły płynąć łzy, nieposłuszne ciało trzęsło się. Chłopak podniósł wzrok, wszystko pływało w szarości, wszystko zdawało się być takie... nikłe. Mdłe. Przemijające. Shinobi się o coś kłócili, Sandaime milczał, Karin powoli uwalniała się z więzów, Juugo stracił przytomność.

Naruto nie mógł uwierzyć, że w takiej chwili potrafią zapomnieć o tym, co się dzieje. Potrafią się kłócić w czasie, kiedy giną ludzie. Nie słyszał, co mówili, ale też go to nie obchodziło. Chciał być tylko tam, gdzie jest potrzebny.

Naruto?

Minato, Kushina, Tsubasa, Kasumi, Iruka, Kakashi, Jiraiya... Shashara. Nayana. Wszyscy, których blondyn znał, mogli już nie żyć i to tylko z powodu jakiegoś głupiego, lisiego planu.

Naruto...? Co ty chcesz zrobić?

Chłopak wziął głęboki wdech, spiął się w sobie i skoczył. Do przodu, w stronę Konohy. Jego stopy ledwo dotykały ziemi, gałęzie, kamienie, korzenie... Nic nie mogło stanąć mu na drodze, musiał być tam już, teraz, natychmiast. Musiał powstrzymać Nero. Musiał.

Po prostu musiał.

[Konoha]

-Nieee! NIE!

Nero oblizał się, spoglądając, jak jeden ze zbirów Mizukiego podrzyna gardło jakiejś dziewczynie. Potem lis rozejrzał się, z zapałem chłonąc ten niesamowity obraz: Konoha znowu spłynęła krwią. Nie mógł uwierzyć, że coś takiego jak ta wioska może budzić postrach na świecie. Wystarczyło w końcu tylko paru głupich zbirów z najciemniejszych zakamarków i Konoha padała na kolana, całkowicie pokonana.

Lis ruszył bez obawy przez shinobi i bandytów, obie frakcje uznawały go za sojusznika, co go jednocześnie bawiło i irytowało. Nadal nie był w stanie zrozumieć, jak człowiek, słaba istota bez pazurów i kłów, bez instynktu, powolna i tępa, mogła zawładnąć światem. To jego rasie, rasie Kitsune, należał się tron. Jego klan w końcu to zrozumie, on wyniesie ich ponad wszystko. Nero uśmiechnął się, wyobrażając sobie koniec rasy ludzkiej.

I miał nadzieję, że to jego pazury rozerwą gardło Naruto.

Wtedy rozległ się huk i co najmniej tuzin zbirów wyleciał w powietrze lub padł na ziemię bez życia. Widać było zaledwie błysk, przesuwający się od wroga do wroga, wściekły i niepowstrzymany. Nero wyszczerzył się. Yondaime Hokage postanowił się włączyć do gry. Prawdziwa zabawa mogła się zacząć. Lis jeszcze przez chwilę obserwował zmagania zbirów z przeciwnikiem z zupełnie innej półki, a potem ruszył głębiej w wioskę, gotów wprowadzić w życie następny etap planu.

Jeszcze kiedy był nic nie wartym szczeniakiem, nauczył się, że byka nie łapie się za rogi ani ogon, ale podcina się mu nogi. Kiedy padnie na grzbiet, można wbić ostrze w jego odsłonięte serce i zwyciężyć. Właśnie ta taktyka miała pomóc mu wygrać to starcie. Zniszczyć Konohę. Zniszczyć Hokage. Pokazać światu, że są nikim. Pokazać, jak łatwo mogą się stoczyć do grobu, nie wiedząc nawet, co tak naprawdę się dzieje.

Jego łapy same zaprowadziły go do rezydencji Namikaze. Poniekąd żałował, że nie ma tu Naruko, być może zdołałby ją przekabacić na swoją stronę. Uznał jednak, że przyjdzie czas i na to. Nie bawił się z drzwiami, rozwalił je w drzazgi i, szczerząc kły, wszedł do środka. Kushinę odnalazł dopiero w jednej z sypialń, kuliła się w rogu, zasłaniając dwójkę ludzkich szczeniąt. Był to żałosny widok, nie miał pojęcia, jak Yondaime mógł się zainteresować tak słabą kobietą.

-N-nero? -zdziwiła się, najpewniej nie miała pojęcia, że jest jej wrogiem- Co tu robisz?! Minato cię przysłał?

-O tak... -zasyczał- Przysłał mnie. A raczej ja przysłałem tu siebie z jego powodu. On już nie wróci. A jego ród... Mam nadzieję, że będę miał możliwość skosztowania serc z każdego jego dzieciaka. Serduszko Menmy było bardzo smaczne...

Nero postąpił krok do przodu, pewien że jego słowa już sparaliżowały słabą, ludzką kobietę. Teraz pozostawało tylko wyrwać jej serce i wygrać jedną z bitew dla klanu Kitsune. Kushina jednak się wyprostowała i złożyła dłonie do pieczęci. Pieczęci? Nero cofnął się, zdezorientowany. Jego źródła mówiły mu, że żona Yondaime jest jedną z najsłabszych kunoichi. Przecież nie mogła mu zagrozić, prawda?

-Pożałujesz, że się odezwałeś, sierściuchu. -warknęła, nie okazując nawet grama strachu. Nero nie zdążył zareagować, czując, jak coś przebija się przez jego futro, a potem przez pierś, wyrywając z jego pyska krzyk zaskoczenia.