Chcieliście, no to macie. Mam nadzieję, że przypadnie do gustu.

Przyjemnej lektury życzę ^^


Las Noches stanowiło istny obraz łez i rozpaczy. Znaczy nie zawsze i wszędzie. W końcu Aizen-sama przekształcił tę część Hueco Mundo w cudo godne jego majestatu, ale w tej chwili, ta jedna część, w której akurat przebywał właśnie tak wyglądała. A to wszystko za sprawą kilku Arrancarów, którzy postanowili urządzić sobie wczoraj orgię.

Ulquiorra nie był tym obrzydzony ani zły, że nie został zaproszony. Nigdy go nie zapraszano ta tego typu eventy. Właściwie, to nie zapraszano go na żadnego typu eventy. Nie przejmował się tym. I tak była to tylko strata czasu. Socjalizacja z bytami mu podobnymi była całkiem zbędna. Całe jego jestestwo oddane było do użytku Lorda Aizena, który z resztą był powodem jego obecności na tych zgliszczach, będących niegdyś tarasem północnego skrzydła fortecy. Aizen-sama nakazał mu sprawdzić, czy którykolwiek z Espady biorącej udział w libacji był zdolny do szerzenia dzisiaj popłochu w Karakurze.

Wystarczy powiedzieć, że szanse były marne.

Kierując się do Primery przeskoczył nad śpiącym pod ławką Octavą, którego wystające nogi i macki splotły się, tworząc idealną przeszkodę. Dalej leżał roznegliżowany Sexta, po którym Ulquiorra przeszedł. Wcale nie chodziło o to, że czuł on do wyrośniętego kocura jakieś animozje. Zwyczajnie jego błękitne cielsko nie zasługiwało, aby przez nie wyżej podnosił nogi.

Cifer przystanął, gdy w powietrzu dał się słyszeć dziwny dźwięk. Wyjątkowo, drażliwy i wkurwiający dźwięk, od którego z uszu cieknie wyrznięty mózg, a przepona zawiązuje się na supeł.

- Lilynette, przestać jęczeć - wyburczał wpółprzytomny Starrk spod warstwy poduch, w które zawsze zdołał się zakopać, gdziekolwiek by nie był.

Odgłos jednak nie ustawał. Primera uniósł się nieco ponad poziom pierza i rozejrzał, ale nie potrafił zlokalizować źródła płaczu. Zastanowił się, kto z leżących pokotem Arrancarów będzie w najlepszej formie. Najlepiej nadawałaby się Tier, ale jej nie odważyłby się obudzić za żadne skarby. Jego kolejnym wyborem był Szayel, rzucił mu zatem w głowę poduszką. Uznał, że ledwo ciepły i tak będzie z niego więcej pożytku niż z stojącej niedaleko bryły lodu, noszącej numer cztery.

Naukowiec wykulgał się spod ławki i z powątpiewaniem popatrzył na otaczający go świat.

- Czego? - wybełkotał.

- Słyszałeś to?

- Do kurwy nędzy, to pewnie śpiew jakiegoś zasranego ptaszyska - warknął Nnoitra, wściekły, że już nawet nie dadzą mu w spokoju pozwisać z sufitu na przyklejonym do niego gumami do żucia Tesli.

- W Hueco Mundo nie ma zasranych ani żadnych innych ptaszysk - wyjaśnił automatycznie Octawa, który nie mógł znieść ignorancji otaczających go przygłupów, których musiał nazywać braćmi.

Ulquiorra nie wiedział, czy bardziej miał dość paplania tych niewychowanych prostaków, czy tego jazgotu, ale coś musiał z tym zrobić. Bez słowa ruszył w kierunku, z którego dobiegał wrzask.

Poniżej tarasu, na nasypie skalnym leżało owinięte wściekle różowy kocem szczenię. Najwidoczniej jeden z jego współpracowników musiał zbyt dobrze się bawić jakiś czas temu i zapomniał po sobie posprzątać. Normalnie Puści nie mogli się rozmnażać, ale najwidoczniej Hogyoku zmieniło w nich i to.

Złapał je za kark i za pomocą sonido pojawił się na środku tarasu.

- Panowie, narażając się na nieodpowiedzialne oskarżenia zlokalizowałem źródło płaczu.

Wszyscy członkowie Espady, którzy powrócili już do świata żywych, a raczej przytomnych, myśleli, że wciąż mają zwidy. Starrk uszczypnął się, ale gdy dalej widział niemowlę uznał, że to wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu jak najbardziej realne dziecko.

- Dobra, niech ktoś powie Ichimaru, że tym razem przesadził z tymi swoimi żartami, albo poważnie pomylił wykaz zaopatrzenia.

Harribel zabrała od Cuatry dziecko, a Szayel wyrwał z kocyka małą, zwiniętą karteczkę.

- Coś mi mówi, że to nie jest instrukcja obsługi… - wymamrotał różowowłosy Espada, ale potem zamilkł i pobladł.

- No co tam, kurwa, jest napisane? - zaklął Grimmjow, który w między czasie obudził się i wcale nie był zadowolony z bezustannego darcia pyska. Jeśli ktoś tu mógł drzeć pyska, to był to on.

Lilynette nie wytrzymała i zajrzała Granzowi przez ramię.

- „Oto Kiyomi. Powodzenia Aizen, najdroższy. Przyda ci się". Podpisano „Twoja niedoszła królowa".

Wszystkie twarze przeszyła mieszanka szoku, niedowierzania i czystego horroru. Wszystkie z wyjątkiem Grimmjowa i Nnoitry, którzy wybuchli śmiechem. Nie przewidzieli jednak, że tak przerażający dźwięk jak szaleńczy śmiech dwójki Espady może przestraszyć dziecko, które zaczęło się drzeć jeszcze głośniej. Tier oddała dziecko Sung-Sun i zdzieliła ich w potylice.

- A to za co miało być?! - żachnął się Sexta. - To nie nasza wina, że nasz kochany szef sobie poszalał.

- Ja też bym rył mordę, gdyby zapakowali mnie w taki oczojebny śpiwór - dodał Quinto.

Szayel zdjął z dziewczynki koc i obejrzał ją pod każdym kątem.

- Nigdzie nie ma maski. Nie posiada też reiatsu, więc to nie Arrancar ani Shinigami. To ludzkie dziecko.

- Wiecie, że ktoś musi o tym powiadomić Lorda Aizena? - Starrk powiedział to, o czym reszt bała się nawet pomyśleć.

Wszystkie oczy momentalnie zwróciły się na Ulquiorrę.


Powiedzieć, że Aizen był w szoku było niedopowiedzeniem wszechczasów. Nawet jego boski loczek zwinął się absolutnie niebosko. Kiedy tylko wziął niemowlę na ręce, ono zaczęło drzeć się głośniej niż cztery kohorty Hunów, Godzilla, King Kong i wszyscy Puści razem wzięci.

- Mówisz, że jak to się nazywa? - zapytał, ale Cifer nie usłyszał go. Powtórzył więc pytanie, ale z tym samym skutkiem. Poirytowany zatkał dłonią usta dziecka. - Jak się to nazywa?

- Kiyomi, Aizen-sama - odpowiedział Arrancar i podał swemu twórcy liścik.

- Rozumiem - odparł Sosuke.

Skrzywił się czując coś mokrego na ręku. Odsunął ją od twarzy dziewczynki i z odrazą popatrzył na pokrywającą jego majestatyczną dłoń dziecięcą ślinę.

- Aizen-sama? - zapytał Espada.

- Aizen to zamas! - zapiszczało z dumą dziecko.

Świat zamarł. Ani jeden atom nie drgnął póki zza ściany nie dobiegły uszu pana Las Noches odgłosy tłumionego śmiechu kilku członków Espady, które zostały zaraz uciszone. Zapewne przez resztę dziesiątki, która nie chciała zawiadomić swego mistrza, że podsłuchuje pod drzwiami.

- Kiyomi-chan, kto cię tego nauczył? Mama? - zapytał swym spokojnym głosem teraz widocznie dumnego z siebie brzdąca.

- Niii mama.

- A kto?

- Ujek Shinji - zapiszczało i wsadziło sobie do buzi jego królewski rękaw.

Aizen zmarszczył brwi. Kiedy Aizen marszczył brwi kontynenty się przesuwały, oceny występowały z brzegów, a rzeź niewiniątek była pewna jak bum cyk, cyk. Chociaż Sosuke nie nazwałby swego byłego kapitana niewiniątkiem pod żadnym względem. Nie był on przecież brutalny, jeśli nie było to konieczne. Nie lubił sprawiać innym bólu, bo po co to robić skoro można ich zwyczajnie zabić? Ale Hirako Shinji był jedyną osobą, której nie miał zamiaru zabić od razu. Zostawi go przy życiu, pokarze jak zniszczył wszystko na czym mu zależało, a to czego nie zniszczył przywłaszczył sobie. Ariel będzie jego choćby po to, aby zobaczyć agonię w oczach Hirako.

Zabrać wszystko na czym mu zależało… to był zaiste pomysł wart głębszego rozpatrzenia. W końcu jego exkapitan nie mógł nie przywiązać się do czegoś tak niewinnego jak to dziecko.

- Ulquiorra, oddaj Kiyomi-chan Szayelowi. Niech ją zbada. Potem przyślij go do mnie.

Zanim Czwarty Espada wyszedł przed drzwiami powstał rumor nieziemski, na który władca Las Noches pomasował skronie. W takich chwilach żałował, że Hogyoku nie potrafi manipulować czasem. Czego by nie dał, aby przyspieszyć Wojnę Zimową. Wtedy nie zostanie już nikt, z kim trzeba byłoby się użerać.


Szayel miał problem i to taki przez wielkie P. Jak inaczej nazwać prawie całą Espadę gnieżdżącą się w jego laboratorium nad pomiotem Aizena? Nie żeby w byłych Vasto Lordach, a obecnie najpotężniejszych Arrancach obudziły się rodzicielskie uczucia, co to, to nie. Zwyczajnie Tier i jej trójca były tu, by pokazać swoje poświęcenie, które było wpisane w jej kod genetyczny. Lilynette chciała mieć nowego towarzysza zabaw. Starrk pilnował Lilyette. Nnoirta zjawił się, mając nadzieję, że ktoś w końcu dojdzie do swoich zmysłów i pozwoli mu zdekapitować malucha. Grimmjow pojawił się bo był tu Quinto, a po drodze przyplątał się jeszcze Luppi, by wkurzyć Sexte. Ulquiorra był tu z polecenia Aizena, a polecenie Aizena to dla tego socjopaty świętość najwyższa. Jak widać, calutkie ZOO.

Oktawa przeprowadził już wszystkie testy na płaczącej dziewczynce. Wynikało z nich, że ma zbyt mało glukozy we krwi. Jednym słowem, była głodna.

- Ostrożnie z nią, Starrk, to nie jest worek treningowy - skarciła go Harribel, gdy ten przełożył Kiyomi na drugie ramię.

- Wiem co robię. Mam więcej doświadczenia z dziećmi niż ty.

- Hej, a co to ma niby znaczyć, ośle?

- Zupełnie nic Lilynette. Ona mnie zwyczajnie kocha, widzicie? Uśmiecha się przez łzy.

- To gazy - skwitował Sexta.

- Chyba twoje - odburknęła jaskrawowłosa Primera. - Dlaczego nie mówiłeś, że to gazy, jak tak samo krzywiła się do ciebie, kiedy Nnoitra wepchnął ci ją w łapy?

- Jedni wywołują pożądanie nawet u małych suk. Inni wywołują gazy - odpowiedział Grimmjow szczerząc się i jednocześnie oślepiając wszystkich swym fluorescencyjnym uśmiechem.

- Z drogi - zawołał z tyłu gromady Luppi, któremu Szayel polecił coś przynieść. - Dajcie przejść.

Pojawił się z jedną z gumowych rękawic naukowca wypełnionej mlekiem. Appaci wyrwała mu ją i uniosła tuż pod swój nos.

- Przecież to śmieszne.

- Tylko na pierwszy rzut oka - zapewnił naukowiec. - Proszę, Starrk, siknij trochę do małej sikawki.

- Proszę brzdącu, Chateau Muu, rocznik dwa tysiące czternasty.

Wszyscy z niedowierzaniem patrzyli jak pomysł Szayela zadziałał i mała zamknęła się ssąc mleko z rękawiczki. Primera wydawał przy tym dziwne odgłosy imitujące siorbanie.

- Zadziwia mnie, jak dziecko z normalnej dorosłej osoby, może w jednej chwili zrobić gaworzącego idiotę - wymamrotał Octava.

Właśnie w tym momencie drzwi odsunęły się i wparował przez nie tanecznym krokiem Gin.

- Widzę, że Aizen-sama naprawdę został szczęśliwym tatuśkiem. Jak się ma nasz titii - didii nowiusieńki współlokator? - zapytał białowłosy Shinigami ciągnąc ją za policzki.

- Amen - dodał Szayel a propos swej poprzedniej wypowiedzi.

- Kiedy tylko ono skończy śniadanie i niezbędne czynności fizjologiczne, Octava musi stawić się z nią u Lorda Aizena - odezwał się niespodziewanie Ulquiorra.

Jakby w odpowiedzi rozległ się dźwięk zasysania, oznajmiający wszem i wobec, że mleko się skończyło. Kiyomi beknęła.

- To są gazy - stwierdził z uśmiechem Starrk. Uśmiech ów nie potrwał nawet pięciu sekund, bo brzdąc znów zaczął ryczeć. Zaczął ryczeć mocniej, gdy w powietrzu rozszedł się nieciekawy zapach.

Arrancarzy popatrzyli się po sobie. Żaden jakoś nie kwapił się do zmiany pieluchy, która przygotowana była z pociętych worków na zwłoki z nieudanych eksperymentów. W końcu Grimmjow wkurzył się i zrobił jedyną rzecz, która wydawała mu się właściwa. Wypchnął Luppiego przed szereg.

- Bierz się do roboty.


Godzinę później w sali tronowej pojawił się Octava z rozdartą do granic możliwości Kiyomi, której cztery litery dumnie prezentowały się całemu światu. Żadne z nich, nawet Luppi ze swoimi mackami i co dziwniejsze nawet on, nie umieli obwiązać dziecka tak, aby pozostało obwiązane dłużej niż przez minutę.

- Ach tak, Szayel - mruknął Aizen. - Termin ostatecznej bitwy zbliża się nieubłaganie. Kiyomi-chan w takim stanie będzie tylko przeszkodą. Zrób coś, aby przyspieszyć jej dojrzewanie.

Octava pośpiesznie przytaknął, wepchnął dziewczynkę swemu królowi i uciekł, nim Aizen dodałby, że ma się nią dłużej zajmować.

Sosuke chwycił w obie ręce swą nową broń w dopieczeniu Shinjiemu i popatrzył się na nią z dumą domniemanego ojca. Przynajmniej do czasu, kiedy po nogawce zaczęło ciec mu coś ciepłego.


Minął tydzień. Po tygodniu Las Noches nie przypominało już wspaniałej fortecy. Właściwie to nie wyglądało jakby pamiętało nawet dni swej chwały. Z okien zwisały sznurki z pieluchami. Brakowało części północnego skrzydła, bo w środę, gdy wartę na posterunku niani pełnił ulubieniec wszystkich pań, Grimmjow Jaegerjaquez, lekko nie wytrzymał i uwolnił swe zanpakuto. Na widok wielkiego kotka Kiyomi uspokoiła się. W ciszy, której nie słyszano w Las Noches od pojawienia się dziewczynki, Sexta zasnął. Kiyomi ugryzła go w ogon, przez co zareagował jak każdy wielki, zabójczy kot i rozwalił cero pół fortecy.

Potem było już tylko gorzej. Większość Fraccion została zabita podczas podchodów, nakazanych przez ich panów, podczas których mieli podrzucić dziecko innemu Espadzie. Po pozbyciu się pomniejszych Arrancarów sama Espada zaczęła walczyć między sobą. Nawet Aizen na to nie reagował, bo kazał Tosenowi rzucić na siebie jego Bankai, by nie zwariować. Przez ten cały cyrk przyspieszył nawet atak na Karakurę. Miał wszystkiego zwyczajnie dość.

W przeddzień inwazji Szayel kończył akurat promień postarzający. Chciał wyrobić się na czas, aby zirytowany Lord Aizen, któremu ostatnio nawet loczek nie chciał się układać, nie poprzekładał Octavie niektórych części, np. nie zamienił położenia głowy i tyłka.

- Pinkuś, zesrało się! - wrzasnął Grimmjow niosąc berbecia, jak nosi się materiał radioaktywny.

Octava westchnął. W międzyczasie opanował trudną sztukę wiązania pieluch, dzięki czemuś, co zwało się YouTube. Przy okazji odkrył co innego, o podobnej nazwie, ale całkowicie innej treści. Odkąd Quinto zapoznał się z RedTubem przestał istnieć dla świata.

- Zaraz ją przebiorę. Poczekaj z nią, pójdę tylko po materiał.

Wszystko było idealnie. Kiyomi nie darła się nawet za mocno, bo znalazła sobie batutę, którą Ichimaru prowadził swój Show, a którą potajemnie wykradł zadurzony w nim naukowiec. Dziewczynka bawiła się nią w najlepsze machając w prawo i w lewo. Jak każdy wie synchroniczne ruchy w lewo i prawo podłużnym przedmiotem nie mogą pozostać dla mruczących domowych pieszczochów obojętne.

Jakie, to kurwa, dziwne. Niby takie proste, w lewo i prawo, a potem znowu leeewo i wszyyystko od nooowa… Aż się prosi, aby za nią pognać, potoczyć się, pokulgać, pomiętosić… W lewo i w prawo, w lewo i w prawo i tak coraz szybciej i szybciej.

Coś w nim pękło, coś pierwotnie głębszego i dzikszego niż jego Pusty. Skok, szlus, prus i wpadnięcie wprost w kupę kabli od maszyny postarzającej. Później była już tylko różowa fala uderzeniowa rozchodząca się po całym Hueco Mundo.


Wszyscy kapitanowie Gotei stali przed mającą się otworzyć Gargantą. Stali i stali. Czekali. Mijała godzina za godziną, a oni wciąż czekali. Wszyscy musieli non stop stać na baczność. Wystarczyło, że Shunsui się przygarbił, a rażące spojrzenie Generała wyprostowało go natychmiast. Kryjący się w bocznej uliczce Vizardzi nie mieli przynajmniej tego problemu. Shinji kończył już trzecie piwo. Jego moc i tak polegała na poplątaniu zmysłów, więc jeśli wszystko będzie się kręcić nieco mocniej niż zazwyczaj, to nic się nie stanie.

- Psssst, Hirako taichou.

Shinji opluł się i zgłupiał. Co innego miał zrobić widząc stojącego za nim Gina, ale nie Gina zbiegłego kapitana, a małego Gina, którego przyjął niegdyś do oddziału. Gina mającego na ręku Kiyomi, a drugą ręką trzymającego dłoń brązowowłosego czterolatka. Za nimi stało jeszcze kilkoro dzieci poustawianych w pary trzymających się za ręce. Czy chłopiec o niebieskich włosach właśnie tarzał się po ziemi z Hogyoku i mruczał jak kot?

- Poddajemy się, Hirako taichou. Hirako-san… Hirako-san? Hirako-san, obudź się!

- Co do cholery?!

Shinji zleciał z krzesła. Otoczył go śmiech. Ach tak, już pamiętał. Przez genialny plan Hiyori był w szkole i widocznie zasnął podczas testu po wakacjach. Kto w ogóle robi testy zaraz po powrocie do szkoły? Po kiego mu jakaś tam trygonometria, kiedy Aizen ma zrobić jedno wielkie, totalne rozpierdu?

Tak w ogóle, to Aizen jako dzieciak musiał być słodki. Te jego wielkie brązowe gały, nie były jeszcze wtedy takie zimne i kalkulujące wszystko na milion sposobów… Zaraz, zaraz co on sobie, kurwa, myślał? Jaki rój urojeń uroił mu się w tym durnym łbie? Może Hiyori walnęła go o jeden raz za dużo? Nie było innego wyjścia. Stanowczo.

To w końcu był tylko sen.

Na szczęście.

Czasami sam bał się tego co mu siedzi w głowie. Na przykład teraz.