ODCINEK 55: NIEPOKONANY POKEMON?
Wieczór, a właściwie późny wieczór, gdyż było już ciemno, a w mieście paliły się latarnie, ale dobrze, że plan dnia udało nam się wykonać i dotarliśmy do Bydgoszczy.
- To co, idziemy na stadion i Tori znów daje pokaz swych trenerskich umiejętności zdobywając kolejną odznakę, tak? - spytała Clair, gdy właśnie minęliśmy jakiś okazalszy dom, prawdopodobnie należący do burmistrza miasta, gdyż znajdowała się na nim jakaś tabliczka informacyjna, jednak było zbyt ciemno, aby udało się ją odczytać.
- Niezupełnie. Jest późno i stadion zapewne już od dawna zamknięty to raz, a dwa to był jednak męczący dzień i odpoczynek nam się przyda. Walkę o odznakę odbędziemy jutro. - powiedziałem, a idący obok Max tylko skinął głową.
- Ehhh... No dobra niech wam będzie. - mruknęła dziewczyna. Nie wyglądała na zadowoloną, trudno. Pojedynek o odznakę to ważna rzecz i należy do niego podejść odpowiednio wypoczętym.
Minutę później staliśmy już przed Centrum Medycznym, a skoro mieliśmy w nim nocować, zdecydowałem zawrócić Charmeleona, żeby wraz z resztą moich podopiecznych był jutro gotów i w pełni sił na walkę. Noctowla nie było do czego zawrócić, gdyż stworek nie miał PokeBalla, jednak zapewnił mnie, że wystarczy mu kilka godzin snu i będzie gotów do walki, gdybym chciał go użyć w pojedynku o odznakę. Gdy zostały nam przydzielone niewielkie pokoiki, szybko udaliśmy się na zasłużony odpoczynek. Naradę przedwalkową, tę samą, której tak Clair nie lubiła, postanowiłem zrobić rano. W końcu wypoczętemu człowiekowi o wiele lepiej się myśli. Jednak okazało się, że tej nocy nie było nam dane w pełni się wyspać...
- Toriś wstawaj! Coś się dzieje!
Ze snu wyrwał mnie mocny szturchaniec w bok, a gdy zacząłem się orientować gdzie jestem i że jest środek nocy, usłyszałem również dobiegające z niedaleka dziwne odgłosy.
- Clair, coś ty znowu zmajstrowała... - mruknąłem dobudzając się do końca i dostrzegając, jak dziewczyna budzi Maxa.
- Ja? Bardzo śmieszne. Może mój Wartortle ma cię otrzeźwić wodą, co byś przestał majaczyć w półśnie... - przerwała na chwilę i wtedy znów to usłyszałem. Ni to łomot ni to wycie.
- To brzmi jakby kogoś mordowali... Młody jak myślisz, co to jest? - trenerka przysłuchiwała się dziwnym odgłosom i widać było, że bardzo chce wiedzieć co to może być.
- Szczerze mówiąc nie mam pojęcia. Może to jakieś Poki rozrabiają, ale... - odparł już rozbudzony chłopak.
- Pokemony? No to chyba powinniśmy pójść zobaczyć dokładnie o co chodzi. Może jakiś do złapania się trafi... - tu Clair spojrzała na mnie, po czym dodała - Toriś, ty zostajesz. Ostatnio i tak za dużo nowych stworków się dorobiłeś.
Westchnąłem tylko, naprawdę, czemu ta wariatka ma taki lekki sen. Gdyby nie to, to pewne przekimalibyśmy wszystko w spokoju, a nawet gdyby się okazało, że w mieście dzieje się coś dziwnego, to dowiedzielibyśmy się o wszystkim rano. Naprawdę niezbyt uśmiechało mi się łażenie po nocy w poszukiwaniu sprawcy dziwnego hałasu. Szczególnie, że przewędrowanie 30 kilometrów jednak jest męczące i należało się porządnie wyspać, jeśli chciałem walczyć o odznakę. Gdy spojrzałem na Maxa, stwierdziłem, że jemu pomysł nocnej wycieczki też średnio się podoba, a gdy zauważyłem, że Noctowl śpi sobie jakby nigdy nic, to omal się nie roześmiałem. Niestety wyglądało na to, że Clair nie zamierza rezygnować.
- No co jest? Przygoda wzywa! Idziemy! - spojrzała na nas wyczekująco. - Bo sama pójdę.
- A wesz, że to całkiem niezły pomysł. Idź, a jutro rano nam opowiesz, co ciekawego widziałaś. - powiedziałem, ziewając na koniec.
- A pewnie, że pójdę. Ale jak mi się coś stanie, to do końca życia będziesz miał wyrzuty sumienia. - zagroziła trenerka z obrażoną miną.
- O to bym się nie martwił, aż tyle szczęścia to ja raczej nie mam... - mruknąłem, po czym przygotowałem się na unik przed ciosem jaki Clair zapewne by mi chciała zadać, jednak dziewczyna powstrzymała się i zaczęła nasłuchiwać
- Oho, chyba się skończyło. - stwierdził Max, a gdy przez następne dwie minuty nadal nic nie było słychać, Clair oznajmiła obrażonym głosem:
- A niech to, a wszystko dlatego, że się tak guzdraliście. Idę spać, a jak jutro się nie dowiem co to było, to możecie być pewni, że pożałujecie. - i po tych słowach sobie poszła.
- Uff... Chociaż raz... - mruknąłem, po czym dodałem jeszcze - Dobranoc Max. Oby następna pobudka była już za dnia.
- Mam nadzieje, jednak nie ma wątpliwości, że przed twoim pojedynkiem będziemy musieli się dowiedzieć, co to było. - odparł młody trener, a dwie minuty później już obaj spaliśmy, nie bardzo się przejmując dziwnymi odgłosami i tym, co mogły one oznaczać
- Pobudka! - usłyszałem tuż obok ucha nazbyt znajomy żeński głos, po czym poczułem, że na twarz leje mi się strumień wody.
- Clair... Zwariowałaś... - zacząłem się krztusić i kaszleć, plus był taki, że momentalnie byłem wybudzony. Gdy rozejrzałem się po pokoju, zobaczyłem jak Max wyciera ręcznikiem lekko wilgotne włosy, a Noctowl stara się wytrząsnać wodę z piór, groźnie przy tym hukając. Gloom na szczęście siedział w PokeBallu, zresztą młody trener często zawracał roślinnego stworka na noc.
- No, macie dwie minuty, potem idziemy na zwiad! - po tych słowach dziewczyna i towarzyszący jej Wartortle z Absolem wyszli, a po chwili słychać było ich kroki ze schodów prowadzących na parter i do wyjścia z Punktu Medycznego.
- Ja z nią nie wytrzymam... Dałoby się zrobić jakiś mocny środek nasenny i dawać jej co wieczór? Bo jeśli jeszcze kiedyś wytnie mi taki numer, to się naprawdę zdenerwuje. - zacząłem zrzędzić szybko wstając i przebierając z "ciuchów spaniowych" w "ciuchy wędrowne".
- Daj spokój Tori. Przyznaj, że sam jesteś ciekaw, co tu się w nocy wyrabiało. - przerwał moje marudzenie niemal już gotów do wyjścia Max.
- No trochę, ale ten entuzjazm Clair mnie przeraża. Boje się, czy znowu nie wkręcimy się w jakąś większą aferę. - odparłem.
Chwilę później opuściliśmy nasz pokój, przy wyjściu zapłaciłem trochę więcej, niż standardowe "daj ile możesz", coby pokryć koszta lekko przemoczonego pokoju. Na zewnątrz Centrum Medycznego stała Clair i przyglądała się oddalonemu o kilkadziesiąt metrów okazałemu domowi, który mijaliśmy wczoraj wieczorem, a obecnie stało przed nim kilka osób i wyglądało na to, że ostro nad czymś dyskutują.
- Nareszcie. Widzicie tamtą chałupę, jestem prawie pewna, że nocne hałasy dobiegały właśnie z tamtąd. Idziemy sprawdzić o co chodzi. - po czym dziewczyna ruszyła we wskazanym kierunku, a za nią podreptał Absol. Wartortla nigdzie nie było widać, więc zapewne został już zawrócony do PokeBalla.
- No cóż, czas na zwiad. - oznajmił Max wesoło i ruszył za dziewczyną. Ja spojrzałem jeszcze na Noctowla, który obecnie siedział na oparciu ławki znajdującej się przed Punktem Medycznym i oznajmiłem krótko:
- Myślę, że to może chwile potrwać. Jeśli chcesz to leć na stadion, znajdź sobie spokojne miejsce i pośpij jeszcze trochę. Jak już będzie po wszystkim, to też tam przyjdę.
W odpowiedzi Poke-Sowa zahukała parę razy i odleciała. Na szczęście wpadłem wczoraj na pomysł umieszczenia stworkowi na nodze niewielkiej obrączki, która informowała, że Pok ma trenera i dzięki temu nie musiałem się martwić, że ktoś może go potraktować jak dzikiego Pokemona i próbować złapać.
- Panie burmistrzu, czy to prawda, że w nocy do pańskiego domu wprowadził się niechciany lokator?
Takie pytanie usłyszałem, gdy zbliżyłem się do grupki ludzi. Był to cztery osoby, trzej mężczyźni i kobieta, która właśnie wypytywała jednego z nich prawdopodobnie o nocne wydarzenia.
- Ehhh... Nie, nie będziecie opisywać tego w gazecie, zresztą nie ma o czym pisać. Tak to prawda, że w nocy wpadł jakiś dziwny stwór i w efekcie tego musiałem się przeprowadzić do Jurka, a teraz czekam, aż przyjdzie i pomoże mi się pozbyć niechcianego lokatora.
- Jurka? - spytała niepewnie Clair.
- Zapewne chodzi o Jerzego Ossolińskiego, tutejszego Lidera. - wyjaśnił Max.
- Hmm... A właściwie jaki typ Poków ma tutejszy Lider? - dopytywała się dziewczyna.
- Ogniste. - odparłem - A właściwie mogłabyś się tym zainteresować, a nie tylko wędrujesz i wkurzasz ludzi podczas ich walk o odznakę.
Muszę przyznać, że zacząłem być lekko zły. Nocne wydarzenie okazało się mało interesujące, a w dodatku wyglądało na to, że obecnie walki o odznakę nie mogę odbyć, bo Lider jest zajęty.
- Toriś, nie wkurzaj się tak, podobno złość piękności szkodzi. - odparła Clair posyłając mi wredny uśmiech, po czym dodała - Hej, a jakbym to ja złapała tego Poka?
- Trochę na to za późno, nadchodzi Lider. - po tych słowach Max wskazał na starszego mężczyznę, który zbliżał się do nas szybkim krokiem. Obok niego szedł dumie czworonożny stwór, o kolorze czerwono-żółtym z czarnymi pasami na grzbiecie. Niemal nie było wątpliwości, że jest Pokiem ognistym, a jeśli dobrze się orientowałem, był to Arcanine.
- Dziękuję, że tak szybko przybyłeś. Wiem, że jako Lider trzeba ci było pozałatwiać formalności związane z chwilowym zamknięciem stadionu i w ogóle...
- Dobrze, dobrze. Mam nadzieję, że szybko pójdzie, bo widzę, że już jest kolejka do walk o odznakę. - po tych słowach Jerzy spojrzał na nas i nasze Pokemony.
- Hej, przepraszam, a czy wiadomo, jaki stworek tam sobie zamieszkał? - spytała Clair wskazując na dom burmistrza.
- No niestety nie wiadomo. Było ciemno, jak to w nocy, więc nie miałem możliwości dokładnie się mu przyjrzeć. Wiem tylko, że przez niego zaczęła mnie boleć głowa, wiec to pewnie jakiś Psycho, albo Duch.
- Aha... A mogłabym go złapać? - z niewinna miną dziewczyna zadała kolejne pytanie
- Dobrze panienko, jeśli mi się to nie uda, ty możesz spróbować, bo niestety na zabawy raczej nie mamy czasu. - odparł Lider, po czym zaczął przyglądać się domowi burmistrza wyraźnie nad czymś myśląc, a ja i Max musieliśmy powstrzymać Clair, przed zrobieniem awantury o nazwanie ją "panienka". Na szczęście tym razem się udało.
- Jest problem, nie chciałbym walczyć z tym stworkiem w domu, gdyż wtedy może dojść do różnych zniszczeń. Pasowałoby go jakoś wywabić na zewnątrz... - po tych słowach Jerzy podszedł do drzwi frontowych i ostrożnie je uchylił. Niemal natychmiast ze środka wyleciał czarny obłok i gdyby nie strumień ognia wystrzelony przez Arcanina jako kontratak, trafiłby w Lidera.
- Oho, robi się ciekawie. - mruknęła Clair, obserwując uważnie rozwój wypadków.
- Takiś sprytny... Ej ty w środku, wyzywam cię na pojedynek, jeśli wygram opuścisz ten dom, a jeśli przegram będziesz mógł w nim pozostać! - zakrzyknął Jerzy do swego niewidocznego przeciwnika.
Przez chwilę nic się nie działo i nagle z dużą prędkością wypadł przez otwarte drzwi dziwny fioletowy stwór, stanął przed Liderem i wydał z siebie dźwięk podobny do wycia.
- No proszę ciekawy stworek, a właściwie co to za jeden? - zapytał zdziwiony burmistrz.
- Sableye, Pokemon łaczący typy Ducha i Ciemności. Musze przyznać, że miałeś wielkie szczęście, że akurat do ciebie przyszedł w gościnę. - odparł Lider, następnie cofnął się parę kroków, a między niego a dziwnego stworka wkroczył Arcanine warcząc gniewne, jednak na Poke-Duchu nie zrobiło to większego wrażenia.
- Zacznijmy spokojnie, Żarem w niego! - zarządził Lider, jednak Sableye szybko uskoczył unikając ataku, po czym znów wypuścił dziwną czarna chmurę, której w ostatniej chwili uniknął ognisty Pokemon.
- Dobry jest. - mruknął Max.
- Młody, nie przesadzaj, po jednej wymianie ciosów raczej ciężko coś takiego stwierdzić. - skrytykowała go Clair.
- Jednak twój przyjaciel ma rację, ten stworek jest faktyczne mocny. - usłyszeliśmy głos Lidera, który po chwili zarządził:
- Zwinność i Ognisty Strumień! Tylko postaraj się niczego nie podpalić.
Arcanine błyskawicznie zwiększył swoją prędkość, szybkim susem znalazł się przy przeciwniku i zionął niego ogniem, jednak Sableye uniknął ataku, po czym uderzył czymś w rodzaju fali.
- Fala Szokowa? - zapytałem sam siebie. Okazało się, że miałem racje. Ognisty Pok zastygł na sekundę, podczas której jego przeciwnik odskoczył na znaczną odległość i wytworzywszy między łapkami mała czarna kulkę rzucił nią w unieruchomionego Arcanina.
- Kula Cienia? Wiem, że on jest silny, ale żeby dziki Pok zdołał coś takiego opanować? - Lider przez chwilę był kompletnie zaskoczony i niestety to wystarczyło, aby pocisk trafił w jego podopiecznego.
- Mnie się zdaje, czy ten facet walczy jak amator? - szepnęła do nas Clair.
- Nie jak amator, po prostu przeciwnik okazał się silniejszy niż myślał. - również szeptem odpowiedział jej Max.
- Więc nie ma rady, mam nadzieje że szkody nie będą wielkie... Ognisty Wir!
Po komendzie Lidera w stronę fioletowego Poka pomknęło sporych rozmiarów ogniste tornado, od którego w niektórych miejscach zapaliła się trawa. Sableye przyglądał się, jak atak zbliża się do niego i nagle zniknął, a rozpędzone tornado uderzyło w dom, mocno przypalając ścianę.
- Hej Jurek, miałeś stąd przegonić Poka,a nie niszczyć mi chałupę. - skrytykował sytuacje burmistrz.
Tymczasem Poke-Duch pojawił się nagle tuż obok Arcanina i nim ten zdążył zareagować znów zastosował Falę Szokową i uderzył po raz kolejny Kulą Cienia. Wprawdzie Lider błyskawicznie polecił swemu podopiecznemu unikanie, jednak wyglądało na to, że poprzednie trafienie czarną kulką, jakie otrzymał Pok musiało zmniejszyć jego szybkość, a zapewne też wytrzymałość na obrażenia, gdyż po otrzymaniu drugiego ciosu wyraźnie było widać, że ognisty Pokemon osłabł.
- Nie wygląda to dobrze. - mruknąłem i nagle, nim zdołałem ją powstrzymać Clair podeszła do Jerzego i oznajmiła pewnym głosem:
- Dobra Panie Lider, może wystarczy. Próbowałeś, nie wyszło, teraz moja kolej. To fioletowe dziwadło jest silne, więc będzie wspaniałym Pokemonem w mojej kolekcji.
To mówiąc dziewczyna spojrzała groźnie na Poke-Ducha, a jej Absol szybko stanął obok osłabionego Arcanina, warczeniem oznajmiając, że właśnie nadeszła zmiana. Burmistrz spoglądał zaskoczony, to na trenerke, to na starszego mężczyznę, zaś sam Lider również nie bardzo wiedział co zrobić.
- Proszę jej pozwolić spróbować. Może jej się uda, a poza tym unikniemy dzięki temu niepotrzebnej awantury. - powiedziałem niepewnie.
- Jakie "może" Toriś? Oczywiście, że mi się uda. Gotowi czy nie, zaczynam. Absol, Szybki Atak a potem Rozcinanie!
- Eeee... Clair? - chciałem powstrzymać dziewczynę i powiedzieć jej parę rzeczy o Poke-Duchach, między innymi to że fizyczne ataki niewiele im mogą zrobić, jednak było już za późno. Czarno-biały stworek pomknął w stronę przeciwnika, zamachnął się mocno pazurami i uderzył. Wprawdzie Sableye został trafiony, jednak wyglądało na to, że atak nie zrobił na nim żadnego wrażenia.
- Co jest? - zapytała zdziwiona trenerka.
- To, że Duchy są całkowicie odporne na ataki typu Normal i Walka. - wyjaśniłem krótko, a stojący obok Max, dodał jeszcze:
- Jedyne czym Absol może zaszkodzić przeciwnikowi jest Gryzienie.
Burmistrz spojrzał z politowaniem na Clair, jednak Lider odwoławszy swojego Arcanina obserwował dziewczynę z zainteresowaniem. Wyglądało na to, że jest ciekaw, jak nasza towarzyszka rozegra pojedynek.
- A więc to tak... To nam trochę komplikuje sytuacje, w takim razie...
Jednak nim dziewczyna podjęła jakaś decyzję o ataku Sableye znów zniknął, po czym pojawiwszy się obok Absola zastosował Falę Szokową. Jednak ku zdziwieniu wszystkich Pokemon zamiast zastygnać w bezruchu przyskoczył do przeciwnika i mocno wgryzł mu się w łapę
- Dobrze jest, trzymaj go przez chwilę, a wygramy. Toriś, dawaj PokeBalla.
Niemożliwe, czyżby się udało? Dodatkowo okazało się, że Absol jest odporny na Falę Szokową. Już sięgałem po jeden z pustych PokeBalli, gdy fioletowy stworek nie mogąc się uwolnić zniknął nagle, a pojawiwszy się kilka metrów od przeciwnika zaczął rzucać Kulami Cienia.
- Unikaj! - krzyknęła dziewczyna, a po chwili dodała - Ile on tego może zrobić?
Niestety atak Sableye okazał się zbyt zmasowany i dodatkowo zbyt szybko pociski mknęły w stronę Absola. Gdy Pokemon oberwał dwoma z nich widać było, że z coraz większym trudem unika kolejnych. Po oberwaniu trzecim zachwiał się i upadł, a czwarty wykończył go zupełnie.
- O nie... - Clair chciała podbiec do swojego Pokemona, jednak powstrzymałem ją, gdyż Poke-Duch nadal ciskał czarne kule.
- Dobrze, wystarczy! - usłyszeliśmy nagle, a na tą komendę fioletowy stworek przestał atakować i zaczął się przyglądać dziwnemu mężczyźnie, który nawet nie wiemy kiedy podszedł do nas.
- Zabierz swojego małego przyjaciela - zwrócił się przybysz do Cair, po czym spojrzał na Sableye - A ty... Myślisz, że jak opanowałeś Kulę Cienia to taki z ciebie paker, że możesz się rządzić?
Trenerka szybko zawróciła swego podopiecznego do PokeBalla, a ja w tym czasie przyjrzałem się dziwnemu mężczyźnie. Na oko miał ze trzydzieści lat, był wysoki, a jego czarne włosy były na tyle długie, że opadały na ramiona, a twarz zdobiła mała bródka. Ubiór również zwracał uwagę: szare spodnie, ciemnoniebieska koszula i czarna bluza z kapturem, a dodatkowo dostrzegłem na szyi mężczyzny dziwną ozdobę - naszyjnik wyglądający jak złoty PokeBall, nie większy niż dwa centymetry, wiszący na srebrnym łańcuszku.
- Ty jesteś... - wymamrotał zaskoczony Lider, wpatrując się w dziwny medalion. Przybysz szybko zorientował się w sytuacji, ukrył ozdobę pod koszulą mrucząc:
- Naprawdę powinienem bardziej na to uważać...
Po czym stwierdziwszy, że pole walki ma oczyszczone, wyciągnął z kieszeni PokeBall, a gdy go rzucił naszym oczom ukazał się naprawdę zdumiewający Pokemon. Dwunożny, wysoki na dwa metry, podobny do ptaka, który zamiast przednich łap miał szpony.
- Blaziken, więc jednak... - wyszeptał nadal wyprowadzony z równowagi Lider.
- Ehhh... Jurek, tak? Ogarnij się człowieku, bo wstyd Lidze przynosisz. I tak, Pan Twardowski to ja.
Po tych słowach, pośród zgromadzonych przeszedł szmer podziwu i zdumienia. Clair stała obok nas ze zdziwioną miną, a wreszcie zapytała wskazując na przybysza:
- No dobra, a właściwie co to za jeden?
- Z tego co wiem wędrowny trener, pomagający ludziom i Pokemonom. Jest bardzo silny i podobno nie przepada za Ligą Pokemon, ale nie wiadomo dlaczego. - wyjaśnił Max, ja jednak nadal się zastanawiałem o co chodziło z tym medalionem i czemu wywarł on aż takie wrażenie na Liderze.
Tymczasem Twardowski wyglądał jakby się nad czymś namyślał, wreszcie dał znak ręka, a jego Blaziken wystrzelił szybko strumień ognia prosto w Sableye. Poke-Duch niemal w ostatniej chwili uniknął ataku, po czym zaczął znowu strzelać Kulami Cienia.
- Jednak miałem racje, jeden dobry atak i myślisz, że jesteś fajny, ale wiesz co, zostaniesz moim Pokemonem i nauczę cię jak dobrze walczyć
Dziwne, ale ten człowiek nie wydawał swojemu podopiecznemu żadnych komend, jednak potężny stwór doskonale wiedział, co robić. Zręcznie uniknął pierwszych pocisków, a następne zaczął rozbijać, strzelając w nie kulami ognia. Jego ataki dorównywały szybkością atakom Sableye, a nawet je przewyższały. Widząc, co się dzieje, fioletowy stwór nagle zniknął, a pojawiwszy się za swoim przeciwnikiem zapewne chciał zastosować Falę Szokową, jedna Blaziken jakby wyczuł go, gdyż błyskawicznie obrócił się na jednej nodze, drugą mocno kopnął w przeciwnika. Przy trafieniu dało się dostrzec małe płomienie ognia, a siła ciosu okazała się tak wielka, że odrzuciła Poka na dobrych parę metrów i stworek znalazł się tuż obok Twardowskiego.
- No i wystarczy. - to mówiąc trener rzucił szybko PokeBall w zamroczonego stworka, a już po chwili okazało się, że Sableye jest złapany.
- Łał, praktycznie jednym ciosem. Facio jest dobry... Co nie zmienia faktu, że ja chciałam złapać tą pokrakę. - skomentowała wszystko Clair. Mężczyzna usłyszał jej uwagę i podszedł do nas mówiąc:
- Nie martw się trenerko, ten Pokemon i tak byłby zbyt zarozumiały, aby chcieć cię słuchać, nawet gdyby udało ci się go pokonać. Najpierw powinnaś ulepszyć swoje umiejętności, oraz wiedzę o Pokemonach, a później myśleć nad łapaniem tych, które maja "większe wymagania" odnośnie treningu.
Spojrzeliśmy z Maxem na Clair. Wprawdzie Twardowski nie użył "zakazanego słowa", ale i tak można było się spodziewać awantury.
- A ty jak rozumiem uważasz się za supersilnego, tak? Owszem twój przerośnięty pierzak robi wrażenie, ale nie sądzę, aby różnica między mną, a tobą była jakaś znaczna.
Po tych słowach nastała cisza. Lider, burmistrz i reszta zgromadzonych osób spoglądały z niedowierzaniem na Clair. Zacząłem podejrzewać, że ten starszy mężczyzna jest kimś więcej niż tylko trenerem wędrującym po kraju. Przedłużające się milczenie przerwał nagle Twardowski wybuchając śmiechem.
- Bardzo dobrze trenerko, pewność siebie to coś, co lubię w takich jak wy. Teraz niestety musicie mi wybaczyć, gdyż długa droga przede mną, a chcę jak najszybciej dotrzeć do Warszawy.
- Co? O nie Panie Starszy, tak łatwo się nie wywiniesz... - tu dziewczyna zrobiła krótką przerwę celem zwiększenia efektu swoich słów, przy okazji rozglądając się po zebranych. Na jej twarzy gościł wredny uśmiech. Ja i Max wiedzieliśmy co się zaraz stanie.
- Panie Twardowski, wyzywam cię na pojedynek Pokemon. Myślę, że trzy na trzy w zupełności wystarczy, a kolega Jurek może sędziować. Jako Lider powinien wiedzieć, co to znaczy bezstronność.
Cisza jaka teraz zapadła była jeszcze większa od poprzedniej. Starszy trener przyglądał się dziewczynie z lekkim rozbawieniem, a wreszcie rzekł:
- Dobrze, niech ci będzie. Przyjmuję wyzwanie, to może być naprawdę ciekawe doświadczenie, zarówno dla mnie, jak i dla ciebie...
