Niedługo po tym Danny się wyprowadził.
Stiles chciał poprosić go, żeby został w mieszkaniu razem z nim, żeby mieszkał z nim mimo wszystko, ale wiedział, że to nie byłoby w porządku w stosunku do niego. Danny musiał ułożyć sobie życie na nowo, a Stiles, przyznał sam przed sobą, prosiłby go o coś tylko ze względu na to, że już nie pamiętał, jak to jest być w tym miejscu samemu. Zagryzł więc mocno język, gdy Mahealani wpakował ostatnie pudło do bagażnika i uśmiechnął się z zaciśniętym gardłem, wtulając mocno w ciało Hawajczyka.
Danny wprowadzał się z powrotem do domu swoich rodziców, przynajmniej dopóki nie znajdzie czegoś swojego. Nani była zdewastowana wieścią o ich rozstaniu, ale nie oceniała Stilesa. Nie znała całej historii, bo Danny uznał, że to powinno zostać pomiędzy nimi, ale mimo wszystko nic nie powiedziała, gdy jej syn wspomniał o kimś innym. Innym facecie. Dla którego Stiles zostawił Danny'ego. Stilinski obawiał się, że Nani go znienawidzi, ale powiedziała mu, że w życiu różnie bywa. „Wciąż jesteś dla mnie jak syn, Stiles. Jesteś tu mile widziany o każdej porze dnia i nocy". Jouni uścisnął jego dłoń i spytał, kiedy następny wypad na plażę, żeby posurfować.
Lilo… Lilo wcale go nie zamordowała. Była blisko, ale Danny powiedział, że jeśli położy chociaż palec na Stilesie, on sam zrobi jej krzywdę. Albo powie jej mężowi o tym razie, kiedy zapaliła papierosa podczas ciąży. Kobieta była jedyną osobą z rodziny Mahealanich, która od czasu ich zerwania zachowywała się w stosunku do niego niezbyt przyjaźnie. Przez większość czasu jednak ignorowała go, co było dobre. Na pewno lepsze, niż jawne okazywanie wrogości, co często zdarzało się Jacksonowi.
Whittemore wrócił ostatnio do Beacon Hills i najwyraźniej poważnie potraktował kwestię ich przyjaźni, bo stał się jakby psem obronnym Danny'ego. Stiles miał też dziwne przeczucie, że to właśnie ich rozstanie było tym, co przyciągnęło tutaj Jacksona, bo chociaż w liceum tego nie zauważył, zachowanie blondyna nie było podyktowane jedynie przyjaźnią, a już na pewno nie jej platoniczną stroną. Stiles miał tylko nadzieję, że jeśli do czegoś między nimi dojdzie, Jackson potraktuje Mahealaniego o wiele lepiej, niż zrobił to z Lydią.
Lydią, która, po zerwaniu z Aidenem, związała się z Parrishem. Długo im to zajęło, prawdę powiedziawszy, zanim oboje się do tego przyznali, ale kiedy w końcu się zeszli – Stiles nigdy nie widział Martin szczęśliwszej. Nawet w najlepszych momentach z Jacksonem nie była tak zadowolona. Stiles cieszył się na jej szczęście. Cieszył się też, że Lydia trwała przy nim równie pewnie co Danny, skacząc Jacksonowi do gardła za każdym razem, kiedy był bardziej niemiły dla Stilesa, niż to stosowne. Czyli prawie zawsze. Lydia również wpadła na pomysł, żeby pomęczyć Dereka tak długo, jak tylko szatyn będzie w stanie, bo nawet jeśli „kochasz go i chcesz z nim być, to wciąż nie zmienia faktu, że nie było go cztery lata. Jeszcze kilka tygodni mu nie zrobi, prawda? A ty będziesz mógł się przekonać na własnej skórze, jak wiele jest w stanie dla ciebie zrobić". Stiles początkowo nie chciał się na to zgodzić, ale po jakimś czasie musiał przyznać, że czasami zachowanie Dereka było wyjątkowo zabawne. Zwłaszcza kiedy próbował być przy tym subtelny. Ericę bawiło to równie mocno, co Stilesa.
Co do Reyes – oboje z Boydem zamieszkali w mieszkaniu pod Stilinskim, które niedawno się zwolniło. Stiles pomagał im przygotować pokój dziecięcy i prawie popłakał się ze szczęścia, gdy Vernon zaproponował mu bycie ojcem chrzestnym. Laura stała dumnie obok niego, prężąc swoją pierś, ponieważ to ona miała towarzyszyć mu w chrzcinach jako matka chrzestna. Isaac lubił marudzić, że żadne z nich nie zasługuje na ten przywilej, ale nikt nie brał go na poważnie.
Lahey wrócił na studia. Zapisał się na lokalny college, kontynuując coś związanego z matematyką, i Lydia była bardziej niż chętna, żeby mu pomóc. Stiles od czasu do czasu również dorzucał swoich parę groszy, ale uznał, że matematyka na poziomie akademickim to raczej nie na jego głowę. Jego studia chemiczne nie wymagały aż tak zaawansowanej wiedzy matematycznej.
Scott sprowadził do Beacon Hills swoją matkę. Melissa zaczęła pracę w miejscowym szpitalu jako pielęgniarka i Stiles polubił ją od razu. Była dobra, matczyna w sposób, który przypominał mu o jego mamie, i naprawdę twarda. Prawdopodobnie musiała być, skoro miała do czynienia z wilkołakami. Scotty przed przyjazdem skończył szkolenie na pomocnika weterynarza i zatrudnił się u doktora Deatona. Mężczyzna najwyraźniej znał i wiedział, kim jest Hale i jego rodzina, więc było mu to nawet na rękę. Nie miał też problemów z tym, że McCall znikał w weekendy, żeby uczyć się zaocznie prawdziwego fachu. Stiles wiedział, że Scott będzie świetnym weterynarzem. Tak samo zresztą twierdziła jego dziewczyna, Kira.
Właśnie. Wataha – Stiles wciąż oswajał się z tą nazwą – powiększyła się o kilka osób. Między innymi Kirę Yukimurę, która była… kitsune? Od czasu do czasu miewał małe problemy z zapamiętaniem roli poszczególnych osób. Dziewczyna przeprowadziła się do miasta razem z rodzicami, a jej ojciec został nowym nauczycielem historii w BHHS. Matka była kimś w rodzaju Yody i Stiles naprawdę się jej obawiał. Może dlatego właśnie tak rzadko ich odwiedzał, chociaż Kirę uwielbiał nad życie. Pasowała do Scotta. Oboje byli uroczo zagubieni w tej swojej pierwszej prawdziwej miłości.
Podobnie jak Liam – syn pani Dunbar – który wrócił do Beacon wraz z Hale'm i jego dzieciakami. (Który sam był jednym z nich i Stilesowi kręciło się od tego w głowie. Zwłaszcza kiedy się dowiedział, że mama Liama o wszystkim wiedziała.) Chłopak kręcił się obok Hayden, również jedną z nich. Dziewczyna kazała mu nieźle się napracować, zanim pierwszy raz zgodziła się na randkę, i Stiles wiedział z dobrego źródła, że to wszystko trwało już od ponad roku.
Poza nimi do watahy dołączył Brett, chłopak z liceum Stilesa. Szatyn dowiedział się, że Talbot był już wilkołakiem, gdy odnalazł Dereka, ale nie znał jego genezy. Nie próbował się nawet niczego dowiedzieć, bo to chyba nie był zbyt przyjemny temat. Oprócz niego z nowych była jeszcze Cora i to była jedyna osoba, którą Derek naprawdę zaadoptował. Dziewczyna straciła rodzinę w bardzo młodym wieku, a i w momencie, w którym Hale ją odnalazł, nie miała zbyt wielu lat na karku. W tym momencie miała trzynaście lat i wciąż zmagała się z przemianami podczas pełni, ale Derek i Laura pomagali jej z wszystkim.
Melissa McCall, Ken i Noshiko Yukimura.
Nawet z czasem Lydia i Danny (z tym drugim było nawet mniej problemów, niż Stiles przypuszczał), a później również Parrish, który okazał się być… czymś.
Stiles często rozmawiał o tym z Derekiem. Pytał, słuchał, a każde pytanie rodziło więcej pytań. Ale Hale był cierpliwy i tłumaczył mu wszystko najlepiej, jak potrafił. Jak na przykład fakt, że Derek jest w stanie wyczuć każdego członka watahy z osobna i wszystkich razem.
- Wow. To musi być świetne, czuć ich w ten sposób. Mieć tak wielką rodzinę i wiedzieć, że są dla ciebie.
Był naprawdę pod wrażeniem tego wszystkiego. Ale często też myślał o tym, jak to jest być w takiej watasze. Myślał o tym, że w niej nie był. Nie był jej częścią tak jak Lydia, która musiała zaakceptować to oficjalnie. Jak Danny, który również to zrobił.
Derek patrzył na niego w ciszy, a po chwili odchrząknął.
- Ty też jesteś w mojej watasze.
Powiedział cicho, odwracając na moment wzrok.
- Ja…?
- Od samego początku, Stiles. Myślałem, że wiesz.
Stiles zmarszczył lekko brwi.
- Ale przecież Lydia i Danny…
- Z nimi jest inaczej – dodał Hale szybko. – Ty… Ty jesteś inny.
Szatyn otworzył lekko usta, ale nie bardzo wiedział, o co spytać. Derek wyglądał na niepewnego, kiedy zaczął znowu mówić.
- Jesteś moim… partnerem. To… coś innego, niż bycie betą. Czy nawet człowiekiem w watasze.
- Twoim partnerem.
Powtórzył wolno Stiles, patrząc na Dereka i nie bardzo wiedząc o co chodzi.
Mężczyzna skinął lekko głową.
- Więc jesteśmy magiczną wilkołacza parą?
Spytał po chwili, parskając śmiechem na widok miny bruneta.
- Tylko jeśli chcesz być.
Stiles uśmiechnął się delikatnie.
- Wiesz, że tak.
Powiedział miękko.
- Wiem?
Spytał Derek z nadzieją w głosie.
Stiles przysunął się bliżej niego na kanapie i cmoknął mężczyznę w usta.
- Wiesz.
Hale chyba chciał coś powiedzieć, ale Stiles mu nie pozwolił. Nagadali się wystarczająco dużo tego wieczora.
