55. Riddikulus

Lekcja praktyczna z trzecim rocznikiem, boginy.

Na szczęście te zajęcia nie wymagały większego zaangażowania ze strony Igora. Uczniowie całkiem nieźle radzili sobie z rzucaniem zaklęcia Riddikulus i przez prawie połowę trwającej półtorej godziny lekcji całe zadanie Karkarowa polegało tylko na trzymaniu się na uboczu, skąd mógł kontrolować całą sytuację, i starannym ukrywaniu znudzenia.

W pewnym momencie bogin, potraktowany niewprawnym zaklęciem, wymknął się na bok i znalazł tuż przed Karkarowem. Upiór zaczął zmieniać kształty. Igor nie miał wątpliwości, co będzie chciał mu ukazać. Bogin przekształcił się w ciemną chmurę, ale Karkarow nie czekał, aż ten dokończy przemianę. Nie dał upiorowi szansy, by ten ukazał całej klasie pełnej zaciekawionych uczniów, czego boi się ich profesor.

Jedno machnięcie różdżką, szybko rzucone niewerbalne zaklęcie i ciemne chmury rozwiał wiatr, zamieniając je w delikatne strzępy białych obłoczków, z których kropił drobny deszczyk.

Igor odsunął się i inicjatywę przejął kolejny uczeń. Rozległ się głośny trzask i bogin znów przybrał inną formę.

Później niektórzy z uczniów twierdzili, że Karkarow boi się burzy. To miało nawet sens, z uwagi na jego żeglarskie zainteresowania. Nikt się nie domyślał, że jeszcze chwila, a chmura przybrałaby kształty czaszki i węża – znaku Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Takiego samego, który Igor miał wypalony na przedramieniu.

Natomiast zupełnie niezrozumiałe było dlaczego uważał delikatne chmurki i deszczyk za zabawne. Najwyraźniej musiał mieć bardzo specyficzne poczucie humoru.

Karkarow łatwo mógłby to wytłumaczyć.

Z cirrusa nie może padać.