ROZDIAŁ XXVII: Wilkołak i lamia


Maj tego roku przybył szybciej niż mógłbym zauważyć i zostało tylko półtora miesiąca do końca roku szkolnego. Moi przyjaciele zakuwali na egzaminy końcowe, mające się zacząć już w połowie czerwca, a ja po raz setny dziękowałem siłom wyższym, że rok szkolny powtarzam i przez całość mojego „przespanego" semestru egzaminy nie napawają mnie aż taką paniką, jakby to było, gdybym podążał normalnym tokiem nauczania. Trochę dziwnie się też czułem ze świadomością, że jestem o rok odmłodzony w dokumentach. Jakoś wcześniej nie odczuwałem tego aż tak, jak teraz. Nagle dotarło do mnie, że gdybym żył starym życiem, w te wakacje obchodziłbym swoje siedemnaste urodziny. A tak, to dopiero co obchodziłem szesnaste. Gdybym był pełnoletni, byłoby to przede wszystkim wygodniejsze dla Severusa, który wiedziałem, że był czasami mocno zdegustowany samym sobą.

Nasze życie jednak stało się teraz, pod koniec roku, nieco pospieszne i zaczęliśmy mieć problemy z znalezieniem czasu dla siebie. Severus zasypywał uczniów pracami domowymi, tak by byli oni przygotowani na egzaminy w odpowiedni sposób, i bardzo często poprawiał je do późnego wieczora. Mimo że często słyszałem, że nie znosi uczyć, to jednak zachowywał się w sposób nad wyraz kompetentny i zawsze czytał wszystko z uwagą, znajdując też przy tym czas na kąśliwe uwagi.

Moi przyjaciele odwiedzali mnie, gdy tylko mogli, jednak wyraźnie i oni rozumieli, że nasza nieco głośna ekipa może przeszkadzać mistrzowi eliksirów. A skoro moje pokoje były zajęte, spędzaliśmy ze sobą trochę mniej czasu już teraz, obiecując sobie, że spotkamy się podczas wakacji w moim Treewalle i wtedy wszystko nadrobimy. Tak więc moimi i Severusa teraz coraz rzadszymi gośćmi w lochach byli Ron, Hermiona i Harry. Raz czy dwa, na bardzo krótką chwilę, odwiedzili mnie Sarah i Raphael, wciąż nie do końca uświadomieni, dlaczego spędzałem cały czas z mistrzem eliksirów. No, i McGonagall oraz Dumbledore. Z tym, że oni częściej zasiadali z Severusem i przynosili mi, w szczególności profesor transmutacji, olbrzymią ilość słodyczy.

Dlatego gdy w pierwszym tygodniu maja, wchodząc do komnat, spotkałem Remusa Lupina, pijącego herbatę z dużego kubka, byłem nieco zaskoczony. Od czasu mojego niefortunnego spotkania z Huncwotami w wigilię i później, już po moim obudzeniu w Hogwarcie, nie widziałem się z nimi. Jednak Syriusz i Remus kilka razy do mnie napisali, najwyraźniej chcąc tym pokazać, że naprawdę mieli na myśli to, co powiedzieli i nie chcą się ode mnie odcinać.

Syriusz wysłał mi co prawda kilka prywatnych listów, w których wciąż mnie namawiał, bym zostawił „tłustowłosego ślizgona", porzucił szkołę i przyjechał do niego do domu.

Na te pięć nieco zbyt bezpośrednich listów odpowiedziałem z zapewnieniem, że jest mi w zupełności dobrze tam, gdzie jestem, i zniszczyłem pergaminy, tak by nie wpadły przez przypadek w dłonie mojego ukochanego. Oprócz tego dotarły do mnie jeszcze około cztery wiadomości od nich obydwu. Jednak przez cały ten czas nie otrzymałem żadnej prywatnej korespondencji od wilkołaka.

Dlatego, widząc go w komnatach Severusa, byłem nieco zaskoczony. Przede wszystkim z powodu, że Lupin wyglądał jak ktoś, kto chce mi coś ważnego powiedzieć. I to od dłuższego czasu.

Stanąłem nieco niepewnie w progu, rozglądając się za Severusem.

- Powiedział, że przyjdzie za niedługo i daje nam dokładnie godzinę - powiedział Remus z ciepłym uśmiechem i zerknął na zegarek. – Zostało nam czterdzieści osiem minut.

Uśmiechnąłem się w odpowiedzi i usiadłem naprzeciwko, kładąc torbę na podłodze.

- Musiałem jeszcze wstąpić do biblioteki i poczekać na to, by przejście prowadzące pod komnaty Severusa nieco opustoszało. Zawsze kilka razy sprawdzam, czy nikt mnie nie śledził – stwierdziłem.

Lupin skinął głową i przyglądając mi się uważnie bursztynowymi oczami, zaczął.

- Nie będzie ci przeszkadzać, jak chwilę porozmawiamy? Prawda?

Oczywiście, że nie miałem nic przeciwko, dlatego uśmiechając się szczerze, odpowiedziałem.

- Dla ulubionego profesora zawsze będę miał czas.

- Nie jestem już twoim profesorem – przypomniał. – Poza tym, teraz masz innego ulubieńca wśród profesorów.

Zerknął krótko w kierunku sypialni, którą dzieliłem z kochankiem, a ja już wiedziałem, czego dotyczy temat, który chciał poruszyć.

- Mój stosunek do Severusa jako nauczyciela jest skomplikowany - powiedziałem powoli. – Nie jest dla niego łatwym pogodzić nasze życie prywatne i szkolne. Więc obydwaj unikamy rozmów na ten temat.

Starając się wyglądać jak dojrzały i pewny tego co mówi czarodziej, spojrzałem mu głęboko w oczy. Chciałem, by zrozumiał, że nie jest to kwestia tego, że się wstydzę bądź czuję wykorzystany. Miałem już podobną rozmowę ze swoją opiekunką domu. Minerwa McGonagall niedługo po moim wybudzeniu się ze snu zimowego znalazła sposobność, by porozmawiać ze mną na osobności.

Miałem wrażenie, że słowa z wielkim trudem przechodziły jej przez gardło, gdy przypominała o mojej niepełnoletności, o tym, że Severus jest ode mnie starszy i jest moim nauczycielem. Zapewniała, że nikt nie oczekuje ode mnie bycia ze Snape'em tylko dlatego, że czuję, iż powinienem.

Gdy przekonałem ją, że nikt mnie do niczego nie zmusza i naprawdę chcę z nim być, kobieta następnie odbyła rozmowę z mistrzem eliksirów. Severus był po tej wymianie zdań ponury jak demon przez kilka kolejnych dni.

Nie chciałem, by pojawiła się następna osoba, która chciałaby się w mój związek wtrącić. Dlatego miałem nadzieję, że tym razem przekonam rozmówcę do tego, by nie dręczył później mojego ukochanego.

- Więc dlaczego nie poczekaliście na to, byś stał się przynajmniej pełnoletni? – zapytał Lupin. - Snape powinien dać ci więcej czasu.

Spuściłem wzrok na swoje kolana.

- Nie chciałem, byśmy czekali. Nie wiem, czy potrafisz sobie wyobrazić, w jakiej sytuacji się znalazłem. Całość mojego życia została drastycznie zmieniona. Nie miałem absolutnie nic, a jedyną stałą, jaką miałem szansę wtedy dostać, była jego obecność w moim życiu. Nie planowaliśmy tego. Może to też leży w mojej nowo odkrytej naturze, ale rozpaczliwie potrzebowałem kogoś przy sobie. A on tam był.

- Gdybyś się z nami skontaktował… Cokolwiek powiedział. Stawilibyśmy się - zapewnił gorliwie Remus.

Pokręciłem głową.

- Ja bym się stawił, Dan. – Jego oczy były smutne, a głos drżał.- D-dan. Jesteś taki młody. To nie powinno się skończyć w ten sposób.

Uśmiechnąłem się do niego smutno.

- Nie mogłem nikomu powiedzieć, Remusie. Dumbledore mi zabronił. Poza tym, bałem się wyznać prawdę. Nawet Ron i Hermiona sami musieli odkryć, co się dzieje, choć w tamtym czasie mogłem im już wszystko powiedzieć.

Remus zwiesił głowę, wydawał się być bardzo smutny i rozgoryczony. Miałem wrażenie, że w jakiś sposób obwiniał się o mój związek z Severusem, tak, jakby było to coś złego. Nawet Dumbledore się tak tym nie zadręczał jak on w tej chwili.

- Remusie, wszystko jest w porządku. Cieszę się ze swojego związku z Severusem. Nie chcę go kończyć. Napawa mnie to wręcz strachem. Nie wyobrażam sobie zakończenia tego.

Popatrzył się na mnie z chyba jeszcze większą obawą niż przedtem.

- W tym rzecz, Dan. Widzę, jak się od niego uzależniłeś. Nie powinieneś aż tak się przywiązywać i być w takich relacjach z dorosłym mężczyzną. On powinien to powstrzymać. Powinien dać ci więcej czasu, byś przeszedł przez ten najgorszy dla ciebie czas. Powinien pozwolić ci choć trochę pożyć normalnie! To, co zrobił... Boję się, że może cię to ogromnie zaboleć.

Coś w jego słowach i postawie sprawiło, że powiedziałem następujące słowa.

-Mówisz, jakbyś dawał mi rady z własnego doświadczenia.

Remus wydawał się bardzo smutny. Spoglądał mi w oczy dłuższą chwilę w całkowitej ciszy.

- Wiesz, kim byliśmy w Hogwarcie, prawda? Ja, James, Syriusz i Peter. Byliśmy nierozłączni, nie do powstrzymania i bardzo przywiązani. – Skierował wzrok w stronę okna. –Wiele poświęciłem, by się do nich dostosować – mówił dalej głuchym głosem – oni tak naprawdę nigdy do końca nie zrozumieli, co to znaczy być mną. Być z innego gatunku. Jestem wilkołakiem i czuję, słyszę, myślę inaczej niż ludzie. Tak naprawdę nie staliśmy się przyjaciółmi od samego początku. Zdarzyło się nawet, że w pierwszych latach Hogwartu i mnie zrobili jakiś niesmaczny żart. James, Syriusz i Peter trzymali się razem przez pierwsze trzy lata szkoły. Ja byłem po prostu dodatkowym chłopakiem z sypialni Gryffindoru, który ciągle siedział w książkach i unikał kłopotów. Dopiero, gdy w połowie trzeciej klasy odkryli mój sekret przez moją zwykłą nieuwagę związaną z kontaktem ze srebrem i oczywiście lekcjami Obrony, gdzie wyjaśniano naturę wilkołaków, zrozumieli, co ze mnie za jeden. Przyjęli mnie tylko dlatego, że byłem czymś… ekscytującym. – Skrzywił się nieznacznie. - Zmieniałem się w potwora w czasie pełni. Ich przemiana w animagów też tak naprawdę nie miała mi jakoś specjalnie pomóc. Było to ich kolejnym pomysłem w dążeniu do celu stania się kimś cool i zaimponowania innym. Nie chciałem, by się spotykali z moim wilkiem podczas pełni. Bałem się tego, a oni uparcie i tak to robili. Mój wilk szalał i gryzł sam siebie. Ale nie było zagrożenia, że komuś zrobię krzywdę.

- Przecież Syriusz powiedział…

- ...że są bezpieczni, jeżeli są w zwierzęcej formie. Tak - dokończył za mnie Remus. -Wilkołaki są nastawione na krzywdzenie i pożeranie ludzi. Oni byli bezpieczni. Ale to, że przychodzili do Wrzeszczącej Chaty i wypuszczali zamkniętego w niej wilkołaka, tylko po to, by pobiegać po lesie, już nie. Gdy pierwszy raz uświadomiłem sobie, co zrobili, byłem przerażony. Wtedy byłem też tak rozpaczliwie nastawiony, żeby należeć do ich grupy, że mój protest zabrzmiał wyjątkowo słabo. Uzależniłem się od ich decyzji i pozwoliłem, by robili bardzo niebezpieczne rzeczy. Gdy wywinęli ten kawał ze Snape'em, podpuszczając go, by ten za mną poszedł, nie spałem dobrze po tym wiele miesięcy. Mogłem go zranić, przemienić, a może i nawet zabić. Wiesz, co robią z niestabilnymi wilkołakami? – Remusowi drżał głos. - Usypiają. Nie ma drugiej szansy. Byłem tak przerażony tym, co się stało, że wiele miesięcy siadywałem pod gabinetem dyrektora, starając się przekonać sam siebie, że to najwyższy czas, by powiedzieć dość i wrócić do domu. Nie mogłem funkcjonować w świecie ludzi, nie narażając ich i siebie na niebezpieczeństwo straty życia. Huncwoci nie byli dla mnie dobrym towarzystwem, a ja robiłem wszystko, by tylko się w nich wpasować. Byłem tchórzem.

Widziałem to w jego magii i w jego postawie. Remus był bardzo samotny i do dziś się tak czuł, mimo osób wokół niego.

- Nie spotykałem się z nikim. Ani z dziewczynami, ani z chłopakami. Żadnych randek i pocałunków. Syriusz i James byli za to playboyami. Peter później też miał kilka związków. Ale ja - nigdy. Jednak któregoś razu Syriusz wziął sobie za punkt honoru mnie rozdziewiczyć.

Uniosłem brwi, a Remus uśmiechnął się gorzko.

- Do tej pory nie wiem, czy to był zakład, czy faktyczna jego chęć do tego. Wiedziałem, że nie jest prawdziwie zaangażowany, że to tylko punkt jakiejś chorej listy. Ale znowu, nie chcąc zawieść ich oczekiwań, nie chcąc ich odtrącać, pozwoliłem mu na to. Bałem się, że jeżeli bym tego nie zrobił, Łapa przestałby się do mnie odzywać, tak jak do wielu innych, którzy odrzucili jego zaloty. Poświęciłem dla utrzymania się w ich towarzystwie nawet to. A mimo tego wszystkiego, gdy przyszło do wyznaczenia z naszej grupy osoby, która może być zdrajcą i śmierciożercą, padło na mnie - wyksztusił Remus przez ściśnięte gardło i spuścił głowę, ukrywając przede mną swój wyraz twarzy.

Żal chwycił mnie za serce, gdy przyglądałem się tak jego skulonej postaci. Był człowiekiem, który już od lat ukrywał swój ból. A mówił mi to wszystko w wielkim zaufaniu.

- Huncwoci trzymali się razem, i wydawało się, że będziemy już zawsze nierozłączni. Jednak wojna nas zmieniła. Zaczęliśmy się oddalać od siebie. Tak naprawdę nasza grupa trzymała się całości tylko wtedy, gdy była młoda, głupia i naiwna. Gdy zaczęły się schody dorosłości, wszystko przestało mieć ten sam sens. Wiedzieliśmy, że ktoś w Zakonie nas zdradził i przekazuje informacje śmierciożercom. Do Jamesa i Syriusza dotarło, że tak naprawdę nigdy nie pasowałem do ich grupy. Zrozumieli, że nie jestem taki jak oni. I dlatego to właśnie mnie wytypowali jako potencjalnego zdrajcę, a ze wszystkich ludzi, to właśnie Peterowi zaufali ze swoimi tajemnicami.

Wstałem i usiadłem obok niego.

- Dlaczego więc znowu jesteś z Syriuszem? Nie musisz się z nim nawet widywać.

- To nie takie proste, Dan. Wilkołaki przywiązują się do zapachu i smaku osób, z którymi przeżyły swój pierwszy raz. Dlatego z nikim innym nigdy nie byłem i dlatego tak bardzo bolało mnie poświęcenie mojej niewinności dla Syriusza, który nie docenił tego nawet w minimalnym stopniu. Syriusz nigdy nie będzie moim partnerem. Nie myśli o naszej relacji w tych kategoriach. Jednak dla mnie droga jest już zamknięta. - Spojrzał mi w oczy z smutkiem. - Nie znasz swojej natury, Dan. To, że tak mocno przywiązałeś się do Severusa, może mieć związek właśnie z tym, że odbyłeś z nim swój pierwszy stosunek. Może za dużo czasu z nim przebywasz? Boję się, że możesz czuć tak jak ja i wstąpić na drogę bez powrotu. A co do Severusa… Z ludźmi tak niekoniecznie jest. I później pozostaje tylko cierpienie oraz podążanie za jedną osobą jak bezpański pies.

Poczułem olbrzymią gulę w gardle. Zacząłem analizować swój związek z Severusem. Czy to naprawdę mogło być to? Jakieś instynkty, magia, sprawiły, że przywiązałem się do niego aż tak bardzo, że nie widziałem nikogo innego, a jego odejście wydawało mi się przerażające?

- Może masz jeszcze czas, Dan. Może zdołasz się wycofać. Zróbcie sobie przynajmniej przerwę. Może wtedy pojaśni ci się w głowie? Zbliżają się wakacje… Nie spotykajcie się przez ten czas. Zobacz świat z nowej perspektywy!

Uśmiechnąłem się do niego smutno.

- Dziękuję ci za to, że się o mnie martwisz. To naprawdę bardzo miłe z twojej strony, ale niezależnie, czy to jakaś magia, instynkty, przeznaczenie, czy kara, ja nie mogę i nie chcę od niego odejść.

Remus tylko pokiwał głową, że rozumie. Najwyraźniej spodziewał się, że to powiem.

Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. Remus umoczył usta w filiżance po raz kolejny, ale wydawało się, że nie wziął ani łyka płynu. Najwyraźniej miał zbyt ściśnięte gardło.

Współczułem mu. Chciałem sobie przypomnieć, czy w reakcjach Syriusza znajdowałem jakikolwiek znak, że dostrzega cokolwiek romantycznego w Lupinie. Jednak nie mogłem sobie tego przypomnieć. Wręcz przeciwnie, Syriusz dosyć lekko zaproponował przecież związek ze mną.

Uścisnąłem dłoń wilkołaka, chcąc dać mu nieco pociechy, ale teraz i mnie przejęła obawa, której nie mogłem się pozbyć, choć przecież rozmowę tego typu już miałem za sobą. Od czasu do czasu i tak mnie to dręczyło. Co ja zrobię, gdy Severus odejdzie? Była to przerażająca perspektywa.

Drzwi się otworzyły i zamknęły, a w progu stanął mistrz eliksirów. Wysoki, ciemnowłosy, z naręczem jakichś papierów w dłoni. Jego wzrok od razu spotkał się z moim, jakby chciał się upewnić, że wszystko ze mną w porządku i skinął lekko głową, gdy się do niego uśmiechnąłem. Powiesił swoją czarną szatę przy drzwiach. Ciemnogranatowa koszula spod spodu idealnie opinała się na jego męskim ciele. Wstałem i podszedłem do niego, na krótką chwilę wtulając swój policzek w jego kark. Znowu w jego magii było sporo ciężaru. Chciałem, by mu się w końcu polepszyło.

Odłożył dokumenty, zmarszczył brwi i mnie przytulił. Nad moją głową spojrzał na Remusa.

- Chyba już koniec prywatnej rozmowy.

Lupin wstał.

- Nie. Nie idź jeszcze! – Czułem, że muszę mu jakoś pomóc, a nie będę w stanie, jeżeli teraz odejdzie. Podszedłem i chwyciłem wilkołaka za dłonie, by powstrzymać go przed odejściem.

- Tak dawno się nie widzieliśmy, a ja okropnie się spóźniłem.

Uśmiechnął się nieco wymuszenie, ale usiadł ponownie, a ja drgnąłem, gdy poczułem dłoń opadającą ciężko na moje ramię.

- Do takich pogaduszek będziesz musiał się przebrać - mruknął mi Severus nieco burkliwie nad głową.

Spotkałem się z nim spojrzeniem. Wiedziałem, o co mu chodzi bez pytania.

- Remusie, muszę się przemienić. Mam nadzieję, że nie będzie ci to przeszkadzało? Naprawdę chciałbym, abyś jeszcze został.

Od razu zobaczyłem zainteresowanie w oczach byłego profesora.

- Wręcz przeciwnie. – Uśmiechnął się szeroko i wiedziałem, że w jego głowie pojawiło się mnóstwo pytań, dotyczących mojej zdolności przemiany.

XXX

Sploty mojego ogona były ułożone na dywanie przed kominkiem, a w dłoniach trzymałem podany mi przez Severusa kubek z herbatą. Napój był tak ciepły, że prawie parzył mi wargi, ale nie przeszkadzało mi to. Lupin uważnie obserwował łuski, ciągnące się przez moje plecy. Wiedziałem, że już kilkakrotnie chciał wyciągnąć dłoń, by mnie dotknąć i przekonać się, jakie są w dotyku, ale łypiący na niego Severus skutecznie go przed tym powstrzymywał.

- Naprawdę nie boli cię ta przemiana? – zapytał Remus.

- Nie, przypomina to nieco rozciąganie się po całodniowym siedzeniu w jednej pozycji na krześle. I takiego typu też bóle najczęściej mnie atakują, gdy zwlekam z przemianą.

- To znaczy, że odczuwasz jednak jakiś dyskomfort.

Pokręciłem głową.

- To nie ma jednak nic wspólnego z przemianą, a z jej zignorowaniem. Chyba każdy na świecie zna ten rodzaj bólu. Siedzenie dłuższy czas na niewygodnym krześle bez oparcia po jakimś czasie staje się niewygodne, a jeżeli to się powtarza zbyt często, dochodzi do tego ból pleców. Mnie takie właśnie bóle atakują jako pierwsze, w dole kręgosłupa. Pojawiają się po około dziewięciu, dziesięciu godzinach, gdy jestem w ludzkiej formie i do tego zdążyłem się już przyzwyczaić. Później, jeżeli zwlekam z przemianą, dochodzą też nieprzyjemne nudności i na końcu migrena. Intensywność tego wzrasta, im dłużej się ociągam.

Remus spojrzał mi w oczy zmartwiony.

- Ale teraz z tobą w porządku? – zapytał.

Pokiwałem głową.

- Większość objawów mija dosyć szybko po zmianie formy. Ale jeżeli zbyt długo odwlekam przemianę, obowiązkowo potrzebuję potem ciepłego kącika i snu.

I tak to właśnie się zaczęło.

Lupin na początku był ostrożny, chyba uważając, że obecność Severusa nie pozwala mu na zadawanie pewnego typu pytań. Jednak jak już się rozkręcił, to okazało się, że dochodził do takich wniosków, które nawet Severusa zaskakiwały i wkrótce dyskusja rozwinęła się tak intensywnie, że zastała nas późna noc. Kierunek rozmowy zszedł na bardzo prywatne tematy, którymi chyba żaden z nas nigdy wcześniej się z nikim nie dzielił.

Remus był też pierwszą osobą, która się mnie zapytała, jak korzystam z toalety w tym ciele i czy zdarzyło się, bym zrzucał skórę jak prawdziwy wąż.

- Często niestety dochodzi do tego, że jako wilkołak zaznaczam swoje terytorium, jak na drapieżnika przystało. Masz takie nieopanowane instynkty? Czujesz jakieś zapachy w twoim otoczeniu, które cię drażnią? Czy pozostawiasz gdzieś czasami swój zapach?

- Nie - zaprzeczyłem z lekkim uśmiechem, którego nie byłem w stanie powstrzymać, wyobrażając sobie, jak Lupin przechodzi przez ogródek i zaznacza drzewka. - Tak właściwie odnoszę wrażenie, że mój nos działa zupełnie jak u zwykłych ludzi.

- A co jest z tym twoim postrzeganiem kolorów? Czy to nie ma czegoś wspólnego z oznakowaniem terenu? Z tego, co słyszałem, byłeś w stanie dostrzec ślady magii zaginionego ucznia, pozostałej w lesie. A to znaczy, że potrafiłeś iść za jego tropem, niczym ja za czyimś zapachem.

Poruszyłem się niespokojnie.

- Bo ja dostrzegam różnice w magiach czarodziei. Potrafię też z mniejszą bądź większą skutecznością odkryć, czego dana osoba ostatnio dotykała.

- W jaki sposób? – zdziwił się Remus, po czym zmarszczył brwi, jakby starał się znaleźć odpowiedź na to pytanie, zanim mu to wyjaśnię.

Przyjrzałem się jego magii, przekrzywiając głowę. Starałem się znaleźć odpowiednie słowa, by wyjaśnić, co widzę. W końcu zawsze widziałem świat w ten sposób i nie miałem pojęcia, że jest to czymś niezwykłym. Byłem czarodziejem. A wszyscy, którzy władali magią, byli otoczeni aurą kolorów.

- To jest jak pewnego rodzaju materia, która otacza każdego czarodzieja. Nie tylko z zewnątrz, ale i w środku. Jeśli dotykacie czegoś, to przez jakiś czas pozostaje ślad waszej magii na danym przedmiocie. - Wziąłem do ręki szklankę i zacząłem zostawiać ślady na jej powierzchni.

- To nie jest coś, czego można dotknąć, ale wygląda to niczym… ciasto, bardzo gęste, a jednak zdające się być mgłą. Dotykacie przedmiotu, a część magii odrywa się od waszego ciała i pozostaje na danym przedmiocie; jednocześnie jest to tak słaby ubytek, że cała reszta „ciasta" tę oderwaną cząsteczkę wypełnia i wszystko wygląda ponownie, jakby nic się nie stało.

- Ile czasu utrzymuje się taki rodzaj pozostawionego śladu?

Remus patrzył się teraz bardzo intensywnie na moją szklankę, jakby chciał sobie wyobrazić to, co mówię.

- To zależy. Wiem, że psy tropiące czują wyraźniej ślady, jeżeli człowiek był spocony bądź krwawił. Dla mnie jest podobnie, bo jest to bezpośrednia wydzielina z czyjegoś ciała. Ślady czyjejś krwi mogę dostrzec z daleka.

- I potrafisz kogoś rozpoznać po pozostawionym śladzie, tak?

Pokiwałem głową.

- Kolory ludzkich aur są niezmienne. Zawsze takie same dla jednej osoby. Różnice pojawiają się, gdy ktoś jest smutny, zły, szczęśliwy. Ich magia zachowuje się wtedy inaczej, ale kolor jest zawsze indywidualny.

- Nigdy nie wspominałeś, że potrafisz odczytywać uczucia. – Severus wydawał się być napięty.

Zerknąłem na niego ostrożnie.

- Czy potrafisz w takim razie wpływać jakoś na uczucia innych? - Remus zadał to pytanie, a mnie coś ścisnęło w dołku, gdy Severus zmrużył swoje oczy.

- Czasami, ale zawsze muszę przy tym kogoś dotykać.

- Nie zawsze, Dan. – Severus zabrzmiał poważnie.

- Już kilka razy przecież to zrobiłeś. Granger i Weasley wspomnieli dosyć obrazowo o tym, że wpływasz na ich uczucia, choć robisz to nieświadomie.

Poruszyłem się niespokojnie.

- Czyli wpływa na uczucia innych? - Remus to pytanie zadał Severusowi.

Skinięcie głową.

- Ale… ja… - zawahałem się.

Mistrz eliksirów westchnął.

- Nie ma co panikować, Dan. Z tego, co zrozumiałem, działa to wtedy, gdy sam czegoś bardzo chcesz bądź jesteś czymś niezwykle wzburzony. I zarówno Weasley, jak i Granger, są już w stanie odróżnić, kiedy się to dzieje, więc i ja jestem w stanie to wychwycić.

Wpływam na uczucia innych, choć ich nie dotykam? Kiedy to się niby stało w przypadku Rona i Hermiony? I czy to… to, co robiłem z Severusem, było w jakimś stopniu ingerencją w jego uczucia? Czy on teraz sobie nie pomyśli, że w jakiś sposób kontroluję nasz związek?

- Wiem, w którym kierunku idą twoje myśli i masz w tej chwili przestać! – warknął Severus. - Jestem zdolny powiedzieć, kiedy dokładnie i ile razy wykorzystałeś tę zdolność na mnie, choć być może naprawdę nie jesteś jej świadomy.

Nieco mnie to uspokoiło i uśmiechnąłem się do niego lekko. Nie mogłem się także powstrzymać i sięgnąłem dłonią w jego stronę. Nasze palce się zetknęły. Przyjemna mieszanka srebra i purpury.

- Ja… - zacząłem z wahaniem, spoglądając z obawą najpierw w oczy Severusa, a później Remusa. - Lubię czuć inne osoby - wyksztusiłem z siebie cicho, opuszczając wzrok.

Mężczyźni milczeli, więc powoli podniosłem głowę. Wydawali się być zmieszani. Nie rozumieli! A ja musiałem im to teraz wyjaśnić.

- Lubię dotyk innych, Severusie. Lubię się do ciebie przytulać i dotykać. Bardzo lubię to, co się dzieje w naszym prywatnym życiu. Ale nie tylko twój dotyk sprawia mi przyjemność.

Severus zbladł, kompletnie nie rozumiejąc tego, co chciałem przekazać.

- Nie w sensie seksualnym - powiedziałem szybko. Przeczesałem włosy. – Ja wiem, że to nie jest coś, co robią ludzie na co dzień. Jako dziecko szybko się nauczyłem, że ludzie nie lubią, gdy ktoś cały czas chce ich dotykać bądź się do nich tulić. Ciocia Petunia… - zawahałem się. – Pani Dursley nigdy mi nie pozwalała na tego typu rzeczy. Czasami chwyciła mnie za rękę, by zaciągnąć mnie do mojego… pokoju. Ludzie nie lubią się przytulać z innymi osobami przez cały czas.

- Czy ty odczuwasz taką potrzebę?

Remus najwyraźniej nie znajdował w tym sensu.

- Z tymi osobami, na których mi zależy - uściśliłem.

Była różnica w tym, jak zachowuje się magia osób, które mnie dotykają. Gdy dotykałem Severusa, jego kolory lgnęły do mnie i mieszały się z moją magią. Kaskada barw, sprawiająca mi radość od samego widoku tego, jak cudownie wygląda. Moje srebro z jego purpurą mieszały się czasami do tego stopnia, że powstawał jakiś nowy, ciepły róż. Niczym słońce w swoich pierwszych promieniach tuż przed świtem.

Gdy miałem do czynienia z osobami, którymi targają silne emocje, dodatkowo skupiające się na mnie, tak jak w przypadku Syriusza po mojej pobudce z zimowego snu, wszystko wydawało się szaleńczo wirować. Czasami ten ciemny błękit magii Syriusza chciał do mnie przylgnąć, by ułamek sekundy później wycofać się, a po chwili, mrugnięcie oka później, ukłuć mnie niematerialnie. Huncwota wypełniały sprzeczne emocje i to mnie przytłaczało.

Zupełnie inaczej było wtedy, gdy miałem choć przelotny kontakt z osobą, która mnie nie lubiła bądź nienawidziła. To bolało. Naprawdę, realnie bolało. Jeszcze kilka lat temu tego nie rozumiałem za dobrze, ale to właśnie dlatego za każdym razem, gdy spotykałem się z Voldemortem, jego dotyk mnie ranił. On mnie nienawidził, a moja magia była jak bez tarcz, bez osłon, delikatna. Wystarczył jego lekki dotyk, a cała moja magia wycofywała się jak pod wpływem biczowania cierniami.

- Lubię wiele osób w Hogwarcie. Hermiona, Ron, Dumbledore… Jednak rozumiem, że gdybym się ich zapytał, czy mogą ze mną posiedzieć jakiś czas i się ze mną poprzytulać, popatrzyliby się na mnie nieco dziwnie - wyjaśniałem im dalej.

No cóż. Z całą pewnością teraz Remus i Severus patrzyli się na mnie nieco dziwnie.

- Ciepło innych osób, które lubię, uspokaja mnie; dotykając mnie, pozostawiają także ślady swojej magii na mojej skórze. Zazwyczaj staram się usiąść bardzo blisko jakiejś innej osoby w Wielkiej Sali. Hermiona ostatnimi czasy pozwala mi na to, bym cały czas trzymał swoją nogę blisko niej, gdy siedzimy w Wielkiej Sali. Czuję i widzę wtedy jej magię na swoim ciele przez cały dzień.

Po minie Severusa widziałem, że bardzo głęboko myśli nad usłyszanymi słowami.

- Czyli jak ktoś cię dotyka – Remus zdawał się chcieć rozłożyć to na części pierwsze – to pozostawia swój ślad po sobie, a ty ślad swojej magii na innych. I to cię uspokaja. Uszczęśliwia.

- Można tak powiedzieć. – Nie musiał wiedzieć wszakże, że ostatnio coraz częściej powstrzymuję się przed spontanicznym przytulaniem moich przyjaciół.

- To jednak brzmi bardzo podobnie do oznakowywania terenu, Dan. Sam pomyśl. Może nie chodzi tutaj o jakieś drzewka czy murki, ale o ludzi. Odczuwasz potrzebę, by pozostawić ślad swojej magii na innych.

Pokiwałem powoli głową, zgadzając się ze słowami Remusa.

- Czy nie mylisz tej potrzeby ze swoimi własnymi uczuciami do nich? Może to niekoniecznie ma coś wspólnego z twoją naturą, a raczej z twoim własnym pragnieniem, by byli blisko ciebie? - zapytał mój kochanek delikatnie, tak jakby nie chciał mnie swoimi słowami zdenerwować.

Severus tego nie rozumiał. Popatrzyłem na magię, która iskrzyła się na moich palcach.

Byłem inny. Musiałem to w końcu kiedyś zaakceptować i nie dziwić się więcej, że nie jestem do końca rozumiany. Gdy mieszkałem u Dursleyów, już jako bardzo mały chłopiec rozumiałem, że oni nie chcą tego, co ja. Ciotka mnie nie cierpiała, a mimo to bardzo lubiłem pozostawiać na niej czasami swój dotyk. Wtedy nie rozumiałem, dlaczego oni nie błyszczą się tak, jak ja. U nich wszelkie odstępstwa od normy zawsze były karane.

Gdy dowiedziałem się, że jest więcej takich osób, otoczonych błyszczącymi barwami i wiąże się to z posiadaniem magii, byłem pewien, że każdy czarodziej to czuje i widzi. Jednak ludzie nie lubią się dotykać. Czasami podają sobie ręce, czasami przytulają. Małżonkowie podczas dnia pozostawiają na swoich ustach pocałunki. Ci, którzy uprawiają miłość, bardzo intensywnie się nawzajem dzielą swoją magią. To piękne. I dlatego też bardzo lubię nasze zbliżenia z Severusem. Ale publicznie tylko pary trzymają się za ręce. Publicznie rodzeństwo nie trzyma się swoich ciał, nie tuli do siebie, nawet większość par nie dotyka się podczas dnia. Ja mam ochotę dotykać Severusa cały czas.

Westchnąłem i wziąłem głęboki oddech, by kontynuować. Musiałem wymusić uśmiech na swoich ustach.

- Siadam zawsze blisko ciebie. Tyle razy się na mnie złościłeś, Severusie, za to, że siadam na ziemi obok twoich stóp, gdy poprawiasz prace uczniów. Prawda jest taka, że to dlatego, że wykorzystuję możliwość dotykania ciebie jak to tylko możliwe. Gdybym usiadł na krześle, mógłbym co najwyżej ocierać się o ciebie kolanem, a nie jest to wygodna pozycja. Gdy jestem na ziemi, mogę czasami oprzeć policzek o twoje kolana, a ty od czasu do czasu przeczesujesz moje włosy palcami. Widzę i czuję twoją magię. To jest cudowne i warte tego, by siedzieć na podłodze. Gdy leżymy razem w łóżku i jestem zbyt blisko, czasami jest ci za gorąco. Wiem, że tak jest i odsuwam się od ciebie tak niewiele jak to tylko możliwie, by ci było wygodniej, ale bywa, że budzę się w nocy i przybliżam palce do twojego ramienia, by dotknąć twojej magii, choć mam ochotę opleść cię całego i zamknąć w moim uścisku. Wielokrotnie odczuwam taką potrzebę, gdy nie czuję się za dobrze. A nawet gorzej. - Zwróciłem twarz w stronę płomieni. – Gdy obudziłem się po ostatniej śpiączce, tysiąc razy chciałem poprosić Rona i Hermionę, by mnie objęli, by nie odchodzili. Bym mógł ich objąć i poczuć ich magię, gdy będę spać. A przecież, byłeś tuż obok i też mnie obejmowałeś. Przecież wciąż czułem twoją magię w sobie. Mimo to chciało mi się płakać, bo tylko zdążyłem ledwo musnąć palcami magię Hermiony. Gdyby nie to, że wtedy ze mną zostałeś, na pewno bym się rozpłakał.

Moi rozmówcy gapili się na mnie, a ja uśmiechnąłem się wymuszenie.

- Wiem, że wy nie odczuwacie takich potrzeb, dlatego staram się to opanowywać. Każdego irytuje, gdy zbyt mocno narusza się jego przestrzeń osobistą.

- Dlaczego nigdy o tym nie wspomniałeś? – zapytał Severus.

Westchnąłem.

- O tym, że jestem przytulającym się maniakiem?

Severus przewrócił oczami i pociągnął mnie za dłoń. Pozwoliłem na to, by podniósł mnie z ziemi i usadowił na swoich kolanach. Objął mnie, a ja oparłem z westchnieniem głowę na jego piersi. Czułem, jak jego palce gładzą mnie po plecach.

Remus, nieco zakłopotany, chwycił ciastko z stolika i zaczął je gryźć.

I o to właśnie między innymi chodziło. Ludzie byli zakłopotani, gdy oglądali kogoś w takiej sytuacji. Uspokajałem się w jego objęciach, a Remus po chwili zaczął się nam przyglądać nieco uważniej.

- Może to jest rozwiązanie problemu twoich śpiączek? – zastanowił się na głos.

Remus wstał z sofy i zbliżył się, tak by spojrzeć mi w oczy. Był poważniejszy.

- Może to nie tak, że jesteś osobą, która chce się przytulać z powodu nadmiaru uczuć, ale potrzebuje tego naprawdę. Może twoja magia, w kontakcie z magią kogoś innego, pozwala ci szybciej się otrząsnąć z tego twojego dziwnego stanu chorobowego?

- Też o tym pomyślałem – powiedział Severus, zanim zdążyłem otworzyć usta. - Trzeba podjąć ten temat z innymi.

Remus zawahał się, zanim oparł swoją dłoń na moim ramieniu.

- Czy coś się zmienia w kolorach magii, gdy ludzie cię dotykają?

- Kolory się mieszają - odparłem cicho, zerkając niepewnie na kochanka.

- Dobrze. Ale czy coś w samej magii osoby, z którą masz kontakt, albo w twojej, się zmienia?

Przyjrzałem się jasnemu złotu magii Remusa.

- Czasami.

- Co konkretnie?

- Wypełniam luki w magii.

Remus i Severus wymienili spojrzenia.

- Jakie luki? Wyjaśnij. A może potrafisz zademonstrować? – poprosił Remus.

Przekrzywiłem głowę. Nigdy nie próbowałem tego na osobie, która jest świadoma tego, co ma się stać. Robiłem to dla Severusa po wybudzeniu ze śpiączek i czasami, gdy coś mi się nie podobało u Rona bądź Hermiony. Ron był trudniejszy, bo faceci nie dotykają się i nawet jak był zestresowany przed meczem i chciałem uspokoić jego rozchwianą magię, to dotyk nie był wystarczająco długi. Gdy raz dłużej trzymałem go za ramię, popatrzył się na mnie, mrużąc oczy i ten kontakt wydawał się go tylko jeszcze bardziej niepokoić, więc go puściłem.

- Musiałbym cię dotknąć, Remusie.

Uśmiechnął się.

- Nie mam nic przeciwko.

Zerknąłem na Severusa, a ten bez słowa mnie wypuścił ze swoich objęć.

Wstałem i otoczyłem Remusa ostrożnie swoim ogonem. Wiedziałem, że jego podekscytowanie rosło. Powoli mój uścisk na nim zacieśnił się, a mój ogon otarł się o jego stopy i łydki. Uniosłem się nieco wyżej, tak by móc patrzeć na niego z góry i objąłem jego twarz.

Był zaskoczony, a na jego obliczu odmalowało się uczucie, które mógłbym nazwać trwogą. Nie przede mną, ale przed moją magią. Nie chciałem, by się mnie bał.

Gdy go trzymałem, było to tak łatwe, jak nic innego na świecie. Uspokoiłem jego magię bez trudu. Nigdy wcześniej nie robiłem tego aż tak świadomie.

- Potrafię odczytać czyjeś troski, radość, strach, zmęczenie. Czasami zdarzało się, że widziałem u Severusa zmęczenie tak wyraźnie, że sprawiało mi to fizyczny ból. Musiałem ofiarować mu wtedy nieco swojego dotyku, który pozwalał mu się odprężyć. Musiałem to zrobić, bo gdybym tego nie zrobił, bolałoby mnie to nieprzerwanie.

Poczułem dłoń Severusa na ramieniu. Wiedział, o czym mówię. Choć chyba dopiero teraz zdawał się to powoli pojmować.

Skupiłem ponownie wzrok na Remusie. Był on na mnie tak skupiony, jakby przerwanie kontaktu wzrokowego było dla niego sprawą życia i śmierci.

Uśmiechnąłem się delikatnie.

- Nie chcę cię krzywdzić, Remusie, pokazując ci złe strony tego, co mógłbym zrobić –powiedziałem, pobudzając swoją magią, tę należącą do niego. Lupin miał w sobie wiele smutku. Cieszyło mnie, że mogłem zniwelować choć część z niego. Od wielu lat miałem ochotę mu z tym pomóc.

Odnalazłem te pulsujące magią ogniki w moim ciele i wspomnieniach, po czym przelałem je na wilkołaka.

Otworzył oczy bardzo szeroko i wziął głęboki oddech.

Moja miłość, pragnienia, szczęście. Wszystko to, co przywoływałem do siebie, gdy chciałem wyczarować Patronusa. Remus drżał w moim uścisku, gdy pozwalałem jego magii prześlizgnąć się po tym wszystkim, co było w moim życiu piękne.

Jego oczy zaszły łzami, nogi poddały się i prawie upadł na kolana. Podtrzymałem go i przerywając połączenie, pomogłem usiąść na sofie. Gdyby nie to, że widziałem, jak jego magia wciąż wiruję od tego, co jej przekazałem, pomyślałbym, że coś mu się stało.

Remus, opierając łokcie na swoich kolanach, ukrył twarz w dłoniach. Drżał. Usiadłem obok niego na ziemi i dotykiem starałem się pokazać mu drogę do odzyskania równowagi.

Przekrzywiłem głowę, patrząc na niego pytająco, gdy w końcu na mnie spojrzał.

- Nic mi nie jest, Dan - zapewnił cicho. – To było niesamowite. Jakbym... dotknął źródła magii. Jak w tych legendach o podróży do początków czasu, gdzie magia była pulsującą energią szczęścia i miłości.

Uśmiechnąłem się z ulgą.

- To pan mnie nauczył przywoływać to wszystko, profesorze. Po to sięgam, chcąc przywołać Patronusa.

Zamrugał zaskoczony i zaśmiał się cicho, przeczesując swoje włosy.

- Nic więc dziwnego, że twój Patronus jest tak silny.

Remus potrzebował jeszcze chwili, ale w końcu zdołał odnaleźć nieco spokoju. Nie wiedziałem, że to, co mu przekazałem, może wpłynąć na niego aż tak silnie. Zacząłem się zastanawiać, czy to w ogóle był dobry pomysł, ale magia Remusa reagowała teraz żywiej i wydawał się być o wiele szczęśliwszy niż przedtem. Zazwyczaj skupiałem się na bardzo delikatnej ingerencji, tak by nikt nie zauważył, że coś robię. Nawet Severus nie zrozumiał nigdy, dlaczego naciskałem czasami na nasze zbliżenia. Mając bezpośredni kontakt z jego skórą, mogąc dotknąć jego magii prawie bezpośrednio, mogłem odrobinkami dać mu więcej spokoju i szczęścia.

Poczułem dłoń Severusa na ramieniu i uśmiechnąłem się do niego, pozwalając na to, byśmy wrócili na swoje miejsca.

Remus za to wstał.

- Późno już. Zostawię was.

Założył swój płaszcz i właśnie miał chwycić garść proszku Fiuu, gdy obrócił się jeszcze raz w naszą stronę.

- Dan, a może kluczem do opanowania twojej zdolności są właśnie twoje uczucia?

Podniosłem głowę, patrząc na swojego byłego profesora, a Severus zacieśnił swój uścisk na moich ramionach.