Spojrzałam na nią oniemiała. Gdzieś w głębi mnie, moje serce skakało z radości, mój rozum jednak krzyczał. Od nadmiaru emocji dostałam lekkich zawrotów głowy i zaczęłam się chwiać. Anabell dostrzegła to i delikatnie acz stanowczo, prowadzi mnie w stronę łóżka. Siadam na nam nim i przez chwilę nic nie mówię.
— Lily? — odzywa się Alicja, wstając ze swojego miejsca i kucając przede mną. — Nie cieszysz się? Coś się stało? W ogóle to gdzie ty byłaś przez cały weekend?
— Z Syriuszem — mówię cicho, unikając spojrzenia Dorcas.
Chwilę później, głośny trzask drzwi uświadamia mnie, że moja przyjaciółka jest wściekła. Wzdycham ciężko i ukrywam twarz w dłoniach. Oczywiście to cudownie, że James się obudził, ale gdyby to stało się dwa dni temu, nie doszłoby do tej całej farsy z Syriuszem. W końcu patrzę w twarz zmartwionej Alicji.
— Więc jak to się stało? Kiedy się ocknął i w jaki sposób? — pytam pustym głosem, który martwi nawet mnie.
— W noc z piątku na sobotę. Podobno to ty byłaś pierwszą osobą, o którą zapytał. Dlatego dyrektor cię szukał. W końcu, kiedy nie mogliśmy znaleźć ani ciebie, ani Syriusza pojechali Remus i Peter. Poza tobą i Łapą to oni są najbliżej z Jamesem.
Tego już nie wytrzymuję. Wstaję z łóżka i biegnę w stronę łazienki. Drzwi zatrzaskuję za sobą, z głośnym trzaskiem. Przekręcam zamek w drzwiach, siadam pod umywalką, opierając się o zimne kafelki i zaczynam płakać.
Stałam przed lustrem, załzawionymi oczyma przyglądając się odbiciu zwierciadła. Przyłożyłam dłoń to tafli szkła, pragnąc poczuć osobę, którą się stałam. A jednak pod palcami czułam jedynie chłód… I nic po za tym. Kiedy to wszystko zabrnęło tak daleko? Kiedy wszystko zaczęło się zmieniać? Kiedy stałam się zupełnie inną osobą?! Gdzie podziała się ta beztroska, zawsze radosna dziewczyna?
— Lily?
Zaniepokojony głos Anabell, boleśnie dobija się do mojej świadomości.
Zamknęłam się w łazience dobre półgodziny temu, ma prawo być zaniepokojona.
Rzucam zrezygnowane spojrzenie w stronę drzwi. Wiem, że jeśli chcę, by zostały tam gdzie są teraz, muszę szybko opuścić to pomieszczenie.
Ocieram łzy kilkoma ruchami dłoni, po czym odkręcam kran z zimną wodą. Delikatnie przemywam twarz i wycieram ją ręcznikiem.
To nie tak, że nie cieszę się, z powodu przebudzenia Jamesa. Tu chodzi o coś więcej… Strach przed tym, że znienawidzi mnie… I znienawidzi Syriusza… Przeze mnie. Jak mogłam być tak głupia?!
Wiedziałam, że muszę powiedzieć Jamesowi o tym pocałunku, nie umiałabym inaczej i Łapa pewnie też nie.
W duchu zastanawiam się, jak ja teraz spojrzę mu w oczy?! Przecież James zawsze ryzykował wszystkim, żeby tylko mnie chronić, przeze mnie został porwany i doprowadzony do takiego stanu. Ładnie mu się odpłaciłam, całując jego najlepszego przyjaciela, niemal brata.
Biorę głęboki wdech i na raz, dwa, trzy opuszczam toaletę. Alicja odskakuje od drzwi w ostatniej chwili. Ignorując to, podeszłam do swojego łóżka i opadłam na nie przygnębiona.
— Lily, co się stało? — pyta Anabell siadając koło mnie.
Chwilę później dołącza do nas Alicja.
— To nic, dziewczyny — odpowiedziałam cicho, unikając ich spojrzenia.
Anabell, jakby to wyczuła, bo chwyciła delikatnie mój podbródek i zwróciła moją głowę, w swoją stronę. Nie wiedząc co powinnam zrobić, spuściłam wzrok.
— Liluś, spójrz na mnie — powiedziała uspokajającym tonem.
Nie wiem czemu, ale nagle nagle do głowy wpadła mi myśl, że Anabell powinna zostać lekarką. Dobro i empatia aż od niej emanowały, wydawała się stworzona by pomagać ludziom, była tak czuła na krzywdy innych.
W końcu spojrzałam jej w oczy, krzywiąc się delikatnie, gdyż wiedziałam, że z moich oczu odczyta całe moje samopoczucie, któremu daleko było do ideału.
— Dobrze, skoro to mamy już za sobą, uparciuchu — zaczęła, walcząc z drżeniem kącików ust — to teraz panna Evans, ładnie powie nam co się stało.
— Mówię poważnie dziewczyny, nic mi jest — spróbowałam je przekonać, jednak one były nie ugięte.
— Dosyć, Lily — powiedziała delikatnie lecz stanowczo, Alicja. — Zbyt długo uciekałaś od tej rozmowy. Widzimy przecież co się z tobą ostatnio dzieje. Oddaliłaś się od nas, Lily.
Chciałam coś powiedzieć, przeprosić, jednak Alicja uniosła rękę, dając mi znak, że jeszcze nie skończyła.
— Nie przepraszaj. Ostatni czas dla nas wszystkich był trudny. My tylko chcemy, żebyś wiedziała, że my zawsze będziemy tu dla ciebie.
Westchnęłam ciężko, po czym wysłałam dziewczyną słaby uśmiech.
— Dzięki… Tylko co z Dorcas… Ja i ona… Mam wrażenie, że ostatnio tak bardzo się oddaliłyśmy.
— Jej też nie jest łatwo, Lily — westchnęła Anabell. — Ta cała sytuacja z Syriuszem kompletnie ją rozbiła. Ona wciąż kocha go całym sercem… Syriusz niby zachował się uczciwie nie chcąc ciągnąc związku bez miłości, ale z drugiej strony i tak bardzo ją zranił.
— Ma mi za złe, że byłam z Syriuszem, prawda? — zapytałam, znając odpowiedź.
— Musisz dać jej trochę czasu. Porozmawiacie kiedy Dor ochłonie.
— Teraz powinnaś iść do dyrektora. Chyba chcesz zobaczyć Jamesa, prawda? — Uśmiechnęła się głupkowato. Walnęłam ją w ramie, jednocześnie czując jak moje serce przyśpiesza na dźwięk tego imienia.
— Spadaj, Carter! — warknęłam. — Ty się lepiej swoim Frankiem zajmij.
Alicja westchnęła tęsknie. Frank był rok starszy i odkąd skończył szkołę, widywali się jedynie w wybrane weekendy, poświęcone na wycieczki do Hogsmeade. Mimo rozłąki Alicja mówiła, że tak wielka miłość jak ich, przetrwa roczną rozłąkę. I wyglądała na to, że miała rację bo teraz gdy zbliżał się koniec roku szkolnego, wszystko wskazywało na to, że młodzi zakochani będą razem.
— Hej, Al, przecież ona nic nie wie — zawołała nagle Anabell.
— Masz rację, kompletnie wyleciało mi to z głowy. — Alicja uderzyła się otwartą dłonią w czoło.
Popatrzyłam na nie zdziwiona. O czym one do diabła mówiły? Jakaś część mnie miała ochotę je zignorować i biec do Jamesa, jednak nie chcąc urazić przyjaciółek, uciszyłam swoją „gorszą stronę".
— O czym mówicie?
— Wczoraj widziałam się z Frankiem — zaczęła Alicja z rozmarzonym uśmiechem — zapytał mnie, czy po ukończeniu Hogwartu zamieszkam z nim. Frank jest w trakcie kursu na Aurora i Ministerstwo zapewniło mu mieszkanie.
— To cudownie — krzyknęłam szczerze, choć mój wzrok kierował się w stronę drzwi.
Alicja widząc to zaśmiała się.
— Idź już, Ruda, bo zaraz zaczniesz podskakiwać.
Posłałam jej oburzone spojrzenie, jednak byłam zniecierpliwiona, by wdawać się w dalszą dyskusję. Nim się obejrzałam, biegłam pośród dziwnych spojrzeń, w stronę gabinetu dyrektora.
