Rozdział 24
— Ale na Merlina, nie ma mowy, aby był zmuszony podjąć teraz tę decyzję — powiedział cicho. — Nie bój się, Harry, nie zmuszę cię do niczego.
Kiedy chłopiec rozluźnił się nieco w ramionach Severusa, mężczyzna wiedział, że tak właśnie należało powiedzieć. Zarówno on jak i Harry spędzili dzieciństwo – a w jego wypadku większość dorosłego życia – będąc zmuszanym do zrobienia czegoś pod groźbą pobicia, tortur lub porzucenia. W przypadku Severusa trudno było stwierdzić, które z tych było najgorsze. Chociaż wiele małych dzieci potrzebowało groźby kary, Harry nie zaliczał się do tej grupy. Chłopiec już wiedział, że nieposłuszeństwo chociażby w najmniejszym stopniu przynosiło ból. Severus chciał jednak, aby jego syn nauczył się rozkładać skrzydła i ryzykować, aby dowiedział się, że nie wszystko było tylko rozkazami i że mógł zrobić, co chciał… oczywiście w dopuszczalnych granicach.
Severus rozmawiał jeszcze przez chwilę z Dumbledorem, dyskutując, kiedy dokładnie wróci do swoich obowiązków profesorskich i ile musi włożyć pracy, aby przywrócić zajęcia do normy. Harry był wyczerpany. Nie było co do tego wątpliwości, głównie z powodów jego koszmarów i napięcia w ostatnim tygodniu, gdy zastanawiali się, kiedy i gdzie Black pokaże swoją brzydką mordę. Chłopiec nadal trzymał swojego „tatusia", nawet gdy zasypiał.
Severus był teraz tatusiem.
To było dobre uczucie.
Rok temu szydziłby z samego pomysłu. Pomstowałby na możliwość, że dziecko nazywałoby go ojcem, nie mówiąc już o tatusiu. W rzeczywistości, zrezygnował z wszelkiej nadziei, że kiedyś może się to zdarzyć, po tym jak jego jedyna miłość urodziła dziecko dziesięć miesięcy po poślubieniu Jamesa.
A teraz miał syna. Chłopca, będącego chudego jak patyk, który wyglądał znacznie młodziej niż swoje siedem lat. Czepliwa mała rzecz o jasnych zielonych oczach z ostrożnym spojrzeniem. Pełne nadziei oczy. Chłopiec, który mu zaufał bez żadnego fizycznego dowodu, jedynie przez to, że okazywał mu życzliwość zamiast okrucieństwa. Ciepło zamiast zimnej pogardy. Miłość zamiast antypatii.
Kochał swojego syna.
Ta myśl uderzyła go tak głęboko, że niemal go to przerażało. A jednak ogarnęło go wszechobecne poczucie spokoju, które rozprzestrzeniło się przez Severusa Snape'a, wypełniając go i przelewając się na jego serce, płuca, wszędzie w środku, dopóki nie zdał sobie sprawy, że tulił Harry'ego tak blisko do klatki piersiowej, że ledwo mógł oddychać.
Czuł, że mógłby nigdy więcej nie wypuścić Harry'ego.
W końcu Dumbledore odszedł, nie uznając nawet odrobinę bardziej jego racji w sprawie Blacka niż wcześniej. Może odszedł zwycięsko. Jednak w tym przypadku było to pyrrusowe zwycięstwo, biorąc pod uwagę, że dało to wystarczającą amunicję Severusowi, aby pokrzyżować plany Albusa. Ale Snape wziąłby to, co mógł. Gdy oferuje mu się tylko okruchy, nie odmawiałby ich i głodował, żałując braku całego bochenka.
Severus siedział tak od wielu godzin. Niedługo po odejściu Dumbledore'a wstał, wciąż trzymając Harry'ego w ramionach, by pobudzić krążenie w nodze. Biorąc pod uwagę półotwarte usta chłopca i jego rozluźnione ciało, sądził, że siedmiolatek śpi, ale kiedy tylko wstał, Harry otworzył oczy. Snape zaczął go odstawiać na podłogę, ale Harry wciąż go ściskał, więc po prostu go przytulił. Opierając się o jego biodro, Harry owinął swoje małe ramiona wokół szyi ojca. W końcu, Severus stałby się bardziej stanowczy i nalegałby, by Harry stanął na własne nogi, ale jeśli trzymanie go w ramionach pomogłoby mu się zrelaksować, to zrobiłby wszystko, co możliwe, aby stłumić niepokój Harry'ego.
— Tatusiu? — szepnął Harry.
Niemalże nie mówił głośniej niż teraz, odkąd został uratowany.
— Tak, Harry? — odpowiedział łagodnie Severus. Wszystko robił delikatnie przez ostatnie dwa dni.
Kąciki ust chłopca uniosły się, ale ten uśmiech nie wydawał się prawdziwy. Skóra wokół jego oczu była napięta.
— Czy wrócimy do Spinner's End?
Severus chciał stłumić oczywisty strach Harry'ego przed powrotem do miejsca, z którego został porwany. Jednocześnie nie chciał, aby strach przerodził się w fobię. Uważnie obserwował wyraz twarzy syna, gdy odpowiedział:
— Nie dzisiaj. Może jutro pójdziemy tam i zabierzemy nasze rzeczy przed powrotem do szkoły. — Natychmiastowe napięcie w kończynach Harry'ego było jednoznaczne. Severus kontynuował cichym głosem. — Czy wiesz, że szpital, w którym przybywa Black, jest jak więzienie? Nie może nigdy być sam, z wyjątkiem swojego pokoju. — Powinna to być cuchnąca cela, krzyczał jego wewnętrzny głos. Całkowicie się z tym zgadzał. — Z pewnością nie pojawi się tutaj ani w Spinner's End. Nie będzie mógł się do ciebie zbliżyć, chyba, że będziesz chciał go później spotkać.
— W… wiem.
Severus pomyślał, że w to co wiedziała głowa, nie zawsze wierzyło serce.
— Poczekamy do jutrzejszego dnia z powrotem do domu. Zgadzasz się?
Harry szybko skinął głową, najwyraźniej zdenerwowany pomysłem powrotu do miejsca, z którego został porwany, które było kiedyś dla niego bezpieczną przystanią. Nie patrząc ojcu w oczy, zapytał:
— Czy będziemy tam spać, tatusiu?
— Nie. Nie musimy już trzymać się z dala od zamku. Jutro wrócę do nauczania, a ty będziesz kontynuował lekcje u pani Weasley.
Harry otworzył usta ze zdziwienia, tak jakby całkowicie zapomniał o swoich lekcjach.
— Nie możesz mnie uczyć?
Severus pokręcił głową.
— Muszę się zajmować się lekcjami eliksirów.
— Też mogę się uczyć o eliksirach, tatusiu. Powiedziałeś, że mogę!
— Oczywiście, że możesz — zgodził się Severus. — Kiedy będziesz wystarczająco dorosły, by uczęszczać do Hogwartu, będziesz na jednej z moich klas…
— Ale eliksiry…
Severus stanowczo pokręcił głową, a Harry zacisnął usta.
— Ale, gdybyś mi nie przerwał — powiedział cicho, a chłopiec zarumienił się —powiedziałbym, że nauczę cię kilku eliksirów, zanim pójdziesz do Hogwartu, tak jak zrobiliśmy to w zeszłym tygodniu. Te, które są bezpieczne i będą pomocne dla domowników. Niektóre z nich są nawet zabawne. Jednak, z niechęcią muszę przyznać, że eliksiry to nie jedyna dziedzina, którą musisz poznać. — Spojrzał Harry'emu w oczy. — Pani Weasley wyjaśniła ci to, prawda? Że musisz nauczyć się czytać, pisać i liczyć?
— Tak, tatusiu, ale…
Harry zamknął usta tak szybko, że Severus usłyszał trzask jego zębów. Miał przeczucie, czego chciał Harry, ale pomyślał, że byłoby lepiej dla chłopca, gdyby głośno powiedział o swoich potrzebach, czego nigdy wcześniej nie pozwolono mu zrobić.
— O co chodzi, Harry? — zapytał. — Co chcesz?
Zaciskając wargi, Harry potrząsnął głową na boki, jakby obawiając się, że inaczej coś powie. W jego oczach pojawiło się przerażenie. Strach, że zostanie ukarany. Obawa, że będzie odrzucony lub porzucony. Lęk przed usłyszeniem „nie", które zawsze słyszał, kiedy o coś poprosił, zanim został zabrany od tych obrzydliwych Dursley'ów.
— Powiedz mi, Harry. Proszę.
Przełykając z trudem, Harry wykrztusił z siebie słowa:
— Chcę zostać z tobą. Nie chcę jechać do Weasley'ów. Proszę, tatusiu, pozwól mi zostać z tobą. Będę dobry, obiecuję. Proszę.
— Harry… — Severus zobaczył, jak nadzieja chłopca na zgodę umiera. Jakby słysząc to jedno słowo, siedmiolatek wiedział, co miało nastąpić. Jego twarz stała się pusta, akceptując to, co było nieuniknione.
Ale Severus żył, by spełniać oczekiwania. Dumbledorebędzie musiał sobie z tym poradzić lub znaleźć nowego mistrza eliksirów. Harry potrzebował go bardziej.
— Tak, Harry. Możesz zostać ze mną na moich zajęciach, przynajmniej przez pewien czas. Mi… mi również nie podoba się pomysł, by być z dala od ciebie.
Po raz pierwszy od czasu rozpoczęcia tej gehenny, Harry odpowiedział szczerym – choć niepewnym – uśmiechem.
OoO
Harry nie do końca był pewien, co oznaczało słowo „gorący okres", ale był całkiem pewien, że „naprawdę zajęty" było bliskim odpowiednikiem tego. Według tatusia, kolejne dni miały być „szalone". Odwiedził go profesor Dumbledore, pani Weasley, profesorowie McGonagall i Flitwick oraz niektóre osoby z Ministerstwa i Departamentu Magicznej Opieki Społecznej dla Dzieci. To ostatnie spotkanie sprawiło, że Harry czuł się naprawdę nieswojo z powodu ich pytań dotyczących Dursley'ów i pana Blacka oraz tego, jaki był jego tatuś oraz jak traktował Harry'ego. Pytali, co jadł, w co się ubierał, kiedy i gdzie szedł spać. Ale tatuś powiedział mu, że musi odpowiadać zgodnie z prawdą. Biorąc pod uwagę ich spojrzenia, był całkiem pewien, że ci ludzie tak naprawdę nie chcieli słyszeć prawdy.
Kiedy powiedział później tatusiowi o swoich przemyśleniach, ten powiedział, że prawdopodobnie miał rację. A potem kupił Harry'emu lody z miejsca znanego Floriana Fortescue, za to że był grzeczny i mówił prawdę.
Wszyscy Ślizgoni również chcieli spotkać się z tatusiem. Rano, wieczorem, a nawet wtedy, gdy jedli śniadanie lub kiedy okazjonalnie jedli wspólnie obiad w swoich komnatach (codziennie musieli jeść obiad i większość lunchów w Wielkiej Sali).
Na przykład, pewnego razu podczas lunchu, kiedy Harry był zajęty przepychaniem kawałków marchewki na bok talerza na rzecz swoich frytek, Snape rozmawiał z niektórymi swoimi „pierwszoroczniakami" jak nazywał najmłodszych Ślizgonów. Brzmiało to tak, jakby jeden z chłopców stojących przy drzwiach tęsknił za domem.
Severus był stanowczy w tym, że chłopiec musiał pozostać w szkole, ale jego głos był łagodniejszy niż wtedy, gdy rozmawiał ze starszymi dziećmi.
— Posłuchaj mnie, panie Flint. Wiem, że to dla ciebie trudny czas. Nigdy nie byłeś z dala od domu i tęsknisz za rodziną. Ale możesz znaleźć tutaj wielu dobrych przyjaciół i musisz oswoić się z tym, że chodzisz na zajęcia, nieobecności na nich nie będą już dłużej tolerowane. Jeśli w przyszłości odczuwasz ból brzucha, musisz przyjść do mnie i wziąć jedną z moich specjalnych mikstur przeciwbólowych. Czy się zrozumieliśmy?
Marcus z szeroko otwartymi oczami pokiwał głową, stojąc sztywno między dwójką swoich przyjaciół. Otarł łzy i zacisnął mocno wargi, jakby Snape próbował podać mu teraz ten eliksir. Harry mógł to zrozumieć. Wypił jeden ze specjalnych eliksirów tatusia, gdy bolał go brzuch. Był obrzydliwy. Nigdy więcej nie chciałby go wziąć.
Snape kontynuował:
— Nauczysz się tutaj magii, której nie nauczysz się nigdzie indziej. Lubisz magię, prawda? Słyszałem również, że latasz dość dobrze na miotle. Może za rok lub dwa powinieneś spróbować się dostać do drużyny quidditcha.
Chłopiec ponownie skinął głową.
— Dobrze. Chcę, żebyś o tym pomyślał. Za każdym razem, gdy będziesz tęsknić za domem lub będziesz leżeć cały dzień w łóżku, pomyśl o całej magii, której nauczysz się w Hogwarcie i o lataniu na miotle. Czy możesz to zrobić?
Chłopiec przytaknął szybko i zanim Harry zdążył wpatrywał się w niego zbyt długo, za to że nie był odpowiednio uprzejmy, dodał:
— Tak jest, proszę pana.
— Doskonale. Dziś wieczorem napiszesz list do swoich rodziców, informując ich o nowych rzeczach, których nauczyłeś się w tym tygodniu. Później przekażesz go mi, abym mógł go wysłać. — Snape poklepał Marcusa po ramieniu. — Za tydzień, dwa wszystko się unormuje. Każdy jest trochę zaniepokojony, kiedy po raz pierwszy jest dłużej poza domem.
Marcus i pozostali dwaj chłopcy podziękowali ojcu Harry'ego zanim wyszli, a Snape wrócił do stołu, by dokończyć lunch. Pokręcił głową, a jego długie, ciemne włosy ukryły połowę jego twarzy.
— Pierwszoroczniacy.
Harry przełknął swój sok dyniowy.
— Dlaczego ich tak nazywasz, tatusiu?
— To ich pierwszy rok, synu. Pierwszy rok. Pierwszoroczniacy.
— Och. — Harry ponownie szturchnął widelcem kawałek marchewki, nie wiedząc, czy chce go zjeść, czy nie.
— Zjedź ją, Harry — powiedział Severus, podejmując za niego decyzję. Kiedy jadł marchewkę, mężczyzna otarł usta i wstał od stołu. — Mam kilka mikstur nad którymi muszę popracować. Czy będzie wszystko w porządku, jeśli…
— Czy mogę iść z tobą i popatrzeć? Proszę, tatusiu?
Tak było każdego dnia. Ojciec powiedział mu, że ma mikstury nad którymi musi popracować, a Harry prosił, czy może z nim być i obserwować jego pracę. Każdego dnia Severus mówił tak i przez większość czasu pozwalał Harry'emu nawet sobie pomóc.
— Oczywiście, że tak, mój mały mistrzu eliksirów. — Severus zmrużył oczy patrząc na niego, co było jednym z jego najszczerszych wewnętrznych uśmiechów. — Nad czym będziemy dziś pracować?
Harry nie znał wszystkich nazw eliksirów, ale nauczył się kilku z nich na pamięć.
— Amortentia?
Otwierając szeroko oczy ze zdziwienia, Snape powiedział:
— Nie sądzę. W każdym razie, nie dzisiaj. Co powiesz na eliksir Pieprzowy?
Harry nie miał nic przeciwko temu.
OoO
Następnego dnia, po zakończeniu jednych z zajęć eliksirów, za Severusem do jego gabinetu podążyła Rose Parkinson.
—… mój pierwszy rok egzaminów — mówiła. — Miałam nadzieję na imponujące zajęcia z eliksirów, profesorze Snape. Słyszałam, że uzyskałeś mistrzostwo w bardzo młodym wieku! Moi rodzice oczywiście również o tym słyszeli, chociaż mój ojciec wątpi, by ktokolwiek mógł w rzeczywistości opanować taką dziedzinę w tak krótkim czasie…
Głos Snape'a był lodowaty, gdy odpowiedział:
— Jestem pewien, że byli zachwyceni słysząc, że będę cię uczyć, panno Parkinson. Mam nadzieję, że uda ci się sprostać ich oczekiwaniom. Z mojego doświadczenia wynika, że uczniowie o największym potencjale odnoszą sukces, gdy mają dostępne narzędzia do pracy. Ale eliksiry to ciężki przedmiot, w który trzeba włożyć dużo pracy, nie da się tego ominąć. Dużej części osób się to nie udaje, bez względu na okoliczności.
Rose zaczerwieniła się i wymamrotała coś o tym, że miała potencjał, zanim wyszła z biura Snape'a.
Harry uniósł wzrok znad małego biurka, które postawiono dla niego za większym biurkiem Severusa.
— To ta, z którą spotkałem węża, pamiętasz tatusiu?
Severus wyglądał na zaskoczonego, tak jakby zapomniał o gadzie, którego chłopiec znalazł z Melasą. Harry nie spotkał już tego węża, mimo że tatuś zabierał go po zajęciach na błonie, aby mógł się pobawić na zewnątrz przed kolacją. Ale znalazł inne węże. Jeden nawet wyszedł z dziury znajdującej się w zakamarkach biura Snape'a. Lubił z nimi rozmawiać i dowiadywać się więcej o zamku. Węże były w tak wielu miejscach!
Ale potem Snape powoli pokiwał głową. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, gdy powiedział:
— Tak, Harry. Bądź spokojny przez chwilę, kiedy będę poprawiać kilka esejów, potem wyjdziemy na zewnątrz.
Severus wpatrywał się w drzwi, przez które przed minutą wyszła Rose, po czym wrócił do biurka i zajął miejsce za nim.
Harry ponownie pochylił głowę nad pergaminem, na którym pisał. Uśmiechnął się do siebie, zapisując raz za razem swoje imię. Pergamin pod jego palcami był gładszy niż zwykły papier, ale było na nim trudniej pisać. Tatuś pomógł mu w nauce, jak pozbyć się nadmiaru atramentu z pióra przed próbą pisania oraz pokazał, jak najlepiej trzymać pióro, aby mieć dobrą kontrolę nad jego ruchami. Pismo Harry'ego zawierało teraz mniej plam z atramentu, a jego litery i cyfry były mniej krzaczaste. Ciocia Molly, jeśli kiedykolwiek wróci na jej lekcje, będzie zadowolona z jego postępów.
Ale Harry nie chciał iść ponownie do Weasley'ów. Oczywiście ich lubił i trochę tęsknił za zabawą z Ronem, ale bardziej lubił się uczyć od swojego ojca, z jego nieznanymi, dorosłymi słowami, miłymi uśmiechami oraz błyszczącymi zielonymi i srebrnymi gwiazdkami, które umieszczał na górze pergaminu Harry'ego, gdy chłopiec wykonał dobrą robotę ćwicząc pisanie czy liczenie. Harry lubił siedzieć w biurze tatusia, podczas gdy ten w sąsiedniej sali prowadził zajęcia i słuchać jego wykładów. Był tak blisko swojego tatusia, jak tylko mógł być. A kiedy Severus wracał do swojego biura z esejami do ocenienia, lub by przygotować się na następne zajęcia, Harry był cichutko jak mysz pod miotłą, aby mężczyzna mógł się skoncentrować. Wiedział, jak być cicho i nie przeszkadzać. To była rzecz, w której był najlepszy.
Nie, żeby tatuś przypominał Dursley'ów. Nie skrzywdziłby siedmiolatka, jeśli ten nie byłby cicho. Nie wyrządziłby mu żadnej szkody. Ale Severus najwyraźniej doceniał to, kiedy nic mu nie przerywało nauczania i pracy. Nie miał tak zestresowanego wyrazu twarzy, jeśli Harry codziennie dawał mu wolny czas, zanim o coś poprosił. Poza tym, Harry i tak nigdy o nic nie prosił. Wiedział również, kiedy najlepiej zachować spokój i nie przeszkadzać. Był w tym bardzo dobry. Na przykład na zajęciach Snape'a, Harry dość dobrze słyszał niski, gładki głos swojego tatusia, a czasami, gdy było tam zbyt cicho, Harry mógł podkraść się na palcach do drzwi i wyjrzeć, aby upewnić się, że jego tatuś wciąż tam był.
Harry nie zrobił nic, co mogłoby powstrzymać go przed możliwością ciągłego przybywania w pobliżu jego tatusia, tak jak tego pragnął. Z pewnością nie chciał, by Black zabrał go ponownie i nigdy nie chciałby wrócić do Dursley'ów. Tak długo jak był z tatusiem, wszystko było w porządku. Naprawdę w porządku.
Ale noce… noce były bardzo złe.
Harry miał trudności z zasypianiem, ponieważ wiedział, że tatuś go wtedy zostawi samego i nie chciał być sam. Był sam, kiedy zły człowiek przyszedł i go porwał. Kiedy był sam, to nadchodził sen o tym, jak wuj Vernon przyłapuje go na jedzeniu ciasteczek przeznaczonych dla Dziudziaczka lub byciu poza szafką, kiedy miał w niej siedzieć. Bycie samemu było przerażające.
Obecność Melasowej Tarty w łóżku pomagała trochę, ale niewiele, skoro sama była taka malutka. Nie mogła zatrzymać złego człowieka, jedynie go spowolnić. Nie mogła powstrzymać koszmarów, nie tak jak tatuś.
Dlatego zamiast pójść spać, Harry starał się jak mógł, by nie zasnąć, ponieważ tak długo, jak był przytomny, to tatuś pozostawał u jego boku. Ciężko było nie zasnąć, kiedy był tak bardzo zmęczony. Kiedy w końcu zasypiał, zawsze budził się niedługo po tym, zaskoczony hałasem, ruchem lub czymś innym. A kiedy odkrywał, że tatuś odszedł, to wczołgiwał się do szafy z ubraniami, aby się ukryć. Żaden porywacz nigdy by go tam nie znalazł.
Melasa zawsze dołączała do niego później. Oboje kulili się blisko siebie, będąc ostrożnymi na wszystko, ukrywając się przed snami i porywaczami, dopóki tatuś ich nie znalazł.
Trzeciej nocy po tym, jak to się stało, Severus nie zaprowadził Harry'ego do jego sypialni, tylko do swojego pokoju. Po tym, jak Harry wyszczotkował zęby i przebrał się w piżamę, Snape powiedział:
— A może spróbujesz zasnąć tutaj ze mną? W ten sposób nie musisz się martwić, że mnie nie ma lub że zostaniesz zabrany.
Harry pokiwał z powagą, a potem uśmiechnął się jeszcze bardziej, gdy czarodziej wyciągnął różdżkę, machając nią. W jednej chwili duże łóżko Severusa podzieliło się na dwa mniejsze. Oba z pościelą i poduszkami. Łóżko znajdujące się najdalej od drzwi miało zieloną kołdrę z małymi złotymi zniczami, ściganymi przez miotły. Harry spojrzał na tatusia, który z zadowoleniem skinął głową.
— To będzie twoje łóżko. Zgadzasz się?
— Tak, tatusiu — powiedział Harry. — Dziękuję.
— Nie ma za co.
Ułożył Harry'ego do łóżka, otulając go kołdrą i siedział razem z nim, dopóki siedmiolatek nie zasnął tej nocy z wiedzą, że jego ojciec zawsze będzie przy nim.
