Rozdział 23
Nagle z korytarza rozbrzmiały krzyki. Albus wybiegł przez kuchenne drzwi z podniesioną różdżką. Wyciągając własną różdżkę, wciąż ściskając Harry'ego, Severus usłyszał kilka słów:
— Szlama… zdrajcy krwi!... myślisz…. Kalając Szlachetny… — Krzyki zostały gwałtownie przerwane.
Kiedy starszy czarodziej wrócił, Severus wstał, trzymając mocno Harry'ego w ramionach. Chłopiec zasnął z wyczerpania. To nie zdarzy się nigdy więcej. Nigdy więcej nie pozwoli Harry'emu zniknąć ze swoich oczu. Severus położył dłoń na głowie Harry'ego, która spoczywała na jego ramieniu, i uniósł brew, aby zapytać, o co chodziło w tym zamieszaniu.
— Portret — wyjaśnił Dumbledore.
Cóż, portery były ozdobą nawet na Grimmauld Place. Kiwając głową, Severus zbliżył się do Dumbledore'a i przemówił tak cicho, żeby ich więzień nie mógł go usłyszeć:
— Powinieneś zabrać go do Azkabanu, Albusie! Możesz dodać porwanie do listy zarzutów przeciwko niemu. Może tym razem Ministerstwo zrobi to, co powinno i skaże go na Pocałunek!
Dyrektor zmarszczył brwi.
— Najpierw chciałbym się dowiedzieć, jak uciekł. Nie chcesz tego wiedzieć?
— Nie! — warknął Severus, ale potem zastanowił się nad tym bardziej. Jeśli Black już kiedyś uciekł, to mógłby to zrobić ponownie, chyba że będzie wiadome, jak go powstrzymać. — Dobrze — powiedział po chwili. — Przypadkiem mam ze sobą kilka dawek Veritaserum.
W oczach dyrektora, ukrytych za okularami, pojawiło się zdziwienie.
— Po co?
— Wierzę, że lepiej być przygotowanym na wszystko.
— Przypuszczam, że tak jest.
Harry poruszył się w ramionach Severusa. Czoło miał zmarszczone. Snape poczuł ukłucie wyrzutów sumienia. Jego syn był zbyt młody, był zbyt młody by mieć takie zmartwienia w swoim życiu.
Albus kontynuował cicho:
— Podam miksturę, jeśli chcesz zabrać Harry'ego do domu.
Powinien to zrobić. Wiedział, że Harry musi jak najszybciej wrócić do znajomego otoczenia. Ale musiał wiedzieć, że Black nie zrani go ponownie. Severus chciał mieć pewność, że Black zostanie na zawsze uwięziony, że nie będzie mógł uciec, aby ponownie im zagrozić. Aby mieć taka gwarancję, musiał zobaczyć to na własne oczy. Nie mógł tym razem polegać na słowach Albusa.
— Zostanę na przesłuchiwanie — mruknął.
Po umieszczeniu Harry'ego na swoim biodrze, podtrzymując go jedną ręką, wyjął małą fiolkę z wewnętrznej kieszeni szaty, którą pośpiesznie zarzucił na ramiona, kiedy opuścili dom kilka godzin temu. Wręczył fiolkę Albusowi i wycofał się, by stanąć w cieniu, za Blackiem. Stamtąd rzucił zaklęcie, by kominek rozbłysk zielonym światłem – również poza wzrokiem Blacka – by dać wrażenie, że razem z Harry'm odszedł używając sieci Fiuu. W ten sposób, Black nie mógł wyładować się słownie na Harry'm albo na Severusie.
Dumbledore wyczarował liny wokół ciała Blacka, zanim zdjął zaklęcie oszałamiające z mężczyzny. Wyraz twarzy starszego czarodzieja był twardy, a brak normalnej życzliwości bardzo widoczny.
— Otwórz usta, panie Black.
— Dyrektorze — powiedział skazaniec, szorstkim głosem, zwracając się do mężczyzny, jakby był u niego zatrudniony lub co gorsza, nadal był uczniem! — Proszę. Nie zabiłem ich. Nie byłem strażnikiem tajemnic!
Albus zatrzymał się, trzymając w dłoni zakraplacz z Veritaserum. Nie spojrzał na Severusa, ale musiał wiedzieć, co Snape sądził. Pomimo tego, Severus przekazał swoje myśli za pomocą potężnej sztuki legilimencji: Black powie wszystko, by uciec. Abyś znów go faworyzował. Albus lekko skinął głową i odpowiedział chłodno:
— To nie jest teraz kwestia do omówienia. Chociaż, jeśli zgodzisz się na przesłuchanie pod wpływem Veritaserum, możesz odpowiedzieć również na te zarzuty.
— Tak! Oczywiście. Cokolwiek będziesz chciał. — Głos Blacka był szorstki od łez. — Tak bardzo przepraszam. Naprawdę. Nie wiedziałem co robię. Nigdy nie skrzywdziłbym Harry'ego. Nie chciałem tego. Nigdy bym nie skrzywdził go, to wszystko co pozostało mi po Jamesie. — Mężczyzna zarumienił się, a jego ramiona drżały. Wciąż pociągał nosem, jakby starał się nie łkać.
Severus był niewzruszony.
Najwyraźniej Albus również.
— Otwórz usta — powiedział ponownie.
Tym razem Black wykonał polecenie. Dyrektor opuścił trzy krople mikstury na język Blacka, a następnie zamknął fiolkę. Na efekty trzeba było poczekać trzydzieści sekund.
— Po pierwsze — powiedział Albus po upływie wymaganego czasu — zadam ci kilka pytań, aby ustalić, czy mikstura działa. Jak masz na imię?
— Syriusz Orion Black — odpowiedział Black dziwnie monotonnym głosem spowodowanym zastosowaniem Veritaserum.
Black mógł być jednak przebiegły, mógłby udawać, że był pod wpływem mikstury, o ile miałby dość silną wolę, aby to zrobić i zachować swoją własną osobowość.
— Jak się nazywała twoja matka?
— Walburga Black-Black. — Chociaż mówił wciąż tym samym monotonnym tonem, to po tych słowach Black zachichotał niczym dziewczyna. — Córka Black wyszła za Blacka, czarna jak jej czarne serce.
Albus wyglądał na lekko zmartwionego. Severus mógł to zrozumieć. Jeśli Black byłby zbyt szalony, by odpowiadać pod wpływem serum, to nie wniosłoby to nic dobrego.
— Czy masz rodzeństwo?
— Już nie. Nie, już nie mam. Biedny Regulus odszedł. — Black nagle podniósł wzrok, a jego głos był silniejszy. — Miałem jednego, dopóki ten potwór go nie zabił.
Severus nie był pewien, jakiego potwora miał na myśli, ale stawiałby na Czarnego Pana. Ze swojej strony, Severus nie widział najmłodszego Blacka od późnych lat siedemdziesiątych. Śmierciożercy spowodowali, że Regulus, który był najmłodszy z nich, stracił łaskę Czarnego Pana lub co gorsze, opuścił jego służbę… Raczej próbował i został zabity przez Czarnego Pana za ten osobisty afront. Ale Severus nigdy nie wiedział jak – lub jeśli – Regulus rzeczywiście umarł.
— Powiedz mi, że słońce jest zielone — rozkazał Dumbledore.
— Słońce jest zie… zie… nieziemsko piękne.
— Doskonale. Zacznijmy zatem. Jak uciekłeś z Azkabanu?
Black znowu zachichotał w ten dziewczyński sposób.
— Ponurak to zrobił! Załapałem się na przejażdżkę.
Severus skrzywił się. Oczywiście ten drań, próbował obejść surowicę prawdy, dając wymijające odpowiedzi zgodne jednak z prawdą. Nie powinien oczekiwać niczego więcej od tego łajdaka.
Dumbledore również wyglądał na zniechęconego.
— Ponurak jest twoją niezarejestrowaną formą animaga. Nie mylę się?
Black zadrżał, a potem odpowiedział:
— Tak.
— Jak wydostałeś się z wyspy?
— Popłynąłem wpław.
— Jak udało ci się ominąć strażników więziennych?
Niezły eufemizm dla dementorów – pomyślał Severus, ale był bardzo zainteresowany odpowiedzią na to.
— Ponurak. Deme… Oni… oni nie zauważają u niego tak wielu uczuć. Nie zauważają zwierząt… jako ponurak… pies, nie miałem odpowiednich uczuć, by ich nakarmić. Nie tak smaczny jak szczeniak! — Black zaśmiał się głośno. — Nie zwracali na mnie uwagi, jeśli siedziałem nieruchomo, kiedy mnie mijali. Mógłbym ich ugryźć.
Albus uniósł wzrok i odwrócił się, stukając palcem w brodę, jakby się nad czymś zastanawiał, ale gdy napotkał spojrzenie Severusa, wszystko było jasne. Jeśli to, co powiedział Black było prawdą, to każdy animag mógł dowolnie wejść i wyjść z więzienia. A Severus znał kilku animagów – oczywiście niezarejestrowanych - którzy nigdy nie powinni zapoznać się z tymi informacjami, jeśli nie z innego powodu, to chociaż dlatego, że gdyby zostali złapani i osądzeni za swoje zbrodnie, to uwięzienie w Azkabanie nie byłoby dla nich skuteczną karą.
Dyrektor kontynuował przesłuchanie i Black w którymś momencie powiedział:
—…usłyszałem raport o tych Dursley'ach. James zawsze ich nienawidził, szczególnie po tym, jak ich spotkał. Wiedziałem, że Harry był z nimi — mówił dziwnie śpiewnym głosem. — Martwiłem się o niego. Musiałem uciec, aby go znaleźć. Znaleźć i sprawdzić, upewnić się, że z nim wszystko w porządku. James chciałby, żebym się upewnił, że nic mu nie jest. Chciałby, żebym rozejrzał się dookoła, poniuchał dookoła. Kiedy nie mogłem znaleźć mojego małego Harry'ego, poszedłem do Świńskiego Łba zobaczyć, co mógłbym się tam dowiedzieć. Usłyszałem, że Smar… Smar… Snapey ma go i wiedziałem, gdzie ten bap… tłu… obrzy… gdzie Snape mieszkał. Więc poszedłem ura.. uratować Harry'ego. Jest moim… to znaczy jest Jamesa… jest Jamesa… Ach! — Black walnął głową w podłogę, kaszląc i sapiąc, po tym, jak bardzo starał się wypowiedzieć kilka słów i wyraźnie zaniepokojony faktem, że nie był w stanie powtórzyć swoich starych kłamstw o sobie lub Jamesie w związku z ich stosunkiem do Harry'ego.
Severus mógłby się z tego powodu radować, ale to co usłyszał później, zmroziło go do szpiku kości.
— Albus — błagał Black. — Powiedziałem chłopcu, powiedziałem Harry'emu, a teraz powiem ci, że nigdy nie chciałem go skrzywdzić. Chciałem tylko, żeby był bezpieczny. Nigdy nie byłem Strażnikiem Tajemnic Jamesa i Lily. Przysięgam. Peter był. To on powiedział Voldemo…
— Kłamiesz! — warknął Snape. Zapominając, że miał pozostać w ukryciu, pośpieszył do przodu, aby zobaczyć twarz zdrajcy swojej ukochanej. — Zabiłeś Lily! Przyznaj to!
Wyraz twarzy Blacka zmienił się z zaskoczonego na wściekły.
— Jak niby mogę? Jestem przecież pod wpływem Veritaserum.
Prawie plując z furii, Severus wysyczał:
— Świadkowie widzieli, jak zaatakowałeś…
— Widzieli, co Peter chciał żeby widzieli. Wysadził ulicę. Odciął swój cholerny palec, aby inny mogli go znaleźć. Potem… uciekł, zbiegł do rynsztoka, jak mały szczur, jak robak, którym jest.
— To niemożliwe — wyszeptał Severus, świadom, że Harry budził się z powodu jego wybuchu. Pogładził głowę i łopatki chłopca, aby go uspokoić. — Jesteś szalony.
— Oczywiście. Jestem oszalały ze wściekłości! Chciałbym widzieć, jak radzisz sobie lepiej po sześciu latach w Azkabanie! Nie przetrwałbyś… nie… cholera!
Severus parsknął szyderczo.
— Wiesz, że lepiej nie kłamać pod Veritaserum. A może nie. Zawsze byłeś arogancki, tak jak twój najlepszy przyjaciel. Jesteś tyranem, Black. Ty i twoja trójka łamaczy reguł. Nikt z was nigdy nie zrobił czegoś, co nie byłoby dla was korzystne. Dostałeś w Azkabanie to, na co zasłużyłeś, za próbę zabicia mnie za pomocą twojego zwierzątka wilkołaka, jeśli nie za nic innego. Dalej, powiedz mi, że nie.
Black nie mógł tego zrobić. Nie, żeby nie próbował. Ale surowica prawdy była silniejsza niż wola Blacka, nie żeby Severus był zaskoczony tym. Kaszląc i sapiąc w próbie wyparcia się wszelkich psot i złośliwości, Black ryczał. Severus nie współczuł mu, nie najgorszemu oprawcy ze swoich szkolnych czasów.
Po minucie lub dwóch, gdy surowica była już niemal nieprzydatna, Black odezwał się grubym głosem, jak wszyscy pod jej wpływem, ale już nie walcząc.
— Ale wiesz teraz, że to nie prawda o mnie? Nie byłem Strażnikiem Tajemnic. To był Peter. Przysięgam.
Ku przerażeniu Severusa, wyraz twarzy Dumbledore'a złagodniał, gdy spojrzał na związanego mężczyznę u swoich stóp.
— Wierzę ci, mój drogi chłopcze i zrobię wszystko co mogę, aby…
— Albusie! — Severus zrobił kolejny krok w stronę dyrektora. — To szaleństwo! Oszalał i naprawdę wierzy w swoje kłamstwa, ale to są jedynie kłamstwa.
— Nie. Nie zrobiłem tego. Nie zabiłem ich, musisz mi uwierzyć, ty obleśny, śliski wężu, złośliwy Snapie! — Black znów zaczął wyśpiewywać swoje nonsensy. Serum najwyraźniej straciło swoją moc, bo nie mówił już monotonnym głosem i odzyskał w pełni swój wigor.
Severus ignorował go.
— Oczywiście, nie wierzę we wszystko, co powiedział — zaczął Dumbledore.
— Ale co? Czy jesteś gotów uwierzyć wystarczająco, aby dać mu fałszywą nadzieję? Powinien być w Azkabanie! Porwał mojego syna!
W tym momencie, Harry zamrugał zmęczonymi, zielonymi oczami.
— Tatusiu?
— Harry, wszystko jest w porządku. Jestem tutaj — powiedział Severus.
— Harry, mój chłopcze, dobrze cię widzieć całego — powiedział do niego Dumbledore, gdy jednocześnie Black z podłogi krzyknął:
— Harry! Wybacz mi!
Harry zamarł w tamtej chwili, jakby każdy ruch z jego strony mógł oznaczać jego śmierć. Jego usta poruszyły się tylko na krótką chwilę, gdy spoglądając szybko w oczy Severusa, wyszeptał:
— Tatusiu, czy Black znowu mnie skrzywdzi?
— Nie, Harry. Nigdy tego nie zrobi. Nie pozwolę, by cię tknął. Czy bardzo cię skrzywdził? Co ci zrobił?
— Nic! Nic mu nie zrobiłem. Nigdy nie skrzywdziłbym swojego chrześniaka!
— On nie jest w ogóle twój, pchlarzu! Jeśli masz chociaż jedną komórkę mózgową w swojej głowie, to zdasz sobie z tego sprawę!
— Nadal bym go nie skrzywdził — zaprotestował Black. — Nigdy… nawet jeśli nie jest… nawet jeśli… Albusie! Musisz wiedzieć! Znasz mnie! Trzymałem go w ramionach, gdy był niemowlakiem. Zmieniałem mu pieluchy. Nigdy bym go nie skrzywdził.
Albus zwrócił się do Severusa.
— Może lepiej byłoby zabrać Harry'ego do domu.
Severus chciał zaprotestować, ale wiedział, że w niczym mu to nie pomoże. Albus znał już jego opinię i obawy dotyczące Blacka w odniesieniu do Harry'ego i podejmował wszelkie decyzje jakie chciał, niezależnie od tego, czy było to dobre dla Harry'ego czy nie. Severus odetchnął głęboko, wiedząc również, że Albus miał rację. Musiał zabrać stąd chłopca.
— Bardzo dobrze. Po prostu… proszę, nie puszczaj go wolno, Albusie. Jeśli nic innego, co powiem, nie przekona cię do tego, to wiedz, że nie zniosę martwienia się o to, że przyjdzie do nas ponownie tej nocy. Tak samo jest w przypadku Harry'ego.
— Rozumiem. Jeśli wolisz, możesz zabrać Harry'ego do Hogwartu. Możesz fiuknąć stąd do mojego gabinetu.
Severus zgodził się na tę propozycję i podszedł do kominka. Koguchar Harry'ego rzucił się za nimi i czarodziej chwycił ją za kark, aby dać ją do potrzymania Harry'emu. Zamiast zdejmować zaklęcie zielonego światła z kominka, chwycił proszek fiuu prawą ręką. Zanim rzucił proszek w palenisko, powiedział Harry'emu, żeby wstrzymał oddech. Cała ich trójka fiuknęła do Hogwartu.
Po zmianie piżamy i szybkim zaklęciu czyszczącym, Harry był tak zmęczony, że Severus położył go od razu do łóżka. Mężczyzna usiał na krześle obok niego, obserwując jak śpi.
OoO
Nic dziwnego, że Harry'ego obudził koszmar. Severus uspokoił go, kołysząc w swoich ramionach i szepcząc, że wszystko było w porządku, że był bezpieczny i nie skrzywdzi go Black, Dursley'owie ani nikt inny. Koszmary były niemal najgorsze ze wszystkich jakie miał i Severus musiał powstrzymać Harry'ego przez ponownym gryzieniem dłoni, ale chłopiec wciąż pojękiwał:
— Przepraszam, nie chciałem powiedzieć. Nie chciałem powiedzieć, proszę. Przepraszam, będę dobry.
Jedyne, co Severus mógł zrobić, to przypomnieć mu, gdzie był i z kim oraz upewnić się, że Harry nie skrzywdzi się, a także powiedzieć swojemu synowi, iż ten może powiedzieć tatusiowi wszystko. Każdą rzecz.
Harry w końcu znów zasnął, ale Severus trzymał go na swoich kolanach, opierając policzek na miękkich, czarnych włosach chłopca, ciągle szepcząc mu, że był bezpieczny i w domu.
Późnym rankiem, kiedy Harry obudził się na dobre, Severus zmusił go, by opowiedział trochę o swoim koszmarze. Wydalił z siebie tę truciznę i powiedział mu, co Black mu zrobił.
— Zmusiłem go do słuchania — powiedział Harry. – Wciąż nie słuchał, tatusiu.
Severus raz jeszcze zauważył, że Harry od poprzedniej nocy nie przestał go nazywać tatusiem. Nie, żeby mu to przeszkadzało – właściwie wolał to od „ojca", ponieważ tak właśnie musiał się zwracać do swojego rodzica. Zdawał sobie również sprawę, że Harry nazywał go „tatusiem", kiedy był przestraszony lub dopiero co obudził się z koszmaru. Tak więc chłopiec był wciąż przerażony i prawdopodobnie przez pewien czas będzie pod wpływem najnowszej traumy.
— To od dawna jest jego problemem — przyznał Severus. Siedzieli razem w fotelu, którego często używali, kiedy czytali, ponieważ Severus uznał, że Harry'emu będzie w nim najwygodniej, gdyż chłopiec najwyraźniej chciał pozostać z nim w stałym kontakcie fizycznym. Ujął policzek Harry'ego. — Co mu powiedziałeś?
Harry odwrócił wzrok, całe jego ciało drżało.
— Coś, czego nie powinienem. Coś, czego kazano mi nie mówić.
— Dursley'owie kazali ci o tym nie mówić?
Harry przytaknął, wciąż nie patrząc na niego. Wyglądał, jakby był gotowy na uderzenie.
— Przepraszam, nie chciałem mu powiedzieć, ale nie chciał słuchać. Nie mogłem pozwolić, by odesłał mnie z powrotem. Założę się, że tym razem zabiliby mnie.
Severus, przerażony tym, że Harry może myśleć, że kiedykolwiek będzie musiał wrócić do tych ludzi, powiedział natychmiast:
— Nie, Harry. Nigdy tam nie wrócisz. Nigdy nie będą mieli kolejnej szansy, by cię skrzywdzić. Tak samo Black. — Pocałował Harry'ego w czoło. — Nie jestem na ciebie zły. W ogóle. — Przełknął ciężko, nie chcąc tego mówić, ale zrobi to do cholery. — Cieszę się, że powiedziałeś… komuś, o tym co ci zrobili, nawet jeśli tą osobą był Black.
— Mówisz prawdę, tatusiu?
— Tak, Harry. Chcę, żebyś czuł się wystarczająco bezpiecznie, żeby powiedzieć mi cokolwiek, za każdym razem, kiedy chcesz. Pamiętasz, jak nasze zasady różnią się od ich? Musisz zapomnieć o ich zasadzie, że nie mówisz, kiedy jesteś ranny lub przestraszony albo kiedy pamiętasz coś złego. Moją zasadą jest rozmawianie o takich rzeczach. Rozumiesz?
Chłopiec skinął głową i rozluźnił się w jego ramionach. Oczy Harry'ego przymknęły się na chwilę, potem przegryzając wargę przez chwilę, powiedział:
— Jest mu przykro, tatusiu. Myślę, że naprawdę przeprasza. I… nie sądzę, by skrzywdził moją mamę i Jamesa.
Przez krótką chwilę, Severus mógł w to uwierzyć. Niemal widział, jak Potter i Black, myśląc, że są tacy sprytni, uczynili Pettigrewa strażnikiem tajemnic, wybierając jedynego mężczyznę z ich czwórki, którego nikt by o to nie podejrzewał, któremu można było zaufać, że nie zdradzi miejsca pobytu Potterów i Harry'ego. Przypomniał sobie także, jak szybko Black został uwięziony, bez żadnego procesu, jedynie z palcem wskazującym Pettigrewa, jako dowodem, że czwarty huncwot był martwy.
W tamtym czasie, takie potraktowanie Blacka było jedyną pozytywną rzeczą w bolesnym horrorze, jaki Severus przeżywał, gdy jego jedyna miłość umarła i to przynajmniej częściowo z powodu jego własnych działań. Chciał kogoś winić. Podobnie jak wszyscy w społeczności czarodziejów. Pragnęli krwi i poszli za Blackiem z piekielną furią.
Ale ta chwila minęła. Severus nigdy nie mógł zaufać Blackowi, jeśli chodziło o Harry'ego. Nigdy nie mógł mu zaufać na tyle, by mężczyzna znalazł się blisko jego syna. Dzięki barierom w Spinner's End i wszystkim innym mógł walczyć przeciwko Blackowi, który mógłby być w każdej formie jakiej mógł sobie wyobrazić. Przeciwko ponurakowi, człowiekowi, niewidzialnemu, nie miało to znaczenia. Mógłby…
Przerwał mu głos Dumbledore'a dobiegający z kominka.
To było takie naturalne.
Po tym, jak zaprosił starszego czarodzieja do swojego domu i podał mu herbatę – o ironio! – naciskał na Dumbledore'a, by wyjawił mu ostatnie wieści.
— Udało mi się umieścić bezpiecznie Syriusza Blacka w Świętym Mungo — powiedział Dumbledore, zdecydowanie zbyt spokojnym głosem.
— Co? — warknął Severus, a potem natychmiast zniżył głos, by nie przestraszyć jeszcze bardziej Harry'ego. Chciał, żeby chłopiec wrócił do swojego pokoju na czas rozmowy z dyrektorem, ale Harry nie chciał opuścić jego boku i teraz siedmiolatek nadal siedział na kolanach Severusa. Nie mógł winić syna, że nie chciał się od niego oddalać. — Nie jest w Azkabanie? Porwał Harry'ego.
Dumbledore przestał się uśmiechać.
— Czeka na rozprawę sądową, mój chłopcze. Tym razem będzie miał szansę się bronić. Może będzie w stanie to zrobić nie tylko za pomocą Veritaserum, ale także z użyciem mojej myślodsiewni. — Dumbledore podniósł rękę, aby powstrzymać kolejne wściekłe słowa Severusa. — Rozumiem również, jak bardzo nie znosisz Syriusza, ale…
— Tu nie chodzi tylko o mnie — przerwał mu Severus, ale Dumbledore nie przestał mówić, tylko uniósł brwi w milczącym upomnieniu.
— Ale spędził już sześć lat w Azkabanie za zbrodnię, której być może nie popełnił, za sprawą moich wielkich nalegań wywieranych na moich towarzyszy w Wizengamotcie. Pozwól staremu człowiekowi naprawić swoje błędy.
To spowodowało, że retorta Severusa umarła mu na ustach. Dumbledore przyznający się do błędu był tak częsty jak przelot komety Halleya blisko Ziemi. Pozostało mu jednak kilka argumentów. Objął w ochronnym geście talię Harry'ego, który już był spięty.
— Nie chcę go w pobliżu mojego syna.
— Nie bądź zbyt pochopny, mój chłopcze.
— Pochopny? Próbujesz żartować, Albusie? Mówię ci, że nie jestem w nastroju na bycie lekkoduchem.
— Nie to miałem na myśli. Po prostu uważam, że być może Harry powinien mieć coś do powiedzenia na temat tego, czy chce się zobaczyć ze swoim ojcem chrzestnym.
— Black nie jest ojcem chrzestnym Harry'ego!
— To może nie być prawdą. Proszę, abyś zrozumiał…
— Nie ma tutaj nic do zrozumienia — wycedził Severus. — James nie miał prawa, aby mianować Blacka do tej roli.
— Ale to zrobił — powiedział Albus, kładąc dłonie na kolanach. Na policzkach miał rumieńce, co było rzadkością samą w sobie. Starszy czarodziej skinął głową w stronę Harry'ego. — Chociaż jest twoim synem, to Harry urodził się w rodzinie połączonej małżeństwem. Technicznie…
— Technicznie — prychnął Severus, mocniej przytulając Harry'ego do siebie, a chłopiec z kolei przylgnął do niego.
— Technicznie — powtórzył Albus — w tym czasie Harry był synem Lily i Jamesa, dopóki się nie pojawiłeś i nie zgłosiłeś swoich praw jako ojciec. W tamtym czasie, James miał prawo uczynić Syriusza Blacka ojcem chrzestnym Harry'ego. Pomimo faktu, że masz teraz prawo do opieki i miałeś taką możliwość od chwili narodzin Harry'ego, to James miał prawomocne prawo nazywać się ojcem Harry'ego i wybrać mu ojca chrzestnego.
— Według jakiego prawa?
— Obawiam się, że Wizengamotu. Według Czarodziejskiego statusu ojcostwa z 1837 roku. Odkąd Lily była w legalnym związku małżeńskim…
— Dość — przerwał mu Severus. — Wystarczy. Rozumiem.
Snape wiedział, że Harry tego nie rozumiał, ale wytłumaczy to synowi najlepiej, jak potrafił, jeśli da radę pokonać kiedyś ten wielki uścisk w piersi, jaki odczuwał w tej sprawie.
— Oczywiście, wcześniej nie było to problemem, ponieważ Syriusz był w więzieniu od śmierci Potterów. Ale teraz, kiedy prawdopodobnie zostanie zwolniony, a przynajmniej będzie miał szansę udowodnić swoją niewinność, posiada pewne prawa.
Odwracając twarz Severus przykrył oczy i dużą część swojej ekspresji włosami, co było jedną z jego ulubionych metod ukrywania się, gdy nie chciał, aby ktokolwiek wiedział, o czym myśli. Harry oczywiście dobrze go widział, ale jakiś czas temu Severus przysiągł, że nigdy nie będzie się ukrywać przed swoim synem. Spojrzenie chłopca było zaniepokojone i ostrożne. Severus wziął głęboki oddech.
— Dobrze.
— Pozwolisz mu widzieć Harry'ego?
Severus wciąż wpatrując się w syna, odpowiedział:
— Nie. Pozwolę, aby Harry o tym zdecydował.
