Wieczorem Śmierć w końcu pozwala mi wyjść z łóżka. Po szybkim, wspólnym prysznicu schodzimy na dół w celu przyszykowania kolacji. W kuchni już siedzi Wojna z kubkiem herbaty i z gazetą w rękach. Gdy wchodzimy do pomieszczenia, podnosi głowę i uśmiechając się wita się z nami.
„Jak tam Twoje zadanie?" pyta Wojna brata, odkładając gazetę.
„Załatwiona i powiem Ci szczerze, że cieszę się, że udało mi się to tak szybko załatwić." odpowiada mu Śmierć i siada obok niego pomimo tego, że jego miejsce jest gdzie indziej.
Szybko szykuję dla siebie i dla Jeźdźców posiłek. Po czym wszyscy razem siadamy i zajadając się, żartujemy sobie do późnej godziny w nocy. Kiedy żegnamy się z Wojną na neutralnym przedpokoju widzę, że Śmierć ma dużo lepszy humor niż jak wrócił do domu.
„Może jeszcze trochę wyciągniemy z tej nocy, co kochanie?" pyta mnie Śmierć gdy zamyka za nami drzwi pokoju.
„Co masz na myśli?" pytam go patrząc na niego podejrzliwie.
Śmierć wyciąga z szafki buteleczkę trunku i machając nią lekko pyta mnie:
„To może jeszcze po kieliszku, co?"
„Mocne to?" pytam go
„Bardzo. I ma dodatkowo afrodyzjak."
„Jeszcze Ci mało po dzisiejszym?"
„W końcu Cię nie widziałem kilka dni."
„A co jeśli Wojna usłyszy?"
„Ściany są wystarczająco grube. To jak?"
Zgadzam się na wypicie jeszcze po kieliszku trunku a potem pół nocy się kochamy.
