Coś takiego było absolutnie niemożliwe. Demando natychmiast się zaalarmował.
To było dziwne. I podejrzane. Cała ta sytuacja. Zamknięte pomieszczenie, oświetlenie nienaturalne, z kolorowych lampek maszyn do gier. I tajemnicza, przyczajona energia.
Rozejrzał się wokół, wyczuwając aurę terenu wokół siebie. Możliwe, że to pułapka. Ktoś wykorzystuje jego niedawne wspomnienia i przywołuje iluzję.
Albo dziewczyna zaraz go zaatakuje, okazując się demonem, albo rozwieje się jak mgła tuż po tym jak ktoś od tyłu wbije mu nóż w plecy.
Stara sztuczka, ale i niezawodna. Prawdopodobieństwo, że trafi się na kogoś z kim ofiara ma więź emocjonalną jest wysokie, przy minimalnym wysiłku.
Czekał, gotowy się bronić.
Nic jednak się nie działo. Wokół panowała idealna cisza. Im dłużej Demando badał otoczenie, tym wyraźniejsze odnosił wrażenie, że energia pochodzi od tej dziewczyny. Gdyby to była sztuczka, źródło znajdywałoby się gdzieś indziej. Nikomu nie chciałoby się wykonywać tak prostej pułapki z podobną precyzją.
Demando spojrzał na siedzącą postać z boku, tak żeby widzieć jej twarz.
W tej chwili aż podskoczył.
Po całym pomieszczeniu rozległo się głośne chrapanie.
Spała. I była prawdziwa, nie było wątpliwości.
Książę rozluźnił się. Przewrócił oczami i westchnął postanawiając nawet w myślach nie komentować tej sytuacji.
Dziewczyna z poprzedniego dnia spała sobie w najlepsze właśnie tutaj na Ziemi jak gdyby to była któraś z komnat pałacowych. Ponadto, chrapała głośno i miała na rękawach różowe ślady. Pochodziły prawdopodobnie od lukrowanych zdobień tortu, po którym papierowa taca nadal stała na stoliku obok. Średnica tacki była spora. Demando zapewnił sam siebie że to niemożliwe, żeby ktoś taki jak ona mógł sam zjeść całe ciasto tej wielkości.
Książę stanął nad śpiącą postacią nadal mimo woli wczuwając się w jej energię. Nie było to już konieczne, jednak z jakiegoś powodu nie mógł się oderwać. Wrażenie, że skądś ją zna nie ustępowało. Książę poczuł z wolna przyjemne ciepło i ogarnęło go uczucie tak miłe, że za nic nie chciałby żeby go opuściło.
- Książę?! – usłyszał nagle.
Całe wrażenie zniknęło i Demando zorientował się, że dziewczyna już nie śpi. Zupełnie nie zauważył kiedy stanęła przed nim. Wyglądała na zaskoczoną.
Jednego był pewien, była olśniewająca.
W tym świetle nie widział koloru jej oczu, jednak dałby się zabić że są błękitne. Duże i śliczne jak pogodne jasne niebo, świecące jak gwiazdy. Małe, kręcące się loczki koło uszu, piękne włosy spływające falami aż do podłogi, spięte w dwa koczki, na których widok poczuł że serce w piersi mu topniało. Smukłe ramiona, drobne dłonie.
Nosiła białą suknię. Dziwnym trafem był pewien że tak właśnie było idealnie.
Usta malutkie i pełne.
Książę patrząc poczuł słodki smak tortu. Smak słodkich ust i lukrowej posypki.
- Książę! – zawołała któryś już raz.
Tym razem zdołała wytrącić go z zamyślenia. Odwrócił wzrok od jej ust, jakby wyrwany ze snu.
- Słyszysz mnie? – zapytała łapiąc go za ramię – Dobrze się czujesz?
- Serenity – powiedział.
Natychmiast puściła jego rękę i uciekła się na dobre kilka kroków, obchodząc stolik i ławę.
Znieruchomiała patrząc na niego ze strachem w oczach.
Książę stał jeszcze chwilę nieruchomo. Księżniczka Serenity, oto kim była. Te dwa słowa pojawiły się w jego świadomości nie wiadomo skąd. Sophie Serenity.
Pamiętał tylko jej postać. I słodki smak lukru.
- Ty jesteś księżniczka Serenity – odezwał się.
Milczała, jakby w trwodze przed tym co może zaraz nastąpić.
Książę nie wydawał się jednak mieć złych zamiarów.
Bała się tej chwili. Od kiedy dowiedziała się o tym, że przywrócono mu życie podświadomie wiedziała, że ta chwila musi nastąpić. Co on teraz zrobi? Czy pamięta wszystko? Ile nosi w sobie teraz z szaleństwa, które kierowało nim w poprzednim życiu?
Demando stał w miejscu. Wpatrywał się w nią uparcie.
- Wszyscy w pałacu cię szukają – odezwał się po dłuższej chwili. Nagle zdał sobie także sprawę z tego że nie jest ona już księżniczką, tylko królową. Królową Serenity, obecną władczynią Srebrnego Księżyca.
Władczynią. I matką, przypomniał sobie – panna młoda to jej córka. Więc jest i żoną.
Tak jest, król. Król też jej szuka.
Demando poczuł smutek. Wielki, nagły, niespodziewany. Z wyżyn całkowitej błogości ten krótki, logiczny ciąg myśli zrzucił go gdzieś bardzo, bardzo nisko.
Pustka, pustka i beznadziejność. Dlaczego tak się czuł? Skąd te wszystkie nagłe emocje?
Demando starał się wrócić na realistyczny tor myślenia. Tak, była niesamowicie piękną istotą. Teraz bardziej kobietą, niż dziewczyną jak ją pamiętał. Nie do końca wiedział co się dzieje. Musiał jednak skupić się na faktach i opanować chaos emocji.
- Wszyscy w pałacu cię szukają, Wasza Wysokość – powiedział po dłuższej ciszy, powoli odzyskując panowanie nad sobą. Nie zauważył że już wcześniej to powiedział.
Spuściła wzrok.
- Od rana przeszukują cały pałac i teren ziemskiego Eluzjonu. Powinna pani wrócić.
Usiadła. Westchnęła kilka razy zanim odpowiedziała.
- Wiem.
-Nie chcę jednak na razie wrócić – dodała po pauzie – Potrzebuję trochę czasu żeby pobyć sama.
- Chciałabym cię prosić, książę – zwróciła się do niego. Mówiła już nieco pewniej niż na początku – żebyś wrócił do pałacu i przekazał to Sailor Wenus, przywódczyni moich czarodziejek. Powiedz jej proszę, że nic mi nie jest, że wrócę niedługo... i że na razie potrzebuję samotności.
Demando przytaknął, ale nie zauważyła tego. Przy ostatnich słowach spojrzała w dół, podpierając głowę dłonią. Na blacie stolika przy którym usiadła pojawiło się małe kółeczko. Zaraz opadła następna kropelka.
Serenity łzy same cisnęły się do oczu. Nie pomógł tort, który zjadła wczoraj. Nie pomógł sen. Schowała się tutaj, w miejscu dobrych wspomnień. Wspomnień z czasów beztroski i wolności. Jak bardzo chciałaby znów być licealistką.
Przygasiła nawet swoją aurę, prawie do zera. Nie chciała żeby ktoś znalazł ją zanim nie przejdzie przez to, przez co musiała przejść sama.
Nagle poczuła dłoń na swojej dłoni. Drgnęła. Książę usiadł obok niej.
Popatrzył jej w oczy.
- Niedawno wróciłem do życia– powiedział – wspomnienia dopiero do mnie wracają. Według moich odczuć spotykam cię Wasza Wysokość pierwszy raz, a jednocześnie mam wrażenie że znasz mnie. Znasz bardzo dobrze, tak jak ja na pewno znałem ciebie kiedyś. Więc pytam cię ponownie, tym razem już nie jako nieznajomy przechodzący korytarzem, tylko jako przyjaciel, którym może kiedyś byłem i którym mam nadzieję pozostać: Czy mogę jakoś pomóc?
Zamiast odpowiedzi zapłakała znowu. Przytulił ją do siebie delikatnie, obejmując ramieniem, a ona nie protestowała. Potrzebowała tego, wypłakać to wszystko. Zupełnie, do końca. I potrzebowała jego, tego kto by ją po prostu przytulił i pomógł to przeczekać. Nie miała siły myśleć że powinien to być Endymion, nie miała w tej chwili siły na nic.
QQQQQ
