Parę tygodni później gdy siedziałam w małżeńskim pokoju i czytałam książkę, usłyszałam lekkie pukanie do drzwi. Odłożyłam książkę i zaprosiłam do środka osobę, która pukała. Okazało się, że tą osobą jest Wojna.

„Wybacz mi, że Ci przeszkadzam ale masz gościa." mówi mi krótko.

„Gościa?" jestem zaskoczona „Ja?"

„Tak. Zejdź na dół." odpowiada mi Wojna i znika za drzwiami.

Od razu odkładam książkę i schodzę na dół. Gdy widzę już przedpokój dostrzegam istotę, którą widziałam w pałacu Stwórcy.

„Witaj Grażyno, żono Śmierci." odzywa się do mnie istota i lekko schyla głowę.

„Witaj." odpowiadam jej i staję przed nią „Jesteś od Stwórcy, prawda?"

„To prawda." odpowiada mi „Stwórca mnie po Ciebie przysłał ponieważ jesteś potrzebna w spotkaniu rodzinnym."

„Rozumiem. Kto tym razem umarł?"

„Twoja matka."

„Moja… Mama?" pytam zaskoczona iw tym momencie do domu wchodzi Śmierć.

„Zobaczyłem konia na podwórku i postanowiłem…" zaczyna ale gdy widzi moją minę pyta „Coś się stało?"

„Moja mama umarła…" odpowiadam mu.

Śmierć od razu do mnie podchodzi i przytula mnie do siebie. Posłaniec od Stwórcy stoi i cierpliwie czeka, patrząc bez wyrazu na nas.

„Rozumiem, że masz jechać na rodzinne spotkanie." mówi do mnie Śmierć.

„Tak…" odpowiadam mu „Zaraz pojadę."

„Ja Cię zawiozę." decyduje Śmierć „Możesz pojechać przodem?" zwraca się do gościa „Pojedziemy tuż za Tobą."

„Oczywiście." odpowiada nam, kłania się i wychodzi.

Przytulam się jeszcze chwilę do Śmierci po czym odsuwam się od niego i idę do naszego pokoju się przygotować. Śmierć wchodzi krótko po mnie zabierając ze stoliku maskę i swój płaszcz. Zanim wychodzi obserwuje mnie i mówi:

„Będę czekać przed domem z Rozpaczą."

„Dobrze." odpowiadam mu i mój mąż wychodzi.

Przebieram się w czystą sukienkę, przeczesuję włosy, zabieram swój płaszcz i wychodzę szybko z domu. Na podwórku Śmierć czeka już z Rozpaczą. Podchodzę do nich, Śmierć pomaga mi wsiąść na konia i jedziemy do pałacu Stwórcy. Przez całą drogę myślę o swojej mamie. Wiedziałam, że przyjdzie ten dzień i po części się cieszę, że mogę w końcu się z nią zobaczyć. Zwłaszcza, że odeszłam tak nagle. Gdy tylko wchodzę na korytarze pałacu od razu zauważam Stwórcę. Podchodzę do niego wraz ze Śmierci i kłaniamy mu się nisko.

„Witajcie." wita nas Stwórca „Widzę, że małżonek Cię przywiózł."

„Tak." odpowiadam mu „Mogę już wejść do mamy?"

„Tak." Stwórca bierze mnie za ramię i podprowadza do drzwi „Rozmawiała już ze wszystkimi. Czeka teraz tylko na Ciebie."

„Dziękuję." uśmiecham się do niego, otwieram drzwi i wchodzę do znanego mi małego pomieszczenia.

„Grażynko, córeczko kochana!" słyszę głos mamy i od razu czuję mocne przytulenie.

Obejmuję ją ramionami i mocno ją do siebie przytulam. Gdy mama mnie puszcza składa mi pocałunki na całej twarzy po czym znowu mocno mnie przytula.

„Też się cieszę z naszego spotkania, mamo." mówię jej gdy mnie przytula kolejny raz.

W końcu mama mnie puszcza i mogę się jej przyjrzeć. Wygląda na sporo starszą niż ją zapamiętałam ale doskonale wiem, że to ona. Ona natomiast przygląda się mi i w końcu siadamy w fotelach trzymając się za ręce.

„Tak bardzo się cieszę, że Cię widzę." mówi do mnie pełna radości.

„Wybacz jeśli musiałaś czekać ale musiałam tutaj dojechać." odpowiadam jej lekko się uśmiechając „Zestarzałaś się."

„Ty za to wciąż wyglądasz na dwudziestolatkę." mama uśmiecha się do mnie „Wyglądasz tak samo jak w dniu kiedy odeszłaś."

„Musiało to być dla Ciebie straszne…"

„Było i to bardzo. Kiedy dostałam ten telefon myślałam, że świat runął mi pod nogami. Byłaś w końcu taka młoda, całe życie miałaś przed sobą. Janusz bardzo przeżył Twoją śmierć."

„Domyślam się…" odpowiadam jej delikatnie.

„Powiedziałaś mi, że musiałaś tutaj dojechać… Co się z Tobą działo przez te lata?"

„Wiesz mamo, przede wszystkim tutaj czas całkiem inaczej biegnie. Mi się wydaje, że nie minął nawet rok a na ziemi minęło ich kilkadziesiąt. A jeśli chodzi o moje życie po śmierci to mieszkam z Czterema Jeźdźcami Apokalipsy."

„Dlaczego mieszkasz z nimi?"

„Trochę nabroiłam w życiu i nie miałam okazji naprawić swoich błędów więc Bóg zesłał mnie do ich domku, żebym im pomagała w domu."

„Coś w stylu gospodyni?"

„Dokładnie tak."

„To przez te wszystkie lata pracujesz u nich jako gosposia?"

„No teraz już nie bo widzisz mamo…" waham się przez chwilę ale przypominam sobie jak Stwórca przy moim spotkaniu z najbliższymi mówił mi o tym, że każdemu przekazuję tyle informacji ile chcę „Ja poślubiłam jednego z Jeźdźców."

„Poślubiłaś? Jesteś żoną Jeźdźcy Apokalipsy?"

„Tak." uśmiecham się do niej.

„A to którego?"

„Śmierci. Nadal zajmuję się ich domem bo uwierz mi, że oni sami nie zawsze dają sobie radę z takimi codziennymi sprawami ale robię to, ponieważ to lubię."

„To aż niesamowite. Ja wiedziałam, że Janusz nie był tym jedynym."

„Jak to wiedziałaś?"

„Kiedy przyszłaś na świat byłam u wróżki i ona mi przepowiedziała, że widzi przy Tobie potężną aurę. Uwierzyłam w to bo inne jej wróżby dotyczące mojego życia się spełniły ale kiedy ogłosiłaś swoje zaręczyny z Januszem stwierdziłam, że albo wróżka musiała się pomylić albo po prostu nie wyjdziesz za niego. A potem był ten potworny wypadek i już całkowicie przestałam w to wierzyć. A tu proszę, miała jednak rację. Jaki on jest?"

„Wbrew wierzeniom nie wygląda jak kościotrup." śmieję się do niej „Ale jest bardzo szczupły, ma ciemne włosy, błyszczące oczy. Bardzo o mnie się troszczy a jak całuje…"

„Cieszę się, że jesteś szczęśliwa."

„To od niego dostałam jak się pobraliśmy." pokazuję mamie pierścionek.

„Jest śliczny." mama ogląda dokładnie mój pierścionek „Dużo ładniejszy niż ten, który dostałaś od Janusza."

„A co w ogóle z nim zrobiliście?"

„Oddałam go Januszowi. Chyba do tej pory go ma."

„Nadal go ma? Nie ożenił się?"

„Nie. Co rok przychodzi na Twój grób i zostawia tam piękny bukiet kwiatów. Za każdym razem jak go widziałam ciągle powtarzał jak bardzo wciąż Cię kocha i jak bardzo mu Ciebie brakuje."

„To smutne."

„Wierz mi, że próbowałam go przekonać by poszedł dalej ale on uparcie wraca do dnia Twojej śmierci."

„To naprawdę przykre."

„A tak w ogóle to myślisz, że mogłabym poznać Twojego małżonka?"

„Śmierć?" pytam ją zaskoczona „No nie wiem czy Bóg się na to zgodzi."

„Przepraszam bardzo." moja mama obraca się na fotelu w stronę drzwi „Czy jest możliwość bym poznała swojego zięcia?"

„Myślę, że tak." słyszymy zza drzwi głos Stwórcy.

Po chwili drzwi się otwierają i do pokoju niepewnie wchodzi Śmierć. Cieszę się, że wszedł bez swojej maski na twarzy. Rozgląda się niepewnie po pokoju więc podchodzę do niego, chwytam go za ramię i podprowadzam go do swojej mamy.

„Mamo, to jest mój małżonek." przedstawiam go mamie „Kochanie, to jest moja mama." przedstawiam Śmierci moją mamę.

„Bardzo miło mi poznać." odzywa się Śmierć lekko się uśmiechając.

Moja mama wstaje, podchodzi do nas i przytula nas obu do siebie. Widzę po wzroku Śmierci, że jest tym wszystkim zaskoczony. Kiedy nas puszcza odpowiada mu:

„Tak bardzo się cieszę, że mam przyjemność Cię poznać. Cieszę się, że Grażynka znalazła kogoś kogo kocha z wzajemnością."

„Grażynka jest cudowna." odpowiada jej Śmierć.

„Teraz mogę spokojnie iść dalej. Spotkałam swoją kochaną córkę i upewniłam się, że jest szczęśliwa. Dziękuję Ci bardzo." ostatnie zdanie moja mama kieruje w stronę drzwi.

Przytula nas raz jeszcze po czym odprowadza nas do drzwi. Niezbyt chętnie ją zostawiam ale sama widzę, że jest aktualnie najszczęśliwszą duszą w całym wszechświecie. Gdy wychodzimy z małego pokoju podchodzimy do Stwórcy.

„Dziękuję Ci." zwracam się do Stwórcy.

„Twoja mama była dobrą kobietą na ziemi." odpowiada mi Stwórca „Zasłużyła sobie na najlepsze. Teraz już możecie wracać do domu."

Uśmiecham się do niego, Śmierć bierze mnie za rękę zakładając przy okazji maskę i wychodzimy z pałacu. Gdy Śmierć sadza mnie na Rozpaczy odzywam się w końcu do niego:

„Dziękuję Ci, że ściągnąłeś maskę jak wchodziłeś do tego pokoju."

„Prawdę mówiąc zrobiłem to na ostatnią chwilę. Byłem tak zaskoczony kiedy Stwórca mi powiedział, że mam tam wejść, że dopiero jak przekraczałem próg, pomyślałem o ściągnięciu maski."

„Najważniejsze, że ją ściągnąłeś. Dziękuję."

Śmierć siada za mną z uśmiechem i pędzimy do domu.