Hej,
mam dla Was niespodziankę! ^^
Mały, humorystyczny bonus, aby umilić okres oczekiwania na nowy rozdział. Jest to również mój wyraz wdzięczności za wszystkie wspaniałe komentarze i miłe słowa :))
Dodają mi one skrzydeł i lepszego kopa do działania od Red Bulla ^^
Opublikowanie bonusu w ten weekend zawdzięczamy Eldaeryn, która sprawdziła tekst w zabójczo szybkim tempie! ^^
Gorąco dziękuję!
BETA: Eldaeryn
Bonus nie jest związany z linią czasową głównego.
BONUS DO PRADAWNEGO PAKTU:
NOWOROCZNA OBIETNICA
Nastolatek, który na czole miał bliznę w kształcie błyskawicy, siedział po turecku przed kominkiem w pokoju wspólnym w wieży Gryffindoru. Zamyślonym wzrokiem wpatrywał się w tańczące płomienie. Głowę opierał na dłoni, a w drugiej ręce miał różdżkę, którą obracał niedbale. W całym dormitorium panowała spokojna cisza, a za oknami sypał obficie biały śnieg. Zegar na ścianie wybił północ i brunet westchnął z rezygnacją, przeczesując dłonią rozczochrane włosy.
— Szczęśliwego Nowego Roku, Harry — mruknął pod nosem, opuszczając głowę i wlepiając smętny wzrok w swoje stopy.
Dzisiejszej nocy każdy bawił się i świętował w Wielkiej Sali, gdzie odbywała się huczna impreza. Dumbledore uznał, że w tych ponurych czasach wszyscy potrzebują troszkę radości w życiu, więc zorganizował Bal Noworoczny. Jednak nastolatek postanowił nie przyłączać się do swoich przyjaciół, nie chciał im psuć nastroju swoim posępnym zachowaniem. Prychnął delikatnie rozbawiony, gdy przypomniał sobie zabójczą minę Severusa na wieści o nadchodzącej zabawie. Chyba miał inne poglądy co do sugerowanej przez dyrektora radości.
Do diabła… naprawdę tęsknie za moim chmurnym profesorem.
Westchnął ponownie i rozkładając szeroko ręce, runął do tyłu, kładąc się na placach na złoto-czerwonym dywanie. Zamrugał pomału i łypnął gniewnie na sufit, który wciąż miał widoczne ślady po zeszłorocznych fajerwerkach bliźniaków.
Czekał na jego powrót. Miał nadzieje, że wróci zgodnie z obietnicą.
Nadzieja matką głupich, pomyślał i stłumił w sobie chęć ponownego westchnięcia. Cóż powinien już się nauczyć, że w życiu nigdy nic nie układało się po jego myśli.
Tegoroczne święta Bożonarodzeniowe mieli spędzić razem – wraz z Severusem.
Harry był podekscytowany tą perspektywą. W klatce piersiowej odczuwał przyjemne ciepło, które narastało z każdym dniem. Z niecierpliwością odliczał dni do Wigilii. Nie mógł się doczekać spędzania tych paru dni ze złośliwym, sarkastycznym mężczyzną. Nawet z uśmiechem przyjmował dokuczanie Rona i znaczące spojrzenia Hermiony.
Pierwszy raz od dłuższego czasu był szczęśliwy.
— Pomyślnego nowego roku, Severusie Snapie — wyszeptał, podnosząc różdżkę i wyczarowując iluzję fajerwerków, które spektakularnie wybuchły pod sufitem.
Opuścił ciężko rękę na dywan i zmarszczył niezadowolony brwi. Tak naprawdę to chciał wpaść do Wielkiej Sali i rozkwasić nos ubranemu w pstrokatą szatę siwemu czarodziejowi. To przez niego ich wspólne plany legły w gruzach, a Severus jest sam, gdzieś na jakimś zadupiu i musi robić bóg wie co!
Miał nadzieję, że gdziekolwiek się znajdował – to przynajmniej jest bezpieczny.
Przegryzł zmartwiony wargę, żałując, że nie zapytał Mistrza Eliksirów o szczegóły misji. Nie wiedział gdzie, ani w jakim celu został wysłany. Dowiedziawszy się o jego wyjeździe, był tak bardzo rozgniewany, że nie chciał kompletnie słuchać mężczyzny.
Przypominając sobie tamtą rozmowę, przymknął powieki. Nie skończyła się ona zbyt dobrze.
XXX
Dwa dni przed świętami Bożego Narodzenia.
Po przekroczeniu progu gabinetu Opiekuna Ślizgonów, z rosnącym niepokojem obserwował stojącego na wprost niego mężczyznę. Coś było bardzo nie tak. Zdołał poznać Snape'a na tyle, aby wiedzieć, kiedy ten specjalnie utrzymuje kamienny wyraz twarzy. Ewidentnie spodziewał się po nim wybuchu i serii wrzasków.
Harry poczuł, jak żołądek wywinął mu koziołka. Już wiedział, że niebawem usłyszy coś, co mu się bardzo nie spodoba. Wciągnął kilka razy powietrze i zapytał opornie:
— Co się stało?
— Albus wysyła mnie na misję — oznajmił mężczyzna głębokim głosem, a usta zacisnął w niezadowolonym grymasie.
Brunet zamrugał zdziwiony. Tylko o to chodziło? Członkowie Zakonu nieustannie są wysyłani na różne misje. Rozumie to. Nie podobało mu się to, że znowu straci profesora z oczu. Jednak kto jak kto, ale Mistrz Eliksirów potrafi o siebie doskonale zadbać i spuścić komuś niezły łomot, gdy jest to wymagane.
— W porządku — wymruczał chłopak, przegryzając lekko wargę i odwracając wzrok, dodał — Tylko… uważaj na siebie.
Nastała chwila ciszy, po czym można było usłyszeć ciche westchnienie mężczyzny:
— Harry.
Nastolatek momentalnie na niego spojrzał.
Jasna cholerka.
Jest w tym coś znacznie więcej.
— Chodzi o coś jeszcze? — dopytał się niechętnie, czując dławiącą gulę w gardle.
— To mało prawdopodobne, abym zdążył wrócić do świąt — powiedział miękkim głosem Snape, który słyszał tylko w nielicznych sytuacjach, przyglądając mu się przy tym uważnie.
Szlag by to!
Na te słowa gorycz wkradła się do jego serca. Harry zacisnął mocno dłonie w pięści, chcąc ukryć drżenie dłoni. Co jeśli... może taki był plan od samego początku? Może nie chciał...
— Dowiedziałeś się dopiero teraz? — domagał się zaciekle Potter, a w jego głosie można było wyczuć powątpiewanie.
— Nie mamy wyjścia. Sytuacja jest-
— Jesteś pewny, że to dyrektor wyznaczył cię? — przerwał natarczywie brunet, a w jego zielonych oczach kłębiło się mnóstwo trudnych do określenia emocji.
— Do czego dokładnie się odnosisz? — mruknął przeciągle chłodnym tonem Snape.
— Do tego, że może to TY poprosiłeś, aby przydzielił ci tę misję?
— Po jakie licho miałbym to robić, Potter? — warknął Severus, marszcząc gniewnie brwi. — Możesz mnie oświecić w tej kwestii, co? Bo chyba zgubiłem się w twoim ograniczonym rozumowaniu!
Znowu jestem Potterem, tak?
Usta Złotego Chłopca poruczyły się automatycznie, zanim zdążył pomyśleć:
— A po to, abyś nie musiał spędzać ze mną świąt!
Zapadła niezręczna cisza.
Mistrz Eliksirów westchnął i przetarł zmęczone oczy. Podszedł do młodszego czarodzieja, podniósł rękę i delikatnie zmierzwił mu włosy.
— Coś ty znowu sobie ubzdurał, dzieciaku?
Na jeden moment chłopak zesztywniał, po czym odepchnął rękę mężczyzny. Gwałtownie odwrócił się do niego plecami. Serce tłukło mu się w piersi, tak jakby chciało mu połamać żebra. Nie mógł tego już znieść. Ruszył w stronę wyjścia.
— Harry! — warknął zaskoczony profesor, łapiąc go za nadgarstek.
Nastolatek zatrzymał się raptownie, lecz nie obejrzał się za siebie. Wlepił wzrok w swoje brudne trampki. Zadrżał pod mocą przeszywającego spojrzenia ciemnych oczów i wiedział, że powinien coś powiedzieć, ale nie był w stanie.
— Nie prosiłem o misję, głuptasie — próbował wyjaśnić spokojnym tonem Snape — Jednakże muszę jechać, to nie podlega dyskusji. — Po chwili zastanowienia, dodał, ważąc ostrożnie każde słowa: — Obiecuję, że wrócę na czas, aby świętować z tobą Nowy Rok.
— Rób, co chcesz! Nie obchodzi mnie to! — krzyknął, wyszarpując rękę z uścisku Mistrza Eliksirów i wybiegł z gabinetu, trzaskając drzwiami.
XXX
Czasami naprawdę zachowuję się jak bałwan.
Otworzył ponownie powieki i przez przerażającą chwilę zastanawiał się, czy profesor po powrocie będzie chciał z nim rozmawiać. Poczuł, jak jego serce zamarło na tę myśl.
Nie ma bata, abym to przeżył.
Nawet teraz, zaledwie po paru dniach jego nieobecności, pierońsko mi go brakuję.
Harry nie wyobrażał już sobie życia bez swojego Postrachu Hogwartu.
Połączenie między nimi nieustannie się pogłębia i jest intensywniejsze z dnia na dzień. Więź była zakorzeniona w nich na trwałe. Nie było od tego odwrotu.
Początek ich relacji był... delikatnie mówiąc ciężki. Obaj są diabelnie uparci i nie potrafią trzymać języka za zębami – chociaż Severus nigdy się do tego nie przyzna.
Mimo to nie mieli wyjścia.
Musieli spróbować dojść do kompromisu. Z biegiem czasem przestali rzucać w siebie obelgami na każdym kroku i znaleźli wspólną nić porozumienia. Po przekroczeniu niechęci wyszło na jaw, że mają wiele wspólnego. Natomiast sam Mistrz Eliksirów okazał się najbardziej honorowym i godnym zaufania człowiekiem, jakiego Złoty Chłopiec spotkał na świecie. Mężczyzna może nie jest zbyt wylewny lub czuły w słowach, lecz jego gesty i uczynki przekazywały znacznie więcej.
Nikt przenigdy nie dbał o niego tak, jak Opiekun Ślizgonów.
Harry'emu zależało na nim. Dzięki niemu nareszcie poczuł, że gdzieś przynależy. A teraz… Obawiał się, że swoim dziecinnym napadem złości zniszczył wszystko, na co razem tyle pracowali.
Zachował się jak rozpuszczony gówniarz, bo zabrali mu jego ulubionego profesora na święta.
Do kitu, prawda?
Jednakże nie dało mu to prawa potraktować w ten sposób Severusa.
Nagle, jak grom z jasnego nieba rozległ się głośny huk.
Zaskoczony brunet poderwał szybko głowę i automatycznie odwrócił się w stronę wejścia, mocniej zaciskając w dłoni różdżkę. W tym momencie przez dziurę za portretem przedostała się wysoka postać i Gryfon napotkał wzrokiem odzianego w swoją typową czerń mężczyznę.
— Snape! — zawołał nastolatek z ulgą w głosie, lecz również z wyraźnie słyszalną nutą niedowierzania. — Co ty…
Mistrz Eliksirów zamarł i przystanął, kierując na niego swoje przenikliwe spojrzenie. Ramiona lekko mu drżały, a klatka piersiowa szybko unosiła się i opadała. Dyszał lekko, jakby przebiegł całą odległość z bram Hogwartu prosto do wieży Gryffindoru.
— Potter — mruknął profesor, a do kieszeni szaty schował różdżkę, którą trzymał w wyciągniętej dłoni, kiedy wparował z hukiem do pokoju wspólnego.
Nie odrywali od siebie wzroku, a czas wydawał się stanąć w miejscu.
Po chwili Harry nie mógł powstrzymać szerokiego uśmiechu.
Dotrzymał słowa.
— Spóźniłeś się, stary draniu — odezwał się z udawanym wyrzutem w głosie, przerywając tym wygodną ciszę.
Severus prychnął pogardliwie i zaczął iść powolnym krokiem do rozwalonego na dywanie nastolatka.
— Sam jesteś sobie winny — oznajmił chłodnym tonem profesor ze złośliwym błyskiem w oku.
— Niby dlaczego to moja wina? — wymagał oburzony Wybraniec, krzyżując ręce na torsie.
— Szukałem cię, cholerny dzieciaku! — warknął w odpowiedzi, zatrzymując przy nim. — Dlaczego, do diabła, zaszyłeś się w wieży Gryffindoru, podczas gdy twoi rówieśnicy pozbywają się resztek godności w Wielkiej Sali?
Szukał mnie?
Brunet dumał powątpiewająco, lecz po chwili go olśniło.
Myślał, że znowu w coś się wpakowałem!
Wcale nie byłoby to takie niedorzeczne. Chłopiec-który-przeżył zawsze przyciągał kłopoty jak magnes. Jakby się nad tym zastanowić to podejrzane było, że nie wydarzyło się nic katastrofalnego.
Harry nieoczekiwanie czując, że się czerwieni, odwrócił błyskawicznie głowę. Nigdy w życiu nie przyzna się przed tym mężczyzna, że czekał na niego jak porzucony szczeniak. Nie ma szans. Sarkastyczny drań nie posiadłby by się ze szczęścia.
Severus przyglądał się mu wyczekująco, aż w końcu nie doczekawszy się odpowiedzi, potrząsnął zrezygnowany głową.
— Zatem… Czy chcę wiedzieć, dlaczego czyścisz sobą dywan, wyręczając skrzaty domowe? — zapytał gorzkim tonem, podnosząc wymownie brew.
— Pewnie nie — przyznał niechętnie, zerkając na niego bokiem, a przed jego twarzą pojawiła się rozwarta dłoń profesora.
— Wstawaj, dzieciaku — mruknął Snape.
— Nie jestem dzieckiem.
— Oczywiście, panie Potter. Teraz podnieś swój seksowny tyłek do góry.
Jasny gwint!
Zielone oczy rozszerzyły się lekko, wpatrując się z niedowierzaniem w czarodzieja, a jego policzki spłonęły szkarłatnym rumieńcem. Po chwili przyjął pomocną dłoń i podniósł się na nogi, stojąc tak blisko Snape'a, że czuł bijące od niego ciepło.
Kącik ust mężczyzny wygiął się lekko ku górze i nie wypuszczając dłoni nastolatka, delikatnymi, kolistymi ruchami gładził go kciukiem po nadgarstku.
Harry zadrżał, a serce zaczęło tłuc mu się mocno w piersi.
Ten facet wpędzi mnie do grobu na zawał serca!
Pomyślał zmieszany chłopak i czując, że lada moment jego twarz stanie się czerwona jak burak, uznał, że ma najciekawsze trampki na świecie. Tak, zdecydowanie nie mógł spuszczać ich z oczu.
Mistrz Eliksirów bacznie go obserwował, po czym westchnął przeciągle i uwalniając dłoń bruneta, sięgnął po coś do szaty. Wyciągnął niedużą paczuszkę i cisnął nią w stronę Gryfona. Paczka nie wylądowała na ziemi, tylko dzięki szybkiego refleksowi, który chłopak nabył, grając jako Szukający.
Widząc zaskoczoną minę Gryfona, przewrócił wymownie oczami i powiedział szorstko:
— To dla ciebie.
Coś w piersi młodszego czarodzieja zatrzepotało gwałtownie.
— Dziękuję — odparł speszony, nie był przyzwyczajony do otrzymywania podarunków. Lata wychowania przez Dursley'ów nauczyły go, żeby nigdy niczego nie oczekiwał. Nie wiedząc, co ma ze sobą zrobić, zapytał o pierwszą rzecz która przyszła mu do głowy: — Jak przebiegła misja?
— Cóż… — Profesor zatrzymał się na chwilę, rzucając mu oceniające spojrzenie. — Napotkałem nieistotne powikłania — dodał lekceważąco.
— Co się stało?
— Mnóstwo rzeczy, panie Potter. Musisz być bardziej specyficzny.
— Mam na myśli na misji!
— Ja również.
— Więc jakie „napotkałeś nieistotne powikłania" podczas zadania? — nie odpuszczał dzieciak, nienawidząc, że musiał tak ciągnąć Mistrza Eliksirów za język.
Snape obiecał mu, że nigdy go nie okłamie.
Jednakże to nie znaczyło, że poda mu na tacy wszystkie informacje. Nie na darmo był przez te wszystkie lata szpiegiem Voldemorta. Kiedy nie chciał się z nim czymś podzielić, Snape wcale nie musiał kłamać. Znał przeróżne sposoby, aby zmanipulować rozmową w innym kierunku lub nie zdradzić całej prawdy.
Ponadto, nie zapominajmy, że Mistrz Eliksirów nie rzucał słów na wiatr.
Każdy pojedynczy wyraz miał znaczenie i mógł zmienić kontekst całej wypowiedzi. Tak jak w tym przypadku. Gdyby ta komplikacja na misji byłaby tak „nieistotna", jak stwierdził, to wcale by o niej nie napomknął.
Mierzyli się chwilę spojrzeniami.
— Uparty, gówniarz — burknął pod nosem profesor, zanim oznajmił chłodnym tonem. — Skoro ma to ci spędzić sen z powiek… — Pochylił się na nad nim i wyszeptał mu do ucha:— Powiem ci.
Harry podskoczył zaskoczony, gdy poczuł na sobie ciepły oddech mężczyzny. Przełknął głośno nagłą suchość w gardle. Nie rozpraszaj się.
— Więc… — wyjąkał chłopak, odchrząknął i kontynuował mocnym tonem. — To powiesz mi w końcu? Co to za wielka tajemnica?
— Wpadłem po drodze na starego przyjaciela — wycedził sarkastycznie, a w jego spojrzeniu pojawił się chłód.
— Którego?
— Lucjusza… — wypluł z pogardą z Severus. Wycofał się z przestrzeni osobistej Gryfona i oparł się placami o gzyms kominka, sprawdzając reakcje chłopaka.
Zielone oczy rozszerzyły się lekko.
Niech to diabli!
Wybraniec poczuł, jak przygniatają go wyrzuty sumienia.
Były szpieg oficjalnie deklarując, po której jest stronie w nadchodzącej wojnie, okazał nielojalność nie tylko Voldemortowi. Również Malfoy'a ubodła mocno zdrada ich długoletniej przyjaźni. Przysiągł osobistą wendetę i uderzył w jedyną osobę, na której jak wierzył, zależy Snape'owi.
W niego – Sławnego Chłopca-który-jeszcze-jakimś-cudem-żyje.
Zadrżał, przypominając sobie wykrzywioną w sadystycznym uśmiechu twarz Lucjusza i zaraz po tym nadciągające katusze. Cholerny blond arystokrata wiedział jak sprawiać ból.
— Wszystko w porządku? — zapytał zmartwionym tonem nastolatek i podszedł bliżej nauczyciela, zapominając do reszty o prezencie.
— Właśnie dlatego nie chciałem o tym rozmawiać — wycedził chłodnym tonem dorosły czarodziej, krzyżując gniewnie ręce na torsie. — Znowu to robisz. Obwiniasz się.
Złoty Chłopiec zatrzymał się nagle w pół kroku i wyglądał, jakby został przyłapany na gorącym uczynku.
— Nie ponosisz winy za skutki walki przeciwko Voldemortowi — kontynuował Mistrz Eliksirów głosem nieznoszącym sprzeciwu.
— Ale-
— Również pamiętam wyraźnie — przerwał brunetowi profesor, stanowczo nie dopuszczając go do głosu — jak nadmieniałem ci, że nie mogę się doczekać kiedy wpadnę na Lucjusza w jakimś ciemnym zaułku i wyrównam z nim rachunki — oświadczył groźnym tonem ze złowrogim błyskiem w oku, które obiecywało masę cierpienia.
— Ty… — wymruczał chłopak, zanim potrząsnął głową i przestudiował dokładnie Opiekuna Ślizgonów. — Na pewno nic ci nie jest?
Przez te przeklęte czarne szaty, nie mógł nawet stwierdzić czy Snape jest ranny. Facet nigdy się nie przyzna, jeśli coś mu dolega. Kto wie dlaczego? Przecież może potrafiłby pomóc!
Harry nie myśląc o tym, co robi, pokonał dzielącą ich niewielką odległość. Szybkim ruchem oderwał splątane ręce profesora na torsie, aby zobaczyć czy nie ukrywa jakieś paskudnej rany na klatce piersiowej. Automatycznie położył swoje dłonie w okolicach, gdzie znajduję się serce mężczyzny i…
Zamarł.
Cholercia!
Co ja robię?!
Miałem zamiar obmacać CAŁEGO Snape'a? Nie tak się sprawdza, czy ktoś jest ranny! Upomniał siebie w myślach nastolatek i jak oparzony odskoczył od czarodzieja. Zażenowany własnym zachowaniem marzył, aby wessała go czarna dziura lub porwało UFO.
Momentalnie ciemne oczy wydawały się wwiercać w niego, jednakże ich wyraz był nieodgadniony dla Harry'ego.
Wolałby wszystko, zamiast tej dziwnej atmosfery, która ich otoczyła.
— Rozumiem… — zaczął profesor surowym tonem, podczas gdy w rzeczywistości był rozbawiony reakcją dzieciaka. — Uważasz, że nie mam szans w starciu z Lucjuszem i musiałem zostać zraniony? — zapytał z goryczą i podniósł wymownie brew.
— Co?! Oczywiście, że nie!
— W takim razie, o co chodzi?
Gryfon odwrócił głowę i zagryzł wargę. Snape, wykorzystując jego nieuwagę, chwycił go w pasie i przyciągnął mocno do siebie.
— Ej! — krzyknął wzburzony brunet, a ręce mężczyzny zatrzymały się na jego biodrach. Czuł bijące od nich przyjemne ciepło nawet przez ubrania. Potajemnie cieszył się z kontaktu. Tęsknił za Snape'em i chociaż więź między nimi była mocniejsza, to wciąż powodowała dyskomfort przy dłuższej nieobecności nauczyciela Eliksirów.
— Martwiłeś o mnie, panie Potter? — zapytał Severus głębokim głosem, przepełnionym trudnym do zinterpretowania uczuciem.
— Nie musiałem. Złego diabli nie biorą — bąknął młodzieniec, odpychając się od byłego szpiega. Nie wiedział, co dzisiaj w niego wstąpiło.
Mistrz Eliksirów prychnął, po czym z wyrazem głębokiego zamyślenia na twarzy, zaczął bębnić palcami w gzyms kominku.
— Harry — mruknął i westchnął przeciągle, czekając, aż dzieciak podniesie na niego wzrok. — Nie twoim obowiązkiem jest opiekowanie się mną. Tylko moim tobą.
Wybranie słysząc te słowa, poczuł się, jakby ktoś przebił mu płuco. Bo jeśli on nie zadba o jego zgryźliwego, wrednego dupka, to niby kto zrobi? Snape jest potężnym czarodziejem i nie wątpi, że potrafi o siebie zadbać, ale nie jest niezniszczalny. Nikt nie jest. Chciał, aby na nim polegał.
Harry zmarszczył brwi i schował dłonie do kieszeni szaty. Miał zamiar nawtykać mu co o tym myśli. Jednak Opiekun Domu Węży machnął lekceważąco ręko i wskazał na prezent:
— Nie zamierzasz tego otworzyć?
Tego? Pomyślał rozbawiony młodszy czarodziej, Severus chyba nigdy nie wypowie słowa „prezent".
Złoty Chłopiec skierował wzrok na małą paczuszkę, którą położył na stole. Nie miał zamiaru tak łatwo odpuścić tego tematu. Zerknął ukradkiem na Severusa, który zapatrzył się w tańczące płomienie w kominku i poczuł, że nie ma serca się z nim dzisiaj kłócić.
Mężczyzna po długiej misji wyglądał na wycieńczonego. Miał cienie pod oczami, jakby nie spał porządnie od paru dni. A jednak, zamiast udać się prosto do łóżka, przyszedł tutaj. Do niego, aby dotrzymać złożonej obietnicy.
I jak tu się z nim kłócić?
Wybraniec westchnął w myślach i zaczął odpakowywać prezent, będąc coraz ciekawszy jego zawartości. Co mógł dla niego wymyślić na podarunek tak jędzowaty facet?
Zamrugał zaskoczony, gdy zobaczył duży plik arkuszy papieru wykonanego z bardzo porządnego materiału. Przyjrzał się im uważnie i obejrzał na wszelakie strony. Kiedy wyciągnął różdżkę, aby sprawdzić czy nie mają magicznych właściwości, albo czegoś nie skrywają, poczuł na sobie przeszywające spojrzenie Snape'a.
To wyglądało na…
— Co to jest? — zapytał chłopak, wymachując pojedynczą kartą papieru niczym flagą.
— Pergamin — odparł znużony starszy czarodziej, a jego brwi zbiegły się w jedną linię.
— To widzę, ale… do czego służy?
— Zdurniałeś do reszty, Potter — mruknął z małym zaangażowaniem i westchnął cierpiętnico — Zastanów się, do czego może służyć pergamin?
Harry skrzywił się. Nienawidził, gdy profesor używał tego tonu głosu. Zawsze czuł się wtedy jak pięcioletnie i w dodatku niezbyt inteligentne dziecko.
— Szukałem ukrytych właściwości, zaklęć czy skrywających uroków... — odparł sfrustrowany Wybraniec, machając kartką przed nosem mężczyzny. — Czegokolwiek! Nic nie ma! To zwykły pergamin!
Mistrz Eliksirów spojrzał na niego jak na wariata i oznajmił płaskim tonem:
— To jest porządnej jakości zwyczajny pergamin, abyś mógł w końcu pisać odpowiednie eseje.
— Co jest niby, nie tak z moimi wypracowaniami? — domagał się odpowiedzi oburzony chłopak.
Były szpieg nie mógł się powstrzymać i prychnął rozbawiony, lecz widząc twarz dzieciaka, zamarł.
— Merlinie… — mruknął profesor i wciąż osłupiały dodał: — Ty ignorancki Gryfonie, naprawdę nie rozumiesz, co jest nie tak z twoimi pracami?
— Gdybym wiedział, to bym się chyba grzecznie nie pytał, prawda? — odparł przez zaciśnięte zęby Harry, siląc się na spokój.
— Proszę bardzo. Sam tego chciałeś — wycedził kąśliwym głosem, wyprostowując swoją postawę. — Po pierwsze: zawsze oddajesz je na wymiętolonych kartkach, które wyglądają, jakbyś je wyciągnął komuś z odbytu!
— To oszczerstwo! — odkrzyknął brunet, wskazując w niego oskarżycielsko palcem. — Poza tym, komu przeszkadza jeden zagięty róg? Liczy się treść!
— Treść, Potter? Treść twoich wypracowań jest tak samo gówniana jak papier! Ostatnio obawiałem się go wziąć do ręki! Były na nim jakieś podejrzane, żelowe gluty! — warknął, górując groźnie nad Złotym Chłopcem.
Nastolatek zamrugał z niedowierzaniem. Czy ten naburmuszony drań mówił poważnie? Nigdy nie oddał posmarkanego arkuszu. Żadnemu nauczycielowi, a tym bardziej… Momencik, chyba gdy ostatnim razem, pisał esej z eliksirów, Ron grał obok niego w eksplodującego durnia?
Tak. Zdecydowanie tak było.
— To w jaki sposób dokonałeś jego oceny, skoro był taki obleśny? — zapytał, teraz naprawdę ciekawy, czemu Opiekun Ślizgonów od razu nie spalił jego zapewne marnych wypocin.
— Lewitowałem go różdżką — oznajmił kpiącym tonem czarodziej, a usta zacisnął w cienką linię — Jednakże ostrzegam cię, Potter, ostatni raz przyjąłem takie smarki!
— To nie były smarki!
— Nie wnikam, co to było! Moje oczy mają więcej tego nie ujrzeć!
— Aaa! — krzyknął chłopak, tracąc resztki cierpliwości i zmierzwił mocno włosy w przypływie frustracji. — W każdym razie nie powinno się dawać takich rzeczy na prezent!
— To praktyczny podarunek — warknął Snape, sztyletując go wzrokiem.
— Prezent z okazji Nowego Roku powinien być bardziej romantyczny!
— Masz w tym aż takie doświadczenie? — domagał się drwiąco i z wystudiowanym uśmiechem zaczął oglądać sobie paznokcie — Może w takim razie mnie oświecisz, co?
Kurwa.
Nienawidzę go!
Przeklinał w myślach Wybraniec. Nie mógł uwierzyć, że jeszcze przed chwilą tęsknił za tym podłym sukinsynem. Snape doskonale wiedział, że nie miał kompletnie żadnego doświadczenia w związkach i nie wahając się ani sekundy, wytknął mu to prosto w twarz.
Zacisnął mocno dłonie w pięści i marszcząc brwi, spojrzał prosto w ciemne oczy mężczyzny. Spodziewał się ujrzeć w nich szyderstwo bądź pogardę, ale zdecydowanie nie to. Spowodowało to, że żołądek zacisnął mu się nie przyjemnie.
Mistrz Eliksirów wyglądał na dotkniętego.
Nastolatek porywczo odwrócił się od niego, nie potrafił znieść tego spojrzenia. Gwałtownie zmierzwił włosy i mruknął coś pod nosem, zanim westchnął i zerkając na profesora, powiedział cicho:
— Czasami nadal cię nienawidzę.
— Wiem — przyznał oschłym głosem nauczyciel, nie spuszczając z niego wzroku.
— Poważnie? Tylko tyle masz do powiedzenia?
— Co mam na to odpowiedzieć, Potter? — warknął, wzruszając ramionami i rozkładając szeroko ramiona — Nasza relacja nie należy do najłatwiejszych…
— Najłatwiejszych? — powtórzył chłopak i wybuch rozgoryczonym śmiechem. — To bardzo łagodne określenie, nie uważasz?
— Wolałem nie dolewać oliwy do ognia — odparł beznamiętnie mężczyzna, robiąc krok w stronę Gryfona. — Tym razem. — Dodał po chwili, widząc niedowierzanie na twarzy chłopaka.
— Słuchaj… wiem, że to pewnie wiesz — zaczął niepewnie Harry. — Nie miałem na… Nie chciałem tego powiedzieć...
— Jeżeli palniesz jakąś głupotę w stylu „miłość i nienawiść dzieli cienka linia"… To przysięgam, że nie ręczę za siebie — wypluł ze wstrętem Severus i stanął tuż przy krzywiącym się teraz nastolatku.
— Nic takiego nie miałem zamiaru mówić — warknął młodzieniec, patrząc z wyzwaniem w przeszywające ciemne oczy.
— Doprawdy? — zapytał cichym, lecz zarazem mocnym głosem profesor, podnosząc sceptycznie brew.
Gryfon kiwnął potwierdzająco głową. Złapał zaskoczony oddech, gdy mężczyzna chwycił go pod brodę, kierując nią lekko ku górze.
— W takim razie pozwól, że dam ci odpowiedni prezent — mruknął głębokim głosem Snape, a następnie pochylił się nad nim i wyszeptał mu prosto do ucha — Szczęśliwego Nowego Roku, Harry.
Szorstkie usta delikatnie musnęły go w policzek i brunet miał wrażenie, że zaraz cały zamek usłysz, jak głośno wali mu serce. Dłonie profesora spoczęły na jego biodrach i przyciągnęły mocno do siebie, aż na jeden moment zabrakło mu tchu. Odległość dzieląca ich twarze zmniejszała się z każdą sekundą.
Nagle wszystko przestało istnieć, gdy Harry poczuł usta na swoich wargach. Były chłodne i przynoszące ukojenie. Otoczył go zapach, który należał tylko do jego profesora. Zapach, przy którym nie umiał się ani skupić, ani myśleć. Chciał, aby ta chwila trwała wiecznie.
Jednak po krótkiej chwili Mistrz Eliksirów oddalił swoje wargi i ostrożnie mu się przyjrzał. W tej chwili wyraz twarzy mężczyzny wydawał się chłopakowi wyjątkowo kruchy. Harry, kierując się osobliwym przeczuciem, wyszeptał lekko ochrypłym głosem:
— Nie nienawidzę cię.
Ciemne oczy zabłysnęły intensywnym uczuciem i ciepłem. Przez jedną chwilę myślał, że Severus coś odpowie, jednak milczał. Bez uprzedzenia usta nauczyciela znalazły się ponownie na jego. Harry instynktownie owinął ręce na jego karku, a palce wplótł w czarne włosy. Wszystko przestało się liczyć. Byli tylko oni.
Czas wydawał się stanąć w miejscu, aż...
Niespodziewanie otworzył się portret Grubej Damy, wpuszczając do pokoju roześmianą, pijaną grupę uczniów, która momentalnie zamarła i rozdziawiła usta w szoku.
Nie mogli uwierzyć własnym oczom.
Severus Snape i Harry Potter byli jedną wielką plątaniną kończyn. Ich niewinny, mały pocałunek zmienił się w pełen pasji i pożądania.
— Potter!? Ty…!
— Profesorze!?
— Oni…!
— Och... Merlinie!
Nagle czar prysnął, gdy rozległy zszokowane krzyki Gryfonów, wraz z piskami zachwytu od żeńskiej populacji Domu Lwa.
— Cholera — warknął pod nosem Mistrz Eliksirów i wyprostował się, podnosząc morderczy wzrok na intruzów. Momentalnie zapadła napięta cisza.
Złoty Chłopiec natychmiast wypuścił profesora z własnych objęć. Rzucił jedno spojrzenie na rówieśników i schował się bezpiecznie za plecami byłego szpiega. Miał wrażenie, że zaraz spali się ze wstydu. Jeszcze nigdy w życiu policzki nie piekły go tak bardzo, jak dzisiaj.
Chociaż jego związek z Mistrzem Eliksirów od dawna był zatwierdzony przez Ministerstwo, a dzięki uprzejmemu wtrącaniu się Knota dowiedział się o tym cały czarodziejski świat, to Wybraniec wolał się nie afiszować. Cała rozprawa dotycząca ich związku była rozdmuchana na pierwszych stronach wszystkich gazet.
Byli tacy, co zostali wzruszeni ich „tragiczną historią miłosną", którą musieli ukrywać w obliczu nadchodzącej wojny. Zawdzięczali to genialne przedstawienie Dumbledorowi, który opowiedział wzruszającą historię.
O czarodzieju, który zakochał się w Chłopcu-który-przeżył i aby go ochronić, szpiegował najpotężniejszego czarnoksiężnika wszech czasów, narażając stale swoje życie. O młodzieńcu, który musiał stawić czoła przeznaczeniu i pokonać owego mrocznego czarodzieja, a znalazł oparcie w zgryźliwym profesorze.
Jednak duża część społeczeństwa tego nie kupiła.
Uważali, że to ohydne pozwolić Śmierciożercy spotykać się ze Złotym Chłopcem, który ma pewnego dnia uratować cały świat. Obawiali się, że splugawi młody umysł Wybrańca czarną magią i zaklęciami niewybaczalnymi.
Ponowie był na celowniku Proroka i chciał zachować resztki prywatności. Nie była to niczyja sprawa, co robi ze swoim profesorem.
Jak grom z jasnego nieba usłyszał cichy, pełen tłumionej wściekłości głos:
— Wszyscy… macie… SZLABAN! — wypluł gwałtownie Snape. — Spędzicie z panem Filchem wspaniałe, długie dwa miesiące! Za każdego z was odejmuję po pięćdziesiąt punktów od Gryff-
— Poczekaj! — przerwał mu w ostatniej chwili Harry, szarpiąc go za szatę na łopatkach.
Mistrz Eliksirów zerknął surowo na niego przez ramię i brunet przełknął głośno ślinę. Wciąż czując dławiącą kulę w gardle, poprosił:
— Tylko nie odbieraj punktów. Jest Nowy Rok.
Następnie mruknął pod nosem, aby usłyszał go tylko profesor: — Odejmując punkty od mojego domu, karzesz również mnie za tą sytuację.
Kącik ust mężczyzny zadrgał, jakby próbował zapanować nad uśmiechem. Po czym westchnął cierpiętnico i przewrócił ostentacyjnie oczami:
— Niech będzie po twojemu, panie Potter.
Brunet odetchnął z ulgą, a na jego twarzy pojawił się promienny uśmiech. Mistrz Eliksirów wpatrywał się w niego przez chwilę, po czym złapał go za nadgarstek i zaczął ciągnąć w stronę wyjścia.
Gryfoni wciąż byli sparaliżowani obecnym widowiskiem. Mieli szeroko rozwarte oczy, pełne niedowierzania. Jako jedni z nielicznych zobaczyli miękką stronę Kąśliwego Nietoperza Hogwartu. Byli świadkami tego rzadkiego wydarzenia i pozostali przy życiu.
Wydawałoby się, że mieli dzisiaj wiele szczęścia.
Szkoda, że niebawem nie będą o tym pamiętać.
Gdy Mistrz Eliksirów wraz z Potterem mijał grupę uczniów, przystanął i zwrócił się do nich niezwykle groźnym tonem:
— Mam wam do powiedzenia jeszcze jedno… — zwiesił złowieszczo głos, a każdy z grupy spojrzał na niego ze strachem w oczach. Zanim ktokolwiek zdążył w jakikolwiek sposób zareagować, wyciągnął różdżkę i wskazał na nich ze słowami: — OBLIVIATE!
— Snape! — upomniał go z wyrzutem w głosie Harry.
— Co? — zapytał zobojętniałym głosem mężczyzna, gdy banda głupków stała nieruchomo i wpatrywali się przed siebie tępym wzrokiem. — Lepiej chodźmy, zanim te imbecyle odzyskają zmysły.
Wybraniec westchnął i podnosząc wzrok na złośliwego profesora, zapytał:
— Gdzie idziemy?
— Do domu, panie Potter.
Przyjemne ciepło wkradło się do serca Harry'ego.
Snape może i jest jędzowatym sukinsynem, ale…
Jest MOIM grymaśnym dupkiem.
KONIEC BONUSU
CDN…
Szczególne dziękuję za miłe słowa pod ostatnim rozdziałem:
BrokenLyra, Basia, NoName
Udanego weekendu, Kochani!^^
I pamiętajcie Wasze słowa mają moc ;)
PS. W dalszym ciągu dzielnie pracuję nad zaległymi rozdziałami ^^ Jednakże jest już bliżej, niż dalej :D
