Po obiedzie Śmierć zabiera mnie na spacer po okolicy. Po raz pierwszy chodzimy niedaleko domu trzymając się za ręce i rozmawiając o różnych sprawach. Wyjątkowo też Śmierć ściągnął swoją maskę z twarzy. Widzę po raz pierwszy z bliska jak się śmieje i chyba pierwszy raz od dłuższego czasu wygląda na spokojnego. Gdy robimy już kolejne koło wokół domu, dostrzegamy jak Wojna wjeżdża na Pożodze na podwórze.

"Hej!" woła do nas Wojna, machając i podjeżdżając do nas "Mały spacerek po obiedzie?"

"Tak." odpowiada mu Śmierć obejmując mnie w talii i przytulając do siebie "Potrzebowaliśmy też trochę spokoju. Furia wzięła sobie bardzo do serca te świętowanie naszych zaślubin."

"Nie dziwię się jej." odpowiada Wojna zsiadając z konia "Bardzo się starała byście się do siebie zbliżyli."

"Mówisz?" pyta zaskoczony Śmierć.

"Mhm." potwierdza Wojna "Idziecie ze mną do stajni?"

"Czemu nie?"

Idę więc ze Śmiercią i Wojną powoli do stajni. Wojna prowadzi Pożogę i opowiada bratu o swojej misji. Gdy już jesteśmy w stajni, Wojna głaszcze Pożogę i mówi do Śmierci:

"Niestety Ty będziesz musiał jutro sprawdzić tego demona."

"Ja? A to dlaczego?" pyta zaskoczony Śmierć.

"Z informacji, które zdobyłem wynika, że będzie rozmawiać tylko z Tobą. Stwórca już wie i prosił mnie o przekazanie tej informacji Tobie."

"Akurat to musi być jutro?"

"A miałeś coś zaplanowanego? Przepraszam, jakbym wiedział to bym się wstrzymał."

"To nic takiego." wtrącam się "Śmierć miał mnie jutro zabrać na targowisko."

"To ja Ciebie zabiorę." stwierdza Wojna.

"Zabrałbyś ją?" pyta Śmierć.

"A czemu nie? Ja jutro mam wolne. Ze mną będzie niemal tak bezpieczna jak z Tobą. Powiedz co potrzebujesz a ja to z nią załatwię."

"Dzięki Bracie." Śmierć poklepuje brata po ramieniu a ja zdaję sobie sprawę, że znowu nikt mnie nie spytał o zdanie.

"Nie mam nic do powiedzenia?" wyrywa mi się pytanie.

"Nie bardzo." odpowiada mi Śmierć a Wojna pytająco na mnie patrzy "Po prostu ubzdurała sobie, że niczego nie potrzebuje." zwraca się do Wojny.

"Zupełne przeciwieństwo Furii." śmieje się Wojna "A propos Furii to nie wiesz gdzie ona szaleje? Zjadłbym coś jeszcze przed tym całym świętowaniem."

"Przygotowuje to w swoim skrzydle." odpowiadam Wojnie "Więc spokojnie możesz usiąść w kuchni. Chodźmy, odgrzeję Ci obiad." biorę Wojnę za ramię i prowadzę do domu.

Gdy wchodzimy do domu w przedpokoju spotykamy Waśń. Już Wojna ma się z nim przywitać gdy on przyciska palec do ust wydając z siebie tylko ciche:

"Ciii…"

Przechodzimy więc z nim do kuchni i Wojna pyta go szeptem:

"Co się dzieje?"

"Furia oszalała." odpowiada nam szeptem "Jak zobaczycie jej gościnny pokój to zrozumiecie."

"Aż tak źle?" pyta Śmierć.

"Jak zobaczycie to się przekonacie. Ale teraz lepiej się jej nie pokazujcie na oczy." Waśń zwraca się do mnie i do Śmierci "Jak tylko Was zobaczy obrzuci Was konfetti i płatkami kwiatów. No prostu oszalała."

"A skąd o tym wiesz?" pytam Waśń.

"Bo mnie najpierw nimi obrzuciła bym jej powiedział czy są wystarczające pachnące. Pachnące, rozumiecie?"

Przewracam oczami i odchodzę od nich by wstawić na kuchenkę obiad. Śmierć i Wojna wciąż stoją przy Waśni z niezbyt rozumnymi minami.

"Co jej odpowiedziałeś?" dobiega do mnie pytanie Wojny skierowane do Waśni.

"Nie wiedziałem co powiedzieć więc uciekłem a ona zaczęła za mną krzyczeć, że ma jeszcze inne do wypróbowania." odpowiada im z przerażeniem Waśń.

"Przesadzasz." stwierdza Śmierć i po chwili do kuchni wpada Furia.

"O tutaj jesteś!" odzywa się do mnie Furia i podchodzi do mnie szybkim krokiem "Chodź. Muszę Cię przygotować na przyjęcie." Furia chwyta mnie za rękę i ciągnie ze sobą.

"Ale muszę odgrzać Wojnie obiad…" próbuję się bronić.

"Jest ich tutaj trójka, dadzą sobie radę bez Ciebie." odpowiada mi Furia i ciągnie za sobą.

Gdy mijamy Waśń Furia na moment staje, patrzy na brata i pyta:

"I co, ładnie pachniały?"

Waśń na to wydaje tylko okrzyk przerażenia i wybiega z kuchni. Próbuję spojrzeć jeszcze błagalnie na Śmierć ale Furia znowu zaczyna mnie ciągnąć na górę.