Kiedy wstaję z łóżka koło południa czuję się tak jakby mnie autobus przejechał. Śmierć natomiast śpi sobie w najlepsze. Próbuję go obudzić ale on tylko obraca się na drugi bok i przykrywa sobie głowę kołdrą. Przebieram się więc i schodzę na dół. Dom wydaje się pusty kiedy wchodzę do kuchni. Zaczynam sobie szykować kawę i wyglądam przez okno na podwórko. Na podwórku widzę Wojnę który macha swoim mieczem. Jestem pod niesamowitym wrażeniem za każdym razem gdy widzę ile Wojna wkłada czasu i serca w udoskonalenie swojego stylu walki. Gdy zaparzam sobie kawę postanawiam wyjść przed dom i przywitać się z Wojną, Biorę więc kubek w rękę i wychodzę witając się z Wojną z bezpiecznej odległości gdyby przypadkowo mnie nie usłyszał.
„Dzień dobry Grażynko." wita się ze mną Wojna, chowa miecz i podchodzi do mnie „Ciężka noc?"
„No powiedzmy…" odpowiadam mu wymijająco lekko się rumieniąc.
„Aaa rozumiem." Wojna się śmieje „Śmierć wciąż śpi?"
„Spróbuj go teraz wyrzucić z łóżka." odpowiadam mu z lekkim śmiechem
„Wiesz, wiem że wczoraj dopiero wrócił po kilku dniach pobytu poza domem ale mógłby się trochę bardziej zainteresować spędzeniem czasu z Tobą." Wojna siada na schodach domu.
„Ja tam nie narzekam." odpowiadam mu i przysiadam się do niego na schodach.
„Jakoś nigdy nie zauważyłem, żebyś narzekała."
„Doceniam to co mam. Cieszę się, że Śmierć jest moim mężem oraz że Ty, Waśń i Furia jesteście moją rodziną."
„Miło to słyszeć." Wojna uśmiecha się do mnie „Waśń i Furia też mogliby już wrócić. Coś długo ich nie ma."
„Czy sam mi nie dawno opowiadałeś, że miewaliście misje, które trwały latami?"
„No tak ale to było za czasów Rady Spopielonych."
„Martwisz się o nich?"
„Może troszkę."
„Będę mogła dzisiaj z Tobą powalczyć prawdziwym mieczem?" pytam go biorąc go z zaskoczenia, licząc na to że się zgodzi.
„Dobra próba Grażka." odpowiada mi Wojna z dziwnym uśmiechem „Jeśli Śmierć wyrazi zgodę to będziemy mogli powalczyć."
„Dlaczego potrzebujesz do tego zgody Śmierci?" jęczę mu.
„Ponieważ jesteś jego żoną i to on decyduje o tym czy coś jest dla Ciebie bezpieczne czy nie. Nie chciałbym doznać jego wściekłości gdy przyłapie nas na walce, na którą nie wyraził zgody."
„No dobra, spytam go o zgodę dzisiaj." wstaję ze schodów „Pójdę do niego zajrzeć. Może uda mi się go namówić do wstania."
„Powodzenia." odpowiada mi Wojna także wstając ze schodów.
Wchodzę do domu, zostawiam kubek w kuchni i idę do małżeńskiego pokoju. Widzę, że Śmierć nadal śpi więc wchodzę na niego delikatnie i pytam:
„Śmierć, śpisz?"
„Trudno nie spać gdy leżysz na mnie." odpowiada mi Śmierć sennie.
„Mam do Ciebie pytanie." zaczynam
„Słucham Cię." odpowiada mi mój małżonek nie otwierając nawet oczu.
„Mogę dzisiaj powalczyć z Wojną na prawdziwe miecze?"
Gdy rzucam te pytanie zapada cisza. Uznaję tę ciszę za namyślanie się ale Śmierć nagle obraca się ze mną i aktualnie to on siedzi na mnie okrakiem a ja leżę na łóżku. Patrzy na mnie i widzę w jego oczach błysk, który mi się nie podoba.
„Przecież dopiero niedawno zaczęłaś trenować." odpowiada mi oschle.
„Mówiłam Ci, że trenowałam z Wojną pod Twoją nieobecność." odpowiadam mu spokojnie.
„I czujesz się na tyle pewna swoich umiejętności by wziąć do ręki prawdziwy miecz?"
„Zawsze warto spróbować."
„To dlaczego pytasz mnie o zgodę?"
„Bo Wojna stwierdził, że muszę ją mieć. Powiedział, że bez Twojej zgody nie da mi prawdziwego miecza do ręki."
„Wyrażę na to zgodę dopiero wtedy kiedy opanujesz resztę broni do tego samego poziomu."
„Ale…" zaczynam protestować.
„Koniec tematu." przerywa mi stanowczo Śmierć „To według mnie jest zbyt niebezpieczne dla Ciebie." Śmierć kładzie się obok mnie.
„Ale…" zaczynam ponownie protestować.
„Grażyna, nie." Śmierć ponownie mi przerywa i podnosi ton „Może gdyby to chodziło o Furię albo o Waśń to szybciej bym się zgodził ale Wojna jest nieobliczalny. Nawet nie masz pojęcia jak bardzo. Nie chcę by coś Ci zrobił. Kiedy opanujesz wszystkie bronie to dopiero wtedy wyrażę na to zgodę."
Patrzę na niego wściekła, ze wściekłością wstaję z łóżka i wychodzę z pokoju trzaskając drzwiami. Zbiegam na dół powstrzymując łzy złości, wybiegam z domu i biegnę prosto do stajni. Tam siadam na stogu siana między Rozpaczą i Pożogą i zaczynam płakać. Po chwili czuję czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Przecieram łzy, patrzę na właściciela dłoni i dostrzegam Wojnę. Wojna uśmiecha się lekko do mnie i siada obok mnie na sianie.
„Wszystko w porządku?" pyta mnie.
„Tak…" odpowiadam mu kłamstwem.
„Niech zgadnę: nie zgodził się?" pyta mnie Wojna totalnie ignorując moje kłamstwo.
„Skąd wiesz?" pytam go i łzy ponownie zaczynają mi lecieć.
„Jest moim starszym bratem. Znam go już na tyle dobrze. Stwierdził, że jestem zbyt nieobliczalny?"
„Rozmawiałeś z nim zanim tu do mnie przyszedłeś?"
„Nie musiałem." Wojna obejmuje mnie delikatnie ramieniem i przyciąga do swojego boku „Rozumiem jego obawy ale rozumiem też to czemu to Cię zabolało. Pewnie poczułaś się jak dziecko."
„Czytasz w moich myślach?" pytam go przytulając się do jego ramienia.
„Jestem po prostu najmłodszym Jeźdźcem. Wypłacz się to od razu będzie Ci lepiej."
Korzystam z propozycji Wojny i płaczę w jego ramię. Gdy już czuję się lepiej wychodzę z bratem Śmierci razem ze stajni mając już dużo lepszy humor. Gdy jesteśmy w połowie drogi ze stajni do domu, dostrzegamy przy drzwiach Śmierć. Stoi on oparty o drzwi i spogląda na nas. Nie widzę jego wyrazu twarzy bo ma na niej aktualnie maskę ale po błysku jego oczu widzę, że nie jest w najlepszym humorze. Gdy tylko podchodzimy do niego Śmierć do mnie się zwraca tonem nieznoszącym sprzeciwu:
„Zostaw nas na chwilę samych."
Już otwieram usta by odmówić bo kolejny raz dzisiejszego dnia traktuje mnie jak dziecko ale Wojna rzuca mi spojrzenie, które mi mówi, że mam sobie odpuścić. Spuszczam więc głowę i wchodzę w milczeniu do domu. Od razu jednak podchodzę do okna i patrzę na ich rozmowę. Widzę, że ze sobą ostro dyskutują ale niestety nie wiem o czym rozmawiają. Po chwili Wojna odchodzi od niego i kieruje się znowu do stajni, Śmierć natomiast przez chwilę stoi na ganku i gdy widzę, że obraca się by wejść do domu, odsuwam się od okna. Śmierć od razu zauważa, że stoję bardzo blisko okna i podchodzi do mnie powolnym krokiem.
„Przepraszam." wyrzuca z siebie i mnie przytula.
Jestem zaskoczona ale bez zawahania obejmuję go i przytulam do siebie mocniej. Stoimy tak w przedpokoju w uścisku aż do momentu gdy Śmierć mnie puszcza i delikatnie się odsuwa.
„Nie powinienem Cię tak traktować." Śmierć kontynuuje „Jesteś moją żoną a nie młodszą siostrą."
„Cieszę się, że zdałeś sobie z tego sprawę." odpowiadam mu.
„Nadal jednak nie jestem przekonany do tej zgody na walkę prawdziwym mieczem z Wojną ale myślę, że uda nam się znaleźć kompromis."
„Miło mi to słyszeć. Więc co to za kompromis?"
„Ze mną powalczysz prawdziwym mieczem."
„Z Tobą?"
„Mhm. Myślisz, że nie potrafię walczyć mieczem?"
„Jakoś o tym wcześniej nie myślałam." śmieje się do niego.
Śmierć bierze mnie za rękę i wyprowadza na podwórko. Tam już Wojna czeka na nas z dwoma mieczami.
„Może później pojedynek ze mną?" pyta Wojna brata gdy bierze od niego miecze.
„Chętnie." odpowiada mu „Ale w pojedynku z Tobą użyję swoich kos."
„Jak sobie życzysz."
Wojna siada pod drzewem a Śmierć podchodzi do mnie i podaje mi miecz. Nawet się nie spodziewałam, że miecz może być taki ciężki. Czuję lekkie zawahanie ale Śmierć odsuwa się ode mnie kilka kroków i staje w pozycji wyjściowej. Ja chwilę na niego patrzę i ustawiam się w pozycji, którą nauczył mnie Wojna.
„Gotowa?" pyta mnie Śmierć.
„Tak." odpowiadam mu i ruszam na niego.
Jest spora różnica w trenowaniu patykiem a mieczem. Miecz faktycznie jest dużo cięższy i jego kształt inaczej rozkłada wagę. Nie poddaję się jednak i atakuję raz za razem Śmierć. Co jakiś czas mój małżonek atakuje mnie i wtedy się bronię. Widzę po nim, że pojedynek ze mną nie sprawia mu nawet większego wysiłku ale i tak się cieszę, że ze mną trenuje. W końcu Śmierć ogłasza koniec walki i podchodzi do mnie.
„Naprawdę zrobiłaś spore postępy." głaszcze mnie po głowie „Jestem z Ciebie dumny."
„Dziękuję." odpowiadam mu z uśmiechem.
„Bracie?" Śmierć odwraca się w stronę Wojny.
„Jeśli myślisz, że ze mną pójdzie tak samo łatwo to się mylisz." odpowiada mu Wojna ruszając się z miejsca i podchodząc do nas.
Śmierć całuje mnie w usta po czym podaje mi swój miecz. Zabieram się wraz z mieczami na miejsce gdzie siedział przed chwilą Wojna i obserwuję. Śmierć i Wojna stoją naprzeciw siebie bez wyciągniętej broni. Ani się ni orientuję a już walczą: Wojna swoim mieczem a Śmierć swoimi kosami. Mój pojedynek ze Śmiercią była jak zabawa dzieci przy ich pojedynku. Obydwoje ruszają się bardzo szybko i słyszę co chwilę dźwięk uderzanego o siebie metalu. Ich pojedynek wygląda niesamowicie. Po chwili słyszę stukot kopyt. Obracam się w stronę bramy i widzę jak na podwórko wjeżdża Furia i Waśń. Oboje zatrzymują się w bezpiecznej odległości i patrzą na walkę Wojny ze Śmiercią. Furia zeskakuje z konia i po wykonaniu okrążenia wokół ich staje obok mnie.
„Pokłócili się czy dla zabawy?" pyta mnie.
„Dla zabawy." odpowiadam jej „Witaj w domu." dodaję uśmiechając się do niej.
„Sobie znaleźli rozrywkę." odpowiada mi Furia śmiejąc się lekko.
Patrzymy dalej na ich pojedynek i nagle obok nas pojawia się Waśń.
„Długo tak już ze sobą walczą?" pyta mnie.
„Zależy co rozumiesz przez długo ale już jakiś czas." odpowiadam mu „Ciebie też witam w domu."
Waśń uśmiecha się do mnie i cała nasza trójka obserwuje pojedynek. Nagle widzę, że Wojna przejechał po ramieniu Śmierci swoim mieczem. W jednym momencie pojawia się krew a Furia stanowczo krzyczy:
„Ok, dosyć na dzisiaj!"
Wojna i Śmierć stają w miejscu i oddychają głęboko. Po chwili Wojna podchodzi do Śmierci i ogląda jego ranę.
„Przepraszam." słyszę jego przeprosiny.
„Nic się nie stało." odpowiada mu „Jesteś dużo szybszy niż zapamiętałem." Śmierć patrzy na Furię i Waśń i dodaje „Hej!"
Wojna też patrzy w naszą stronę i podnosi rękę na przywitanie. Po chwili mój małżonek i najmłodszy szwagier podchodzą do nas. Ja od razu oglądam ramię Śmierci ale Śmierć tylko macha ręką mówiąc mi, że to nic poważnego. Idziemy wszyscy do domu i siadamy w kuchni. Kiedy ja gotuję obiad Furia opowiada o demonach, które spotkali z Waśnią podczas swojego zadania. Waśń natomiast przez chwilę się przysłuchuje swojej siostrze po czym stwierdza, że idzie się w końcu odświeżyć i wychodzi.
„A Ty kiedy wróciłeś?" pyta Furia Śmierć.
„Wczoraj." odpowiada jej.
„To też miałeś wyjątkowy długi wyjazd."
„Tak i szczerze mówiąc wolę dostawać krótsze misje. Niesamowicie tęskniłem za domem."
„Jestem w skłonna w to uwierzyć. A Tobie Grażynko, jak ten czas minął?"
„Nie nudziłam się jeśli o to Ci chodzi." odpowiadam jej „Wojna zapewniał mi zajęcia na cały dzień."
„To super." odpowiada mi Furia.
Spoglądam jeszcze kątem oka na Śmierć ale tym razem w jego oczach nie widzę śladu wrogości. Uśmiecham się do siebie i kontynuuję robienie obiadu.
