Stanowczo za wcześnie budzik zaczyna dzwonić. Pół śpiąco włączam drzemkę i otwieram oczy. Zauważam, że Śmierć nawet się nie poruszył na dźwięk budzika. Nie mam pojęcia w jaki sposób wcześniej potrafił wstać o danej godzinie, jeśli teraz nawet się nie poruszył. Całuję go w policzek i go szturcham mówiąc do niego:

"Wstawaj Kochanie. Już siódma."

Śmierć jednak obraca się na drugi bok i zakłada na głowę kołdrę.

"Śmierć za dwie godziny musisz wyjeżdżać." szturcham go kolejny raz i ściągam z jego głowy kołdrę.

"Daj mi jeszcze pięć minut." Śmierć mi odpowiada nie otwierając nawet oczu.

"O nie." nie daję mu się przekonać "Wstawaj."

Śmierć otwiera oczy i patrzy na mnie. W jego oczach widzę początkowo gniew ale po chwili zmienia się on w czułość. Mój małżonek obejmuje mnie ręką w talii, przyciąga do siebie i całuje mnie głęboko.

"A może nie wychodźmy dzisiaj z łóżka, co?" pytam mnie i całuje mnie po karku.

"To byłby świetny pomysł gdyby nie to, że masz pracę." odpowiadam mu po chwili pieszczot delikatnie go odsuwając od siebie.

"No tak, praca." Śmierć puszcza mnie i powoli wstaje z łóżka.

Przez chwilę obserwuje go jak wyciąga z szafy czyste ciuchy a potem ja też wstaję i się przebieram w czystą sukienkę. Po chwili schodzimy razem do kuchni, w której zastajemy Wojnę z kubkiem kawy i przeglądającego gazetę.

"Hej." witam się z nim a Śmierć poklepuje go po ramieniu gdy przechodzi obok niego by usiąść na swoim miejscu "Już na nogach?" pytam.

"Lubię wcześniej wstawać." odpowiada mi Wojna, składa gazetę i ją kładzie na stole "Zrobisz mi też śniadanie?"

"Jasne." odpowiadam i zabieram się za przygotowania, przysłuchując się rozmowie dwóch Jeźdźców.

"Tutaj masz sakiewkę na dzisiejsze wydatki dla Grażki." słyszę głos Śmierci.

"Wygląda na dosyć sporą kwotę." odpowiada mu Wojna "Ile tu jest?"

Śmierć podaje mu kwotę, która nic mi nie mówi. Wojna jednak milczy i po chwili pyta:

"Czyli ma kupić wszystko czego może potrzebować?"

"Dokładnie tak."

"Ok."

Zaczynam się zastanawiać co Śmierć i Wojna rozumieją przez wszystko czego może potrzebować. Wojna zaczyna opowiadać Śmierci o artykułach, które dzisiaj przeczytał i kończy kiedy ja stawiam na stole śniadanie oraz siadam obok Śmierci. Jemy w ciszy śniadanie, potem ja zabieram się za zmycie naczyń a Jeźdźcy postanawiają przygotować konie do drogi.

"Jak skończysz, pożycz ostatni raz płaszcz od Furii i spotykamy się przed domem." zwraca się do mnie Śmierć a ja kiwam mu potwierdzająco głową.

Szybko kończę swoją robotę, zakładam płaszcz od Furii i wychodzę przed dom gdzie Wojna i Śmierć już stoją przy koniach.

"Trzymaj się blisko Wojny na targowisku." Śmierć podchodzi do mnie, zakłada mi kaptur na głowę, całuje mnie w usta i zakłada na twarz swoją maskę.

"Dobrze." odpowiadam mu i patrzę jak Śmierć wskakuje na Rozpacz.

"Uważaj na nią." Śmierć zwraca się do Wojny i rusza w drogę.

Ja i Wojna czekamy aż Śmierć zniknie na horyzoncie po czym Wojna lekko mnie podnosi, sadza mnie na swoim koniu i sam siada za mną.

"No to ruszamy." oznajmia Wojna, wydaje rozkaz koniowi i ruszamy w drogę.

Z Wojną jadę dużo szybciej niż z Furią ostatni razem. Gdy Pożoga staje Wojna z siada z konia i pomaga mi zsiąść. Poprawia mi kaptur i mówi:

"Trzymaj się blisko mnie i nie przejmuj się tym co możesz tutaj usłyszeć."

"Co mogę usłyszeć?" pytam go zaskoczona.

"Nie wszystkim spodobało się, że człowiek został małżonką Jeźdźca. Dlatego też mogą Cię zaczepiać. Niczym się nie przejmuj i zostaw to wszystko mnie, dobrze?"

"Dobrze." przytakuję Wojnie i wchodzimy na targowisko.

Faktycznie tym razem jest trochę inaczej. Gdy ostatnim razem byłam tutaj z Furią to nikt na mnie nie zwracał uwagi ale dzisiaj czuję wzrok każdego stworzenia na sobie. Kątem oka dostrzegam, że niektóre istoty szepczą między sobą, patrząc na mnie. Drepczę obok Wojny starając się nie zwracać na nikogo uwagi gdy nagle przed nami staje wielki, szary demon ubrany w długi brązowy płaszcz. Na głowie ma lekko zakrzywione rogi a jego oczy błyszczą nienawiścią.

"Proszę, proszę, kogo ja widzę: Wojna." odzywa się demon na co Wojna staje a ja obok niego "A kogo to masz obok siebie? Czy to nie jest właśnie ten człowieczy śmieć, którego przygarnąłeś z rodzeństwem?"

"Radziłbym Ci uważać na słowa, demonie." Wojna odpowiada spokojnie a ja spuszczam głowę.

"Po co przyprowadziłeś tutaj tego śmiecia? Myślisz, że ktoś będzie chciał mieć z czymś takim do czynienia?"

"Jakoś nie widzę by ktoś inny uważał podobnie." Wojna odpowiada mu spokojnie i rozgląda się w koło "Czy ktoś tutaj ma jeszcze problem z moją bratową?" pyta głośno ale odpowiada mu cisza "Jesteś sam więc radzę Ci się wycofać." Wojna delikatnie chwyta mnie za ramię i rusza ze mną do przodu.

"Przecież to tylko śmieć!" krzyczy demon rozglądając się w koło i dalej zastawiając nam drogę.

Wojna staje, puszcza moje ramię i drugą ręką wyciąga szybko zza pleców swój miecz i przystawia go do gardła demona.

"Obraź ją jeszcze raz a nakarmię Tobą mojego Pożeracza Chaosu." odpowiada mu patrząc mu w oczy i dodając głośno "I dotyczy to każdego kto ośmieli się nawet ją w myślach obrazić."

Zapada cisza. Wydaje mi się, że czas stanął w miejscu bo dosyć chwilę trwa zanim Wojna odsuwa swój miecz z gardła demona, który następnie bardzo szybko ucieka. Po ucieczce demona targowisko wraca do swojego życia. Wojna jakby nigdy nic chowa swój miecz, ponownie chwyta mnie lekko za ramię i prowadzi przed siebie. Teraz już nikt na nas nie zwraca uwagi. W końcu podchodzimy do jednego targowiska, które jest niemal na samym końcu.

"Witaj Vulgrimie." odzywa się Wojna do gospodarza stoiska.

"Wojna." demon odpowiada mu radośnie i podlatuje bliżej nas "O i małżonka Śmierci." zwraca się do mnie "Słyszałem wiele pogłosek na Twój temat i czekałem na moment aż w końcu będę mógł Cię poznać osobiście."

"Naprawdę?" pytam go zaskoczona.

"Vulgrim, nie czas teraz na pogaduszki." Wojna przerywa mu i wyciąga sakiewkę "Śmierć chce, żeby jego małżonka miała wszystko co może jej się kiedykolwiek przydać." podaje mu sakiewkę.

Vulgrim chwyta sakiewkę i ją otwiera. Po chwili ją zamyka i patrzy na mnie z zachwyconym wzrokiem.

"Ależ oczywiście." odpowiada Wojnie "Ale muszę ją najpierw zobaczyć i pomierzyć by dobrać dla niej wszystko w odpowiednim rozmiarze. Wejdźcie." Vulgrim macha ręką i po chwili za nim pojawiają się drzwi, które otwiera.

Wchodzimy wszyscy przez drzwi i widzę, że znajdujemy się w dużym pomieszczeniu z różnymi rzeczami dookoła.

"Ściągnij płaszcz." mówi do mnie Wojna.

Ściągam z siebie płaszcz i Vulgrim podlatuje do mnie. Przez chwilę lata dookoła mnie i coś zapisuje. Gdy już zaczynam się zastanawiać czy mu się w głowie nie kręci od tego latania wokół mnie to odzywa się:

"Młoda i piękna. Tego mogłem się spodziewać po Śmierci. Myślę, że mam wszystko na miejscu dla niej. Wróćcie do mnie za godzinę i wszystko dostaniecie."

"Dobrze." odpowiada mu Wojna i podaje mi mój płaszcz, który ja od razu zakładam "To za godzinę się widzimy." i wychodzimy z pomieszczenia by ponownie znaleźć się na targowisku.

"To co teraz?" pytam Wojnę.

"Pokażę Ci coś." Wojna lekko się do mnie uśmiecha i rusza przed siebie a ja idę za nim.

Wychodzimy z targowiska i po chwili stajemy przed dużą chatką. Patrzę pytająco na Wojnę ale on tylko się do mnie uśmiecha. Wchodzimy do chatki i widzę, że jest to coś na wzór ziemskiej knajpki: duża sala, dużo stolików, istoty podające różne rzeczy. Wojna macha lekko komuś ręką i prowadzi mnie w kąt sali. Siadam niepewnie i wciąż patrzę pytająco na Wojnę ale on milczy. Po chwili podchodzi do nas wysoka, męska istota, z białymi skrzydłami, z piwnymi oczami w fartuchu kuchennym.

"Wojna." istota zwraca się do mojego Szwagra z uśmiechem "A to pewnie Grażyna, żona Śmierci." zwraca się do mnie z uśmiechem a ja się zastanawiam skąd zna moje imię "Miło, że do mnie przyszliście. Czego sobie życzycie?" pyta i nagle w jego ręku pojawia się notes.

"Dla mnie to co zawsze." odpowiada Wojna "Natomiast dla mojej Bratowej kubek czekolady."

"Macie tutaj czekoladę?" wyrywa mi się pytanie i aż się uśmiecham na samą myśl o tej słodkości.

"Jako jedni z nielicznych mamy ten ziemski przysmak." odpowiada mi istota z uśmiechem "Muszę przyznać, że wiele istot bardzo ją lubi. Jaki rodzaj czekolady?"

"Macie mleczną?" pytam bez zastanowienia.

"Jasne." odpowiada mi istota "Zaraz ktoś dostarczy wasze zamówienie."

Wojna daje istocie do ręki kilka monet a ona kłania nam się głęboko i znika wśród tłumu.

"Nie wierzę, że mają tutaj czekoladę." mówię do Wojny.

"Wiedziałem, że Ci się tutaj spodoba." odpowiada mi Wojna z uśmiechem "Ta istota to właściciel tego miejsca. Jest jednym z tych istot, które nie będą Cię oceniać."

"Dziękuję." uśmiecham się do Wojny.

Spędzam z Wojną miło czas popijając gorącą czekoladę. Mój Szwagier opowiada mi trochę o początkach w byciu Jeźdźcą. Ani się nie orientuję a Wojna mnie informuje, że minęła już godzina i czas wracać do Vulgrima. Posłusznie wstaję i wychodzę za nim machając jeszcze właścicielowi knajpki na pożegnanie. Gdy przychodzimy do Vulgrima czeka na nas już spora paczka.

"To wszystko dla mnie?" pytam z niedowierzaniem.

"Wszystko czego potrzebujesz i będziesz potrzebować." odpowiada mi demon "Zgodnie z zaleceniami Twojego małżonka."

"Jak mam to zabrać do domu?" pytam Wojnę.

"Przecież Ci pomogę." Wojna łapie paczkę jedną ręką "Taka paczka to żaden ciężar dla Pożogi więc nie martw się. Dzięki, Vulgrimie." zwraca się do demona.

"Jeszcze jedno." Vulgrim podlatuje do mnie i wręcza mi malutką paczuszkę "Coś specjalnego ode mnie. Potraktuj to jako prezent ślubny."

"Prezent ślubny?" pytam zaskoczona.

"Myślę, że Ci się spodoba." odpowiada tajemniczo Vulgrim, kłania się mi i Wojnie i znika.

"No to wracajmy do domu." mówi do mnie Wojna na co ja się zgadzam.