Kolejny dłuższy projekt za nami i mam nadzieję, że przypadł do gustu. Dziękuję za wszystkie komentarze i całe wsparcie, które otrzymałam, kiedy pisałam to snarry. Miłego czytania ostatniego rozdziału i mam nadzieję, że do zobaczenia przy innych tekstach :)


Harry nie wątpił, że oddanie swojej krwi Severusowi będzie tą łatwą częścią i nie pomylił się. Mężczyzna bez wahania wymruczał pod nosem inkantację, której Harry do końca nie dosłyszał, a potem dodał tam własną próbkę, jakby to było swego rodzaju zamknięcie. I może faktycznie stanowiło coś takiego, ponieważ eliksir niemal od razu zmienił barwę z lekko żółtej na krwistoczerwoną, co wydawało się logiczne, odkąd tam w środku znajdowało się sporo podobnych próbek. Harry nie miał co do tego wątpliwości, gdy patrzył na puste fiolki na stole.
Wiedział, że Voldemort uczynił wiele zła, ale nie spodziewał się, że tak wielu zranił osobiście.
Severus przelał eliksir do trzech fiolek i zamknął je, zabezpieczając czarem, który Harry dobrze znał. Używali go także w Hogwarcie, gdy ich prace trafiały do składziku Snape'a… Severusa.
- Co teraz? – spytał, ale jego mąż uśmiechnął się krzywo. – Teraz mam siedzieć na tyłku i nigdzie się nie ruszać – odgadł Harry i westchnął. – Wiesz, że to nie będzie łatwe – zażartował.

ooo

Severus nie znał śmierciożercy, którego przesłuchała Deidre. Podejrzewał, że zbyt wiele nie zostało z mężczyzny. Nie potrafił mu współczuć. Czarodziej przypieczętował swój los ślepą wiarą, a każdy płacił za głupotę prędzej czy później.
Upewnił się dwa razy czy na pewno ma wszystko, co mu konieczne. Deidre i Elisanna ściskały w dłoniach fiolki, a ochotnicy z Przedsionka ustawiali się przed zamkiem, czekając na wymarsz. Miał nadzieję, że ich pomoc nie okaże się potrzebna, ale uderzali do dworu Malfoyów. Podejrzewał, że Lucjusz nie żył – Voldemort nienawidził w końcu mugoli, zapewne doskonale pamiętając czasy prześladowania czarodziejów. Minęły jednak wieki.
Świat się zmienił, poszedł na przód.
Słowa Narcyzy, Draco i przesłuchiwanego więźnia wskazywały jasno, że cel ich poszukiwań ukrywał się w rodzinnej posiadłości. Severus bywał w niej na tyle często, aby wiedzieć, iż sforsowanie zabezpieczeń nie będzie aż tak trudne. Magia krwi w końcu słabła, gdy mordowano jej fundament, a jeśli Lucjuszowi udało się jakimś cudem przeżyć – nie posiadał w sobie na tyle mocy, aby jakkolwiek podtrzymać zaklęcia.
Widział Harry'ego w drzwiach, przyglądającego się przygotowaniom i nie chciał się z nim żegnać. To tylko sprawiłoby, że chłopak denerwowałby się jeszcze bardziej.
- Elisanna nie powinna zostać? – spytał Harry niepewnie. – Wiesz, na wypadek…
- Elisanna nie przejmie mojej mocy. Jest poza kolejnością – poinformował go Severus, trochę zaskoczony, że jego mąż nadal nie zdawał sobie sprawy jak wielka spoczywała na nim odpowiedzialność. – Dlatego tak ważne jest, abyś się nie wychylał. Bez ciebie Przedsionek runie – dodał Severus, aby byli na tej samej stronie. – Nic się jednak nie stanie, ponieważ nie mam już jedenastu lat i znam go – ciągnął dalej.
Harry skrzywił się lekko.
- Właśnie to mnie martwi, ponieważ jeśli ty go znasz. On zna ciebie – odparł jego mąż.
Severus zastanawiał się jakim cudem przegapił to, że chłopak był inteligentny. Uwaga była prosta, tak logiczna, że to aż bolało. Jednocześnie uderzająca. Czasami nie trzeba było setek słów, aby udowodnić cokolwiek.
- Więc się znamy – stwierdził Severus, wzruszając ramionami. – Zna moją rodzinę od pokoleń i powinien się ukorzyć przed naszą mocą.
- To jest to co robicie? Zmuszacie kogoś do posłuszeństwa? – zdziwił się Harry.
- Nie. Jeśli jednak ktoś chce mieszkać pod naszym dachem, musi nas szanować i przejmować zasady, które wyjaśniamy na samym wstępie. Nie stajesz się Rezydentem nieświadomie. Płacisz za to cenę, ale my również coś oferujemy. Nie można zabrać czegoś od nas i czynić zła w innym świecie. Zasady są proste. Dostajesz moc, abyś żył wygodnie i bezpiecznie, a nie po to, abyś rządził innymi – wyjaśnił sucho Severus.
Harry uśmiechnął się krzywo.
- Albo pomiatał uczniami w Hogwarcie i pozostałymi członkami Zakonu – dodał chłopak.
- Pomiatałbym idiotami tak czy siak – odparł Severus nie zastanawiając się nawet nad odpowiedzią.
Zamknął swoją torbę i minął swojego męża w drzwiach.
- Hej! – wykrzyknął za nim Harry.
- Uwarz chociaż jeden eliksir, a pogadamy inaczej! – odkrzyknął Severus.

ooo

Harry przysiadł na dywanie, nie mogąc sobie znaleźć bardziej wygodnego miejsca. Kingsley omawiał coś z Arturem w rogu, a Molly serwowała ciasteczka. Jak mama Rona znalazła w zamku kuchnię, pojęcia nie miał. Musiało być to jednak związane z instynktem pani domu, ponieważ Kamalia ćwierkała coś do niej tak miło, że zaczynał się zastanawiać kiedy te dwie z konkurencyjnych kucharek zmieniły się w przyjaciółki.
Ron raczej nie miał kiedy mu tego wyjaśnić, bo wgapiał się zirytowanym wzrokiem w Draco Malfoya, siedzącego na jednej z kanap.
Hermiona wgapiała się w Weasleya, a Ślizgon starał się ignorować wszystkich, więc było prawie tak, jakby nigdy nie opuszczali Hogwartu.
- Ktoś chciałby jeszcze herbaty? – zainteresowała się Kamalia.
Harry potrząsnął przecząco głową i co dłuższe kosmyki włosów spadły mu na twarz. Starał się je odgarnąć, ale bezskutecznie. Potrzebował fryzjera albo jednego z tych zaklęć Hermiony.
- Tutaj w modzie są dłuższe włosy – poinformowała go Kamalia, jakby czytała w myślach. – Severus nie zna się na takich rzeczach, ale jeśli chcesz się wpasować… Zabierzemy cię z chęcią z Elisanną na zakupy. Severus nigdy nie pozwalał nam na wyciąganie go w takie miejsca. Nie przypominam sobie, aby spędził też tak dużo czasu w domu. Na faktycznym byciu po prostu w domu – zaśmiała się Kamalia, ale coś gorzkiego kryło się za jej słowami. – Oczywiście były lata, gdy siadywali z Lily, twoją matką, przy kominku i słuchali moich opowieści….
- Jakich opowieści? – zainteresował się Harry.
- Och, o Merlinie, o początkach naszej krainy, o Avalonie… - wyliczyła Kamalia.
- Bajek – podsumował Ron jednym słowem i zamilkł natychmiast, gdy kobieta spojrzała na niego ostro.
Kamalia zaśmiała się głośno i nienaturalnie.
- A czymże jesteś dla mugola? – spytała opiekunka Severusa. – Czym jesteś jak nie bajką? Czary? Magia? Jednorożce? – wymieniała dalej. – Jesteśmy takim samym mitem jak wszystko inne, ponieważ ukrywamy naszą tożsamość. Przez wieki rodzina Severusa upewniała się, aby nie mówiono o nich w innym kontekście jak mrzonki – poinformowała ich Kamalia. – Nie znaczy jednak, że nie są równie realni jak wasz świat. Albo ten mugolski.
- Chyba przez to udało nam się z Hermioną wszystko tak łatwo zaakceptować – stwierdził Harry. – Mnie i ją już raz szokowano. Hagrid powiedział mi, że jestem czarodziejem. Wiesz jak śmiesznie wtedy to brzmiało? Widziałem magiczne sztuczki iluzjonistów w telewizji czy podczas urodzin Dudleya, ale to polegało bardziej na ich sprawności fizycznej… - wyjaśnił. – Powiedzenie nam, że jest coś bardziej magicznego niż już czarodziejski świat chyba nie wywołał w nas takiego szoku.
- Dokładnie. W zasadzie raczej spodziewałam się, że coś podobnego kiedyś wyjdzie na jaw. Ukryty świat w ukrytym świecie – podjęła jego przyjaciółka. – Raczej jednak sądziłam, że to ja ujawnię tajemnicę… - dodała niepewnie. – Niemniej jednak wciąż dziwi mnie, że pan… Severus – poprawiła się, odchrząkując. – Że nie zna częściowo naszej magii. Rozumiem, że uczył się w Hogwarcie, aby zrozumieć nasz świat, ale to dalej nie wyjaśnia dlaczego nie do końca rozumie wężomowę. Widziałam jak spinał się, gdy…
- O cholera – wyrwało się Harry'emu i spojrzał na Kingsleya szeroko otwartymi oczami.
Zrobił kilka większych wdechów, starając się uspokoić, ale tylko jedno kołatało mu się po głowie.
- Voldemort ma Nagini. Trzyma ją przy sobie, ponieważ spodziewa się, że spróbujecie go odesłać – poinformował Kingsleya. – Severus nie zna tej magii, a howl jej nie powstrzyma – dodał.
- Skąd możesz mieć pewność? – spytał Kinsgley i chociaż wyglądał na opanowanego, Harry widział wyraźnie, że jego ręce drżą.
- Nie wiem – powiedział, potrząsając głową. – Po prostu kiedy się uczyłem howlu, coś mnie zawsze blokowało. Magia węży jest zewnętrzna, ale jednocześnie skoro znasz wężomowę, ona sama w sobie ma jakąś magię i tak łączysz się z wężami. Nie wiem czy mówię z sensem i czy mnie rozumiesz, ale nie można zablokować czegoś, co wychodzi z czarodzieja, a jednocześnie nie jest w nim. Howl tak nie działa – powiedział.
Kingsley przygryzł wargę i spojrzał na swój pierścień.
- Nie możesz iść beze mnie. Tylko ja wiem jak komunikować się z wężami. – rzucił Harry pospiesznie, zrywając się na równe nogi.
- Nie mogę iść z tobą – odparł Kingsley.
- Zwariowałeś?! – prychnął Harry.
- Jeśli Severus zobaczy cię ze mną tam, to będę się modlił o szybką i krótką śmierć – poinformował go Kingsley i chyba mówił całkiem poważnie.
Umysł Harry'ego nie działał jeszcze nigdy tak szybko. Pierścień na jego palcu zdawał się ważyć kilka kilogramów. Wiedział, że są na nim czary śledzące i podejrzewał, że podobny zestaw nosił Severus, ale nie potrafił tego wykorzystać. Ich Obrona Przed Czarną Magią ssała, nawet przed tym jak bliźniacy postanowili ich związać do końca ich dni.
- Jestem następcą Severusa i jego mężem. Będziesz robił to, co ci każę – powiedział Harry z pewnością w głosie.
- Czy ty…? – zaczął Kingsley i zmarszczył brwi.
- Nie masz wyboru. Jeśli oni zginą, zostaniesz ze mną, zirytowanym nastolatkiem, który miał rację. Jeśli ich uratujemy, ja uratuję przed Severusem ciebie – powiedział Harry spokojnie. – Masz moje słowo.
Kingsley otworzył usta szerzej, jakby w to nie wierzył.
- Mogę odwołać się do twojej racjonalnej strony. Howl nie zadziała. Przedsionek będzie skazany na rządy nastolatka. Wiem, że Severus przejął władzę jako jedenastolatek, ale obaj wiemy, że nie jestem Severusem. Czeka was chaos i pewnie walka o rządy, tysiące złych decyzji – wymieniał spokojnie i oczy Kignsleya robiły się coraz większe.
Mężczyzna złapał go boleśnie za nadgarstek i Harry miał ochotę się wyrwać, ale poczuł pociągnięcie w okolicy pępka. To nie mógł być świstoklik, ale coś aktywowanego wolą, bo już po chwili bezpiecznie wylądowali prawie, że na progu ogromnego dworu.
Słyszał krzyki z wewnątrz, co nie mogło oznaczać nic dobrego. Ściany zdawały się ruszać i zdał sobie sprawę, że to po prostu węże pełzły do środka. Kingsley zwolnił, biegł mniej pewnie i Harry wyszedł na prowadzenie z łatwością.
- Przybądźcie do mnie – słyszał z jednej z sal.
Syk zdawał się trwać i trwać, prawie czuł na końcu języka tę magię, która panowała nad wężami. Nie miał wątpliwości, że Voldemort używa całej swojej mocy. Gdzieś tam wyczuwał też Severusa. Nie dochodziło do walki między czarodziejami, ale Rezydenci zapewne bronili się przed gadami. Odgadł właściwie, bo Elisanna, zaledwie kilka kroków od niego, próbowała unicestwić wszystko, co znajdowało się pod jej stopami.
To nie były iluzje, którymi potraktował raz Ślizgonów w Hogwarcie podczas pojedynków, w które wmanipulował go Severus. Teraz rozumiał na czym polegało ćwiczenie, ponieważ prawie, że instynktownie sięgnął po różdżkę. Howl nie był jego magią wyboru i pewnie nigdy nie miał się nią stać.
Wiedział, że mieli zaledwie kilka minut. Zaklęcie, które miało go namierzyć, zapewne już się aktywowało i przygotowano oddział aurorów, który miał pojmać jego, a może i Severusa.
Rozejrzał się wokół i dostrzegł stojących nieruchomo śmierciożerców. Jego mąż wyłapał ich w dziwnych pozach i pewnie wydawałoby mu się to zabawne, gdyby nie fakt, że ich gałki oczne się wciąż obracały. Węże próbowały atakować Severusa, ale kilku Rezydentów broniło go zaciekle przed gadami. Deidre starała się przedrzeć do Voldemorta, ale tam na jej drodze leżała Nagini.
W niektórych snach Harry widział jak ogromnej wielkości wąż pożera ludzi, ale miał nadzieję, że to tylko wizje, które podsuwał mu strach przed nieznanym.
- Czemu to robicie? – spytał, ponieważ nic innego nie przychodziło mu do głowy.
Wszystko jakby się zatrzymało.
Kilka gadów spojrzało na niego z wyraźnym zainteresowaniem.
- Drugi wężousty.
- A mówiłem ci, że istnieje.
- Myślałem, że to tylko plotka.
- Drugi wężousty, ale komu mamy służyć?
Voldemort spojrzał na niego w czystym szoku, jakby nie spodziewał się go tutaj.
- Harrrrrryyyyy Potteeeeerrrr – wysyczał czarodziej. – Nie spodziewałem się ciebie tutaj – zaśmiał się mężczyzna. – Sądzisz, że mnie pokonasz? Jak ten tutaj Sssstrażnik pożal się Merlinie? – prychnął.
Harry zignorował go jednak, podobnie jak ból rozchodzący się od blizny.
- Czemu to robicie? – spytał ponownie, ponieważ poprzednim razem to poskutkowało.
- Zadaje pytania.
- Odpowiedz mu.
- Nic mu nie mów.
- Znamy go.
Syki zapewne musiały być nie do zniesienia, bo Kingsley zasłonił uszy. Voldemort roześmiał się nieprzyjemnie.
- Są na mój rozkaz – wysyczał czarodziej. – Są moje i zawsze były.
- Ma rację.
- Ma rację.
- Ma rację.
- Ma rację – rozległo się zewsząd niczym echo.
- To ja je zniewoliłem – pochwalił mu się Voldemort.
Nie dodał, że tylko wężousty może nad nimi panować, ale Harry przecież to już wiedział. Węże zawsze znajdowały się blisko niego. I pomagały mu. Severus mógł nie rozumieć tej magii albo wyczuwał, że zapoczątkowana została przemocą, skoro Voldemort wymuszał posłuch – była jednak całkiem realna.
- Jesteście wolne – powiedział spokojnie, wiedząc, że największe zaklęcia tkwiły w prostych słowach.
- Co?
- Co?
- Co?
- Co?
- Jesteście wolne! – krzyknął i nie miał pojęcia jak to wygląda dla ludzkich uszu.
Węże zamarły, zaczęły się kłębić, zwijać. Wydawało się, że się naradzają. W końcu wypełzały coraz dalej od Rezydentów, jakby zdawały sobie sprawę z tego, kto tutaj stoi po ich stronie. Sądził, że odejdą, ignorując pełne wściekłości krzyki Voldemorta, ale ruszyły w stronę czarodzieja, który wciąż znieruchomiały znajdował się nieopodal swojego tronu.
Deidre odsunęła się w ostatniej chwili, gdy Nagini prawie zawadziła o nią ogonem. Harry starał się zamknąć oczy, ale te odgłosy były przerażające. Łamane kości, ugryzienia, nie tyle mlaskanie, co odgłos mokrego mięsa. Silne ramiona objęły go i sądził, że to Kingsley, ale wyczuł magię męża.
- Mamy do pogadania – rzucił Severus.

ooo

Harry dopiero kilka godzin później przestał czuć mdłości. Severus zniknął mu już wcześniej z zasięgu wzroku, ale odnalezienie go nie było takie proste. Wystarczyło podążać za krzykiem, który roznosił się po korytarzach.
Harry wszedł do sali, która kiedyś musiała służyć do obrad Rady. Kingsley usadowił się jak najdalej od Severusa i wcale mu się nie dziwił. Jego mąż rzadko nabierał takich rumieńców na twarzy, chyba że był naprawdę wkurzony.
- I jak mogłeś… - zaczął Severus.
- To twoja wina – wszedł mu w słowo spokojnie Harry.
Obaj odwrócili się w jego stronę w lekkim szoku. Kingsley pewnie się tego nie spodziewał, ale Harry naprawdę dotrzymywał obietnic.
- Tak bardzo naciskałeś, że chyba przyswoiłem retorykę. A potem pokonałem nią Kingsleya – przyznał niewzruszony tym, że Severus teraz na niego zwrócił całą swoją wściekłość. – Dałem mu słowo, że nic mu się nie stanie. Chyba nie chcesz, aby Rezydenci Przedsionka sądzili, że jest nic nie warte.
- Ty… - zaczął Severus.
- Każda obelga będzie cię kosztowała noc spędzoną samemu. Jestem wręcz przekonany, że jeśli zrobisz cokolwiek Kingsleyowi, to nie odezwę się do ciebie tak długo, że Kamalia zacznie naciskać, żebyś przeprosił – ciągnął dalej Harry. – Poza tym, przecież nic się nie stało – rzucił.
- Nie stało?! Złamał bezpośredni rozkaz! – warknął Severus.
- Rozkaz, który wydałeś będąc w Przedsionku. Podejrzewam, że kiedy nie ma ciebie to ja wydaję rozkazy, więc wydałem nowy anulując tamten. Nigdy nie anulowałeś żadnego rozkazu swojego poprzednika? – spytał Harry całkiem poważnie.
Wiedział, że wygrał, gdy Severus się zawahał.
- Granger grzebała w naszych prawach – odgadł jego mąż, ale nie wydawał się już zirytowany.
Raczej rozbawiony.
- Kingsley, możesz odejść – rzucił Severus przez swoje ramię.
Mężczyzna nie powiedział ani słowa. Znikł za ogromnymi drzwiami, mijając Harry'ego w pośpiechu.
- Szlaban na seks? – spytał Severus, jakby nie do końca dowierzał w to co usłyszał.
Harry wzruszył ramionami. Prawdę powiedziawszy nic lepszego nie przyszło mu do głowy. Hermiona podpowiedziała mu o prawach co nieco, ale nadal nie przeczytał jej streszczenia. Nie spodziewał się, że jego przyjaciółka wypracuje podobne uniewinnienie dla Kingsleya podczas tych kilku chwil, gdy nie było ich w Przedsionku.
Najwyraźniej jej jednak nie doceniał.
- Wydawał się przekonywujący – stwierdził Harry, gdy Severus podszedł do niego w końcu.
Mężczyzna objął go ciasno ramionami.
- I zamierzasz ten argument stosować przy każdej dyskusji podobnego formatu? – spytał jego mąż.
- Dopóki będzie działał – przyznał szczerze Harry.
Severus ugryzł go nie tak znowu delikatnie w kark.
- To dobry argument – odparł jego mąż, całując go miękko w usta.