Tajemnice Albusa Dumbledore

Im bliżej końca roku szkolnego 1996/1997, tym jestem coraz bardziej rozdrażniony. Dumbledore na całe dnie opuszcza szkołę, a po powrocie zamyka się z Potterem w swoim gabinecie przekazując mu jakieś informacje, a mnie ignoruje, jakby mnie nie było. I nawet nie chodzi mi o te informacje, choć o to też mam żal do Albusa. Brakuje mi naszych rozmów, brakuje mi zainteresowania mego nauczyciela. Czyżbym nic dla niego nie znaczył? Czy mój spragniony drugiego człowieka umysł wymyślił sobie tą przyjaźń? Czy jestem tylko narzędziem w dalekosiężnym planie mego mentora? Pewno zainteresował się mną, bo byłem mu potrzebny "dla większego dobra" myślę ironicznie, ale odrzucenie przez Albusa bardzo mnie boli nawet, jeżeli nie chcę się do tego przyznać sam przed sobą. Więc gdy w pewien wiosenny poranek Albus przypomina sobie o mnie, ale tylko po to, żeby mi przypomnieć, że mam go zabić, buntuję się. Wtedy dyrektor zaprasza mnie na wieczorną rozmowę do swojego gabinetu.

xxx

-Severusie, przykro mi, że ostatnio nie miałem dla ciebie czasu, naprawdę, przykro mi, bo nie jesteś dla mnie kimś obcym, jesteś dla mnie dzieckiem które udało mi się ukształtować i wychować na wartościowego człowieka. Tak, nie uśmiechaj się ironicznie Severusie, teraz jesteś wartościowym człowiekiem i proszę cię, nie zapominaj o szacunku dla siebie. Nie mogę ci zdradzić całego planu pozbycia się Voldemorta, bo to byłoby zbyt niebezpieczne dla ciebie. Wyjawię ci tyle, ile to jest konieczne.- Dumbledore wyciąga z kieszeni szaty swój niewielki, czarodziejski portret.- Proszę, dobrze schowaj ten portret, mniej go zawsze przy sobie, najlepiej pod zaklęciem kameleona. Widzisz namalowany medalion Zakonu?- Kiwam potakująco głową- Po mojej śmierci, gdy naciśniesz ten medalion przybędę i będziesz mógł porozmawiać ze mną. Następna sprawa: Harry. Kiedy klątwa Voldemorta odbiła się od tarczy Lily, część kruchej duszy Toma oderwała się i wszczepiła w jedyną w tamtym pomieszczeniu w pełni żywa istotę, w Harrego. To dlatego Harry ma moc Voldemorta rozmawiania z wężami, stąd jest ta dziwaczna więź pomiędzy ich umysłami... Harry będzie musiał dać się zabić Voldemortowi i tylko Voldemortowi, tylko ten czarnoksiężnik może to zrobić niszcząc w ten sposób swój ostatni kawałek duszy. I kiedy ten ostatni kawałek duszy Voldemorta który tkwi w Harrym zostanie zniszczony, wtedy Voldemort będzie mógł ostatecznie umrzeć. Będziesz musiał powiedzieć Harremu o tym, że musi zostać zabity przez Voldemorta. I możesz to uczynić dopiero wówczas, kiedy Voldemort zacznie trzymać swego węża pod magiczną ochroną...

- Co? Więc tego dzieciaka też chcesz poświęcić dla większego dobra?! Nie, nie zgadzam się na to, Albusie.

- Nie wiedziałem, że los Harrego tak cię wzruszy, Sevrusie. Co się stało? Przecież go nie znosisz.

- Co się stało?- Przedrzeźniam Dumbledora równocześnie wyciągając różdżkę. -Expectio patronum!- Krzyczę i na podłodze dyrektorskiego gabinetu materializuje się srebrna łania, patronus Lily.

Dumbledore wpatruje się w patronusa, a w jego oczach widzę łzy.

- Przez te wszystkie lata?- Pyta cicho.

- Zawsze.

- Wiesz, Severusie- głos Albusa nadal jest bardzo cichy, -Harry nie musi zginąć. Mam podstawy sądzić, że przeżyje także kolejną Avadę z ręki Voldemorta. Ale Harry musi mieć świadomość, że może umrzeć, musi chcieć poświęcić swoje życie, to ważne. Nikt nie może tego wiedzieć, Severusie.

Kiwam głową.

- To jest oczywiste.

- Dzieciaku, opracowałeś skuteczny eliksir przeciwko jadowi tej Nagini?- Dumbledore zmienia temat.

-Tak, ten eliksir uratował życie Arthurowi Wesleyowi.

- Dobrze, że się z tym nie afiszujesz, dobrze że nikt o tym nie wie. I teraz bardzo ważne, Severusie. Musisz mi obiecać, że będziesz stale nosił przy sobie ten eliksir oraz eliksir uzupełniający krew szczególnie od czasu, gdy wąż będzie pod magiczną ochroną.

-Nagini?

-Tak, Nagini.

-Obiecuję,- mówię na odczepnego, bo wiem, że Albus będzie tak długo drążył temat, dopóki nie obiecam. -Ale dlaczego?

- Mam podstawy sądzić, że w ostatnim okresie wojny Voldmort będzie chciał cię zabić. I to nie będzie mu chodziło Severusie o zdradę. Prawdopodobnie użyje do tego Nagini. Nie użyje na tobie klątwy zabijającej, wierz mi, nie będzie chciał ryzykować klęski, ani tym bardziej nie zabije cię na mugolski sposób, gardzi wszystkim co mugolskie.

- Voldemort będzie się mnie kiedykolwiek obawiał?- Pytam z ironią w głosie.

Albus patrzy na mnie poważnie.

- Nie doceniasz siebie Severusie, już ci to mówiłem. To twój błąd. Wybacz sobie wreszcie bo na to zasługujesz, okaż sobie szacunek i zacznij siebie doceniać. Jeżeli zmienisz nastawienie do siebie samego, jeżeli będziesz świadom własnej wartości, brak szacunku innych nie będzie w żaden sposób cię ranił.

Wiele razy słyszałem z ust Albusa te słowa, więc nie komentuję ich. Mój mentor nie udziela mi już żadnych konkretnych informacji, więc żegnam się i wychodzę z dyrektorskiego gabinetu.