Ciemność zawsze nadchodzi.

Glenn Cook

Ron wydawał się zaskoczony, że Harry wrócił tak wcześnie do Hogwartu, ale nie planował się tłumaczyć. Emocje w nim były na tyle świeże, że nadal drżał po rozmowie ze Snape'em. Nie miał też pojęcia dlaczego nagle był wściekły na Lucjusza, ale może dużą rolę w tym odgrywał fakt, że Malfoy się po prostu we wszystko wtrącał. I Harry naprawdę wolałby jednak usłyszeć sam o tym, że jego nauczyciel podkochiwał się w jego matce. I to ze wzajemnością. Nie był pewien czy to sprawiało Lucjuszowi satysfakcje, ale nie sądził, aby miał to szybko przełknąć.

Nie odczuwał do Snape'a dawnej niechęci, ale nadal nie mógł sobie ich wyobrazić razem. Zresztą zawsze powinna być tylko z ojcem. A jednak historia Snape'a wydawała się wiarygodna. Już wcześniej potwierdził to, że się przyjaźnili. Remus sam przyznał, że jego matka była blisko ze Snape'em. I może to właśnie miał na myśli, ale nie chciał mieszać mu w głowie w kwestii spraw, które sądził, iż nie miały już kompletnie znaczenia.

A jednak temat wypłynął i to nie z woli mistrza eliksirów. Mężczyzna wydawał się wręcz zakłopotany, zawstydzony. Jakby przyznanie, że posiada jakieś uczucia było tak trudne. I może opiekował się nim teraz, bo nadal odczuwał dziwną lojalność względem kobiety, którą kochał przed laty.

Harry nie mógł sobie przypomnieć niczego, co Snape mówił o jego matce. Niespecjalnie również używał jej imienia. Rozumiał tę blokadę. Samo myślenie o rodzicach robiło z nim śmieszne rzeczy. Przez pewien czas odczuwał wściekłość. Dursleyowie w końcu twierdzili, że jego ojciec był pijakiem i zabił siebie samego oraz jego matkę. Może ciotka Petunia w ten sposób wyrażała swoją niechęć do człowieka, który poniekąd zmusił jej siostrę do małżeństwa. I nie miał pojęcia, dlaczego nie dotarło to do niego wcześniej.

Dawna złość jednak minęła. Pozostało jedynie coś, czego nie potrafił określić. Coś, co dławiło go i nie pozwalało zasnąć.

- Stary, wszystko w porządku? – spytał Ron.

Harry spojrzał na niego niepewnie.

- Od kilku minut mniesz swój esej na Numerologię. Rozumiem niechęć, ale jednak będziesz musiał go przepisać – poinformował go przyjaciel.

Harry nie wiedział co powiedzieć. Faktycznie pergamin nabrał fałd i prawie się przerwał w niektórych miejscach pod wpływem jego siły. Nie mógł jednak z siebie nic wykrztusić, a rozprostowanie palców wydawało mu się niemal niemożliwe.

- Muszę się przejść – rzucił, podnosząc się tak gwałtownie, że zwrócił uwagę grających w Eksplodującego Durnia Seamusa i Deana.

Portret zasunął się jednak za nim, nim ktokolwiek zdążył zareagować. Przylgnął do chłodnej ściany, nasłuchując. Ron jednak nie wybiegł za nim, może szanując jego prywatność. Albo po prostu ruszył na poszukiwanie Hermiony, aby się z nią naradzić.

Harry był pewien, że nie umknęło im, iż od pewnego czasu chodził bardziej podenerwowany. Rozluźniał się w zasadzie jedynie, kiedy Lucjusz siedział w nim po jądra. I te wspomnienia było naprawdę przyjemne. I bardzo nie na miejscu w korytarzu prowadzącym do jego dormitorium. Nadal był uczniem tej placówki, chociaż Dumbledore stracił w jego oczach.

Kłamstwa były przydatne. Odkrył to dzisiejszego dnia. Snape musiał zabezpieczyć się na wszystkich frontach. I nie dziwił się. Bardziej martwiło go pytanie, które pojawiało się w związku z tym. Snape udowodnił swoją lojalność opierając ją na kłamliwych przesłankach. A skoro to nie było prawdą, dlaczego postanowił jednak przeciwstawić się Voldemortowi? Jeśli to była zwykła zemsta, Harry nie byłby zaskoczony. Nie widział, aby Severus Snape odpuścił komukolwiek kiedykolwiek. I to paradoksalnie go uspokajało.

Wystarczyło mu, gdy mieli wspólny cel.

Nie wiedział jednak gdzie teraz prowadziły go nogi. Planował zaszyć się w Pokoju Życzeń, ale schody ruszały się według własnych zasad i jak zawsze wylądował w części zamku, w której nie bywał za często. Nie chciał sobie nawet przypominać ile razy miał przez to kłopoty. I kiedy zobaczył znikającego za rogiem Draco Malfoya, niespecjalnie nawet był zaskoczony. Takie rzeczy przydarzały się w końcu tylko jemu.

Ten jeden raz zastanawiał się czy w ogóle śledzić chłopaka. W dłoniach miał nadal esej z Numerologii i musiał wyglądać idiotycznie z pergaminem w dłoni. Był zbyt wyczerpany na szpiegowanie. Zerknął zatem raz jeszcze w kierunku korytarza, w którym zniknął Draco i planował się wycofać, kiedy dostrzegł całkiem sobie dobrze znaną sylwetkę Lucjusza. Malfoy nie zwolnił, kiedy go dostrzegł, nadal stojącego na schodach jak idiota. Nawet jeden mięsień nie drgnął na twarzy mężczyzny, gdy ten go mijał, a jednak patrzyli się na siebie. Do Harry'ego dotarło nagle, że to był pierwszy raz, kiedy widzieli się poza dworem. Lucjusza nie wiązała tutaj Przysięga Wieczysta. Byli w miejscu publicznym, a przynajmniej na tyle otwartym na ile to możliwe o tej porze w Hogwarcie. Mógł ich zobaczyć ktokolwiek ,tak jak on przypadkiem natknął się na Draco.

Najwyraźniej Lucjusz zaplanował spotkanie z synem. Jako członek rady miał prawo do pojawiania się w szkole o każdej porze dnia i nocy. A jednak Harry'emu niemal od razu przyszła na myśl scena z poranka, kiedy w dworze pojawił się zaaferowany Snape. Jeśli to nie miało nic wspólnego z Draco, planował zjeść ten esej, który zmiął w dłoniach.

Lucjusz minął go bez słowa i skręcił w korytarz, który nie należał do najbardziej oświetlonych. Harry odliczał sekundy do chwili, kiedy straci go z oczu, kiedy pochłonie go całkiem ciemność. Malfoy jednak zatrzymał się na krótką chwilę i spojrzał na niego całkiem wymownie, odchylając głowę w prawo, jakby chciał mu coś pokazać, zanim wznowił swoją wędrówkę. Harry zerknął w kolejny korytarz i trochę wiedziony instynktem skierował się w tamtą stronę.

ooo

Lucjusz wyłonił się z ciemności akurat w chwili, kiedy Harry zdecydował, że czekanie o tej porze nie ma sensu. Snape lub ktokolwiek inny mógł patrolować korytarze, a nie miał dobrego wyjaśnienia na to, dlaczego kryje się na tym piętrze. Ron i Hermiona mogli się o niego obawiać. Nade wszystko jednak potrzebował snu.

Lucjusz stanął jednak przy nim bez słowa wyjaśnienia i Harry nawet chciał zapytać o Draco, chociaż to kompletnie nie była jego sprawa. Syn jednak był dla Lucjusza ważny, więc mógł się zmusić do tej kurtuazji. Znał zasady dobrego wychowania, chociaż z nich nie korzystał za często.

Lucjusz nie dał mu jednak szansy. Zanim Harry zdążył wyartykułować cokolwiek, został wciśnięty w chłodną kamienną ścianę, a Malfoy podwijał jego szkolną szatę, żeby chwycić go za pośladek. I jeśli to nie krzyczało 'seks' to Harry pojęcia nie miał jak inaczej rozumieć sytuację. Szorstki pocałunek nadszedł niemal równocześnie i oddychał ciężko przez nos, starając się nadążyć. Lucjusz miał na sobie jeden z tych czarodziejskich płaszczy, których nigdy nie rozgryzł. I może wypalenie dziury w drogim materiale nie było rozsądne, ale w innym wypadku pozostawało mu tylko rozdarcie tkaniny na strzępy. Chciał poczuć Lucjusza na sobie może po części dlatego, że nadal był wściekły, a nie miał pojęcia na kogo i za co.

Mężczyzna wydawał się to pojmować, bo wsunął się pomiędzy jego nogi i napierał biodrem na jego twardniejącego fiuta. Co wcale nie było tak wygodne jak sobie wyobrażał, ale tak cholernie odpowiednie, że nie planował protestować. Tego właśne potrzebował w tej chwili i nie sądził, że mieli zbyt wiele czasu. W tym korytarzu mógł pojawić się ktokolwiek. Plotki rozprzestrzeniały się po Hogwarcie z prędkością światła. Lucjusz zapewne doskonale posługiwał się Obliviate, ale to nadal było ryzyko.

Jego noga została podciągnęta wyżej, ugięta w kolanie, kiedy mężczyzna wsunął się głębiej, na ile pozwalały im ubrania i pozycja, która nienależała do najwygodniejszych. Pomiędzy nimi była nieprzyjemna różnica wzrostu, z którą walczyli przez cały czas. Harry zapewne straciłby równowagę, kiedy zaczęli się o siebie ocierać jak zwierzęta w rui, gdyby nie ściana, w którą był wciskany. Lucjusz ugryzł go trochę za mocno w miejsce, gdzie szyja łączyła się z barkiem, ale nie potrafił się skarżyć, kiedy mężczyzna masował jego fiuta przez materiał spodni.

Wszystko skończyło się o wiele za szybko, ale Harry zwalał to na sam fakt, że adrenalina już krążyła w jego żyłach. Lucjusz zresztą podążył za nim, a nie był nastolatekiem. Mężczyzna spoglądał na niego, jakby nie wierzył, że po raz kolejny tak stracił kontrolę nad sobą, ale suma summarum po prostu poprawił swój płaszcz i przeczesał włosy palcami, nadając im poprzedni kształt.

Harry nie potrafił drgnąć.

Nie wiedział co powinien powiedzieć teraz, ale Lucjusz zerknął na niego jeszcze raz, zanim pochylił się i bez słowa pocałował go w usta. W chwilę później Harry obserwował go znikającego w ciemności i nie po raz pierwszy zastanawiał się czy będzie tak już zawsze.

ooo

Powrót do dormitorium nie był przyjemny. Musiał uważać na McGonagall, do której najwyraźniej należało uprzykrzanie życia uczniom w ten weekend. Bielizna kleiła się do niego, co nie było komfortowe. I pewnie głupawy uśmieszek zdradziłby go w pierwszej chwili. Nie chciał tłumaczyć McGonagall skąd wracał. Nie minął się z Draco, ale pewne syn Lucjusza od dawna był w łóżku, snując plany zniszczenia świata, kiedy on dochodził pod ścianą w jednym ze szkolnych korytarzy. I to miało być jedno z tych lepszych wspomnień związanych z Hogwartem.

Ron spał, podobnie jak Neville, kiedy wślizgiwał się do łóżka, używając na sobie jedynie zaklęcia czyszczącego. Gdyby chciał wziąć prysznic, zapewne pobudziłby wszystkich. A wtedy zaczęłyby się pytania. Nie chciał tajemnic przed przyjaciółmi, ale wątplił, aby zrozumieli. Uprawiał seks z Lucjuszem Malfoyem. Niecałe pół godziny temu obściskiwali się w ciemnym korytarzu szkoły, korzystając z okazji. I sam fakt, że Lucjusz tuż wcześniej rozmawiał z synem, sprawiał, że miał ciarki. To było trochę pokręcone i na pewno nie moralne, ale miał z tego dziką radość. I nareszcie był tak odprężony, że mógł położyć się ze spokojem spać.

ooo

Nie oddał eseju z Numerologii, zarabiając pierwszy szlaban w tym roku. Nie zdążył na trening quidditcha, ale Ron nie robił mu wymówek, kiedy Ginny zajęła jego miejsce i nareszcie pokazała na co ją stać. Zawsze wiedział, że jest w niej to coś. Może czuła do quidditcha to, co on do szermierki. Słyszała świst powietrza w uszach i szum własnej krwi. Napędzała ją adrenalina.

On nie tyle stracił miłość do gry, co zrozumiał, że nie była tą jedyną. Szermierka zajmowała w jego sercu doczesne miejsce.

Nie wiedział jak zakomunikować Dumbledore'owi, że zacznie znikać w piątkowe popołudnia. Zastanawiał się czy w ogóle to robić. Świstoklik, który nosił cały czas przy sobie, miał działać w każdej chwili. Dyrektor nie miał chyba sposobu na inwigilacje uczniów. A przynajmniej nie słyszał o niczym takim. Jeśli jednak Huncwoci za swoich młodzieńczych lat potrafili stworzyć mapę, która pokazywała kto jest w Hogwarcie, sam Dumbledore nie powinien mieć z tym problemów. Harry nigdy do końca nie rozumiał magii i zaklęć, które brały w tym udział, ale zapewne Hermiona wiedziałaby w czym rzecz. Oraz czy to było legalne na terenie Czarodziejskiej Wielkiej Brytanii.

Zerknął ostrożnie w kierunku Draco Malfoya, który nawet nie udawał, że nie słucha Pansy. Chłopak wydawał się taki jak zawsze. Jego szata była zapięta na ostatni guzik, a jednak coś było nie tak. Harry początkowo nie wiedział czy chodziło o długość włosów Malfoya? Draco ściął je pewnego lata, chociaż początkowo chyba planował zamienić się w swojego własnego ojca. Czasami zaczynały mieć długość grożącą powrotem do starych nawyków, ale tym razem to nie było to.

Draco siedział spięty na swoim miejscu. Jego lewa ręka zwisała na wpółbezwładnie i Harry zamarł, bo to mogło oznaczać tylko jedno. Niewiele było w stanie wywołać poruszenie u Snape'a i Lucjusza. Nie posiadał listy tematów, które interesowały ich obu równie mocno, ale Draco zapewne zajmował na niej wysoką lokatę. A sądząc po reakcji Lucjusza, mężczyzna musiał nie wiedzieć o planach syna.

Jeśli kłócili się wczoraj, żaden z Malfoyów nie dał tego po sobie poznać. Lucjusz mógł być odrobinę bardziej agresywny niż zwykle, ale to w zasadzie stanowiło pewien element ich gry. Harry nie przepadał za brutalonścią, ale Malfoy był idealnie dominujący, kiedy coś szło nie po jego myśli i potrzebował się wyżyć. To dobrze się składało, bo kiedy coś kolidowało z jego planami, Harry chciał się po prostu oddać słodkiej bezwładności. Nie chciał o tym myśleć. A Lucjusz wtedy doskonale zajmował jego myśli.

- Czy znowu wracasz do starych nawyków z gapieniem się na Malfoya? – spytał Ron.

Harry spojrzał na przyjaciela lekko zmieszany. Nie sądził, że zawiesił się na Draco na tak długo. Nikt inny jednak nie wydawał się tego zauważać.

- Nie – powiedział.

- To dobrze, bo ostatnio nawet nie mam powodów, żeby go nienawidzić. Nie robi kompletnie nic – odparł Ron i wydawał się dziwnie zawiedziony.

Jakby Malfoy zachowujący się jak człowiek sprawiał mu ból.

Harry cieszył się jednak, bo nie chciał widzieć miny Lucjusza, kiedy mężczyzna dowiedziałby się, że obaj dostali szlaban za bójkę. Starał się trzymać od syna swojego kochanka jak najdalej. To rodziłoby komplikacje, nad którymi nie chciał się zastanawiać.

- Malfoy przyjął Mroczny Znak – poinformował Rona.

Jego przyjaciel nie wydawał się specjalnie zaskoczony. Skinął po prostu głową, jakby przyjmował to do wiadomości.