Minerwa McGonagall z ponurą determinacją wspinała się na schody prowadzące do gabinetu dyrektora Hogwartu. Czas, w którym spokojnie układała plany zajęć pięciorocznych Puchonów wydawał się być odległym snem, choć został przerwany zaledwie kwadrans wcześniej, gdy Amelia połączyła się z gabinetem Minerwy przez sieć Fiuu. Początkowo Minerwa pomyślała, że Syriusz Black musiał się ujawnić w jakiś straszliwy sposób, skoro mina przyjaciółki jest tak pełna niepokoju. Prawda okazała się dużo gorsza – Harry Potter uciekł z bezpiecznego domu Dursley'ów i na kilkanaście minut zniknął.

To, że Knot odnalazł chłopca w Błędnym Rycerzu, graniczyło z cudem. Podobnie jak to, że wcześniej Pottera nie dorwał Black.

Drzwi otworzyły się przed nią bez pukania. Albus oczywiście się jej spodziewał.

- To prawda?! – spytała, opadając na sofę. Dyrektor zajął miejsce w swoim ulubionym fotelu, naprzeciw.

- Tak, przed chwilą rozmawiałem z Korneliuszem. – potwierdził, przysuwając w jej stronę talerz z piernikowymi traszkami. Minerwa skrzywiła się, ale z nerwów wzięła jedną.

- Zatem Harry naprawdę nadmuchał swoją ciotkę i uciekł z domu, a Knot zgodził się to wszystko zatuszować? – spytała z niedowierzaniem.

- Harry ma trzynaście lat… - zaczął Albus, ale Minerwa wcięła mu się w zdanie.

- Ja w jego wieku zostałam animagiem!

Albus zachichotał:

- Lecz o ile pamiętam, nie słuchałaś moich poleceń i co najmniej raz zmieniłaś się bez mojego nadzoru.

Minerwa zarumieniła się, przypominając sobie, jak w istocie złamała słowo dane Albusowi i zmieniła się, gdy dowiedziała się o żalu, jaki miały do niej przyjaciółki. Miała pecha trafić na profesor Merrythought w swojej zwierzęcej formie i tylko cudowne pojawienie się Albusa wybawiło ją z opresji.

- Miałam dobry powód. – burknęła.

- Harry na pewno powiedziałby to samo, moja droga. Poza tym, byłaś od niego starsza, gdy łamałaś wszystkie punkty szkolnego regulaminu razem z panną Hooch. – mrugnął do niej.

Minerwa odruchowo rzekła:

- Nie wszystkie.

Albus uniósł brwi, choć wiedziała, że w myślach przetrząsa paragrafy szkolnego kodeksu.

- Część z nich łamałyśmy też później. Ale ostatecznie nie wszystkie zostały złamane. Choć można by nad tym debatować. – wyjaśniła, rumieniąc się głęboko. Kiedyś podczas pogawędki z Rolandą sprawdziły regulamin. Jak zauważyła Rolanda, nie złamały jedynie zasady zabraniającej uczniom niestosownych kontaktów z nauczycielami. To znaczy Rolanda nie wiedziała, że Minerwa przekroczyła tę granicę.

Albus musiał znaleźć ten punkt, bo najpierw zbladł, a potem zarumienił się jeszcze mocniej. Udał kaszel, wyraźnie uciekając wzrokiem. Minerwa miała ochotę wybuchnąć sarkastycznym śmiechem. Gdyby pamiętał!

- Czy to rozsądne, zostawiać Pottera samego w Dziurawym Kotle? – spytała, zmieniając temat i wybawiając Albusa z niezręcznej sytuacji. Poza tym najchętniej jak najszybciej przeniosłaby Harry'ego do Hogwartu, gdzie mogłaby mieć na niego oko.

- Jest non stop obserwowany, poza tym za parę dni zjawią się tam Weasley'owie. Wiem, że to cię nie satysfakcjonuje, ale Harry nie powinien się dowiedzieć, że Black pozostaje jego ojcem chrzestnym i że z tego powodu należy zamknąć chłopca w złotej klatce. Musimy zachowywać pozory normalności. – wyjaśnił Albus. Minerwa uniosła brwi i zaśmiała się krótko, złośliwie.

- Pozory normalności? Zatem to nieprawda, że w tym roku dementorzy będą czatować przy każdym wejściu do szkoły, dopóki Black nie zostanie złapany?! – wbiła szpilę z cyniczną świadomością. Albus skrzywił się.

- Wiesz, że próbowałem tego uniknąć. Lecz zarówno ministerstwo, jak i rodzice… - zaczął, ale przerwała mu:

- Połowa z nich nigdy nie widziała dementora! To nie są istoty ochronne! A Black już raz ich oszukał.

- Co zatem twoim zdaniem powinniśmy uczynić? – zapytał rozsądnie Albus.

Zanim Minerwa zdążyła znaleźć błyskotliwą odpowiedź, rozległo się pukanie. Na twarzy Albusa pojawił się delikatny uśmiech.

- Proszę! – zawołał miękko.

Gdy Minerwa się odwróciła, jej oblicze również złagodniało:

- Dyrektorze. Profesor McGonagall. – w progu stał Remus Lupin.

Dwójka nauczycieli natychmiast wstała, by powitać swojego dawnego ucznia.

- Miło cię znów widzieć, Remusie. – rzekł uprzejmie Dumbledore.

- Profesor McGonagall, nic się pani nie zmieniła, przez te wszystkie lata. – powiedział Remus, delikatnie całując Minerwę w dłoń. Ta zarumieniła się lekko i odparła groźnym tonem:

- Już dawno prosiłam, żebyś zwracał się do mnie po imieniu.

- Tak, przyzwyczaj się, Remusie, bo będziesz współpracował z nią cały rok. – mruknął Albus. Minerwa odwróciła się do niego zaskoczona.

- Albus zatrudnił mnie na stanowisku nauczyciela obrony przed czarną magią. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, szczególnie z moją przypadłością… - wyjaśniał wyraźnie zmieszany Remus.

Minerwa jednak klasnęła w ręce z radością.

- Wreszcie Albus postanowił zatrudnić kogoś kompetentnego! – wykrzyknęła, nie zważając na to, że Dumbledore stał tuż obok. Remus otworzył szeroko oczy, wyraźnie zdumiony.

- Mówisz poważnie? – spytał cicho.

- Oczywiście! Po Quirrellu i Lockharcie jesteś wręcz ideałem. Poza tym sama cię szkoliłam w Zakonie, wiem co mówię. – odpowiedziała.

- Lepiej jej posłuchaj, Minerwa nadal pozostaje najlepszym aurorem w historii ministerstwa. – dodał Albus, lekko kładąc Minerwie dłoń na ramieniu.

- Ale w obecnych okolicznościach… - zaczął nieśmiało Remus. Minerwa spojrzała mu w oczy i zrozumiała jego wątpliwości.

- Jestem przekonana, że nie masz nic wspólnego z ucieczką Blacka, Remusie. Ufam ci. Wiem, że pomożesz nam tu strzec Harry'ego. – mówiła z pełnym przekonaniem.

Oczy Remusa zalśniły, gdy pokiwał głową.

- Ja… dziękuję, Minerwo. Nie będę przeszkadzał, powinienem się rozpakować. – rzekł Remus.

- Zajrzyj potem do Severusa, obiecał przygotować Wywar Tojadowy. I chcę zobaczyć cię dziś na kolacji, Remusie. – rzekł Albus.

Remus uniósł lekko brwi na wspomnienie Snape'a. Minerwa nie mogła mu się dziwić, sama była zdumiona, że Severus zgodził się zrobić coś dla Remusa, którego nie znosił podczas ich szkolnych lat.

- Do zobaczenia zatem. – Remus lekko się skłonił i wyszedł. Minerwa odprowadziła go wzrokiem. Dopiero po trzaśnięciu drzwi zorientowała się, że dłoń Albusa nadal spoczywa na jej ramieniu.

- Dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej? – mruknęła, odsuwając się delikatnie.

- To miała być niespodzianka. Poza tym, nie byłem pewien, czy Remus da się przekonać. – odpowiedział Albus.

- Ach, Albusie. Jak mam być skuteczną zastępczynią, skoro o niczym mi nie mówisz? – spytała retorycznie Minerwa, podchodząc do żerdzi Fawkesa. Jak zwykle, feniks natychmiast odchylił głowę do głaskania.

- Zdajesz się być o wszystkim dobrze poinformowana. Skąd wiedziałaś o dementorach? – odpowiedział dyrektor, wymijając ją i zasiadając za swoim biurkiem.

- Od Amelii. Była zdumiona, że o tym też nie wiedziałam. – przyznała z wyraźną goryczą w głosie.

- Nie jestem zadowolony z tego rozwiązania. Muszę jednak wiedzieć, czy… twój lęk przed dementorami… - zaczął niezdarnie Albus. Minerwa przestała głaskać Fawkesa i spojrzała ostro na swojego przełożonego.

- Nie boję się dementorów! I mogę cię zapewnić, że to już się nie powtórzy. – warknęła, a potem uniosła różdżkę i rzekła:

- Expecto Patronum!

Z jej różdżki wystrzelił promień srebrnej mgły, która najpierw przybrała postać kota z ciemnymi obwódkami wokół oczu, a potem przeobraziła się w ogromnego lwa z rozwianą grzywą. Lew otworzył paszczę, jakby rzucając wyzwanie Albusowi, i uciekł przez okno.

Dyrektor przez chwilę patrzył w zamyśleniu na prostokątne szybki, a potem westchnął cicho.

- Nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało. Martwię się o ciebie. – wyznał szczerze. Minerwa przewróciła oczami.

- Powinieneś lepiej martwić się o Pottera. Ma większą tendencje to pakowania się w kłopoty niż ja. – odparła, ignorując wyraźny sentyment w jego tonie. – Wracam do siebie, przez to wszystko nie skończyłam tych planów. – dodała i odwróciła się do wyjścia.

Nie wiedziała, że gdy drzwi się za nią zamknęły, przez okno gabinetu dyrektora wleciał srebrzysty, majestatyczny lew i na oczach zdumionego bez miary Albusa zmienił się w potężnego, lśniącego feniksa.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Minerwa nerwowo przemierzała balkon nad jednym w dziedzińców. Była dostatecznie wysoko, by widzieć bramy Hogwartu w oddali. Czekała z niecierpliwością na ich otwarcie i pojawienie się powozów. Miała złe przeczucia, mimo że ekspres Hogwart miał dodatkową ochronę, a Remus również miał nim przyjechać, po tym jak spędził tydzień w odosobnieniu w jakiejś wiosce pod Londynem. Nastroju nie poprawiały jej też ciemne sylwetki, tłoczące się zarówno wokół bramy, jak i przed wejściem na most prowadzący na dziedziniec, nad którym stała.

Zadrżała, a zaraz potem wmówiła sobie, że to z zimna, nie ze niewytłumaczalnego niepokoju. Uniosła głowę – nad błoniami zobaczyła szary kształt. Sowa, bo widziała już kontury stworzenia, leciała wyraźnie w jej kierunku.

Minerwa spokojnie przyjęła list, a sowa odleciała w kierunku sowiarni, wyraźnie nie oczekując odpowiedzi. Tymczasem stojąca na balkonie czarownica jęknęła, gdy list potwierdził jej złe przeczucia.

Dlaczego zawsze chodziło o te same osoby?

Wtem zobaczyła otwierające się wrota bramy i pierwsze czarne powozy wjeżdżające na teren zamku. Założyła swój kapelusz czarownicy i pośpieszyła na dół, by zawiadomić Poppy i upewnić się, że z Potterem wszystko w porządku.

- Profesor Lupin wysłał mi przez sowę wiadomość, że zasłabłeś w pociągu. – rzekła Minerwa, badawczo przyglądając się Harry'emu. Wydawał się bledszy niż zazwyczaj, a dodatkowo uznała, że coraz bardziej przypomina jej Jamesa. Zanim chłopiec zdołał odpowiedzieć do gabinetu Minerwy wpadła Poppy.

- Nic mi nie jest. – bąknął.- Naprawdę, nie trzeba…

- Ach, więc to o ciebie chodzi, tak? – zapytała pielęgniarka, dokładnie takim samym tonem jak zwracała się kilka tygodni temu do Minerwy, nie zwracając uwagi na jego słowa i pochylając się nad nim. - Znowu szukałeś guza?

- To był dementor, Poppy. – wyjaśniła cicho Minerwa. Przyjaciółka uniosła głowę i spojrzała na nią porozumiewawczo.

- Tego tylko brakowało, żeby nam tu przysyłali tych dementorów - mruknęła, odgarniając Harry'emu włosy z czoła i kładąc na nim rękę. - Założę się, że jeszcze wielu zasłabnie. Tak, cały jest mokry. To straszne potwory, a jak trafią na kogoś tak delikatnego...

Minerwa zagryzła wargi, ignorując szpilę. Harry nie miał tyle opanowania:

- Nie jestem delikatny! – oburzył się.

- Ależ oczywiście, nie jesteś. – zgodziła się dla świętego spokoju Poppy.

- Czego mu potrzeba? - zapytała Minerwa rzeczowym tonem. - Do łóżka? A może powinien spędzić noc w skrzydle szpitalnym?- nie dbała o to, że kilka tygodni temu przeklinała Poppy, gdy ta próbowała zastosować te same środki wobec niej samej.

Potter zaprotestował i opowiedział, jak Lupin poczęstował go czekoladą. Minerwa poczuła przypływ dumy z Remusa, gdy Poppy rzekła:

- A więc wreszcie mamy nauczyciela obrony przed czarną magią, który zna się na rzeczy?

Minerwa, upewniwszy się, że Potter czuje się dobrze, wyprosiła go z gabinetu. Musiała jeszcze omówić sprawę zmieniacza czasu z panną Granger, chociaż przez to pewnie spóźnią się na ceremonię przydziału. Czuła lekkie ukłucie na myśl o tym, że po raz pierwszy od dobrych paru lat, to nie ona będzie zakładać pierwszorocznym Tiarę na głowy, pośrednio uczestnicząc w definiowaniu ich przyszłości. Oczywiście wiedziała, że Filius może ją zastąpić i wykonać to zadanie równie dobrze, ale pewien żal pozostawał.

Sprawa panny Granger była jednak najpilniejsza.

Nauczycielka transmutacji zawsze sceptycznie podchodziła do zmieniaczy czasu. Uważała je za niebezpieczne, prawie czarnoksięskie przedmioty – tylko dlatego, że czas był zbyt delikatny by mogła cofnąć swoje błędy, by mogła wymazać swoje cierpienie. To było samolubne podejście, raczej godne Albusa niż jej i dlatego Minerwa zdecydowała się pomóc Hermionie. Bombardowała ministerstwo listami, by pozyskać jeden z zmieniaczy. Jakkolwiek Minerwa nie ułożyłaby planu, Hermiona nie mogłaby uczestniczyć we wszystkich zajęciach. I choć Minerwa sama dawno temu również wybrała te same przedmioty co Hermiona, sytuacja dziewczyny była nieco inna. Minerwa w dwa pierwsze lata opanowała materiał z obowiązkowych przedmiotów w zakresie pięciu lat. Dlatego mogła skupić się na przedmiotach dodatkowych, redukując liczbę godzin eliksirów czy zaklęć. Nadwyżka wiedzy była tak duża, że Minerwa mogła jeszcze podjąć się szkolenia animagicznego. Hermiona była bystra i zdolna, a jej tempo przyswajania magicznej wiedzy prawie dorównywało Minerwie. Lecz przyjaciółka Harry'ego nie miała takiej mocy jak Minerwa, a to moc pozwalała kiedyś Minerwie wykonywać zupełnie nowe czary bezbłędnie za pierwszym razem.

Minerwa skupiła się na dziewczynce przed sobą. Nie powinna porównywać jej do siebie – z całego serca życzyła jej lepszej przyszłości.

Hermiona z zrozumieniem i bystrością przyjmowała jej wskazówki, składające się głównie z ostrzeżeń i ograniczeń. Wreszcie Minerwa wyjęła z zabezpieczonej magicznym zamkiem szuflady małe pudełko, otworzyła je i podała Hermionie. Oczy dziewczynki rozbłysły, gdy ujęła w dwa palce wisiorek z małym zmieniaczem czasu. Minerwa pokiwała głową – nikt nie zasługiwał na wyróżnienie zmieniaczem bardziej niż jej podopieczna.

- Musimy już wracać na ucztę, jestem pewna że pan Potter czeka na nas z niecierpliwością, ale chcę żebyś wiedziała, że gdybyś miała jakiekolwiek wątpliwości i problemy, drzwi mojego gabinetu są zawsze otwarte. Lepiej przyjść do mnie z małym kłopotem, który będziemy mogły razem rozwiązać niż z całą serią zakłóceń, jakie możesz wywołać, samej majstrując przy zmieniaczu. – rzekła Minerwa z powagą. Hermiona na moment spojrzała jej w oczy, a potem spuściła wzrok, nagle zarumieniona.

- Oczywiście, pani profesor. Ja… czuję się zaszczycona zaufaniem, jakim mnie obdarzono. – odpowiedziała uczennica.

Minerwa uniosła lekko kąciki ust – zaufanie. Czy nie o to chodziło w tym wszystkim? Ufała Hermionie ze zmieniaczem, ufała Albusowi z Harrym, ufała Remusowi z Syriuszem i ufała Severusowi z wywarem tojadowym. Ufała sobie, że zdoła ich wszystkich ochronić przez złem i ciemnością. Czy jednak jej zaufanie było prawdziwe? Nie, bo żadnej z tych osób nie dopuściła do siebie na tyle blisko, by podzielić się swoim bólem.

To był jej ból, jej brzemię. Musiała je nieść samotnie. Musiała ufać, że jest dość silna.

- Chodźmy. – mruknęła, ruszając do drzwi gabinetu.

Gdy weszła do Wielkiej Sali, Filius już zabierał Tiarę. Minerwa skinęła mu głową uprzejmie, co wyraźnie ucieszyło niewielkiego czarodzieja. Harry i Hermiona udali się do stołu Gryfonów, Minerwa zaś przeszła przez całą Wielką Salę, by zasiąść po prawej stronie Albusa.

- Wszystko w porządku? – Albus pochylił się lekko do niej. Minerwa wiedziała, że w tym pytaniu jest zawarta troska o nią, o Harry'ego i o Hermionę.

- Tak. – odpowiedziała z przekonaniem, a potem zastukała widelcem w kieliszek by uciszyć uczniów. Albus wstał i zaczął swoją mowę.

Minerwa słuchała go z uwagą, choć zacisnęła usta, gdy zaczął mówić o dementorach. Jej humor poprawił się, gdy zobaczyła miny Pottera i Weasley'a, gdy Albus zaznaczył, że peleryna niewidka nie jest skuteczna w spotkaniu z dementorem. Miała ochotę uśmiechnąć się, na myśl o tym, że w całym zamku tylko ona ma szanse wymknąć się strażnikom Azkabanu – dementorzy nie zwracali uwagi na zwierzęta, więc jako animag Minerwa miała zupełną swobodę. O ile rzecz jasna rzeczywiście nie zemdleje w pobliżu dementora z powodu nawrotu bolesnych wizji. Mimo zapewnienia złożonego Albusowi, nie była tego taka pewna.

Potem klaskała razem z innymi, gdy Albus przedstawił Remusa i ogłosił, że posadę nauczyciela opieki nad magicznymi stworzeniami przejmie Hagrid. Minerwa cieszyła się, że jej przyjaciel Rubeus będzie miał zajęcie, poza tym niewielu magów znało się na magicznych stworach tak jak on. Profesor Kettleburn był już wiekowy gdy Minerwa uczyła się w Hogwarcie – o jego przejściu na emeryturę mówiło się za każdym razem, gdy tracił którąś z części ciała.

Nie ona jedna cieszyła się z nominacji Hagrida. Z dumą zobaczyła jak jej trio z Gryffindoru gratuluje Rubeusowi. Biedny półolbrzym zupełnie by się rozkleił, dlatego Minerwa dała uczniom znak, by znikali do wieży Gryffindoru. Sama podarowała Hagridowi jedną ze swoich tartanowych chusteczek do nosa i poklepała go po plecach. Zapisała sobie w pamięci, by zakraść się kiedyś w kociej formie na jedną z jego lekcji – nie miała wątpliwości, że będzie wspaniałym nauczycielem, ale ciekawiło ją, jak poradzi sobie z nową sytuacją.

Gdy upewniła się, że Hagrid się uspokoił i bez wylanej kałuży łez dotrze do swojej chatki, podeszła do Albusa, który właśnie życzył dobrego wieczoru Remusowi.

- Szachy? – zapytała cicho, a dyrektor aż podskoczył, nie spodziewając się jej. Zaraz jednak na jego twarzy pojawił się uśmiech.

- Z przyjemnością. – odparł, wyciągając do niej ramię.

Minerwa ujęła go delikatnie za łokieć. Gdy szli do jego gabinetu, pomyślała, że ten rok zapowiada się raczej dobrze. Gdyby tylko nie widmo Blacka na wolności…