Rozdział XXIX: Połowa prawdy
Syriusz wytłumaczył, że jak tylko wstał świt, zszedł do piwnicy, w której miał nocować Remus. Wszyscy się niecierpliwili, czy jego wilkołactwo wróci podczas pełni i wcześniej ustalono, że Remus musi to przejść w tak naturalny i bezstresowy sposób, jak to tylko możliwe. A to oznaczało brak Wywaru Tojadowego oraz brak ewentualnego animaga, który mógłby wzbudzić agresję w wilku. Remus nie przemienił się w formę, którą zazwyczaj przybierał podczas pełni. Ale też i nie wrócił do ludzkiej postaci.
Syriusz prosił mnie, bym to naprawił.
Ja jednak mogłem tylko bezradnie kręcić głową na boki.
Black wpadł we wściekłość. Zaczął krzyczeć, że nie powinienem eksperymentować w taki sposób, że teraz zamknięto człowieka w ciele zwierzęcia! Jego wybuch był gwałtowny, szybko jednak przerwał go kilkuminutowym płaczem, po to by ponownie zacząć wrzeszczeć. Skończył na próbie wymuszenia na mnie obietnicy, że jakoś to naprawię.
Remus znosił to ze spokojem, patrząc na mnie i nie opuszczając mojego boku przez cały ten czas. Wywiązała się bardzo gwałtowna kłótnia między Syriuszem i Severusem. Próbowałem sięgnąć do magii wilkołaka, starając się go zawrócić, ale bez efektu. Remus kilka razy warknął na Syriusza w mojej obronie i gdy ten chciał opuścić komnaty, nie poszedł razem z nim.
Zaprowadziłem wielkiego jak dobrze odżywiony Bernardyn wilka do łazienki i nalałem mu wody do olbrzymiej wanny. Jasne było, że nie mógłby sobie sam poradzić z kąpielą, a ponieważ okropnie śmierdział potem po przemianie, postanowiłem mu pomóc. Severus popatrzył się na to nieco krzywo, mówiąc groźnie, że jeżeli odpływ zostanie zapchany kłakami, a po jego komnatach rozejdą się pchły, to ogoli Lupina.
Jednak żaden z nas nie zareagował na jego słowa, więc wkrótce, z ciężkim westchnieniem, zostawił nas samych.
Remus lizał mnie kilka razy po twarzy, jakby chciał mi pokazać, że nie obwinia mnie ani trochę za to wszystko i dopiero po tym, jak wymyłem jego sierść pachnącym rumiankiem szamponem, zrozumiałem, że robił to, bo co chwilę kapały z moich oczu łzy.
Gdy wyszliśmy z łazienki do salonu, Severusa już nie było. Sądząc po tym, jak wysoko znajdowało się słońce na niebie, musiało być już około siódmej rano. To znaczyło, że Severus musiał udać się już na śniadanie do Wielkiej Sali.
Ja nie miałem na nic siły, więc nie brałem nawet pod uwagę wyprawy na spóźnione zajęcia. Wytarłem sierść Remusa do sucha, podczas gdy ten stał spokojnie przed płonącym kominkiem i pozwalał mi na to wszystko. Później wziąłem swój grzebień i wyczesałem jego futro. Prawie przysypiał na porozrzucanych ręcznikach, gdy kończyłem.
Wtedy też dotarło do mnie, że musi być naprawdę zmęczony. Ja też czułem się wyczerpany. Wyrzuciłem ręczniki do kosza na brudną bieliznę, chwyciłem swój ulubiony koc i przemieniając się z powrotem, ułożyłem się obok kanapy, wyciągając dłonie w stronę Remusa. Podszedł i pozwolił mi się objąć, a ja ze wszystkich stron otoczyłem go swoim ogonem, przytulając mocno.
Czułem się tak strasznie winny, że go skrzywdziłem.
Remus zasnął prawie natychmiast w plątaninie mojego i jego ciała, a ciepły koc oraz płomienie w kominku nas ogrzewały. Mimo że spałem przecież tak niedawno, oczy same mi się zamknęły. Odpłynąłem.
XXX
Obudziło mnie pojawienie się Dumbledore'a i Severusa. Zamrugałem zdezorientowany; wilczy kształt podniósł się o wiele szybciej niż ja. Zerknąwszy na zegarek, przekonałem się szybko, że było już po zajęciach. Najwyraźniej pozwolono mi przebywać w samotności z Remusem kilka godzin.
Dyrektor westchnął z wyraźnym zmartwieniem na nasz widok. Skinął mi głową i skupił wzrok na wilku, siedzącym teraz na tylnych łapach.
- Rozumiesz wszystko? – zapytał staruszek Remusa.
Skinięcie pyska.
- Czy stałeś się dziki dzisiaj w nocy? – dopytywał dalej.
Pokręcenie.
- Czyli pełnia przemieniła cię w wilka, innego niż zazwyczaj, ale nie straciłeś świadomości samego siebie?
Skinięcie.
Severus potarł czoło i przeszedł przez salon, by stanąć za mną i położyć mi dłoń na plecach w milczącym wsparciu.
Dyrektor zamilkł. Najwyraźniej nie przychodziły mu do głowy żadne inne pytania, na jakie Remus mógłby odpowiedzieć tak bądź nie. Spojrzenie Dumbledore'a spoczęło na mnie.
- Dan?
Doskonale zdawałem sobie sprawę, co chce wiedzieć.
Dumbledore nie powstrzymywał nas przed tym eksperymentem. Remus nawet teraz, uwięziony w wilczej formie, też nie wydawał się być na mnie jakoś szczególnie zły. Ale wiedziałem, o co teraz pytał mnie dyrektor, a także zapewne i Lupin za jego pośrednictwem.
- Nie wiem, jak ci pomóc, Remusie – przyznałem, po raz pierwszy dziś chyba używając głosu. – Twoja magia wygląda najzupełniej normalnie. Nie mam pojęcia, co się dzieje. Nie wiem, co mógłbym zrobić, by ci pomóc.
Remus skinął pyskiem, a dyrektor spojrzał na niego z wyraźnym zmartwieniem i smutkiem.
- Może to się jeszcze odwróci podczas następnej pełni - powiedział starzec z nadzieją w głosie. Widziałem jednak w jego oczach, że nie jest przekonany co do swoich słów.
Zapytano się jeszcze Remusa gdzie chce się teraz udać, a on wyraził chęć pozostania w zamku. Syriusz pojawił się ponownie, tym razem nieco uspokojony i przeprosił mnie za słowa wypowiedziane w gniewie, choć nie pamiętałem nic z tego, co ponoć powiedział.
Remus i Syriusz znaleźli miejsce do spania w moich dawnych kwaterach. Przez to, co się stało z wilkołakiem, zrezygnowano też z moich dalszych ćwiczeń z panią Figg, która wróciła do domu. Dobrze, że te komnaty mogły się na coś przydać, gdy z nich nie korzystałem.
Dumbledore zorganizował prywatnego nauczyciela dla staruszki, która miała dalej ćwiczyć magię, ale najwyraźniej nikt nie chciał już ryzykować tego, bym mieszał w tak elementarnych i ważnych częściach ludzkiego jestestwa.
Huncwotów można teraz było często spotkać, jak biegali po zamku na czterech łapach. Zaczęli szukać możliwości powrotu wilkołaka na własną rękę. Widziałem się z Remusem prawie codziennie, a on witał mnie zawsze po psiemu radośnie.
Mimo to, ciężko było mi się pozbyć poczucia winy.
- Dan, to wszystko tylko znaczy, że możesz dokonać bardzo wiele. Musisz wciąż ćwiczyć! - namawiał mnie Severus, dwa tygodnie po okrutnej w skutkach pełni.
Nie wiedziałem jednak, co innego mógłbym robić oprócz tego, czego już wcześniej próbowałem. Nie było mowy, bym próbował działać swoimi zdolnościami na kogokolwiek więcej. Merlin wie, ile krzywdy mógłbym tym razem wyrządzić. Wiedziałem bardzo wyraźnie, jak wygląda „zniszczona" magia. Ale jak, u diabła, miałbym wypróbować coś takiego na kimkolwiek? Nawet gdyby mi kazano, to nie potrafiłbym dla eksperymentu pochwycić czyjąś magię, by ją zatrzymać, nie mówiąc już o jej zniszczeniu.
Ba. Nie wiedziałem czy odważyłbym się nawet w przypadku śmierciożerców. Moja teoretyczna wiedza mogłaby się skończyć na tym, że nie zablokowałbym magii, a kogoś zabił.
Dalej jednak starałem się ćwiczyć. Tym razem w samotności.
Oglądałem osłony Hogwartu, starając się odkryć, jak dokładnie się układają i w których miejscach splatają ze sobą. Magia zawarta w zamku była doprawdy łatwa do sięgnięcia, teraz, gdy wręcz sama na mnie reagowała. Gdybym tylko potrafił jakoś wyodrębnić magię śmierciożerców, tak, abym mógł zablokować każdemu z nich dostęp do szkoły. Jedynym łącznikiem wydawał się być Mroczny Znak. Który, oczywiście miał i sam Severus, co i jemu uniemożliwiłoby wejście do szkoły. Nie wspominając o tym, że przecież to tylko teoria i nie wiem, czy cokolwiek, co bym zrobił, udałoby się tak, jak tego chciałem. A po katastrofie, jaką była próba na wilkołaku, nie planowałem eksperymentować na ukochanym.
Jednak było coś w moim kochanku, co nie dawało mi spokoju.
Działo się to każdego ranka, działo się także kilka godzin później, gdy wracał po zajęciach do swoich komnat, i zauważałem również lekkie zmiany, zanim kładliśmy się do łóżek.
Wniosek był jeden. Severus coś przede mną ukrywał.
- Kiedyś wspomniałeś, że masz eliksir, który ma moc pozbycia się Mrocznego Znaku… - zacząłem ostrożnie, gładząc go po ramieniu. Severus spojrzał na mnie uważnie.
- Tak, mam - oświadczył spokojnie. - Odtworzyłem cały rytuał nadania Znaku i wiem, jakich słów użył Czarny Pan, choć gdy zajmowałem się tą sprawą, musiałem zapłacić majątek za wynajęcie kogoś, kto mi przetłumaczy wężomowę.
- Jest więcej osób, które mówią tym językiem? – zapytałem nieco zaskoczony.
Severus odłożył gazetę. Siedzieliśmy w salonie i Severus odstresowywał się przed pierwszymi egzaminami, mającymi się zacząć dnia następnego. Cieszyło mnie, że rok szkolny się kończył i już nie mogłem się doczekać pojechania do Treewalle. Chciałem odpocząć. Odciąć się od tego wszystkiego i zapomnieć choć na chwilę. Wakacje z Severusem brzmiały tak miło i zachęcająco.
Wylegiwać się w słońcu na trawie, przygotowywać Severusowi kawę ze śmietaną co rano, czasami coś piec z Gryzkiem w kuchni. Przytulać się do kochanka nad brzegiem rzeki.
- Gdy się czegoś szuka, wszystko się znajdzie. Wystarczyło znać kilka ciemnych zakamarków i popytać, a tłumacz się znalazł. Czarny Pan zmusił nas przysięgą, by magia śmierciożerców była mu posłuszna. Szarpie nas podczas wezwania za magię do siebie, tym samym zmuszając nas, byśmy do niego przybyli. Tak teoretycznie, jest to słaba imitacja tego, co sam robisz za pomocą swoich zdolności.
Przyjrzałem się magii Severusa. To, co było obce w jego ręce, było prawie niewidoczne i gdybym nie szukał, nie znalazłbym. Było to czymś w rodzaju rany albo przecięcia w magii Severusa. Wiedziałem, że gdy Voldemort go wzywał, wyglądało to tak, jakby z tej rany nagle wydostawała się strużka ciemnozielonej magii. Niczym pasożyt, który, ukrywając się pod skórą, na moment ożywa, by skrzywdzić swojego nosiciela.
- Czyli wystarczy, że będę używał mowy węży, tak? – upewniłem się. – Może zajmiemy się tym w końcu?
Severus otworzył i zamknął usta. Wydawał się niespokojny.
- Dan. Dlaczego chcesz to zrobić właśnie teraz? Nie rozmawialiśmy o Mrocznym Znaku od wieków.
Pogładziłem go delikatnie po ramieniu.
- On cię krzywdzi – powiedziałem miękko. - Wiem, że coś się stało, jak byłem nieprzytomny po świętach.
Severus milczał.
Przyjrzałem mu się uważnie.
- Kto ci powiedział? Dumbledore? – warknął, zaciskając wargi.
Pokręciłem głową i wspiąłem się na jego ciało, opierając głowę na jego piersi.
- Widziałem to, Severusie. W twojej magii. Za każdym razem, kiedy używano na tobie zaklęć lub krzywdzono cię fizycznie. Widziałem mnóstwo blizn, o których ty zapewne już nie pamiętasz. - Spojrzałem mu w oczy i pogładziłem go po piersi. - Nie ukryjesz tego, że zażywasz codziennie eliksiry, mające ci pomóc z efektami zaklęć. Może cię nie przyłapałem, bo jesteś dobry w ukrywaniu się z tym, ale ja to widzę!
Starałem się, by moje spojrzenie nie wyrażało niczego więcej oprócz determinacji i stanowczości. Chciałem, by powiedział mi prawdę i więcej jej nie ukrywał. Nie byłem słaby. Poradzę sobie ze wszystkim, co martwi go tak bardzo, że zdecydował się to przede mną zataić.
- Co się stało? Co ukrywasz pod zaklęciami maskującymi?
Severus westchnął ciężko i na chwilę uciekł wzrokiem w bok.
Zamknął oczy, przetarł dłonią twarz w zrezygnowanym geście i w końcu jego spojrzenie spoczęło ponownie na mnie.
- Zapewne pamiętasz, że Czarny Pan zażądał, bym przyprowadził pół-wężą istotę -zaczął matowym głosem. - Gdy zapadłeś w śpiączkę po świętach, wszystkie klasy miały styczność z żywymi wężami. Tak, by nikt nie powiedział, że się nie staram. Oczywiście u nikogo nie znalazłem zdolności mowy z wężami. Czarny Pan wzywał mnie kilka razy. Na początku maja zdenerwowało go, że nie widać efektów moich poszukiwań. Ukarał mnie więc.
- Jak?
Musiałem to wiedzieć.
Severus chwycił różdżkę i zdjął zaklęcie maskujące.
Przełknąłem.
Spora część jego twarzy miała inny kolor. Coś jak połączenie ciemniejszego i jaśniejszego materiału.
- Obdarli mnie po części ze skóry.
Zacisnąłem usta, a coś w mojej piersi ścisnęło się tak mocno, że nie mogłem nabrać kolejnego oddechu.
Zwijając dłonie w pięści, skurczyłem się cały, nie mogąc powstrzymać cisnących mi się do oczu łez.
Wtuliłem twarz w kark Severusa i oplotłem go ściślej swoim ogonem.
Przytulił mnie, gdy starałem się opanować targający mną szloch. Musiałem być silny! Obiecałem, że sobie z tym poradzę!
Poczułem, jak mój kochanek gładzi mnie po plecach.
Na Merlina! To ja powinienem pocieszać jego, nie on mnie! I to oczywiście przełamało moje postanowienie. Zaszlochałem, przez kilka długich minut nie potrafiąc się opanować.
Gładziłem jego skórę powolnymi ruchami palców. Wiedziałem, że coś było nie tak. Czułem zmianę całym sobą! Jednak Severus nic nie mówił i chciałem poczekać, aż będzie gotowy.
Kolejny raz moim ciałem wstrząsnął dreszcz i zaszlochałem z głębi piersi.
Jego magia była cierpiąca po tym, jak się obudziłem. Na początku myślałem, że było tak źle przez to, że się zamartwiał o mnie tyle czasu.
Gdy dotykiem przyniosłem jego magii ulgę i uspokoiłem jego ciało, myślałem, że będzie lepiej, jednak szybko się przekonałem, że coś wciąż było nie tak. Widziałem krzywdę w jego magii, której mój dotyk nie mógł naprawić. To znaczyło tylko jedno. To, co się stało, nie miało podłoża psychicznego, a była to fizyczna krzywda, której nie dostrzegałem.
Gdy to do mnie dotarło, zacząłem obserwować zachowanie ukochanego. Widziałem, że czasami Severus znikał w swojej pracowni o nietypowych porach i wracał stamtąd w lepszym stanie. Wnioski nasuwały się same.
W czasie, gdy mnie przy nim nie było, stało się coś na tyle poważnego, że wymagało to od niego codziennego zażywania eliksirów.
Bałem się jednak zapytać, co się stało.
Codziennie starałem się pomóc jego magii swoim dotykiem, ale na następny dzień znowu wydawał się być chory. Teraz już wiedziałem, dlaczego. Skrzywdzono go zbyt mocno. Przed nim długi proces leczenia.
Severus milczał, gdy pozwalał mi się obejrzeć.
Przesunąłem dłonią wzdłuż łączenia. Dobrze wiedziałem, która skóra była nowa. Jasne było, że musiały mieć w tym udział jakieś mroczne zaklęcia i eliksiry, bo byłem pewien, że coś takiego jak odtworzenie skóry nie zostawiłoby tak widocznych śladów.
Nowa część miała jakby szarawą barwę i mimo że nie była jakoś inna w dotyku, to magia otaczająca zranienie wciąż błyszczała. Teraz, gdy zdjął zaklęcie maskujące ze swojego ciała, widziałem to wyraźnie. Pozwolił mi odpiąć swoją koszulę, bym mógł sprawdzić, jak daleko sięga blizna.
Badałem go palcami, przesuwając opuszki wzdłuż łączenia się nowej skóry ze starą. Blizna biegła od wysokości paska jego spodni na lewym biodrze, przez całą pierś, aż do podstawy szyi. Tam widać było, że całe jego lewe ramię zostało brutalnie okaleczone, a dopiero później skupiono się na jego twarzy.
Delikatnie potarłem jego policzki palcami. Nie czułem zarostu po lewej stronie, mimo że prawa wydawała się lekko drapać. Cięcie biegło przez cały podbródek, poprzez kącik ust, okrąg obok nosa i kończyło się na prawie całym czole.
Ścisnęło mnie w dołku i ponownie zaszlochałem, mrugając, by odgonić wilgoć z oczu, gdy pogładziłem delikatnie jego włosy.
Severus westchnął ciężko i ściągnął jeszcze jedno zaklęcie.
Połowa jego głowy też była oskalpowana. Łysa czaszka po jednej stronie jasno wskazywała, gdzie szło ostrze potwora, który mu to zrobił.
Jego twarz była spokojna i było słychać tylko moje drżące, urywane oddechy, które łapałem, starając się uspokoić. Severus był okaleczony na resztę swojego życia.
- Dlaczego? – wyjąkałem, gdy mogłem już artykułować słowa.
Widziałem, jak złapał głęboki oddech, zanim zaczął.
- Czarny Pan uznał, że byłem zbyt nieudolny. Rozkazał, aby zrobiono to mnie za karę - odpowiedział neutralnym głosem, patrząc mi prosto w oczy. Był nadzwyczaj spokojny. - Był wściekły i to Avery miał wykonać polecenie. Ten nędznik uwielbia ten typ tortur. Wiem, że posiada kilka skór, które kazał sobie wypchać niczym trofea. Zrobił to za pomocą normalnego noża, dlatego blizna jest tak nierówna, a Czarny Pan dołączył do tego kilka zaklęć i klątw, tak bym nie stracił przytomności i nie wykrwawił się na śmierć. Na odchodnym dał mi do dyspozycji węża, którego miałem schować w Głównym Holu Hogwartu. Gad miał tam siedzieć i na własną rękę szukać kogoś władającego mową węży. Nie mogłem od razu po powrocie do zamku wrócić do swoich komnat, bo ty tam byłeś. Nie mogłem też go zabrać ze sobą do skrzydła szpitalnego, bo wiedziałem, że każde słowo, które zostanie wypowiedziane, na pewno ten mały szpieg przekaże Czarnemu Panu.
Musiałem tego głupiego węża schować gdzieś w okolicy wejścia do Wielkiej Sali. Przez zwłokę nie byłem opatrzony wystarczająco szybko i to są efekty. Zapewne zawiniły też zaklęcia Czarnego Pana. Później zemdlałem na schodach i dopiero rano znalazł mnie jakiś skrzat.
Patrzyłem w jego oczy, gładząc wciąż delikatnie jego twarz. Nie mogłem sobie nawet wyobrazić, jak wielki ból musiał przeżyć. I zrobił to, by mnie chronić!
Zamknąłem oczy, tuląc go.
- Skórę można było naprawić tylko w taki sposób, jak widzisz - wyszeptał. - Nie wiem, kiedy zdołam sprawić, by przynajmniej odrosły mi włosy, ale to, że wróciły mi rzęsy, dobrze rokuje. Choć przez jakiś czas pewnie będę musiał się maskować w ten sposób. Zaklęciami można bardzo wiele ukryć. Faktem jest jednak, że nowa skóra jest ogromnie nadwrażliwa. Zażywam eliksiry, by zniwelować te efekty, by móc przynajmniej w spokoju zażywać gorących kąpieli. Na początku nawet światło słoneczne sprawiało mi ból. Teraz nie jest już tak źle.
Gładził mnie delikatnie, przeczesując włosy. Jego serce biło mocno w jego piersi.
Dzięki Bogu, że to serce wciąż biło! Co bym zrobił, jakbym się obudził, a jego by już nie było? Zacisnąłem dłonie mocniej na jego koszuli.
Tyle dla mnie poświęcał. Cierpiał dlatego, że chciał mnie obronić. Czy ja kiedykolwiek zrobiłem coś dla niego?
Nie byłem wciąż w stanie wydobyć z siebie głosu, a on kontynuował.
- Po miesiącu, tuż przed tym, jak się obudziłeś, Czarny Pan kazał mi przynieść węża z powrotem. Przez cały ten czas dokarmiałem go, a on syczał na wszystkich przechodzących uczniów, zapewne szukając jakieś reakcji. Ty jednak spałeś, więc nie znalazł nikogo i nie miał nic do przekazania. Czarny Pan mógł się wściekać, ale nic to nie dało. Powiedział, że jak do końca roku szkolnego nie znajdę tego, kogo szuka, zajmie się drugą połową mojego ciała, i ją też poleci oskórować.
Zadrżałem na całym ciele.
Bogowie. Co ja miałem robić? Jak go ochronić? Łzy ponownie popłynęły.
- Jutro zaczynają się egzaminy - wyszeptałem. A następnie, nabierając oddech, wykrzyknąłem. – Jutro! Koniec roku jest ledwie za kilka dni! Dlaczego nic nie powiedziałeś?! Dlaczego, na Merlina, nic mi nie powiedziałeś!?
Nie mogłem złapać oddechu. Chciałem wrzeszczeć, uderzyć go za to, że nie powiedział mi o tym! Rozdrapać swoją własną skórę za karę, że to wszystko przeze mnie. Severus pójdzie na następne wezwanie i da się potwornie okaleczyć, byleby mnie chronić!
Chciałem cierpieć razem z nim.
Przytulał mnie i cicho do mnie mówił uspokajające słowa, a to przecież nie tak powinno być! To ja powinienem pocieszać jego! Ja powinienem mu dawać otuchy i siły! A to on mnie obejmował i uspokajał. Jak mógł być tak opanowany? Jak mógł się godzić na coś tak potwornego, dla mnie!?
Głowa mnie bolała, a oczy piekły, gdy długo później powoli odzyskiwałem panowanie nad sobą.
Byłem tak zmęczony płaczem, że ledwo byłem w stanie się poruszać.
Severus namówił mnie cicho, byśmy wzięli prysznic i położyli się spać.
Chciał ponownie rzucić zaklęcie maskujące, ale tylko pokręciłem głową, a on zrozumiał.
Przemieniłem się ponownie w człowieka, tak byśmy obydwoje zmieścili się w kabinie prysznicowej. I tam po raz kolejny przebadałem jego ciało.
Gdyby nie to, że jego skóra była innego koloru i brakowało na niej owłosienia, nie domyśliłbym się, że coś jest nie tak. Była tak samo gładka i ciepła. Na jego twarzy były zmarszczki w tym samym miejscu, co przedtem. Smak jego ust nie różnił się od tego, co pamiętałem. Gładziłem palcami część jego pozbawionej włosów głowy i gdyby nie był to efekt tak makabrycznego cierpienia, powiedziałbym, że to trochę młodzieżowy styl fryzury. Powiedziałem mu o tym i wspomniałem, że może powinien się zdecydować na kolczyk w uchu, pasemka i może nieduże skrócenie pozostałych włosów, a wyglądałby jak gwiazda mugolskiego rocka.
Severus uśmiechnął się, mówiąc, że cieszy się, że mój humor wrócił i pocałował mnie.
Odpowiedziałem.
Starając się zignorować ściskanie w gardle, rozpaczliwie chwyciłem jego ramiona, marząc o tym, byśmy nigdy więcej nie stracili się z oczu. Chciałem wetrzeć go w swoją skórę. Przywiązać do siebie. Zapisać jego smak w swojej pamięci, a jego magię posiąść na własność.
Sięgnąłem dłońmi do jego członka, ciesząc się na jego aprobujące ruchy bioder.
Gorąco wody oblewało moje rozgrzane ciało, wprawiając mnie w drżenie. Westchnąłem, gdy objął dłonią moją długość.
Pocałunki musiały się zakończyć, bo kręciło mi się w głowie, a ciało zaczęło słabnąć. Tak mocno pragnąłem tego mężczyzny, że z trudem mogłem się skupić na czymś więcej jak oddychanie i pozwalanie, by moje ciało wyginało się zachęcająco w jego kierunku. Zacisnąłem palce na jego ramionach. Zagryzłem zęby na skórze. Krzyknąłem, gdy objął mnie pod ramionami, obrócił plecami do siebie i pomógł mi stanąć na murku ogradzającym brodzik, tak, bym zyskał kilka dodatkowych centymetrów.
Wszedł we mnie. Na ten nagły atak na moją prostatę wygiąłem się w łuk, zacisnąłem mocno wszystkie mięśnie i prawie doszedłem.
Severus, podtrzymując mnie na wysokości brzucha, wycofał się i ponownie natarł, a ja poddałem się, strzelając na kafelki swoje wyzwolenie.
Severus warknął. Mocniej uchwycił moje biodra, tak bym nie osłabł całkowicie, co nie było takie proste, gdy wysiłek stanowiło dla mnie myślenie o tym, że należy oddychać, o staniu już nie wspominając. Zaczął poruszać biodrami.
Przypierał mnie do ściany, nie dając chwili wytchnienia.
Wdychałem i rozpływałem się z przyjemności. Kochałem tego mężczyznę.
Przyciskał mnie do ściany, gdy mnie brał, a woda spływała po moich plecach wzdłuż kręgosłupa.
Kolory tańczyły i wybuchały, gdy poczułem jego wyzwolenie w swoim ciele. Jego cudowna magia, wewnątrz mnie. Tak jakby dotykał mojej duszy.
Całował mnie po karku, odgarniając moje już nieco za długie włosy. Lubiłem, gdy to robił. Doceniałem też dotyk pasem na moim karku, gdy je delikatnie przesuwał, tak by pocałować mnie w ukryte pod nimi miejsca.
Woda spłukała pot z naszych ciał, a ramiona Severusa były bezpieczeństwem przed złem i samotnością.
Wciąż się dotykając, skierowaliśmy się do łóżka. Severus był nagi i piękny. Gładziłem go po twarzy i ciele, nie mając dość. Tyle mi dał. Tyle dla mnie poświęcał. Tyle dla mnie cierpiał.
Kochałem go!
Patrzył się wprost w moje oczy, więc mogłem widzieć jego reakcję na to, co chciałem mu pokazać właśnie teraz.
Swoją magią sięgnąłem do niego. Srebro mojej magii wplotło się w jego ciemną purpurę i wiązania zadygotały.
Rybki, skubiące jego stopy podczas ostatnich wakacji; on, mówiący mi, że jestem piękny; to, jak uśmiechał się do mnie, gdy podawałem mu zwykłą kawę podczas śniadania. Czucie jego dotyku. Możliwość dotykania jego. Seks. Ekstaza.
Pokazałem mu, jak wiele radości dawało mi dotykanie jego magii. Jak wiele znaczyło dla mnie, ile dla mnie robił.
Oczy Severusa się rozszerzyły i jego kręgosłup wygiął się na moment w łuk w dreszczu, który przeszedł przez jego ciało na to, co mu pokazywałem. Wziął drżący oddech, a jego oczy zabłysły.
Kochałem go.
- Kocham cię.
Pocałował mnie z taką pasją, jakby jutro miało nigdy nie nadejść. W głowie mi zawirowało, dłonie bezradnie sięgały w jego stronę.
- Też cię kocham, Dan.
Rozpłakałem się głośno, niezdolny by opanować falę uczuć, jaka mnie zalała.
Severus, wciąż mogąc poczuć to, co ja, jęknął i schował twarz w moim karku, oddychając z trudem.
- Cholera, Dan!
Był przytłoczony. Mimo że tak dobrze było dotykać jego magii bezpośrednio, wycofałem swój kolor, zrywając połączenie z jego barwą.
Uniósł błyszczące oczy i ponownie zaatakował moje usta. Połykaliśmy swoje oddechy i mimo że dopiero co mieliśmy jedno zbliżenie za sobą, ponownie przyciągnąłem go do siebie. Drżał, gdy z trudem znalazł siłę, by we mnie wejść. Obydwoje jęknęliśmy, a ja oplotłem go udami, przysuwając się bliżej.
Nie wykonał żadnego ruchu, a ja i tak byłem na granicy. Magia Severusa buzowała jak wulkan. Szarpnął biodrami, a ja krzyknąłem i doszedłem. Nie mogłem wytrzymać. To było takie piękne!
Severus też nie był jednak lepszy. Wystarczyło, że ponownie dotknąłem go lekko swoją magią, chcąc mu pokazać, co teraz czuję, a i on doszedł.
- To aż wstyd, że tak łatwo doszedłem. W moim wieku? – wysapał jakiś czas później w mój kark.
Zaśmiałem się cichutko.
Gładziłem go delikatnie po karku, ciesząc się, że mam go tak blisko, ale moje ciało, rozleniwione i zmęczone, powoli opadało w sen. Nie chciałem pamiętać o całym złu, czającym się poza naszymi komnatami. Nie było to ważne w tej właśnie chwili.
Nie wiedziałem, kiedy zasnąłem w jego objęciach, mając już w głowie przygotowany plan na następy dzień, i nie mając pojęcia, że wszystko wkrótce się zmieni.
