A/N: Pamiętacie, jak obiecałam wam jeszcze dramat? Nie kłamałam! Oto przed wami dramat.
Roxxie: Oczywiście, że to był plan dnia. Cóż co dla Magnusa jest łatwym zaklęciem, dla Tatiany może być jeszcze nie tak łatwe.
kokosz: No przecież, że musiała być w połowie czarownicą. Dobrze, że trzymanie kciuków pomogło. A teraz rada od Intoxic: Siedź pod kordłą, pij gorącą herbatkę z miodem i cytrynką i jedz multum ciastek czekoladowych! I zdrowiej tam.
Blue Daisaiss: O tak, z Tatiany będzie niezła badass. Spokojnie, Prezesowi już nic się nie stanie. Jeszcze będzie o rodzinnym Alec'u, a może bardziej o ojcowskiej stronie Alec'a. Aż tak było na tej fizyce? O zgrozo.
Glittery Angel: Dlaczego Alec się śmieje? Bo to taka dziwna reakcja, że jego córka czarowała i przy okazji spaliła dywan.
red wolf: Duh! Let's do some magic! I know, right. It was priceless, when Alec was laughing at the burnt living room
Miłego czytania i czekam na opinie
Rozdział 50. Chcę rozwodu!
By powiedzieć, że moje życie jest sielanką to mało powiedziane. Ktoś mógłby powiedzieć, że nawet żyję w jednej z tych pięknych bajek, gdzie pada to znamienite wyrażenie 'I żyli długo i szczęśliwie'. I rzeczywiście żyłem długo i szczęśliwie. Miałem najlepszego męża na świecie, który był idealny. Miałem wspaniałą trzynastoletnią córkę. I wciąż byłem całkiem niezłym Nocnym Łowcą, mając już na karku trzydzieści cztery lata. I do tej pory sądziłem, że moje życie jest tym, które sobie wymarzyłem, tym, które zawsze będzie idealne.
Aż do tego feralnego dzisiejszego wieczoru, gdy moje serce zostało niemal wyrwane i rozdeptane na moich oczach.
Razem z Isabelle, Jace'm, Jamesem i Clary udaliśmy się do Pandemonium na polowanie na demony. Standardowa procedura, nie pierwszy raz to robiliśmy. I wszystko szło po naszej myśli. Zabiliśmy cztery demony. I już mieliśmy wychodzić z klubu, gdy nagle coś świecącego i znajomego przykuło moją uwagę.
W kącie klubu, w prywatnej sekcji, dostrzegłem swojego męża. Włosy miał ułożone w kolce, na sobie miał ulubioną fioletową marynarkę z brokatem, czarne skórzane spodnie. Przez chwilę się zastanawiałem, czy wspominał mi, że będzie dziś w klubie, albo czy mnie sprawdza, jak to czasem mu się zdarzało. I sądziłbym tak pewnie jeszcze jakiś czas, gdyby nie to, że podszedłem do niego, całkowicie instynktownie, i wtedy zobaczyłem coś, czego nigdy nie chciałem ujrzeć.
Na kolanach mojego męża siedział jakiś wilkołak, ze spodniami opuszczonymi w dół. Gapiłem się na nich przez dobre kilka minut, stojąc w bezruchu, gdy moje serce rozbijało się na milion kawałków.
Jak mógł mnie zdradzać?!
W momencie, gdy Magnus odrzucił swoją głowę do tyłu, a ciemnowłosy wilkołak zaczął całować jego szyję, miałem wrażenie, że zwymiotuję na środku klubu. Łzy ciurkiem leciały mi po policzkach. Słyszałem te wszystkie jęki i sapanie. I wtedy nie wytrzymałem. Uciekłem z klubu prosto do domu, nie słuchając krzyków moich przyjaciół za sobą.
Cały świat mi się zawalił. Nie wiedziałem co mam zrobić. Instynkt łowcy kazał mi zabić ich oboje, wtedy w klubie. Ale jak mogłem zranić osobę, którą kocham najbardziej na świecie? Gdy wbiegłem do domu, pierwsze co zrobiłem to wpadłem do łazienki i zacząłem wymiotować. Po chwili usłyszałem ciche pukanie do łazienki. Następnie moja córka weszła do środka
-Tato? Wszystko w porządku?—zapytała, gdy w końcu skończyłem wymiotować i podniosłem się z podłogi. Gdy spojrzałem na siebie w lustrze ogarnęło mnie przerażenie. Wyglądałem okropnie. Oczy czerwone i napuchnięte, usta spiechrzniętne.—Tato?
-Pakuj się Tee—tylko to udało mi się wydobyć, gdy patrzyła na mnie z troską w oczach
-Pakować? Ale gdzie? Wyjeżdżamy gdzieś? Nie poczekamy na tatę?
-Pakuj się natychmiast! Wyprowadzamy się—powiedziałem groźnie, wychodząc z łazienki do sypialni. Szybko chwyciłem walizkę z szafy i zacząłem pakować swoje ciuchy i broń. Na moje szczęście jedna duża walizka wystarczyła. Tatiana wciąż patrzyła na mnie ogłupiale, gdy usłyszeliśmy kroki w holu
-Kochanie już wróciłem!—usłyszałem głos tego zdrajcy. Na sam dźwięk jego głosu robiło mi się niedobrze—Alec jesteś w domu? Tatiana?
-Na górze tato!—odkrzyknęła moja córka, gdy ja zapinałem walizkę
-Pakuj się Tatiano!—jeszcze raz jej nakazałem, a ona stała tylko ze skrzyżowanymi ramionami na piersi i kręciła głową—Do jasnej cholery! Czy mówię do ciebie po chińsku? Powiedziałem pakuj się!
-Hej! Co się tu dzieje?—zapytał Magnus, gdy wszedł do sypialni—Um…Alec skarbie wybierasz się gdzieś?
-Nie twój interes!—naskoczyłem na niego.—Tatiana pakuj się. Mówię ci po raz ostatni!
-Dokąd się wybieracie. I dlaczego ja nic o tym nie wiem?—spojrzał na mnie przenikliwie. Chciałem mu wydrapać te paskudne kocie oczy.
-Co cię to obchodzi!—odwarknąłem.
-Alec! Do cholery! Powiedz mi co się dzieje!—jego ton stał się bardziej podirytowany.
-Chcesz wiedzieć co się dzieje? Powiem ci. Chcę rozwodu! I wyprowadzam się z moją córką!
Usta mu się otworzyły z szoku.
-Ro…rozwodu…Chcesz rozwodu? Dlaczego?—jąkał się—Co takiego zrobiłem?
-Nie udawaj niewiniątka teraz Podziemny—spojrzałem na niego ze złością w oczach. Doskonale wiedział, że nazywam go podziemnym, gdy jestem wkurzony. Teraz wręcz byłem wściekły—Jutro prześlę ci papiery rozwodowe. Potem nie chcę cię już nigdy więcej widzieć na oczy!
-Alec!—zaczął trząść się i kilka łez popłynęło mu po policzku.—Powiedz mi co zrobiłem nie tak? Czemu chcesz się rozwieść?
Moja córka uciekła do swojego pokoju, nie chcąc słuchać dalej naszej awantury. I dobrze, nie chciałem by widziała mnie takiego wściekłego. Czułem złość w każdym centymetrze mojego ciała.
-Wiesz, mój ojciec miał rację. Jesteś tylko plugawym podziemnym! Nic nie wartym…
-Przestań!—krzyknął na mnie i złapał mnie za ramię. I wtedy to zrobiłem. Instynktownie, nawet nie myśląc o tym. Nawet nie wiedziałem kiedy, moja dłoń znalazła się na jego policzku. Zorientowałem się co zrobiłem, gdy usłyszałem głośny huk. Spojrzałem w dół, a Magnus trzymał dłoń na swoim prawym policzku i leżał na podłodze. Patrzył na mnie z przerażeniem w oczach, ale w tym momencie nie obchodziło mnie to. Chciałem go bardziej zranić.
-Tato!—Tatiana ponownie wpadła do naszej sypialni i uklękła przy Magnusie, łapiąc jego dłoń w swoją. Spojrzała na mnie ze złością—Postradałeś zmysły?
-Powiedziałem, że masz się pakować!—warknąłem na nią
-Tatiana rób, co ojciec mówi—odezwał się Magnus.
-Ale tato…
-Tee idź się spakuj, proszę.—powoli się podniosła z podłogi, pomagając również Magnusowi, i opuściła naszą sypialnię, mrożąc mnie wzrokiem. Magnus zamknął za nią drzwi i spojrzał na mnie wciąż ze strachem w oczach. Na jego policzku widniał ostry, czerwony ślad, po mojej dłoni.—Jak mogłeś? Co ci takiego zrobiłem? Przecież cię kocham!
-Kochasz mnie?—przytaknął—To trzeba było o tym myśleć gdy pieprzyłeś tego wilkołaka!
-Alec ja nie…-zaczął, ale stanąłem przed nim i od razu się zamknął.
-Podpiszesz te papiery—zdjąłem obrączkę z palca i rzuciłem ją na podłogę. Jego oczy wypełniły się łzami—Wyprowadzam się. I zabieram Tatianę ze sobą. Nie chcę cię już nigdy więcej widzieć na oczy, zrozumiano? Nigdy. Gdy będziesz chciał zobaczyć Tatianę…nie będę ci przeszkadzał w tym. Masz do tego prawo. Ale nigdy więcej się ze mną nie kontaktuj. Z nami koniec!
MAGNUS POV:
Wciąż nie mogąc wydobyć z siebie żadnego dźwięku patrzyłem, jak Alec opuszcza nasz dom, zabierając ze sobą naszą córkę. Łzy wręcz lały się z moich oczu, gdy zatrzasnął za sobą drzwi. Osunąłem się na podłogę w salonie i zacząłem wręcz histerycznie płakać i się trząść.
Dlaczego mnie zostawił? Przecież nic nie zrobiłem.
W głowie wciąż widziałem tę scenę, gdy mnie spoliczkował. Po raz pierwszy w życiu podniósł na mnie rękę. Jak mógł to zrobić? Przecież obiecał mi, że nigdy mnie nie skrzywdzi.
'Z nami koniec!' jego słowa wciąż grały mi w myślach. Jakby mi je wciąż powtarzał. 'Z nami koniec' 'Z nami koniec' 'Z nami koniec'
-PRZESTAŃ!—krzyknąłem w przestrzeń i zakryłem swoje uszy, nie chcąc dalej słuchać tych głosów.—Przestań!
'Z nami koniec! Nie chcę cię już nigdy więcej widzieć na oczy! Z nami koniec!'
-NIE! NIE! NIE!—krzyczałem dalej, kiwając się to w przód, to w tył—NIE!
'Chcę rozwodu!' znów usłyszałem jego głos, który teraz ciął moje serce, jak sztylet
-Nie dam ci rozwodu!—wrzasnąłem ponownie—Nie dam!
Następną rzeczą, którą mój umysł zarejestrował to coś liżące moją twarz. Otworzyłem powoli oczy i dostrzegłem przed sobą Prezesa. Ostrożnie podniosłem się z podłogi, nawet nie pamiętając, kiedy zasnąłem na niej, i rozejrzałem się dookoła w poszukiwaniu mojego męża.
-Alec kotku…-urwałem nagle, przypominając sobie wydarzenia z poprzedniego wieczora.
Wszystko do mnie wróciło. Krzyki, wyzwiska, uderzenie w twarz, obrączka na podłodze sypialni, trzaśnięcie drzwiami. Alec mnie zostawił i nie miałem pojęcia dlaczego.
I wtedy coś we mnie pękło. Nawet nie wiedziałem kiedy wyczarowałem butelki z alkoholem. Po dwóch godzinach byłem pijany w sztorc. Zacząłem wydzwaniać do Alec'a i nagrywać mu się na sekretarkę, błagając by wrócił do domu. Koniec końców nawet nie orientowałem się, co robiłem. Gdy tylko dostałem ognistą wiadomość od mojej córki, gdzie są, od razu ruszyłem do znajomego domu na Manhattanie. Po godzinie już tam byłem i waliłem w drzwi.
-Otwórz..dd…do cholery…Oootwórz te drzwi!—krzyczałem w stronę mieszkania.
-Idź stąd!—usłyszałem w odpowiedzi kobiecy głos—Mój brat nie chce cię widzieć!
-Mam to gdzieś! Otwieraj te drzwi! Albo je wywarzę!—mówiłem, starając się jednocześnie utrzymać się na nogach
-Wynoś się stąd Magnus!—usłyszałem głos Alec'a dochodzący zza drzwi
-Alec! Porozmawiaj ze mną!
-Powiedziałem ci, że nie chcę cię widzieć!—wrzasnął—Chcę rozwodu!
-Nie dam ci rozwodu! Słyszysz mnie Nocny Łowco? Nie dam ci tego pierdolonego rozwodu!—waliłem coraz mocniej w te drzwi—Jesteś skazany na mnie do końca swojego życia! Czy to ci się podoba czy nie! Nie dam ci rozwodu!
-Chcę rozwodu Podziemny!—krzyknął ponownie. Trzasnąłem mocniej w drzwi.
-Śnij dalej! Nigdy nie dam ci rozwodu! Utknąłeś ze mną dopóki nie umrzesz! Słyszysz mnie do cholery?!
-Niech pan stąd odejdzie—usłyszałem jakiś głos. Obróciłem się i dostrzegłem starszą kobietę z telefonem w ręku—Albo zadzwonię po policję.
-Posłuchaj mnie kobieto—podszedłem do niej bliżej—Nie denerwuj mnie, bo zmienię cię w posąg.
-Przepraszam pani Smith—usłyszałem znajomy głos za sobą—Mój szwagier niezbyt dobrze się czuje. Ale już go zabieram. Dobranoc pani.
-Lepiej niech tu więcej nie przychodzi panie Lewis.—kobieta weszła do swojego mieszkania. A ja spojrzałem na Simona.
-Co ty do cholery robisz?—wrzasnął na mnie, gdy wyciągnął mnie z ich bloku. Teraz staliśmy na podwórzu.
-Chciałem poro…porozmawiać ze swoim mężem.—potknąłem się o krawężnik i leciałem w dół. Na szczęście Simon mnie złapał.
-Chodź odprowadzę cię do domu—powiedział, chwytając mnie pod ramię. Szliśmy powoli przez jakieś ciemne uliczki. Nawet nie wiedziałem gdzie jesteśmy—Tak tego nie załatwisz Magnus
-Ja nic nie zrobi…robiłem
-Alec mówi co innego. Mówi, że go zdradziłeś.
-CO?—wrzasnąłem—Nigdy go nie zdradziłem!
-Alec mówił, że widział cię z jakimś wilkołakiem dziś w Pandemonium.—powiedział wampir. I wtedy usłyszałem ponownie głos mojego męża w głowie 'Kochasz mnie? To trzeba było o tym myśleć gdy pieprzyłeś tego wilkołaka!'
-Ja go nie zdradziłem—i znów się rozpłakałem. Simon niezręcznie objął mnie ramionami i pozwolił bym płakał na jego koszulę.—Ja go kocham. Nie zrobiłem tego. Musisz mi uwierzyć.
-Magnus ja bym chciał ci uwierzyć. Ale nie widziałeś miny Alec'a gdy płakał w ramionach Izzy…-zrobił krótką przerwę—To tak, jakby nagle wyrwano mu serce.
-Ale ja tego nie zrobiłem. Nie mógłbym go zdradzić.
-Podpisz te papiery, które ci przyniosę. Tak będzie lepiej—powiedział Simon, gdy staliśmy przed bramką od mojego domu—Jeśli chodzi o Tatianę…to coś ustalisz z Alec'iem.—przytaknąłem mu—Do zobaczenia Magnus. Trzymaj się.
Gdy znalazłem się w środku odkryłem, że ktoś jest w moim salonie. Powoli zmierzałem w tamtym kierunku i moim oczom ukazała się moja przyjaciółka. Gdy tylko mnie dostrzegła, zaraz mnie chwyciła w ramiona, a ja znów się rozpłakałem.
-On…chce się roz..rozwieść
-Wiem, kochanie, wiem.—gładziła moje włosy—Tatiana do mnie zadzwoniła. Powiedziała, żebym się tobą dziś zajęła.
-On myśli, że go zdradzam…ja nie robię tego
-Ciii…już dobrze Magnus. Jestem przy tobie. Wszystko się jakoś ułoży—uspokajała mnie Cate. –Musisz odpocząć. Chodź do łóżka. Wszystko się jakoś ułoży.
A/N: Wybaczcie, ale trochę dramatu musiałam wprowadzić, a ponieważ nie chciałam już żadnego z nich torturować, tudzież...no...
Kolejny jutro, bo nie chcę was trzymać w niepewności co się stanie.
Och, i tak przy okazji, zbliżamy się do końca opowiadania...
Peace out
Intoxic
